IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 mała historyczna Sala Spinelowa

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Matthew
Cukierkowy Rozrabiaka

avatar

Male Dołączył : 06/06/2013
Liczba postów : 16
Godność : Matthew B. Dean
Wiek : Czy to jest ważne?
Rasa : Być może człowiek.
Orientacja : Heteroseksualnny
Wzrost i waga : metr osiemdziesiąt cztery/ sześćdziesiąt siedem kilogramów
Partner : Khm... *wzdech* Czy tylko on nie ma tutaj nikogo?
Pan/Sługa : Jeszcze do tego nie doszło! Być może nie dojdzie, nie wiadomo, o.
Znaki szczególne : Kudłaty okularnik w wieku chrystusowym.
Aktualny wygląd : Koniec z karami dla żołnierzy, którzy poza jednostką chodzili w polowych mundurach. Od 2 maja wchodzi w życie rozporządzenie ministra obrony narodowej zmieniające zasady noszenia umundurowania. Ubiera się bardzo staro modnie, czyli głownie nosi mundur militarny ze szkoły wojskowej jeszcze z czasów XIX.
Ekwipunek : Portfel z różnymi rzeczami, np. Pieniądze, rachunki, dokumenty potrzebne do lekarza itd. Nosi też przy sobie paczkę papierosów.
Inne : Zawsze nosi ze sobą swoją katanę "Deisy", która towarzyszy mu od wszelakich czasów jego życia.
Obrażenia : Jest całkowicie zdrów
Multikonta : ~ Może na starym False ~
Fabularnie : ~ Wolny niczym ptak ~

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sro Sie 14, 2013 8:10 am

Nim zdążył się zorientować w całym przedstawieniu, to chłopek mu nagle zemdlał... Jakim prawem? Miał się chwilę jeszcze pobawić z nim, a potem zająć się malutką Suzan, jednak widać było wręcz, że swój plan będzie musiał wcieli nieco szybciej niż przewidywał, lecz czemuż akurat taki moment sobie wybrał na mdlenie? Za obserwował natychmiastową zmianę wizerunków u obłąkanego muzyka sprawiającego niespokojna duszyczkę, która czekał żeby tylko wyjść na światło dzienne i ukazać nam coś złego, ale co? Zagadką tą będzie zajmować się nieco później, teraz musiał zrobić coś żeby się nie zanudzić na śmierć tutaj. Może powinien zabić Suzan? Zgwałcić? Dużo opcji napływało mu z każdą chwila teraz do głowy, nie wiedząc czemu wybrał wykorzystanie jej... Czyżby męski instynkt? Nie, raczej nie. Chciał się za pewne z ofiarą tylko zabawić.
Nim spostrzegł ludzi tutaj minęła krótka chwila, tylko czemu znów w takim cholernym momencie? Ci durni ludzie maja jakieś durne maniery wtykania nosa tam gdzie ich nie proszą, a teraz Bajzon wręcz kipiał ze złości, lecz nie będzie się rzucał na trzech, z tego nie wiadomo jaką rasę prócz dziewczyny reprezentują, więc najlepszym wyjściem w tej całej sytuacji było wycofanie się i zniknięcie już z tego miejsca, nie będzie w tak zatłoczonym miejscu. Uśmiechając się wyciągnął z kieszeni trzy kuleczki które były między palcami utkwione, więc szybki ruchem wypuszczając je i uderzając o ziemie ,zaczął dym się unosić na całą ową opere, a Bajzon używając wzroku postanowił bezszelestnie zniknąć stąd jak jakiś cukrowy ninja, a nie jakiś tam zwykły rozrabiaka.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suzana
Czarny Pion

avatar

Dołączył : 10/07/2013
Liczba postów : 103
Godność : Suzana Sakai
Wiek : 570/ wizualnie 18
Rasa : Szach
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 165cm i 45kg
Partner : forever alone ;__;
Znaki szczególne : Długie, sięgające niewiele za pas, włosy w czarnym kolorze. Duże fioletowe oczęta. Niska ze złośliwym wyrazem twarzy.
Aktualny wygląd : szary t-shirt z jakimiś czarnymi wzorkami, czarna bluza na zamek, długie ciemne rurki i czerwone tenisówki.
Ekwipunek : lotki, scyzoryk
Obrażenia : na razie brak
Fabularnie : Opera->Aron, Faust, Teruv / wolnee :3

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sro Sie 14, 2013 9:50 am

Zabrała ręce z klawiszy, przy czym znowu instrument wydał krótki, aczkolwiek nieprzyjemny da uszu dźwięk. Spostrzegła, że biedny Muzykant zemdlał. Podeszła parę kroków w jego stronę, a na jej twarzy było wypisane niezadowolenie. Musiał akurat zemdleć/ Suzana tak bardzo chciała zobaczyć jego "drugie oblicze". Mogło być przynajmniej ciekawie, a ten jak na złość musiał stracić przytomność. Chwilowo zastanawiała się czy nie wytargać go z tego pomieszczenia i zostawić w dziwnym miejscy. Ciekawe jak wtedy by zareagował od razu po pobudce. Może drugi raz by zemdlał? Kto wie? Jednak od rozmyślania na temat zrobienia mu czegoś oderwał ją nieznajomy jej jeszcze głos. Odwróciła gwałtownie wzrok w stronę Rozrabiaki, który również był chyba zaskoczony. Po chwili jej wzrok powędrował nieco dalej. Stał tam jakiś blond włosy chłopak. Zaraz! Obok niego stała kolejna postać płci męskiej, jednak ta była nieco wyższa. Skąd się wszystkim wzięło, żeby akurat dzisiaj odwiedzać Operę? Może tu są jakieś ukryte kamery? Tyle osób, w takim miejscu to niecodzienny widok. Pierwszą myślą Suzany było to jak wpłynie na obłąkanego Muzykanta, który może zaraz się ocknąć. W każdym razie chyba nie najlepiej.
Przez chwilę Suzana w milczeniu obserwowała nowo przybyłą dwójkę. Blondyn z pieskiem póki co stał z zakłopotanym pieskiem, a drugi mężczyzna chyba czuł się bardzo swobodnie, ponieważ spokojnym krokiem ruszył w stronę ławek i rozsiadł się na jednej z nich.
- Sam go obudź.- Odparła złośliwie. Jeśli szanownemu panu chce się słuchać jak Muzykant gra na swoim instrumencie niech sam się o to postara. W końcu nie bez powodu ciemnowłosa przerwała mu grę.
Nagle po całej cali pojawił się dym. Nie wiadomo nawet skąd. Chwilowo Suzana przestała zwracać uwagę na Rozrabiakę i nie zauważyła jak używa jakiegoś swojego gadżetu. Dym przysłaniał jej obraz na wszystko. Dziewczyna zaczęła powoli i ostrożnie iść w kierunku...Właściwie sama nie wiedziała już jakim. Dym zniknął, a razem z nim Cukierkowy Rozrabiaka. Czyżby ten "groźny" typ sobie uciekł? Kiedy dziewczyna odzyskała widoczność zorientowała się, że znajduje pomiędzy kolumnami ławek. Zatrzymała się i zaczęła się rozglądać, by sprawdzić czy ktoś jeszcze zmienił swoje położenie lub całkowicie zniknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aron
Muzykant



Male Dołączył : 04/08/2013
Liczba postów : 29
Wzrost i waga : \

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sro Sie 14, 2013 3:01 pm

Bulgocząco-jękliwy dźwięk z poziomu podłogi informował wszystkich w sali, że jej właściciel powoli zaczyna łapać kontakt z rzeczywistością. Niestety tylko ze swoją własną, niezdrową, prywatną, ale zawsze to jakiś progres. {{rety. to było dość nieprzyjemne. po prostu czarna plama, jakbym przestał istnieć. nie rób tego więcej, mógłbyś?}}

- Uuugugghgh... uum... ... - wymamrotał przekręcając się na plecy i podciągając troszkę do góry w ten sposób, że plecami opierał się o ścianę. W tej pół-leżącej pozycji znów zamknął oczy i złapał się za głowę wplatając palce w rozczochrane włosy. Łomocące serce powoli wracało do swojego rytmu, ale pod dłońmi niemal czuł buzujące mu we łbie potężne tsunami, trzęsienia ziemi inne klęski żywiołowe. A także ten irytujący, niezrozumiały głos. Nie potrafił się go pozbyć: {{wiesz co? to po prostu niedorzeczne. NIEDORZECZNE. | ale popatrz, mamy nowych gości. tyle nowych twarzy a jedyne co umiesz robić to mdleć, skomleć i błagać o litość. porozmawiaj z nimi dla odmiany. ja przecież nie mogę, a uwierz chciałbym odezwać się do kogoś poza tobą, ale nie! siedzę w twoim piekielnym umyśle i umieram z nudów.}} Wykrzywił się. - Przestań... przestań! przestań! - warknął i gwałtownie zerwał się.
Jakby mało miał problemów - panoszących się tu niebezpiecznych osobników, marudzące, arogancie organy, które ostatnio dawały mu jeszcze bardziej w kość i do tego jeszcze te szumy. Oczywiście, często słyszał głosy, ale były one zdecydowanie innego rodzaju. Produkował je jego mózg, a ten ma na tyle subtelności aby dźwięki odbierał jego ośrodek słuchu. Doznawał wrażenia dźwięku, mimo iż rzeczywiście nie istniał. W tym przypadku jednak... irytujący głos pochodził gdzieś z wewnątrz. I zdecydowanie był prawdziwy. Jakby słyszał własne myśli, tyle tylko, że nie własne. Ale w sobie. Gdzieś tam. Nie potrafił, a raczej nie chciał ich słyszeć czy rozumieć.

