IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 WOF

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: WOF   Sro Lis 13, 2013 5:59 pm

„Kiedyś traktowałem ludzi dobrze.
Dzisiaj – z wzajemnością”.






Nie potrafiłem na niego spojrzeć. Przysięgam. Wtedy byliśmy nieskończonością. Ostre krawędzie przyszłości, skażona grzechem wyboista droga, brak promieni słońca i ulg. Mimo, że sumienie dusiło, byłem naprawdę szczęśliwy. Nie tak wyobrażałem sobie to spotkanie po latach, ale wciąż posiadał swój nieskazitelny urok. Na swój własny, indywidualny sposób był naprawdę uroczy.
- Więc?
I bardzo, bardzo niecierpliwy. Przerzucałem spojrzeniem od kubka, do kubka, od kawałka stołu, do kawałka stołu. Pocierałem dłonie i przegryzałem dolną wargę. Nie mogłem zdobyć się na odwagę. Teraz kiedy wreszcie się spotkaliśmy, zabrakło mi języka w gębie. Być może było to spowodowane stresem, być może tym, że intensywność jego spojrzenia bolała. Wpatrywał się we mnie nachalnie, wręcz bezczelnie. Nigdy nie potrafiłem rozczytać tego spojrzenia. Tylko ten żar. Żar gdzieś na dnie jego oczu był widoczny. To prawda, że nie ma osób niezastąpionych. Jednak tak młodzieńczego spojrzenia próżno dziś szukać. Pamiętam ten wzrok, jakby to zdarzyło się ledwie wczoraj. Irytowało.
- Chciałbym, żebyś zmienił zawód.
Udało mi się wreszcie to wydukać. Nie odpowiedział, więc wreszcie podniosłem na niego harde spojrzenie. Właściwie spodziewałem się czegoś innego. Obojętności, być może gniewu. Zamiast tego kącik jego ust drgnął, a on zaśmiał się chrapliwie. Krótko, cicho. I tyle. Znów tylko tykanie zegara w tle...
- To nie jest zabawne, Jace.
- Chcesz mi powiedzieć, że to nie był żart? Poczekaj, zaśmieję się jeszcze raz.
- Jace...
- Ale głośniej.
- Posłuchaj. Naprawdę chcę, żebyś zmienił zawód. To do ciebie nie pasuje.
- A ty?
Zamrugałem lekko zaskoczony. Prawdę mówiąc, nie wiedziałem o co mu chodziło w tamtym momencie. Ostrożność nigdy nie była moją domeną. Wolałem pakować się w kłopoty.
- To znaczy?
- Co ty robisz dla ludzi? - zapytał bardzo powoli, tonem, którego nie znosiłem. Gdy nie odpowiedziałem, odłożył do połowy pustą szklankę z wodą na bok i pochylił się nad stolikiem w moją stronę. - Dlaczego uważasz, że moja praca jest zła?
- Jace, sprzedajesz się.
Uniósł brew.
- Nie sypiam z klientami.
- Robisz za pieprzonego hosta!
Owszem. W tamtej chwili wybuchłem. Na dalsze słowa nie potrafiłem jednak odpowiedzieć. Był zbyt spokojny. Zbyt pewny siebie:
- Ja daję innym zadowolenie. A ty?
Długo milczeliśmy. Cholera, wiem, że nie byłem jego ojcem. Nie miałem prawa mu rozkazywać i dyktować decyzji. To były jego błędy. Nie mnie one dotyczyły. A jednak wstałem i wrzasnąłem na całe gardło tak, że ludzie dwa piętra wyżej spojrzeli po sobie zdziwieni. Nawet w oczach Jace'a dostrzegłem zaskoczenie. Nie mogłem mu na to pozwolić. Nie miał prawa zachowywać się jak dziwka. Żadne zadowolenie. Nie sprzedawał zadowolenia! Ja nie byłem zadowolony, więc nie sprzedawał tego, prawda?
Myślę, że moje słowa, długo jeszcze huczały mu w uszach. Wtedy, gdy wyrwały się z mojego gardła, a także później, gdy wybiegłem na ulicę. Gdy pisk aut zastąpił mi ochrypły krzyk Jace'a. Nawet teraz słyszy to felerne zdanie

Po moim trupie, Jace!

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Czw Lis 14, 2013 8:53 pm








_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Sob Lis 23, 2013 2:03 am




JFhbsvdiufgiidsgifsdf



Hate is life.


Wiem, że ona naprawdę mocno Cię kochała.




