IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pią Kwi 05, 2013 7:21 am

W tak dziwnym miasteczku nie da się znaleźć normalnego domu, dlatego ten nie różni się niczym od innych stojących obok. Jest on zrobiony z drewna pomalowanego na czarny, chociaż szczerze powiedziawszy osoba malująca budynek musiała być nieźle podpita. Niektóre miejsca widać, że są tylko raz przejechane pędzlem, inne deski są w ogóle nie pomalowane. Drzwi ogromne, dwuskrzydłowe ze srebrną kołatką z głową lwa. Przy klamce drewno jest bardzo podrapane, jakby ktoś próbował się dam dostać za wszelką cenę. Pewnie Gabryś się kiedyś wkurzył, bo zapomniał kluczy. Nieważne.
Okna małe również z drewna zasłonięte szczelnie granatowymi firankami w drobny motyw kwiatowy. W końcu mieszka tu dziewczyna, chociaż wszyscy byli temu przeciwko... Znaczy firankom. Czachy byłyby odpowiedniejsze.
Przez drzwi od razu wchodzi się do sporego salonu, który jest zagracony wieloma niepotrzebnymi przedmiotami. Po podłodze walają się puste pudełka od jedzenia, książki, porozbijane lustro oraz mnóstwo innych przedmiotów. Przynajmniej mieszkańcy tej chałupki mają czym w siebie rzucać, gdy się na siebie zdenerwują.
Na środku pokoju stoi trzyosobowa kanapa zasłana miłym w dotyku kocem i kolorowymi poduszkami. Przy sofie stoi mały stolik popękany w różnych miejscach. Widać również, że jedna z nóżek jest obwinięta taśmą klejącą jakby ktoś wcześniej ją złamał. Na stoliku wiele kubków i talerzy. Naprzeciwko kominek z cegły. Po obu jego stronach są powieszone jakieś obrazy, których i tak nie widać przez kurz.
Stoi tu również fotel z wystającą z tyłu sprężyną, na którą czasami wieszane są różne, bardzo dziwne rzeczy. Nie będę już wspominać co, bo jest to bardzo niestosowne w tym momencie.
W jednym rogu stoi kilka krzesełek, gdyby ktoś raczył Szanowną Trójkę odwiedzić. Jest tu też wielka szafa zawalona różnymi przedmiotami i ubraniami.
Salon służy również jako kuchnia. Po lewej stronie, gdy się wchodzi do domku, są umieszczone szafki kuchenne oraz różny sprzęt. Również stolik na dwie osoby oraz dwa drewniane krzesła. Podłoga, która "należy" do kuchni jest cała w kafelkach i, jak można się domyśleć, niektóre są popękane, a niektórych całkiem brak.
Oczywiście salon to nie jedyny pokój.
Jest tu również małe pomieszczenie z jednym dwuosobowym łóżkiem, które zakryte jest prawie całkowicie poduszkami, obok stoi tu także łóżko na jedną osobę z kilkoma pluszakami i kolorowym kocykiem. Szafa też tu jest, mała i nie tak zawalona jak ta w salonie.
Łazienka... Cóż, to chyba najczystsze pomieszczenie w tym domu. Jest tu wszystko co potrzeba. Mała wanna, prysznic, kibelek, umywalka i małe lusterko, a obok takie mini schodki by Mio mogła umyć ręce, ale już dawno z tego wyrosła. Oczywiście również tu trzeba wspomnieć, że kilka kafelków brak. Również drzwiczki od kabiny prysznicowej ledwie trzymają się na zawiasach, a o tym, że połowy jednej strony drzwiczek nie ma...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Kwi 11, 2013 7:48 pm

To wyglądało mniej więcej tak, że w połowie drogi Gilbert nie wiedział gdzie go wziąć. Na ogół raczej zostawiłby go trzęsącego się w jakimś rowie, albo sprzedał tej starej babcie z naprzeciwka. Podobno zawsze marzyła o czymś żywym, co dotrzymałoby jej towarzystwa. Sam Salvatore niespecjalnie się dziwił, że nikt nie chciał z nią przebywać. Ale to opowieść na inną porę.
- Mdlejesz jak debil. - przewrócił oczami, z nad wyraz mocną szczerością w głosie. Z drugiej strony...zawsze był szczery. Czasami tylko modyfikował prawdę na własną korzyść. Ot, w najciekawszych momentach. Jednakże w chwilach prywatności, naprawdę rzadko posuwał się do tego typu rzeczy. Teraz Arthur był świadkiem, jak prawdziwy może być ktoś, kto zwykle zgrywa całkowicie obcą osobę.
- Nigdy nie mówiłeś, że na widok ośmionogów trzęsiesz kolanami. - kolejne przewrócenie oczami.
W końcu jednak mina Gilberta zmieniła się. Odrobinę, wręcz niezauważalnie. Wszystko to spowodowane znanym terenem, znanym chodnikiem, drogą, domostwami. I jego rozwalającą się chałupą, która na tle pstrokatych i abstrakcyjnych budynków była szara i nieciekawa. To jednak sprawiało, że inni omijali raczej to miejsce. I życie im miłe, krzyżyk na drogę. Nie wytrzymałby w końcu takich tłumów z tak głupiego powodu. Pewnie byłby w stanie zrezygnować z normalności, dla tej niewielkiej chwili spokoju.
Zamek puścił.
Rozległo się ciche kliknięcie, a potem Wilk pchnął drzwi i wprowadził Arthura do środka. Zamknął za sobą nogą, zrzucił buty, kurtkę, szalik i ruszył wgłąb domu, w którym naprawdę dawno go nie było. Nikt jednak się z nim nie przywitał. To znaczy, omijając czworonożnych kumpli, którzy jak na komendę wydaną przez milczące usta właściciela, podnieśli się z ziemi i ruszyli w jego kierunku zwartym szykiem. Saitō jak zawsze merdał ogonem i łasił się do jego ręki. Natami przechylała głowę, zaszczekała dwa razy i również wprawiła puszystą kitę w ruch. Mozart gdzieś w kącie, błyskał na przybyszów nieprzychylnym spojrzeniem swych szkarłatnych ślepi. Chyba tylko kociak nie zwrócił na nich uwagi. Bawił się jakimś papierkiem. Pewnie jakimś śmiertelnie ważnym aktem z Akatsuki.
- Kawę? - zapytał, jakby wcale nic się nie stało.
Bo nie stało.
Wilk nie bał się pająków, nie odczuwał teraz strachu. Więc niby czemu miałby się tym głębiej przejmować? Samopoczucie Adricha też nie leżało w jego interesie. Nie miałby żadnych korzyści, gdyby pragnął mu pomóc. W końcu każda jego próba zrobienia dobrego uczynku, kończyła się katastrofą...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Kwi 11, 2013 9:34 pm

Blondas zaraz po wyjściu z parku nie wiedział, co właściwie robi. Najpierw był ten odruch, żeby tylko uciec z koszmarnego miejsca, a potem... Potem po prostu szedł tam, gdzie ulica i nogi wiodły. Z początku w miarę szybko, żeby oddalić się od widm umysłu, a potem wolniej. Nie wiedział, gdzie iść. Był tak bardzo zdezorientowany, że gdyby zapytać go o imię, to nie potrafiłby odpowiedzieć. Przyczepił się więc Gilberta. Nieświadomie, bo chwilami nawet nie miał pojęcia, gdzie jest i co robi.
- Bo nie umiem - burknął w odpowiedzi słabym, drżącym głosem. Tracenie przytomności nie było czymś, co zdarzało się u niego często. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce po "przesłuchaniu" w ciemnych, paskudnych podziemiach Czarnej Rezydencji. Głównie z powodu pewnego rodzaju zmęczenia. I utraty krwi. Mdlenie ze strachu było zupełnie czymś innym. Ale co z tego, że padał na glebę jak księżniczka, która właśnie zobaczyła coś, czego zobaczyć nie powinna? Nie przejmował się tym, a powiedzieć można nawet, iż szczerze mu to dyndało.
- Bo nigdy nie pytałeś. Powinno być gdzieś w papierach - rzucił nadal takim samym głosem. Sporo czasu pewnie zajmie mu dochodzenie do siebie po tym przeżyciu. Dlaczego choć raz park nie mógł pokazać mu czegoś innego niż koszmary i wspomnienia z przeszłości? Przecież zdarzało się, że objawiał też marzenia. Chyba, że... Całkiem możliwe, że Mroczny po prostu nie miał marzeń.
Rozejrzał się lekko nieprzytomnym wzrokiem. Kojarzył okolicę, ale na pewno nie stwierdziłby od razu, gdzie właśnie się znajdował. Aż do momentu zobaczenia tego charakterystycznego domu. Nie mógł go zapomnieć, w żadnym wypadku. Miał poważny dylemat, czy przekroczyć próg ledwo stojącej chatki. Coś kazało mu po prostu wiać. To dopiero musiała być wylęgarnia pająków. Choć kiedy był tu ostatni raz, żadnego nie spotkał.
Wszedł jednak. Lepiej tu niż gdzieś się włóczyć i nie móc trafić na swój dom, choć dobrze wiedział, gdzie stoi. Nie rozglądał się, nie patrzył na zwierzęta. Po prostu przyłożył rękę do lewego boku na wysokości serca i osunął się po ścianie na ziemię, opuszczając głowę. Jasne kosmyki zakryły mu część twarzy, czym wyraźnie się nie przejął. Pokręcił głową w odpowiedzi na pytanie Monstrum, ale po chwili odezwał się cicho, bo nie był pewien, czy czarnowłosy zauważył jego słaby gest.
- N-nie. Dzięki...
I siedział. Siedział pod tą ścianą jak jakaś sierota. Niekochana przez los i do tego wyglądająca, jakby zaraz miała umrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pon Kwi 15, 2013 5:55 pm

Gdyby Gilberta zapytano czy chce teraz zawrócić i zostawić tego karła tam, gdzie go zastał, w identycznym stanie, odpowiedziałby twierdząco. Gdyby zaś ktoś potem zapytał go, czy żałowałby takowej decyzji, zaprzeczyłby natychmiast. Był jednym z tych, dziwnych istnień, które nie przywiązują się do nikogo i do niczego. A raczej do nikogo i niczego, co było na tyle problematyczne, aby na nim polegać. Bo na nim się nie polegało. Wszystkie tego typu próby kończyły się tragicznym fiaskiem.
Co ja gadam? Właśnie sam siebie obraziłem. Do diabła, jestem idiotą - stęknął w myślach, przewracając przy tym swoimi dwukolorowymi oczami. Przywitał się jednak z psami, spojrzał na resztę zwierzaków. Brakowało tylko tego, aby Ler rozwalił się na suficie i zaczął zwisać łbem w dół. Wtedy „domowe zoo” nie byłoby wcale taką głupią nazwą. No i niewiele mijałoby się to z prawdą.
- Hmm? - wymruczał niczym potulny kociak, z ręką na czajniku. Obejrzał się za siebie, a zaraz potem rozległ się głośny trzask. Woda rozlała się po podłodze mocząc resztki dywanu, ubrania, pudła, kartoniki po jedzeniach. Czajnik poturlał się naprawdę niewielki kawałek naprzód i przystanął, w momencie, w którym Gilbert zbyt prędko jak na siebie rzucił się w stronę Adricha.
Dopadł do niego w sekundę czy dwie. Kucnął zaraz naprzeciwko i przesunął wzrokiem po jego sylwetce. Być może nie należał do osób szczególnie milusich, ale o swoich dbał. A przynajmniej tak skrycie sobie wmawiał. „To nie jest przyjaźń, to ze względu na Akatsuki”, mamrotało mu coś w głowie, gdy wyciągnął rękę przed siebie. Ujął podbródek blondyna i delikatnie uniósł jego głowę, zmuszając by spojrzał mu w oczy.
- Co cię boli? - zapytał głosem owiniętym nutką nieznanej emocji. Przełknął ślinę w dziwnym dla siebie roztargnieniu. Co się ze mną, do diabła, dzieje? - Gdzie? Pokaż mi, zabiorę ból.
Wolna ręka rozbłysła. To było delikatne, wręcz niewidzialne światełko. Moc leczenia przesunęła się wzdłuż jego ręki, poprzez nadgarstek, aż do łokcia i ramienia. Wilk zwilżył kącik ust językiem.
- Jesteś bardziej nieodpowiedzialny niż myślałem. Po cholerę szedłeś do Parku Złudzeń? Wszyscy wiedzą, że tam można spotkać tylko prawdziwe koszmary. Głupi.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Wto Kwi 16, 2013 9:47 pm

Blondyn pewnie po jakimś czasie wydostałby się z Parku. Kiedyś na pewno dotarłby do któregoś z wyjść i wymęczony przez ścigające go iluzje, wytwory wyobraźni, uciekłby w miejsce choćby trochę przyjemniejsze. Nawet pewnie najgorsze zakątki otchłaniowych slumsów były milsze od tamtego miejsca, w którym jeszcze kilkanaście minut temu przeżywał horror. Nikt inny by mu nie pomógł. I tak dziwne, że Wilczy nie zostawił go tam na łaskę i niełaskę wytworów chorego umysłu.
Strach wywołał szybsze bicie serca. Spowodował to również widok k o c h a n e j osoby, co w rezultacie dało wynik zdecydowanie za wysoki. Ból nie był jednak powodowany wyłącznie tymi dwoma czynnikami. Pewnie nawet nie był to jeden procent. Reszta wywodziła się z przeszłości kurdupla. Cudem w ogóle jeszcze żył, ale nikomu nie mówił, dlaczego zawsze starał się powstrzymywać wszelkie odruchy powodujące znaczny wzrost tętna i innych takich dziadostw. Nie przejął się dźwiękiem upadającego czajnika, choć drgnął wyraźnie. Nie podniósł głowy, przynajmniej dopóki nie został do tego zmuszony. Dziwnie półprzytomny wzrok skierowany został prosto w dwukolorowe ślepia Monstrum. Arthur rozchylił blade, może nawet nieco sine wargi, ale nie odpowiedział. Przynajmniej nie od razu. Zaczerpnął szybko powietrza. Tak, jakby mu go miało zabraknąć. Ból postanowił dźgnąć mocno, niczym ostry sztylet zatapiający się w czymś delikatnym.
- S-serce... - wymamrotał lekko drżącym głosem. - A-ale przejdzie - tak jak zawsze: mówi, że nic mu nie jest, chociaż w rzeczywistości cierpi. Idiota. - Nic na to n-nie poradzisz... - kolejne nagłe zaczerpnięcie powietrza. Przez chwilę próbował uspokoić oddech, przymknął oczy na góra trzy sekundy. - Zabrałbyś ból, ale przyczyna zostanie - mruknął znowu na niego patrząc. Zachowywał się tak inaczej. Mrocznemu nawet zaczęło się wydawać, że cały czas ma przed oczami iluzję, jednak ból zdecydowanie należał do tych prawdziwych.
- Skróty. I czasami pokazują się marzenia. Ale ja ich nie mam - wymamrotał w odpowiedzi, przykładając wierzch lewej dłoni do ust. Po odsunięciu bladej kończyny, nie zauważył na niej krwi. To był dobry znak. - Widuję mamę. I siebie. Wtedy jeszcze słabego i bezbronnego - wpatrzył się w dwa kolorowe punkty tuż przed sobą. Przymrużył powieki, jakby ciężko mu było je utrzymać i nie mrugał. - Póki nie zmieni się to w koszmar i nie widzę tamtych wydarzeń... to nawet... lubię na to patrzeć - ostatnią część zdania wyszeptał, zamykając ślepia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sro Kwi 17, 2013 6:53 am