Poczuł jak wszyscy kierują ku niemu spojrzenia. No tak, ten niekontrolowany, nieludzki wręcz odruch oraz dźwięki jakie z siebie wydał rzeczywiście mogły przyciągać uwagę. Nigdy nie przejmował się swoim zachowaniem, bo przecież w zasadzie ciągle był sam. Teraz więc poczuł coś w rodzaju stresu i krępacji. Zwłaszcza, że pojawiły się dwie nowe osoby(i jedna zniknęła, co zawsze jest jakimś plusem). Ogólne wrażenie było takie: ten niższy(ale nadal wyższy od Obłąkanego Organisty), z całkiem sympatyczną buźką(a przynajmniej taką, która nie wyrażała chęci mordu czy trwałego okaleczenia wszystkich i wszystkiego dookoła) wydawał się w miarę w porządku. Takie określenie "w miarę w porządku" plasowało się bardzo wysoko w osobistej miarce pierwszych wrażeń Arona. Po raz pierwszy na czyiś widok nie miał przemożnej ochoty zakasania rękawów i odbiegnięcia w zupełnie odwrotnym kierunku. Z kolei ten drugi...
Organistę przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Do jego długiej listy obaw i fobii dołączyła wizja, w której ten dwukolorooczny osobnik zbliża, pochyla się i próbuje mu coś wstrzyknąć w ciało.
Widzące więcej, może nawet zbyt „więcej”, oko szaleńca rozpoznawało nie dającą się ukryć aurę faustowych problemów z psychiką. Był to jednak zupełnie inny problem niż ten, który miał Aron. To problem(może nie dla niego, ale dla otoczenia owszem) o innym podłożu. I ta przerażająca woń zgnilizny moralnej. {{oho. mocny zawodnik. myślisz, że mogli by mi pomóc wydostać się stąd?}}
Padł na klęczki przed ścianą i mocno odchylił się do tyłu. Chciałby tylko zagłuszyć ten głos. Z impetem uderzył głową o kamienną ścianę. Może jeśli znów zemdleje, znudzą się i pójdą sobie? Raz, drugi, kolejny i kolejny. Czy miał jakąkolwiek szansę ujść z życiem z tego koszmaru? Nie lubił bólu, wręcz obawiał się go, ale gdy nadchodziło omdlenie zaczynał tracić czucie. Fizycznie i psychiczne. {{co. ty. u licha. robisz?...}} Znów uderzył i ponownie zemdlał. Z krwawiącym czołem osunął się delikatnie na podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teruv
Arlekin

avatar

Dołączył : 14/04/2013
Liczba postów : 228
Godność : Eren Nicholas Teruv.
Wiek : Wygląda na 18, a nawet nieco ponad.
Rasa : Błazen.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 174cm -> 53kg
Partner : WSTYDZĘ SIĘ.
Pan/Sługa : Nope/Nope.
Znaki szczególne : Zwyczajny... jeśli nie zacznie się odzywać.
Aktualny wygląd : Gilbert: Zwykły, czarny t-shirt bez żadnego nadruku, lekko rozdarty na lewym boku. Czerwone spodnie, podtrzymywane przez ciężki, brązowy pasek ze srebrną klamrą. Obydwie nogawki są umorusane w błocie, aż po same kolana i lekko porozdzierane ku dołowi. Na nogach trampki, również w nie najlepszym stanie. W uszach widać nagie dziury, acz w niektórych da się zauważyć kilka kolczyków. Generalnie wygląda jakby wyszedł z dziczy.
Faust, Suzana, Aron: Czarna, rozpięta koszula z podwiniętymi rękawkami do 3/4 długości. Pod spodem biały T-shirt z niezidentyfikowanymi napisami, układającymi się w jakiś śmieszny wzór. Spodnie o żywej, zielonej barwie. Wyglądają jakby były nowe. Czarne trampki. W uszach wyjątkowo pełen komplet kolczyków, zero nagich dziur. Na prawej ręce ma przewiązany ciemnobrązowy rzemyk. Coś al'a bransoletka.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, monokl i sztuczne wąsy, pudełko igieł, jakiś ładny kamyk, buteleczka z czarnym atramentem i figurka konia z szachów (biała)
Inne : Ma pieska. Wabi się Kida.
Fabularnie : Salon -> Czarny Wilk || Sala spinelowa -> Faust, Suzana, Aron

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sro Sie 14, 2013 7:15 pm

Ze zdziwionym wyrazem pyszczka przenosił wzrok kolejno na przebywające tu osoby. Groźny pan z mieczem, umarlak na ziemi, urocza dziewczyna, groźny pan z mieczem, umarlak na ziemi, urocza dziewczyna, groźny pan z mieczem, umarl-…. groźny pan numer dwa?! Bez wątpienia taka baczna obserwacja trójki potworów przy organach, nieco stępiła jego czujność i aż wstyd się przyznać, że najzwyczajniej w świecie nie zauważył, że ktoś za nim podąża. Ba, jego honorowi dodatkowo wbija nóż w plecy sam fakt, że o obecności Truciciela dowiedział się dopiero, gdy sam poczuł jego łapę na swojej głowie.
- IK! – pisnął i drgnął, delikatnie odsuwając się pod samą ścianę. Bo niby jak miał zareagować, gdy ktoś niespodziewanie postanowił potargać mu jego długo układaną – bo aż pół minuty! - fryzurę? No w sumie, jak się dłużej zastanowić to opcji jest oczywiście wiele. Mógłby porwać się na coś agresywnego i bez ostrzegawczego warkotu rzucić się na ową rękę i podjąć próby dogryzienia się do jej samych kości. Na szczęście zielonooki jest zbyt przymilną osóbką, żeby coś takiego wyprawić, ba, a nawet jeśli, to zapewne ten atak skończyłby się zatruciem Błazenka i powolną, bolesną śmiercią. Mógłby też zacząć łasić się jak pierwszy lepszy futrzak z dobrego domu, acz na to też się nie zapowiadało.
Jakby to określić… aktualną miną Arlekina można śmiało zastąpić znak zapytania widniejący na klawiaturze, bez obawy, że ktoś źle zrozumie główny przekaz. Teruv tak bardzo nie wiedział co ma teraz począć, że aż szkoda było na niego patrzeć. Zdziwiony, dalej lekko zszokowany samą obecnością Fausta, stał jak stał, przypominając nieporadną, głupią blondynkę. Hah.. to stwierdzenie ma dodatkową moc, gdy spojrzymy na faktyczny kolor włosów głupiutkiego Eresia.
Jego idiotyczną nieporadność przerwał.. dym? To kolejna rzecz, której się w tym miejscu absolutnie nie spodziewał. Automatycznie zasłonił usta i nos dłonią, lekko schylając się w dół. Nie szedł nigdzie dalej, wolał zostać tam gdzie stoi, czyli pod ścianą, znajdującą się najbliżej wyjścia. Gdy przysłaniająca całą widoczność fala rozpłynęła się gdzieś po kątach, znowu odsłaniając widok, szybko zorientował się, że brakuje jednego z obecnych i .. o zgrozo, był to ten najmniej przyjemny. Owszem, gdyby nie był skończonym idiotą może by się trochę przejął, że uzbrojony szaleniec mógł schować się gdzieś w pomieszczeniu i niespodziewanie rzucić się na jednego z nich z mieczem w ręku i mordem w oczach, ale nie. On musiał zareagować inaczej:
- Ł-Łoo! Rozpłynął się! Zniknął! Normalnie jak jakiś tajemniczy magik, co nie~?! Też bym chciał tak umieć! – wydarł się, a ślepia natychmiast zaświeciły mu tą jego charakterystyczną dziecięcą ciekawością. To zdumiewające jak szybko potrafi zmienić swoje nastawienie przez.. byle chmurę dymu? Cóż, przynajmniej trochę wtrącił do tej ponurej atmosfery swojego uroku i skretyniałego stylu bycia.
- O! Żyje! – burknął przesympatycznie się uśmiechając oraz mniej ładnie wskazując na Arosia paluchem. Wyszczerz jednak trochę zmył mu się z buźki, gdy spostrzegł, że Obłąkaniec… bawi się w dzięcioła ze ścianą! – E-ej! Co ty-…?
Jednym susem doskoczył do Muzykanta, robiąc użytek ze swoich umiejętności i kucnął tuż przy nim, bez wahania wykazując chęci do jakiejkolwiek pomocy. Szkoda tylko, że raz, nie wiedział kompletnie co ma robić, dwa, o radę nie zapyta samego Arona, bo ten zdążył odpłynąć po raz kolejny.
- D-Dlaczego on.. – urwał uświadamiając sobie, że pewnie i tak odpowiedzi na żadne ze swoich pytań nie uzyska. A nawet jeśli to chyba w mało przyjemny sposób. Także.. pytanie na dziś: co dalej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Kwasożłop

avatar

Male Dołączył : 02/08/2013
Liczba postów : 234
GHOST : Producent
Wzrost i waga : 184 centymetrów / 58 kilogramów
Partner : So Long Sentiment, it doesn't matter now...
Znaki szczególne : Heterochromia oczu, lewe fiolet, prawe zieleń. Duża ilość blizn. Nieznacznie wybielona źrenica lewego oka. Bandaże na ramionach i przedramionach.
Aktualny wygląd : Klik, odliczając gogle oraz słuchawki. Broń też nie jest tak zdobiona. Prócz tego nosi również na sobie wygodny, przewiewny płaszcz w kolorze ciemno-brązowym. Aktualnie rozpięty.
Ekwipunek : Torba przewieszona przez bark, której główną zawartością jest sprzęt medyczny i puste probówki, poręczny miotacz strzałek oraz cztery strzałki(zawartość odpowiednio usypiająca, osłabiająca, paraliżująca, pobudzająca), sztylet, pistolet Beretta 92(15 nabojowy magazynek), klucze do mieszkania. Notes wraz z długopisem w kieszeni, okazjonalnie inne przedmioty.
Mała Historyczna Sala Spinelowa + Zegarek kieszonkowy.
Inne : Zgubił gdzieś po drodze kręgosłup moralny... Nie tylko w sprawie doświadczeń.
Obrażenia : Blizny. Same zdrowie w porządku.
Multikonta : Agito
Fabularnie : Wizyta w Operze / ...

