IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Magazyn

Go down 
AutorWiadomość
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

Czarny Wilk

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

Magazyn Empty
PisanieTemat: Magazyn   Magazyn EmptyCzw Kwi 04, 2013 7:31 pm

Magazyn, jak magazyn. Wyposażony odpowiednio w wszelakie stojaki, wieszaki, podkłady, regały wypełnione starymi, zniszczonymi i zakurzonymi w większości zabawkami. Także są tu typowe dla takich magazynów środki transportu - wózki ciągnikowe, przenośniki etc. Niektóre już niezdatne do użycia, zardzewiałe, inne jeszcze mogłyby posłużyć do czegoś.
Powrót do góry Go down
Nobody
Monstrum

Nobody

Male Dołączył : 12/04/2013
Liczba postów : 52
Godność : Nie, dziękuję. Znaczy, nie ma. Czy tam zapomniał. Sam już nie wie.
Wiek : Wizualnie 17, natomiast naprawdę lat ma 17. *Dun, duuun, duuuuuun*
Rasa : Monstrum. Brzmi brutalnie, brzmi przerażająco... dlaczego więc, DO CHOLERY, w swojej demonicznej formie przypomina pieska?
Orientacja : Cóż, to dość skomplikowane. Jest homosiem, udającym heteroseksualnego - natomiast niedawno zaczął zbliżać się do aseksualizmu. Brak miłości w jego życiu, so sad.
Wzrost i waga : 170 cm na 50 kg. Niska chudzinka.
Partner : JEGO RĘKA, GOD DAMNIT. Znaczy, nikt, ja nic nie mówiłam. ;-;
Pan/Sługa : Nikt/nikt. So sad. ;n;
Znaki szczególne : Nieco nazbyt jaskrawe, niebieskie oczęta, biała maska zawieszona na twarzyczce, lewa ręka cała w owita w bandażach. Łącznie z dłonią. Lekko kuleje na prawą nogę i jak się dobrze przyjrzeć, to trochę śmiesznie powyginany. Cholerna choroba.
Ekwipunek : Zdobiony, poniszczony sztylecik, 2 pełne opakowania tabletek na bezsenność [Na którą nie choruje], pusty portfel, obroża. Oprócz tego torba nazywana potocznie 'połową szpitala'. Ma tam niemalże wszystko, co mogłoby mu pomóc w krytycznych sytuacjach. Znaczy - kilka leków, bandaże i woda utleniona.
Multikonta : Nie mam konta drugiego, ale pole i tak wypełniłam, ha! *Watch out, we got a badass over here*
Fabularnie : Zajęte~/Zajęte~

Magazyn Empty
PisanieTemat: Re: Magazyn   Magazyn EmptyNie Kwi 21, 2013 12:42 pm

Ah, to takie normalne. Nobody szedł sobie przed siebie ze spuszczoną głową, rozmyślając nad totalnie nieważnymi rzeczami i jakby 'przypadkiem' dostał się do jakiegoś opuszczonego magazynu. Brzmi jak najbardziej naturalnie. Uniósł wzrok dopiero gdy natrafił na jakiś wyjątkowo stary wózek ciągnikowy. Co takie rzeczy robią na ulicy? Po chwili zorientował się, że już od jakiegoś czasu znajduje się w budynku. Błękitne ślepia szybko zlustrowały otoczenie. Nie było to zbyt przytulne i milutkie miejsce, właściwie to chłopak od samego początku wyjątkowo go nie lubił. Złe wspomnienia, po prostu.
Kiedy spoglądał na te zniszczone ściany, zardzewiałe maszyny, gruz na podłodze od razu przed oczami pojawiała mu się wizja przeszłości. Kiedyś albowiem musiał przebywać w jednym z nich - i nie był to najszczęśliwszy okres swojego życia.