Przewrócił oczami.
- Czasami tylko zastanawiam się, jak wielkim idiotą trzeba być, żeby mówić takie pierdoły jak ty. Uważasz mnie za głupiego czy ślepego? Arth, znam cię.
Oczy – mimowolnie – zatoczyły kolejny młynek. Gilbert zabrał rękę, wypuszczając jego podbródek, a potem z lekkim westchnięciem, oparł się kolanami o podłogę, aby dać sobie o wiele stabilniejszą pozycję, poczym z sekundowym zawahaniem włożył ciepłą dłoń pod materiał jego koszulki. Prawdopodobieństwo, że dotknie go ustami wynosiło tak złudny procent, że chyba on sam nawet nie kwapił się, aby przeszło mu to przez myśl. Odszukał miejsce po lewej stronie klatki piersiowej; w istocie ledwie go dotykał. Palce muskały jego skórę, ale było to tak delikatne, że nietrudno pomylić z uderzeniem motylich skrzydeł.
Wilk zacisnął usta. Nie interesowało go teraz jego zdrowie psychiczne. Jak zresztą zawsze. W końcu nie od niego zależało jego własne samopoczuczucie – a przynajmniej wychodził z takiego założenia. Zwyczajnie jednak nie uważał się za kogoś, kto byłby w stanie narobić więcej pożytku niż szkody. Dotychczas nikt jeszcze czegoś takiego nie ujrzał…
- I? Póki co lepiej? – zapytał ostrożnie, siląc się nawet na spokojny, wręcz kojący ton, choć chrypa była bardzo wyczuwalna w barwie głosu. Ucho zatrzepotało, gdy światełko po raz ostatni rozbłysło, a potem zgasło jak po trzaśnięciu bicza. Gilbert zabrał do siebie dłoń i obejrzał ją niedbale, jakby już był gotowy na ból. Wiedział, że albo się nie udało, albo cierpienie przyjdzie z czasem – w końcu moc musiała zadziałać w pełni, a o wiele lepszy efekt byłby, gdyby odważył się zastosować inną metodę przesyłania do Arthura swojej leczniczej energii.
- Przyczynę można zgnieść. Jak pająka. Ale wracając do wcześniejszych rozmyślań: ogromnym, wręcz kolosalnym. Pragniesz wspomnień, a natykasz się na koszmary. Zacznij o siebie dbać, bo ja wiecznie żyć nie będę – warknął, podnosząc się z kucek. Natami zapiszczała gdzieś w rogu kuląc ogon między tylnymi łapami. Prawdopodobnie wiedziała co zrobił jej właściciel i była zdenerwowana zdecydowanie bardziej niż on.
Salvatore się skrzywił.
„Ale ja ich nie mam”.
- Każdy ma. Chooy, że ci się nie spełniają. Zresztą, co to za marzenia, które można osiągnąć?
„(…) Wtedy jeszcze słabego i bezbronnego”.
- A teraz to niby jaki jesteś? Kwintesencją męstwa? Jeszcze nie widziałem, żebyś nie zachowywał się przy mnie w inny sposób. Chyba, że rzeczywiście to wszystko przez moje towarzystwo.
Kącik ust mimowolnie drgnął, pogłębiając brzydkie skrzywienie. Gilbert się niecierpliwił. Nie znosił ckliwych ani dramatycznych chwil.
- No i? Wspomnienia to wspomnienia. Stare czasy nie powrócą. Wierz mi, coś o tym wiem.
MioGabriel... Frederica... Maria... Etiena...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }



Ostatnio zmieniony przez Gilbert dnia Czw Kwi 18, 2013 7:25 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sro Kwi 17, 2013 9:40 pm

- Nie trzeba być idiotą. Wystarczy być mną - mruknął obojętnie. Przecież za każdym razem mówił, że wszystko jest okej i nie ma co się przejmować. Za każdym. Nawet, jeśli był połamany i właśnie się wykrwawiał. Chyba jeszcze nigdy nie powiedział Gilbertowi, że ma mu natychmiast pomóc, bo coś go boli. I jakoś Wilczy się tym nie przejmował. Dlatego teraz czuł się jeszcze dziwniej, jak we śnie albo nadal pod wpływem iluzji. - ...poza tym częściowo to jesteś ślepy - rzucił i nabrał nieco więcej powietrza w płuca, by po chwili je wypuścić, co wyglądało jak lekkie westchnięcie. Wyraźniejszego nie mógł jednak zrobić ze względów "zdrowotnych".
Blondyn zadrżał lekko, gdy palce Monstrum go dotknęły. Co z tego, że delikatnie, prawie w ogóle? I tak go łaskotał. Przyspieszone i trochę nierówne bicie serca zaczęło zwalniać, nieznośne dźganie zanikało z każdą chwilą, aż wreszcie stało się jedynie wspomnieniem. I lekkim mrowieniem, ale to było o wiele bardziej znośne od poprzednich odczuć. Przynajmniej znośne i nie tak denerwujące.
- O wiele - mruknął w odpowiedzi kurdupel, patrząc na Wilczego. Wargi przestały być sine, jasna twarz również odzyskała trochę koloru. Ogniki życia zaiskrzyły się gdzieś na dnie ślepi o barwie ostrej zieleni. Szmaragdy zaczęły jednak powoli ciemnieć i po krótkiej chwili wyglądały spokojnie. - A ty jak się czujesz? - zapytał... z troską? Możliwe. Spróbował lekko się uśmiechnąć.
- Tego nie da rady się pozbyć. Zostałem postrzelony w okolice serca, ale choć uratował mnie pewien Potwór, to schrzanił sprawę i teraz czasami boli. Miałem spokój dłuższą chwilę, ale znowu wróciło - oparł głowę o ścianę, patrząc na ciemnowłosego spod półprzymkniętych powiek. Wydawał się być taki wysoki, kiedy stał. A może po prostu Arthurowi się tak wydawało przez nagłą i chwilową falę zmęczenia, która przez niego przebiegła, wbijając obcasy. Odetchnął głęboko. Już mógł.
- Ja nie mam. Niczego nie chcę, zmiany niezbyt mnie obchodzą. Teraz jest dobrze - podniósł się z podłogi. Oczywiście, że nie było dobrze. Chciał czegoś, ale nie nazwałby tego raczej marzeniami. Zwykłe, tymczasowe zachcianki, które w każdej chwili mogły prysnąć jak bańki robione z płynu do mycia naczyń.
- Ech, Gilbert, Gilbert... - Adrich pokręcił lekko głową. - Każdy się czegoś boi. To raz. Dwa, że nie widziałeś dawnej wersji mnie, więc nie masz porównania. I trzy... - zbliżył się szybko, przyciągnął go do siebie i... po prostu pocałował. Na tyle krótko, żeby nie dostać w łeb, a jednocześnie na tyle długo, żeby kolorowooki to poczuł. Odważył się to zrobić. Ta, fakt, kwintesencją męskości to on nie był. Ale jednak to zrobił. Zaraz po tym oparł się plecami o ścianę, krzyżując ręce na piersi. - ...za dużo gadasz - rzucił unosząc kąciki ust w czymś w rodzaju zaczepnego i może nieco drwiącego uśmieszku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Kwi 18, 2013 5:27 pm

- Serio? - wymsknęło mu się - Mam nadzieję, że nie ma ciebie więcej. Już jeden egzemplarz jest irytujący.
Przewrócił oczami. Wydawał się taki zmęczony tym wszystkim. Zresztą, nie bez powodu. Dopiero co skopał Nathaniela, a raczej jego mazgajowatą wersję, chwilę potem chciał przeciąć park - podobnie jak Arthur - i napotkał stado niezbyt groźnych, ale nadal nieprzyjemnych dla oka wilków o śnieżnej sierści, następnie musiał jeszcze uderzać pająki-mutanty. A teraz co? Miał jeszcze robić za nianię, bo ktoś nie potrafił zadbać o swoje zakichane bezpieczeństwo?
- Wiem - burknął, wzruszając barkami. - Co z tego? Straciłem wzrok z pewnych powodów. Nie dlatego, że ktoś miał ochotę wydłubać mi oko łyżką jednorazową.
Nawet jeśli miała to być jakaś „ironiczna aluzja” czy coś pokroju „ja cię kocham, a ty jesteś dupkiem i tego nie widzisz!” to Gilbert nie zrozumiał. Może był zbyt dosłowny? A może po prostu nie miał ochoty doszukiwać się w tym wszelakich podtekstów, bo te mogły w ogóle nie istnieć. Dość często udawało mu się ostatnio wyłapywać fałszywe znaczenia cudzych gestów i źle interpretował słowa innych. Więc wolał brać to dosłownie, niż wcale.
„O wiele”.
No widzisz. I trzeba było kłamać? Gilbert obrzucił go zainteresowanym spojrzeniem, mierząc go od stóp do głów, jakby tylko tym sprawdzał czy moc rzeczywiście zadziałała. Ale zadziałać musiała. Wilczy stopniowo zaczął odczuwać coś, co ewidentnie mu się nie podobało. Lekki, kujący ból wbijał swoje igiełki w serce i zatykał gardło, utrudniając normalne oddychanie.
„A jak ty się czujesz?”
- Normalnie - odparł lekko, znów unosząc barki i opuszczając je w obojętnym geście.
„Kłamca”.
Machnąłby ręką, ale to by świadczyło, że ma w głowie ten tępy głos, który podpowiada mu za każdym razem, gdy tego nie chciał. Dlatego właśnie powstrzymał się przed tym debilnym gestem, bo Arthur naprawdę mógł sobie o nim wyrobić jakieś zjechane mniemanie. Owszem. Już zaczęło go pobolewać. Jeszcze chwila, a moc sprawi, że całkowicie pochłonie go nieprzyjemne uczucie.
Bardziej nie mógł jednak znieść tego jak zachował się Arthur. Gdyby miał możliwość - a miał, ale próbował to zatuszować wszelakimi: „nie chce mi się”, „nie teraz”, „później” - to chwyciłby za widelec i wydłubał mu oczy, aby już nigdy nie mógł na niego patrzeć z taką litością. Salvatore nie potrafił znieść tego uczucia, gdy ktoś się o niego martwił. Po co ta troska?
- Bo? - zapytał unosząc brew ku górze. - Bo ci się nie chce? Bo rozdrapujesz rany? Bo o tym ciągle myślisz? Bo, bo, bo, bo... - warknął - Jesteś cholerną pierdołą, Arth. Weź się w garść. Jak ci wraca ból to zachrzaniaj do lekarza. Po to są. Jeśli nie, nie marudź.
Postawa przyjęta przez Wilczego. Od zawsze. Już nie pamiętał, kiedy padł gdzieś pod drzewem i chciał komukolwiek potem powiedzieć, jak źle się wtedy czuł, jak cierpiał i jak go bolało. Co kogo to niby interesuje? To samo z Gilbem. Jak ktoś myślał, że mocząc mu rękaw wyłudzi litość to szczerze się mylił.
- Tak. Bo niby tylko ty jesteś taki wyjątkowy - prychnął z wielce urażoną miną - Nie byłbym tego taki pewny. Marzenia, cele, przyszłość... każdy o tym myśli. Nie możesz być odstępstwem. Właśnie byłem świadkiem, że jesteś bardzo uczuciowy.
Żeby nie powiedzieć „tchórzliwy”.
Wilk poruszył uchem. „Ech, Gilbert, Gilbert...” - skąd on to znał?
- Jasne, że każdy - wtrącił mu, bo taką miał już zaplutą naturę, aby wtrącać swoje trzy grosze zawsze i bez względu na sytuację. Sam był zresztą bardziej ludzki niż ktokolwiek mógł się po nim tego spodziewać. - Twoja dawna wersja oczywiście niezbyt by mnie ruszyła. Też byłem mały i słodki - mruknął, tak jakby w to w ogóle wierzył. „I trzy”. Gilbert otworzył usta i w sumie na tym skończyło się piękno wiosennego poranka.
Poczuł tylko krótki pocałunek. To trwało może sekundę, góra dwie, ale i tak udało mu się nie ruszyć choćby o milimetr. Dopiero długo po fakcie, gdy wciąż czuł obcy smak na ustach, poruszył lewą dłonią. Palca wyprostowały się powolutku, by zaraz zwinąć ku sobie i uformować coś niezbyt przyjemnego.
„Za dużo gadasz”.
Trzask.
Grzywka opadła na czoło, rzucając cień na oczy Wilka. Pięść uderzyła Arthura dokładnie w policzek i to z taką siłą, z jaką dotychczas nigdy się wobec niego Gilbert nie obnosił. Warknął, przeciągając dłonią wzdłuż paska od spodni. Wyciągnął nóż sprężynowy, który przez blask rzucany z okna nagle odbił od siebie ostatnie promienie słońca Otchłani.
Gilbert przechylił głowę, aż coś strzyknęło w karku.
- A ty pozwalasz sobie na zbyt wiele...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Kwi 18, 2013 7:17 pm