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sro Sie 14, 2013 8:15 pm

Hm, czy aż tak było ciężko zobaczyć czy usłyszeć faceta o jakichś 185 centymetrach wzrostu idącego za tobą, i wcale nie starającego się być cicho? Prosze, najwidoczniej Fauścio ma zadatki na ninję! Faq yea, warto o tym wiedzieć i zacząć odkładać na strój Ninja, katanę i shurikeny. I na bomby dymne, to przede wszystkim. Bo co to za ninja, który nie znika w wybuchu dymu? Pewnie jakiś tandetny, nie? Nie można być tak tandetnym nu!
Rozbawiła go reakcja chłopaka. Szczerze rozbawiło go to piśnięcie, szatyn nie mógł powstrzymać uniesienia się kącików ust wysoko w górę i pobłażliwego, acz miłego spojrzenia. Nieee, wcale nie wyglądał w tym ujęciu jak psychol. Skądże! Naprawdę, to nie była ironia. To że sam w sobie jest psycholem, cóż... Neeeevermind, zostawmy to na potem. Potem, potem, potem się o tym pomyśli. Tak samo jak potem się pomyśli o tym, jakie mogły być konsekwencje tego, że pogłaskał obcą osobę po głowie. Utrata ręki? Oj tam, jakoś go to nie martwi. Nóż między żebra? Cóż, miły koniec. Tym nie mniej, nic się nie stało, jedynie wystraszył chłopaczka. Biedny! Taki biedulek.
- Nie boi. Nie zjem cię, ale schrupać można by było mieć ochotę.
"Puścił oczko" błazenkowi z wesołym uśmiechem. Jaka jest w sumie różnica między zjedzeniem, a schrupaniem? Cóż... Wymiaru etnicznego i działania, ni? I nie, to nie miało przestraszyć. To miała być pewna forma... Komplementu? W sumie, być może.
Tym nie mniej, zajął miejsce w ławkach i wyprowadził swoją prośbę, na co nie dostał jednakowoż tego, czego oczekiwał. Naburmuszył się jak obrażona Panienka z wyglądu twarzy, splatając ramiona na klatce piersiowej z typowym "phiew", zarzucając włosami, a po chwili racząc otoczenie nieco cwaniackim uśmiechem. Cóż, nie pomogą mu, to pewnie zaraz sam go obudzi.
Zaraz po tym, jak ten dym uleci, który wywołał, prawdopodobnie małymi ładunkami facet z mieczykiem. Pochwycił kołnierz płaszcza i zasłonił nim usta oraz twarz, zamykając oczy. Słyszał kroki. Szybki bieg, bardzo szybki. Ciekawe kogo wywiało stąd w takim tempie... Była to jedna z osób spod organów. Z miejsca skreślił kobietę, kroki były ciężkie. Odpada chudzielec, nie zdążyłby się podnieść. Więc wywiało samuraja, khu.
Po chwili w pierwszej kolejności odsłonił nos i usta, a nie czując już w powietrzu drażniącego dymu, ani posmaku siarki na języku, otworzył oczy. W pierwszej kolejności uwagę zwrócił błazenek, który swoje "obserwacje" postanowił wydrzeć na pół opery. Strasznie empatyczna osoba, khu. I znów nie mógł powstrzymać subtelnego, radosnego uśmiechu. Tak, naprawdę dziecinność chłopaka mu poprawiała nastrój.
- Można się nauczyć, blondyneczku.
Zrzucił do niego, zdejmując nogi z ławki, widząc jak facet leżący do tego czasu postanowił dać znak życia. Łiii, żyje! Może lepiej jednak sprawić, by był z powrotem martwy? Nie no, to by było za wcześnie! Najpierw kupmy mu trumnę i zarezerwujmy miejsce na cmentarzu, o. Hm... Znajdował się dosyć daleko, ale i tak bez problemu widział, że z Aronem coś jest nie tak. Hm... Swój rozpozna swego? Cóż, czy ktoś normalny wydziera się sam na siebie, prosząc o przestanie? Chyyyyba nie. Tak mi się wydaje że nie. I nie, odliczmy fakt gdy przy którymś eksperymencie chemicznym bił łbem o biurko, bo ciągle powtarzał ten sam błąd.
Chudzielcowaty uznał, że przyjrzy się innym, cóż... Jego sprawa. Gdy jednak poczuł na sobie jego wzrok, nie mógł się powstrzymać od lekkiego pstryknięcia palcami w grzywkę i nieznacznego ukłonu z cwaniackowatym wyrazem twarzy. Och... Chyba jednak to nie był dobry pomysł. Facet postanowił sprawdzić głową wytrzymałość sprawy. A prawidło stare mówi, głową muru nie przebijesz! No niestety... Znajdą się i tacy, co próbują.
Nie spieszył się jednak, by go wyratować. Można ująć, nieco ślamazarnie wstał z ławki i ruszył ku organom, a w sumie ku organiście, obserwując jak ten, masochistycznie zadaje sobie ból. Nie to że coś, ale karmiło to jego wewnętrznego sadystę, który jednak miał chęć na więcej, hm... Spoookojnie Fauściku, nie galopuj za bardzo. Bo jeszcze się zrobi be i w ogóle.
Koniec końców, dotarł chwilę po błazenku, klękając na jednym kolanie, ramiona opierając o drugie kolano, przyglądając się rozbitej głowie Arona. Hm...
- Ktoś tu się zna na medycynie? Ewentualnie, pielęgniarstwo starczy... Albo w sumie i nie, nie trzeba.
Delikatnie obrócił muzykanta na plecy, po czym podłożył jedną dłoń pod jego plecy a drugą pod kolana, by następnie dźwignąć się z nim do góry. Huh, lekki był, albo mu się zdawało. Cóż... Kto to tam wie. Położył chłopaka na najbliższych, łóżko-ławkach, po czym zdjął torbę z barku i ułożył obok siebie, by następnie wyjąć to, co konieczne. Kilka gaz, mała buteleczka wody utlenionej do przemycia rany i rolkę bandaża. Rozcięcie wielkie nie było, ale wystarczyło, by stracił przytomność. Słychać było oddech, więc żył. Łi, tyle na plus. Teraz warto odkurzyć stare, medyczne zamiłowania. Odgarnął nieco grzywkę z czoła chłopaka, po czym, najpierw na sucho przetarł jego czoło gazą, ściągając nadmiar krwi. Gaza poszła w bok, potem się posprząta. Kolejną gazę zmoczył wodą utlenioną, delikatniej przemywając ranę, po czym i ta poszła w bok. Zerknął na blondyneczka z uśmiechem.
- Pomożesz? Przytrzymaj tutaj.
Jeśli oczywiście błazenek się zgodził, wtedy powiedział drugą część zdania, przykładając gazę do czoła organisty i pokazując, jak ma trzymać. Po prostu przytrzymać, by mu z głowy nie zleciała, i tyle. Z pomocą chłopaka lub nie, obwiązał głowę Arona bandażem i... Tyle. Nie zrobił sobie nic poważnego raczej, nie wyglądał na tyle silnego, by konkretnie pogruchotać czaszkę.
Po swoich działaniach westchnął cicho, zamykając torbę i zakładając ją z powrotem na bark, i jeśli blondyneczek pomógł, kiwnął w jego stronę głową z miłym "dziękuję", po czym z kieszeni wyjął jedną ze swoich strzałek. Czerwona ampułka. Pobudzenie. Powinno to go obudzić... Pstryknął parę razy palcem w igłę, po czym wbił mu ją delikatnie w szyję, pozwalając substancji wpłynąć do żył, a następnie wyjął strzałkę i odsuwając się nieco w tył.
- To powinno go ocucić...

OoC: Aron, użyłem strzałki pobudzającej. Twoja postać powinna się ocknąć i mieć spore problemy z utratą przytomności ponownie, a pobudzenie... To sam zinterpretuj jak chcesz, podobnie długość trwania "prezentu" Fausta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suzana
Czarny Pion

avatar

Dołączył : 10/07/2013
Liczba postów : 103
Godność : Suzana Sakai
Wiek : 570/ wizualnie 18
Rasa : Szach
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 165cm i 45kg
Partner : forever alone ;__;
Znaki szczególne : Długie, sięgające niewiele za pas, włosy w czarnym kolorze. Duże fioletowe oczęta. Niska ze złośliwym wyrazem twarzy.
Aktualny wygląd : szary t-shirt z jakimiś czarnymi wzorkami, czarna bluza na zamek, długie ciemne rurki i czerwone tenisówki.
Ekwipunek : lotki, scyzoryk
Obrażenia : na razie brak
Fabularnie : Opera->Aron, Faust, Teruv / wolnee :3

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sro Sie 14, 2013 8:48 pm

Jak się okazało, nikt nie musiał budzić obłąkanego Muzykanta. Sam odzyskał przytomność. Do uszu Suzany dotarły pojękiwania Arona. Odwróciła się w jego stronę i spostrzegła jak próbuje oprzeć się plecami o ścianę za nim. Parsknęła cicho pod nosem, gdy słyszała jak nerwowo mówi jakby sam do siebie. To było dla niej trudne do pojęcia, że można mieć aż tak skrzywioną psychikę. Muzykant walczył sam ze sobą, a obecność jakichkolwiek innych żywych dusz wprawiała go w zakłopotanie i stres. Waląc głową w ścianę przebił wszystkie swoje wcześniejsze wybryki. Suzana po prostu stała w miejscu i powstrzymywała się od śmiechu. Po chwili dotarł do niej głos blondyna, który nie wiedział co się tutaj dzieje. Spostrzegła jak rozciąga swoje ciało i dociera do Muzykanta, który ponownie zemdlał. Tak więc do głowy jej przyszło, że może być on Błaznem, choć to i tak nie musi być pewne. W końcu nie tylko Błazny mogą mieć taką moc.
Miała już ruszyć w tamtym kierunku. kiedy nagle zauważyła jak mija ją mężczyzna, który jeszcze przed chwilą siedział wygodnie na ławce. Zamiast podążyć za nim Suzana postanowiła sobie w końcu usiąść. Już tak długo tu była i nawet sobie nie usiadła. Ruszyła w podskokach do pierwszego rzędu ławek i usiadła zakładając nogę na nogę, a ręce krzyżując na piersi. Śledziła wzrokiem dwójkę nieznajomych, która próbowała pomóc biednemu organiście. Chcieli go ponownie obudzić. Ciemnowłosa zerwała się z ławki i podeszła bliżej. Nie mogła się powstrzymać. Nie chciała przegapić ponownej pobudki Muzykanta. Ciekawe jak zareaguje widząc dwóch mężczyzn blisko siebie? W końcu Suzana podbiegła do niego dosłownie na sekundę, a ten zemdlał. Widok jaki go czekał z pewnością nie będzie dla niego zbyt miły, zwłaszcza, że nie będzie mógł ponownie zemdleć. Chyba, że podejmie sie innego rozwiązania i będzie chciał popełnić samobójstwo, co byłoby bez sensu bo jeszcze niedawno krzyczał spanikowany, żeby go nie zabijać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aron
Muzykant



Male Dołączył : 04/08/2013
Liczba postów : 29
Wzrost i waga : \

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sro Sie 14, 2013 10:53 pm

Aron nie mdlał od bardzo dawna. Nie zdarzyło mu się to od fatalnej historii z NIMI. Wtedy bardzo często tracił przytomność, co zawsze przyjmował niczym błogosławieństwo. Ta jedna czy dwie minuty błogiego stanu niepamięci, pustki, ciszy, miękkości. Ale zaraz zwracali mu w jakiś sposób, tą tak bardzo okrutną w tamtym momencie, utraconą przytomność, tylko po to, aby uświadomić jego marnemu jestestwu, że ta gra, dla nich zabawa i praca jednocześnie, może trwać bez końca. Ciągle powracająca fala bezmiernego bólu.
Od tamtego czasu nie miał żadnego powodu by zanurzać się w tym przyjemnym przyćmieniu, ni to śnie, ni śmierci, niepamięci. Aż do tej chwili, kiedy była mu po prostu potrzebna. Ktoś postanowił, może w akcie dobrej woli, może z tego samego czy to innego powodu co ONI, że przerwie tą postać rzeczy.

