IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dach budynku.

Go down 
AutorWiadomość
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Dach budynku.   Czw Kwi 04, 2013 7:22 pm

Dach szkoły. Jest ogrodzony, wszak niektórzy uczniowie mają tendencje do spadania z każdej wysokości. Legenda głosi, że parę lat temu, w dniu święta Halloween z dachu zeskoczył pewien uczeń. Nie dotarł jednak na ziemię, a ciała nigdy nie odnaleziono. Z pewnej perspektywy brzmi to bardzo sztampowo i niewiarygodnie, ale nastolatki, uczęszczające do tego Akademika wierzą w tą historię, jakby byli na miejscu zdarzenia. Tak czy siak dach szkoły od tamtej pory jest niedostępny dla małolatów. Nauczyciele przestrzegają zakazu i surowo karzą każdego, kto go złamie. Dlatego jeśli życie nam miłe — nie wchodźmy tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Nie Lip 14, 2013 11:43 pm

Nie powinno mnie tu być.
Po minięciu tak ogromnej ilości kretynów, którzy na widok jej zagubionej minki pytali z troską, czy przypadkiem się nie zgubiła i kilkudziesięciokrotnym powtórzeniu zdania: "ktoś musi"... była tego całkowicie pewna. Powinna była zostać w domu, zamiast biegać po Świecie Ludzi, wkradać się do mieszkań, przeskakiwać przez płoty i mordować innym mózgi, których pewnie i tak już nie mieli po obdarowaniu jej pierwszym spojrzeniem, także do zniszczenia pozostawała jeszcze tylko czaszka i pusta przestrzeń w niej. Przez nos z kolei dało się wyciągnąć już tylko oczy, choć do oczodołów było bliżej. Z drugiej strony, te dwie piłeczki same chciały wypadać, kiedy ktoś zahaczał nimi o błękitne włosy i wręcz przesłodzony wzrok padający z dwubarwnych tęczówek. Ludzie byli dziwni. Przecież nawet oni mogli osiągnąć teraz taki efekt, ale i tak zwracali uwagę na ten niecodzienny wygląd. Totalny brak tolerancji.
Tak, czy inaczej, nie powinno było jej tam być. Ale mimo wszystko szła dalej, skakała przez kolejne płoty, mijała kolejne "niemagiczne" osoby i wędrowała po kolejnych tęczach, byleby tylko zabłądzić jeszcze bardziej, niż w ogóle było to możliwe. Światełko nadziei mogło zapalić się nawet dla niej, a pomysł, na jaki wpadła, choć nieco dziwniejszy od zwykłego zapytania o drogę w jakieś miejsce, był jednak o wiele lepszy (tak to jest, jak się nie zna nazw miejsc).
Wbiegła. Po prostu wbiegła do środka. Zaczęła pokonywać kolejne stopnie w równie prędkim tempie, nawet nie myśląc o tym, by się zatrzymać. Liczyła na łaskę losu? Na to, że coś dostrzeże? Skąd w ogóle wiedziała, że takim sposobem dotrze na dach? Jakimś cudem przeczucie jej nie zawiodło, a na szczycie znalazła się szybciej, niż myślała. Natychmiastowo podbiegła do barierki, następnie spoglądając w dół.
- EOJJEORAGOOOOOOOOOOOOOO~?! - Wrzasnęła, niczym skończona idiotka, by wreszcie parsknąć chyba jeszcze głośniejszym śmiechem.
I co to niby miało dać...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Pon Lip 15, 2013 12:40 pm

Chłodny wiatr muskał nagie ramiona niebieskłowłosej dziewczyny, przechodnie oglądali się za siebie, niemalże łapiąc karki, a niejedna dziewczyna z krzykiem oburzenia uderzyła swojego partnera w policzek, zostawiając na nim soczyste „heyah”. W szkole natomiast nie było praktycznie nikogo. Mio natrafiła tylko na woźnego, który z wykałaczką w ustach i dużymi słuchawkami na uszach nucił nieprzerwanie i zmywał mopem wyjątkowo czystą podłogę. W dodatku podrygiwał trochę krzywo i wymachiwał tyłeczkiem w rytm muzyki.
No, ale nieważne. Grunt, że nikt niziutkiej, uroczej dziewczynki nie zauważył, choć ta w rzeczywistości bardzo się w oczy rzucała. Wiatr dotarł na dach razem z nią, cały czas towarzysząc jej ruchom i przypominając o tajemniczym chłodzie, który absolutnie nie pasował do obecnej pory roku. Gdy Mio się wydarła, jeszcze moment nie działo się nic. Zegar tykał nieubłaganie. Minuta. Pół... Dziesięć... siedem... pięć... cztery... trzy... dwa... jeden...
Ziemia zadrżała, a w tle słychać było upiorny huk. Dym unosił się z jakiegoś dziwnego miejsca, całkiem niedaleko szkoły. Ludzie, teraz wielkości tylko troszkę większych niż mrówki, rzuciły się falą w tamtym kierunku lub uciekali w całkowicie przeciwną stronę, niezainteresowanie niebezpieczeństwem.
Co było w tym wszystkim najgorsze?
Że dosłownie chwilę po serii niewielkich wybuchów parę ulic dalej, rozległ się kolejny trzask rozdzieranej bomby... tuż pod szkołą! Mury zatrzęsły się w posadach, a przednia ściana, do połowy teraz martwa i oderwana, powoli zaczęła się osuwać, krusząc kolejne cegły.
Mio nagle poczuła mocne drżenie, które nasilało się z kolejnymi ułamkami sekund. W chwili, gdy grunt osunął się spod jej nóg, ktoś mocno chwycił ją w talii i pociągnął drastycznie do tyłu. Razem z nieznajomą postacią upadła na ciężki grunt, który w teraz wydawał się śmiertelnie niestabilny.
Cholera jasna ― warknął chłopak, podnosząc się na łokciu, a drugą rękę przykładając do czoła. Leżał pod Mio i wyglądał na dość obolałego. Jedyne co było w nim dziwne to to, że miał chorobliwie intensywną barwę tęczówek, w kolorze czystego, morskiego błękitu. Skrzywił się delikatnie, gdy kolejny wybuch rozgrzmiał pod nimi. ― Co ty tu robisz, głupia?! ― wrzasnął nieznajomy, jakby dopiero się obudził.



_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Pon Lip 15, 2013 3:48 pm

Wychyliła się nieco za ogrodzenie, gdy słuchała dziwnie bliskie huki. Jedynym, co ją aktualnie zastanawiało, był fakt, skąd też one się w ogóle wzięły, i czemu, do jasnej ciasnej, te zrzuty musiały być akurat dzisiaj. Co to? Ćwiczenia wojskowe? Nawet nie zdążyła spróbować czegokolwiek zrozumieć, kiedy usłyszała kolejny potworny grzmot, stanowczo zbyt głośny, jak na jej gust. Dalej wszystko potoczyło się, jak się spodziewała. Wszystko nastąpiło za blisko, przez co nawet ona zawalała się wraz z budynkiem. No, ale tego, że ktoś wspaniałomyślnie przyjdzie jej nagle na pomoc, już nie mogła przewidzieć. Choć w tamtym momencie bardziej wydawało jej się, że owo przedramię, nakazujące jej upaść, było ogromną dziurą w budynku, jaka nagle powstała, by zassać ją na sam dół.
I zeszła w noc. W głąb. Na dół, cholera. I to prosto na jakieś obce ciało, które w żadnym wypadku nie kojarzyło jej się z chłodem kamienia. Nic dziwnego, skoro dopiero jakieś tentacle, czy jakie inne łapy pociągnęły ją za sobą. Ale nawet nie spodziewałaby się, że zaraz usłyszy ludzki głos, ludzką mowę, a po odwróceniu głowy ujrzy ludzką twarz. I ślepia, od których można było zawału dostać, albo i duszę sobie zamrozić. I co z tego, że takie lubiła? Przestraszyła się, aż spieprzyła na bezpieczną odległość, złażąc z niego i siadając obok. Choć bardziej chodziło tu o oszczędzenie mu bólu. No ale kij.
- Ja...? Ja... chciałam się rozejrzeć. - Jęknęła przerażona, opuszczając jednocześnie głowę. Czemu ktoś, kogo nawet nie znała, tak od razu zaczął na nią krzyczeć? - I... n-nie mam na imię "Cholera", Panie... - dorzuciła jeszcze, by unieść na niego wzrok, przyglądając się uważniej niesamowitej barwie, jaką reprezentowały jego ślepia. Czasami jej zaciekawienie tą częścią twarzy było aż nie do zniesienia, szczególnie dla ofiar, które były tak uparcie obserwowane, jak właśnie napotkany przez nią młodzian.
- Poza tym, powinnam spytać o to samo. Co tutaj robisz? I czemu coś ciągle robi takie: BUM! Buuuum!...? - No cóż... przynajmniej łatwo było zrozumieć, że chodziło jej o te wszystkie wybuchy. Chociaż nie powinna była myśleć dłużej. - ...a może to Twoja sprawka? To Ty robisz to bum! buuum!, prawda?
...no. Mówiłam, że stanowczo za dużo myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Pon Lip 15, 2013 10:44 pm