- Czekaj, niech użyję resztek mózgu... - przyłożył palec wskazujący do ust, kciuk opierając lekko o podbródek. "Zamyślił się" na krótką chwilę. - Z tego co pamiętam, to nie mam brata bliźniaka, a reszta mojego rodzeństwa była normalna. Nie, raczej nie ma mnie więcej - chyba, że Scott będzie jak ja, dokończył w myślach. Miał nadzieję, że jednak dzieciak nie zechce iść w jego ślady, bo to byłaby tragedia. Jak na razie się na to nie zapowiadało, ale cholera wie, co przyszłość przyniesie. Lubiła robić niespodzianki tym, którzy najmniej się ich spodziewali. A można powiedzieć, że Mroczny do takowych należał.
Z gardła krasnala ogrodowego wydobyło się ciche mruknięcie, które właściwie nie wiadomo, co miało znaczyć. Dość wątłe ramiona uniosły się i opadły w geście obojętności. Nie obchodził go wzrok Wilka, dla niego mógł być nawet kompletnie ślepy. Nie to się dla niego liczyło. Nie był ważny też wygląd. Ciężko stwierdzić, co tak bardzo ciągnęło Adricha do ciemnowłosego. Chyba nawet sam jeszcze o tym nie wiedział.
- Więc w takim razie nie machaj za mocno lewą ręką. Za kilka minut przejdzie - rzucił spokojnie. Oczywiście, że wiedział, jak teraz może czuć się jego "wybawca". Pytanie zadał w bliżej nieokreślonym celu, najprawdopodobniej z czegoś w rodzaju poczucia winy, że przez niego będzie coś bolało pewną osobę przed nim. Tsah. Kurdupel okazywał uczucia. Tego to jeszcze w żadnym cyrku nie grali...
- Tak, bo. "Bo" jest krótsze niż "ponieważ". Rozpamiętuję, BO mam wkurwiająco trwałą pamięć. Wymówki everywhere. Co z tego, że jestem pierdołą? Zawsze byłem, czasami może tylko bardziej to maskowałem. I nie wiem, czy mnie słuchasz. Schrzanił sprawę używając mocy. To je zjebane, tego nie naprawisz. Poza tym - nienawidzę lekarzy - ach, te bezsensowne, pozbawione ładu i składu słowotoki niemyślącego Koszmarkowatego. Nic, tylko przerabiać na książkę i używać do torturowania więźniów albo do usypiania i straszenia dzieci.
- Mhm. Cel na dzisiaj: przetrwać do rana. Wielkie mi marzenie. Przyszłość? Wolę myśleć na bieżąco. I oczywiście, że jestem uczuciowy. W końcu jestem człowiekiem. Znaczy byłem.
Westchnął ciężko. Lubił spotykać się z Gilbertem, lubił z nim przebywać i rozmawiać, ale kiedy zaczynały się dyskusje, to najchętniej zwiałby w kierunku przeciwnym od szefa. Nie miał cierpliwości na tyle dużej, żeby uparcie stawiać na swoim przez dłużej niż parę chwil. I najzwyczajniej się poddawał.
Tak. On kiedyś był słodki... Ahahahahahahaah...hah... To był żart? Jak tak, to udany. Ciężko wyobrazić sobie słodkiego Wilczego, to po prostu do niego nie pasowało. Zupełnie jak w przypadku dorosłych, gdy mówią "kiedy ja byłem młody...".
A potem...
Uderzenie. Silne i bolesne, jednak Adrich się tym nie przejął. Po sekundzie znowu patrzył na ciemnowłosego. Spodziewał się tego. Przez chwilę mogłoby się wydawać, że po prostu mu odda. Zacisnął nawet prawą dłoń w pięść, lecz szybko rozluźnił srebrzyste palce. Nie. Lepiej nie bić szefa z prawej i z tą siłą, którą dysponował. A lekko nie potrafił. Blondyn zbliżył się do Wilka, uniósł powoli i niezbyt wysoko ręce, rozkładając je. Był bezbronny, nawet nie wyciągnął broni, którą przecież miał tuż obok. Spokojna zieleń oczu nagle stała się jadowita, zmiana ta nastąpiła szybciej niż zwykle - od razu.
- Dalej. Dźgnij mnie. Skalaj biel szkarłatem krwi, ugódź w pierś, zabij mnie za uczucia. Masz odwagę to zrobić? Po tylu latach? - teraz już nie zachowywał się "inaczej". Był bardziej Arthurowy niż zwykle, choć jednocześnie coś różniło go od tej zwykłej, obojętnej postawy. Podobnie było we Włoszech parę miesięcy temu, kiedy wkurzył parę osób, a potem urządzili sobie bieg przez Rzym. Identyczna pewność siebie, odwaga, patrzenie przeciwnikowi w oczy bez mrugania, z lekko przymrużonymi ślepiami. - Co powiesz Audrey, kiedy nagle zniknę? Nie... Co powiesz Eiko. Będziesz kłamał, jak to masz w zwyczaju? Zniknąłem, rozmyłem się w powietrzu, uciekłem, miałem dość, zabiłem się? - nawet głos kurdupla brzmiał inaczej niż do tej pory podczas "luźnych" rozmów z Gilbertem. Całkowicie pozbawiony emocji, dziwnie spokojny, obojętny. Nienaturalny. I może nawet nieco niższy niż zazwyczaj. Możliwe, że różnooki kojarzył tą postawę z początków ich znajomości. - No dalej. Myślisz, że się boję? Spotkałem Śmierć już tak wiele razy, że nie liczę. Jestem gotowy znowu ją zobaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pią Kwi 19, 2013 3:29 pm

Resztek czego? ― zapytał złośliwie, przyglądając się mu bez grama ostrożności. Nie sądził zresztą, aby Arthur miał coś takiego. Tym bardziej, że sam Adrich wydawał się nie być pewnym posiadania tego ważnego organu. Chociażby przez to zbędne „resztek” w jego wypowiedzi. I ta zamyślona mina... Oho, szare komórki pewnie właśnie mają zwarcie. Może Wilk powinien go uprzedzić, że długo niewłączany sprzęt może nie działać należycie? ― Całe szczęście ― dodał jednak, całkiem normalnym głosem jak na kogoś, kto w środku toczył wewnętrzną walkę. Sam nie był pewien czy Arthur ma jakąkolwiek rodzinę. O Scottcie nawet zapomniał, w końcu widział go może... raz? Albo wcale. Teraz nie był nawet pewien czy to tylko umysł płata mu figle podsuwając obraz dzieciaka czy jednak do spotkania kiedyś doszło. Ale nawet gdyby; Mroczny musiał być koszmarnym ojcem, skoro nie pilnował syna. Owszem. Co innego, gdyby ten był już nastolatkiem albo chociaż na studiach. To nie. Hulaj dusza, Boga nie ma.
Na kolejne słowa Salvatore`a coś ścisnęło za gardło. Miał ochotę chwycić za miotłę, która prawdopodobnie znajdowała się gdzieś w okolicach górki brudu, pomiędzy jednym wieszakiem a drugim, a potem z całej siły grzmotnąć go w głowę, aby wszystko poprzewracało się na właściwie miejsce. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że skończonych tematów się nie drąży. A on drążył. Drążył i drążył jak jakiś drążacz, nie wspominając już o tym, że wysłuchiwanie tego nie należało choćby do ostatniego miejsca na liście Wilka - „Co chciałbym teraz robić?”
Zawsze zresztą docierało do niego to samo. Bla bla, boli mnie, ale nie lubię lekarzy. Co to w ogóle za chore paranoje? Jeśli boli to niech zapieprza do sanitariusza, aż się za nim będzie kurzyło. Jeśli tak bardzo nie znosi facetów w białych kitlach, to niech zamknie paszcze i nie odzywa się na ten temat choćby słówkiem. Rany, to nie tak, że Gilbert był bezdusznym gnojem, po prostu... chociaż... w sumie to był bezdusznym gnojem. I w sumie wcale go nie interesowało jak został postrzelony Arthur, czy jest to uleczalne i na jak długo pozostanie mu ten efekt uboczny. Wierzył bardziej w medycynę niż jego denne wytłumaczenia: „bo tak”. W końcu nawet coś, co pozostawiło trwały, bolesny ślad po mocy, mogło również zniknąć, w ten sam sposób. Co on? Wczoraj się urodził, żeby nie wiedzieć, że wszystkie klątwy się łamie, a nakazy dopisuje? Nawet Gilbert zdawał sobie sprawę, że gdyby ktoś w magiczny sposób odciął mu rękę, to i w magiczny sposób ktoś inny mógłby ją przywrócić. Wystarczyło poszukać lub udać się do kogoś, kto miał świetnie rozgałęzione kontakty. Że Koszmar nie chciał... inna sprawa.
Cel jak cel. Chyba jak u każdego. Ale tym samym sobie zaprzeczyłeś. To się nazywa paradoks ― wywarczał, obracając nóż w dłoni. Ostrze cały czas wyłapywało promienie zachodzącego słońca i mieniło się delikatnym, złotym blaskiem. ― Powiedziałeś, że masz cel. Dożyć jutra. I powiedziałeś, że myślisz bieżąco, a więc nie o jutrze. Gdzie sens, którym się bronisz? Łżesz czy sam nie wiesz czego chcesz?
„Dalej. Dźgnij mnie”.
Oj, nie kuś ― parsknął ironicznie, kręcąc przy tym głową. Wystarczył mały krok, aby zagrodzić Arthurowi jakąkolwiek drogę ucieczki, wystarczyło wyciągnąć dłoń, złapać go albo od razu zatopić ostrze aż po brzegi w jego ciele. To, że jeszcze żył było kwestią minut lub szczęścia. ― Musisz być zdesperowany, żeby się we mnie zakochać. Ale wiesz? Ja ciebie też kochałem ― stop. Gilbert nagle wzruszył barkami. ― W sumie co ja chrzanię? Nie kochałem cię. Ale byłbym w stanie zaproponować ci wspólne mieszkanie w towarzystwie psów pasterskich i zapewnić stosunkowo niebezpieczne, ale za to ciekawe życie. Ale to spieprzyłeś. Jak wszystko, co?
Tyle przegrać.
Hemoglobina.
Taka sytuacja.
Nie myśl, że teraz próbuję zrzucić winę na ciebie. Też popełniam błędy. No... czasami. Nie było lepiej tak jak było? Codzienne pogadanki, nagłe zwroty akcji, wspólni wrogowie i wyjazdy do Włoszech? Nie. Oczywiście, że nie. Bo ubzdurałeś sobie, że twoje serce nie jest z kamienia, a jak nim jebniesz o ścianę, to się rozpryśnie i wtedy dopiero zaboli. Jesteś jakimś chorym masochistą?
W czasie wypluwania kolejnych słów, zbliżał się o ledwie minimetr. Dłoń, obsypana pasmem starych blizn i nowych, niedawnych nacięć, nagle mocniej zacisnęła się na rękojeści noża. Palce pobielały na koniuszkach, mięśnie napięły się. Ostrze było delikatne, muskało szyję Arthura jak skrzydła rozjuszonego motyla. ― Szantażujesz mnie? ― brakowało tylko tego, aby teraz się zaśmiał. Minę miał jednak poważną. ― Bingo. Okłamałbym je. Niby dlaczego miałbym stawiać się w złym świetle? Audrey to dobra wojowniczka, nadaje się do Akatsuki, na trudne misje, o których nikt inny nie chce słyszeć. A Eiko? ― zrobił kolejne „stop”, jakby przywoływał sobie jej obraz. Wyglądała przepięknie. Dokładnie tak, jak każdy chciałby ją sobie zapamiętać. ― Eiko to dobra dziewczyna. Uczynna, śliczna, wierna... i smaczna. Kłamstwo dla dobra ogółu nie jest grzechem, kotku. Ale mógłbyś ułatwić mi sprawę.
Ostrze zabłysło, gdy Gilbert podrzucił nóż. Zaraz złapał go za brzytwę, wyciągając rękojeść w stronę blondyna. Nawet nie zerknął na broń. Bez końca wpatrywał się mu głęboko w oczy, z taką samą silną obojętnością. Teraz tylko przeszłość mogłaby go złamać.
Sam się zabij. Jeśli nie boisz się śmierci, jeśli jesteś gotów ją zobaczyć i ugościć... Na co czekasz? Zginąć z ręki ukochanej osoby to najtragiczniejsza śmierć. Wszyscy wiedzą to od zarania dziejów. Tak będzie łatwiej i prościej. Ale... powiem ci coś. Nie dźgnij się w serce, gardło ani skroń. Po prostu rozetnij brzuch lub rękę, nogę... Może ktoś zdążyłby cię uratować. A wtedy przekonałbyś się, jak fatalnego dokonałeś wyboru.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pią Kwi 19, 2013 7:26 pm