Zaaplikowana substancja wynurzała go z upragnionego stanu otumanienia świadomości. Powoli otwierał powieki, mrużąc mocno oczy. Coś zamajaczyło w podświadomości - {{to było okropne. okropne. jesteś skończonym idiotą. | wiesz co? chyba rozgryzłem jak cię choć trochę kontrolować. kiedy mdleliśmy, zerknąłem na parę rzeczy w twoim poskręcanym umyśle i patrz, to tylko kwestia odpowiednich procesów...}}
Ostrożnie podniósł głowę i czujnie, choć nadal lekko otępiale rozejrzał się. Znów wszyscy tłoczyli się wokół niego. Chwila dekoncentracji. Nie miał siły nawet na najmniejszy ruch, ale właśnie w tym samym momencie poczuł jak jego dłoń, zupełnie bez jego wiedzy i zezwolenia, wykonuje samodzielny ruch. Przeniósł na nią całą swoją uwagę. Powoli, niczym czający się kameleon, przygotował wszystkie mięśnie drugiej ręki i niczym dobrze wystrzelony język w stronę muchy, tak zaatakował swoją kontrolowaną przez kogoś dłoń swoją drugą, własną i kompetentną dłonią. {{sukces. ale pasuję, bo coś… coś zaczyna się dziać… co się dzieje?}} Udało mu się odzyskać władzę nad swoimi wszystkimi kończynami.

I wtem znów coś poczuł. "Coś" jest wprost idealną definicją na to co się w nim działo. Wszystkie włosy na karku stanęły dęba, przez jego ciało przeszedł gwałtowny dreszcz od pięt do samego czubka głowy. Jakby ktoś podgrzewał mu stopniowo wszystkie płyny w ciele. Rozpaczliwie podniósł się i od razu skierował niedowierzająco-wyzywająco-błagalno-przerażone spojrzenie na Fausta.
- Ty... coś tyyty.. ty mi zrobił? - wybełkotał chwytając się za delikatnie pulsującą dziurkę na szyi. Bardziej domyślał się gdzie ostry koniec strzykawki trafił jego żyłę niż rzeczywiście czuł. Stoczył się z łóżko-ławy, kiedy kolejna fala przepłynęła przez ciało. Było to jednocześnie okropne i przyjemne. Przyjemne? Tak, mimo iż ledwo widział na oczy, ciemne plamy przysłaniały mu widoczność, czuł również pewnego rodzaju podekscytowanie, rozgorączkowanie. Inne niż zazwyczaj. Napady jego zwyczajowego skrzywienia umysłowego zazwyczaj przychodziły łagodnie, wkradały się na palcach i udawały, że są jedynymi i słusznymi odczuciami i emocjami jakich powinien doznawać. To w takich momentach konwersował z przedmiotami, smakował kolory i widział prawdziwe kształty muzyki. To co zaś zaatakowało go teraz było sztuczne i brutalne. Wręcz bezczelne i kłamliwe, ale najwidoczniej było również dostatecznie dobrym łgarzem aby oszukać żałosne i podatne ciało.

Spazmowym ruchem przetoczył się przez papiery pod nogi Suzany, potrącając pod drodze Teruva. Szumiało mu uszach i chlupotało w zatokach, oddychał szybko i płytko. Najwidoczniej musiał mieć uczulenie na któryś ze składników(albo na wszystkie, kto go tam wie) cudownej substancji Kwasożłopa.
- Stop. Sttt-t-stop. Cośtyyty mii zrobił.. Dlaczego? - zaskowytał niegłośno. Musiał być istnym obrazem żałości. Patrząc na niego można wybrać tylko jedną z dwóch możliwych opcji: dobić albo ulitować się. Po paru chwilach przestał się telepać a na twarz wypełzł mu rumieniec ulgi.
Od dawna żył w stanie względnego stanu zawieszenia. A teraz dostał właśnie porządnego kopa od wszechświata, który najwidoczniej kazał mu płacić rachunek za wcześniejszy spokój i ciszę.
Przekręcił się na plecy i zaplótł dłonie na piersi, próbując przeboleć mocno pulsujące żyły na skroni. Musiał wyglądać koszmarnie - chudy, dziwnie wykręcony środkiem pobudzającym, leżący niczym umrzyk w trumnie, w tym swoim eleganckim, zakurzonym ubraniu. Odetchnął głęboko. Cud, że nie udusił się wzniesionym przez siebie kurzem z podłogi, z książek, papierów i wszystkiego czego tylko się dotknął.
- Ach. Aaaahahaha... - westchnął, a w to westchnięcie wkradła się nutka histerycznego śmiechu. - Dlaczego patrzycie... i nic nie robicie?- spytał cicho zamykając oczy. - Czy jesteś od NICH ? - pytanie skierowane do Fausta. - Nie, oczywiście, że nie. To nie tak winno było wyglądać. Dobrze. Przynajmniej tyle. A wy? Smarkacze, wiecie co to wrażliwość? Poszukajcie w kieszeniach, może zostały wam jakieś okruszki dla mnie. Chociaż ty... - rozplótł dłonie i nie otwierając oczu zakręcił nadgarstkiem palcem bezbłędnie wskazując Arlekina. - ...chciałeś coś zrobić. Chwała Alicji za Błaznów. Powstaliście po to, żeby nie przestawała się śmiać, bawić i uśmiechać. Szachy? Durnota - kwestia wyboru strony, żeby mogła dziewczynka pamiętać, że ma ułudę wyboru. I to nie twoja wina, przybyszko, że masz fioletowe oczy i jesteś paskudna charakterem. Po prostu Szach. Szach-mat. Alicjo, Alicjo, coś ty narobiła, przez ciebie wszyscy musieliśmy zaistnieć... - I znów zaczynał mówić od rzeczy. Na początku zdawało się, że odzyskuje zmysły, ale teraz można było ponownie zwątpić. Aron to jednak ciężki kawał ciasta do zgryzienia, trudno zadecydować co z takim fantem zrobić. Odwieczny problem każdego pojawiającego się tu gościa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teruv
Arlekin

avatar

Dołączył : 14/04/2013
Liczba postów : 228
Godność : Eren Nicholas Teruv.
Wiek : Wygląda na 18, a nawet nieco ponad.
Rasa : Błazen.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 174cm -> 53kg
Partner : WSTYDZĘ SIĘ.
Pan/Sługa : Nope/Nope.
Znaki szczególne : Zwyczajny... jeśli nie zacznie się odzywać.
Aktualny wygląd : Gilbert: Zwykły, czarny t-shirt bez żadnego nadruku, lekko rozdarty na lewym boku. Czerwone spodnie, podtrzymywane przez ciężki, brązowy pasek ze srebrną klamrą. Obydwie nogawki są umorusane w błocie, aż po same kolana i lekko porozdzierane ku dołowi. Na nogach trampki, również w nie najlepszym stanie. W uszach widać nagie dziury, acz w niektórych da się zauważyć kilka kolczyków. Generalnie wygląda jakby wyszedł z dziczy.
Faust, Suzana, Aron: Czarna, rozpięta koszula z podwiniętymi rękawkami do 3/4 długości. Pod spodem biały T-shirt z niezidentyfikowanymi napisami, układającymi się w jakiś śmieszny wzór. Spodnie o żywej, zielonej barwie. Wyglądają jakby były nowe. Czarne trampki. W uszach wyjątkowo pełen komplet kolczyków, zero nagich dziur. Na prawej ręce ma przewiązany ciemnobrązowy rzemyk. Coś al'a bransoletka.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, monokl i sztuczne wąsy, pudełko igieł, jakiś ładny kamyk, buteleczka z czarnym atramentem i figurka konia z szachów (biała)
Inne : Ma pieska. Wabi się Kida.
Fabularnie : Salon -> Czarny Wilk || Sala spinelowa -> Faust, Suzana, Aron

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Czw Sie 15, 2013 7:52 pm

Może gdyby był rozkoszną niewiastą, zachichotałby słodko pod nosem, zasłaniając usta i zalotnie trzepocząc rzęsami, wydukałby coś w stylu „Oj ty, oj ty~” do Truciciela, zaraz po usłyszeniu tego oryginalnego komplementu. Niestety jest tylko rozkosznym idiotą, więc o śmielsze odebranie tej pochwały trudno. Mimo wszystko zrobiło mu się miło, bo z reguły każdy odbiera go jako irytującego cherlaka z ADHD, co sypie dennymi dowcipami na lewo i prawo. Dobrze dla odmiany usłyszeć, że jest się do schrupania, acz wylewnych podziękowań nie było. Ograniczył się tylko do lekkiego zażenowania i natychmiastowego odwrócenia wzroku, bo, o zgrozo, może jeszcze faktycznie ten gigant się na niego rzuci i zacznie konsumpcję.
- Jasne! Tylko kto by mnie nauczył… - pisnął lekko zawiedziony, ponieważ jego zdaniem nikt z jego znajomych nie umiał rozpływać się w dymie, tak jak przed chwilą zrobił to Cukierkowy. No, ale to nieważne.
Na szczęście długo nie musiał klęczeć przy poobijanym łbie Arona, jak palant nie wiedząc co dalej zrobić, gdyż z pomocą przyszedł mu Faust, który wiedzą zdecydowanie przewyższał Arlekina. Oczywiście z wielką przyjemnością zgodził się na prośbę chłopaka o dwukolorowych oczach, szybko i ze śmiesznym zaangażowaniem kiwając głową na „tak”. Polecenia Truciciela starał się wykonywać jak najlepiej, choć nie oszukujmy się, nie wymagały przesadnego wysiłku.
Po podziękowaniach Fausta jego twarz rozpromieniła się przesympatycznym uśmiechem, ukazując rządek białych, prostych kiełków w figlarnym wyszczerzu. Nawet pseudo zasalutował, który poza pokracznym przyłożeniem ręki do czoła, miał chyba oznaczać, że na Tercia zawsze można liczyć!
- Co to jest? – wskazał ostrożnie na strzykawkę. Musiał zapytać. I oczywiście musiał to zrobić tonem, którym zadaje pytanie każde zaciekawione, czteroletnie dziecko. Na odpowiedź nie musiał długo czekać, bo i nie była ona wymagana od Fausta. Mógł sam się domyślić po wydarzeniach, które zaraz miały nastąpić.
Tymczasem piesek Błazna, który został nieładnie przez niego porzucony, po tym, gdy Obłąkany Muzykant postanowił zapoznać się bliżej ze ścianą, uznał, że dotrzyma towarzystwa jedynej obecnej tu kobiecie, która też wydawała się nie być zajęta żadnym konkretnym zadaniem. Tak więc szedł za nią krok w krok, co rusz na nią zerkając. I nie.. nie okazywał tym sympatii. Nazwijmy to zwykłym zainteresowaniem.
Bacznie obserwował dalsze ruchy Arona, a gdy tylko ten stoczył się na ziemię, natychmiast przy nim kucnął i troskliwym jak u mamusi – acz broń Boże złośliwym – tonem zapytał, czy wszystko w porządku. Zaraz jednak przekonał się, że nie było w porządku. Bo po serii rozpaczliwych jęków odruchów i innych tego typu rzeczy, nastały trochę bardziej niepokojące rzeczy, które u Błazenka wzbudziły coś na wzór strachu. Poczuł się jakby ta mizerna, pokrzywdzona pokraka, która jeszcze przed chwilą leżała na ławce z rozciętą głową, nagle zmieniła się w zupełnie inną osobę.
Gdy Obłąkany perfekcyjnie wskazał na niego palcem przeszły go dreszcze. Był dla niego straszny! Bardzo straszny! Poza tym gadał od rzeczy. Alicja.. Alicja.. Alicja… he?
Wolał to wszystko przemilczeć i zdecydowanie nie ruszać się z miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Kwasożłop