Ha? ― wymsknęło mu się, gdy wreszcie mógł podnieść się do siadu. Z tyłu wsparty jedną ręką, drugą wciąż rozmasowywał obolałą głowę. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie zrobił sobie niemałą krzywdę spadając z trzeciego piętra. Roztrzepane z tyłu kosmyki prześliznęły się przez szczupłe palce blondyna o wyjątkowym, lodowatym spojrzeniu osoby, którą życie niejednokrotnie kopnęło w dupę, a potem ze zdziwieniem zapytało go, co tak leży. ― Rozejrzeć? Niepoważna jesteś? Nie słyszałaś w wiadomościach o tych terrorystach?! ― Przewrócił ślepiami. ― To idiotyczne wychodzić z domu w takim momencie. W ogóle najlepiej by było przenieść się do innej części Królestwa albo wynieść się na jakiś czas do rodziny. Tsh. Kobiety! ― Wyrzucił ręce w górę, wołając tym gestem o pastwę do nieba. ― Nazywam się Hope. Jestem uczniem Szarej Akademii. Zresztą, gówno cię to powinno obchodzić. Teraz musisz mi być coś winna za uratowanie życia.
To powiedziawszy wyciągnął rękę przed siebie i chwycił Mio za nadgarstek, przy okazji delikatnie przyciągając ją do siebie. Pochylił się do przodu, z zamiarem pocałowania dziewczyny.



- - - - - - - - - - - - -

Burczenie motoru narosło wraz z momentem jak zbliżali się do miejsca wypadku. Do góry wybijał się gryzący, szaro―biały dym, przysłaniający sporą część budynku. Przechodnie uciekali, wrzeszczeli, harmider był nie do zniesienia. Wilczy zgrzytał zębami i warczał, gdy kolejna małolata praktycznie rzuciła mu się pod koła. Skręcał drastycznie, niemalże tracąc całkowite panowanie nad pojazdem i dopiero w ostatnim momencie łapiąc równowagę.
Jazda z nim z pewnością nie była samą przyjemnością.
Trudno jednak o to, gdy trzeba robić wszystko na „teraz”. Przekręcił nagle dłoń, rura zaryczała, domagając się choć chwili oddechu. Niestety. To niewykonalne. Nie tutaj. Nie w tym momencie. Gilbert miał naprawdę fatalne przeczucie...
Szkoła?
Mimowolnie się skrzywił. To nie tak, że nienawidził tego miejsca, ale... ci terroryści nie mieli za grosz szacunku do miejsc publicznych! I co niby chcieli wskórać? Żeby im oddać ławki na opał? Motor prześliznął się jeszcze te parę metrów i zatrzymał parędziesiąt dobrych kroków od miejsca zdarzenia. Gilbert zsiadł z powozu, zrzucając z siebie kask i w biegu wysunął broń z kabury. Wyglądał na wyjątkowo niezadowolonego.
Zobacz czy kogoś nie ma w szkole! ― rzucił w stronę Natsume, choć zdawał sobie sprawę, że wcale nie musiał tego mówić, a rozkaz może wcale nie być wykonany. Miał tylko nadzieję, że blondyn miał choć odrobinę oleju w głowię, by choć ten jeden raz posłuchać się go w tragicznej sytuacji.

Pobiegł ginąc w dymie.



Drzwi szkoły były nienaruszone. Prowadziły do nich czterostopniowe schody wyłożone ładnymi kafelkami. Parter wyglądał fatalnie. Wszystko w całkowitej ruinie, wciąż się dymiło, języki ognia gdzieniegdzie prześlizgiwały się po ziemi, gasnąc, gdy nie zdobywały odpowiedniej ilości niezbędnych składników do przeżycia. Robiło się duszno i ciepło. Wręcz obrzydliwie. Po prawej ciągnął się długi hol z klasami po obu stronach. Na końcu były schody. Po lewej gigantyczna dziura i kawałek pomieszczenia, który już dni świetności miał pewnie za sobą.
Pierwsze piętro było również dotkliwie zrujnowane. Liczne klasy przykrył biały pył, stoliki paliły się, ogień ogarnął krzesła i tablice. Przez wyrwaną ścianę wślizgiwało się dziwnie chłodne powietrze. Schody znajdowały się w tym samym miejscu, ciągnąc się tak aż do dachu.
Po drodze jest czwórka ludzi do uratowania.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }



Ostatnio zmieniony przez Czarny Wilk dnia Sob Lip 20, 2013 10:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Wto Lip 16, 2013 6:52 am

U, to ja się wepchnę i pobędę pierwsza~. <3

- Ja... dopiero dzisiaj tu przyjechałam. Nie miałam pojęcia o żadnych atakach. - Hej, niby dobry blef, ale w sumie, to mówiła prawdę. Dopiero co tutaj trafiła, a o terrorystach ni chuja nie słyszała. Bo niby skąd? Od Gilberta? Na pewno by jej nie powiedział, bo spodziewałby się, że zabroni mu wyjść, czy coś. - A POZA TYM. Ty też nie powinieneś wychodzić na zewnątrz, i co!? Przyganiał kocioł, ha!
Nie wiem, czy to odpowiedni moment na takie głupie docinki.
- Hope? Hopehopehopehope... o, mam! Już wiem, skąd pamiętam to imię! Final Fantasy XIII! To był ten... miał zaskakująco podobny kolor oczu do Ciebie, um! - Mio, serio masz czas, żeby o czymś takim myśleć? Bo wiesz, on właśnie coś mówił, że jesteś mu coś winna. Nie ma teraz czasu na wspominanie o FF'ie, nieprawdaż?
No tak, tak, wieeem.
I tak kapnęła się dopiero, kiedy dopadł do jej nadgarstka.
- Um... ja bardzo chętnie się jakoś odpłacę, tylko po co te wszystkie fizyczne kontakty? N-no... chyba, że chcesz tula, czy coś. Ewentualnie kupiłabym Ci tego, no... Magnuma. Z migdałami! - Badum tss. Ponoć niegodnym nie powinno się dawać tych lodów, no ale skoro rzekomo uratował jej rzyć... znaczy życie. Bo po co się ograniczać do całusa, skoro...
Moment... jaki pocałunek?
- M-mimo wszystko, Twoja twarz nie powinna być aż tak blisko, nie sądzisz? Bo... bo ja nie odpłacam się tym, czym myślisz. B-bo tak nie wolno... - zamiast pieprzyć, mogła po prostu, co zresztą po chwili pomyślunku uczyniła, zacisnąć usta w wąską linijkę i odwrócić głowę, jak daleko się dało, dodatkowo odchylając się w tył. - N-nawet o tym nie myśl... Hope.
A nie możesz mu po prostu przygrzmocić? Jedną rękę masz wolną, pragnę zauważyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Nieudany Eksperyment

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 84
AKATSUKI : Informator
Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Wizualnie dwadzieścia jeden lat.
Rasa : Wyszczekane monstrum, woof!
Wzrost i waga : 174 cm | 65 kilogramów.
Znaki szczególne : Złote oczy; wydłużone, zwierzęce kły; kompletne lenistwo; trzy srebrne kolczyki w lewym uchu; niemalże wieczne znudzenie wymalowane na twarzy, a poza tym całkiem zwyczajny z niego dupek.
Aktualny wygląd : Szeroka biała koszulka z czarnym nadrukiem, na nią narzucona czarna, skórzana kurtka. Jasnoszare jeansy, czarne trampki z białymi paskami na bokach. Na szyi białe pióro zawieszone na rzemyku; na prawym nadgarstku rzemyki; na lewym ramieniu przepaska organizacji.
Ekwipunek : Paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa, komórka, jakieś klucze, drobniaki w kieszeniach i w zasadzie to wszystko, co mu do szczęścia potrzebne.
Fabularnie : Patrol Akatsuki | Frost.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Sro Lip 17, 2013 11:34 am

