IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Maj 30, 2013 7:19 pm

„Aż tak bardzo szczypie?”
Nie, coś ty? Po prostu lubię wykrzywiać twarz, jakbym dostał cegłą w łeb OCZYWIŚCIE, ŻE SZCZYPIE. Gilbert nie chciał odpowiadać na to pytanie, zbył je tylko jednorazowym drgnięciem brwi, które sygnalizowało jego nagłe wzburzenie tym pytaniem. Dla niego to było nie do pomyślenia, aby ktoś choć starał się o niego martwić, nie wspominając już o bezinteresownej, prawdziwej trosce. Mio była inna, bardziej swoja, mimo że ostatnimi czasy rzeczywiście straciła na niewinności. Ale ani to, ani wszystko inne co stale i bezkompromisowo jej zarzucał, nie oznaczało, że straciła na wartości.
Posiadała swój urok.
Wiedział to Gilbert i wiedzieli to inni. Nawet teraz, gdy z taką uległością spuściła głowę i powiedziała to jedno zdanie, z magicznym słowem na wstępie. Chłopak musiał zebrać w sobie odpowiednią dawkę siły, aby przypadkiem nie ująć myśli w złe słowa. Ostatecznie i tak zrezygnował z wypowiedzenia własnej opinii na jej słowa, nawet jeśli ta miała głównie podnieść niebieskowłosą na duchu. To jednak oczywiste - miała podnieść, ale zapewne by nie podniosła, bo Wilk w takich sprawach był koszmarny. Niby praktyka czyni mistrzem, ale głupio tak trenować na własnej siostrze.
Nagle zamrugał, zaskoczony.
- Za co mnie... hah? - jęknął nieporadnie. Widząc jej wyraz twarzy, momentalnie uniósł brwi w górę i już otwierał usta, aby coś powiedzieć, ale ostatecznie ugryzł się w język. Jak na istotę, której paszcza się na zamyka, a pół Otchłani chętnie by zamordowało za gadulstwo, tak przy niej zrobił się nagle dziwnie cichy i niepewny. Może nawet odrobinę nieufny, zważywszy na fakt, że stale patrzył na nią z pewną rezerwą. Tu nie chodziło o jej zamiany. Prawdopodobnie chodziło tylko i wyłącznie o niego. Jego własne urojenia. Jego myśli, które nie chciały go odstąpić na krok, a im częściej przywoływały się w jego umyśle, tym bardziej miał dość.
Za jakie grzechy? Przecież nie zrobił nic złego.
Jeszcze.
Jeszcze nie zrobił, a był tego bliżej niż dalej, gdy zapytała go o zaufanie. Naprawdę to było tak niewidoczne, aby musiał jej dawać zapewnienie słowne? Skrzywił się, wyrażając tym ostateczną odpowiedź. Dosłownie, jakby mówił: „Chyba zgłupiałaś”. Spojrzał jeszcze jak Mio wybiega z domu, aby napoić wierzchowce. Może to i lepiej. Może rzeczywiście dzięki temu będzie bardziej w porządku. On i tak musiał zatelefonować, a - nie oszukujmy się - naprawdę tego nie znosił. Gdyby nie fakt, że gołębie pocztowe wyszły już z mody, pewnie w ogóle nie traciłby czasu na coś tak idiotycznego jak komórka. To wydawało mu się takie... zdemoralizowane. Takie nie jego. Coś, czego nie chciał, a musiał użyć, aby skontaktować się z inną osobą. Idiotyczne, ale... co zrobić? Wystarczyło tylko chwycić za prostokątny, ledwo trzymający się całości przedmiot i wybrać odpowiedni numer. Trochę mu to zajęło, bo komórka miała tendencję do cięcia się o wiele lepsze niż sam Gilbert, ale w końcu, po dobrych paru minutach na ekranie pojawiło się znajome nazwisko.
Nie wierzę, że to robię, parsknął, przykładając aparat do ucha. Chwilę odczekał, ale po drugiej stronie telefonu nie usłyszał znajomego głosu, za którym szczerze zdążył się już stęsknić. Stwierdził jednak, że Arthur mógł zwyczajnie nie usłyszeć lub nie dobiec do komórki, dlatego na wszelki wypadek zadzwonił jeszcze raz. A potem kolejnych dziesięć czy piętnaście razy, by w efekcie na końcu rzucić telefonem o ziemię. Słychać było tylko huk i chrzęst, ocierających się o siebie, plastikowych elementów. Cholera. Dlaczego nie odbierał akurat teraz?
„A dlaczego miałby odebrać?”
Gilbert zmrużył oczy, wpatrując się ślepo w rozwalony przedmiot. To prawda. Właściwie nie musiał. Wilk nie miał prawa mu tego zarzucać, choć to nie oznaczało, że poczuł się przez to mniej wściekły. Warknął tylko, odwracając się na pięcie i opuszczając pokój, w którym telefon po raz ostatni rozbłysł, a potem ekran został pochłonięty przez mrok, żegnając się ze światem.
Czarnowłosy nie musiał długo czekać, aby do jego nosa dotarły ciekawe zapachy. Natychmiast uniósł parę szpiczastych uszu ku górze i spojrzał zaintrygowany w kierunku krzątającej się po kuchni Mio. Pewnie nawet sam się nie zorientował, kiedy podszedł do dziewczyny i objął ją w pasie, jednocześnie opierając brodę o jej szczupłe ramiona. Z ust wyrwał się cichy pomruk, łudząco przypominający mruczenie zadowolonego kociaka, który właśnie w tym momencie, wydawał się najszczęśliwszym zwierzakiem pod słońcem.
- Pewnie - wymruczał, mrużąc oczy o sprzecznych barwach. - Pewnie, że ci ufam. A ty? Ufasz mi?

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Maj 30, 2013 10:34 pm

Za co go przepraszała? Naprawdę nie rozumiał? Odwróciła na chwilę wzrok, zaraz znów zawieszając go na Eksperymencie, spoglądając na niego teraz spod byka. Ten jej żałosny wyraz twarzy... rany.
- Bo... bo jest tak gorąco... a ja każę Ci chodzić w koszulce przez własny dyskomfort. Przepraszam... przepraszam, że to mnie zawstydza, onii-chan! - Nie było to zbyt inteligentne z jej strony. Szczególnie dlatego, iż w kącikach jej oczu można już było dostrzec płynne diamenty. Czemu płakała z tak błahego powodu, skoro wiedziała, że nie będzie wiedział, co robić? No właśnie dlatego: bo sama nie wiedziała, co ma począć. Zaraz jednak przełknęła nerwowo ślinę. Nie. Nie powinna była się tym tak przejmować. Zważywszy na to, że on NAPRAWDĘ tylko ŻARTOWAŁ. Nie chciał jej za to zabić. Gdyby miał taki zamiar, już dawno żegnałaby się z tym światem.
Może była to jedynie jej wyobraźnia, ale poczuła pieczenie w okolicach blizny. Odruchowo przesunęła po niej opuszkami palców, mrugając w zaskoczeniu. Nie. To nic takiego. Nie przejmuj się tym. Daj mu spokojnie zrobić, co miał zrobić. Daj mu iść, jednocześnie ruszając w swoją stronę. Jeśli zrozumie, że znowu o tym myślisz, zacznie się niepokoić.
TRZASK.
Co on znowu rozwalał? Stłukł lampę? Nie chciał, żeby szyba w salonie poczuła się samotna i tę w sypialni też wybił? Och, byłaby szczęśliwsza, gdyby w końcu ją wymienił. Nie miała mu za złe, że jeszcze tego nie zrobił, ale w końcu trzeba by się wybrać do Ludzi i spojrzeć, czy nie mają przecen w Leroy Merlin. Albo najlepiej w Obi, bo tam mieli więcej farb, a pomalować ściany też by się przydało. To też było do wymiany.
Kogo ja oszukuję... cały ten dom jest do wymiany.
Westchnęła cicho, spoglądając na drzwi wyjściowe. Nienawidziła wychodzić z chatki, choć chciała z niej uciec. Nie cierpiała zakładać butów, by przekroczyć jej próg, ale równie nie lubiła w niej przebywać. Szczerze i z całego serca nie potrafiła zdzierżyć istnienia tego paskudnego domu, ale... to był jej dom. Jej. I Gilberta. Ich własny. Nawet, jeśli mały i ledwo trzymający się kupy, to był ich. To tu go zaciągnęła po znalezieniu i tutaj się poznawali.
Ale zmiany były dobre, tak? Więc kiedyś na pewno to przebudują.
- Wszystko w porządku? - Spytała, słysząc, jak stawia kolejne kroki w jej stronę. Nie kryła zaciekawienia. Po co, skoro była to po prostu troska o niego... jak zawsze. Jak zawsze to zmartwienie. - Rozumiem, że jesteś na kogoś zły... ale to chyba nie powód, żeby rzucać przedmiotami i robić bajzel, mmm? Przecież wiesz, że to do niczego nie...
Zamarła w miejscu, gdzieś pomiędzy nakłuwaniem torebki ryżu widelcem, a odwróceniem się w jego stronę. Teraz już nie mogła tego uczynić. Objęcia, w jakich się znalazła, sprawnie uniemożliwiły jej jakikolwiek gwałtowniejszy ruch, przy okazji wywołując na jej twarzy jeszcze większy rumieniec, niż wcześniej. Powieki rozwarły się szerzej, a oddech stał się cięższy, głośniejszy. Zwyczajnie nerwowy, jak gdyby zaraz miał zacząć ją macać, niczym kogoś, kto... kto po prostu nie był nią. I wcale nie chodziło tu o to, że molestował każdego. Ale siostry... zwyczajnie nie wypadało.
Co? Zaufanie? Roześmiała się głośno, ale nie w ten drwiący sposób, którego można by się spodziewać. Był to uroczy, niewinny chichot, którym wstępnie skomentowała to głupiutkie pytanie, jakie palnął. Czemu jeszcze pytał? Bo ona też chciała to wiedzieć przed nim? Przecież powiedział: "a ty?". Chciał, żeby zrewanżowała mu się tym samym. To było tak jasne, a nie chciało do niej dotrzeć...
- Czasem zadajesz dziwne pytania, onii-chan. - Rzuciła, przechylając nieco głowę, policzkiem opierając się o jego mokrą czuprynę. Tak ślicznie pachniał, że aż głowa bolała. I to właśnie przez tę woń, którą wydawał, musiała najpierw oprzytomnieć, a dopiero później pomyśleć nad odpowiedzią. - Ale oczywiście, że Ci ufam. Ufam Ci najmocniej, jak potrafię. Nigdy mnie nie zawiodłeś, więc nie ma takiej siły, która by to zmieniła. Musieliby mi chyba wyprać mózg. Albo mnie podmienić. - Rozbawione parsknięcie i dłoń, która dotarła aż na czarną łąkę, lekko przeczesując smolistą trawę tuż za uchem Monstrum. Druga ręka zaś sprawnie operowała gazową kuchenką, co jakiś czas nieco zmniejszając ogień, który grzał gotującą się już wodę. Nie spuszczała również oka z rozgrzanego piekarnika, w którym kurczak dzielnie odbywał swój wyrok.
Mimo wszystko ta sytuacja była krępująca.
- Gilbert... - jęknęła ni stąd, ni zowąd, opuszczając głowę. - Gilbert, to nie jest coś, na co rodzeństwo może sobie pozwolić. I nie wydawaj takich dźwięków, proszę... one brzmią tak... tak...
"Jak on?"
Zamknij się. Nie mają ze sobą nic wspólnego. Gdyby coś takiego usłyszał, pewnie by zwymiotował.
- ...tak mało wilczo. Nie chcę, żebyś zachowywał się jak kotek. - Dokończyła, kiedy tylko jej dłonie zacisnęły się na jego nadgarstkach. Odsuń się, jęczała we własnej głowie, na głos jedynie mamrocząc coś niewyraźnie nawet dla siebie. Nie wiem, co ci się stanie, jeśli będziesz tak blisko. - Onii-chan... onii-chan, daj mi upilnować obiadu. Z-zrobiłam Ci kawę, jak chciałeś... usiądź i ją wypij...
Bo zaraz się spalę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pią Maj 31, 2013 4:55 pm