_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Pon Gru 02, 2013 12:28 am


_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Nie Gru 08, 2013 4:46 pm


Jace może też być postacią z czyjejś historii. Kolegą z klasy, agresorem, który wydłubał oko, tajemniczym gościem podrzucającym liściki z groźbami, typem, który jakoś podejrzanie kręci się wokół innej postaci. Wiadomo; taka uniwersalna jednostka.dsfsdfsd fd fs fsg dsg sfdg dfsgdfs gsdg g df
gf d
gdf g
fdg
dfgf




Toshiko Ishikawa

Gdyby można kogoś posądzić o popadanie w skrajności, to z pewnością Jonathana Wo`olfe'a. O ile wystarczy mu samo spojrzenie, aby wrzucić do wora z wrogami nieszczęsnego, przeciętnego zjadacza ryżu/chleba, o tyle przyjaciół poszukuje, chyba tylko za pomocą szczęścia i sobie znanych metod. Dotychczas bez większych rezultatów. Na dobrą sprawę bez jakichkolwiek rezultatów. Jak to jest, że gdy usilnie próbujemy coś znaleźć, nigdzie tego nie ma? Jednak człowiek – nie igła. Nie zaginie. Z tą też myślą nastał nowy dzień. Dziwny dzień. Dziwny dlatego, że w jednej chwili siedział i dusił w sobie odruchy przeczyszczające żołądek, a w drugiej właściwie go nie było. Do teraz nie bardzo pamięta, jak dowlókł się do mieszkania nieznajomej, jak trafił do jednego z pokoi, jak na nią warczał, bluźnił i wyklinał od największych szumowin, na jakie można się napatoczyć. Wydawać by się mogło, że lada chwila, a rzuci się jej do gardła. W rzeczywistości Jace potrzebuje wielu męczących lat, aby przekonać się do kogoś na tyle, by pokładać w nim wszelakie zaufanie i nadzieje. Socjal udało się go oswoić w parę tygodni. I to do tego stopnia, że zaczął ją traktować jak osobę o nadzwyczaj cennej wartości. Kocha ją. Żywi do niej niepojęte dla siebie – silne – uczucie. Na swój własny, indywidualny, trochę dziecięcy sposób, ale do tego stopnia, by słuchać jej poleceń i dawać się karać. Z powodu więzi, która niepostrzeżenie ich połączyła, traktują się niemalże jak rodzeństwo czystej krwi, choć niektóre gesty Jonathana zmierzają w podłym kierunku.






_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Pon Gru 09, 2013 5:14 pm

INFORMACJA.
Osoby chętne na jakiekolwiek relacje zapraszam na pw (gg, sb, whatevah). Czasami nawet lepiej już z góry ustalić kim dla siebie są postacie, aby nie wyszło zbyt sucho i sztampowo. Ogólnie jestem otwarty na wszystkie propozycje. Jace ma już ponad 1000 lat, trzyma się całkiem nieźle i... mógł mieć tak zawiłe, splątane i wywalone w kosmos powiązania z innymi postaciami, że łojezu, padajcie narody. Jedyne czego nie przyjmuję to rodziny i przyjaciół z lat, gdy był człowiekiem. Bo ci są już z góry ustaleni w historii. Nie chcę też robić z postaci mistera pierdoły, który przez wszystkich wokół jest ratowany. /x
Jace może też być postacią z czyjejś historii. Kolegą z klasy, agresorem, który wydłubał oko, tajemniczym gościem podrzucającym liściki z groźbami, typem, który jakoś podejrzanie kręci się wokół innej postaci. Wiadomo; taka uniwersalna jednostka.