Płomienie trawiące wszystko na swojej drodze, syczące języki ognia odgradzające drogę ucieczki, wpadł w własną pułapkę. Jego idealny plan miał wady - i postanowił go o tym uświadomić. Mijając spalone ciała i zniszczone mechanizmy w końcu znalazł to, czego szukał. Znalazł ją.
Dlaczego więc, zamiast uciekać zanim ten cholerny budynek się zawali zaczęli się kłócić? To było takie idiotyczne.
Opuścił magazyn bez niej, skazał na śmierć osobę, którą szczerze kochał. Miała rację, nazywając go potworem.


Szatyn westchnął, próbując odciągnąć od siebie niemiłe wspomnienia. Jeżeli miałby wybrać jedną rzecz, której żałuje najbardziej prawdopodobnie byłoby to właśnie to. Wciąż nie może zrozumieć, jak bardzo zaślepiony poczuciem własnej świetności był. Teraz ją rozumiał - szkoda, że było za późno. O wiele za późno, ładne kwiatki na jej grobie nie odkupią jego win.
Podszedł niedbałym krokiem do jednej ze ścian, po czym osunął się na ziemie. Nie najlepsze miejsce na sen, nie uważasz?
Przekrwione oczy przeniosły się w bliżej nieokreślony punkt na ścianie. Znów nad czymś rozmyślał. Prawdopodobnie nad faktem, gdzie w ogóle się znajduje. Wciąż nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie żyje. Może i czuje się nieco inaczej niż kilka dni temu, ale nigdy nie powiązał by tego z faktem, że jego ciało spoczywa sobie teraz na dnie rzeki. Chyba lepiej go nie uświadamiać, fakt w jak żałosny sposób umarł tylko zniszczył by te resztki godności, jakie w sobie chowa.
Powrót do góry Go down
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