„Wszystko w porządku?”
- W jak najlepszym - zapewnił bez chwili zawahania, przez co jego wypowiedź nabrała wiarygodności, tak jak nie nabrała jej w żadnym stopniu dotąd. Na jej reprymendę zmrużył bardziej wilcze ślepia i uśmiechnął się przymilnie, jakby tylko dzięki temu wszystkie winy mogły mu zostać wybaczone. - Dobrze. Już nie będę, księżniczko - rzucił. Nie znosił mówić podobnych słów. Zawsze przywierała do niego świadomość, że właśnie musiał schylić głowę i przeprosić za zachowanie, którego właściwie wcale nie żałował. Jak mógł żałować? To był odruch bezwarunkowy, będący częścią niego. Jakkolwiek nie potraktowałby wtedy komórki, to nie oznaczałoby, że Arthur odbierze od niego liczne telefony. Czasami złościł się na siebie, że nie potrafił szanować rzeczy, których nie potrzebował, ale które miał. To jednak nie oznaczało, że z tego powodu będzie sobie robił wyrzuty sumienia do końca dni. I że nie będzie zadawać „dziwnych” pytań. Co prawda nie sądził, aby było dziwne. Sama w końcu wyglądała, jakby zaraz miała mu wywrzeszczeć w twarz, że się zmienił i zrobił z siebie większego chama, niż go zapamiętała. Mimo wszystko, gdzieś w głębi, się ucieszył. Naturalnie nie było mowy, aby jej teraz o tym powiedział. To było jego własne, podświadome szczęście, które przywoływało na myśl ciekawe, radosne chwile z dni, gdy ich życie wydawało się takie normalne. Potrafili po prostu zostawić wszystko i wyjść nie martwiąc się o jutro. Teraz się zmieniło. Gilbert miał wrażenie, że za chwilę przez okna wbiją się tutaj kolejne oddziały specjalne, mające na celu chyba tylko zniszczenie wszystkiego dookoła. Bez powodu i celu. Po prostu. I być może to go zmieniło. Ten wieczny brak spokoju. Jak długo nie spał? Jak dawno temu czuł się beztrosko wypoczęty? Nawet teraz wszystko go bolało, a cienie pod oczami zaczęły łudząco przypominać wory u basseta. Mimowolnie przesunął wierzchem ręki po zmęczonych powiekach, dokładnie w momencie, w którym Mio zaczęło coś przeszkadzać. Odsunął nieco poharataną dłoń od twarzy i spojrzał na nią. Nie mógł pojąć dlaczego się rumieni. I dlaczego robiła mu wyrzuty z tak oczywistego powodu.
- Mało wilczo? Co? - Uniósł brew w górę. Mio mogła poczuć jak jego uścisk delikatnie zelżał. Gilbert się zawahał. Zdecydowanie nie tego się spodziewał. - Przecież często mruczę. Mruczałem - poprawił się natychmiast. Długi ogon przesunął się leniwie po ziemi, a Gilbert spuścił wzrok. Ledwie dostrzegł jej dłonie, trzymające jego nadgarstki. Dlaczego nie mógł jej przytulić? Momentalnie zmarszczył brwi, a dotychczasowy, rozleniwiony, ale zadowolony uśmiech zniknął z jego twarzy, ustępując miejsca wiecznemu zmęczeniu człowieka, który zbyt wiele atrakcji miał ostatnimi czasy.
- No? - warknął, puszczając ją wreszcie. Na nadgarstkach czuł upokarzające, palące obręcze, dokładnie w miejscach, w których go dotknęła. Czuł się zraniony jej odtrąceniem. - Więc? Jak brzmią? O co ci chodzi? Co znów zrobiłem nie tak?
Prychnął, marszcząc nos.
- Pewnie. Teraz nagle nie znosisz mojego dotyku... jeszcze niedawno sama się do mnie kleiłaś. Jesteś niesprawiedliwa - dorzucił zdecydowanie spuszczając z tonu, choć w jego głosie nadal słychać było oskarżycielską nutę, jakby rzeczywiście uczyniła najgorszą zbrodnię na świecie i jeszcze bezczelnie się do niej przyznawała. Z drugiej natomiast strony - co on właściwie mógł? I on miewał takie odruchy. Sęk w tym, że u niego było to naturalne. Miał swoje ustalone dni, w których nikt nie mógł go tknąć, z czystej obawy przed utratą ręki przy ramieniu.
W czym więc problem?
Ot, w tym, że u niej to nie było normalne. Ona się tak nie zachowywała. Ona do każdego podbiegała, przytulała, śliniła się do ramienia w nocy... Robiła wszystkie te rzeczy, o których Gilbert nigdy nawet nie marzył, bo wiedział, że jemu nie sprawią takiej radości co jej. Jego próby wyrzucenia z siebie „słodyczy” zawsze lądowały w błocie. Nie potrafił. Został inaczej wychowany i życie nauczyło go inaczej. Prawdopodobnie dlatego nie mógł tego zrozumieć.
- Nie zrobiłem nic złego - wycedził przez zaciśnięte zęby, co bardziej brzmiało jak syk rozdrażnionego węża czy innego, równie łatwo drażliwego zwierza. Już nie spojrzał na nią, gdy wyciągał rękę przed siebie i zgarniał kubek z kawą. Posłuchał jednak jej „rady” i skierował się powoli do salonu. Zrzucił z kanapy ubrania i parę przedmiotów, które dawno powinny były wylądować w koszu. To samo zresztą czekało rzeczy, które okupowały niski stolik. Zsunął je nogą, z wyrazem bezkresnego niezadowolenia na porozcinanej twarzy. Nadal po głowie chodziła mu ta sama myśl: nie.zrobiłem.nic.złego. Po prostu nie.
Huk.
Gilbert uderzył w blat stolika. Drewno zajęczało, wygłaszając arcywielkie pretensje. Gilbertowi wyrwało się za to kolejne prychnięcie niezadowolenia. Jak mogła? Co znowu? Dla dobra swojego i kubka, odłożył naczynie z kawą na stolik i odchylił się do tyłu, napierając plecami na kanapę. Chwilowo mebel wydawał się zbyt przyjemny. Jak coś, co nigdy nie było tak wygodne i tak dostosowane do jego aktualnych potrzeb. Głowa opadła na oparcie a masło w maselniczce a ten zagapił się od razu na sufit. Błądził rozeźlonym spojrzeniem po nierównych pociągnięciach pędzlem.
Nic złego, powtórzył sobie jak mantrę. Zamrugał parokrotnie. Nic złego. Powieki stały się nagle takie ciężkie... Pewnie nawet nie zauważył, kiedy zamknęły się na dobre, a on po sekundzie runął bokiem na sofę, uderzając twarzą w miękką poduszkę. Rozległo się tylko ciche westchnięcie, a potem jego oddech nagle się wyrównał.
„Nic...”

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }



Ostatnio zmieniony przez Gilbert dnia Pon Cze 03, 2013 5:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pią Maj 31, 2013 6:54 pm

- Ale... ale nie mruczałeś przy mnie. I do mnie. To... to... zostaw to dla Gabriela...
Dla kogo?
- O ile jeszcze żyje...
Przygryzła wargę. Kiedy tylko się odsunął, odwróciła się przodem ku jego twarzy. Nie patrzyła jednak wprost na nią. Lustrowała ich buty, jak gdyby nie miała nic lepszego do roboty, pozwalając włosom zagrodzić dostęp do widoku jej buźki.
- Nie zrobiłeś nic nie tak, zrozum! Po prostu się wstydzę! Ja... ja nie wiem. Może to ze zmęczenia. Albo przez coś innego. Ale jak jesteś tak blisko, to czuję się tak dziwnie. I, wyprzedzając, to nie jest niedobre uczucie. Ale nie wiem, jak na to wszystko zareagować.
Uniosła wzrok, jak gdyby za sprawą tego miała odzyskać pewność siebie. A figę. Świadomość tego, że mógł wyczytać z jej oczu to, czy mówiła prawdę, czy nie, ją przytłaczała. Nawet, jeśli cały czas była szczera. Co do słowa.
- Wiem. To nie w moim stylu. Też nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Odpocznę... odpocznę, a wtedy wszystko będzie w porządku.
Ta ślepa wiara... ale właściwie, miała trochę racji w tym, co mówiła. Wiedziała, że gdy odzyska siły, będzie miała więcej chęci do wszystkiego. Że znowu będzie się kleić do każdego, z tym głupkowatym uśmieszkiem, który chciałby przekazać coś w stylu: "jaa? Za blisko? Ależ skąd~. Jak możesz być takim chamem~?". Czasem jej nachalność rzeczywiście nie znała granic, a chwile, w których była zmęczona, były znane jako momenty wytchnienia dla wszystkich jej "pupików" i "faworytów". Z drugiej jednak strony... choć była wtedy o wiele mniej męcząca, to czy ta cisza w jakikolwiek sposób do niej pasowała? Nie była sobą, kiedy brzydziła się dotyku.
A już szczególnie jego dotyku. Kto to w ogóle widział...?
"Nie zrobiłem nic złego."
Przecież wiedziała.
- Oczywiście, że nie zrobiłeś. Mówiłam Ci to... - odparła cicho, a wzrok powędrował w ślad za odchodzącym Wilkiem, jak gdyby chcąc go przeprosić. - Po prostu...
Nie wysilaj się... nie dotrze do niego, kiedy jest rozdrażniony.
- Po prostu nie powinniśmy.
Opuściła głowę, wyłączając gaz, uprzednio niemal nie przypalając kilku błękitnych kosmyków, po czym wyłączyła piekarnik i chwyciła znajdującą się w nim blachę przez materiał bluzki, zaraz stawiając ją na blacie i nakładając odpowiednio duże porcje mięsa na talerze, następnie dopasowując doń ilość ryżu.
- Wilczku? - Rzuciła nagle, gdy ruszyła w stronę salonu wraz z naczyniami z jedzeniem i kompletami sztućców. - Wolisz jeść widelcem, czy pa... Wilczku? - Odłożywszy talerze, przycupnęła tuż obok kanapy, wpatrując się w śpiącą twarz Monstrum, niczym w najpiękniejszy obraz świata. Uśmiech mimowolnie przeciął jej twarzyczkę, a dłoń chwilowo gładziła braterską grzywkę, odgarniając ją lekko, by nie czyniła przeszkód, łaskocząc jego nos. - No naprawdę... żeby tak zaraz przed jedzeniem? Aż tak Ci przeszkadza moja kuchnia? - Burknęła, niby to urażona, zabierając od niego ręce. Miast tego, ułożyła je na wolnym skrawku sofy, zaraz po tym mieszcząc na nich błękitny łeb.
- W sumie, masz rację. Sen by się przydał. - Wymruczała, przymykając powieki. - We śnie wszystko jest ładne. Nawet te okropne rzeczy.
Bo nie są prawdziwe, dokończyła w umyśle, zabraniającym jej już na wymawianie jakichkolwiek słów. Miała zasnąć. Do tego potrzebowała ciszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Pon Cze 03, 2013 10:44 pm