ﻶ Toshiko Ishikawa vel. Pasożyt
Gdyby można kogoś posądzić o popadanie w skrajności, to z pewnością Jonathana Wo`olfe'a. O ile wystarczy mu samo spojrzenie, aby wrzucić do wora z wrogami nieszczęsnego, przeciętnego zjadacza ryżu/chleba, o tyle przyjaciół poszukuje, chyba tylko za pomocą szczęścia i sobie znanych metod. Dotychczas bez większych rezultatów. Na dobrą sprawę bez jakichkolwiek rezultatów. Jak to jest, że gdy usilnie próbujemy coś znaleźć, nigdzie tego nie ma? Jednak człowiek – nie igła. Nie zaginie. Z tą też myślą nastał nowy dzień. Dziwny dzień. Dziwny dlatego, że w jednej chwili siedział i dusił w sobie odruchy przeczyszczające żołądek, a w drugiej właściwie go nie było. Do teraz nie bardzo pamięta, jak dowlókł się do mieszkania nieznajomej, jak trafił do jednego z pokoi, jak na nią warczał, bluźnił i wyklinał od największych szumowin, na jakie można się napatoczyć. Wydawać by się mogło, że lada chwila, a rzuci się jej do gardła. W rzeczywistości Jace potrzebuje wielu męczących lat, aby przekonać się do kogoś na tyle, by pokładać w nim wszelakie zaufanie i nadzieje. Socjal udało się go oswoić w parę tygodni. I to do tego stopnia, że zaczął ją traktować jak osobę o nadzwyczaj cennej wartości. Kocha ją. Żywi do niej niepojęte dla siebie – silne – uczucie. Na swój własny, indywidualny, trochę dziecięcy sposób, ale do tego stopnia, by słuchać jej poleceń i dawać się karać. Z powodu więzi, która niepostrzeżenie ich połączyła, traktują się niemalże jak rodzeństwo czystej krwi, choć niektóre gesty Jonathana zmierzają w podłym kierunku.

Fabularnie:
Jezioro Calenhad.





ﻶ Nathaniel Levittoux
Jak to mawiają – przypadki chodzą po ludziach. Po Jonathanie przebiegło coś znacznie gorszego, ale jak na zwłoki ruszał się znakomicie. Szczególnie tej pamiętnej nocy, kiedy cudem wyrwał się z łapsk brutalnych prześladowców. Ledwo żywy; bez nogi, ręki, ucha, brzucha... przesadzam. Tak czy siak, mając mniej więcej wszystko na swoim miejscu, powoli schodził jednak z tego świata, na skutek zbyt obfitych krwotoków. Nie wiedzieć jak znalazł się w ciemnym zaułku, kryjąc się przed napastnikami. Prawdopodobnie dawno wąchałby stokrotki od ich mniej urodziwej strony, gdyby nie pewien przechodzeń. Los widocznie uśmiechnął się do wilka – postawił przed nim najprawdziwszego anioła. W dodatku takiego, w którego interesie leżało przeżycie Jace'a i jego zakichanego podejścia do świata. Podejścia, które z samej natury kazało mu nie znosić natarczywej obecności skrzydlatego. Jeśli ktokolwiek myślał, że komuś pokroju Nathaniela, łatwo jest wybić z głowy pracoholizm, to poziom jego pomylenia przechodzi ludzkie pojęcie. Zresztą... jak tu właściwie zmusić anioła, aby przestał być stróżem?

Opis tymczasowy!






ﻶ Lucky
Ekhm. Najstarsi górale tego nie wiedzą.







Fabularnie:
...





ﻶ Leila
Podejrzana nieznajoma.











ﻶ Aya Adrich
Sh.







Fabularnie:
...





ﻶ Arthur Adrich
Kuzynaszek.







Fabularnie:
Bar





ﻶ Gabriella Hachika Kouroshita
Pisze się.











ﻶ  Shirai Ui
Ewidentnie na odstrzał.







Fabularnie:
...





ﻶ  ???
Gość, co dał Arthurowi teczkę.







Fabularnie:
Bar





ﻶ  Lentaros
Boom.







Fabularnie:
Bar





ﻶ  Szakal
...







Fabularnie:
...





ﻶ  Caro
...







Fabularnie:
Bar





ﻶ  ...
...







Fabularnie:
Byłoby ciężko...


_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Pon Gru 09, 2013 9:45 pm

-------------------------W-SKRÓCIE-------------------------

Człowiek musiał_ p o p s u ć_trochę swoją naturę,
bo nie rodzi się wilkiem – a jest wilkiem.