Uśmiechnął się lekko. Nie no, musiał mieć mózg, w końcu żył, prawda? Tylko niekoniecznie zawsze go używał. Prawie że nigdy, bo rzadko się zdarzało, że myślał o sytuacjach, w których się znajdował. Czasem nawet najpierw zabijał, a potem próbował przesłuchać ofiarę, chociaż aż tak tragicznie to nie bywało. Najczęściej jak był wyprowadzony z równowagi w stopniu... mocnym. A żeby to zrobić, trzeba się bardzo postarać.
Witamy w systemie Windows. Internet Explorer jest obecnie twoją aktualnie używaną wyszukiwarką myśli. Mózg not found.
Arthur miał rodzinę, o czym Gilbert na pewno wiedział. W końcu znał Eiko, a nawet Audrey, choć ona to już taka "przyszywana" i ich relacja polegała na słownym uznaniu się za rodzeństwo parę lat temu, bo się im nudziło. I nie, raczej nie widział Scotta. Chyba, że przypadkiem, bo Truciciel postanowił się przejść gdzieś w pobliżu niego. Jednak jeśli do czegoś takiego doszło, to na pewno zostałby zapamiętany, bo ciężko nie zwrócić uwagi na coś bardzo podobnego wyglądem do starszego Adricha. I w dodatku tak niskiego. A Mroczny był beznadziejnym ojcem. Bo niby czego spodziewać się po niedojrzałym psychicznie idiocie, który najchętniej przeleciałby wszystko co żywe i nieżywe, nie dbając o to, że może tym kogoś zranić? Zresztą... Scott wydawał się być doroślejszy od większości dzieciaków, nawet tych starszych od niego.
Koszmar szukał. Przez prawie sto lat. Za każdym razem nie dawało to efektów, więc po prostu sobie darował. Nie utrudniało mu to życia, a czasami nawet przypominało, że jeszcze te serce ma.
- Powiedziałem, że wolę myśleć na bieżąco, a nie, że to robię cały czas. Jednak mnie nie słuchasz - odpowiedział. Oczywiście, że często zaprzeczał samemu sobie - taki już los nieużywającego mózgu. - Kiedyś też mówiłem ci, że nie wiem, czego chcę. To się chyba nie zmieniło - rzucił mruknięciem. Dawne dzieje, ale on to pamiętał. Choć fakt... On akurat pamiętał zdarzenia sprzed setek lat...
Wątpił w to, że Wilk go dźgnie. Do tej pory tego nie zrobił, a parę minut temu rzucił się do niego, bo tylko wylądował pod ścianą z nieważnego powodu. Zawsze starał się dbać o swoją "własność" i choć udawał niezainteresowanego, to ciągle go obserwował i wiecznie ratował z opresji.
- Nie jestem zdesperowany. I nie potrafię wytłumaczyć powodu tego uczucia, ani określić czasu, w którym się to zaczęło - mruknął z tym nienaturalnym spokojem. Kurwa robot. - Nadal chrzanisz. Myślisz, że ci w to uwierzę? Ty mnie po prostu nienawidzisz. To widać - zaraz mu się załączy emo mode i dopiero będzie dziwnie. Będzie pierdolił, jak to świat go nie kocha, w ogóle jest nienawidzony i hejcony przez wszystkich, a potem siądzie w emokąciku i zacznie się ciąć kartką papieru. Przez sam opis sytuacji idzie się popłakać...
- Nigdy nie sądziłem, że jest z kamienia. I tak, jestem. Tylko ostatnio zbyt często traciłem krew, żeby regularnie zaspokajać potrzebę odczuwania zadawanego sobie bólu - patrzył na niego jadowitymi ślepiami z obojętnością tak silną, że aż nienaturalną. Do tej pory bał się go, starał się nawet nie patrzeć prosto w oczy. Teraz przychodziło mu to z łatwością, jakby patrzył w lustro. Nie robiło to na nim wrażenia, nawet najmniejszego. Nie czuł strachu, zdenerwowania. Niczego. Patrzył na niego nie dbając o to, że niebezpieczne narzędzie zbrodni ma tuż obok szyi. - Nie, nie szantażuję. Ale o ile Drey by ci jeszcze mogła uwierzyć, tak Eiko mnie zna. Dobrze wie, że nie odebrałbym sobie życia. Poza uczynnością, ślicznością, wiernością i smacznością wyróżnia ją też dociekliwość. Chciałaby prawdy i zdobyłaby ją sama, gdybyś jej nie powiedział - pod pewnymi względami nie zmienił się przez te wiele wieków życia. Umieranie cały czas przychodziło mu z trudem i opierał się jak mógł. Samobójstwa nie były czymś, co popierał i nie próbował czegoś takiego.
- Wolałbym zginąć z ręki ukochanej osoby. Jestem inny - odezwał się po krótkiej chwili milczenia i wpatrywania się w nóż. Wyciągnął jednak lewą dłoń, powolnym i ostrożnym ruchem. Zacisnął palce na rękojeści i nagle szarpnął, nie dbając o to, że może poranić Wilka. Właściwie, o to właśnie mu chodziło. Dlatego też szybko zmienił pozycję stania - przemknął po lewej stronie Monstrum, atakując go kilkoma szybkimi, ale płytkimi cięciami. Wcale nie chciał go skrzywdzić. Nie mocno. W jego ślepiach dało się zauważyć coś w rodzaju obłędu, szału, psychicznego napadu uciekiniera z psychiatryka. Nie miał pojęcia, co właśnie robi. Zaśmiał się krótko jak psychol i znów zaatakował. Tym razem kierował lekkie cięcia w plecy. Odsunął się i znów zaśmiał. A chwilę później zadał samemu sobie trzy szybkie ciosy w brzuch. Mocne, głębokie, ale niedokładnie wycelowane, więc nie trafił w żaden narząd tak, by zaraz paść trupem. Po trzecim zamarł na moment, patrząc na zakrwawione ostrze i czerwoną ciecz spływającą po dłoni. Rzeczywistość chyba zaczęła w niego uderzać. Wypuścił nóż, który upadł spokojnie na podłogę, przyciągany grawitacją. Blondyn przycisnął pokrytą szkarłatem dłoń do powiększającej się z każdą chwilą plamy krwi zabarwiającej biel i błękit materiału. Osunął się na kolana, pochylił głowę, przycisnął też drugą rękę. Oddychał szybko i płytko, wyglądał jak ogarnięty paniką, nie wiedział, co się przed chwilą stało. Patrzył na palce pokryte ciemną, świeżą czerwienią, wypływającą dość obficie z położonych blisko siebie ran. Że niby "ktoś zdążyłby go uratować", co? Raczej nie będzie to Gilbert, skoro dopiero co Mroczny rzucił się na niego... Chociaż kto go tam wie. Może tylko żartował z tym zabijaniem się, a kopnięty umysł Arthura postanowił wziąć to na serio?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sob Kwi 20, 2013 6:08 pm

„Nadal chrzanisz. Myślisz, że ci w to uwierzę?”
Wzruszył barkami. Tak jakby jemu w cokolwiek warto było wierzyć!
I co? Myślisz, że ja tak bardzo uwielbiam Eiko, żeby się tym przejąć? Zarzucając mi kłamstwo musiałaby pokazać twarde dowody. A tych nie znajdzie. Gdyby robiła większe problemy, wystarczy ją sprzątnąć. Jest nieporadna, nie poradziłaby sobie z kimś silniejszym i bardziej doświadczonym ― pierwszy raz tak naprawdę powiedział o sobie tak „dobre” słowa. Co absolutnie nie oznaczało, że wcześniej nie zdawał sobie sprawy ze swoich atutów. Sęk w tym, że w tym momencie Arthur wydawał się... cóż, jakby chciał zagrać dramatyczną melodię na uczuciach Wilka. Ten mógł mu tylko jasno przekazać, że owe uczucia już dawno zostały nieco starte. Aby stać się dla nim kimś ważnym, trzeba być po prostu niezastąpionym. A niezastąpionych osób jest niewiele.
„Jestem inny”.
Oj, to na pewno. Gilbert chciał już coś powiedzieć, ale gdy uchylał usta, natychmiast je zamknął, w ostatniej chwili zmieniając jęk zaskoczenie w cichy pomruk. Momentalnie poczuł cięcie na dłoni. Szczerze? Nie. Nie sądził, aby Arthur był zdolny do zrobienia mu krzywdy. Już prędzej obstawiałby, że ta pierdoła poderżnie sobie gardło, jeszcze na złość jemu. Byle pokazać, jak wiele potrafi, jak bardzo jest niezależny i nieskrępowany dotychczasowym życiem. Jakie więc było jego zdumienie, gdy chciał zareagować na atak.
A jednak tego nie zrobił.
I za cholerę jasną nie wiedział dlaczego. Stał jak ostatni idiota, dając się pociąć własnemu nożowi, choć równie dobrze mógłby rzucić się na bok i wycelować w Arthura groźnymi płomieniami. Odwrócił się dopiero w momencie śmiechu, aby stanąć przodem do Adricha. W oczach nie widać było ani żalu, ani chociaż przejęcia tą sytuacją. Już bardziej rozjuszone były zwierzęcia. Natami rzuciła się naprzód, otwierając pysk, jakby chciała zatopić kły w ciele blondyna, ale została skutecznie zatrzymana. Gilbert wydał tylko warkliwe „stop”. Nie lubił w końcu, gdy ktokolwiek wpieprzał mu się w bójki, a już tym bardziej, gdy przeciwnik był... niepoczytalny. Nie wybaczyłby sobie, gdyby coś stało się jego przyjaciółce.
Kolejny śmiech.
Tym razem Gilbert już nie odpuścił. Odchylił się tak, by cięcia przeszły o centymetr czy dwa od niego. Na sekundę nie odwracał spojrzenia od twarzy atakującego. Kolejny dźwięk śmiechu wywołał już poważne rozdrażnienie o czarnowłosego. Co on? Chorego udaje? Jeszcze tego brakowało, żeby musiał go wrzucać do psychiatryka.
A chyba będzie musiał.
Powieka mu drgnęła, gdy zobaczył jak ostrze wtapia się w brzuch. Więc wziął jego słowa na serio. Gilbert warknął tylko wściekły. Co z niego za kompletny debil! Gdyby miał możliwość, chwyciłby za ostrze i przeciął krtań. A jednak postanowił, że dotrzyma „słowa”, które wcześniej wypowiedział.
Urodzić się głup­cem to nie wstyd. Wstyd tyl­ko głup­cem umierać. Cytat jakiegoś debila ― wychrypiał, uderzając butem w bok Arthura. A potem zagwizdał, zebrał zwierzyniec i wyszedł stąd jakby nigdy nic.
Niech zdycha.

| [z/t, Magazyn|]

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }



Ostatnio zmieniony przez Gilbert dnia Pon Kwi 22, 2013 3:00 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Audrey
Monstrum

avatar

Female Dołączył : 06/04/2013
Liczba postów : 164
AKATSUKI : Szarak.
Godność : Audrey. Tyle. Legendy głoszą, że miała na nazwisko Sayuki, ale się nie przyznaje...
Wiek : 16 latek wizualnie. W rzeczywistości kilkanaście lat więcej.
Rasa : Potworzyna zwana Monstrum, o wielu twarzach...
Orientacja : Utrzymuje, że jest aseksualna.
Wzrost i waga : 156/35
Aktualny wygląd : Czerwone soczewki, czarny top, o wiele za duża bluza w czarno-białe, poziome pasy, sięgająca do połowy ud, czarne, cienkie rajstopy, czarne glany (20 dziurek, czyli trochę poniżej kolan).
Ekwipunek : Rewolwer z pełnym magazynkiem, jakieś drobne w pseudo-portfelu, komórka, książka, puchacz indyjski, o imieniu Lawrence, przemierzający świat na jej ramieniu, sztylety i parę niepotrzebnych papierów w kieszeniach
Inne : Ideologia Audrey głosi, iż klerykalna zaraza jest wytworem szatana...
Obrażenia : Na brzuchu szwy w kształcie "X", pełno blizn i trwałych szwów na nadgarstkach, kilka maleńkich szwów i blizn na nogach (z przeważeniem prawej), często kaszle krwią, lub leci jej z nosa.
Multikonta : Feliks.
Fabularnie : Arthur. / Patrol Akatsuki.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sob Kwi 20, 2013 7:37 pm

Głodna, śpiąca, niezadowolona… Oto właśnie Drey w nie do końca codziennych warunkach. Długotrwała głodówka sprawnie odebrała jej wszelkie siły do życia. I nawet obecność jedynego jej kompana – sowy o dziwacznym imieniu – Lawrence nie pomagała. Maszerowała jakimiś uliczkami, nawet nie zdając sobie zbytnio sprawy gdzie właściwie jest. Ledwo kontaktowała. I nagle ten przeraźliwy dźwięk okrzyku na cześć Hitlera… Sms. Zaklnęła w myślach. Wydobyła komórkę i kliknęła na kopertę, na wyświetlaczu. Gilbert. Westchnęła, schowała telefon i żwawszym krokiem ruszyła w kierunku… Właściwie nie wiedziała jakim, ale miała nadzieję, że gdzieś po drodze znajdzie się dom tego przeklętego Wilka. Czasem miała ochotę go zwyczajnie zabić. To była jedna z tych chwil, albowiem była przekonana, że to „coś ciekawego’’ nie będzie jedzeniem.
Puchacz wyprzedził ją o kilka dobrych metrów i po chwili był już na miejscu. Był naprawdę mądrą sową – nie da się zaprzeczyć. Gdy już znalazł się w środku domu zahuczał tak donośnie, tak że potwory w domach oddalonych o 20 metrów od domu Gilberta mogłyby go usłyszeć. Audrey jęknęła. Czyli jednak ta niespodzianka nie będzie szczęśliwa. Law zahuczał ponownie.
- Uspokój się, idę przecież! – krzyknęła i wkroczyła na posesję. A to, co zobaczyła w środku… konkretnie i dogłębnie ją wkurwiło. Cóż za zdziwienie, czyż nie? Jej jedyny, kochany braciszek siedzący sobie w ogromnej kałuży krwi. Swojej, w dodatku. No po prostu tęcza i jednorożce, kurwa. Co tam jedzenie! Przecież to znacznie lepsze, nie? Otrząsnęła się z myśli przesiąkniętych sarkazmem i jadem skierowanym do prawdopodobnie wszystkich istot we wszechświecie, po czym stanęła nad Arthurem. Ledwo panowała nad sobą. No bo co wy byście zrobili, gdybyście byli w cholerę głodni, zmęczeni i jeszcze wasz kochany pierdolony przyjaciel zostawiłby wam cudowną niespodziankę w postaci waszego własnego brata uwalonego własną krwią?
- Jak mi tutaj teraz umrzesz, to przysięgam na wszystkie świętości tego świata, że cię zamorduję! – Sarknęła. I nie czekała zbyt długo, tylko wzięła blondyna na ręce (co było prawdopodobnie najcięższym zadaniem w jej życiu, jako że była niemalże wyprana z sił), wrzuciła nóż gdzieś do kieszeni i ruszyła w kierunku lustra… A przynajmniej miała nadzieję, że gdzieś pod koniec drogi znajdzie lustro.
- Law, idziemy… - powiedziała, po czym zatrzasnęła kopniakiem drzwi.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sob Maj 04, 2013 6:16 pm

Gilbert przerzucił się z boku na brzuch. Ciemna poduszka spadła na podłogę, wydała ciche „buch” i tam już została, bo komuś ― nie, żeby Gilbertowi ― nie chciało się jej podnieść. W końcu dość poważnie się zmęczył samym podniesieniem głowy i zlustrowaniem otoczenia w celu zidentyfikowania dziwnego dźwięku. Zaraz jednak warknął i uderzył twarzą prosto w materiał kanapy.
Beznadzieja. To był cholernie beznadziejny dzień. Nic się nie działo, nie działo się również nic, co mogłoby się dziać. Cały dzień przeleżał, resztę przesiedział, próbował trochę gotować, ale patelnia odmówiła posłuszeństwa i jajecznica w pewnym momencie przestała się do niego wesoło uśmiechać. Dlatego stwierdził, że zrobiłby sobie kanapki, ale... przeciął sobie palec, chwilę po tym jak w ogóle chwycił za nóż. Nic dziwnego, że się wściekł, rzucił sztućcem i poszedł znów okupować sofę. Każdy by się zirytował, gdyby nawet głupie kanapki były przeciwko niemu.
Tak nudno...
Stękanie, marudzenie, próba przerwania bezczynności... to wszystko na nic. Gilbert w końcu nawet przestał się łudzić, że cokolwiek mogłoby go dziś zmusić do głębszych starć z nicnierobieniem. Po prostu oparł polik na przedramieniu i polizał brzeg palca. Zaraz ścisnął go, zgiął i znów spojrzał na bardzo małą kropelkę krwi, wydostającą się z rany po cięciu.
Przez ten cały czas, Salvatore tylko raz się specjalnie ruszył. W momencie, w którym Natami wstała ze swojego koca i zaczęła się przemieszczać... dziwne, bo w jego kierunku. W pewnym nawet momencie miał zamiar unieść brew w górę, jakby tylko tym gestem chciał zapytać ją co planuje, ale... nie musiał się obawiać niczego z jej strony. To była prawdopodobnie jedyna osoba, która naprawdę chciała dla niego jak najlepiej. Przesunęła lodowatym, czarnym nosem po przeciętym palcu, przesunęła po nim językiem, po czym... wskoczyła na kanapę, uwalając się tuż obok niego. Miejsca było tak mało, że w połowie i tak leżała na jego plecach.
Też ci się nudzi, cooo? ― zapytał marudnie, przymykając ślepia. Miał cichą nadzieję, że chociaż na krótki moment uda mu się zasnąć. Może obudziłby się w pełni sił? Może miałby wtedy nowe pomysły? Może dom by się sam posprzątał? Może ktoś go napadnie? Okradnie? Zabije jego kolekcję znaczków pocztowych? ― Litości...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sob Maj 04, 2013 11:15 pm