„Nic złego”.
Głęboki wdech. Nagle zamknął mocniej powieki i wymruczał niezrozumiałe słowo prosto w poduszkę, wtulając w nią usta i zaciskając palce na materiale z jakiego została zrobiona. Poczuł nagły spadek zadowolenia, coś drażniło czułe zmysły, wywoływało nieodparte wrażenie, że są rzeczy, które w tym momencie dzieją się w złej woli, a w które nie mógł ingerować, mimo nachalnych prób. Podrapał się nagle po policzku. Nienazwane uczucie rozleniwienia i rozdrażnienia jednocześnie. Jakby usilnie chciał coś zdziałać, ale jednocześnie pragnął pozostać w obecnej pozycji, ze względu na wygodę i relaks. Podrapał się raz jeszcze. Czarna dziura przed jego oczami nagle zaczynała się zmniejszać, jakby pochłaniała ją inna, równie bezdenna otchłań. Aż nagle światło zakuło go w oczy, on syknął przeciągle i... ostatni raz przesunął paznokciem po policzku. Nie znosił pobudek. Za każdym razem były równie nagłe co zasypianie. Sam fakt, że spał wydawał mu się stratą czasu, ale... chyba tego właśnie potrzebował. Być może zaraz wzbierze w nim wściekłość, bo stracił cenne minuty życia. No i jego czujność jakby została uśpiona... Ale jednocześnie wiedział, że to mogło się skończyć znacznie gorzej - jeśli nie zasnąłby w domu... to gdzie? Na ulicy? W barze? Podczas misji? Musiał spać, aby zregenerować siły. Aby wreszcie zdać sobie sprawę, że w istocie jest tylko słabym mieszkańcem Otchłani, który posiada te same potrzeby, co wszyscy pozostali. Nie mógł być niezniszczalny i nie mógł być niezastąpiony.
Gilbert mruknął raz jeszcze prosto w poduszkę i wreszcie odwrócił głowę na drugą stronę. Ujrzał leżącą przy kanapie postać, a jego brew zadziałała sama - uniosła się w górę w pytającym geście. Usnęła? W takiej pozycji? I niby kto tutaj był nieodpowiedzialny i nieogarnięty? Kto o siebie nie dbał? Musiało być jej bardzo niewygodnie... Gilbert wsparł się powoli na łokciu i przeciągnął dyskretnie, ledwie unosząc ramiona. To zabawne - prawdopodobnie spał całkiem długo, a mimo to wcale nie czuł się wypoczęty. Nie na tyle, aby zawojować świat, a to zdecydowanie mijało się z obecnym celem. Yare, yare... Mio.. Ale teraz cel zdawał się przecież nieco zmienić. Wilczy przez chwilę wpatrywał się ślepo w księżniczkę. Oprzytomnienie pojawiło się pół minuty później. Potrząsnął głową, klepnął się w polik i ostrożnie podniósł się z kanapy, starając się nawet, by nie narobić zbytniego hałasu - co ostatnimi czasy wychodziło mu lepiej niż gorzej - a następnie, z pełnymi wątpliwościami co do własnej delikatności postanowił włożyć rękę między zgięcie jej kolan, a drugą delikatnie zmusić dziewczynę, aby oparła głowę o jego tors.
- Chodź, maleńka - mruknął szeptem, ledwie poruszając ustami, by w tej samej chwili podnieść się z kucek i unieść siostrzyczkę. Właściwie nie pamiętał kiedy ostatnim razem niósł kogoś w ten sposób, tak intensywnie odczuwając słodki zapach i słysząc spokojny, ustabilizowany oddech. Czuj się bezpieczna, gdy jestem obok, mamrotał w myślach, kierując się w stronę sypialni. Tam dopiero spojrzał na jej anielską twarz, sam pokręcił głową, jakby odganiał od siebie niepożądane wizje, po czym ułożył ją na swoim łóżku. Materac delikatnie zaskrzypiał. I on powinien zostać wymieniony na lepszy model. To czasem irytowało, że mimo szczerych chęci nie jesteśmy w stanie zapewnić drugiej osobie odpowiednich warunków. Gilbert się skrzywił. Wkurzające, warknął, mrużąc oczy i przykrywając Mio grubym kocem. Ostatni raz musnął palcami jej zarumieniony policzek. Była urocza, na swój własny, indywidualny sposób. Niech się wyśpi. Niech to będzie najlepiej spędzony przez nią czas.
Chwilę potem wyszedł z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi. Wystarczyła chwila, aby stwierdził, że w domu jest większy syf niż ktokolwiek by mógł przypuszczać. Wszystko wyglądało jak w totalnej ruinie, nie wspominając o nowych wylęgarniach robactw i innych szkodników, które razem wzięte, niespecjalnie dobrze prezentowały budynek na tle innych.
Co w tym wszystkim było najdziwniejsze? Prawdopodobnie to, że Gilbert przeczesał tylko czarne kosmyki włosów, które teraz, po umyciu zdawały się jeszcze bardziej puszyste i roztrzepane, po czym ruszył w głąb pokoju, by raz po raz schylać się i przewieszać brudne ubrania przez ramię czy od razu rzucać je na środek pokoju, w celu utworzenia gigantycznych rozmiarów piramidy składającej się właściwie z rzeczy, które już dawno nie widziały ani mydła, ani tym bardziej pralki. Ich zapach nie był urzekający...
Chłopak pociągnął nosem, chwytając za pierwszą serię brudnych ubrań. Wynoszenie ich do łazienki wymagało czasu, bo sterta, która się uzbierała, właściwie była wyższa od niego (co wcale mu się nie spodobało), ale po paru chwilach wszystko udało mu się przetransportować do łazienki. I dobrze. Niech teraz tam gnije, a nie na środku pokoju, w którym Amasakawa będzie spędzać większość wolnego czasu. - Nhhhh - Wyciągnął ręce w górę, przeciągając się ze znużonym wyrazem twarzy. - To bardziej męczące niż myślałem...
Tak. Rzeczywiście. Ledwie przeniósł parę ciuchów do łazienki, nie wspominając już o tym, że to właściwie nie zmieniło bieżącego stanu rzeczy. Zwyczajnie wszystko zamiast być porozwalanym na podłodze w „salonie”, było porozwalane na podłodze w łazience, w której normalne przechodzenie przestało być umożliwione. I on jeszcze śmiał twierdzić, że to było męczące?
- Odpocznę.
...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Wto Cze 04, 2013 6:29 am

Uwaga, zawiera śladowe ilości Miowej głupoty (czytaj: wypychampostajakimśgównemboniewiemconapisać). Nie odpowiadam za treść. Najlepiej w ogóle nie czytaj tej kursywy~.
Zarzuciła wątłe ramionka na braterski kark, kiedy tylko udało mu się pochwycić ją w ramiona. Był dziwnie ciepły... to znaczy, u Gilberta było to typowe, ale jak się bierze własne przybrane rodzeństwo za chaotyczne zwierzątka...
- Wcale nie jestem mała... zresztą, Ty też jesteś niski, jak na chłopaka... - Wymruczała rozkosznie, przesuwając czubkiem nosa po jego obojczyku. - Jesteś tylko głowę wyższy... g-głupi. I cieplej by było, gdybyś sam tu przyszedł i mnie przytulił. - Wyjęczała, najprawdopodobniej á propos sytuacji z kocem. Tu miała rację, bo przy Wilczym byłoby jej o wiele, wiele cieplej, lecz... no właśnie. Już mówiłam, co "lecz"...
Spojrzenie, które nigdy nie powinno
na nikim zawisnąć, natrafiło na, leżącą już na ziemi, posiniaczoną Marę. Nie minęła nawet chwila, a czubek obutej w glana stopy obiła się o jej bok, na co ta skuliła się w ogromnym bólu. Jednakże kopnięcia spływały jedno po drugim, za każdym razem zdwajając, a nawet strajając swoją siłę w stosunku do tego poprzedniego. Policzek wymierzony dryblasowi nie był nazbyt silny, ale wystarczający, by uświadomić mu, że już wystarczy. "Przesadzasz", zdawały się mu przekazywać złote oczy kocura, który pierwszy raz od dawna tak długo się nie uśmiechał. Młodzian prychnął oburzony na tę uwagę i wbił stopę w brzuch Wyśnionej.
- Nie mam ochoty dłużej się z nią użerać. - Rzucił, kiedy nachylił się nad zapłakaną twarzą, przy okazji zapinając spodnie (...lol). Chwycił pewnie błękitne włosy, szarpnął za nie, a gdy z ust Amasakawy miał się wydrzeć kolejny rozpaczliwy krzyk, ciężki bucior opadł na jej głowę, wgniatając twarz w okrwawioną podłogę. - Następnym razem daj sobie spokój ze wznoszeniem buntu.
Nim tylko wyszedł, splunął jeszcze na nią, wbijając ją w ziemię po raz kolejny, a wyrwany pęk włosów zdmuchnął tuż obok jej twarzy. Zaraz jednak znów poczuła chłód cudzych dłoni, na co zadrżała z niepewnym jękiem, wydobywającym się z gardzieli. Fioletowe ślepie zahaczyło tylko o twarz Chaosu, nim zmrużyło się, w ślad za swoim błękitnym towarzyszem. Odetchnęła głośno, by, otoczywszy rękoma kark swojego "wybawiciela", prędko zapaść w długi sen.
Otworzyła oczy i... niemal od razu wyrwała się z objęć Przedrzeźniacza, odsuwając się, niczym oparzona, przerywając tym samym jego spokojny sen.
- ...obudziłaś się...? - Wymruczał nieprzytomnie, nawet nie otwierając oczu, i wyciągnął w jej stronę rękę, chcąc choć poprzez dotyk wyczuć jej obecność przy nim. Ale był pewien, że wciąż tu siedziała. Czuł jej zapach, lecz mogło to być mylące. Słyszał przyspieszony, spanikowany oddech, choć to mogły być tylko urojenia. Mimo to, wiedział, że zmysły go nie zwodzą. - Nie bój się... wracaj tu. - Nakazał, wspierając się na łokciu, pozwalając pościeli obsunąć się nieco z jego boku.
- Cz-czemu śpisz nago...?
- Bo mi gorąco? A dlaczego ty też?
- ... - spojrzała po sobie, dopiero teraz zauważając swoje roznegliżowane ciało. Poobijane, w wielu miejscach również poparzone i pocięte, niekoniecznie sterylnymi przedmiotami. - ...nawet nie przypominam już kobiety. Ani dziewczyny, ani Człowieka, ani Potwora. Ani nawet żadnego zwierzęcia, czy Bestii. Po co mam się tym, czy czymkolwiek przejmować?
- Myślałem, że wstydzisz się golizny. - Odparł, układając brodę na posiniaczonych udach Księżniczki.
- Wstydzę się swojego istnienia. Golizna to przy tym pikuś.
- Więc nie ucieszysz się, jeśli powiem, że spotkałem twojego brata i chcę go zaprosić do nas na deser~?
- Żartujesz chyba. - Jęknęła, krzywiąc się brzydko, przeczesując przerzedzone kosmyki poranionymi palcami. - Mam ryj paszczura i ciało jakiejś istoty niezidentyfikowanej. Do tego moje życie cuchnie. Dosłownie. Nie wiesz, jak to jest, dostawać do żarcia cudze gówno, a na popitkę mieć tylko własne szczyny.
- Nie, nie wiem. - Odparł po chwili milczenia. - Ale wiem, że nic z tym nie zrobisz. Nie potrafisz się nawet obronić, a co dopiero stąd uciec i się ukryć.
- A wiesz chociaż, po co mi pomagasz?
- Dla zabawy.
- Więc może, również dla zabawy, byś mnie stąd z łaski swojej wypuścił? Czemu nie pozwolisz mi zwiać albo nawet uciec razem ze mną? - Ujęła jego twarz w dłonie, słysząc w reakcji tylko chichot rozbawienia. - Z czego się cieszysz?
- Wiesz... takie rozwiązanie jest zbyt proste. Czekam, aż sama wybudzisz się z tego koszmaru. Aż sama zrozumiesz, jakie panują tu zasady i dlaczego padło akurat na ciebie. I czemu to ci, których tak kochasz, robią ci takie rzeczy.
- Bo... to jakieś chamskie Prima Aprilis?
- Nie. Nie jesteś nawet blisko.