Godność: Jonathan Charles Wo`olfe.
Pseudonimy: Wilk (wilk, wilczy, wilczur, wilczarz), Jace, J.C., Charlie.
Płeć: mężczyzna.
Wiek: 1013, wizualnie 1820.
Orientacja: biseksualny.
Zawód: łobuz, złodziej, przywódca DOGS, zaopatrzeniowiec, czasem pomoże w barze u Boba.
Miejsce zamieszkania: Desperacja, tereny organizacji DOGS.
Organizacja: DOGS.
Rasa: wymordowany.
Rangi: Level E, Wilczur.
Moce (artefakty): biokineza (zamiana w wilka), przywołanie „cieni”, wampiryzm.
Umiejętności: zwiększona tężyzna (podniesiona sprawność fizyczna; zręczność, szybkość, siła etc.),  wyostrzone zmysły, zwiększona czujność, umiejętność posługiwania się bronią palną, akrobatyka, szpiegostwo (działanie „w ukryciu”).  
Słabości: brontofobia (na niewielkim poziomie zaawansowania, ale zawsze to jakiś niepokój); samookaleczenie; alkohol, narkotyki; beznadziejny kucharz; wstręt do dzieci (zaawansowane stadium); wyczulone zmysły; wstręt przed cudzym dotykiem; wstręt do słodyczy; nienawiść do Władzy (zaawansowane stadium); syndrom wiernego psa (jego przywiązanie i lojalność przekraczają momentami poziom dobrego smaku); nie widzi na lewe oko; słabość do zwierząt; nie znosi tłumów; magnes na wrogów, tarapaty i brzydkie kobiety; (chorobliwie) zazdrosny o Misao.
Aparycja: brzydki; masa blizn, poparzeń, zadrapań rozsianych na całym ciele; białe, przydługie włosy, o wiecznym rozczochraniu; grzywka opadająca na oczy, mocno postrzępiona; pojedyncze, czarne pasemko; heterochromia (lewe oko żółte; prawe oko niebieskie); intensywna barwa tęczówek; wydłużone kły; 182 cm. wzrostu; widoczna niedowaga; wilcze uszy i długi ogon; na lato wychodzą mu piegi.
Charakter: zachowuje się jak szczuty kundel.
Dodatkowe: ... loading.




-------------------------KARTA-POSTACI-------------------------



------------
I don't mind my own self-loathing
And I don't need help from you
I know I'm lonely, but what am I supposed to do?
With all my coldest memories of you?
I know I'm angry...
------------
Rok 3001, Tokyo

Nazywam się Garet Graves. Przyjaciele od zawsze wołali na mnie Levi. Było nas dużo, ale się dogadywaliśmy. Razem z tym nowym, cała trzynastka. Teraz to już nieważne. Tak widocznie musiało być, choć ja od wieków błagałem Boga, aby oszczędził nam tego dnia. Nie ma już trzynastu roześmianych dzieciaków. Dorośliśmy. Niektórzy wyjechali do innych krajów, założyli rodziny, zajęli się karierą albo pasją. Nie zapomnieli o domku na drzewie, w którym bawili się w piratów - w ciemnym pokoju płaczą nad wspomnieniami, które nigdy się nie powtórzą. Wiem, że gdzieś daleko na zachodzie, Spike siedzi teraz w swojej kawalerce i patrzy na zwisający z sufitu worek treningowy, że gdzieś tam, za morzem, znajdują się te cudowne, wiecznie roześmiane i nierozłączne bliźniaczki, że trzymają się za ręce i patrzą w ten sam księżyc co ja; że książę, wraz ze swoją wybranką, próbuje uspokoić