Nie przypuszczał, że strzelanina faktycznie się rozpocznie. Powinien był rozważyć, że drażnienie kogoś, kto trzymał w ręku broń nie należało do najrozsądniejszych działań. A przecież tak doskonale rozgryzał ludzką psychikę! Co mu w ogóle strzeliło do głowy? W dodatku, gdyby nie jego zdezorientowanie najpewniej nigdy nie wsiadłby na motocykl z Gilbertem. Im dłużej jechali, tym bardziej miał ochotę zsiąść z pojazdu, ale nawet dość głośny krzyk nie przebił się przez donośny dźwięk sprawnie pracującego silnika. Przez ekstremalne wyczyny na dwóch kołach, Natsume wręcz kurczowo musiał trzymać się drobniejszego od siebie chłopaka, co wcale mu się nie podobało, jednak ta wizja była przyjemniejsza od wizji jego mózgu rozbryźniętego na środku ulicy wśród rozgardiaszu dookoła.
Odczuł niemałą ulgę, gdy pojazd wreszcie zatrzymał się. Co prawda zsiadł z niego, niczym poparzony, nieomal tracąc równowagę, dopiero później wyprostował się i rzucił Salvatore'owi spojrzenie, od którego biły pokłady wściekłości i niezadowolenia. A powinien być choć trochę wdzięczny, że czarnowłosy odciągnął go od grubasa z bronią.
Ty... Naucz się, kurwa, jeździć zanim kogokolwiek w to wciągniesz ― warknął, marszcząc nieprzyjaźnie nos. Gdyby byli teraz w Otchłani, zapewne już szczerzyłby zwierzęce kły w jego kierunku, a to wcale nie zwiastowałoby niczego dobrego. Cóż, przynajmniej tam szanse byłyby jako tako wyrównane. Tutaj czuł się kompletnie bezsilny. Wobec ludzi z bronią, wobec płonących budynków, wobec wszystkiego...
„Zobacz czy kogoś nie ma w szkole!”
Mina automatycznie mu zrzedła. Przecież wcale się na to nie pisał. Już otworzył usta, by wyrazić swój sprzeciw, ale chłopak zaczął oddalać się w trybie natychmiastowym. No jak to tak?
Ej, czekaj! ― krzyknął za nim, jednak to nie poskutkowało. Jeśli Wilkowi naprawdę wydawało się, że...
Natsu, ale tam mogą być ludzie.
No co ty nie powiesz, cholerny rozsądku!
Zaklął pod nosem i spojrzał z ukosa na Akademik. Przecież to niedorzeczne, by pakować się w samo apogeum chaosu. Zaraz wszystko mogło wybuchnąć, a wtedy nie tylko zebrani w budynku byliby narażeni, ale i on. Z drugiej strony poczułby się źle, gdyby jednak zrezygnował z jakiejkolwiek pomocy. Bo a nuż mógłby pomóc...? Nie to, że zależało mu na byciu bohaterem, ale wiadomo, o co chodziło.
Zabiję go. Jak nic go zabiję.
Kurwajegomać ― wymamrotał na jednym wydechu i ruszył w kierunku szkoły, zaciskając palce w pięść. Aż pobielały mu knykcie. Więc jaki był plan? Wejść do środka i drzeć się, jak ostatni debil? Na to wyglądało. Po raz pierwszy nie czuł się bezpiecznie w obecności ognia. Zmrużył oczy, które były drażnione dymem, zaś usta i nos zasłonił na moment przedramieniem, byleby tylko ograniczyć ilość wdychanych toksyn, od których na dłuższą metę niejednemu mogło zrobić się słabo. ― HEJ! JEST TU KTOOOŚ?! ― wrzasnął, powoli kierując się przez szkolny korytarz. Przez cały czas rozglądał się uważnie, licząc na to, że dopatrzy się jakiegokolwiek ruchu.
Budynek był wielki, a czasu nie było za wiele.

Ym, doszedłem do wniosku, że raczej dziwnie byłoby od razu lecieć na dach, soł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Sob Lip 20, 2013 11:14 pm

„A POZA TYM. Ty też nie powinieneś wychodzić na zewnątrz, i co!? Przyganiał kocioł, ha!”
Chłopak mimowolnie uniósł jasną brew, aż ta zaginęła gdzieś pod falą prostej, postrzępionej na końcach grzywki. Wyglądał całkiem przyzwoicie jak na kogoś, kto miał ego większe od jakiegokolwiek dotychczas napotkanego człowieka na drodze nieszczęsnej Mio.
Wyszedłem mając powód. I to nie ja drę tak słodką buźkę na samym dachu szkoły ― rzucił, zresztą zgodnie z prawdą. Wyglądał zresztą przez moment, jakby był szczególnie zadowolony ze spostrzegawczej uwagi, jaką jej rzucił. Zaraz jednak jego twarz stężała, aż w końcu mimowolnie się skrzywił. Nie miał pojęcia, że natrafił na taką cholerną gadułę. Co z tego, że opakowanie fantastyczne, gdy w środku pustka? Hope w tym momencie zaczął się zastanawiać czy dobrze zrobił w ostatnim momencie chwytając za dziewczynkę.
Mimo to odgonił przeklęte myśli i wątpliwości, gryzące sumienie.
Plask.
Głowa niebieskowłosej odskoczyła na bok, gdy silna dłoń z rozmachem uderzyła ją w polik.
Najwidoczniej życie było mu nie w smak, skoro nawet po zamachu rzekomych terrorystów, wolał pastwić się nad bezimienną osobą, niż spieprzać, gdzie byłoby bezpieczniej i przytulniej. Skrzywienie ustąpiło miejsca kociemu rozleniwieniu, gdy kąciki ust Hope`a drgnęły ku górze, a on sam wysunął drugą rękę naprzód. Przesunął wierzchem dłoni po zaczerwienionym miejscu, układając usta w cienką linijkę, jakby już teraz chciał ją przedrzeźniać.
No co jest, kochanie? Przecież nie stawiasz żadnych oporów... żadnych... żadnych... Gdzie twoja waleczność? Gdzie te niedostępne kobiety?
Szczupłe palce zacisnęły się na wolnym nadgarstku Mio, a on sam, złączając ich usta w przymuszonym pocałunku, posłał ją na glebę, napierając sobą na jej drobne ciało. Ledwie musnął jej wargi, gdy odsunął nieco twarz i warknął cicho pod nosem.
Co jest? Przestań zaciskać usta.
Ładnie pachniał. Czymś nieokreślonym, ale delikatnym i nie drażniącym zmysłu węchu. Lodowate spojrzenie miało w sobie dziecinne iskierki rozbawienia i pewności, gdy przesuwał nogę. Dla wygody ustawił się tak, by ciężar ciała opierać na nogach, między którymi znalazła się Mio, a rękoma, wciąż móc przytrzymywać jej nadgarstki.
Ciche cmoknięcie.
Ucałował jej policzek, potem zahaczył wargami o kącik ust, niżej, żuchwa, szyja, aż w końcu zaczepił zębami o ramiączko jej bluzki.

------------------------


Noah w tym czasie spotkał się z diabelną ciszą. Chwilową. Zewsząd dobiegał jedynie trzask palącego się ognia, przełamywanych gałązek, syczenie, gdy płomienie natrafiły na wiadro z wodą. Dopiero po chwili do jego uszu dobiegł głośny hałas kaszlu. Z dymu wykuśtykał... woźny. Jego ubranie było pobrudzone, twarz czerwona jak pomidor, ręka zakrwawiona aż do łokcia, a z jego oczu, ciurkiem po policzkach spływały rzęsiste łzy.
Gdy tylko ujrzał Noaha, uniósł wolną dłoń i zaczął nią machać. Wyglądało to dokładnie tak, jakby chciał się z nim przywitać, ale jego krzyk, który rozbrzmiał dosłownie po sekundzie, wszystkim podobnym teorią zaprzeczył;
Uciekaj! ― wrzasnął, choć jego głos nie różnił się niczym od piły łańcuchowej. ― Zwiewaj, dzieciaku! Budynek zaraz się rozwali! ― Oj. To z pewnością! ― NIE ŻYJĄ! NIKOGO JUŻ TU NIE MA! SPRAWDZIŁEM! RATUJ SIĘ, DO KURWY NĘDZY!
Potknął się.
Chude cielsko runęło na ziemię.