Czarny Wilk

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

Magazyn Empty
PisanieTemat: Re: Magazyn   Magazyn EmptySro Kwi 24, 2013 2:48 pm

Czarny ogier zarzucił łbem, gdy poczuł mocny uścisk nakazujący mu się zatrzymać. Co chwila poruszał uchem, jakby dzięki temu mógł wyłączyć słuch i wyciszyć gadającego Gilberta. Chłopak siedział na nim w najlepsze w pozie, o której nikt by go nie podejrzewał i mamrotał do jakiegoś aparatu, który przed chwilą zwinął niezbyt tajemniczej osobie. To jej wina, że zapuściła się w ciemną uliczkę i nie zorientowała, kiedy telefon wysunął się z tylnej kieszeni.
Ech. Same z nim problemy ― mruknął Wilczy, zamykając klapkę skradzionego przedmiotu. Obejrzał go badawczo, po czym stwierdzając, że na nic mu się nie przyda, wyrzucił za siebie. Usłyszał jeszcze trzask rozbijanego telefonu, gdy uderzył piętami w bok wierzchowca i poprowadził go...
… dobra. W sumie dziwne miejsce na przejażdżkę konną. Pal licho, jakby serio przyszedł tu tylko z Lerem. To nie. Wolał wziąć cały swój zwierzyniec łącznie z tym cholernym uszakiem. Królik nawet teraz gapił się na niego tymi powalonymi, czerwonymi ślepiami. ― Nie myśl sobie, że to taki problem wydłubać ci te bezczelne gały ― warknął czarnowłosy, zaciskając palce na lejcach. To nie tak, że nie lubił zwierząt. Kochał je. I to miłością szczerą i szaloną. Problem pojawiał się jednak tam, gdzie ta biała kulka robiła mu stale na złość. Zawsze gdy chciał chwycić za kanapkę, Mozart przypadkiem przechodziła obok, dotykała chleb łapką i teleportowała się do innej części pokoju... to samo jeśli chodzi o ręczniki, noże, telewizor... i wszystkie inne przedmioty, których Gilbert CHCIAŁ a NIE MÓGŁ używać. „Czasami to naprawdę mogło zrujnować życie”. Westchnął cicho, przeczesując gęstą grzywkę palcami. Królik był między siodłem a szyją jednorożca, Nekro wisiał na ramieniu chłopaka, przy koniowatym truchtały dwa psy... doprawdy, brakowało tu tylko złotej rybki i jakiegoś ptaszyska do pełnego kompletu.
Fantastycznie, gadam sam ze sobą. Mam za mało towarzystwa, dziewczyna mnie nie kocha, ojciec mnie wydziedziczył, własnego kumpla kopnąłem w biodro, żeby się zwalił na moją posadzkę, a potem stwierdziłem, że najlepszym momentem na odreagowanie będzie przejażdżka na wrogo nastawionym do wszystkiego co żywe jednorożcu. Jestem jakiś powalony?
Pytacie czy czuł się zrehabilitowany? Cóż, jeśli to oznaczało, że z pewnej perspektywy czuł się winny, to owszem. Był zrehabilitowany bardziej niż mógłby się o to posądzić. Jeśli jednak to za mało ― nie uczył się na błędach. Nie rozumiał Arthura, choć ten trwał przy jego boku od dobrych trzydziestu... może nawet czterdziestu lat. Gilbert był wtedy o wiele młodszy, przystojniejszy, miał zapewnioną stałą pracę i przyszłość. Potrafił to zrujnować w niecały rok, a przez pozostały czas ledwie wiązać koniec z końcem, nierzadko chwytając się dość radykalnych środków. Popełnił wiele złego między desperackimi próbami uratowania swojego sumienia. Potem, gdy już było dawno po fakcie, zastanawiał się, czy gdyby można było cofnąć czas postąpiłby inaczej.
I miał problem.
Bo zrobiłby dokładnie to samo co zrobił.
Tsi ― szepnął, zatrzymując koniowatego. Ler prychnął rozdrażniony, ale przystanął grzecznie, omiatając przestrzeń przed sobą niezadowolonym wzrokiem. Dokładnie tak jakby mówił: o co ci znowu chodzi, narwany młokosie? Nic, ani nikogo tutaj nie ma. Jesteś przewrażliwiony, nadpobudliwy, a twoje wyolbrzymione ego jest... Jednorożec zarzucił łbem i szurnął twardym jak diament kopytem po ziemi. Rozległ się nieprzyjemny dźwięk. Gilbert przerzucił nogę tuż nad głową wierzchowca, po czym zwinnie i bezdźwięcznie zeskoczył na podłogę. Przesunął palcami po kruczej sierści swojego ogiera, a w momencie, gdy docierał do jego pyska, koniowaty zaczął znikać. Mgła uformowała się w czarną berettę.
Natami poruszyła ogonem i podeszła bezszelestnie do właściciela, posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie. Złote oczy rozbłysły w ciemnościach, ale zaraz zniknęły, wraz z cichym odgłosem uderzanych o podłogę łap. Wraz za tymi krokami rozległy się również następne, należące do szczeniaka.
Laien zamruczał, wczepiając się bardziej w ramię chłopaka i wtulając swój biały pyszczek w jego szyję. Zwinął też niewielkie skrzydełka, aby być na jak najstabilniejszym miejscu. To i tak raczej wadliwe. Być może Gilbert „póki co” poruszał się całkiem spokojnie, ale... za moment mogło się to zmienić w szaleńczy bieg z przełajami.
Dlaczego?
Bo coś wyczuł. To było nowe, obce, niechciane. I z każdym kolejnym krokiem się nasilało. Wytężył więc słuch i węch, oba zmysły, które były u niego najsilniejsze. Schylił się też nieco, aby przypadkiem nie przywalić w zwisające z sufitu przedmioty. W tym ze dwie lampy, jakieś regały, maszyny i inne cuda niewidy, o których się Afrykańskim szamanom nawet nie śniło.
I wtedy go zobaczył... momentalnie opuścił broń i się skrzywił.
Seeerio? Wcale nie wyglądasz na groźnego! ― powiedział głośno, zachowując jednak bezpieczną odległość od postaci siedzącej pod ścianą. A on się tutaj nakręcił...

_________________
Magazyn MtpNiaF

{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Magazyn MTL4Rg2
Powrót do góry Go down
Claire
Muzykantka

Claire

Dołączył : 10/04/2013
Liczba postów : 15
Godność : Claire... Claire.
Wiek : 16 lat
Rasa : Muzykantka
Orientacja : Hetero czy homo, nic nigdy nie wiadomo.
Wzrost i waga : 159 cm || 43 kg
Aktualny wygląd : Brud przykrywający jasnoniebieską niegdyś suknię i pozbawione butów stopy.
Ekwipunek : Futerał na skrzypce i smyczek.