Stąpała lekko po chodniku, pokonując krok za krokiem z całą tą naiwną pewnością siebie. Pamiętała każdy centymetr drogi do domu, wiedziała, którędy szybciej, ale jednocześnie bezpieczniej; jak będzie jej wygodniej, w zależności od tego, czy będzie zmęczona, połamana, obolała, czy kij wie, co jeszcze. Wyznaczyła sobie nawet ścieżkę, którą ma kroczyć w czasie miesiączkowania, bądź w ewentualnym stanie błogosławionym.
Nie, kogo ja oszukuję. Ta ciąża byłaby śmieszna.
Dotarła przed drzwi chatki w zastraszająco szybkim tempie, biorąc pod uwagę obrażenia, jakie... ugryzły jej nogę. I choć wciąż dokuczał jej lekki ból, Misao ignorowała to elegancko, prąc dalej przed siebie. Teraz jednak otworzyła drzwi, jak gdyby nigdy nic, zaraz dostrzegając Monstrum, rozwalone na kanapie, jak gdyby miało zaraz umrzeć.
- Gilbert! - Rozpromieniła się, by w następnej kolejności dopaść do niego i przycupnąć przed sofą.
Powinna teraz rzucić, że strasznie za nim tęskniła, że minęło już tak dużo czasu, ale... przecież niedawno się widzieli. To napawało ją jeszcze większą radością. Już nie musiała się martwić o to, że odwodni się przez płacz, bo ilość minut ich rozłąki, z których każda z osobna przypominała wieczność, gwałtownie się zmniejszyła.
- Wilczku? Mogę wiedzieć, dlaczego migdalisz się z Natami, hm~? - Złośliwy ton wyrwał się z ust rozciągniętych w szerokim, równie dokuczliwym (defaq?) uśmiechu. W mgnieniu oka przyłożyła dłoń do policzka chłopaka, wodząc opuszkami palców po szpecących śladach, mrużąc przy tym powieki w ten swój żałosny sposób. Również jej mina nabrała nieco mniej radosnego wyrazu, gdy przycupnęła przy sofie i wlepiła w niego przewiercające na wylot spojrzenie. Jasne. Musiała zwrócić uwagę na niego, żeby to on nie zwrócił jej na nią. Wystarczyło spojrzeć na jej ręce, by dostrzec paskudne rany, do tego tak nieumiejętnie opatrzone.
Tylko spokojnie. Zagraj to dobrze, a nie zauważy.
- Wiesz... nie rozumiem Cię czasem. - Burknęła niezadowolona, choć w tonie jej głosu kryła się ta nuta wątpliwości co do tego, czy Vampa długo sobie pożyje. - Ciągle obrywasz, wpadasz w kłopoty, masz świeże rany... - Nachyliła się nieco w przód, by zaraz musnąć wargami poraniony polik. Był tak cholernie ciepły... jak zwykle zresztą. Przez to nigdy nie potrafiła określić, czy nie był przypadkiem chory. A teraz wylegiwał się, zupełnie, jakby coś naprawdę było na rzeczy. - Musisz zacząć o siebie dbać, Wilczku. To przecież boli, kiedy tego nie robisz. - Wyjęczała żałośnie w momencie, w którym pochwyciła w palce jego dłoń, w kolejnej chwili przykładając ją do swojej twarzy. - A chyba nie chcesz, żeby mnie bolało przez to, że boli Ciebie?
Skoro tak bardzo mu na niej zależało... może ta mała nie była jednak aż taka głupia, jak się zdawało. Choć w dalszym ciągu nie dało się zrozumieć, dlaczego tak nagle z tym wyskoczyła. Nie mogła znaleźć żadnego powodu. A chciała tylko odwrócić jego uwagę od własnych paskudnych "odznaczeń".
- Zmieniając temat... - mruknęła, skoro przekazała mu już wszystko, co chciała, a i ryzykownym było nadal to wszysktko ciągnąć. - ...ostatnio tak niemiło się pożegnaliśmy. Przepraszam, jeśli czymś Cię rozzłościłam, wiesz? I... nadal nie zdradziłam Ci mojej tajemnicy. Naprawdę nie chcesz wiedzieć, o co chodzi?
Nie oszukujmy się, Amasakawa. I tak mu nie powiesz, dopóki się nie upije, nie ućpa, czy jeszcze coś. Albo wszystko naraz. Ewentualnie, dopóki nie załapiesz się na jego idealny dzień, którego nawet taka wiadomość by nie zepsuła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Wto Maj 07, 2013 12:35 pm

Gilbert nie miał takich dni. Jego zawsze coś wkurwiało. Niemalże widać było pulsującą żyłkę jak z anime, błądzącą po jego skroni albo policzku. Nawet teraz. Niby taki zmęczony, taki znudzony, tak bezczelnie nicnierobiący... a jednak właśnie to wystarczyło, żeby go rozdrażnić. Był w końcu typem, która za sam fakt egzystencji potrafiła się nieźle zezłościć. Czasem można się nawet nieźle ubawić, śledząc jego tok myślowy, który chcąc nie chcąc potrafi dostarczyć sporo rozrywki, bo nieraz jego wizje mają z rzeczywistością mniej więcej tyle wspólnego, co elektrownia węglowa z ekologią.
I już pomijając fakt, że prawie się spierdolił z sofy, gdy usłyszał jej głos. Od razu podniósł głowę wyżej, rozejrzał się, odszukał ją dość mocno zamglonym wzrokiem i przez moment patrzył tak tylko, jakby ujrzał najgorszą zmorę swoich snów. Potrzebował chwili... góra trzech, żeby zamrugać w oszołomieniu. Potem jeszcze jeden raz, kolejny i następny, aż jego wzrok wyostrzył się do tego stopnia, by wreszcie mógł stwierdzić, że to naprawdę Ona. Gdyby nie był tak zmulony, pewnie zauważyłby więcej...
Mio? — jęknął cicho, czując jak do głosu doczepia się poranna chrypa. Miał już nawet odchrząknąć... no o krok od tego był, ale ona wyleciała z jakimiś dziwnymi tekstami. Pierwsze pięć sekund wyglądało mniej więcej tak: „...”. Reszta emocji zaczęła napływać powoli, tempem zranionego żółwia, w pierwszej linii wylewając na jego twarz czyste zdziwienie. Nie. Nie rozumiał o co jej w ogóle chodzi. Dopiero po chwili dotarło do niego, o czym właściwie biadoliła. — Nie migdolę się z nią — żachnął się. Co on? Playboy? — Poza tym od kiedy ty używasz takich zwrotów?
To prawda. Miał ją za najwyższe błogosławieństwo, coś nieskazitelnego. Gdyby ktoś zapytał czy zna kogoś, kto jest w stu procentach niewinny i nie ciąży na nim żaden z ludzkich grzechów, odpowiedziałby natychmiast. Byłby przy tym pełen przekonania i pewności siebie, której w większości przypadków nie posiadał. Teraz jednak powoli zaczynał powątpiewać we własne idee. Poczuł jej chłodną dłoń na policzku. W dodatku ten głos... ten ton... Gilbert zmrużył oczy w niezadowolonym geście. Musiał się też powstrzymać, aby nie wyrazić tego samego krzywym grymasem. Co jej dziś odbija? Tyle się nie widzieli, tyle stracili cennych jednostek czasu, a ona...? W dodatku zachowuje się, jak ktoś zupełnie różny...
Wilczy wsparł się na łokciach, na sekundę nawet nie spuszczając z niej podejrzliwego spojrzenia. Czuł tę cholerną trudność, w czasie, w którym mówiła. Bo co chwila chciał jej przerwać, wtargnąć swoje trzy kurewskie grosze, ale coś czuł, że źle by to go sprezentowało. Jakby rzeczywiście nie mógł utrzymać języka za zębami. A mógł. Pewnie, że mógł. W każdej chwili i o każdej porze.
No, może poza tym momentem.
Mio, daruj — warknął nagle, podnosząc się do siadu. Zwiesił nogi, Natami mruknęła. A on przesunął palcami po wypukłych ranach na policzku, jeszcze moment wcześniej ucałowanych przez księżniczkę. — O co ci w ogóle chodzi? Przecież jestem zdrów — rzucił oschle.
I już całkowicie pomińmy fakt, że wyglądał jak sto nieszczęść, okej? Trzeba jednak mu przyznać, że trzymał się — jak na siebie i swoje zwalone życie — całkiem pozytywnie. Miał komplet rąk, parę oczu i uszu, które raz po raz trzepotały, w zaciekawieniu pojąc się głosem dziewczyny. Spojrzał zaraz na swoją rękę. Zabliźnione palce musnęły jej polik, a sam Gilbert wreszcie ściągnął brwi ku sobie, wyrażając wszystko to, czego nie potrafił opowiedzieć słowami.
Zabrał rękę.
Co się z tobą, do diabła, dzieje? Co mi insynuujesz? Wyliczmy — mruknął, wystawiając pierwszy palec. — Znikasz na diabelsko długi czas. Żebyś zostawiła kartkę, posłała mi gołębia królewskiego, wyryła na drzwiach nożem „Spierdalam z piekła, nie szukaj mnie”, albo ten sam napis umieściła mi prosto na czole... nie, na ręce, tam częściej patrzę... Wierz mi, że bym się nie martwił — wystawił drugi palec. — Zmieniasz się z wyglądu. Oczywiście, nie mogę nic na to poradzić. To twój wybór i skoro twierdzisz, że to wszystko jest, khm, naturalne, to w porządku. Wierzyć mi się tylko nie chce, że tak długo mnie okłamywałaś. Ty, która zarzucasz kłamstwa innym — jak na zawołanie pokręcił głową. Widać było ile trudu w to włożył. Przecież tak całkiem niedawno traktował ją jak skarb stąpający krucho na ziemi, niemalże tą ziemię wielbił. A teraz? Dlaczego teraz patrzył niewzruszony? Wysunął trzeci palec. — I po trzecie, znów uciekasz. I jeszcze robisz mi wyrzuty? Pewnie, panno „jestem dorosła”, rób co chcesz, twoje życie, twoja śmierć. Ale nie chrzań mi tutaj, bo nie dam się nabrać. Jesteś dla mnie ciepła, jak góra lodowa dla Titanica. Już wolę się umówić z Magdą Gessler, niż słuchać tych bzdur. Ja? Poraniony? W życiu mnie w tak doskonałym stanie nie widziałaś... — zamilkł nagle. W jego oczach pojawił się błysk, który fiknął koziołka i znów schował się w kącikach oczu. Gilbert rozluźnił mięśnie i odwrócił głowę na bok.
Przestań. Nie chcę. Po prostu nie — parsknął, podnosząc się z kanapy. Natami uniosła łeb lustrując swojego właściciela podejrzliwym wzrokiem. Uważnie czuwała nad jego ruchami, gdy wyminął Mio, po drodze przeczesując jej włosy poranionymi palcami i ruszył w stronę kuchni, by stanąć przed jedną z szafek. Po dłuższej dyskusji ze zdrowym rozsądkiem wyciągnął dłoń i otworzył szafkę, odsłaniając liche wnętrze.
Co chcesz na obiad? — zapytał lekko, przelatując wzrokiem po obecnych składnikach. — Proponuję chleb z dżemem. Albo dżem z chlebem. Pełen pakiet, jak zawsze, ale od kiedy cię nie ma, nikt nie ma zamiaru robić zakupów...
Ciebie i Gabriela...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }



Ostatnio zmieniony przez Gilbert dnia Nie Maj 26, 2013 2:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Wto Maj 07, 2013 2:23 pm

- Tak. Ja, Wilczku~. - Rzuciła beztrosko, gdy tylko usłyszała dźwięk swojego imienia. Jednakowoż, jakoś nieszczególnie dobrze zareagowała na kolejną pytającą wypowiedź brata. Zachowywał się, jak gdyby zrobiła coś paskudnego, klęła jak szewc albo jeszcze coś gorszego. - Dobrze, dobrze. Już nie będę tak mówić. Chociaż... co w tym takiego? - Spytała, będąc już całkowicie zbitą z tropu.
Dlaczego, do cholery, była tak wielce święta? Przecież nie robiła nic, co mogłoby jej pozwolić na uzyskanie tego tytułu. Nawet go nie chciała! Chciała być normalna. NORMALNA. Zwykła siostra, nie bóstwo, w dodatku z jakiejś pięknej baśni, czy ballady wyjęte. Nie była nikim szczagólnym. To nie ona zasługiwała na takie traktowanie, a i odrobinę ją to przytłaczało. Ograniczało z kolei nieziemsko i nieotchłaniowo, bo nie mogła sobie nawet pozwolić na chwilową nieobecność w domu. Nie mogła nawet użyć żadnego słowa, które nie było nawet wulgaryzmem. Po prostu wkroczyło do potocznego języka, a ona raz je wypowiedziała. I co? Miała za to oberwać? No okej~.
- Tak, Gilbert. Wyglądasz, jak nietknięte dzieciątko z krainy, w której panuje pokój i brak jakichkolwiek bójek.
Kogo on oszukiwał? Ją? Coś (lub ktoś) go chyba stuknęło za mocno, skoro twierdził, że wszystko było super, świetnie, fantastycznie i takie tam. Niech on sobie nawet nie żartuje, mruknęła w myślach. Ile mógł się tak zachowywać? Ile mógł wpadać w kłopoty?
Najwyraźniej bardzo długo.
- Hej. Już przerabialiśmy kwestię zniknięcia. To Ty wziąłeś przykład z wiatru i zwiałeś pierwszy. Ja Cię szukałam. Koniec tematu. I nigdy bym nie napisała czegoś takiego. - Może nie dosłownie, ale w podobnym guście, prawda, Mio? - Kiedy ja Cię nie okłamywałam... - jęknęła żałośnie - Nigdy nie powiedziałam, że naprawdę mam zielone włosy. P-poza tym... tak jestem brzydsza? Przepraszam, że nie mam na to wpływu, Wilczku... i nie zarzucam nikomu kłamstw. To Ty to robisz, pamiętasz? Głuptasek z Ciebie. Ale za to jaki kochaaany~.
Zaraz... co? Wwierciła w niego rozeźlone spojrzenie. Najwyraźniej nie to chciała usłyszeć. Zresztą, kto by chciał? Kto by chciał dostać wiadomość głosową z odległości kilku centymetrów, że nagle stał się jakiś okropny, samemu nic takiego nie widząc.
- WCALE NIE UCIEKAM. I nie robię Ci wyrzutów! Poza tym, czemu nawet nie próbujesz mi uwierzyć? To źle, że się martwię? Nie wolno mi i dlatego nie dopuszczasz tego do świadomości? Aż takie to złe, że ktoś się Tobą przejmuje? Dobra. - Warknęła. - Mogę mieć w nosie, czy coś Ci jest.
Choć wszyscy i tak doskonale wiedzieli, że nigdy nie przestanie. To, że przejmowała się własnym bratem, było dla niej, jak coś nieodłącznego. Chleb powszedni, czy inne tego typu pierdoły, był zbyt lekkim określeniem na tę czynność. Niezależnie od tego, czy Wilk był po prostu zły, chory, czy umierał. Po prostu nie mogła przejść obok tego obojętnie, a i chyba nikt nie dałby rady w niej tego zdusić. Choćby i ten wielki, cudowny Bóg.
No. Może jemu by się udało.
- Dobrze. Nie chcesz. Nie ma sprawy. Już nie będę pytać - Wzruszyła ramionami, wyrzucając z siebie odpowiedź, której tonu do nieprzyjaznych zaliczyć nie możemy. Po prostu odpuściła. Najwyżej on będzie później skandował, że mu nie powiedziała, a wtedy zwyczajnie rzuci: "bo tego nie chciałeś". Spojrzała za nim, kiedy tylko znalazł się obok niej, a gdy musnął dłonią jej łepetynę - mimowolnie uniosła kąciki ust, obracając się przy tym na pięcie, by ruszyć w ślad za nim. Chyba jednak nie było aż tak źle.
"Co chcesz na obiad?"
- Nie jestem głodna. - Mruknęła cichcem, gdy już dotarła na miejsce tuż obok niego, chwytając niepewnie jego nadgarstek. - Jak bardzo się złościsz? Bo... chciałabym, żebyś nie złościł się wcale.
Moment. Sekunda na zastanowienie. Pociągnęła jego rękę, wycofując się w stronę drzwi.
- Nic nie ma~? To trzeba coś kupić! Pójdziemy po toooony herbaty! I po porządny kawał mięsa dla Ciebie, zgoda~? - Chyba nawet nie oczekiwała, że odpowie na ostatnie słówko, które miało nadać zdaniu takiego trybu, jaki nadało. Po prostu szarpnęła go nieco mocniej i, jak gdyby nigdy nic, wybiegła z chatki, machając przy tym w stronę feimy. Znaczy, skrzydlatego ogiera. Przepraszam~.