Rozchyliła powieki najleniwiej, jak tylko się dało, a następnie niczym ślimaczek wysunęła się wolno spod koca, porywając ze sobą poduszkę, którą przytuliła do klatki piersiowej. Chwila na zastanowienie i... zamrugała kilkukrotnie, po czym zerwała z takim pędem, że aż zakręciło jej się chwilowo w głowie.
- Droździeeee!? - Nie, coś ci się pomieszało. - Droździe...? - Tym razem jęknęła niepewnym głosikiem, powoli wracając do rzeczywistości. Wolnym krokiem skierowała się do drzwi, prowadzących do głównego pomieszczenia w ich domu. Dopiero teraz zauważyła, że położono ją wraz z sandałami, które, bądź co bądź, trochę piachu na podeszwach miały. Westchnęła głośno, by zaraz nacisnąć klamkę i wyjść z sypialni.
- D-Droź... - zaraz. Stop. Pokręciła głową. Przecierane co chwila oczy skierowały się na kanapę, a zaraz za nimi dziewczynka pokierowała swoje kroki. Rozejrzała się uważnie za Wilczym. - Dro... Gilbert...? Czy ja... przysnęłam...? - Wtuliła twarz w trzymaną przez siebie poduszkę, jakby to wszystko, co zrobiła, było niewybaczalną zbrodnią, a jej jedyną deską ratunku - pieprzonym adwokatem, który nawet samego Szatana by
wybronił - była właśnie ona.
- Przepraszam. Powinnam się była Tobą opiekować i... - znowu musiała zatrzymać się na krótką chwilę. Swój wzrok przykuła teraz zawa... no właśnie jakby... bardziej czysta podłoga. Dla pewności przetarła oczy, jak gdyby chciała sprawdzić, czy wciąż nie śni.
Brawo, Wilczku.
- ...ta. Spisałeś się. - Rzuciła bardziej do siebie, niemniej jednak słowa te mogłyby być bezproblemowo wychwycone przez uszy wszystkich mieszkańców i gości, w jakiejkolwiek części chatki by się oni nie znajdywali. Zaraz jednak spojrzała na kanapę, jakby było to jej ukochane na świecie miejsce, by bezmyślnie rzucić się na nią wraz z panią adwokat. - Tak dobrze się spaaaałooo... chcę jeeszcze... - Jęknęła dodatkowo, ocierając się pyszczkiem o poduszkę. - Kochaaaam cięęę, Kapitanie Pierzastyyyyy.
...wut?
- Jesteś moją drugą największą miłością, Kapitanie Pierzasty. Wyszłabym za ciebie~.
Tylko nie wołaj znowu Drozda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sro Cze 05, 2013 8:39 pm

Nie zwracał na to uwagi.
Na początku.
Co prawda faktem było, że dziwił się jej słowom. On? O głowę od niej wyższy? Być może w słodkich snach było to możliwe, nawet jeśli w rzeczywistości Gilbert również pragnął być roślejszy. Tu już nawet nie chodziło o paranoję. To było coś innego, ale równie silnego. To automatyczna chęć podwyższenia swojego ego, aby pokazać wszystkim skurwielom, że potrafi więcej, niż jego ciało prezentuje. Wiele było sytuacji, w których zależało od masywności, której mu brakowało. W zamian otrzymał jednak wiele innych propozycji od losu, które złapał całymi garściami, by w odpowiednich momentach wysypać piach przeciwnikowi prosto w oczy. Ale kto mógł niby wiedzieć? Kto mógł wiedzieć, że ledwie spuści ją z pola wiedzenia, a ta zacznie się puszczać gdzie tylko popadnie? Owszem. Swego czasu dowiedział się parę istotnych rzeczy na jej temat. I to od niej samej, co dodawało autentyczności. Ot, jednym z marzeń, celów czy jakkolwiek inaczej to nazwać, było odnalezienie miłości. Pamiętał do dziś, gdy dostał poważny ochrzań. Że ona też zasługuje na czułość, że jej też się należy, przecież nie zrobiła nic złego, nie popełniła żadnego grzechu, nie kłamała, nie zabijała. Była sobą i to ją skreślało. W oczach Gilberta nie było przecież mowy, aby jej niewinna, czysta duszyczka miała być splugawiona cudzym nasieniem. Skoro pojedyncze, „lekkie” gesty wywoływały w nim wściekłość, to ta wizja podsycana była już tylko szałem.
Gilbert oparł się o komodę, podparł z obu boków rękoma i uniósł brodę w górę, aby wlepić zamyślone spojrzenie w poplamiony przeciekami sufit. Krążył po nim od dłuższego czasu, mrużąc oczy w chwilach głębokiego zastanowienia, to innym razem przegryzając dolną wargę z czystego braku innego zajęcia. W końcu jednak usłyszał kolejne słowa. Rzadko podsłuchiwał Mio. Był typem, który gdy ufa, to bezgranicznie. Oczywiście nadal mógłby jej zarzucać wiele, ale ostatecznie rzuciłby się w ogień, byle uchronić ją od zła. Mimo to nie potrafił tego przeboleć. To było niedobre i niegodne, ale ucho samo drgało, wyłapując jej słowa. Wsłuchiwał się w jej krzyki i pojękiwania z żalem. Spuścił głowę i wlepił dwubarwne spojrzenie w podłogę. W pewien sposób właśnie go zraniła, do czego za skarby wszechświata nie odważyłby się przyznać. Bardziej ubolewał jednak nad tym, że zamiast czuć się ewidentnie smutno, w nim wzbierała wściekłość.
Jaki Drozd? Co to jest? Co to, kurwa, jest? Dlaczego o nim śni? Jak bardzo? Jak dobrze? Powieka mu drgnęła, a palce pobielały, gdy zaciskał je z siłą na komodzie. Przez chwilę się nie poruszał, nawet gdy wiedział, że otworzyła drzwi i wyszła z sypialni. Cała silna wola, którą w sobie zbierał, cegiełka po cegiełce, nagle runęła mu prosto na głowie. Uczucie porównywalne do przykładania gorącego pręta do nagiego ciała – ani to przyjemne, ani odwracalne.
„Dro... Gilbert...”
Zaczął nerwowo przegryzać wewnętrzna stronę wargi, błądząc spojrzeniem po panelach. Starał się zresztą jakoś uspokoić. „To pewnie nic”, wmawiał sobie skrycie w myślach. „Żeby to mało razy, śniła o dziwnych rzeczach”. Ale mimo tu uczucie skrzywdzenia nie ustępowało, a Gilbert im dłużej był zmuszony znajdować się z nią w jednym pomieszczeniu, tym bardziej odchodził od zmysłów. Powoli odlepił się od komody. Nie zauważał, jak bardzo zdrętwiały mu ręce, ani jak mocno bolą go zęby, od zbytniego zaciskania szczęki. Po prostu ślimaczym krokiem ruszył przed siebie, ani razu nie patrząc dokąd właściwie idzie, jakby cel dawno był wybrany.
„Kochaaaam cięęę, Kapitanie Pierzastyyyyy”.
Zazgrzytał zębami. Mimowolnie stanął przed drzwiami do łazienki. Ich struktura była chropowata, a farba na nich dawno została zdrapana. W dotyku były nieprzyjemne, bo od razu miało się świadomość, że po przejechaniu dłonią po drewnie, wbije się w skórę tysiąc drzazg. Palce musnęły słaby materiał, a usta chłopaka zacisnęły się w wąską linię zmęczenia. Powoli chyba nie wytrzymywał. Czuł jak wstrząsa nim dreszcz niezadowolenia, nienagannej chęci przyłożenia dziewczynie, którą szczerze kochał, a której nie potrafił teraz znieść. Chciał do niej podejść, unieść rękę i wymierzyć silny cios w policzek, aby przestała mówić o rzeczach, których nie chciał słuchać. Nie zauważyła nawet, że się starał. Że robił wszystko, aby go polubiła, zobaczyła, pochwaliła. Od wieków czekał na jej słowa, trwał w tym domu jak zjawa, pilnując zakątka, do którego mogła wrócić o każdej porze.
„Jesteś moją drugą największą miłością, Kapitanie Pierzasty. Wyszłabym za ciebie~”.
Drugą największą miłością”.
Drugą największą miłością”.
„DRUGĄ NAJWIEKSZĄ MIŁOŚCIĄ”.
DRUGĄ NAJWIĘKSZĄ MIŁOŚCIĄ”.
TRZASK.
Gilbert wrzasnął, uderzając w drzwi. Deski zaprotestowały z głośnym, desperackim jękiem, mówiącym o bólu i złamanych kościach. Wrzask przemienił się w głośne, nieustępliwe warczenie zaszczutego zwierzęcia. Jakim prawem z niego szydziła? NIE ZROBIŁ NIC ZŁEGO. W drewnie wytworzyła się pajęczyna pęknięć, wychodząca od nierównego koła, a wygięty fragment, poruszył się jeszcze bardziej, gdy czarnowłosy wyciągał rękę z dziury. Liczne drzazgi wsunęły się w zaczerwienioną skórę, wdrapując się tam aż po sam brzeg. Gilbert dyszał cicho, łapiąc oddech jak po godzinnym rajdzie. Spojrzał na krwiście czerwone kostki, czuł ból nadwyrężonego nadgarstka i skręt żołądka, na myśl, że znalazł się ktoś, o kim tak otwarcie mówiła.
Chyba podświadomie wszystko wiedział. Nie dopuszczał tego do głowy, ale... jednak. Jednak coś czaiło się gdzieś z oddali, mały płomyk, który teraz rozlał się ognistym pożarem po wszystkich myślach. Dlaczego? Gdzie popełniłem błąd? Dlaczego, do diabła, mi to robisz? Mówiłem, że nie chcę wiedzieć! Mówiłem, że nie mam zamiaru! Po prostu nie chciał tego. A ona nie mogła tego uszanować. Nie wierzył teraz w jej niewinność. W nieumiejętność. W coś, co nazywa się „niezdarnością”. Że po prostu się jej wymsknęło, że to przypadkiem, że przeprasza, bo nie miała zamiaru, ale jakoś tak wyszło...
Rozbolała go głowa, gdy gwałtownie odwrócił się na bok, przodem do niej. W skroniach zadzwoniła istna orkiestra, gdy w sekundę pokonał dzielące ich centymetry. Mio mogła jeszcze poczuć pod gardłem jego dłoń, gdy chwytał za jej ubranie i podnosił do góry. Podciągnął ją tak, aby jej twarz była na wysokości jego. Nos przy nosie, usta przy ustach. - Wiesz co mnie w tobie najbardziej wkurwia, Mio? Że nie potrafisz mnie zrozumieć. Zaraz rzucisz, że zawsze rozumiałaś, że się troszczysz i opiekujesz. Gówno prawda. Mało dobitnie powiedziałem, że nie chcę wiedzieć? MAŁO? Mam ci to wypisać na tej fałszywej mordzie? Myślisz, że jestem głupi i naiwny, co? Że do końca mojego zasranego życia będę chciał twojego zbawienia. Mam dość. DOŚĆ, dociera? Mówię nie, ale ty musisz robić na przekór. Tak. Wiem. Uratowałaś mnie. Jestem ci wdzięczny. Gdyby nie ty, zdechłbym pod tym drzewem i teraz borykał się z trudnościami wydłubania czerwi z ucha. Ale wierz mi, myślę, że to byłby dla mnie lepszy koniec, niż trwanie w tej kłamliwej bajce, którą kreujesz. No dalej! Widzę, że tego chcesz. Wprost nie możesz się powstrzymać. No? Kim on jest? Jak jest wspaniały? Wysoki, przystojny, uroczy? Ma białego konia, czy dopiero chce oddać królestwo, aby móc po ciebie przyjechać? Niech zgadnę... jeśli cię dotknę, to mnie zajebie. Mam rację? Och, oczywiście, że mam! Dlaczego niby nie dałabyś mi się przytulać? Ja durny myślałem, że to moja wina, ph – parsknął – Pragnę cię i modlę się za ciebie w chwilach kryzysu i szczęścia. Chronię cię i nadwyrężam karku, chcę twojego dobra i twojego szczęścia. A ty mi się tak odpłacasz? – Puścił ją. - Zostawiasz, dla frajera, który cię rzuci po dwóch dniach. Urocze. Ile razy już cię przeleciał? Dwa? Osiem? Dziesięć? Dał ci to, czego chciałaś, prawda? Zaplutej miłości. Cielesności. Dał ci to, czego ja nigdy nie będę mógł ci ofiarować. Chore. Okrutne. A ja przecież i tak będę czekał. Bo co innego mi pozostało? Wierny kundel królowej, mieszaniec poddańczo pokazujący brzuch tuż przy jej nogach, lgnący do jej ciała i dający się zwieść ckliwymi gadkami.
Spojrzał na nią z wyrzutem. W jego oczach kryło się coś, czego dotąd Mio od niego nie doświadczyła. Zacisnął palce w pięści, cały czas czując drapiące drzazgi. Rozczochrane włosy, gniew, położone po sobie uszy – nie było momentu, w którym nie pokazywałby jej, jak wiele zależało od jej zdania. Jak jemu zależało na dobrej opinii akurat w jej oczach. Niech wszyscy inni (poza niewielkimi, naprawdę małymi wyjątkami) się pieprzą.
- Woof.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Cze 06, 2013 8:13 pm