Magazyn Empty
PisanieTemat: Re: Magazyn   Magazyn EmptySro Kwi 24, 2013 3:54 pm

Okryta nocnym płaszczem ulica wydała się młodej Muzykantce bardziej ciemna i złowroga niż zaledwie kilka dni temu, gdy miała jeszcze jakieś resztki jedzenia w zanadrzu. Teraz jednak była pozbawiona jakiegokolwiek schronu, ciepłego ubrania i pożywienia, a żołądek od przynajmniej czterdziestu ośmiu godzin głośno domagał się napełnienia. A ogólne osłabienie objęło także psychikę, w wyniku czego niezbyt mocny rozumek Claire karmił się własnymi imaginacjami. Bose, stopy przyspieszyły więc z nerwowego marszu do biegu. Dziewczyna była przekonana, że ciągle znajduje się w kadrze czyjegoś łakomego spojrzenia, że jest w zasięgu jakiegoś chciwego monstrum. Przebiegający za nią szczur opadający z krawężnika na drogę wystraszył ją na tyle, by wywołać cichy pisk. Ścisnęła mocniej futerał czując w całym ciele przyspieszone bicie serca.
Znalazłszy gdzieś w umyśle miejsce na chłodną kalkulację zastanowiła się, gdzie spędzić dzisiejszą noc. Nie była to najwcześniejsza pora, a więc należało znaleźć obiekt jak najbliższy miejscu obecnego jej przebywania. Wkrótce nogi skręciły w kierunku opuszczonej fabryki, która stała się z czasem jednym z miejsc, w których regularnie sypiała. Było tam jednak nieprzyjemnie i mroczno, więc skrzypaczka wykazywała otwartą niechęć do budynku. Ogromnym plusem był jednak fakt, że prawie nie przebywała tam ani jedna żywa dusza i praktycznie nie istniało stworzenie, dla którego stanowiłaby przeszkodę zatrzymując się w tym miejscu.
Obejrzała się nerwowo w tył, a jej największą obawą była możliwość ujrzenia tuż za sobą twarzy wygiętej w szyderczym uśmiechu i poczucia ostrej woni czegoś, co w ludzkim świecie nazywano chloroformem. Przerażenie ochoczo wspomagane wspomnieniami sprawiło, że zadrżała w biegu, a jej stopa nagle zahaczyła o wystający kamień…
Na nieszczęście nie był to owalny kawałek skały, oszlifowany przez czas, a ostry kieł wydający się czekać, aż tylko nadzieje się na niego zdezorientowana istota. Fakt, że po potknięciu nie upadła zawdzięczała jedynie przysługującej jej rasie nadzwyczajnej zwinności. Mózg muzykantki zignorował ból i dziwne ciepło dosłownie rozlewające się na prawej stopie, gdy ta dostrzegła stary gmach fabryki. Przyspieszyła tempo i wpadła niczym burza przez odrapane drzwi. Nie starała się nawet o ciszę, była PEWNA, że miejsce jest opustoszałe w stu procentach, jak to zwykle bywało. Dlatego proszę wyobrazić sobie jej zdumienie, gdy wpadłszy do jednego z pomieszczeń zobaczyła dwoje osobników. Gdyby jeszcze byli sami, to połowa biedy, ale nagromadzenie zwierząt w tym jednym miejscu spotęgowało jej zdumienie do tego stopnia, że na ułamek sekundy zastanawiała się, czy na pewno trafiła do celu, mimo tego że miasto znała jak własną kieszeń i gdyby usunąć z ulic wszystkie złowrogie kamienie to trafiłaby do dowolnego miejsca z zawiązanymi oczami.
Zakrwawiona stopa zawisła w pół kroku. Szybko, uciekać czy się poddać, CZY CO? Rozpaczliwie przycisnęła futerał do piersi. Dyszenie po morderczym biegu musiało zagłuszyć jej dźwięki ich obecności… Cholera. Opuściła z wolna stopę nie ważąc się spuścić wzroku z mężczyzn, postąpiła szybki krok do tyłu i pisnęła z bólu.
Adrenalina i przerażenie w trakcie biegu zagłuszyły jej nieprzyjemne uczucie w ranionej stopie, jednak teraz gdy te najintensywniejsze emocje opadły, mózg ani myślał więcej odpuszczać dziewczynie męki. Tym bardziej, że zerknęła w dół i przestraszyła się jeszcze bardziej. Zapewne szkarłat pomieszany z błotem na jej skórze sprawiał o wiele groźniejsze wrażenie niż to było w rzeczywistości, jednak zakażenie to wciąż realne ryzyko, a Claire nie mogła sobie pozwolić na bycie kaleką. Nie w TEJ sytuacji.
Jęknęła zdawszy sobie sprawę z własnej głupoty. Nawet, jeżeli nikt jej nie zauważył na początku, pisk musiał przyciągnąć ich uwagę. Te dwie istoty nadal były większym jej problemem niż rana. Jej uprzedzenie do ludzi i strach były na poziomie pacjenta szpitala psychiatrycznego. Cofnęła się o krok bacznie patrząc na obu i kuląc się podświadomie. Obawy brały się niemal wyłącznie z bujnej wyobraźni skrzypaczki i w tym momencie tworzyła obraz godny litości i pożałowania. Szybko zrezygnowała z ucieczki biorąc pod uwagę stan kończyny i powoli przygotowywała się na każde najgorsze możliwości. Jak to ona.
Powrót do góry Go down
Nobody
Monstrum