| Ta akcja, kurde! |D TE EMOCJE! |

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Nie Lip 21, 2013 12:15 am

- ...nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć, jaki ten powód był. I nie mam słodkiej buźki, pochlebco. - Burknęła, choć doskonale wiedziała, że rumieńców, które się do niej dobrały, nie powstrzyma za nic i za wszystko. Mogła się starać, ile wlezie, ale i tak...
...a to niby za co? Jęknęła cichcem, by zaraz spojrzeć na jasnowłosego z wyrzutem wymalowanym na buźce.
- Dlaczego to zrobiłeś? Powiedziałam coś złego?
A może on nie lubił tego Hope'a? Istniała taka możliwość. Istniała możliwość, że rozwścieczył go fakt, że zbyt wielu ludzi go z nim kojarzyło i chciał się choć raz wyżyć. Znaczy, szanse były marne, ale w jej mniemaniu pozostawały bardzo, ale to bardzo wysokie. W końcu to Mio. Zawsze doierała najdziwniejsze (najbardziej debilne) scenariusze.
Chyba trochę się przeliczyła, o czym zresztą uświadczyła ją nagła zmiana nastroju młodzieńca. Sam ten paskudny wzrok mógł ją doprowadzić do płaczu, aczkolwiek zduszony jęk wyrwał się z jej gardzieli wraz z łezką z oka dopiero, gdy jej dotknął. Odruchowo zacisnęła wargi jeszcze mocniej, zgrzytając ząbkami.
"Przestań zaciskać usta."
Ani nawet myślała o tym, by choć zastanowić się nad taką ewentualnością. Nie chciała go do siebie dopuścić, za wszelką cenę broniąc się przed obrzydliwym dotykiem. Przecież, kurna, nie kierowało się wyglądem, tak? Nawet nie znał jej imienia! Dlaczego w ogóle próbował jej dotykać? Z ledwością dusiła w sobie chęć wezwania pomocy. Mógłby wykorzystać sytuację. Już i tak za wiele robił. Szkoda tylko, że jej wargi rozwarły się, by pozwolić jej coś powiedzieć, gdy znajdował się tuż przy jej ustach, choć na szczęście wyglądało na to, że jeszcze przez chwilę nie zawita w tym miejscu.
- Nie... przestań... odsuń się... daj mi... daj mi spokój... - czemu nie mogła po prostu raz a dobrze się z nim rozprawić? Do cholery jasnej. Była za słaba. Zresztą, nic nowego w jej przypadku. Tak samo, jak tempo i ilość ronionych przez nią łez, nie było czymś dziwnym. I kogo tu nazywali potworami? Chociaż cholera wie, kim on był. Grunt, że... nie po szyi, kurwa. - NIE DOTYKAJ MNIE! NIE CHCĘ! NIE CHCĘ!
Wreszcie coś, huh? Szkoda tylko, że pewnie wszyscy dookoła wyzdychali, a jej nie miał kto pomóc. No dawaj. Przemogłabyś się. Zrób cokolwiek, zanim nie zacznie dobierać się do twoich...
...ubrań?
Przesunęła wzrokiem po słabo widocznej twarzy, blond grzywce, a następie po swoim odzieniu. To miała być sekunda. Nawet mniej. W ciągu tak krótkiego okresu czasu powinna móc zrobić to kilkukrotnie. Mimo chwili wahania, w ekspresowym tempie uniosła kąciki ust, gdy gwałtownie zgięła nogę w kolanie, unosząc ją z zastraszającą prędkością, mierząc prosto w najgorsze z możliwych miejsc, w jakie można by trafić mężczyznę.
- Mówię do Ciebie w Suahili? Zabieraj ręce! Zabieraj paszczę! Odczep się! Odczep!

...ten bezsens...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Nieudany Eksperyment

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 84
AKATSUKI : Informator
Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Wizualnie dwadzieścia jeden lat.
Rasa : Wyszczekane monstrum, woof!
Wzrost i waga : 174 cm | 65 kilogramów.
Znaki szczególne : Złote oczy; wydłużone, zwierzęce kły; kompletne lenistwo; trzy srebrne kolczyki w lewym uchu; niemalże wieczne znudzenie wymalowane na twarzy, a poza tym całkiem zwyczajny z niego dupek.
Aktualny wygląd : Szeroka biała koszulka z czarnym nadrukiem, na nią narzucona czarna, skórzana kurtka. Jasnoszare jeansy, czarne trampki z białymi paskami na bokach. Na szyi białe pióro zawieszone na rzemyku; na prawym nadgarstku rzemyki; na lewym ramieniu przepaska organizacji.
Ekwipunek : Paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa, komórka, jakieś klucze, drobniaki w kieszeniach i w zasadzie to wszystko, co mu do szczęścia potrzebne.
Fabularnie : Patrol Akatsuki | Frost.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Nie Lip 21, 2013 12:41 pm

Natsume nie należał do osób o szczególnie wielkim zapale, toteż oczywistym było, że jego rezygnacja dopadnie go prędzej, niż później. Po prostu po kilku pokonanych krokach i kilku wykrzykiwanych przez siebie formułek zaczął wątpić, że spotka tu jeszcze jakąś żywą duszę. Ale mimo to brnął dalej korytarzem, przyspieszając nieco kroku, byleby jak najszybciej załatwić to, co miał do załatwienia i wyjść z budynku zanim ten mógł zawalić mi się na głowę. Mimo wszystko wolał pożyć jeszcze kilka lub kilkanaście lat.
Kaszel.
Blondyn zatrzymał się gwałtownie, mrużąc złote ślepia, by przebić się spojrzeniem przez kłęby dymu. Dopiero, gdy ujrzał mężczyznę, zdecydował się podejść dwa kroki bliżej, ale krzyki wyrywające się z jego ust ponownie zmusiły go do przystanięcia. Prawdę mówiąc w pierwszej chwili miał ochotę zabrać ze sobą nieznajomego i wycofać się do wyjścia, niemniej jednak ten nie wyglądał na zbyt wiarygodną osobę. A przynajmniej nie na taką, której chciało się sprawdzać czy ktoś nie był po prostu nieprzytomny, bo nie znał się na tym. Noah także nie miał zbyt wielkiego doświadczenia z pierwszą pomocą, a jednak dziwne przeczucie nie pozwalało mu na to, by teraz wyjść. Jakby ktoś faktycznie jeszcze mógł znajdować się w tym miejscu.
Cholera.
Dla pewności jeszcze spraw--- UWAŻAJ! ― natychmiast wyrwał się do przodu, wyciągając ręce przed siebie, ale niestety nie udało mu się w porę powstrzymać nieznajomego od upadku. Niemniej jednak szybko pomógł mężczyźnie podnieść się z ziemi. ― Niech pan idzie do wyjścia. Rozejrzę się jeszcze szybko, nic mi nie będzie ― poświadczył, choć sam nie był do końca przekonany czy to dobry pomysł. Nie mogli mu wcisnąć w łapy lepszej roboty? Mniej ekstremalnej? Podniósł się z ziemi i ruszył dalej. Wreszcie dobył do schodów i pędem ruszył na górę, choć po pokonaniu kilku stopni nogi odezwały się tępym bólem. Szlag trafiłby jego i jego słabą kondycję. Niemniej jednak, jeżeli chciał wyjść z tego cało, musiał się pospieszyć.
Rozglądał się nerwowo, krzyczał, choć po jakimś czasie brakowało mu już tchu. Kolejne piętro, następne, aż wreszcie przez brzmienie strzelających iskier i buchającego ognia, przebił się cudzy krzyk. Z niewiadomych przyczyn wydał mu się znajomy. Jasnowłosy zwolnił krok, oddychając ciężko i zaczął dokładniej nasłuchiwać. Wreszcie jego spojrzenie natrafiło na drzwi, które – zgodnie z informacją na nich – prowadziły na dach budynku. Kto był aż tak głupi, by w razie pożaru kierować się akurat na dach? Okamura ściągnął brwi i powoli uchylił ciężkie drzwi, wyglądając na zewnątrz. Chyba miał ostatnie nadzieje na to, że się przesłyszał, ale nie. Dwie sylwetki od razu rzuciły mu się w oczy. Trzeba przyznać, że ich pozycja była o tyle nieciekawa, że miał ochotę rzucić coś w stylu: „Yyy, to ja wrócę później. Nie przeszkadzajcie sobie”. Z tym, że ani jedno, ani drugie nie miało prawa go jeszcze zauważyć. Kolejną sprawą było to, że napastowana dziewczyna była... napastowana, a to było równoznaczne z tym, że sobie tego nie życzyła.
Co to za debil? ― wymamrotał do siebie pod nosem. Z trudem powstrzymał się od wrzaskliwego poinformowania ich, że się pali. Widocznie ktoś tu przed śmiercią chciał przestać być prawiczkiem, więc korzystał z ostatniej okazji. Szkoda tylko, że jasnowłosy musiał pokrzyżować mu plany. Od razu wsunął rękę do kieszeni cienkiej kurtki, chociaż nie znalazł w niej niczego pożytecznego. Musiał więc polegać na prostych przedmiotach, a jedynym z nich, który aktualnie do czegoś się nadawał były... klucze. Ściągnął usta w wąską linię niezadowolony z kiepskiego stanu swojego ekwipunku, jednakże nieznajomy wcale nie musiał mieć świadomości tego, czym jest atakowany. Natsume powali zaczął zakradać się do niego, a że umiejętność cichego poruszania się miał opanowaną do perfekcji, znalezienie się zaraz za nim i pozostanie do tego czasu niezauważonym nie stanowiło większego problemu. Później najpewniej mógł ujrzeć tylko cień rzucanej sylwetki, ale Noah szybko szarpnął go za włosy, zmuszając go do odchylenia szyi, zaś zimna stal została przytknięta do gardła nieznajomego. ― Zawsze uważałem, że desperaci powinni rozważać nad tym, by przez swoje niedociągnięcia rzucać się w przepaść. Spójrz! Jesteś na dachu, masz ku temu idealną okazję. Pewnie nie zrobi ci różnicy to, że zdechniesz teraz czy za pięć minut, więc śmiało, a ja pozwolę zabrać sobie... ― tu zerknął na dziewczynę i machinalnie wytrzeszczył oczy. ― MIO?! A ty co tu, kurwa, robisz? ― odruchowo cofnął się o krok, niemniej jednak dalej przytrzymywał oprawcę, choć pewnie ten miał więcej siły od niego.
Dzisiejszy dzień stawał się jeszcze dziwniejszy, niż sądził.