[z/t obojeee~]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Nie Maj 26, 2013 2:45 pm

Właściwie większość drogi przeszedł w milczeniu. Co jakiś tylko czas pomrukiwał niezadowolony albo otwierał usta, jakby już chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się rozmyślał i znów je zamykał na cztery spusty. Zawsze miał wrażenie, że za dużo gadał. Szczególnie w sytuacjach, w których powinien siedzieć cicho dla własnych, zakichanych korzyści. Chyba teraz to do niego dotarło, bo wreszcie nie wygłaszał dziwnych modłów i litanii na temat jej zachowania, dziwnych dni ciszy i tego, jak bardzo brakowało mu jej towarzystwa w mroźne, zimowe wieczory. Uważał zresztą, że coś takiego ewidentnie zakłóciłoby jego charakter, a tego już by nie zniósł. I tak wystarczająco mocno stracił w jej oczach. Miał wrażenie, że zaczęła go postrzegać bardziej z dystansem niż kiedykolwiek wcześniej, a przecież bywały chwile, w których był zdecydowanie bardziej... zły.
- Cześć, maleńka - przywitał się z Natami, która czekała już przy wejściu i merdała wesoło ogonem, przypadkiem uderzając nim o bok swojego młodszego towarzysza. Sai zresztą równie rozentuzjazmowany wygłaszał swoje przywitania. Gilbert mimowolnie się uśmiechnął. - Yo, Sai. - Przekręcił klucz w drzwiach. Rozległo się ciche „kliknięcie”, a potem zamek puścił. Wnętrze pomieszczenia zostało ukazane wścibskim sąsiadom z naprzeciwka. Gilbert wpuścił Mio i wszedł zaraz za nią. Zrzuciłby buty, ale... stwierdził, że za dużo z tym problemów. Podłoga zresztą nie wrzeszczała zbytnio na temat własnej czystości, więc Wilczy uznał, że tak będzie nawet korzystniej dla niego i jego biednych skarpetek.
- Zajmiesz się obiadem?
„Bo ja spalę kuchnię...”
- A ja w tym czasie pójdę zmienić opatrunki. Tak, tak. Spróbuję się nie zabić i nie rozwalić prysznica po raz trzeci - mruknął, odkładając większość siatek na blat w kuchni. Zaraz uniósł dłoń i zamachał nią, jakby się z nią żegnał, a potem wpakował swoje niewielkie cielsko do łazienki.
Słychać było jeszcze tylko cichy stukot wykładanych z siatki produktów.


| Wiem, krótkie, ale... piszę post po poście. Nawet nie mam na co odpowiadać, a i wena nie ta sama jak kiedyś, ale... mam już internet. Posty wcale nie będą raz na miesiąc. |

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Nie Maj 26, 2013 10:15 pm

Mierzyła go wzrokiem na każdym kroku. Nie. Nie była zła, wściekła i tym podobne. Było jej tylko trochę przykro. Troszeczkę. Wolała jednak nie okazywać swojego smutku, więc wciąż i wciąż uśmiechała się w ten sympatyczny sposób, chcąc dać mu tym do zrozumienia, że nie ma co się martwić, bo niby o co. Wróciła ona, wrócił i on. Mieli spędzać razem czas, jak na pseudorodzeństwo przystało, to będą go spędzać razem. Choćby miała rzucić wszystko w diabły, to tej chwili nie odpuści, bo przecież to z Gilbertem jest najlepiej. Najlepiej się z nim mieszka, najlepiej wciska mu się słodycze, których nienawidził, no i najlepiej mówi się mu, że tak na dobrą sprawę nie zrobił niczego paskudnego. Każdy ma prawo do błędów.
Tylko, że on nie cuchnie.
Ta. Sprawy dotyczącej Drozda zdzierżyć nie mogła. Najpierw mówił, że nie chce się dowiedzieć, o co chodzi, a potem sam zaczynał temat. To takie... ugh...
- Na~ta~mi~. Dzieeeeeń dobry! - Rzuciła wesoło w stronę owczarka, przelotnie gładząc jego krótką sierść na łbie. Jej wzrok w międzyczasie zawędrował na małą, inaczej ubarwioną i zbudowaną, męską kopię suczki. Moment. Coś jej nie pasowało. - Sai...? Skąd się tu wziął, Wilczku? - Spytała, choć niezależnie od powodu, i tak przywitałaby nowego pupila z otwartymi ramionami. Nawet na chwilę przycupnęła przy drobnym zwierzaczku i ciekawsko przybliżyła twarz do urokliwego pyszczka, z zaciekawieniem przechylając głowę. - Tak, czy siak - witaj, Sai~. - Dorzuciła, podnosząc się z ziemi. Skoro Monstrum czekało, aż ona łaskawie wejdzie, to nie mogła kazać mu się tu... nagrzewać. Tak więc prędko wpełzła do środka i, idąc za przykładem starszego "brata", nie raczyła nawet ściągnąć obuwia. A co, jeśli potem nie mogłaby doszorować stóp?
...obiad? Ona? Oranyjakietourocze. Siostrzyczka gotująca dla braciszka~.
- Dobrze, ale... - nie dokończyła, gdyż czarnowłosy już zdążył zacząć uciekać w kierunku pomieszczenia, jakim był schron antymiowy zwany potocznie łazienką. Wyśniona, po dłuższym zastanowieniu - trwającym aż kilka setnych sekundy - zrezygnowała z przygotowywania obiadu na własną rękę. Jej wilczy brat był ważniejszy. Mógł nie wspominać o opatrunkach, to by się nie wtrącała.
- Gilbert. - Rzuciła cicho, acz stanowczo, gdy spoglądała za zmierzającym w stronę toalety Wilkiem. Już chyba wolałaby, żeby spalił kuchnię, niż sam zajmował się swoimi ranami. - Gilbert, stój. - Dodała już głośniej, ruszając w ślad za nim, by w ostateczności chwycić za klamkę drzwi, które zamknęły się tuż przed nią, jak gdyby nie chciały jej obecności w środku. Walić ich zdanie, tam był Gilbert!
- Przepraszam, że o to proszę, ale... - przełknęła ślinę. No tak. Przecież Vampa nigdy nie chciał jej pomocy w takich sprawach, tak samo, jak zresztą niczyjej. Musiał sam. Mówił, że nie potrzebuje litości. Ale to nie była litość. Po prostu chciała... - ...spojrzeć. Daj mi spojrzeć na swoje rany. Ja Cię opatrzę, zgoda? Potem razem zrobimy obiad.
Jaki układ, jej. Ale to chyba i tak nie uchroni ich przed rozpieprzeniem kuchni przez Wilka... chociaż, już kilka razy udało mu się nic nie rozwalić (ta, w opach). Tak, czy siak, musiała podejść bliżej, a po chwili, gdy to już nastąpiło, leciutko chwyciła go za nadgarstek.
- Nee~. Kore wo misete, onii-chan~.
...fuj~.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pon Maj 27, 2013 6:09 pm

Przestawiał jedne leki z drugimi, a gdy jakiś mu się przewrócił, cierpliwie podnosił i stawiał na dawnym miejscu. Dopiero, gdy flakonik z wodą utlenioną spadł na ziemię, Gilbertowi puściły nerwy. - No kurwa - warknął, padając na podłogę. Buteleczka, mimo dziwnego kształtu i szklistej konstrukcji, się nie zbiła, co oszczędziło Wilkowi przymusu sprzątania.
Na nieszczęście za to wturlała się w wyrwę w ścianie, która łudząco przypominała szczurzą norę. Gilbert westchnął i pochylił się nad zlewem, sięgając ręką do wnęki. Poczuł coś miękkiego. Uznał to właściwie za pleśń i liczną familię grzybów, które tam miały idealne warunki, aby się rozwinąć. Przesunął dłonią po zielonym dywanie, wkrótce natrafiając na kształt łudząco podobny do upuszczonego przed chwilą naczynia.
Bingo, cholerna wodo. Z trumfem w oczach chwycił za to i wyciągnął. Podstawił sobie pod nos... szarego, mokrego szczura, ze ślepiami jak dwa świecące rubiny. Pisk. Gilbert natychmiast syknął. Wilcze uszy odchyliły się do tyłu, a zęby zagryzły, ale nie puścił ściekowego zwierza. Widział malutkie kreseczki, pozostawione przez różowe łapki zakończone miniaturowymi pazurkami. Kropelki krwi wypłynęły z ran na skórze po jego długich, króliczych zębach.
Giń, giń, giń.
Szczur znów zapiszczał, wgryzł się głębiej. Na jego pyszczku pojawiły się czerwone plamy. Dłoń zacisnęła się mocniej. Chłopak czuł wątłe ciałko, kruche kości, życie wylatujące, mimo tak walecznej postawy.
Więc tak się czuła Wola Otchłani...
Przerywany mamrot, seria kolejnych zażaleń, bunt w wybałuszonych ślepiach. No dalej, mały skurwielu, ugryzłeś mnie, więc...
WILCZKU.
Trzask.
Szczur padł na ziemię i zerwał się z podłogi, od razu uciekając do nory. Gilbert objął obolałą głowę rękoma. Dopiero poczuł się tak fatalnie, czy to już było od początku? Przesuwał dłonią po miejscu, w którym uderzył się o rurę kranu.
- Atatataa - stęknął, raz jeszcze sięgając po flakonik. Tym razem go znalazł. Chwycił więc mocno i wyprostował się na klęczki. Spojrzenie skierowane ku Mio, było przede wszystkim oskarżycielskie.
- Przecież dam sobie radę. Jestem dużym chłopcem, potrafię wiązać buty.
Podniósł się z podłogi i postawił buteleczkę na półeczce, pod lustrem. Zostawił na przeźroczystej, nieskalanej żadną rysą, powierzchni krwawe bruzdy i rozgałęzienia. Momentalnie krew przykuła jego wzrok.
- Wpierw powinienem się wykąpać. Nie robiłem tego chyba z miesiąc. Ja nie ty, słodyczą już nie pachnę. Wyjdź - mruknął, chwytając ją czystą dłonią za ramię i wypychając - mimo wszystko lekko - za próg łazienki.
- Przynieś mi czyste ciuchy. I masz - podał jej swoją komórkę, która była w stanie nieopisanym. - Podłącz ją do prądu. Muszę gdzieś zatelefonować. Jak się wykąpię, to cię zawołam... wtedy pomożesz mi z opatrunkami, hm?
Zamknął drzwi. Wyrzucił resztę leków do zlewu, zaraz ściągnął buty, bluzę, t-shirt, potem resztę, by wreszcie porwać ostatnie dwa czyste ręczniki - z czegoś, co prawdopodobnie miało pełnić funkcję pralki - a potem przewiesił je przez wieszak tuż przy prysznicu i wreszcie wszedł pod letnią wodę. Poczuł jak woda zmywa z niego najgorsze grzechy popełnione ostatnimi dniami. Wreszcie mógł w spokoju napoić się ciszą...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pon Maj 27, 2013 9:09 pm