- Poważnie, gdyby nie to, że jesteś podusią, to już bym Ci szykowała garni...!?
Zerwała się do siadu, gdy usłyszała dźwięk łamanych desek. Spróchniałe drzwi przeżyły coś jeszcze gorszego, niż zbita chyba z rok temu szyba, bo przeżyły wszystkie tortury i nie zaznały szybkiego spokoju. Zatroskany wzrok Amasakawy nie powędrował jednak na pokrzywdzonego, lecz na krzywdziciela. Nie zdążyła jednak podbiec do niego i obejrzeć paskudnie zniszczoną rękę, gdyż on sam doskoczył do niej kilkukrotnie szybciej. I nie był zachwycony.
Powiedziałam coś nie tak?
Wsłuchiwała się w jego słowa, jak moher w jakieś kazanie księdza Natanka, choć mszy już nie odprawiał. Spoglądała po nim z zastanowieniem, każde z jego słów interpretując jako: "szukam zaczepki, a jesteś jedyną osobą w tym domu".
"Zaraz rzucisz, że zawsze rozumiałaś..."
Pokręciła głową. Wcale nie chciała tego zrobić. Nie rozumiała. Tak, jak na przykład teraz nie potrafiła pojąć. Niemniej jednak pojęła, że nie chciał wiedzieć. Przecież nie mówiła mu niczego. Mamrotała w poduszkę, że jest jej drugą miłością życiową, ale pierwszej wcale nie musiało być! Może po prostu szykowała dla kogoś miejsce w serduszku?
"Wiem. Uratowałaś mnie."
A co to ma do rzeczy?
"No dalej! Widzę, że tego chcesz."
Nie chciała tego. Sam ją prowokował. Nie miała nawet zamiaru zaczynać tego tematu. Dlaczego więc doskakiwał do niej z pyskiem?
"Niech zgadnę... jeśli cię dotknę, to mnie zajebie."
Opuściła głowę. Wcale nie chciała mu o tym mówić. I co miała z tym fantem zrobić?
- Gilbert, przestań. - Pierwszym, co wyrwało się z jej gardła, gdy skończył, była krótka komenda. Stanowcza, chłodna, bardziej szorstka, niż stary naskórek na piętach, czy druciak. Miał się po prostu zamknąć. Zamknąć i pomyśleć choć przez kilka sekund, szczególnie o tym, że nie powinien nabierać aż tylu podejrzeń na raz. Mogłaby teraz zacząć użalać się nad swoim losem. Zacząć pierdolić o tym, jak jej źle, przykro, smutno, jak ubolewa, jak żałuje, jak... och, kogo ja oszukuję. Jak być szczerym, to być szczerym. Mio nigdy nie kłamała. Nawet, jeśli tak to wyglądało, to wcale tak nie było. I choćby teraz miała pogryźć sobie język przez nadmiar słów, które chciała z siebie wyrzucić, to zrobi, co do niej należy i wykrzyczy mu je prosto w twarz. Choć definicja krzyku jest tu naprawdę nadszarpnięta, biorąc pod uwagę fakt, że jej spokój można było przyrównać do pewnego dobrze nam znanego skurwiela. - Po pierwsze: nie mam wpływu na swoją twarz. Ale nie jestem fałszywa. - Wymruczała, jak gdyby ktoś właśnie zrzucił ją z łóżka i oskarżył o lenistwo. - Po drugie: skąd wiesz, że akurat o to mi chodziło? Skąd wiesz, że kogoś mam? Że to był ten sekret? Jasne, miej podejrzenia, ale nie doskakuj do mnie, jakby osoba, za którą rzekomo przepadam, byłaby Ci przeze mnie zabrana. Jesteś niedojrzały. - Westchnęła. A to podobno ona była tutaj dzieckiem. I co miała zrobić? Kłaki sobie wyrwać? Popłakać się? Naprawdę, jednak z wiekiem trzeba mieć trochę rozumu. - A tak w ogóle, po trzecie: dla Twojej informacji, potrafię liczyć, pisać, czytać i zrozumieć pewne rzeczy. Wiesz, co jeszcze potrafię? Rozróżnić, kto jest kim. - Odsunęła się od niego, ze zdecydowaniem ściskając jego ramiona dłońmi. - Rozumiesz, drogi Gilbercie, kim jest taka osoba, jak "przybrany brat"?
Puściła go i opuściła ręce, a odwróciwszy się na pięcie, pochwyciła jego poduszkę, w kilku susach odnosząc ją na miejsce i wracając. Mogłaby podsłuchiwać.
- Jest to ktoś, z kim nie łączą nas więzy krwi, a pomimo tego traktujemy go, jak gdyby naprawdę wychował się z nami przez całe życie. Jak gdyby czuł to, co my i uwielbiał to, co my. Był jakąś częścią nas. Ale nie jest to coś jak "nasza druga połówka". Nie w tym sensie, w jakim zwykle się to mówi. Dlatego jesteś skończonym matołem, skoro mówisz takie rzeczy. Niepoważny, nierozumny... dlaczego traktujesz mnie, jakbym była Twoją kochanką? To chore. Jasne, miło, że się o mnie troszczysz, ale nie przywiązuj mnie do słupa, bo nie jestem Twoim zwierzątkiem, ani niewierną żoną, której trzeba pilnować. Pragniesz mnie? Wiesz chociaż, jak to brzmi? Nie możesz mi dać miłości? Jasne, że możesz. Przecież łączy nas to i owo. Ale nie taki jego rodzaj, który daje Ci możliwość zbliżenia się do mnie w sposób, o którym mówisz. - Wzięła głęboki wdech. Miała dość. Czuła w kościach, że i tak nic do niego nie dotrze, bo mówiła "niezrozumiale". - Uwierz mi, że kiedy tak chrzanisz, to brzmi to, jak wypowiedź zdradzanego partnera. A ja... NIKOGO. NIE. ZOSTAWIAM. I nikt mnie nie "przeleciał". Nigdy, rozumiesz? Poza tym... - uśmiech wstąpił na jej twarzyczkę, gdy poklepała go dłonią po policzku. Westchnęła cicho, kręcąc głową z dezaprobatą. - Naprawdę sądzisz, że szukam podrzędnego księcia, który będzie się mną opiekował, będzie ciepły, wychowany, dobry... dopóki nie wbije mi noża w plecy, mówiąc, że coś mu nie pasuje? Biały koń i klejnoty mnie nie interesują. Konia już mam, a świecące kamyczki są wszędzie. Jaki on jest? Aż tak bardzo chcesz wiedzieć?
Aż tak bardzo chcesz się na mnie zdenerwo... wkurwić?
- Nie jest uroczy. Ani wysoki, bo ledwo trochę wyższy, a przy naszym wzroście... rozumiesz. Ani nawet przystojny. Jak możesz go obrażać takimi słowami? - Przymrużyła oczy. Już czuła, że przesadza. Przesadziła na samym początku. Mogła skończyć na "zostawiam". Mogła w ogóle nie zaczynać. - To mój Bóg. Bóg, rozumiesz? Bo daje mi wolną wolę i pokazuje świat od tej strony, od której nigdy bym go przez Ciebie nie zobaczyła. Ale Ty tego nie rozumiesz. Nie rozumiesz, że nie mam pięciu lat. Jest ich o bite sto trzydzieści więcej, a choć przeżyłam przez nie niewiele, to było to dostatecznie dużo, żeby móc choćby w najmniejszym stopniu o siebie zadbać i rozgraniczyć sobie pewne rzeczy. Jasne - często popełniam błędy. Ale "często" to nie "zawsze", a "drobne" to nie "potworne", "ogromne", czy "niszczące życie". Nie każ mi gnić od środka i nie zastępuj mi ojca, bo robisz to zupełnie odwrotnie, niż powinieneś.
Bo to chyba najgorsze, co mogłeś zrobić przez te lata.
- A przede wszystkim, nie rób z siebie takiej znowu ofiary losu i zbitego poddanego. Nie jestem Twoją panią, tylko siostrą. Więc przestań mnie denerwować tą idiotyczną gadką o "dozgonnej wdzięczności". Powiedziałam, że nie chcę niczego w zamian za pomoc? Powiedziałam. Powiedziałam też, że nie chcę nikogo ujmować słowami, ładną buźką, która wcale nie jest ładna, ani czymkolwiek innym. Powiedziałam też, że nie chcę, żeby mi służono. I, co najważniejsze, TERAZ MÓWIĘ, że masz przestać traktować mnie jak nie wiadomo, kogo. Nie muszę być cnotką, rozumiesz? Nie muszę. Świętą też nie. I wiem, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie. - Wysyczała przez zęby, by dobitnie zakończyć temat "servantowania". - Wychowywałeś się w innych warunkach niż ja i znałeś inne osoby, które miały na Ciebie inny wpływ. Zły wpływ. Nie widzisz niczego dobrego w uczuciach, bo doświadczyłeś zawodu, a teraz próbujesz trzymać na smyczy kogoś, kto równie dobrze mógłby teraz być po drugiej stronie nieskończoności, w ogóle Cię nie znając. Tyle czasu próbuję Ci wpoić, że nie jestem jakimś tam pokrzywdzonym przez los aniołkiem bez swoich skrzydeł, a Ty i tak boisz się, że Piekło mnie zniszczy. Że chcę tego, czego nie chcesz, żebym miała właśnie dlatego, że zabraniasz mi tego mieć i mnie to kusi. Wiesz, co? To tak nie działa. Tak samo Twoje "służenie królowej" nie opiera się na siłowym zmuszaniu jej do zmiany poglądów, tylko na doradzaniu. Rozumiesz, co to jest "doradzanie"? WŁAŚNIE, ŻE NIE WIESZ. - Ostatnie zdanie zostało wymówione z lekkim uniesieniem, a dziewczęca głowa zadarła się w górę.
- Tak bardzo chcesz, żebym Cię zauważyła. Żebym akceptowała Twoje wady, wybaczała Ci wszystko po kolei. I chcesz być kochany. Jesteś. Jesteś cały czas. Więc powiedz mi jedno: czemu? Czemu cały czas wystawiasz moje zaufanie na próby? Bo chcesz się powściekać? Powysuwać bezpodstawne oskarżenia? Bo chcesz mi przypieprzyć, ot, tak dla zabawy, a potem zacząć żałować i się przymilać? Liczysz, że prędzej, czy później, zrobisz sobie ze mnie kolejnego wroga? Znienawidzę Cię, bo przekroczysz granicę? Oświecę Cię. Granicy nie ma, więc przestań się wysilać i daj mi więcej luzu. Nie potrzebuję nadopiekuńczego Wilczego niańkobrata, tylko mojego Wilczka. Takiego, który też okaże trochę zrozumienia. Szczególnie dlatego, że to nie ja tu jestem od zostawiania. To Ty zwiałeś. A... on powiedział, że już nie będę sama. - Zwiesiła głowę, nagle chwytając go za poranioną dłoń.
- Po prostu skończ. I pokaż to, niezdaro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Sob Cze 08, 2013 10:12 pm