rozwrzeszczane dziecko, trzyletniego Davida i choć nie pamięta o nas tak jak powinien, na biurku stoi wyblakłe zdjęcie ze zgrają utopionych w błocie łobuzów; Angelina w tym momencie flirtuje z kolejnym baranem, ale w komórce to my górujemy na liście jej kontaktów i nigdy nie pomyślała o tym, by usunąć nas stamtąd, choć nie rozmawialiśmy od lat. Hime zapewne przymierza kolejne sukienki, koronkowe i proste, białe i czerwone, przypatruje się sobie w lustrze, ocenia uroczą twarz dziecka, która tak niewiele się zmieniła od czasu, gdy razem z bandą „obleśnych chłopaków” biła się na papierowe miecze. Widziałem Game'a w gazecie. Tym razem trafił za kratki, za kolejne włamywanie się do cudzych PC'tów. Leży na twardej więziennej ławie, patrzy w szary sufit i przypomina sobie chwile, gdy to od niego zależało, jak potoczą się nasze dalsze losy. W ciasnym pokoju, zakurzonym i nieważnym, siedzi Colin, dookoła niego zabrudzone książki, jedną trzyma w dłoniach. Ale nie myśli teraz o literkach, o słowach, formułkach. Myśli o tym, jak dzięki niemu dostawaliśmy piątki i szóstki z wypracowań, jak próbował uczyć nas matmy, jak my pokazywaliśmy mu uroki footballu. Na samą myśl o tym, w sercu pojawia się głaz. Ciężki i nie do wyrwania. Będzie ciążyć już na zawsze, bo wspomnień nie da się wymazać. Wszyscy o tym pamiętamy. Bez wyjątku. Nawet Mori, nasz wieczny introwertyk. Leży w łóżku, sam, bez przyjaciół, choć nie do końca. Nie jesteśmy przy nim cieleśnie, jesteśmy duchowo. Patrzy w okno, bo u niego teraz wstaje już dzień. Daleko wyjechał, ledwo się z nami żegnając. Zaraz będzie wstawać, będzie szedł do pracy, by spotykać ludzi, których nienawidzi w pracy, która go denerwuje. Nie on sam płaci za grzechy. Zero w zeszłym tygodniu odważyła się wreszcie wyjść z pokoju. Oślepiona, zapłakana, zmarznięta. Nie od zimna wokół, ale od chłodu, który zagościł gdzieś w środku, głęboko wewnątrz niej. Bo pamięta te chwile, gdy Spike stawał za nią murem, gdy Jace chwytał ją za rękę i ciągnął za sobą, do sekretnego miejsca, które znaliśmy tylko my. W końcu ja i Francesca. Siedzę nad brzegiem jeziora, nad które zawsze chodziliśmy. Tutaj nic się nie zmieniło. Woda wciąż ta sama, na drugim brzegu stara, spróchniała łódka, w której niejednokrotnie się bawiliśmy. Parę wierzb pochyla się w płaczącym geście, wyciągając gałęzie ku wodzie. Molo nadal trochę niebezpieczne, ale używane. Już nie przez trzynaście par butów. Teraz tylko jedna nie boi się postawić tu nogi. Siadam zawsze na samym końcu i patrzę w dal, na tę samą łódkę. I myślę o sobie, jak o liderze, o silnym Spike'u, o pysznym księciu, rozpieszczonej Hime, milczącym Morim, roześmianych Flynelle i Alessandrze, zboczonym Game, mądralińskim Colinie, nieśmiałej Zero, dziwacznej Angelinie i o nich. O mojej zmarłej, ukochanej siostrzyczce i jej świeżo upieczonym chłopaku, Hope.
Tęsknię za nimi wszystkimi.
Szalenie.