avatar

Male Dołączył : 02/08/2013
Liczba postów : 234
GHOST : Producent
Wzrost i waga : 184 centymetrów / 58 kilogramów
Partner : So Long Sentiment, it doesn't matter now...
Znaki szczególne : Heterochromia oczu, lewe fiolet, prawe zieleń. Duża ilość blizn. Nieznacznie wybielona źrenica lewego oka. Bandaże na ramionach i przedramionach.
Aktualny wygląd : Klik, odliczając gogle oraz słuchawki. Broń też nie jest tak zdobiona. Prócz tego nosi również na sobie wygodny, przewiewny płaszcz w kolorze ciemno-brązowym. Aktualnie rozpięty.
Ekwipunek : Torba przewieszona przez bark, której główną zawartością jest sprzęt medyczny i puste probówki, poręczny miotacz strzałek oraz cztery strzałki(zawartość odpowiednio usypiająca, osłabiająca, paraliżująca, pobudzająca), sztylet, pistolet Beretta 92(15 nabojowy magazynek), klucze do mieszkania. Notes wraz z długopisem w kieszeni, okazjonalnie inne przedmioty.
Mała Historyczna Sala Spinelowa + Zegarek kieszonkowy.
Inne : Zgubił gdzieś po drodze kręgosłup moralny... Nie tylko w sprawie doświadczeń.
Obrażenia : Blizny. Same zdrowie w porządku.
Multikonta : Agito
Fabularnie : Wizyta w Operze / ...

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Czw Sie 15, 2013 8:34 pm

Nie ma to jak przyjmowanie na serio niektórych komplementów. Faust nie jest z takich, co to w pierwszych minutach spotkania rzuca się na kogoś z zamiarem całowania/konsumowania/gwałcenia/et cetera takowej osoby. Bądźmy realistami... Jak już, to najpierw warto by się chociaż zapoznać. Nie spodziewał się nader popisowej reakcji ze strony chłopaczka, acz jego zażenowanie się i odwrócenie wzroku była naprawdę słodziutkie. Och... Naprawdę chciałby skosztować jego usteczek by sprawdzić, czy tak samo słodko smakuje jak się zachowuje. Usteczek i... Wrrrróć, wstrzymaj konie. Nie pozwalaj za bardzo na galop swojej wyobraźni. No, wio, teraz masz coś innego do działania.
- Miej wiarę a znajdziesz.
Rzucił krótko na słowa błazenka. No co? Wytrwałość popłaca... Zazwyczaj. Niestety, u Fausta nie popłaciła, a szkoda. Chociaż... Kto wie, kto wie. Może innym razem, może kiedyś, może jeszcze będzie czas i miejsce. Zobaczy się.
Dziewczyna straaasznie się musiała nudzić, tak kręcąc w tą i w drugą bez celu. Najpierw wybrała się na ławki, mając "ogon" w postaci psa, a potem nagle szybko wróciła, gdy "lekarze" (tiaaaaa, chyba raczej bliżej będzie do dzieci w piaskownicy) kończyli zajmowanie się pacjentem. Cóż, widać nader ciekawska była i chciała zobaczyć, jak zareaguje, gdy się ocknie. Hm... To się zobaczy. A wracając znów do blondyneczka, heh, wiedział że może na niego liczyć. Pomoc co prawda nie była aż tak potrzebna i nieoceniona, ale na pewno ułatwiła zadanie badaczowi przy owijaniu poobijanego łba muzyka bandażem. Zawsze trochę mniej wysiłku, ni? Nie mógł powstrzymać szerszego, wesołego uśmiechu na widok wyszczerzu blondynka. Ach... Co za słodycz, naprawdę. Słodziutki jak cholera, malutkie dziecko. Słodziutkie małe dziecko. Nawet odwzajemnił gest pseudo-salutu, by potem skupić się na strzałce. Pytanie jak zawsze na miejscu, wtf is dys? Cóż...
- Coś, co z pewnością postawi go na nogi.
Odpowiedział dosyć wymijająco, a zarazem udzielając, miał nadzieję, zadowolającej odpowiedzi ciekawskiemu chłopaczkowi. Przecież nie poda mu składu chemicznego tego... To było na kilka tablic ściennych i dalej, więc uznał, że taka odpowiedź powinna zadowolić jego ciekawość. No, muzyk zaczął się budzić. Show must go on! Ewentualnie... Och, mein. Let's get it started, right?
Pacjent się budzi! Hell yeah, doktorze, operacja udana, pacjent przeżył. A czy jego psychika jest w jednym kawałku, to już kwestia dyskusyjna. I nie, szatyn jest ZŁYM, i to BARDZO ZŁYM materiałem na terapeutę, chyba że chcemy pogłębić uszkodzenia umysłowe, wtedy walić do niego. Chętnie się tym zajmie. Obserwował działania muzykanta z dłońmi podpierającymi biodra. Hm... Miał wrażenie, że cierpiał na coś w stylu rozdwojenia jaźni, nie mając jednak świadomości tego, że tkwi w nim "drugie ja", plus do tego można wliczyć zaburzenia paranoicznego, schizofreniczne i odrobinę psychozy. Ładna mieszanka, swój rozpozna swego, heh. Syndrom obcej ręki? Nieee, to by wyglądało inaczej, chociaż... Objawy podobne. Hm... Nie Fauściu, nie zajrzysz mu do mózgu.
Oho, chyba jego substancja zaczęła rozpleniać się po mizernym ciele muzykanta, który zdawał się jednak mieć... Formę reakcji alergicznej na ten specyfik? Ciekawe, warte zaobserwowania. Jak na badacza przystało, wyjął z kieszeni notes i otworzył na miejscu, gdzie w roli zakładki robił mu ołówek, po czym skrobnął na szybko kilka zdań o zachowaniu organisty. Pytanie w kierunku własnym zbył wzruszeniem barków, był zbyt zajęty spisywaniem obserwacji, niż odpowiedzią na pytanie. Tak, po prostu w tej chwili uznawał, że ma ważniejsze priorytety, niż odpowiadanie na pytania swojemu "obiektowi badawczemu", khu. Szybko skończył notatki, chowając notes z ołówkiem do kieszeni, akurat by dostrzec, jak muzyk "czołga się", ewentualnie przewala przez papiery na podłodze. I znów usłyszał pytanie, och, idealny czas, teraz może odpowiedzieć. Rozłożył bezradnie ręce na boki, uśmiechając się... Cóż, zawadiacko? Łobuzersko? Zadziornie? Z dziwną pewnością siebie? Coś pomiędzy tymi. Uniósł dosyć wysoko prawy kącik ust, ukazując lekko błyskające zęby.
- Co byś nie mdlał bez powodu. Mieszanka pobudzająca mojego własnego pomysłu, działa jak widać w sam raz. Nie dość że na nogi postawiła, to jeszcze ruszasz się dosyć żwawo, tylko ciało masz nieprzyzwyczajone do pionu, hm.
Stwierdził dosyć prosto i łopatologicznie tłumacząc, co zrobił i czemu zrobił. A ostatnia kwestia akurat była rzucona z obserwacji. Nie, nie wiedział że aż tak go bolą żyły... Gdyby wiedział, pewnie naszprycował by go czymś jeszcze, by sprawdzić, czy może z natężenia obcych czynników żyły mogą pęknąć. Hah, to by było piękne doświadczenie naukowe!
Przekręcił głowę lekko w bok, wpatrując się w osobnika, który postanowił przyjąć pozę "na nieboszczyka", co wywołało ponowny uśmiech na twarzy naukowca. Mein Gott, ile on się uśmiecha przy tym typie i przy nich. Heh, kto by pomyślał że Opera jest tak rozrywkowa?
Och, proszę, postanowił zaszczycić ich swoim skrzywieniem psychicznym. Brawo Aronie którego imienia nie znam, na pewno właśnie zdobywasz zaufanie wszystkich, którzy na ciebie patrzą.
- Nie wiem jak oni, ale ja się świetnie bawię i dlatego ci nie przerywam.
Odpowiedział na jego pierwsze pytanie, którego problemu usłyszeć nie było, wszak akustyka idealna, a daleko nie stał od leżącego elegancika-nieboszczyka. Och, drugie pytanie do niego. Od NICH? Ciekawe pytanie w sumie, ale jedyne co mógł zrobić, to przytknąć ramię do brzucha i skłonić się z uśmiechem dowcipkarza.
- Ależ oczywiście że nie od NICH. Jestem od TAMTYCH.
Przyznał ironicznie, prostując się. Nie no, ma tu niezły ubaw, szczerze. Och, w końcu dał mu spokój i teraz skupił się na reszcie. Milusio, dzięki niemu dowiedział się, że ma do czynienia z szachem i błaznem, chociaż, gdyby chciał to wiedzieć, sam by wywnioskował. Nie była to aż tak trudna logika wymysłu. Wiedziony kaprysem, położył się obok obłąkańca, podkładając dłonie pod głowę i spoglądając w zamyśleniu w sufit.
- Nie bądź takim pesymistą, muzyku. Spróbuj doszukać się kolorów i barw, a nie siedzisz w czerni i bieli. A że nie lubię zwracania się do mnie per "ty" albo w jakiś inny sposób, a że znamy swoje rasy, to pozwolę się sobie przedstawić. Mówcie mi Faust, na co dzień zajmuje się chemikaliami, chemią, medycyną i tym podobnymi rzeczami, do tego od czasu do czasu eksperymentuje. Jak to się na takich jak ja mówi... Trucicielską mam naturę? Kwaso-żłopię? Nieee... O, trucicielem jestem. Ja wiem, liczyliście na kalambury, ale jakoś nie mam ochoty dzisiaj. A wasze imionka? Twoje również, muzyku.
Na zakończenie swoich słów lekko trącił go łokciem, jakoby w ogóle się nie przejmował jego... Em... Skrzywieniem myślowym? Coś w tym stylu. Po prostu, działał, chciał, robi, jest. Eee... Czy jakoś tak, khu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suzana
Czarny Pion

avatar

Dołączył : 10/07/2013
Liczba postów : 103
Godność : Suzana Sakai
Wiek : 570/ wizualnie 18
Rasa : Szach
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 165cm i 45kg
Partner : forever alone ;__;
Znaki szczególne : Długie, sięgające niewiele za pas, włosy w czarnym kolorze. Duże fioletowe oczęta. Niska ze złośliwym wyrazem twarzy.
Aktualny wygląd : szary t-shirt z jakimiś czarnymi wzorkami, czarna bluza na zamek, długie ciemne rurki i czerwone tenisówki.
Ekwipunek : lotki, scyzoryk
Obrażenia : na razie brak
Fabularnie : Opera->Aron, Faust, Teruv / wolnee :3