„... przestań”.
Gwałtowna cisza spadła jak grom. W gardle Wilczego utkwiła chmara kolejnych zarzutów, poprzedzanych licznymi odczuciami, wybranianiem się kwestią miłości i lojalności. Natura wilka miała jeden defekt – dało się ją oswoić. Absolutnie nie w pełni, ale procent posłuszeństwa jaki wywarła na nim Mio był wystarczająco wysoki, by rozcięte usta zacisnęły się w cienką kreskę, a w ślepiach pojawiła się buntownicza nuta – jakby już teraz oskarżał ją o wykorzystywanie jego słabości, o których – siłą rzeczy – musiała przecież wiedzieć. Miał nieodparte wrażenie, że dziewczyna zdawała sobie ze wszystkiego sprawę. Mimo iż ten uznawał ją za osobę o wysoce niewinnych zamiarach, teraz jawnie wykorzystała fakt, że miała nad nim pewną przewagę. Nie było to nic na tyle dużego, aby bez powodu rzucał się jak wariat na przechodniów, bo „ona tak mówi”, ale jednocześnie wystarczającego, aby szanował jej zdanie i wykonywał prośby.
Wkurzające. Gilbert powoli rozluźnił uścisk dłoni, która w pewnym momencie, na dźwięk słów Mio, zaczęła lekko drżeć, wyrażając swój absolutny sprzeciw. A mimo to stał po prostu, znosząc jej zarzuty i stwierdzenia, które w pewnym momencie zaczęły być nie tyle co raniące, a przyprawiały rozwścieczone myśli o zmęczenie i rezygnację, bijącą również z oczu Wilka.
Jak inaczej miał to określić, jeśli nie dwulicowością? Zmianą? Nagłą transformacją? Wydorośleniem? Czymkolwiek by to nie było – nie pasowało. Było irytujące, jak rana, która zamiast „wytwarzać” piorunujący ból, po prostu swędzi, nie dając chwili wytchnienia. Uniósł delikatnie prawą dłoń. „Nie radzę, Mio...”, ale ona gadała dalej. Zarzucała mu rzeczy, których nie powinna była i wskazywała na te miejsca, których nie był w stanie zaplombować próbami czy brakiem doświadczenia. To były dziury, które z wiekiem lat sam wykopał, a które były na tyle głębokie, że zasypanie ich nie przywróciłoby poprzedniego porządku. Gilbert zawarczał gardłowo, zaciskając dłonie w pięści. Zachowywała się tak, jakby ten czas razem spędzony nic dla niej nie znaczył! A on... a on głupi się nakręcał. Że jednak to nieprawda, że zasługuje, że przecież gdyby chciała inaczej, nie wyciągałaby do niego ręki, by przeczesać roztargane włosy czy poklepać po policzku. Nigdy nie doszukiwał się w niej czegoś złego, bo bezgranicznie wierzył w dobro absolutne. Powinien był się obudzić, gdy była pora. Spojrzeć na nowy horyzont i dać sobie spokój z rzeczami, których nie był w stanie doprowadzić do końca. A mimo to wciąż je drążył, bo... ten czas był dla niego znaczący. Przyzwyczaił się. To coś namacalnego, trwałego, co odbiło się na jego samopoczuciu i dumie. I po co? Po to tylko, żeby jakaś małoletnia gówniara rzuciła mu prosto w twarz, że jego chęci po niej spływają?
Gilbert nie wytrzymał. Nadszarpnięte nerwy nigdy nie wytrzymywały. Zrywały się jak pasmo cienkich nitek, a on opierał swoje ruchy na gwałtowności i instynkcie, który teraz podpowiadał jedno: broń się. Broń się, bo cię dopadnie. Broń się, bo cię zniszczy, bo zrujnuje, bo podupadnie wszystko o co tak dzielnie walczyłeś. Broń się, Gilbercie. Broń, bo do tego właśnie cię stworzono. A on bezmyślnie słuchał tego głosu, który niczym natrętny dzięcioł, stukał – choć cicho, to bez przerwy. Gdzieś w głowie pojawił się lichy błysk zdrowego rozsądku, który mówił inaczej. Tym razem go zignorował. Zwyczajnie nie mógł znieść myśli, że te wszystkie lata razem spędzone, nie są dla niej tak ważne, jak dla niego. I być może tylko dlatego palce zwinęły się w pięść, dłoń zamachnęła się, by w efekcie wymierzyć cios prosto w jej twarz, akurat w momencie, w którym delikatnie chwyciła go za poranioną rękę.
- Pieprz się! – wrzasnął, ukazując rzędy białych zębów. Jego głos przybrał na sile, stał się donośny i warkliwy, jakby zaraz miał zamiar rzucić się na nią z zamiarem poderżnięcia gardła. - Jak możesz tak mówić?! Jak w ogóle śmiałaś tak pomyśleć, głupia?! Robię dla ciebie wszystko! Wszystko od dziesięciu lat! Bite dziesięć lat ględzenia, rujnowania się. Myślisz, że mnie jest łatwo, od kiedy jesteśmy sami? Ten pieprzony palant nas zostawił. Potem nagle ty się ulotniłaś, nie dając o sobie znać przez najbliższe tygodnie. Posłałem za twoim śladem Natami. Wróciła bez wieści. Wysłałem Arthura. Na nic się nie zdał. Wysyłałem siły powietrzne i lądowe, ale ty zapadłaś się pod ziemię. Do głowy ci nie przyszło, jak okropnie się wtedy czułem. Zresztą... o czym ja tu w ogóle dyskutuję? Z tego co mówisz, zawsze zależało ci tylko na jednym. – Przewrócił oczami. - Każdy chce miłości. Myślisz, że jesteś jedyna? I co? Moja ci nie wystarczała, bo była ograniczona... rozumiem. To przecież typowe. Dorastasz, stajesz się kobieca. Chcesz kogoś, kto ci się odda absolutnie, a ja tego nie mogę zrobić. Bo mam swoje zasady, bo wiem, że to do niczego by nie prowadziło. Ale to nie znaczy, że możesz mnie wykorzystać i rzucić w kąt. Nie wpadłaś na pomysł, że może ja też mógłbym ci pomóc? Pewnie! Lepiej mieć to w dupie i postawić mnie przed faktem dokonanym. Oczywiście, nigdy nie sądziłem, że będziesz się liczyć z moim zdaniem, bo zwyczajnie mi na tym nie zależało. Tylko... cholera. Nie w takich sprawach! Nigdy nie zapytałaś się, co ja o tym myślę. A może go znam? A może to jakiś dupek, który manewruje laskami w Otchłani? A co z Manuelem? Gdzie ten kociaczek, za którym tak piszczałaś? Do teraz dzwoni mi w uszach na samą jego myśl. Mam dość wysłuchiwania o facetach, którzy się ulatniają. Ja jestem. Cały czas byłem. Siedzę pod drzwiami i czuwam, gdy ty śpisz, choć nikt nie powiedział, że jesteś w niebezpieczeństwie. A gdyby? A gdyby cię ktoś zaatakował? A gdyby to był przypadkowy napad? Jak debil chucham na zimne. Mam tylko nadzieję, że ten gość w końcu cię wykorzysta, rzuci i wreszcie poczujesz się jak największa szmata, a wtedy zdasz sobie sprawę, że nie ma osób, które wiecznie na ciebie czekają. Jesteśmy egoistami. Chcemy coś w zamian za naszą lojalność. Długo znosiłem każde twoje słowo, każdy poniżający gest, każde czułe słówko, których nienawidziłem. I po co? Żebyś mi teraz powiedziała, że to nie ma sensu, bo znalazłaś lepszego? Urocze. Oby jego data ważności wygasła szybko. – Pokręcił przecząco głową. - Zadajesz bezczelnie głupie pytania. Myślisz, że od kiedy się znamy? I myślisz, że jak wielkim durniem jestem, żeby nie zauważyć? Nie chciałem tego brać do wiadomości, bo wiedziałem, że źle to się skończy. Ty też powinnaś to wiedzieć. Nienawidzę nikogo, kto się wokół ciebie kręci. I nie dlatego, że sam chcę cię przelecieć, że skrycie duszę w sobie miłość do ciebie. Owszem. Kocham cię. Beznadziejnie. Ale ta miłość nie wykracza poza uczucie do kogoś, kto dawniej chwycił mnie za rękę i poprowadził do ciepła. Siłą wyszarpnęłaś mnie z lodu, w którym żyłem, po to, żeby teraz złamać kark. Czuć od ciebie, wiesz? Śmierdzisz kimś... Kimś obcym. Nie znam go. Na jego liche szczęście. To wadliwe, abym to tolerował. A jednak się starałem. Dla samego faktu, by kreować bajkę razem. Pewnie. Mogę być niedojrzały. Zawsze byłem, tylko wcześniej jakoś ci to nie przeszkadzało. Oh, księżniczko, wreszcie otworzyłaś oczy. Kto obudził cię pocałunkiem? Bóg? Boga nie ma, kotku. Wymeldował się. Jest na urlopie w Vegas. Nie przyjedzie do najbliższego końca świata, żeby pooglądać upadające krainy, które sam wykreował. I ta gadka z bratem... To może zrób mi kalendarz? Zaznaczaj, kiedy mogę cię objąć i będziesz to odwzajemniać, a kiedy rzucisz się na mnie z pyskiem. Pierdolca dostałem. Wpierw sama rzucasz się na szyję, wbrew moim prośbom, a teraz, gdy wreszcie ja postanowiłem zrobić krok, odtrącasz? Podłe, Mio. Po prostu podłe. Poza tym... no błagam cię... ty? Moją kochanką? Wierz mi, na bezludnej wyspie, kijem bym cię nie tknął. Z całym cholernym szacunkiem, ale nigdy przez myśl mi to nie przeszło. Jesteś przesłodka, ale to, że po pijaku pocałowałem cię raz czy dwa, absolutnie nie oznacza, że śnisz mi się co nocy. Żadne z nas nigdy nie myślało o czymś takim, prawda? Nigdy nie brałaś pod uwagę, że mógłbym z tobą być. Od początku traktowałaś mnie jak brata, a ja to szanowałem, z wiekiem samemu zaczynając tak myśleć. To po prostu miłe, gdy będąc psem, nie traktują cię jak psa. Daj spokój z ofiarą losu. Wiesz czym się różnimy? Ty nigdy nie masz pcheł, nie borykasz się z trudnościami znalezienia spodni z gigantyczną dziurą na tyłku, a twoje uszy wcale nie ruszają się na każdy możliwy dźwięk. Zlituj się nad moją biedną osobą, bo ja już dłużej nie wytrzymam. Jak mam inaczej się określić? Jak inaczej nazwać psa, jak nie psem? Cholera, jestem psem. Jestem kundlem. Zamieniam się w bestię, która rusza nogą, gdy ktoś ją podrapie za uchem. Żałosne. I co mam na to poradzić? Skakać z radości? Najlepiej z mostu i pod pociąg. – Znów pokiwał głową. Głos miał nadszarpnięty. Brzmiał coraz gorzej. - Trzech rzeczy nie znoszę najbardziej: chamstwa, braku lojalności i zdecydowania. Bingo, kochanie. Złamałaś wszystkie trzy. Robisz mi wyrzuty, bo się o ciebie martwię. Do diabła, OCZYWIŚCIE, że się martwię. Wolałabyś, abym to olał? Abym dał ci się spotykać z kim chcesz, nie bacząc na okoliczności? Żebym machnął na to ręką, zapomniał i znów nie pamiętał o twoim istnieniu? Przykro mi, że nie mogę. Bo tak zostałem wychowany. Dla mnie sprawa honoru jest na najwyższym szczeblu. Twój zakichany problem, że tego nie potrafisz pojąć. Tak, wychowałem się w innych warunkach, ale... – ściął się.
Kwestie uczuć mógł sobie darować, bo... w tej jednej, jedynej rzeczy miała rację. O ile z początku uważał inaczej, tak teraz, po głębszej analizie... cóż, pasowało. A bynajmniej mogło pasować. Może naprawdę to wszystko miało na niego zły wpływ? Może nie widzi niczego dobrego w uczuciach, bo doświadczył zawodu? Bo znał inne osoby, które jakoś go zgorszyły? Zacisnął zęby. Wolno pokręcił głową, aż czarna grzywka przysłoniła oczy.
- Jej dałem tyle swobody i luzu ile chciała. Miała być szczęśliwa, a jest martwa. – Momentalnie spojrzał na jej zaczerwieniony policzek. - Głupia jesteś, jeżeli myślisz, że nie gryzę.
Nagle jego twarz stężała. Mięśnie napięły się, przedstawiając mocno zaciśniętą szczękę. Bolało, co? Bo musiałeś ją uderzyć... Nie... Nie musiałeś. Zrobiłeś to z wściekłości, z gniewu, z chwili. By się uciszyła, bo mówiła o tym, co wcześniej obawiała się przedstawić. Bolało, bo nie potrafiłeś się powstrzymać. I już drugi raz w życiu podniosłeś na nią rękę. Jakim prawem?
- Jeśli znów uciekniesz, nie wybaczę ci tego. Znajdę i zabiję.
A potem odwrócił się i wyszedł, z hukiem trzaskając drzwiami.