I dziś opowiem nie o osobie, która była mi najbliższa. A o największym wrogu jakiego miałem. Był draniem i kłamcą. Był moim najlepszym przyjacielem.

Od czego zacząć?


------------
If you live your life with no tomorrows
Every day is just a road to sorrow
------------
Rok 2004, Londyn
[/b]

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Nie Gru 15, 2013 5:12 pm























_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Sob Mar 29, 2014 8:55 pm

Uwaga, nieznajomy!
Jest coś, o czym muszę ci powiedzieć, nim zabrniesz za daleko i szczerze tego pożałujesz... Nachyl się, nikt inny nie może tego usłyszeć! To informacja ściśle tajna, która może ci pomóc w dalszych etapach twojego życia. Otóż... chodzi o to, że gdy już rozwiniesz spoiler i zaspokoisz swoją grzeszną ciekawość to z łaski swojej później zwiń je z powrotem, gdyż tekst skacze poza linię, wchodzi mi na podpis i ogólnie wygląda jakoś niespecjalnie zacnie. Dziękuję.

Spoiler:
 

The fuckin' wolf
Wings are a symbol of freedom
for those who have none.


Dzień 1.

Znużony. Byłem bardzo znużony. Codziennie to samo, rutyna niemalże wbijała się w moje szanowne cztery litery, usadzone na równie szanownym fotelu. Codziennie rano wstawałem, chwytałem za nieskazitelnie białą koszulę, zakładałem spodnie, jadłem śniadanie, wychodziłem do pracy. Tutaj znów to samo. Te same twarze, te same fałszywe gesty, uśmiechy bez pokrycia, słowa uznania, które nigdy nie powinny opuścić spękanych ust. Doktor. Doktor. Doktor. To tak miło brzmiało. „Panie Doktorze, czy mógłby pan?” — pytano mnie co chwila, a ja tylko uśmiechałem się, dyktowałem wszystko co trzeba, czasem coś podpisałem i szedłem dalej wąskim, białym korytarzem. Co dzień czułem ten sam zapach środków czystości, te same zapachy starych bywalców szpitala. Tak. „Doktor” brzmiało bardzo ładnie... dobre siedem... może już osiem lat temu, gdy jako dzieciak biegałem z kolegami po ruinach starej fabryki. Niejednokrotnie któryś się przeciął, inny zadrapał, dziewczyny chwytały mnie za ramię i piszczały, że boli je zwichnięta kostka. A ja byłem dumny, że potrafiłem temu zaradzić, bo pokładali we mnie nadzieje i ja je spełniałem. Mój ojciec był lekarzem, ja jestem lekarzem. Lekarze są lekarzami. Wszystko brzmi w porządku. Sęk w tym, że w pewnym momencie taka fucha zaczęła mi ciążyć, zapragnąłem czegoś pikantniejszego (blond piękność, siostra Dolores, już mi się znudziła).
Los w końcu się do mnie uśmiechnął, a ja odpowiedziałem mu tym samym, chwytając za kościstą rękę. „Będziesz miał swoją pikantność”, pomyślałem sobie z dumą, gdy przyjmowałem propozycje pracy w najbardziej cenionym ośrodku leczniczym jaki znajdował się na terenach Miasta-3. Później ewoluowałem w... naukowca. Nie byłem tego pewien, ale słysząc o stawkach, zgodziłem się natychmiast. Głupi byłem, ale kasa podcięła mi nogi. Nie myślałem, bo nie musiałem myśleć. Była tylko jedna zasada: ani mru mru. Nic prostszego. Zresztą... czy ja coś powiedziałem? Nie.
A jednak i tutaj odczuwałem znużenie. Cóż, pewnie nie powinienem mówić o tym głośno, wszak Świat-3 to tylko chwiejąca się konstrukcja wielkiego gówna, ale... no, właśnie. Tak naprawdę S.SPEC niewiele może, władza wyślizguje im się z rąk. Nie poradziliby sobie, bo i już wtedy nie byli w stanie wiązać końca z końcem. Od tego mieli jednak nas. „Znajdźcie rozwiązanie na tę zarazę!” Wrzasnął mi kiedyś w twarz jeden gościu. Przez pierwsze trzy sekundy nie wiedziałem, czy skupić się na jego spojrzeniu czy ślinie, która niczym woda ze zraszacza leciała w moim kierunku. Skrzywiłem się, pokiwałem głową, bo pyskowanie źle się kończyło, gdy rozmawiałem z sepleniącym „szefem”, a później wziąłem się do roboty.
I wtedy przestałem być znużony. Trafił mi się wyjątkowo dziwny przypadek. Chodzi o to, że zwykle po wejściu do pomieszczenia, w którym — EKHEM EKHEM! — byli pacjenci, chwilę później dosłownie z niego wylatywałem. Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał, że fucha naukowca, to łatwa sprawa, to gówno wie. Najpierw trzeba do tego pacjenta jakoś podejść, uśmiechnąć się (standard), zapytać o zdrówko, sprawdzić stan psychiki (główny standard) i takie inne rzeczy, których nienawidziłem, ale czasami pomagały mi w nawiązaniu kontaktu z pacjentami, którzy uznawali mnie za obiad. A on? Nacisnąłem klamkę, uchyliłem żelazne drzwi. Jak zawsze oślepiła mnie biel ścian. Zasyczałem, zmrużyłem oczy i wszedłem głębiej, przygotowując się na ewentualne odparcie ataku. Nic. Kolejne parę kroków w głąb... nadal nic. Westchnąłem. Byłem pewien, że ktoś się pomylił, dali mi zły pokój, namiary nie te, piętro pomyliłem, ale... wtedy go zauważyłem. Siedział tam. Za drzwiami. Ot, w kącie. Na ziemi. Po prostu.