Mruknęła coś w stylu: "słyszałam", gdy zza drzwi dotarło do jej uszu ciche brzydkie słowo. Nie mogła jednak pojąć, co ten mały, słodziutki pacanek tam robił. Zaraz oczywiście miała się przekonać, ale to... to zaraz. Najpierw musiała, rzecz jasna, rozważyć fakt, czy aby na pewno nie będzie mu przeszkadzać.
Nie będę. Pf.
Jego wyraz twarzy jednak wyglądał trochę inaczej. Ale nic dziwnego, skoro dopiero co zaliczył bardzo bliskie spotkanie z rurami, które raczej mile się dla niego nie skończyło. To mogło skutkować guzem. I tak już głupoty gadał. Bo niby on? Miał dać radę sam?
- W to nie wątpię. Ale wiązanie butów jest o wiele prostsze niż... co Ci się stało, Wilczku? K-krew Ci leci, głupku! - No Amerykę odkryłaś. Niemniej jednak panika osiągnęła teraz poziom maksymalny. Nie dość, że przypieprzył sobie w łeb, to teraz jeszcze to? Jak mógł być takim nieszczęściem na dwóch nogach?
- Ale co Ci jest? N... nie wiadomo, czy nie złapiesz czegoś niedobrego! Onii-chan! - Wrzasnęła á propos rany po ugryzieniu. Już na pierwszy rzut oka widać było, że to sprawka zwierzęcia, a i szczurze piski wyjaśniały jej bardzo dużo. Mistrzyni dedukcji normalnie. - Wcale nie pachnę słodyczą... dopiero powiedziałeś, że cuchnę kimś obcym. - Rzuciła kąśliwie, jak gdyby tamte słowa jakoś ją ubodły, bo, jakby nie patrzeć, faktycznie sprawił jej przykrość takim bezpodstawnym najeżdżaniem na kogoś. Jak był zazdrosny, to mógł jej to powiedzieć w inny sposób. Zrozumiałaby, a i nie byłoby już jakichś niepożądanych skutków ubocznych w postaci niedomówień i innych nieporozumień typu: "ż-że niby śmierdzę?". - Z-zar... no dobrze. Przyniosę Ci. Tylko uważaj, żeby to nie była sukienka~. - Parsknęła rozbawiona, zerkając na niego przez ramię i łapiąc za rozklekotany telefon... deptał go, czy jak? Mimo wszystko powstrzymała się od komentarza, a jedynie skinęła głową.
- Wcale, że Ci nie pomogę. Nie pozwolisz mi. Nigdy mi nie pozwalasz, a to ja znam się na tym lepiej. - Mruknęła bardziej do siebie, gdy już zaczynał ciągnąć drzwi w swoją stronę. Czy on miał ją za idiotkę? Doskonale wiedziała, co wydarzy się, jak tylko skończy - wychyli łeb przez drzwi, złapie swoje ubrania w zęby i zatrzaśnie się przed nią. Ewentualnie Amasakawa wkradnie się cichcem do łazienki, zostawi mu ubrania, by Wilczy później stwierdził, że nie ma co jej wołać, skoro już tam są. O nie. Na taki wykręt by mu nie pozwoliła. No ale cóż poradzić. Na razie musiała go usłuchać, więc, wedle życzenia panicza, pobiegła do ich pokoiku i, odłożywszy telefon brata na jedno z łóżek, rozejrzała się za charakterystycznym kablem.
Ta, a teraz weź tu cokolwiek znajdź... Mimo wszystko nie poddała się bałaganowi, dzielnie przekopując stosy ubrań. I przekopywała... oczywiście po drodze zdążyła zająć się wyciągnięciem z szaf i szafek bielizny, zapewne zbyt szerokich dla Monstrum spodni i jakiegoś T-shirtu.
I znalazła.
Wtyczkę wpiętą do kontaktu. Wystarczyło tylko podpiąć ten... tego wraka, bo, bez zbędnego owijania w bawełnę, ów telefon musiał zaliczyć co najmniej spotkanie z tabunem nosorożców. A gdy było po sprawie, przygotowane już ubrania wylądowały w łapkach Mio, zaś jej tyłek uraczył ciepłem podłogę przy drzwiach... łazienkowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Wto Maj 28, 2013 5:56 am

Rany, rany. Miło, że w niego tak wierzyła. Choć w tym jednym miała rację - prawdopodobieństwo, że Gilbert z własnej woli ją zawoła, tylko po to, aby mogła go opatrzyć, była na tyle znikoma, że wcale jej nie było. Miał w końcu skłonności do robienia wszystkiego samemu, bez ingerencji osób trzecich, bo to zwyczajnie wydawało mu się bardziej fair wobec otoczenia. Zważywszy na fakt, że to on sam zafundował sobie te rany, uparcie utrzymywał, że sam powinien sobie z nimi poradzić. Zwykł je ignorować, co potem skutkowało licznymi zakażeniami i temu podobnymi, równie wstrętnymi dziadostwami, ale - jak nie trudno właściwie się domyślić - Wilkowi wcale to nie robiło. Nawet teraz najistotniejszą dla niego rzeczą było, czy woda jest wystarczająco zimna. Zmywał z siebie pot, brud i krew, przeczesywał palcami włosy, natrafiając na liczne kołtuny, rozdrapał przy okazji parę ran, ruszając czarnymi uszkami i wpatrując się w zaczerwienione paznokcie, które i tak po krótkiej chwili zostały umyte przez tryskającą z góry wodę.
Cichy brzęk. Woda ostatni raz nakropiła jego twarz, gdy chwycił za kurek i zakręcił go, odcinając przypływ orzeźwiających kropel. Przez chwilę stał tak, wpatrując się licho w swoje stopy. Powinien czuć się lepiej. Umył włosy szamponem, pozbył się nadmiaru czerwieni, wreszcie będzie mieć świeże ubrania i był w domu. Przede wszystkim był w domu. Kiedy on ostatnim razem mógł spokojnie się wykąpać? Zjeść obiad? Porozmawiać o pogodzie i bezinteresownych pierdołach, o jakich nigdy nie myślał? Trudno zresztą myśleć o kolacji, gdy wbija się kołek w serce wampira.
Mattaku. Przewrócił oczami, zrywając z góry jeden z ręczników, który przewiązał sobie przez biodra. Drugi zarzucił sobie na głowę, ścierając nadmiar kryształowej wody z włosów, które po teoretycznym „wysuszeniu” rozwaliły się na jeszcze więcej, nieciekawych stron. Gdy Gilbert zobaczył swoje odbicie w lustrze, niemalże automatycznie dostał skrzywienia twarzy z lewej strony.
Dobrze postąpił zbywając Mio?
Zmrużył oczy. Oczywiście, że dobrze. Niech wie, gdzie jej zakichane miejsce, gdy szlaja się po jakiś dziwnych uliczkach. W dodatku już dawno zlecił śledzenie jej i póki co, aktualny szpieg spisywał się gorzej niż on w kuchni. A zważywszy na fakt, że ostatnie pomieszczenie o podobnych preferencjach wybuchło - Arthurowi musiało iść koszmarnie.
„Będzie w porządku” - pocieszał się licho, przesuwając opuszkami palców po czterech bruzdach szpecących jego policzek. Gdyby dane mu było jeszcze raz wrócić do tego momentu i gdyby świadom był konsekwencji jakie wiążą się z walką z Sukkubem, prawdopodobnie skierowałby się z raną od razu do Vincenta. Czasami go irytował, ale na dłuższą metę Wilk powinien mu być wdzięczny. Niejednokrotnie wpadał mu do domu - nawet w nieodpowiednich momentach, w których Vivi powinien zaspokajać swoje potrzeby podstawowe - a potem żądał, aby mu doszyto rękę, bo on naprawdę koniecznie musiał gdzieś zatelefonować, a trudno tak, gdy nie ma się dłoni.
Gilbert wzniósł wzrok ku górze, jakby zaraz miał rozpocząć swoją pierwszą modlitwę w życiu. Prędko jednak zrezygnował z tego pomysłu, oderwał wreszcie wzrok od osoby, której widoku nie potrafił teraz znieść i wyciągnął rękę po klamkę. Nacisnął lekko, od razu ciągnąc ku sobie drewniane, ledwie trzymające się nawiasów drzwi.
Wzrok naturalnie padł na Mio, a Gilbert wcale nie krył swojego zaskoczenia.
- Przecież mówiłem, że cię zawołam - rzucił, jakby jego wcześniejsze słowa do niej nie dotarły. W gruncie rzeczy wiadomym było, że... Mio i tak będzie gdzieś tam czekać. Jeśli nie w łazience - a na całe szczęście nie zrobiła mu tego - to gdzieś przed nią, byle jak najszybciej spełnić „prośbę” przybranego brata. Dziwił się jej szczerości i lojalności, na którą niejednokrotnie sam próbował się zdobyć, ale próby te były podkopywane przez wzrastający egoizm i brak umiejętności pogodzenia się z nieco gorzką prawdą. - W porządku. Chodź. - Skinął głową, zapraszając ją do środka. I to tak, jakby wcale nie wskazywał jej łazienki, tylko jakiś nieprzyzwoicie piękny apartament, którego sama gwiazda Hollywood by się nie powstydziła. To nic, że aktualna aparycja tego pomieszczenia wskazywała na przelatujący tędy huragan, a że nie chciał być sam, to i wziął ze sobą powódź i trzęsienie ziemi. No i sanepid prawdopodobnie dostałby zawału. Trudno nie dostać tu zakażenia od samego patrzenia na porozwalane, brudne ubrania, na nieczysty zlew i podłogę ubrudzoną krwią i ziemią.
- Myślałem, żeby tu kiedyś ogarnąć. Tak profilaktycznie. Mamy już wylęgarnie czerwi i stado ściekowych szczurów pod zlewem. Wolałbym, żeby cię nie dotykały.
Skrzywił się automatycznie. Sam nie wiedział po co powiedział to ostatnie zdanie. Chyba stare nawyki, mimo wszystko, nadal brały górę. Niemniej, wziął od niej jeszcze ubrania, które położył na pralce. Wciągnął na siebie jedynie bieliznę i spodnie, ostatecznie odrzucając biały ręcznik na stos innych ręczników, którym teraz do bieli naprawdę daleko. Od kiedy nie ma Frederici, ten dom zamienia się w ruinę...
- Rana postrzałowa - powiedział nagle, opierając się o pralkę i wskazując wolną ręką na prawe ramię, które w porównaniu do reszty ran prezentowało się znacznie gorzej. - Jesteś w stanie coś zaradzić, panno „znam się na tym lepiej”?

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Wto Maj 28, 2013 9:46 am

A co to za pierdzielenie, że nie wierzyła, mm? Jasne, że wierzyła! Przecież zawsze pokładała w nim największe nadzieje ze wszystkich, co nie? A przynajmniej tak to wyglądało... chyba. Jednak tym razem Amasakawa musiała pomyśleć trochę realistyczniej. Nie było miejsca na: "dasz radę sam, Wilczusiu!", kiedy w grę wchodziło jego własne poranione ciało. Dlaczego nie potrafił dać sobie pomóc chociaż w takiej sprawie? Doskonale wiedział, że NIE DAŁBY RADY wylizać się samemu ze wszystkiego. Przecież nawet on miał swoje granice, o których doskonale wiedział, a do których nie chciał się przyznawać. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że takim zachowaniem i znacznym przekraczaniem swoich limitów krzywdził nie tylko siebie... ale i innych. Szczególnie dzieciaka, który od bitych kilku, czy kilkunastu lat mieszkał razem z nim i przejmował się, jak własną rodziną, którą, tak na dobrą sprawę, i tak już miała.
Zawołałbyś? Serio?
- Może i mówiłeś... - szepnęła, podnosząc się z miejsca i spoglądając wprost w heterochromię przybranego brata. Uroczy uśmiech nie wskazywał jednak na jakiekolwiek rozgniewanie. Czemu miałaby być zła? Spodziewała się takiej reakcji. Ba! Przecież to było oczywiste. - ...ale chciałam być jak najbliżej mojego brata, tak na wszelki wypadek, gdyby coś Ci się stało.
O proszę, jaka troskliwa młodsza siostra. Chyba czegoś chciała, bo czy w innym wypadku byłaby aż tak miła?
A, no tak.
Byłaby.
Gdy tylko polecił jej wejść, wyminęła go z subtelnym uśmieszkiem na ustach, wywiniętych na bladej buźce. Zerknęła jeszcze przelotnie na ślad po ugryzieniu na jego nosie(?), a, nim jeszcze zdążył pomyśleć o zmianie odzienia, w błyskawicznym tempie traktując go kapką wody utlenionej i plastrem, wydobytym z zakupionego przez Eksperyment (dżizas, jak to brzmi) pudełka. Wymruczała tylko coś w stylu: "tak lepiej", zaraz odsuwając się od niego, by wsłuchać się w jego słowa. Był uroczy przez to, iż tak się o nią zamartwiał, ale czy to aby nie była lekka przesada? No bo co? Szczury zaczną ją macać? Niech on się lepiej o Drozda zamartwia. A, no fakt, nie znał go...
- Szczury...? Bo co? Będę cuchnąć? - Czy ona nie miała zamiaru mu odpuścić? Najwidoczniej chciała drążyć temat do momentu, w którym jej wygarnie i zacznie robić wyrzuty. Nie ma to, jak działanie na własną szkodę. Mimo wszystko zaraz umilkła, zawieszając wzrok na ścianie, oblewając się rumieńcem. Jak mógł ją tam wciągać i tak po prostu...? Ughh! Zboczeniec. Siscon. Co on odpierdalał w ogóle!? Bezwstydny...
Idiota. Ile razy jeszcze będziesz tak ryzykować?
- Coś Ty sobie zrobił, Ty... Ty...! - Nim zdążyła wysunąć w jego kierunku jakąkolwiek obelgę, z jej ust wyrwało się głośne warknięcie, pełne gniewu, a właściwie to i nawet wściekłości. Chwyciła dość niedelikatnie za jego nadgarstek, po czym przyciągnęła go bliżej ku sobie. - ...kiedy Ty w ogóle... ugh... nieważne. Dawaj to tu. - Mruknęła rozgniewana, łapiąc za butelkę z wodą. Czego innego miała użyć, kiedy w tym domu nie było kompletnie NICZEGO!? Ze spokojną już minką odłożyła flakonik na psudopralkę i pochwyciła w dłonie skrawek bluzki, który zaraz oderwała, by nasączyć go ową wodą. Wybacz, że tak to wyszło, Wilczku, rzuciła w myślach, ze słodkim, kojącym już uśmiechem przemywając paskudny ślad. W zasadzie, to nawet nie był ślad. To była obrzydliwa rana. Najobrzydliwsza ze wszystkich, jakie widziała. Gilbert, coś Ty ze sobą zrobił?
- I... faktycznie, trzeba się zabrać za porządki. Wszędzie czuć Twoją krew. Zaraz się wampiry zlecą. - Parsknęła uroczo, przyglądając się z uwagą poszkodowanemu ramieniu. Wolną ręką wydobyła z siatki potrzebną ilość waty (bo ni kija nic innego nie było) i bandaży, zaraz przykładając pierwsze z nich do rany, po czym owinęła całe to połączenie delikatnym materiałem, z niebywałą subtelnością wykonując kolejne i kolejne ruchy łapką. - Nie wiem, jak Ty w ogóle jeszcze normalnie funkcjonujesz, Wilczku. - Wydukała, kiedy już kończyła związywać bandaż, by po chwili ponownie chwycić jego nadgarstek i pociągnąć za sobą w kierunku drzwi, po drodze łapiąc za koszulkę, którą mu przygotowała, i zarzucając mu ją na głowę.
- Gilbert. - Rzuciła nagle, odwracając się ku Monstrum przodem. - Co zrobimy na obiad? Kurczak? Stek~? - Przyjazny uśmiech przyozdobił jej twarzyczkę, a dłoń zostawiła w spokoju jego kończynę. - Napijesz się herbaty, czy kawy? Poza tym, czy Natami i Sai coś jedli? Może dam im jakiś udziec? Sai w ogóle może jeść takie rzeczy? To w końcu maluch i... n-nie mówię za dużo? - Zasłoniła usta dłonią, rozwierając nieco szerzej powieki. Jednakże rumieniec wstąpił na jej policzki dopiero, gdy zahaczyła wzrokiem o jego klatkę piersiową. - W... włóż coś na siebie, skończony głuptasku!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sro Maj 29, 2013 10:17 pm