To dopiero bezsens. ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Sro Lip 31, 2013 8:58 pm

Oh, była bardziej irytująca niż się spodziewał. Niemalże cisnęły mu się na usta słowa pokroju: „nie, dobra. Weź się sama zgwałć. Ja nie mam ochoty”. Ale jak trzeba, to trzeba i w momencie, w którym jego usta, mimowolnie zakradały się na dekolt dziewczyny, poczuł tępy ból. Syknął przeciągle, a dźwięk ten przedłużył się, gdy – niespodziewanie – jego głowa poderwała się do góry i w tył, unosząc chłopaka na klęczki. Lodowe spojrzenie strzeliło piorunami i wydawało się, że lada chwila, a zrobi coś naprawdę głupiego.
Skurwiel – wyrwało mu się spomiędzy chwilowo zaciśniętych warg. Przełknął ślinę, czując na gardle bliskie spotkanie z (być może?) przyszłym bólem. Marszczył przy tym brwi i unosił delikatnie górną wargę, w wyrazie największego obrzydzenia. – Gdybym tylko mógł z pewnością...
– … powiedziałbym, że „wrócę później, nie przeszkadzajcie sobie”, ale...
– Wszyscy usłyszeli nowy głos, który drastycznie przerwał wywód blondyna. Chuda sylwetka była skąpana w ciemnym dymie. Policzki przykrył pył, dłonie były zdarte, a ze skroni, w dół, malutkim strumyczkiem spływała krwista rzeka. W dłoni trzymał pistolet, a samym sobą nie prezentował osoby, która za chwilę padnie na kolana i zacznie lamentować, bo budynek pod stopami zaczyna się zarywać. Czarnowłosy przyglądał się tej sytuacji z lekkim zawahaniem. Jakby naprawdę chciał odwrócić się na pięcie i wybiec stąd, by nie psuć im, khm, „zabawy”. Może to nieprawdopodobne, ale serio trudno się odnaleźć w sytuacji, w której jakiś woźny klepie ci tekst, z którego zrozumiesz jedynie coś w stylu: „WALI SIĘ KOŚC I STACHU! WALIĆ...”,
o, i w tym momencie to już nie zrozumiał w ogóle, bo źródło informacji wyłożyło się na chodniku, jak placek, Ale Gilbert był na tyle kulturalnym draniem, że pomógł mu wstać – znowu, facet chyba lubił być na dole – a potem przejść kawałek, by w tym momencie puścić go, nie zwrócić uwagi na to, że ten znów niebezpiecznie się zachwiał i rzucić się w kierunku szkoły.  a potem skojarzył, że ten miał na myśli coś w stylu: „Pali się, gość jest na dachu!” … kwestii z „walić” nadal nie pojął, ale chyba nie miał też na to większej ochoty. Ah, jakby tego było mało, serio ktoś był na dachu. Skąd ten kościsty skurczybyk o tym wiedział? Medium? Czyżby Salvatore spotkał Wróżbitę Macieja? Zmarszczył brwi. Naprawdę robiło się nieciekawie.
Noah... co ty robisz...? – Już prawie wymsknęło mu się: „z tym kluczami?”, ale przełknął te słowa wraz ze śliną i zdumieniem. Nie trzeba specjalnych zdolności, aby zorientować się, dlaczego urwał pytanie i gdzie spojrzał. Jego wzrok w tym momencie trafił na... co Mio właściwie robiła pod nogami jakiegoś fajansiarza?
Ty mała... – zaczął, zaciskając zęby i dłonie, ale przerwał mu głośny trzask. Oczy nagle zrobiły się większe, a Gilbert zorientował się, że atmosfera zrobiła się nieco zbyt gorąca. Spojrzał za siebie, w stronę schodów. Nie mieli zbyt wielkiego wyboru. – Szybko. Wali się! – warknął, unosząc rękę i machnąwszy nią, jakby dawał znać, by wszyscy pobiegli przodem. Ostre spojrzenie na moment skierowało się ku Natsume, ledwie musnęło twarz nieznajomego, a potem skupiło się na dziewczynie. To właśnie w jej kierunku wysunął pomocną dłoń. – Dalej.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Czw Sie 01, 2013 9:28 pm

Już nie prosiła. Nie rozkazywała. Nie lamentowała. Jedynie błagała o to, by przestał, jak gdyby już dawno zrobił coś o wiele gorszego niż pocałowanie jej. Nie chcę. Nie chcę - przewijało się w błękitnej główce. Nie jestem niczyją zabawką...
Chyba jednak była.
- Ja... naprawdę... chciałabym...
Wykrztuś to i walnij go znowu. Dodatkowo popraw, może wtedy dotrze do jego pustej głowy, że osoby twojego pokroju nie powinno się...
- ...troszkę spokoju. - Poddaję się, rzuciła do siebie w myślach, choć bardziej brzmiało to, jak komenda, niźli stwierdzenie o bezsilności. W przekonaniu o tej z kolei i ją i obecnego jej towarzysza... "rozmowy"... utwierdziły kolejno spływające po jej policzkach łzy. Twarz czerwieniała, a szklane, lalkowe ślepia zdawały się być jeszcze bardziej zrozpaczone. Nawet, jeśli nie podnosił na nią ręki - bała się. Choć nie groził jej nożem, ani nie zadawał kolejnych ciosów i nie dobierał się w tempie narwanego kocura - bolało. Chciała uciec, przy okazji jakoś go unieszkodliwiając, ale nie zmieniało to faktu, iż w dalszym ciągu nie potrafiła się ruszyć, będąc sparaliżowaną z przerażenia. Zniknij... błagam... zniknij. Droździe, spraw, żeby zniknął - modliła się w umyśle, gdy zacisnęła powieki. Cichy jęk wyrwał się z rozchylonych warg, gdy znów poczuła na sobie jego dotyk.
Oderwał się zupełnie nagle, choć nie z własnej woli. Do jej uszu dotarło brzmienie innego głosu. Dość znajomego. I jakże uwielbianego. W końcu to był...
- ...Natsume? - Rzuciła nieprzytomnie, leniwie rozchylając powieki, spod których, z kącików oczu, wciąż dostrzegalne było nikłe lśnienie. - Jestem. To... długa historia. - Odparła niejasno, choć w jej tonie dało się wychwycić zapewnienie, że jeszcze mu wszystko opowie. Ze szczegółami. Na razie jednak odsunęła się nieco od dwójki jasnowłosych i, nie zważając na to, iż jej "oprawca" miał coś do powiedzenia, ponownie rozchyliła usta. - Ale bardzo Ci...
Słowo "dziękuję" ugrzęzło w dziewczęcym gardle, gdy różnobarwne tęczówki zahaczyły o upaskudzoną twarz kogoś, na kogo naprawdę nie chciałaby tu wpaść. Od razu dostrzegła gniew w jego spojrzeniu. Od razu też rzuciła jej się w oczy szkarłatna rzeka przecinająca twarz czarnowłosego. Jego spanikowany wrzask w ogóle przestał robić na niej wrażenie. Była zbyt zajęta przerywaniem materiału góry swojego odzienia. Silne pociągnięcie, za którego sprawą powstał długi pas turkusowej szmatki, wywołało potworne dźwięki, przypominające nieco skrzypiące przy przysiadaniu nań łóżko. Zerknąwszy jednak na poranioną dłoń, delikatnie pochwyciła ją, ledwo zaciskając na rozgrzanej skórze lodowate palce, pomimo całego zmieszania podnosząc się w mig, jeśli i nie prędzej. Na moment zatrzymała go jeszcze w miejscu. Może i w tym konkretnym momencie było to najgorsze, co mogła zrobić, ale ramiona, które pędem opatuliły kark Monstrum i zapłakana twarz nie chciały o tym nawet myśleć. Zaraz jednak odsunęła się nieco, przewiązując po drodze wcześniej zerwany skrawek tkaniny przez poranioną głowę, dopiero wtedy pozwalając zarówno sobie, jak i jemu na poważną ucieczkę. Choć jego samego bardziej przymusiła. Wilcze ramię zostało o wiele za szybko pociągnięte wraz z nim samym w kierunku drzwi, gdy błękitnowłosa postanowiła ruszyć na pełnej prędkości.
- Później... później Ci wszystko wytłumaczę. - Rzuciła, przeskakując po kilka schodków na raz, ledwo łapiąc oddech. Przy okazji wskazała podbródkiem za nich, wprost na wyjście na dach, jak gdyby miało to symbolizować chłodnookiego. Rozżalone spojrzenie winnego ducha szczenięcia objawiło się również. - Ale to w domu...
Chociaż nie chcę tam więcej wracać...