Siedział, oparty o ścianę. Jego długie ręce zwisały bezwładnie wzdłuż ciała, jedna z dłoni spoczęła na chudym brzuchu, unoszącym się delikatnie w górę... w dół... w górę... znów w dół... Światło przestało mnie tak razić. Nagie nogi były jasnej karnacji. Jedna wyciągnięta przed siebie, druga zgięta w kolanie, oparta o tą samą ścianę, o którą opierała się również głowa. I to ona wydawała mi się najciekawsza (co tu kryć). Nie widziałem twarzy. Cóż, nie mogłem jej po prostu ujrzeć. Gęste, rozczochrane włosy buntowniczo opadały na czoło i przysłaniały oczy... ba, połowę nosa i znaczną większość policzków również! Każdy kosmyk był innej długości, poszarpane kudły walały się w prawo i w lewo. Bez ładu, składu, bez kierunku i bez sensu. Niżej znajdowały się usta. Zza łagodnie rozchylonych warg czyhały na mnie przydługie kły, ostre jak wystawa noży. Nie bałem się.
Spał.
Po prostu. No, nic prostszego, cholera. Spał sobie. Ja tu wszedłem, niemalże z buta, a on śpi. Zero reakcji. Westchnąłem ciężko, podnosząc rękę, w której trzymałem plik kartek w cienkiej teczce. Otworzyłem ją. Pierwsza karta nie wywarła na mnie większego wrażenia. Jakieś cyferki, parę liczb. Numer obiektu. Nic nadzwyczajnego. Dalej było już jednak coraz ciekawiej. Przerzuciłem kartkę, spojrzałem w pole, w którym powinno widnieć nazwisko. Zamiast tego duży zawijas układał się w pytajnik. Gdy przesunąłem spojrzeniem niżej — to samo. Imię, schorzenia, choroby przewlekłe, fobie, umiejętności, stan psychiczny i fizyczny. Wszystko oznakowane takim samym wywijasem, który po pewnym czasie zaczął mnie bardziej irytować, niż zastanawiać. Jedyne co było uzupełnione to fakty, które nawet idiota by stwierdził. Ot,
mężczyzna, według rubryki mierzył 182 centymetrów, a waga wahała się w od 65 do 70 kilogramów, czyli szczupły. Nie to jednak było dla mnie istotne. Nie spodziewałem się, że są sprawy, które wyrwą mnie siłą z rutyny, pozwalając na choć chwilowe pochłonięcie przez pracę. Od wielu lat nic takiego nie miało miejsca. Cóż, od kiedy umarła moja ukochana, trochę się podłamałem i z wesołego chłopaczyny, przemieniłem się w marudę, jakiego świat nie widział. I pierwszy raz od wielu lat ten maruda miał na twarzy wyraz zastanowienia. Do trzeciej kartki, z napisem „obserwacje”, spinaczem doczepiono zdjęcie eksperymentu. „1015141198114 2115151265 nie zwraca uwagi na doktora S.G.Hethligha” — widniało po lewej stronie zdjęcia. Zdjęcia, które w pewien sposób wzbudzało również mój niepokój... cóż. Z małego, prostokątnego obrazeczka patrzył na mnie... to nie był człowiek. Oczywiście, że nie. Pracowałem z samymi wymordowanymi, ale doprawdy, większość z nich nie posiadała takiego wyrazu twarzy, jaki miałem przed sobą. Widziałem delikatnie uniesione w uśmiechu usta, jasną (ale nie bladą) cerę, roztrzepane białe włosy (to już wiedziałem) i... wreszcie ujrzałem oczy. Oczy były dziwne. Spoglądały na mnie z pogardą, wrogością, z jakimś tajemniczym dzikim blaskiem. Ich powaga i bystrość mnie trochę dobijały. Poza tym dobijała mnie jeszcze nieznośna myśl, że te oczy nie należą do człowieka. Widziałem heterochromię u tak wielu... u zbyt wielu, chciałoby się rzec, a jednak tu było coś, czego jeszcze nie spotkałem. Lewe oko, o barwie bezchmurnego, letniego nieba o intensywnym kolorze. Piękne, hipnotyczne, niebezpieczne. Jak ocean, do którego włoży się rękę i... nagle wypadnie się z łódki. Głębokość wody zabija, gdy nie potrafi się pływać. Ja nie potrafiłem. Nieznośne spojrzenie. Drugie oko, wyglądało jakby żywcem wepchnięto je pacjentowi w oczodół, bo tak różnych źrenic nie dane mi było jeszcze ujrzeć. Pośrodku oceanu płynnego złota, znajdowała się mała, czarna wysepka. Źrenica tak niewielka, tak podatna na światło, na najmniejszy ruch tła. To było takie...
Wrzasnąłem.
Nagle, niespodziewanie. Czułem jak serce podchodzi mi do gardła, jak obija się od jego ścianek jak wściekła mucha, uderzająca o szybę. Szelest upadających kartek, które rozsypały się paletą po białej podłodze. Mój wystraszony wzrok padł na chłopaka. Trzymał mnie za dłoń. Jego uścisk był silny i brutalny. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nie pamiętam zbyt wiele. Jedynie błysk jego kłów, warkot wilka i... te cholerne oczy.
Utonąłem.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: WOF   Nie Cze 22, 2014 1:30 am