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Czw Sie 15, 2013 9:28 pm

Gdy tak przechodziła w tą i z powrotem dostrzegła, że jakieś futrzaste stworzenie za nią idzie. Miała już ochotę sprzedać mu kopniaka, już się prawie zamachnęła, ale stwierdziła, że dzieją się tu ciekawsze rzeczy niż biegający zwierzak, którego obecność tylko kusiła, by mu coś zrobić. Suzana nie lubi zwierzą, które wychowują się w domu. Na co komu takie pupilki. Jedyne zwierzęta jakie tolerowała i być może lubiła to takie, które żyją na wolności. Nie muszą się nikomu podporządkowywać i robią co chcą.
- Dlaczego ten pies za mną łazi?
Jej zainteresowanie ponownie wróciło na Muzykanta, kiedy ten odezwał się. W sumie i tak zareagował o wiele spokojniej niż się spodziewała. Spostrzegła jak zsuwa sie z ławki i doczołguje się pod jej nogi. Kolejny się prosi o kopniaka? Zrobiła krok w tył i przyglądała się mu z góry.
- Chcieliście mu pomóc czy się zabawić?- spytała nie wiedząc zbytnio co o tym myśleć.- Nie chciał się budzić, więc bardziej mu zaszkodziliście niż pomogliście.- Powiedziała patrząc na Błazna. Wiedziała, że on z dobroci chciał mu pomóc. Jednak najlepszą pomocą dla obłąkanego Muzykanta było zostawienie go tu samego w spokoju. Potem znowu zaczął mówić jakieś bzdury, od rzeczy. Ciekawe czy wiedział, że to Błazen najbardziej chciał go wybudzić? Chyba lepiej, żeby nie wiedział. Jednak kiedy zwrócił się do niej lekko ją... rozbawił? Tak chyba rozbawił, choć zdusiła w sobie śmiech i jedyne co to na jej twarzy pojawił sie delikatny uśmiech. Niech inni ją gardzą, mogą jej nienawidzić. Po co jej opinia innych?
- Alicjo, Alicjo, Alicjo...Kim jest ta cała Alicja? - Powiedziała wzdychając cicho. Odkąd sie tu pojawiła już tyle razy użył tego imienia. Może to właśnie ona prześladuje go w jego własnych myślach?
- Ja się bawiła do czasu aż pierwszy raz stracił przytomność.- Odparła bezradnie. A miało być tak przezabawnie. Miał pokazać to swoje "drugie" oblicze. Już było tak blisko, kiedy nagle...zemdlał.
Suzana z iskierkami w oczach obserwowała jak Faust szturcha i zbliża się do Arona. Jej zainteresowanie całą sytuacją jedynie się zwiększyło. Teraz Muzykant nie może zemdleć jak poprzednio, a za pewne wtedy zemdlał, ponieważ Suzana tak blisko podeszła. Ciekawe jak teraz zareaguje...
- Aah, a mogłeś zgadywanie tego czym jesteś pozostawić drogiemu Muzykantowi. Zna się na rzeczy. - Powiedziała z udawanym rozczarowaniem w głosie, choć faktycznie żałowała. Ciekawe, czy wstałby tak po prostu, jakby nic i sięgnął po swoją książkę, po czym zaczął analizować to kim może być znajdujący się tutaj chemik. - Suzana.- Powiedziała krótko. Nie było co ukrywać, nie było w tym żadnego celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aron
Muzykant



Male Dołączył : 04/08/2013
Liczba postów : 29
Wzrost i waga : \

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Czw Sie 15, 2013 10:50 pm

Przez chwilę jeszcze leżał pokonując ostatki słabnących efektów pobudzającej substancji Fausta. Początkowo skupiony tylko na własnym bólu nie starał się słuchać słów Truciciela, ale one same mu wpełzały do ucha. Chwytał odpowiedzi i trawił je pośpiesznie. „Mieszanka własnego pomysłu”? „Świetnie się bawię”? I dlaczego, na wszystkie rasy Otchłani, uśmiechał się? I to na dodatek w taki sposób? Jakby był zadowolony. Rozbawiony. No tak, świetnie się bawił, ale muzyk nie potrafił odgadnąć z jakiego powodu. Ona także miała na twarzy uśmiech. Nie rozumiał tego, wręcz go to niepokoiło. I jeszcze deklaracja rozbawionego chemika, że nie jest od NICH, a od TAMTYCH. Wzdrygnął się zaskoczony.
- Co u licha?... – mruknął wykrzywiając twarz, ciągle z zamkniętymi oczyma. Ściągnął brwi, zacisnął mocniej usta i szczękę, aż niemal słychać było szurające o siebie zęby. Kolejna zagadkowa sprawa. Niestety w stanie obecnym nie rozpoznałby ironii, nawet gdyby Faust pomajtał by mu nią przed oczyma a potem wcisnął do gardła. Jedyne co bardziej go zszokowało to słowa Suzany. Znów splótł z całej siły dłonie na piersiach, paznokciami wrzynając się w skórę. Alicja. Mała Alicja. Niektórzy już nie wierzą w Alicję, a Otchłań ciągle się rozpada…
- Otchłań. Alicja. To takie oczywiste, a jednak… - westchnął słabo, ale nie dokończył. Zaniepokojone spojrzenie wbił w Truciciela, który, nienienienienienie,proszę,nieróbtego!, rozciągnął się tuż koło niego.

Teraz to musieli wyglądać naprawdę frymuśnie, zwłaszcza jeśli patrzyło się z górnego kadru. Jeden śmiertelnie przerażony prawie trup(uprzedni rumieniec ulgi, który powstał gdy ciało świętowało przygaszenie reakcji preparatu, zamienił się w trupiobladość spowodowaną… cóż, ponownym kontaktem ze światem), sztywny, nienaturalny i obok swobodny we wszystkim co robił i mówił chemik Truciciel z zapędami do robienia bardzo bezdusznych eksperymentów. Organista miał nawet zapytać co też tam wyskrobał w swoim notatniku, ale ostatecznie zabrakło mu chęci, odwagi i wszystkiego innego również.

Wysłuchał go ani razu nie zmieniając swojej pozycji, jaką było coś na kształt pośmiertnego stężenia. Imiona? Pan raczysz żartować. Nie widział powodu posiadania imion czy używania ich. Swoje własne zmuszon był zaakceptować przez wzgląd na wszechświat i otaczającą go niegdyś rzeczywistość. Przecież dawniej musieli się do niego jakoś zwracać a brak odpowiedniego zlepka literek wprawiało innych w zdumienie, i żeby uniknąć zainteresowania padło na Arona.
Dlatego świadomie zbył pytanie jednocześnie nie starając się nawet zapamiętać imion pozostałych.
I wtedy też nastąpił kontakt fizyczny. Przyjął go zaskakująco spokojnie. Przynajmniej od strony zewnętrznej, bo wewnętrzna brzdęknęła nieprzyjemnie potrząsając całą muzykantową strukturą psychiczną. Przez głowę przetoczyło się parę fikuśnych wniosków, myśli i emocji. Zaczynając od umiarkowanego, zaciekawionego zaskoczenia. Pomimo tego wszystkiego co robił, ślinotoczył, mamrotał, bełkotał i jęczał, po prostu dostał neutralne, a może nawet całkiem przyjazne, trącenie łokciem. Spokojne, jakby nic co Muzykant wyprawiał nie przeszkadzało Trucicielowi. Czy powinien zerwać się i z krzykiem przebiec przez salę, łokciami odpychając po drodze Błazna i Szacha, aby skulić się gdzieś w kącie? I choć jakaś bardzo mała, aczkolwiek mająca głos w każdej sprawie, cząstka bardzo tego pragnęła, to zrezygnował. Jak już tu udało mu się dowlec, paść, to niech leży. Aczkolwiek pojawiło się zaniepokojenie, z powodu wspomnień. Miejsce trącenia było tym miejscem, które było wielokrotnie obdarte ze skóry, poparzone, zasiniaczone, zaropiałe, poranione zapewne do samej kości przez… cóż, łatwo się domyślić, przez NICH. Niezbyt miłe wspomnienie. Dlatego przełknął ostrożnie ślinę, ale nie ruszył się.

Musiał się uspokoić. Tylko spokój go uratuje. Trzeźwość. Czuł, że numer z utratą świadomości już nie przejdzie, nie po tym co zaaplikował mu samozwańczy medyk. Wziął więc wdech i wydech. I przyszło olśnienie.
- Czego chcecie - padło ni to pytanie i to stwierdzenie. Po prostu dwa wyrzucone z siebie słowa. - Nie da się "zbłądzić" do Opery, a na pewno nie do tak odległej i zapomnianej sali. Nikogo tu dawno nie było, a nagle... no proszę, Los zadecydował, może to tylko kaprys Otchłani, albo wasza decyzja, jakże daleka od spraw normalnego ciągu bytowego... szszszy, Szachy, przesuwające się po dobrze dobranych... dlaczego to zrobiłaś, fioletowowłosa... ... ...gdzie twoje poczucie winy?... - szeptał a szept coraz to bardziej przechodził w tak cichą skalę dźwiękową, że ciężko było rozróżnić słowa i ich sens. Nawiązanie kontaktu z Muzykantem w chwili obecnej, a właściwie w jakiejkolwiek chwili, wiązało się z cudem. Aczkolwiek nie było niemożliwe. Wystarczy znaleźć odpowiednią dźwignię. Chłopak miał ich wiele, był tak łatwy do kontroli, że było to wręcz zaskakujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Kwasożłop

avatar

Male Dołączył : 02/08/2013
Liczba postów : 234
GHOST : Producent
Wzrost i waga : 184 centymetrów / 58 kilogramów
Partner : So Long Sentiment, it doesn't matter now...
Znaki szczególne : Heterochromia oczu, lewe fiolet, prawe zieleń. Duża ilość blizn. Nieznacznie wybielona źrenica lewego oka. Bandaże na ramionach i przedramionach.
Aktualny wygląd : Klik, odliczając gogle oraz słuchawki. Broń też nie jest tak zdobiona. Prócz tego nosi również na sobie wygodny, przewiewny płaszcz w kolorze ciemno-brązowym. Aktualnie rozpięty.
Ekwipunek : Torba przewieszona przez bark, której główną zawartością jest sprzęt medyczny i puste probówki, poręczny miotacz strzałek oraz cztery strzałki(zawartość odpowiednio usypiająca, osłabiająca, paraliżująca, pobudzająca), sztylet, pistolet Beretta 92(15 nabojowy magazynek), klucze do mieszkania. Notes wraz z długopisem w kieszeni, okazjonalnie inne przedmioty.
Mała Historyczna Sala Spinelowa + Zegarek kieszonkowy.
Inne : Zgubił gdzieś po drodze kręgosłup moralny... Nie tylko w sprawie doświadczeń.
Obrażenia : Blizny. Same zdrowie w porządku.
Multikonta : Agito
Fabularnie : Wizyta w Operze / ...