...ta. Nigdy więcej pisania na telefonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Nieudany Eksperyment

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 84
AKATSUKI : Informator
Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Wizualnie dwadzieścia jeden lat.
Rasa : Wyszczekane monstrum, woof!
Wzrost i waga : 174 cm | 65 kilogramów.
Znaki szczególne : Złote oczy; wydłużone, zwierzęce kły; kompletne lenistwo; trzy srebrne kolczyki w lewym uchu; niemalże wieczne znudzenie wymalowane na twarzy, a poza tym całkiem zwyczajny z niego dupek.
Aktualny wygląd : Szeroka biała koszulka z czarnym nadrukiem, na nią narzucona czarna, skórzana kurtka. Jasnoszare jeansy, czarne trampki z białymi paskami na bokach. Na szyi białe pióro zawieszone na rzemyku; na prawym nadgarstku rzemyki; na lewym ramieniu przepaska organizacji.
Ekwipunek : Paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa, komórka, jakieś klucze, drobniaki w kieszeniach i w zasadzie to wszystko, co mu do szczęścia potrzebne.
Fabularnie : Patrol Akatsuki | Frost.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Pią Sie 02, 2013 2:42 pm

Właściwie zaczynał się we wszystkim gubić. Nie było w tym nic dziwnego, skoro zdarzenie nie miało w sobie nic z normalności. Przez cały czas starał się wieść sobie proste, bezproblemowe życie pośmiertne, a teraz przyszło mu odciągać jakiegoś zboka od swojej znajomej, która nie wiadomo jakim cudem znalazła się na dachu akademika, ani też trudno było sprecyzować to, co tu robiła. Czyste szaleństwo. Szaleństwem było też porywanie się na chłopaka, mając w swoim posiadaniu jedynie klucz, jednak to, że nieznajomy nie szarpał się, a jedynie go wyklinał, świadczyło o tym, iż jego genialny plan poskutkował.
„Jestem. To... długa historia.”
Jasne. Możesz oszczędzić mi pikantnych szczegółów. Już dość się napatrzyłem ― mruknął, marszcząc nos w wyrazie zdegustowania. Niemniej jednak wiedział, że niebieskowłosa pewnie wcale się o to nie prosiła. To z przytrzymywanym przez niego kolesiem było coś nie tak. Poza tym Noah'owi trudno było uwierzyć w to, że ta dwójka jeszcze nie zauważyła, że dym wydostający się już przez rozbite od gorąca szyby wcale nie oznaczał tego, że ktoś w pobliżu urządzał sobie grilla. ― A ty ― zwrócił się do blondyna i przy okazji szarpnął nim ― lepiej nie rób nic głupiego. Przy okazji radziłbym się stąd zwijać, jeżeli nie chcecie spło--
Nie dokończył, bo znajomy głos sprawił, że błyskawicznie przerwał swoją wypowiedź. Wzmocniwszy uścisk, w którym więził nieznajomego młodzieńca, obejrzał się za siebie, napotykając wzrokiem na Gilberta. Uniósł brwi, jakby niemo chciał spytać, co mu się stało. Trudno było przeoczyć krew i brud na jego twarzy i rękach. Zdaje się jednak, że nie mieli zbyt wiele czasu na wyjaśnienia.
Co robił?
Sam chciałbym to wiedzieć ― mruknął, wracając wzrokiem do Hope'a, po czym cofnął się o krok, pociągając go za sobą, byleby zwiększyć odległość, pomiędzy nim, a Mio, która swoją drogą stała się obiektem obserwacji czarnowłosego. Zerknął na niego, później na nią, choć w gruncie rzeczy wolał nie wiedzieć, o co dokładniej im chodziło. Uznał, że sprzeczki rodzinne, partnerskie (fuck no) – czy kimkolwiek dla siebie byli – mogli załatwić gdzieś indziej. Ale gdy otworzył usta, by podzielić się z nimi swoim trafnym spostrzeżeniem, rozległ się trzask, na którego dźwięk jasnowłosy aż poruszył się niespokojnie, choć nie mógł pozwolić sobie na puszczenie oprawcy. Przynajmniej do czasu, aż nie dostał wymownego znaku na to, że należało uciekać. Odepchnął od siebie napalonego nastolatka, który teraz musiał radzić sobie absolutnie sam i wsunął klucz z powrotem do kieszeni. Zaraz udał się szybkim krokiem za Mio, która już zdążyła wbiec do środka. Stan budynku można było porównać do piekła. Złotooki zmrużył powieki, gdy jego oczy zostały rażone gorącem. Znów zasłonił usta rękawem, przy okazji rozglądając się dookoła, byleby tylko uniknąć oberwania jakimś większym kawałkiem odpadającego tynku. Aktualnie wiele oddałby za możliwość ugaszenia pożaru. Ale nie mogło być zbyt łatwo, co?

Ta, znów „byleby było”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Pią Sie 02, 2013 7:44 pm

Szszszsszzzz...
Ogień lizał policzki, dłonie, ramiona, nogi. Był jak wścibski kundel, który nie rozumie asertywności. Można go odpędzać dłonią, kijem lub warczeć na niego, a on, choć cofnie się na ledwie sekundę i tak wraca za drugie tyle, ponownie osadzając się na cudzym ciele i natrętnie przypominając o swojej obecności. Rzeczywiście, wnętrze porównywalne było do piekła. Ostry dym szczypał w oczy, wyłudzał kryształowe łzy i zamazywał ostrość. Widok zdawał się tańczyć na tle pomarańczowych i czerwonych odcieni.
Gorąco. Gorąco. Gorąco!
Znów zaczęło się trząść. Dach zatrzeszczał, coś się połamało. Zalał ich nagle deszcz malutkich kamyków. Sufit się kruszył. Maleńka kreska, która pojawiła się w pewnym miejscu nagle rozrosła się do nieprawdopodobnie rozgałęzionej pajęczyny. Z licznych dziurek zaczął ciurkiem wylatywać piasek.
Zbyt gorąco. Zbyt gorąco...
Przed nimi rozpięło się wyjście. Cudowna wyrwa w ścianie, wielkości stada słoni. Widok miasta był co prawda przysłonięty przez dym, ale to właśnie stamtąd czuć było dopływ powietrza, które targało owym dymem na wszystkie strony, przekształcając jego formę w rozmaite wygibasy.
Jeszcze parę metrów!
Znów dźwięk przesypywanego piasku. Znów trzask upadającego gruzu. Znów jakieś sapnięcie, głośne nabranie powietrza, kaszel. Czas w takich momentach się zatrzymuje, co? Nagle sekunda zdaje się być godziną. Godzina dniem. Wyjście było już coraz bliżej, dzieliło ich ledwie parę kroków... aż wreszcie wysypali się na ulicę, zostawiając za swoimi plecami dygoczący budynek, który jakby czekał z cierpliwością na ich wyjście.
Moje płuca — warknął Gilbert, zginając się w pół. Zrobił jedynie tyle, a ziemia zatrzęsła się gniewnie, zwiastując nieuniknione. Budynek ostatni raz zatrząsł się w konwulsjach, a potem runął na glebę, płaszcząc się wraz z nią.
Gilbert potarł spocone czoło. Czuł jak drżą mu dłonie, gdy przesuwał nimi wzdłuż oczu, chcąc pozbyć się resztek łez. Przy okazji rozmazał sobie czarną smugę po twarzy. Tyle przegrać. — Wszyscy są? — zapytał, choć jego głos owiał się mgiełką wyczerpania. Biały dym wciąż buchał w górę, gdy w tle zawołały syreny radiowozów i wozów strażackich. Chłopak się skrzywił. Akatsuki nie było nielegalną organizacją i teoretycznie nie posiadała wrogów wśród policji, ale jednocześnie te dwa ugrupowania za sobą szczególnie nie przepadały. Z prostego powodu — zawsze wyrywali sobie robotę z rąk. Nie chcąc nawet o tym myśleć, wyprostował się i spojrzał w stronę Natsume, jednocześnie palcami ostatni raz dotykając... poczuł pod opuszkami materiał, chwycił go i zerwał z głowy. Musiał wyglądać idiotycznie. — Brak tego... — tu wymownie się skrzywił — wiecie kogo. Gdzie on jest?
Jak na komendę słychać było grzmot upadającej ściany. Salvatore mimowolnie spojrzał w stronę budynku. Usta zacisnęły się w cienką linię. To nie tak, że czuł się winny, ale w pewien sposób wylądowała na nim świadomość, że nie uratowali człowieka. Ludzie byli pod ochronią organizacji... tak?
Przeklął.
Niech cię diabli zeżrą, niesprawiedliwy Boże.
Noah, mamy problem. A gdy mówię „problem” mam na myśli globalny kryzys. Tylko jest pewien... jeszcze mniejszy problem.
Ten problem był śliczny, choć ubrudzony, miał długie niebieskie włosy i niewinne usposobienie. Wilk porozumiewawczo spojrzał na Mio. Naprawdę nie miał ochoty się w to wszystko bawić.
Miałaś zostać w domu. Zawsze wpakujesz się w najgłębsze bagno?
Kto to mówi, Gilbercie?
Ale mimo złości, silił się na łagodny ton. Nie chciał być dla niej niemiły.
Nie. Serio nie miał takiego zamiaru. W pewnym momencie przestał też uparcie marszczyć brwi.
Trzeba będzie ją zabrać do domu. — Tu przeniósł wzrok na Natsume. — Zajmiesz się tym. Będziesz jej eskortą, aż pod same drzwi.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Sob Sie 03, 2013 6:51 pm