Nazywam się Garet Graves. Przyjaciele od zawsze wołali na mnie Levi. Było nas dużo, ale się dogadywaliśmy. Razem z tym nowym, cała trzynastka. Teraz to już nieważne. Tak widocznie musiało być, choć ja od wieków błagałem Boga, aby oszczędził nam tego dnia. Nie ma już trzynastu roześmianych dzieciaków. Dorośliśmy. Niektórzy wyjechali do innych krajów, założyli rodziny, zajęli się karierą albo pasją. Nie zapomnieli o domku na drzewie, w którym bawili się w piratów - w ciemnym pokoju płaczą nad wspomnieniami, które nigdy się nie powtórzą. Wiem, że gdzieś daleko na zachodzie, Spike siedzi teraz w swojej kawalerce i patrzy na zwisający z sufitu worek treningowy, że gdzieś tam, za morzem, znajdują się te cudowne, wiecznie roześmiane i nierozłączne bliźniaczki, że trzymają się za ręce i patrzą w ten sam księżyc co ja; że książę, wraz ze swoją wybranką, próbuje uspokoić rozwrzeszczane dziecko, trzyletniego Davida i choć nie pamięta o nas tak jak powinien, na biurku stoi wyblakłe zdjęcie ze zgrają utopionych w błocie łobuzów; Angelina w tym momencie flirtuje z kolejnym baranem, ale w komórce to my górujemy na liście jej kontaktów i nigdy nie pomyślała o tym, by usunąć nas stamtąd, choć nie rozmawialiśmy od lat. Hime zapewne przymierza kolejne sukienki, koronkowe i proste, białe i czerwone, przypatruje się sobie w lustrze, ocenia uroczą twarz dziecka, która tak niewiele się zmieniła od czasu, gdy razem z bandą „obleśnych chłopaków” biła się na papierowe miecze. Widziałem Game'a w gazecie. Tym razem trafił za kratki, za kolejne włamywanie się do cudzych PC'tów. Leży na twardej więziennej ławie, patrzy w szary sufit i przypomina sobie chwile, gdy to od niego zależało, jak potoczą się nasze dalsze losy. W ciasnym pokoju, zakurzonym i nieważnym, siedzi Colin, dookoła niego zabrudzone książki, jedną trzyma w dłoniach. Ale nie myśli teraz o literkach, o słowach, formułkach. Myśli o tym, jak dzięki niemu dostawaliśmy piątki i szóstki z wypracowań, jak próbował uczyć nas matmy, jak my pokazywaliśmy mu uroki footballu. Na samą myśl o tym, w sercu pojawia się głaz. Ciężki i nie do wyrwania. Będzie ciążyć już na zawsze, bo wspomnień nie da się wymazać. Wszyscy o tym pamiętamy. Bez wyjątku. Nawet Mori, nasz wieczny introwertyk. Leży w łóżku, sam, bez przyjaciół, choć nie do końca. Nie jesteśmy przy nim cieleśnie, jesteśmy duchowo. Patrzy w okno, bo u niego teraz wstaje już dzień. Daleko wyjechał, ledwo się z nami żegnając. Zaraz będzie wstawać, będzie szedł do roboty, by spotykać ludzi, których nienawidzi w pracy, która go denerwuje. Nie on sam płaci za grzechy. Zero w zeszłym tygodniu odważyła się wreszcie wyjść z pokoju. Oślepiona, zapłakana, zmarznięta. Nie od zimna wokół, ale od chłodu, który zagościł gdzieś w środku, głęboko wewnątrz niej. Bo pamięta te chwile, gdy Spike stawał za nią murem, gdy Jace chwytał ją za rękę i ciągnął za sobą, do sekretnego miejsca, które znaliśmy tylko my. W końcu ja i Francesca. Siedzę nad brzegiem jeziora, nad które zawsze chodziliśmy. Tutaj nic się nie zmieniło. Woda wciąż ta sama, na drugim brzegu stara, spróchniała łódka, w której niejednokrotnie się bawiliśmy. Parę wierzb pochyla się w płaczącym geście, wyciągając gałęzie ku wodzie. Molo nadal trochę niebezpieczne, ale używane. Już nie przez trzynaście par butów. Teraz tylko jedna nie boi się postawić tu nogi. Siadam zawsze na samym końcu i patrzę w dal, na tę samą łódkę. I myślę o sobie, jak o liderze, o silnym Spike'u, o pysznym księciu, rozpieszczonej Hime, milczącym Morim, roześmianych Flynelle i Alessandrze, zboczonym Game, mądralińskim Colinie, nieśmiałej Zero, dziwacznej Angelinie i o nich. O mojej zmarłej, ukochanej siostrzyczce i jej świeżo upieczonym chłopaku, Hope.
Tęsknię za nimi wszystkimi.
Szalenie.

I dziś opowiem nie o osobie, która była mi najbliższa. A o największym wrogu jakiego miałem. Był draniem i kłamcą. Był moim najlepszym przyjacielem.

Od czego zacząć?

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: WOF   

Powrót do góry Go down
 
WOF
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 

 :: archiwum
-
Skocz do:  
_______________________