Nobody

Male Dołączył : 12/04/2013
Liczba postów : 52
Godność : Nie, dziękuję. Znaczy, nie ma. Czy tam zapomniał. Sam już nie wie.
Wiek : Wizualnie 17, natomiast naprawdę lat ma 17. *Dun, duuun, duuuuuun*
Rasa : Monstrum. Brzmi brutalnie, brzmi przerażająco... dlaczego więc, DO CHOLERY, w swojej demonicznej formie przypomina pieska?
Orientacja : Cóż, to dość skomplikowane. Jest homosiem, udającym heteroseksualnego - natomiast niedawno zaczął zbliżać się do aseksualizmu. Brak miłości w jego życiu, so sad.
Wzrost i waga : 170 cm na 50 kg. Niska chudzinka.
Partner : JEGO RĘKA, GOD DAMNIT. Znaczy, nikt, ja nic nie mówiłam. ;-;
Pan/Sługa : Nikt/nikt. So sad. ;n;
Znaki szczególne : Nieco nazbyt jaskrawe, niebieskie oczęta, biała maska zawieszona na twarzyczce, lewa ręka cała w owita w bandażach. Łącznie z dłonią. Lekko kuleje na prawą nogę i jak się dobrze przyjrzeć, to trochę śmiesznie powyginany. Cholerna choroba.
Ekwipunek : Zdobiony, poniszczony sztylecik, 2 pełne opakowania tabletek na bezsenność [Na którą nie choruje], pusty portfel, obroża. Oprócz tego torba nazywana potocznie 'połową szpitala'. Ma tam niemalże wszystko, co mogłoby mu pomóc w krytycznych sytuacjach. Znaczy - kilka leków, bandaże i woda utleniona.
Multikonta : Nie mam konta drugiego, ale pole i tak wypełniłam, ha! *Watch out, we got a badass over here*
Fabularnie : Zajęte~/Zajęte~