[z/t]

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Nie Cze 09, 2013 9:54 am

Zbywała wszystko milczeniem. Dosłownie żadne słowo nie doczekało się odpowiedzi, a obolały policzek i nos, który był o naprawdę mały włosek od złamania, wciąż były maniakalnie pocierane dłonią, jak gdyby miało to jakoś uśmierzyć całe cierpienie. I co z tego, że już prawie nie odczuwała bólu fizycznego?
Bij mnie ile chcesz. Morduj, katuj, torturuj, cokolwiek. Tylko nie mów mi takich rzeczy.
- GILBERT! - Wrzasnęła za nim, gdy tylko zauważyła, jak próbuje się odwrócić. Szczupłe palce zaledwie musnęły jego dłoń swoimi opuszkami.
Za późno.
- Bite dziesięć lat...? - Szepnęła nagle. - Rany, to strasznie długo. Strasznie długo...
Pokuśtykała do sypialni, by odnaleźć w niej kartkę i długopis.
- Strasznie długo go nie ma. - Mruknęła do siebie, smarując po kartce pisadełkiem:
Cytat :
Gilberciku~!
Ja wiem. Ja wiem, że będziesz na mnie naprawdę zły, że znowu wyszłam, i że będzie Ci smutno, że Cię nie słucham. Ale ja naprawdę nie potrafię usiedzieć w tych czterech ścianach! Sam najlepiej to rozumiesz, prawda? Do tego musiałabym tu siedzieć sama. SAMA. Znaczy, wiadomo, są zwierzątka, ale... ale mimo to czuję taką niemiłą pustkę w serduszku. Wiesz, o co chodzi? Brak mi takiego kogoś, kto mi... kto mi po prostu odpowie. No i nie jestem z nimi tak związana, jak Ty. Mogą mnie nie lubić... no pewnie, że mnie nie lubią. Cały czas tylko robię awantury.
Więc pozwolę sobie wyjść. Nie na długo. Obiecuję - do końca tego tygodnia wrócę, a wtedy zjemy ogromny puchar lodów, bo robi się coooraz cieplej! Mamy prawie lato, co nie? Och, i jeszcze jedno, co się tyczy wyjścia: nie idę szukać Drozda. Masz moje słowo, które, wbrew temu, co możesz teraz myśleć, NIE JEST fałszywe! Pójdę do Erena! Pamiętasz Erena, prawda? Eren Nicholas Teruv. Przyjaźnimy się od dawna, więc na pewno Ci o nim wspominałam. O, albo wpadnę do Vivi'ego! Um... znasz go chyba...? Jejku, nie mam pojęcia, no! Och, wiem, co sobie teraz pomyślisz. "Dlaczego ona nie może przyjaźnić się z jakąś dziewczynką? Nie musiałbym nic podejrzewać." Ja sama nie wiem, czemu to tak wychodzi, że zawsze najlepiej dogaduję się z chłopcami, ale wychodzi. Może dziewczyny mi zazdroszczą~? Ta, to pewnie to! Tylko ciekawe, czego. Pewnie ślicznego brata, hmmm? Ugh, nie oddałabym Cię żadnej. Gdybyś miał być z kobietą, to tylko ze mną. Ale i tak jesteś gejem, więc... ZNACZY, TO NIC ZŁEGO, ŻE WOLISZ CHŁOPCÓW! Ja też wolę!
Także, wracając do głównego tematu: nie musisz się martwić, że mnie przelecą~. Będę grzeczna, naprawdę! A jeśli chciałbyś wiedzieć, gdzie jestem - dzwoń. Albo pisz. Wiesz, nie mogę Cię na bieżąco informować, co i jak, bo nadal nie podałeś mi swojego numeru, głuptasku.
Jeszcze raz przepraszam!
~Mio
- Teraz mnie nie zabijesz, prawda? - Rzuciła jeszcze, kładąc po drodze do drzwi liścik na kanapie. Telefon do łapki, ubranie zmienić, buty założyć i wio~!

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Lip 04, 2013 7:09 pm

Fuck fuck fuck fuck fuck!
Gilbert w trybie wystrzelonego naboju skręcił nagle, przytrzymując się w ramach pomocy powyginanej lampy. Wyrobił na zakręcie, a potem puścił się biegiem przed siebie. Jeśli dobiegnie do domu o 15:30, przefarbuje włosy w mniej niż piętnaście minut, nie rozwalając po drodze dwóch pomieszczeń, przebierze się szybko, potem znajdzie Lera, spróbuje wysiąść w jak najbliżej Akatsuki i stawić się na spotkaniu przed szesnastą.
Zdąży?
Natami zaszczekała, wyraźnie ucieszona, że wyrwała się z domu Takanoriego. Widocznie czuła się dziwnie w obecności drugiego psa. W Otchłani ten gatunek był dość, khm, niespotykany, nawet jeśli niektóre bestie były urzekająco podobne. Skumulowana niepewność wyzwoliła się wraz z przekroczeniem progu i ruszeniem sprintem w kierunku domu. Gilbert nawet nie chciał myśleć jak zareaguje na to, że już niedługo jej kojec pojawi się gdzieś w mieszkaniu Nishimury. Ale kogo to właściwie obchodzi, gdy naprzód wysuwa się jedynie najbliższa przyszłość?
Szybko szybko szybko
Ślizg. Gilbert w ostatnim momencie złapał równowagę, but przesunął się po zabłoconym chodniku i znów wprawił w ruch nogi chłopaka, który właśnie dostrzegł charakterystyczny budynek, w którym mieszkał od lat. Właściwie jak on powie Mio, że... Zmarszczył nos. Nieważne. Szybko i bezboleśnie. Najważniejsze by odpowiednio dobrać słowa, by nie powiedzieć za dużo i postawić ją przed faktem dokonanym. Nie chciał by była smutna, ale ze względu na ostatni czas... w którym – niestety – niezbyt dobrze się dogadywali, aż trudno mu było usiedzieć z nią w jednym pomieszczeniu. Miał dość, gdy mamrotała mu przez sen o jakimś pieprzonym kolesiu i gdy karała go za gesty, które wydawały mu się całkiem normalne.
Natty zatrzymała się przed drzwiami, zakręciła dookoła i zatrzymała przodem do właściciela. Przednie łapy ugięły się lekko, odsuwając łeb od zamka, do którego w tym samym momencie trafił srebrny klucz. Rozległo się charakterystyczne kliknięcie, a potem drzwi odsłoniły wnętrze. Nie ma to jak stare graty. Jak ta wielka, obleśna sterta brudu. Gilbert mimowolnie uniósł kącik ust ku górze. Spojrzał na najbliższy zegarek. Piętnasta trzydzieści sześć.
Szlag! Było nie zatrzymywać się przy wystawie wędlin!
Przesunął palcami po rozpalonym policzku i w try migach ruszył do swojego pokoju. Nie potrzebował dużo czasu. Właściwie chwycił byle jakie ciuchy i ręcznik, którego z pewnością nigdy więcej nie użyje. Był w drodze do łazienki, kiedy zorientował się, że coś jest ewidentnie nie tak jak powinno.
Trwa analiza.
Proszę czekać.
Salvatore warknął, obrzucając salon wściekłym spojrzeniem. Gdzie Mio? Naturalnie wzrok padł na kartkę, którą zaraz porwał ze stołu, jednocześnie idąc ku łazience, przebrany w strój, w którym miał zamiar pokazać się na spotkaniu. To dość idiotyczna kolejność, zważywszy, że zaraz pewnie poplami się farbą... i dlatego na górę założył też byle jaką bluzę, którą z góry skazał na straty.
Przesunął niezadowolonym wzrokiem po linijkach tekstu, w tej samej chwili przygotowując wszystko do zrobienia sobie pasemek.
Ech.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Lip 04, 2013 8:36 pm

Cięęęęęężkieeeeeeeeeeeee...
Mimo wszystko, wciąż nie miała zamiaru zwalniać tempa, które sobie obrała. Biegła, jak powalona, niosąc ze sobą niewielki, ale jednak, pliczek dokumentów.
- GIIIIIIIIIIIIIIIILBEEEEEEEEEEEEEEERT~! - Wrzasnęła, kiedy tylko wparowała do domu, pędem kierując się do pokoju. Zahaczyła kątem oka o opustoszały stolik. Więc musiał być w domu. Wiatr nie mógł zwiać liściku. Był tu, miał go, więc teraz tylko modlić się, żeby jej nie zabił za to, co zrobiła. Za to, że go nie posłuchała. Ale wyrazy skruchy zaraz. Najpierw musiała schować gdzieś te papierki. Szafa? Nahp. Piekarnik...? NIE! Pod łóżko? Bingo! Niemal od razu wsunęła teczkę pod niewielkie miejsce do spania i wybiegła z powrotem do salonu. - Gilbert? Giiiiiiil~beeeeeert~. - Przeciągała wesoło, zaglądając nawet i do garnków, czy go tam nie ma. Łazienka, naturalną koleją rzeczy, była dopiero jej ostatnim celem. Tak więc już chciała tam wpaść, aczkolwiek kultura i tak wymagała od niej uprzedniego zapukania... zaraz.
Nie ma drzwi. Dlaczego więc, chociaż cały czas miała go na widoku, nie mogła po prostu tam zajrzeć? W sumie... co, jeśli widział, że niosła coś w rękach? Będzie musiała się tłumaczyć! Dobra. Coś się wymyśli, na poczekaniu. Na razie miała inne sprawy na głowie, tak więc wolnym, a jednocześnie pewnym krokiem przekroczyła próg pomieszczenia.
- Wyprzedzając Twoje pytanie - byłam z Akirą. - Rzuciła bez zastanowienia, dopiero po tych słowach podchodząc bliżej i stając tuż obok... i... jej się tylko wydawało, czy był jakiś taki trochę wysoki? - Później napisał do mnie Szef. Miałam u niego posprzątać. W kuchni. Więc trochę mi się przeciągnęło.
Mio... myśl. Zamrugała kilkukrotnie, jak gdyby nagle ją oświeciło.
- Ten okropny bałagan i smród w kuchni... Twój zapach na jego pościeli... to brzydko pachnące, obrzydliwe, maziowate mydełko na prześcieradle... NIE BYŁO MYDEŁKIEM. - Uniosła się, nagle chwytając go za nadgarstek. - OTRUŁEŚ GO! Otrułeś go, bo dowiedziałeś się, że mu służę, prawda? Dałeś mu tą obrzydliwą papkę, prawda!? I to pewnie Ty wysłałeś tę wiadomość! Myślałam, że potrafisz dostrzegać w innych jakieś dobre strony i wierzysz mi na tyle, że wiesz, że nie robi mi nic złego... - dlaczego, choć łzy ciekły po jej policzkach, cała ta sytuacja wydawała się być... niezwykle zabawna? Wszystko było spowodowane dziecięcą głupotą, więc... to chyba był powód.
- Dlaczego zrobiłeś tak potworną rzecz Szefowi...? Szef był dobry! Zachowywał się paskudnie, ale był dobry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Lip 04, 2013 9:01 pm