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sob Sie 17, 2013 5:26 pm

- Mówiąc nam to, ukazujesz że sama jesteś tu dla zabawy jego samopoczuciem. Gdyby ci na nim zależało, powiedziała byś o tym wcześniej, a teraz próbujesz wywołać sztuczne poczucie winy. Cóż za przepiękna gra, nie powiem.
Zaklaskał z niemym entuzjazmem patrząc na nią pobłażliwie i z podobnym uśmiechem, odpowiadając na słowa szacha, gdy ta przyglądała się z góry temu, co mogła zapobiec zwykłym powiedzeniem tych słów wcześniej. Ależ oczywiście że nie! Bo po co. Co prawda Fausta by to nie powstrzymało, no ale cóż poradzić? Suzana pokazała właśnie że na fioletowowłosym to jej NIE zależy w żadnym wypadku, hm. Co za potworna, zła, okropna, bezduszna istota... Jakby to w ogóle interesowało go, ale lubi stwierdzać fakty i wyprowadzać je na światło dzienne. Ot, i tyle. Takie tam zwyrodnienie mentalne.
A wracając do wyżej wymienionego osobnika który nie czuje się aż tak dobrze, ale też i źle potwornie mu nie jest. Huh, aż tak kiepsko porozumiewa się z ludźmi, iż nie potrafi zrozumieć ironii? Oj, rety. Na mruknięcie i krzywienie twarzy jak przy zjedzeniu cytryny wzruszył barkami (co jednak chłopak nie widział) z uśmiechem. Tak, uśmiech się go non stop trzyma, nie powie.
- Biedny, niczego nieświadomy organista. Lepiej dla ciebie że nie wiesz.
Gdyby miał go w zasięgu ręki, to pewnie by poklepał po włosach... A w sumie, co mu szkodzi. Podszedł bliżej i poklepał go opiekuńczo po włosach, kucając obok niego, po czym znów się wycofał, wracając do miejsca gdzie był wcześniej. Zaciekawiło go to, jak dziewczyna się pytała o to, kim jest Alicja. Rety, to musi być albo młoda osoba, albo mająca niezłą amnezję, albo... Mająca to w poważaniu, vel mniej elokwentnie, w dupie. Cóż... Muzyk chyba nawet chciał to wyjaśnić, ale coś mu zabrakło języka w ustach, gdy Faust rozciągnął się obok niego. Wonder why, huh. Przeciągnął się nieco na tej podłodze, układając dosyć wygodnie, po czym postanowił dokończyć wypowiedź za grajka. Odchylił głowę by widzieć fioletowooką, po czym rozpoczął, oby nie aż tak długi, monolog.
- Alicja jest przyczyną, dla której Otchłań istnieje. Ściągnięta tutaj przez Los, który ukształtował ten świat i dał jej te rasy, jaki go zamieszkują. Kiedyś było jednak inaczej... Dzisiejsza otchłań to chora abominacja tego, czym była kiedyś, podobnie jak jej mieszkańcy. Nie będę się nad tym rozwodzić, ale powinnaś wiedzieć, że Alicja jest kimś na wzór... Powodu, dla którego wszyscy istniejemy. Gdyby nie ona, Los nie miałby celu tworzyć to wszystko.
Mówiąc to, czasem wyjmował spod głowy dłoń i dokładał nieco flegmatyczne, powolne gesty dłonią, zataczając półkola, okręgi, wskazując punkty w niewidocznym obrazie, jaki tworzyła jego wyobraźnia... Po co? Ot, dla kaprysu. Kaprys jak zawsze górą! Kaprysy forever the best, nein?
Jakoś nie przyglądał się za nadto cerze "trupa", ale z pewnością określenie że trup trupio-blady jest to raczej... Elokwencją nie bije, nie? Określmy więc że nie wyglądał zdrowo. No w cholerę elokwentnie, język giętki jak u prehistorycznego dyplomaty wprost. Zostawmy to więc w spokoju i skupmy się na tym, co się tu dzieje a co nie dzieje. Przemilczał słowa Suzany, uznając że nie potrzebują one odpowiedzi. Skoro się bawiła do tamtego momentu, trudno. On się bawi teraz.
Nie otrzymując odpowiedzi na pytanie odnośnie imienia, zerknął w stronę szacha, lekko przekręcając głowę na bok. Wyglądał z pewnością dziwacznie, ale cóż...
- A tobie się przedstawił? Wygląda na straaasznie spiętego...
Przy drugim zdaniu przekręcił głowę w stronę muzyka, który naprawdę wyglądał na potwornie spiętego, leżącego jak trupia kłoda. Wciąż wyglądał na potwornie spiętego, nie reagującego na nic. Aż Faust naprawdę miał ochotę go podnieść do siadu, usiąść za nim i zacząć masować jego spięte mięśnie. W sumie... Czy to jakiś problem? Oczywiście dla kogoś pokroju Arona problemem to okazać się może, ale skąd takie rzeczy miał Faust wiedzieć. Och, zareagował! Widział jak delikatnie i ostrożnie rusza się jego grdyka. Hm, przełyka ślinę? Ciekawe.
Och! Nastała odpowiedź! Po tak długim czasie czekania liczącym pewnie około minutę z hakiem organista potrafił dać odpowiedź. Niestety, nie była ona zbyt konkretna. Czego chcą? Badacz wzruszył barkami na te, dwa słowa. Gdy jednak chłopak począł mówić kolejne, co raz mniej sensowne słowa, postanowił wyjaśnić, czemu akurat on tu przybył.
- Owszem, nie zbłądziłem do Opery. Dawno mnie tu nie było, chciałem ją odwiedzić. I usłyszałem organy. Daleko byłem, dawno nie słyszałem, to za nim na wyczucie tu dotarłem, kilka chwil minęło. Ujmując prozaicznie, chciałem cię posłuchać, a reszta potoczyła się sama. Nadal uznaje że jesteś zbyt spięty. Coś na to zaradzę. I nie, nie bój się, tym razem bez chemikalii.
Z nader przyjaznym uśmiechem zręcznie się podniósł do kucnięcia, po czym "zwlókł zwłoki" Arona do siadu, a żeby nigdzie nie umknął ani nie padł z powrotem, szybko usiadł za nim, jakoby lekko obejmując go nogami. Co prawda, nie było tego widać, ale cholera, nie miał co zrobić z nogami, więc tak wyszło że siedział mu między nimi. Przytknął swoje dłonie do jego karku i począł powoli, dokładnie masować, naciskając na co mocniej spięte mięśnie w celu rozluźnienia ich. Naprawdę, nie był nader inwazyjny w swym działaniu. A to czy wyglądało to dziwnie... To swoją drogą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suzana
Czarny Pion

avatar

Dołączył : 10/07/2013
Liczba postów : 103
Godność : Suzana Sakai
Wiek : 570/ wizualnie 18
Rasa : Szach
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 165cm i 45kg
Partner : forever alone ;__;
Znaki szczególne : Długie, sięgające niewiele za pas, włosy w czarnym kolorze. Duże fioletowe oczęta. Niska ze złośliwym wyrazem twarzy.
Aktualny wygląd : szary t-shirt z jakimiś czarnymi wzorkami, czarna bluza na zamek, długie ciemne rurki i czerwone tenisówki.
Ekwipunek : lotki, scyzoryk
Obrażenia : na razie brak
Fabularnie : Opera->Aron, Faust, Teruv / wolnee :3

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Nie Sie 18, 2013 10:15 am

- Nie zależy mi na nim. Nie będę się z tym kryła. Jednak chyba każdy zauważył, że zaraz po swoim ocknięciu zaczął walić głową w mur. Z pewnością nie robił tego dla zabawy.- Stwierdziła, głównie broniąc swoich własnych faktów. Dla niej było to czymś oczywistym. Jednak dziewczyna miała dziwny pogląd na świat, podejście do otoczenia. Zazwyczaj całkiem odmienny od reszty. Od dziecka podążała własnymi ścieżkami, nie patrząc na to co robią inni. W sumie nie miała wyboru. Nawet gdyby próbowała podążać za kimś to i tak byłaby odrzucona.
Taki średni zarys historii Alicji miała w głowie. A nawet nie średni, ale mały. Będąc włóczęgą, dzieckiem przerzucanym z domu do domu nie miała okazji się wiele nauczyć. Parę razy w ciągu swojego życia miała okazję usłyszeć coś o jakiejś Alicji. Jednak i tak to imię zawsze stanowiło dla niej jakąś zagadkę. Wysłuchała uważnie słów Truciciela. Nie przewała mu ani razu. Potrafi ona słuchać. Dla niej nie ma niczego gorszego niż przerywanie komuś, w czasie gdy ta osoba coś mówi. Jeśli ktoś coś mówi to po to, by inni tego wysłuchali. Chyba, że mówi ten ktoś do samego siebie.
Śledziła wzrokiem poczynania Fausta. Wyglądał agresywnie, niebezpiecznie, jednak zachowywał się całkiem inaczej. W pewien sposób łagodnie i...opiekuńczo? Jednak dało się zauważyć, że za tym zachowaniem może się coś kryć. W oczach Suzany miał w tym jakiś swój własny cel.
- Nie. Spięty? Mało powiedziane. Bycie w tak bliskiej odległości jest dla niego stresujące.- Stwierdziła bezradnie patrząc jak Faust kręci się wokół niego. Był jeszcze wstanie poprawnie funkcjonować, poprawnie umysłowo, kiedy miał jeszcze pewną swobodę. Dobrze pamiętała, że kiedy tylko się zbliżyła, nie wytrzymał i przez te wszystkie nerwy zemdlał.
Spojrzała ponownie na Muzykanta, kiedy ten przemówił. Zaskakiwało ją, że niekiedy bełkotał od rzeczy, a za chwilę potrafił mówić z sensem.
- Chyba wszystkich tu zgromadzonych przyciągnął dźwięk twoich organów. Poczucie winy? Myślę, że póki co nie. Palcem cie nie tknęłam.- Odezwała się po raz kolejny, jak zwykle bezradnie. Nużyło ją stanie w miejscu. Zaczęła spokojnym, powolny, spacerowym krokiem krążyć po pomieszczeniu. Nie odchodziła od nich daleko. To parę kroków w przód, potem zwrot i znowu parę kroków przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aron
Muzykant