Skrzywiła się, odwracając głowę na bok. Naprawdę nie musiał jej dokuczać. Naprawdę mógł się zamknąć i dać sobie spokój. Po co te durne komentarze, skoro... po prostu nie! Nie i tyle! Jak tylko będą bezpieczni, to zrobi mu taką awanturę, że... UGH.
- C-CO!? Ale ja... ja... ja naprawdę nie... ja... - Nie drocz się ze mną, Natsu - .chciała dodać, aczkolwiek słowa utkwiły jej w gardle, zresztą cholernie zeschniętym. I to nawet nie z tych śmiesznych emocji. Po prostu będąc u Soo nie zahaczyła o lodówkę i szklanki. W sumie, ciekawe, czy miał jakiś dobry soczek.
Teraz i tak nie było czasu na takie przemyślenia.
Niemal wyrwała Gilbertowi rękę, gdy tak ciągnęła go w dół schodów. Udawała silną, ale co drugi jej krok mógł być ostatnim, skoro od tej temperatury tak bardzo kręciło się w jej głowie. Błękitne włosy zafalowały, ledwo unikając zostania pożartymi przez wściekłe płomienie.
Jęknęła cicho, zataczając się tuż przy drobnym brunecie, którego dopiero co zdecydowała się puścić przodem, zaraz się o niego opierając. Tylko chwilę jednak trzymała się szczupłego ramienia, oddychając ciężko. Ciepło...
"Wszyscy są?"
- ...Hope. - Rzuciła cichutko. - Dobranoc, Hope.
Zaraz spojrzała na brata.
I zwątpiła. Może i to była tylko zwykła szmatka. Ale jednak ją wyrzucił. A chciała pomóc. Jemu byłoby przykro. Jej teraz też było.
Nie chcesz mojej pomocy...?
Udała, że nic nie zauważyła.
"Tylko jest pewien... jeszcze mniejszy problem."
- ...przepraszam, Wilczku. - Wydukała cichcem, nawet nie spoglądając na żadnego z młodzianów. Znowu poczuła się, niczym na uwięzi. Jak gdyby doczepili jej dzwoneczek i zamknęli w zagrodzie z wypalonym na tyłku symbolem albo przywiązali do słupa przed sklepem, czy do klamki drzwi, żeby za dużo nie biegała po domu. W gruncie rzeczy, nie powinna go przepraszać, chociażby przez wzgląd na późniejsze jego słowa. Choć wiedziała, że to może nastąpić, nie mogła uwierzyć, że był taki okrutny, żeby naprawdę to zrobić.
Nie... nie... nie.
- NIE! - Wrzasnęła, niemalże przerywając Wilczemu w połowie wyrazu "eskorta". Silnie pochwyciła materiał rękawa jego odzienia, wbijając w dwubarwne ślepia wzrok męczennika. - Pozwól... pozwól mi zostać! Błagam! Nie chcę wracać do domu bez Ciebie! - Spojrzenie wylądowało na pozornie dojrzalszej twarzy ich towarzysza. Nie minęła dobra chwila, a ramiona Księżniczki uczepiły się jego ręki, wtulając się w nią ze wszystkich sił. - Natsu... powiedz mu coś. Powiedz mu... chcę zostać! Zostać! Ty też chcesz zostać i pomóc, prawda? Powiedz, że chcesz! Jak Wy zostajecie, to ja też!
Nie wrzeszcz...
- Poza tym... - podjęła ponownie, zwracając się do Raymonda - ...naprawdę myślisz, że będzie mu się chciało? Ufasz mu na tyle, żeby go ze mną puścić? Lepiej, żebym poszła z Tobą, prawda~?
Czemu droczyła się z własnym bratem? W zasadzie, sama nie była przekonana. To mogła być po prostu kolejna próba uświadomienia mu, że jest przewrażliwiony, oczywiście na własny sposób, który niekoniecznie może poskutkować, aczkolwiek kto powiedział, że będzie łatwo? Najwyżej odpuści sama.
Kiedy ja nie jestem już małą dziewczynką.
Nikt nie wspominał, że ktokolwiek weźmie to pod uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Nieudany Eksperyment

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 84
AKATSUKI : Informator
Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Wizualnie dwadzieścia jeden lat.
Rasa : Wyszczekane monstrum, woof!
Wzrost i waga : 174 cm | 65 kilogramów.
Znaki szczególne : Złote oczy; wydłużone, zwierzęce kły; kompletne lenistwo; trzy srebrne kolczyki w lewym uchu; niemalże wieczne znudzenie wymalowane na twarzy, a poza tym całkiem zwyczajny z niego dupek.
Aktualny wygląd : Szeroka biała koszulka z czarnym nadrukiem, na nią narzucona czarna, skórzana kurtka. Jasnoszare jeansy, czarne trampki z białymi paskami na bokach. Na szyi białe pióro zawieszone na rzemyku; na prawym nadgarstku rzemyki; na lewym ramieniu przepaska organizacji.
Ekwipunek : Paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa, komórka, jakieś klucze, drobniaki w kieszeniach i w zasadzie to wszystko, co mu do szczęścia potrzebne.
Fabularnie : Patrol Akatsuki | Frost.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Sob Sie 03, 2013 11:16 pm

Głęboki oddech. Wreszcie mógł sobie na to pozwolić, gdy wybiegli z walącego budynku. Pochylił się, zapierając się rękami o kolana i próbował uspokoić wciąż nerwowy oddech. Różnica temperatur była przyjemna, gdy wreszcie mógł spokojnie uznać, że nie czuje się, jakby zamknięto go w piekarniku. Mieli jednak sporo szczęścia, że trafili na wyrwę w ścianie i nic nie zabarykadowało im drogi. Nadal jednak na myśl, że mogli tam utknąć i usmażyć się przysypani gruzem, robiło mu się słabo. Może śmierć miał już za sobą, ale to nie oznaczało, że był gotów na kolejną. Wciąż czuł się na to za młody. Otarł czoło z potu przy okazji samemu także doprowadzając swoją twarz do nieciekawego stanu. Jednak to była wojna, a nie wybory mis...tera roku dwa tysiące trzynaście.
Wyprostował się.
Nie widziałem, żeby za nami biegł. Zreszt-- ― urwał, gdy głośny huk wdarł się do jego uszu. Mimowolnie skrzywił się i także zerknął w kierunku budynku, z którego nie zostało już za wiele. Cóż, studenci zapewne mieli ucieszyć się z długiej przerwy od edukacji. W przeciwieństwie do Salvatore'a – Natsume nawet nie poczuł się gorzej z myślą, że nieznajomy mu blondyn zginął. Nic dziwnego, skoro szybko zdążył wyrobić sobie o nim złe mniemanie. ― Zginął, jako prawiczek. Może trafi w lepsze miejsce? ― rzucił do siebie pod nosem, pomimo tego, że nie był to czas na tego typu odzywki. Przecież sam mógł znaleźć się na jego miejscu, pozbawiony szansy na przeżycie.
„Noah, mamy problem.”
No co ty nie powiesz, pieprzony Sherlocku.
Jasnowłosy ściągnął brwi i skupił spojrzenie na czarnowłosym, by zaraz wraz z nim zerknąć na Mio. Na jego zabrudzonej twarzy zawitało powątpiewanie. Poważnie? Ludzie ginęli dookoła, a on przejmował się tylko tym, że niebieskowłosa także znalazła się tu o niewłaściwym czasie? Przecież to nie jego wina, że Amasakawa była wszędobylska i zazwyczaj spotykało się ją w dość dziwnych sytuacjach, z których ta zdecydowanie była najdziwniejsza.
A nie może zabrać się tam sama? Czy ja ci wyglądam na niań...
„NIE!”
...kę? ― dokończył nieco zażenowanym tonem. Nie sądził, że sytuacja przybierze dramatycznego obrotu. Uniósł brwi, nieco zdumiony tym nagłym wylewaniem swoich żali. Poza tym nie miał zielonego pojęcia, o co chodziło tej dwójce. Skoro tak bardzo chciał, żeby dziewczyny tu nie było – mógł to załatwić sam. jasnowłosy, pomimo tego, że znał ją już stosunkowo długo, nie czuł się na tyle przywiązany, by brać za nią odpowiedzialność. W końcu nigdy niczego jej nie obiecywał. Choć zdaje się, że ona miała na ten temat inne zdanie. ― Coś ― zmarszczył delikatnie nos, wlepiając w nią nieco karcące spojrzenie. Ta, i wymagaj tu pomocy od dupka. ― Pewnie już bez mojej pomocy zrozumiał, że chcesz zostać, a przy okazji jego słuch zdążył się pogorszyć. Mój zresztą też ― przejechał ręką po policzku, co nie było najlepszym pomysłem.
„...naprawdę myślisz, że będzie mu się chciało?”
Wciąż tu jestem ― burknął, niby to urażony. Doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej opinii patentowanego lenia, jednak nie musiała mu tego wypominać. Na moment zerknął na Gilberta, chcąc sprawdzić, jak ten zareaguje na ten emocjonalny szantaż, zaś po chwili znów przeniósł wzrok na Nocną Marę, przy czym wyraz jego twarzy już całkowicie zdradzał odmowę współpracy z dziewczyną. Zresztą, trudno, aby po tym, jak właśnie próbowała zapewnić, że nie jest godny zaufania, chciał jeszcze jakkolwiek jej pomóc. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i wywrócił oczami. ― Mmm, myślę, ze swoim jakże dojrzałym zachowaniem na pewno przekonałaś go do tego, by pozwolił ci zostać ― prychnął, by zaraz zwrócić się do monstrum: ― Nie sądzę, żeby był to dobry pomysł. Oczywiście nie mam najmniejszej ochoty odprowadzać jej do domu, jeżeli ma się drzeć przez całą drogę. Chodzi o to, że będzie przeszkadzać ― odparł spokojnie, twierdząc, że bynajmniej nie mija się z prawdą i wzruszył barkami. ― Bądźmy realistami – nie poradziła sobie z nieuzbrojonym, napalonym uczniakiem. Ale pewnie! Zabierzmy ją na spotkanie z uzbrojonymi terrorystami. Swoim kolorowym czerepem na pewno przyciągnie ich uwagę i porobi za żywy cel, a my w tym czasie zajdziemy ich podstępem, gdy być może będą już dobierać się do niej w jakimś zaszczanym zaułku ― westchnął z rezygnacją. Naprawdę liczyła na to, że ją poprze? ― Poza tym za bardzo skupiasz się na tym, żeby nie oberwała, przez co tylko ci zaszkodzi. Ale – jasne – róbcie, jak uważacie. I w ogóle wiesz co tu się, do cholery, dzieje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Nie Sie 04, 2013 9:28 am