Magazyn Empty
PisanieTemat: Re: Magazyn   Magazyn EmptyWto Kwi 30, 2013 8:33 pm

Na początku chciałabym przeprosić, że tak długo zwlekałam z odpisem, zupełnie wyleciało mi z głowy. Nie zostanę ukrzyżowana, prawda?
No, a teraz właściwa część posta.
Było mu zimno. Właściwie to nawet dygotał nieco nieświadomie. Nie cierpiał uczucia tego przenikliwego chłodu zdającego się z wolna wnikać do jego duszy, by tam zasiać zniszczenie. W sumie to już dawno tam było, rozgościło się jakby to był jakiś cholerny dom, w którym może się zatrzymać. Przeżarło jego serce, spaczyło myśli. Zniszczyło. To co po nim pozostało można ujrzeć właśnie teraz. Chudy, zmarnowany chłopak ukrywający swą twarz za jakąś dziwną maską, trzęsący się z zimna w podejrzanym, opuszczonym magazynie, gdzie zamierza spać. To nie było do końca to, na co liczył. Pozostaje mu pusto wierzyć, że nastaną lepsze czasy.
Gdzie ta złota przyszłość, którą mu obiecywano? Jak na razie dostrzega jedynie różne odcienie szarości.
Przymknął z wolna oczy, czując jak zmęczenie bierze górę nad komfortem.
To prawda, może jest tu dość brudno, mroźno i nieprzyjemnie, ale w końcu nie spędzę tu życia, prawda? Potrzebuję snu. Tylko pięć minut. Pięć minut...
Westchnął głęboko, z wolna zatracając świadomość. Znaczy, prościej, zasypiał. I już byłby tego dość bliski - gdyby nie usłyszał gdzieś jakiegoś podejrzanego dźwięku. Automatycznie otworzył strudzone, błękitne oczęta, rozglądając się nieco nerwowo. Ktoś tu był - i to już wystarczyło, by ta sytuacja wyjątkowo mu się nie podobała.
Nie podniósł się jednak - obserwował jedynie zachowując względną czujność. Nagle ujrzał powodującego hałas - był nim dość niski chłopak, na oko lat miał mniej więcej tyle co on. A on tu się przestraszył. Słysząc jego słowa mimowolnie uśmiechnął się do siebie - na nieszczęście, czy może i szczęście - maska uniemożliwiała ujrzenie ów czynu. A szkoda.
- A powinienem? - rzekł nadzwyczaj spokojnie, jak to w zwyczaju miał, mierząc Gilberta podejrzliwym wzrokiem. Dopiero po krótszej chwili dojrzał harem, który ze sobą przyprowadził. O nie. Zwierzęta.
Wprawdzie on sam je lubił - jednak była to miłość dość nieodwzajemniona - albowiem one za nim zbytnio nie przepadały. W sumie to nawet nie wiedział czemu, ale na niektóre działał jak wabik - od razu się na niego rzucały. Miał szczerą nadzieję, że po prostu spotykał zbyt często odstępstwa od reguły, tyle. Nie byłoby mu miło, ze świadomością, że jest mentalną, czerwoną płachtą powiewającą tuż nad rozgniewanym bykiem. Ah, te porównania. Medal się należy.
Nie ruszał się, nadal siedział pod ścianą, usilnie wpatrując się w nastolatka. Ot tak, bo może.
Żeby sytuacja była zabawniejsza - po chwili wparowała tu druga osóbka, wywołując w Nobodym jeszcze mocniejsze zdziwienie. No, taka ilość istot żywych wystarczyła, by czuł dość duży dyskomfort. Chyba sobie nie pośpi, co?
Z wolna zwrócił ślepia w stronę nowo przybyłej, lustrując ją wzrokiem. Nie odzywał się, cicho analizując sobie sytuację w głowie. Zastanawiał się co mógłby teraz zrobić - nie zacznie w końcu uciekać - mimo faktu, że zwierzęta nie wyglądały najbezpieczniej na razie nie uważał ich za zbytnie zagrożenie. Zobaczymy jak się akcja rozwinie, na razie czuł się całkiem bezpieczny.
Ha, nagle mu się zupełnie spać odechciało - właściwie to ostatnią rzeczą jaką miałby zamiar teraz wykonać było spanie - damn. Czyli kolejna noc, w której nie zmruży oka, tak? Nie najlepiej. Nie dość, że nazajutrz nie będzie już pewnie zbytnio z otoczeniem kontaktować, to jego oczęta czerwienią pokryją się jeszcze bardziej - a przez to nie wyglądał zbyt interesująco. Jak ćpun, właściwie, a do nich nie lubił być porównywany, mimo, że tak właściwie właśnie nim jest. Po części. Nieco to skomplikowane się wydaje, ale tak naprawdę urzeka prostotą. Jak można przeczytać sobie w Karcie Postaci - zażywa on tabletki - na bezsenność właśnie, choć nigdy raczej na nią nie chorował. Już w sumie nie pamięta powodu, ani dnia kiedy to się zaczęło. Po prostu tak jest, przyzwyczaił się. Tak więc - od przeciętnego narkomana różni się jedynie tym, że jego medycyna nie daje mu dodatkowych bonusów - jedynie gasi świdrującą potrzebę zażycia ich, czasami uspokaja. Zależy.
Powrót do góry Go down
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