Pokręcił przecząco głową. Nie miał na nią słów. Przecież mówił już, że potrafi się sobą zająć. Być może nie zawsze wyglądał idealnie, a jego aparycja naprawdę odstraszała potencjalnych rozmówców, ale w tej kwestii liczyło się raczej zdanie Wilka - a to było nad wyraz pozytywne. Odczuwał ból jak każdy inny, ale w porównaniu do pierwszego lepszego chłoptasia, którego można było spotkać na drodze, on go tolerował. Przyzwyczaił się. I tylko dlatego słowa Mio wywoływały w nim frustracje. „Daruj sobie już” - mówiły jego przymrużone ślepia. Naprawdę miała go za taką ofiarę losu, która nie potrafi się wykapać, bez złamania sobie nogi? No dobra... raz mu się zdarzyło, ale podłoga była nadzwyczaj śliska i...
Nieważne.
Gilbert pokręcił ponownie głową, jakby chciał jeszcze dobitniej pokazać jej, aby już nigdy nie wracała do podobnych tematów. Istniało większe prawdopodobieństwo, że zrobi krzywdę jej niż sobie. Raz w końcu doszło do czegoś podobnego, czego - w głębi - żałował. Gdyby dane mu było się cofnąć w czasie i jeszcze raz, bardziej racjonalnie podejść do tamtej sytuacji, z pewnością jakoś by się powstrzymał, nawet jeśli to wtedy zawładnęła nim ta porąbana żądza. Cicha namiętność do cudzej śmierci, chęć zobaczenia jak to jest w tym momencie, tutaj. Nigdy więcej. Po prostu nie.
Nie mógł tylko czasami zrozumieć jej toku myślenia. Wpierw była na niego wściekła, zaraz diabelnie miła. Gubił się w plątaninie reakcji na jego czyny, choć on - w swoim mniemaniu - cały czas był taki sam i utrzymywał wiecznie ten sam standard emocji. Przygotowany zestaw, który przy niej trzeba rozpakować i gotowe. Potem leci jak z górki. I być może dlatego zaskoczyła go jej reakcja.
- Oczywiście, że nie - rzucił, by zaraz potem prychnąć. Był rozdrażniony i zniecierpliwiony jej krótkowzrocznością i bałaganiarstwem w relacjach. Nie potrafiła docenić nawet tak lichych gestów, prawda? - Po prostu mogłyby cię ugryźć.
W tym momencie uniósł prawą dłoń. Na niej właśnie widniały liczne, głębokie rany po szczurzych zębiskach. Zwierzęciu, które najchętniej by zmiażdżył, wpatrując się tylko, jak małe, czerwone punkciki na jego pyszczku, nagle pękają. I zrobiłby to, gdyby nie ona. Jak zwykle wiedziała, kiedy się pojawić. Już pomijając fakt, że w drodze na zewnątrz zdążył również dotkliwie uderzyć się tyłem głowy o rurę kranu, a potem jeszcze omal nie stracił nad sobą panowania. Chyba kwestią czasu było, aby wywrzeszczał jej prosto w twarz wszystkie problemy związane z nią.
Ale nie musiał.
Ona uporała się prędzej. Gilbert uniósł zdziwiony brew w górę, słysząc jej warknięcia. Były niezłe jak na człekokształtną, ale nie o to tu chyba chodziło. Vampie wydawało się przez chwilę, że serio mógł coś przeskrobać. Ale to co przychodziło mu do głowy, było poważniejsze niż byle ranki po wyolbrzymionym gryzoniu czy od jednego postrzału. Dlatego skrzywił się sekundę po tym, jak dotarła do niego przyczyna jej złości. Długi ogon poruszył się, wyrażając jego pełen niepokój, który również odbił się w dwubarwnych ślepiach. Odwrotnie do swoich myśli, które w głowie rozgrywały właśnie światową walkę, na zewnątrz milczał jak zaklęty. To nie tak, że bał się jej odpyskować. Coś takie było zwykle na porządku dziennym i gdyby powiedziała o parę słów za dużo, bez wątpienia wyparowałby ze swoimi „trzema groszami”. Teraz jednak tylko odwrócił głowę na bok, z wyjątkowo marudnym wyrazem twarzy i zawiesił wzrok na ścianie, jakby to był teraz najbardziej interesujący obiekt pod słońcem.
„Tsssssshiii...”
Zacisnął zęby.
„Po prostu cicho...”
Mięsień na twarzy mu drgnął. Poczuł nagłe pieczenie w okolicach rany. Szczypanie nie było aż tak bolesne, prędzej uporczywe i nieustanne, a to momentami zdawało się jeszcze okropniejsze. Nie znosił leków, w tym chyba najbardziej wody utlenionej i tabletek do ssania... z przewagą na wodę utlenioną. Robiła mu tylko same problemy i z niewiadomych przyczyn, to zawsze przy jej używaniu, osoby na niego strasznie narzekały. „Znów źle, Wilku!” - słyszał reprymendy. Jak możesz być taki nierozsądny... Jak możesz tak o siebie nie dbać, jak możesz chodzić w takich brudnych ubraniach, taki zakrwawiony, znów rozerwałeś ranę, znów się pociąłeś... znów złamałeś rękę... znów nie uważałeś... jesteś niezdarny... nieodpowiedzialny... uparty... nachalny... samolubny... egoistyczny...
Gilbert warknął, choć Mio mogła to uznać, za próbę poradzenia sobie z reakcją na wodę utlenioną, która w kontakcie z tak paskudną raną robiła swoje w zdwojonych siłach. Bolało. Okropnie bolało. Ręce, nogi, całe jego ciało. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak momentami potrzebował jej delikatnych, sprawnych dłoni, które w parze z dziecięcym uśmiechem wcale nie współgrały. Znów odwrócił głowę. Jeszcze bardziej. Grzywka opadła na porozcinaną twarz, rzucając cień na zmęczone oczy.
Uniósł nieco rękę, aby owijanie bandaża szło sprawniej. Zdawał sobie powoli sprawę, że niedługo będzie mógł śmiało upodobnić się od mumifikowanych faraonów z czasów Kleopatry. W jednej tylko sprawie był właściwie zadowolony - że przyznała mu rację. I co z tego, że w tak błahej sprawie? W ich aktualnym położeniu nawet coś teoretycznie niewielkiego, dla Wilka wydawało się świętością nad świętości. Nie mógł jednak znieść faktu, ze w tych słowach doszukał się niemal samej ironii.
- Wierz mi, nie zlecą się - zapewnił z wyrafinowaną dobitnością, jakby coś takiego było w ogóle nie dopuszczalne. Bo nie było. Jeszcze się taki nie urodził, co zdobyłby tę fortecę. Nie, żeby była ona idealnym miejscem do defensywy, ale prawdopodobieństwo, że ktoś chciałby przejąć to mieszkanie, przy tym zabijając mieszkańców, było tak duże, że aż wcale. Na co komu rudera?
„Nie wiem jak ty w ogóle funkcjonujesz”.
- Tak jak zawsze. Żyjemy od lat i nadal nic o mnie nie wiesz? Też mi obserwatorka - prychnął z nieukrywaną złośliwością. Dał się jednak chwycić i poszedł za nią, bo mimo niedobrego humoru... to nadal była Mio. No niby argument niezbyt normalny, ale dla niego wystarczał.
To ona.
A skoro to ona, on musiał się podporządkować Na tyle, na ile będzie w stanie wytrzymać, a nierzadko wskaźnik wylatywał poza margines jego tolerancji. Mimo to próbował. Próbował być milszy, łagodniejszy, bardziej czuły i wylewny w uczuciach, ale nawet ktoś taki jak on czasami potrzebował odpoczynku.
- To ja chcę kw...ffg...n...nbbmm...
Zdjął z twarzy koszulkę.
- Kawę. Poza tym jest gorąco, a ty mi każesz się ubierać? Co za sadyzm.
Ale ubrał. Mimo wszystko włożył ręce w rękawy i przeciągnął sobie t-shirt przez głowę. To była najzwyklejsza koszulka, jaką właściwie mógł mieć. Idealna po wszystkich innych ubraniach, które ostatnio sobie przygotowywał - z licznymi „dodatkami”. Teraz wyglądał jak normalny nastolatek, który chce spędzić ten weekend w domu przed telewizorem lub grając w gry video. Bez żadnych bandan z dziwnymi napisami na lewe ramię, bez żadnych problematycznych broni i noży. Po prostu.
- Kurczak. Kupiłaś kurczaka? Stać nas?
Nie. To zdziwienie nie było udawane. Ale spojrzał na Mio z podejrzliwością.
- Natami i Sai`owi też się coś przyda. Pewnie dawno nie mieli niczego w pysku. I żeby tylko im... na utrzymaniu mam więcej zwierząt. To ty coś przygotuj, a ja spróbuję zatelefonować. Potem przyjdę ci pomóc. To znaczy... ty będziesz robić, a ja sobie popatrzę. Ewentualnie cię podopinguję, ale to też średnio mi wychodzi, więc uznajmy, że samo patrzenie wystarczy. I niby dlaczego głuptasku?!

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Maj 30, 2013 12:59 pm

DOBRA. NIE ODPISZĘ AŻ TAK DŁUGO, BADUM TSS.
- ...aż tak bardzo szczypie? - Uniosła na niego to charakterystyczne spojrzenie. Tyle w nim było troski, ale po ką cholerę? Przecież doskonale wiedziała, że to normalne, że będzie mocno piekło. Sam sobie na to zasłużył, a żeby się choć częściowo wykurować (choć miała nadzieję na o wiele, wiele więcej), musiał pocierpieć. Nawet, jeśli ani on, ani też ona, nie chcieli tego, bo przecież... cierpienie to jednak cierpienie.
Zbyła temat dotyczący tych ogromnych pijawek zwykłym chrząknięciem. Skoro chciał, żeby mu uwierzyła, to uwierzy. Choćby to miała być największa głupota świata. Och, doprawdy, jej naiwność nie znała granic. Z jednej strony, to było słodkie. Z drugiej, ktoś jej kiedyś powiedział, że to nic dobrego jej nie przyniesie w życiu. I miał rację.
"Też mi obserwatorka."
Spuściła głowę.
- Przepraszam, Wilczku. Obiecuję, że od dzisiaj będę uważniejsza.
Ale jemu naprawdę nie chodziło o to.
Chodziło. Na pewno chodziło.
Przecież wiedziała, że to tylko niewinne dogryzki. Mimo to, i tak nie chciała dopuścić do siebie tej myśli, będąc nastawioną na to, iż to ona sama zawsze jest wszystkiemu winna i tak naprawdę chciał jej wygarnąć, bo naprawdę karygodnie się zachowuje. I nie, to nie była kwestia wiary. To tyko głupie urojenie, które katowało ją, gdy już wracało szczęście, by dobić jej nastrój z powrotem do dna. Czegokolwiek by to nie oznaczało.
Po prostu nie potrafiła się pozbyć tego odczucia. Tego cholernego odczucia, że niezależnie od tego, ile razy będzie jej udowadniał, jak ważną jest dla niego osobą, będzie uważał zupełnie odwrotnie. "On cię nie chce. Wolałby kogoś innego. Jesteś za mało urocza." Tyle zarzutów słyszała od własnego umysłu, że wolałaby się zapaść pod ziemię.
"Zmieniłaś się."
"Nie powinnaś była wychodzić z domu."
"Zostaw tą pieprzoną zarazę i bądź idealną siostrą, zamiast dawać się pierdolić."
"Naprawdę... jesteś beznadziejna."
- Co...? - Odwróciła się w jego stronę z nieco, nie oszukujmy się, przerażonym wyrazem twarzyczki. Przełknęła nerwowo ślinę, słysząc, co miał jej do powiedzenia. W tym momencie nie liczyło się dla niej, co było żartem, a co nie. Wszystko musiała brać na poważnie. WSZYSTKO.
- Przepraszam! - Odparła, chyba nieco zbyt głośno, chyląc nisko czoła. Już chciała wyrwać mu z dłoni część odzienia, która dopiero co wylądowała na jego twarzy, ale zaraz zrezygnowała, widząc, jak Monstrum wkłada ją na siebie. Czyli, że się nie gniewał? W ogóle?
Co za ulga.
Z trzęsącą się dłonią nalała wody do czajnika, nastawiając ją na kawę dla Wilczego. Zaraz jednak do jej uszu dotarło pełne powątpiewań pytanie.
- Stać nas. - Odparła bez wahania, zerkając na brata kątem oka. Nie wiedział o tym? Nie pomyślał, na jakiej zasadzie to działało? - Wiesz, jak się oszczędza, to się ma pieniądze na takie rzeczy. Poza tym, ja wiem, gdzie co kupować. Nie ufasz mi? - Wyjaśniła, jednocześnie samej nabierając podejrzeń co do osoby Gilberta. Jednakże nie chodziło tu o sprawy finansowe a o fundamenty ich relacji. Było to o wiele istotniejsze niż jakiś tam kurczak. Tu chodziło o zaufanie. Zaufanie podstawą oddziału.
- ...zaniosę wodę koniom. - Mruknęła nagle, odwracając się na pięcie i wybiegając z chatki na dosłowną minutkę, by, tuż po powrocie, zagwizdać głośno, wkładając do dwóch pierwszych-lepszych, CZYSTYCH misek dość spore kawałki jakiegoś mięsa. Oczywiście świeżego i z niezbyt dużą ilością zwykłego tłuszczu, bo co to by było za jedzenie. A skoro już mniej więcej zaopiekowała się zwierzyńcem domowym (no, przynajmniej w dużej mierze), swoją uwagę mogła już skupić tylko i wyłącznie na przygotowywaniu obiadu. Kurczakowe skrzydełka w mgnieniu oka zostały posypane ostrą papryką i kilkoma innymi przyprawami, by zaraz wylądować w piekarniku. Na gazie zaś postawiony został garczek z wodą, a, kiedy już tylko ta zaczęła się gotować, Mara wrzuciła do środka dwa woreczki z pożywnym ryżem. W międzyczasie zalała również uprzednio przygotowaną w kubku kawę, jaką obiecała swojemu przybranemu bratu.
...nie odpowiedziałam mu.
"To niekulturalne, Księżniczko. Ale co ty możesz o tym wiedzieć."
Już chciała wywrzeszczeć, dlaczego nazwała go akurat głuptaskiem, ale... zaraz. Rozmowa telefoniczna, tak? Zostaw go, Mio. Jak będzie chciał wiedzieć, to spyta drugi raz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   

Powrót do góry Go down
 
Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» ISLAMIZACJA EUROPY
» Uroczystości świąteczne
» Drewniana chatka Alicji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Miejsca zamieszkania-
Skocz do:  
_______________________