Za co ona go, u licha, przepraszała? Że się nie słucha, a później trzeba wszystko prostować? Nigdy nie uważał swojej osoby za idealny przykład, perfekcję na jebanych nogach, ale... były jednak sytuacje, w których wykazywał więcej zdrowego rozsądku, niż na początku zakładano. Zawsze chodził uzbrojony, czujny, wręcz przewrażliwiony. Nie dałby się zająć od tyłu byle debilowi z trzeciej C.
Bynajmniej już nie.
A teraz? Teraz, na starość, przyszło mu wysłuchiwanie tłumaczeń i argumentów, które w obecnej chwili w ogóle go nie interesowały. Przez sekundę nie wziął nawet pod uwagę, by zmienić zdanie i pozwolić jej zostać. Znał ją coraz mniej i czuł się coraz mniej pewnie, ale wciąż były cechy, które u niej zostaną niezmienne. A pierwsza to ta nadpobudliwość.
W dodatku Natsu. Zęby z wściekłością zacisnęły się, aż mięsień drgnął na policzku, gdy dwukolorowe tęczówki pełne werwy wlepiły się w twarz blondyna. On naprawdę nie zrozumiał? I naprawdę nie był w stanie wykonać choć tak błahego, krótkiego polecenia? Nie kazał mu przecież przebiegać po polu minowym, rozbrajać bomby, pilotować śmigłowca z palącym się bakiem. On kazał mu odprowadzić małą dziewczynkę pod drzwi domu... i nadal był problem?
„I w ogóle wiesz co tu się, do cholery, dzieje?”
Właśnie dlatego, że wiem co się dzieje, nie mogę iść z nią. A przez nią, nie mogę ci powiedzieć. Nie jest w organizacji — wysyczał przez zaciśnięte zęby, starając się ze wszystkich pozostałych mu sił, aby nie przełamać się na pół i nie wrzasnąć na leniwego kretyna. Czy to nie było jasne? Gdyby przecież mógł, wiadomo, że wolałby wziąć dziewczynę i samodzielnie wykonać to zadanie. Ale prawdopodobnie był jedynym, który rzeczywiście dowiedział się czegoś więcej, jednocześnie nie mogąc teraz wyjawić tego światu. Bo czym? Jak? Napisać Natsume na kartce, wręczyć mu i zwiać robić swoje? Napisać mu smsa? Wziąć na stronę i wyszeptać na uszko? Litości. Prędzej będzie, jeśli to Gilbert zostanie na Ziemi, a Natsu ewentualnie do niego dołączy.
I tak nie miało go być na tym patrolu, tak?
Mio mogła być zła w tym momencie, bo wyszło jawnie, że jej zwyczajnie nie ufał. Nie w chwilach, gdy sytuacja powinna tego wymagać. Zmarszczył brwi. Wkurwiali go.
Masz ją wziąć do tej cholernej Otchłani. Czy ja cię pytałem o zdanie? — Wymownie uniósł brew. — Nie. Ale niech będzie. Nie eskortuj jej pod dom. Ty ją po prostu w jednym kawałku zawieź do organizacji. Sam ją później odprowadzę. Co do ciebie — Tu spojrzenie przeniosło się na Mio i jej buntownicze argumenty. Rzeczywiście, wrzeszcząc na środku jezdni dała o sobie genialne mniemanie. — Natsume ma racje. To dupa wołowa, ale za to nieomylna dupa wołowa.
Nie znosił przyznawać racji. Komukolwiek i w jakiejkolwiek sytuacji. W tym jednym przypadku nie czuł się jednak źle. W końcu istniały takie sytuacje, w których zwyczajnie podziela się czyjąś myśl. W przypadku Wilka było to niemalże graniczenie z cudem i dziś ten cud właśnie nastał. Ostre spojrzenie już chwilę później, cięło krajobraz. — Będziesz przeszkadzać. Spotkamy się w Akatsuki. Natsu przydzieli ci kogoś do opieki. Droga jest zablokowana. Musicie iść pieszo. Takie tam. A, jeszcze jedno. Natsu, w organizacji znajdź Boba * i powiedz, że chcesz nadajnik. Później skontaktuj się ze mną. Dam ci namiary. Sayonara.
I już szedł w stronę motoru. Idąc, przyłożył nadajnik do ust, odczekał chwilę, a później kiwnął głową, wsiadł na pojazd, szarpnął pedał i z rykiem odjechał.

* Te cudowne imiona. XD No ale dobra. Bob dobry na wszystko.
[z/t]

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Dach budynku.   Nie Sie 04, 2013 2:11 pm

Słysząc wzmiankę o ich uszach, natychmiastowo zamknęła jadaczkę, zaprzestając wydawania wszystkich dźwięków. Nie mówiąc już o tym, że przyrzekła sobie w myślach więcej nie krzyczeć. No, przynajmniej dzisiaj.
"Wciąż tu jestem."
- W... wybacz... ja tylko chciałam Ci oszczędzić wysiłku. Przepraszam... - już chciała pochwycić w dłoń jego nadgarstek. Oczywiście w ostatniej chwili udało jej się powstrzymać ten odruch, ale w dalszym ciągu trzymała nieco wyciągniętą w przód rękę, spoglądając to na jednego, to na drugiego z młodych.
Dojrzałe zachowanie, co? Sama doskonale wiedziała, że darcie ryja z jej strony nie było zbyt mądrym posunięciem. Ale to naprawdę nie jej wina, że tylko wrzaski docierały do mózgu Gilberta. A i nawet teraz nie za bardzo dawała radę go przekonać. Dodatkowo jasnowłosy nie ułatwiał jej sprawy z pozostaniem w miejscu, ale z kolei pomagał jej w spełnianiu drugiej zachcianki. Da radę. Da radę. Chwila z jednym, chwila z drugim i już.
I jaka niby dupa wołowa...?
- Nie nazywaj go tak brzydko. - Mruknęła cichcem, spoglądając na własne stopy. Jak mógł określić kogoś, od kogo czegoś oczekiwał, mianem dupy wołowej. Oczywiście, sama Mio również niekoniecznie rzucała w stronę Natsume wyłącznie uprzejmościami, ale... to nie miało takiego celu. Miało tylko zniechęcić jej brata i odciągnąć go od pomysłu, któremu była przeciwna. Przecież nie była wrogo nastawiona względem samego Okamury i... och, po prostu powinien był się zamknąć. Albo użyć lżejszego określenia.
- Będę przeszkadzać, bo jak zwykle za bardzo się martwisz. Nie potrafisz nie zwracać na mnie uwagi. Zaryzykować. Boisz się o mnie, bo wyglądam na biedną, słabą, zagubioną siero...
Po prostu spieprzył, nim zdążyła dokończyć. Warknęła cicho, zaraz spoglądając na Monstrum.
- Ja... Natsu... bo...
Już nic nie zmienisz. Po co jeszcze komentujesz?
- ...po prostu chodźmy. Nie przemówisz do niego, choćby nie wiem, co. - Niezadowolone parsknięcie towarzyszyło rozdrażnionemu brzmieniu głosu niskiego dzieciaka, który właśnie pochwycił szczupłą dłoń jasnowłosego w kościste palce, by pociągnąć go delikatnie w stronę przeciwną do tej, w którą udał się Wilk. - Przepraszam, że to tak wyszło. Nie chciałam robić Ci dodatkowych problemów i... wynagrodzę Ci to.
A na razie grzecznie zabierze się razem z nim do siedziby, grzecznie posiedzi... i już. Potem opieprzy Gilberta za to, że w ogóle ośmielił się go o to pro... rozkazać mu to zrobić.

[z/t + Noah]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dach budynku.   

Powrót do góry Go down
 
Dach budynku.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Szary Akademik-
Skocz do:  
_______________________