Czarny Wilk

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

Magazyn Empty
PisanieTemat: Re: Magazyn   Magazyn EmptySob Maj 04, 2013 5:04 pm

| >mrożę tutaj Gilberta< W sumie bym wyszedł, ale chcę z wami popisać. Mam jednak ten problem, że Claire ciągle nie ma, a ja mam taki nawał fabularny, że... rany, rany. Więc jak już Claire będzie, niech da mi znać, usunę posta i będziemy znów pisać.|

_________________
Magazyn MtpNiaF

{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Magazyn MTL4Rg2
Powrót do góry Go down
Claire
Muzykantka

Claire

Dołączył : 10/04/2013
Liczba postów : 15
Godność : Claire... Claire.
Wiek : 16 lat
Rasa : Muzykantka
Orientacja : Hetero czy homo, nic nigdy nie wiadomo.
Wzrost i waga : 159 cm || 43 kg
Aktualny wygląd : Brud przykrywający jasnoniebieską niegdyś suknię i pozbawione butów stopy.
Ekwipunek : Futerał na skrzypce i smyczek.

Magazyn Empty
PisanieTemat: Re: Magazyn   Magazyn EmptyPon Maj 20, 2013 1:06 pm

Strach zagnieździł się w drobnej czaszce i za nic nie chciał jej opuścić. Za nic. Mieszał się z obłędem w danse macabre. Przed oczami Claire rozgrywała się codzienna scena, ale interpretacja dorównywała horrorom poziomem grozy.
Skręcona kostka. Dwoje potworów. Ostrze. Ból.
Cichy pisk wydobył się spomiędzy drżących warg. Niewątpliwie, zmęczenie dołożyło swoje trzy grosze do stanu dziewczyny. Przez jej myśli przewijał się ciąg skojarzeń niezrozumiały dla kogoś, kto nie zgłębił się w historię pewnej blizny na brzuchu.
Znieruchomiała napotykając zaskoczony wzrok chłopaka. Tego wyższego. Większy oznacza kłopoty.
Wydawałoby się, że gałki oczne za chwilę mają wylecieć, lecz wycofawszy się za drzwi przycisnęła czoło do ściany. Ile razy przeszła obok dwunożnego i nie stała jej się krzywda?
Oddychała głęboko, jakby przebiegła maraton, a jasne włosy przylgnęły do mokrego od potu czoła. Jedynym teraz celem było uspokojenie się. W panice nie była w stanie opuścić tego miejsca ze zranioną nogą.
Zajrzała pełna obaw do pomieszczenia, lecz po chwili odetchnęła z ulgą - nie zwróciła na siebie większej uwagi. Objęła mocniej futerał ze skrzypcami i posuwistym ruchem w żółwim wręcz tempie opuściła budynek fabryki.

[zt]

//Wiem, że post jest krótki i beznadziejny i że wychodzę, ale mam, niestety, pewne problemy, które wyssały ze mnie resztkę chęci i weny. Mam nadzieję, że to zrozumiecie.

I nie wiem, czy mi się nie wyświetla post Gilberta, czy wynikło nieporozumienie... Ale już nieważne, jak myślę.//
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Magazyn Empty
PisanieTemat: Re: Magazyn   Magazyn Empty

Powrót do góry Go down
 
Magazyn
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zniszczona Fabryka-
Skocz do:  
_______________________