Ssszszzszzszzzz...
Woda zmywała nadmiar farby. Dosłownie w momencie, w którym odłożył słuchawkę prysznica, przewiesił przez kark ubrudzony niebieskimi plamami ręcznik... do łazienki wparowała ta mała wiedźma, która zwiała z domu, nim ten ledwie zdążył jej zagrozić. W pierwszym odruchu sam nie wiedział co robić. What the fuck? Co jej odwaliło? Jaki szef? Jakie mydełko? Jakie, kurwa, dobry?!
- Jezu, kobieto, nie wyrywaj mi ręki – stęknął, kładąc po sobie czarne jak węgiel uszy i obrzucając ją zaskoczonym spojrzeniem. To prawda. Jego buforowanie z kolei było dość, khm, czasochłonne. Chyba jeszcze po prostu nie oswoił się z myślą, że Takanori był również jej panem. Na samą myśl czuł skręt żołądka.
Salvatore delikatnie wyrwał nadgarstek z jej uścisku, przesunął palcami po karku i...
… do diabła, o co jej chodziło? Maziowate co... nie było czym...? Gilbert zamrugał nagle, dokładnie tak, jakby dostał twardym i ciężkim przedmiotem w tył głowy. Na bogów Nieba i Ziemi NIE.
- O czym ty mówisz?
Zaśmiałby się nerwowo dla podtrzymania braku powagi sytuacji, ale śmiech utknął mu wraz z gulą w gardle. Poczuł się nagle bardzo zmęczony i... to zdecydowanie nie miało tak wyglądać. Jakim cudem w ogóle się dowiedziała? O ile się dowiedziała. Trudno, by to, co mówiła, mogło dotyczyć innej kwestii, ale... przecież istniała minimalna ewentualność, że dziewczyna nawija o zupełnie innym temacie, a wypaplanie jej wszystkiego, mogłoby tylko wkopać biednego, poszkodowanego, zerżniętego Gilberta.
„OTRUŁEŚ GO!”
- Hę? – wyrwało mu się. Przymknął nieco jedno z oczu. Otruł Takanoriego? Chętnie, ale nie. Miał szczerą ochotę i był tego bliżej niż dalej, ale Nishimura i tak nie tknął jego jajecznicy, więc w gruncie rzeczy wciąż był na nogach.
- Ey, czekaj. Chwila. Stop, kochanie. Otruć? Takanoriego? Tylko o to ci chodzi? Naprawdę? – I czemu on poczuł taką... ulgę? - Nie otrułem go – prychnął, jakby zawiedziony jej wiarą. To prawda, że byłby do tego zdolny, ale... Nishimura był ostatnią osobą, którą chciał zabić, nawet jeśli swoją postawą dotychczas mówił cokolwiek innego. - Nie dałem mu żadnej obrzydliwej pap... ey, nie obrażaj moich tostów. Były całkiem dobre! Ech... Takanori nie zjadł nic, co dla niego przygotowałem, jasne? Nie tknął tego, po prostu wyrzucił do kosza. I nie wiem nic na temat żadnej pościeli. Często kręcę się u niego w domu, to chyba jasne, że mnie tam czuć...
Zagryzł na moment wewnętrzną stronę dolnej wargi. Yh, Mio i jej dziecięca niewinność. Widać, że dziewica.
- I błagam cię... nie płacz mi tutaj... Wiesz, że nienawidzę, gdy to robisz – jęknął, z wyraźną nieporadnością podnosząc ręce w geście poddania się. Do cholery jasnej, co ona z nim robiła?
- Przysięgam, że nic mu nie zrobiłem. Gdy wychodziłem, był cały i zdrów, miał dwie ręce, dwie nogi, oczy i żołądek na swoim miejscu. Cokolwiek chcesz mi zarzucić – wyprę się. Jestem niewinny i... czy możemy przełożyć to na inny termin? Naprawdę mi się spieszy...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Lip 04, 2013 9:47 pm

Jestem Jezusem, kocham osoby. Najwyraźniej Mio awansowała na boże dziecko, którym nawet nie chciała być, bo przecież takowe raczej miała zrodzić. A i nie tego boga wyznawała, więc i coś jej nie pasowało. Jednakże na widok oklapniętych, puchatych uszatków natychmiastowo puściła jego rękę, odsuwając się na krok.
Chwilamomentwtymomencieomijamniepotrzebneakapity. Bo nie chce mi się rozpisywać. Jeszcze bym walnęła jakimś tekstem o ananasie.
- Nie... otrułeś...? - Rozwarła szerzej powieki, jak gdyby zobaczyła ducha. Opuszczony łeb dziewczynki mógłby zwiastować, że wróci do poprzedniego stanu i grzecznie przestanie płakać, ale... a nie, zaraz. Zgodnie z oczekiwaniami ogółu, przestała ryczeć, jak syrena alarmowa, a zamiast tego zdobyła się na delikatny półuśmieszek, ciągnąc lekko za braterskie ramię, chwilowo wtulając w nie policzek. - Czyli jednak jesteś tak kochany i nie mordujesz każdego niemiło wyglądającego pana. To miłe z Twojej strony, że zostawiłeś go w spokoju.
Odłożyć na inny termin? Może jeszcze termin porodu przełoży, huh? To jego wina, że zasz... cholera, Take, mniej tekstów o ciąży doustnej. Kto to w ogóle wymyślił, dżizas.
- Na inny termiiiin? Niby możemy. Ale mam jedno pytanie. Jeśli to takie śmieszne, brzydko pachnące mydełko... nie było tostami, jajecznicą, ani płatkami z mlekiem... to co to było? Bo w sumie mydełko powinno ładnie pachnieć, prawda? Nie powinno być śmierdzące i... źle smakowało. No i ja się chciałam dowiedzieć, skąd się bierze takie coś na pościeli. To jakiś gęsty pot? Albo coś... i w sumie, to skoro często bywasz u Szefa... czemu wyczułam Cię głównie w miejscu, gdzie to mydełko było...? I ogólnie na pościeli? Spaliście w jednym łóżku? Ze mną nie chciałeś spać w jednym łóżku! BĘDĘ ZAZDROSNAAAAAAAAA!
...CZEMU, DO KURWY NĘDZY, ZNOWU SIĘ ROZRYCZAŁA!? Ja... ja wymiękam. Biorę wolne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Czw Lip 04, 2013 10:20 pm

- Nie. Nie otrułem – zapewnił, najspokojniej jak tylko potrafił, choć doskonale wiedział, że im dłużej zagłębiają się w ten temat, tym Wilk zdecydowanie gorzej na tym wyjdzie. Właściwie nie było sytuacji, z której wyszedłby zwycięsko, gdy ta mała zadawała taki ogrom pytań. W dodatku tylko takich, na które odpowiedź jest jedna, a wyminięcie tematu jest niemożliwe. No co on miał niby powiedzieć? „Hej, dałem się przelecieć twojemu (i mojemu) szefowi, bo okrężną drogą powiedział, że mu na mnie zależy. Ale nie martw się. Będę pić mniej alkoholu, żeby moja sperma była mniej gorzka. Specjalnie for you, kitty”?
Gilbert spojrzał na nią spod zmierzwionej, mokrej jeszcze grzywki. Rany, czy ona naprawdę musiała drążyć ten ohydny temat? On się jej jakoś nie zagłębiał w kwestie erotyczne... I co z tego, że nie była świadoma? Liczył się sam fakt, że po skrupulatnym „nie drąż”, ona wciąż drążyła. Czym ja sobie zasłużyłem?
- Jedna rada. Czymkolwiek by to nie było – nie bierz tego do ust... – Fuh. To już samo w sobie było obrzydliwe. Gdy Gilbert tylko o tym pomyślał... Jak ona mogła...? Przecież nawet dziecko wie, że mydła się nie je. To było, do kurwy nędzy, mydło. - NAWET gdyby to było mydło... mydła TEŻ SIĘ NIE BIERZE do buzi. Żadnego mydła, jasne?
„I w sumie... to często bywasz u szefa...”
A teraz będę jeszcze częściej. I nie miał zielonego pojęcia jak ułożyć plan, by Mio się o niczym nie dowiedziała. Zwyczajnie nie uważał, aby była, hm, gotowa na coś podobnego. Niech sobie rośnie i umawia się z jakimiś bydlakami, ale w jego sprawy niech nie wpycha tego wścibskiego nosa. Czy ona naprawdę nie potrafiła uszanować jego niechęci? Skoro on nie zmuszał jej do odpowiedzi, dlaczego ona to robiła?
„Spaliście w jednym łóżku?”
- Nie.
Właściwie nie skłamał. Sam praktycznie nie spał... a większość nocy spędzili raczej na innej czynności. Co nie zmieniało faktu, że Amasakawa... zadawała pełno pytań... i sklejała cholernie dziwne zdania. Bla bla „mydełko” bla bla bla „lepkie” bla bla bla „wyczułam cię” bla bla...
Eheh. To ten moment, w którym Gilbert może się odwrócić i wyjść. Zabawne, że to zrobił. Spojrzał na nadgarstek. Co prawda nie było tam zegarka, ale to nie przeszkadzało mu w rzucił tekstem pokroju: „O rany, już ta godzina? Spóźnię się! Bądź grzeczna. Jedz dużo warzyw. Pogadamy później”, zrzucić ręcznik i bluzę, a potem chwycił za torbę, położoną przy drzwiach wyjściowych i...
Trzask.

| [z/t] |

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   Wto Lip 09, 2013 6:23 pm

JEDNOZDANIEDRUGIEZDANIETRZECIEZDANIECZWARTEZDANIEPIĄTEZD... a kij, z tego powstanie jedno długie, bardzo złożone, ultra rozległe, a nawet i wręcz kurwne, zdanie, gdyż kropki są dla mnie czymś nieznanym, jeśli chodzi o stawianie ich w środku wypowiedzi, a z tegoż powodu postawie ją dopiero na samym końcu tego bezsensownego gówna, które właśnie piszę, bo muszę wyjść z tematu, żeby napisać na patrolu, ponieważ dostałam questa od Gilberta, żeby się tam zjawić i dodać szczyptę, czy dwie, chaosu, który i tak się tam nie pojawi, bo wszyscy doskonale wiedzą, że Chaos to Drozd, Drozd to Shet, a Shet to leniwa dupa, której by się nie chciało tam wbijać, nie wspominając już o tym, że musiała by się pofatygować i męczyć ze mną i z kolejnymi odpisami do kolekcji, a przecież to, no, to Shet, tak więc tuszę, iż miast chaosu przyjmą tam państwo dawkę cukru i fanatyzmu tęczy, który to płynie z móżdżku i gardzieli Mio, dziękuję.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.   

Powrót do góry Go down
 
Chatka Trzech/Dwóch/Jednego Muszieterów/Muszkietera ._.
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» ISLAMIZACJA EUROPY
» Uroczystości świąteczne
» Drewniana chatka Alicji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Miejsca zamieszkania-
Skocz do:  
_______________________