Male Dołączył : 04/08/2013
Liczba postów : 29
Wzrost i waga : \

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Pon Sie 19, 2013 11:20 pm

Słowa Suzany były istotnie zajmujące. Komu na nim mogło by zależeć. *Alicji* Nie zrobił w swoim życiu nic, co mogłoby sprawić aby ktokolwiek zwrócił na niego uwagę. {{kłamstwo. a twój Ponury Dyrygent? i wiesz... ONI, Czarni Rycerze i Mroczni. oni zwrócili uwagę. i słono za to zapłaciłeś...}} Zanim stał się... właśnie taki - niezdrowo zapomniany przez rzeczywistość i wysoce niezdolny do prawidłowych odruchów psychicznych, również był jakiś takiś byle jaki. Stojący w cieniu, wycofany, cichy, ale przynajmniej miał nadzieję na miłe relacje z innymi osobnikami. Lecz cóż. Pewien ciąg wydarzeń sprawił, że skończył w tej sali. Smutny koniec.
Nikomu normalnemu(a znajdź tu w Otchłani kogoś z takim mieniem, powodzenia...) nie przyszło by do głowy aby choćby spojrzeć na niego przychylnie, nie mówiąc już o tym by komuś na nim zależało. Nic jak tylko zamknąć w klatce jako interesujący obiekt ślinę toczący gdy się go dotknie, i patrzeć jak zdycha, kiedy tylko wywlecze się go dalej jak z Opery, gdyż nie może znieść braku swojego instrumentu. Organów mu się zachciało... Każdy trzeźwo myślący miał gitarę, trąbkę, skrzypce, flet czy inny dający się łatwo przenosić instrument, ale jemu się zachciało gigantycznych piszczałek przymocowanych do kamiennej ściany. Skoro już o nich mowa... Ich dźwięk zwabił tu całe towarzystwo, tak? Grywał bardzo dużo, bardzo głośno i od bardzo dawna, ale jakaś bezczelna, okrutna siła wyższa nagle teraz zdecydowała się ich tu wszystkich sprowadzić. *przeklęty Los* Miał tu już Cukierkowego Rozrabiakę, zjawił się Ludzki Szach(na razie tylko Czarny Pion, ale kto wie jaka figura mu tu jeszcze przypełźnie), Truciciel i Błazen. Nieźle jak na początek.
I to wszystko ich wina. Bezczelne, arogancie, niedające się ruszyć z miejsca organy.

Otworzył nagle szeroko oczy i zwrócił je w kierunku instrumentu.
- Zabijasz i ożywiasz mnie w każdej sekundzie mojego bytowania(czy to oznacza, że jestem na wpółmartwy? Może martwy i żywy jednocześnie? Ale Alicja sprawiła, że po śmierci w Otchłani znikamy na zawsze. Och, więc to tylko stan umysłu, to co ze mną wyprawiasz?). Wstydziłbyś się - westchnął, a jego głos sugerował, że nie miał im tego za złe. Po prostu chciał im o tym przypomnieć, ot i tyle.

Zaraz też okazało się, że jest spięty. Była to słuszna uwaga. Był zestresowany, ciągle zdezorientowany. Żaden z przybyszy nie dał mu jeszcze ani chwili by odetchnąć. Nie mogli stanąć w miejscu, zamknąć mord i dać mu zebrać rozszalałe myśli do kupy. Jak się zastanowić było w tym i sporo jego winy. Wszystko robił pod wpływem emocji, jak zwierzę, odzywał się w nim tylko instynkt i impulsy wspomnień. Początkowy strach opadł, gdyż wiedział, że nic nim nie zdziała(był już zbyt wyczerpany by się bać, faustowa substancja odebrała mu jakoś wigor). Nie było to wprawdzie świadome przemyślenie, a raczej jedno ze skrzywień Arona. Strzępki tego co mu zostały w głowie starały się kierować nim najlepiej jak umiały, dzielne strzępki, ale nie wychodziło im to najlepiej. Strzępki rozumowały: strach niet. Boimy się już od dłuższego czasu, nie podziałało, teraz może coś innego. I stało się. Bełkotał.

I wtedy też łagodnie podciągnięto go do jakiego takiego siadu. Zmarszczył nos niczym zaskoczony i obrażony królik. Fuknął, ale nie miał siły oponować. I zaraz się przekonał, że… jest mu odrobinę lepiej. Nie do końca „jemu”, ale jego ciału. Wyprężył się w koci sposób nastawiając się do dalszego „drapania za uchem”. Mrrrr… Wystarczyło tylko odrobinka łagodności. …którą właśnie otrzymał od niestabilnego psychicznie i moralnie Truciciela, plującego żrącymi substancjami Kwasożłopa, który zdążył już go wcześniej naszprycować jakimś pobudzającym zastrzykiem, zupełnie bez jego zgody. Milusio.
Jednak nie trzeba było czekać długo na kolejną scenę ze strony Muzykanta. Dotyk, choć przyjemny, znów przywołał wspomnienia, które tak długo starał się utrzymywać w najgłębszych zakamarkach swojego umysłu.
*Leżał pod ścianą. Było ciemno i prawie że cicho - jednie jego głośny, świszczący oddech świadczył że żyje. Był cały zakrwawiony, brudny, z zaropiałymi ranami i spuchniętą twarzą. Każdy ruch wywoływał kolejną, narastającą falę cierpienia. Do pomieszczenia wchodzi kobieta. Ma na twarzy maskę, jak niemal wszyscy Mroczni. Łapie go za niemal doszczętnie zniszczone ubranie i uderza gwałtownie jego chorym i wymizerowanym ciałem o ścianę. W łopatkę wbija mu się wystający kamienny łupek. Nieprzyjemny trzask sugeruje złamanie kości.
- Gdzie jest Element? Gdzie jest Element Otchłani, muzyku? – spyta poważnym, cichym głosem. Zdaje się być u kresu wytrzymałości. Odpowiada jej tylko stęknięcie przemieszane z gwałtownym szlochem. – Sporo wiesz o Otchłani, Alicji i Elementach. Skąd to wszystko wiesz? Gdzie jest ten piekielny Element?! - zniecierpliwiona krzyczy .
– Nn-n-n-ie wiem… - wyjękuje spazmatycznie chłopak, z trudem poruszając ustami. Łzy parzą go w rany na policzkach. – J-j… ja ni-ie… pro.. proszę… nie zabijajcie mnie, nie wiem, nic nie wiem…*

- …proszę, nie, nie, ja tylko szukałem… błagam, nie… n-nn-ni… - Drgnął i szarpnął się, przerywając rozluźniające, całkowicie bezbolesne masowanie karku. Nie miał siły się wyrywać, zresztą ułożenie nóg Truciciela wcale tego nie ułatwiało. Skulił się więc, schował głowę pomiędzy nogami, dłonie zaplatając od tyłu na szyi. {{...! ciii, cicho... spokojnie... uhum.}}

- Przeprasza... przepraszam... przepraszam... - westchnął po chwili. Mówił do siebie, do Fausta czy do kobiety z wspomnień? Trudno stwierdzić. - Ja po prostu... - zaczął i nie dokończył. Uniósł głowę szukając pomocy. Starannie ominął Suzane, mając w pamięci jej wcześniejsze słowa. Zawiesił na chwilę spojrzenie na ciągle kulącym się z boku Błaznem. Obydwoje aktualnie do niczego się nie nadawali, więc pozwolił oczom prześlizgnąć się na dominujący dla niego element w sali. Organy. Utkwił w nich spragnione spojrzenie, jakby oczekiwał, że nagle same z siebie zagrają i choć trochę uspokoją wzburzone i chaotyczne myśli oraz wspomnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teruv
Arlekin

avatar

Dołączył : 14/04/2013
Liczba postów : 228
Godność : Eren Nicholas Teruv.
Wiek : Wygląda na 18, a nawet nieco ponad.
Rasa : Błazen.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 174cm -> 53kg
Partner : WSTYDZĘ SIĘ.
Pan/Sługa : Nope/Nope.
Znaki szczególne : Zwyczajny... jeśli nie zacznie się odzywać.
Aktualny wygląd : Gilbert: Zwykły, czarny t-shirt bez żadnego nadruku, lekko rozdarty na lewym boku. Czerwone spodnie, podtrzymywane przez ciężki, brązowy pasek ze srebrną klamrą. Obydwie nogawki są umorusane w błocie, aż po same kolana i lekko porozdzierane ku dołowi. Na nogach trampki, również w nie najlepszym stanie. W uszach widać nagie dziury, acz w niektórych da się zauważyć kilka kolczyków. Generalnie wygląda jakby wyszedł z dziczy.
Faust, Suzana, Aron: Czarna, rozpięta koszula z podwiniętymi rękawkami do 3/4 długości. Pod spodem biały T-shirt z niezidentyfikowanymi napisami, układającymi się w jakiś śmieszny wzór. Spodnie o żywej, zielonej barwie. Wyglądają jakby były nowe. Czarne trampki. W uszach wyjątkowo pełen komplet kolczyków, zero nagich dziur. Na prawej ręce ma przewiązany ciemnobrązowy rzemyk. Coś al'a bransoletka.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, monokl i sztuczne wąsy, pudełko igieł, jakiś ładny kamyk, buteleczka z czarnym atramentem i figurka konia z szachów (biała)
Inne : Ma pieska. Wabi się Kida.
Fabularnie : Salon -> Czarny Wilk || Sala spinelowa -> Faust, Suzana, Aron

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sro Sie 21, 2013 12:25 pm

    // Dziękuję, że nie zapisaliście trzystu stron, gdy mnie nie było ;u; Jesteście kochani.


Gdyby tylko ta sierotka wiedziała jak bardzo słodka się wydaje w oczach Truciciela, z pewnością zachwycona by nie była. Owszem, akceptował swoją dziecięcą nieporadność i mały móżdżek, ha, w ogóle sukcesem jest, że był tych rzeczy świadomy, acz raczej nie widzi mu się rola uległego chłoptasia, albo inaczej… cukiereczka do smakowania. Mimo wszystko był mężczyzną! Ba! Czasami spędzał wieczory przed lustrem i szukając pierwszych włosów na klacie przyglądając się bliżej swojej buziuchnie, był w stanie tak zmanipulować swoją minę, aby w 1/1000 przypominać drwala! (po uprzednim dorysowaniu sobie włosków na brodzie mazakiem-) Tak więc znał swoją męską naturę i.. i… i w sumie tyle z tego, bo nawet gdyby faktycznie zapuścił busz na twarzy, poleciał rąbać drzewa jak psychol, czy choćby zapijał się piwskiem od rana do wieczora to i tak wszystko by to prysło jak bańka mydlana, gdyby ktoś pewnego razu prosto w twarz powiedział mu, że jest uroczy. Tak, tak.. nie byłby zadowolony jak pisałam wcześniej, ale zareagowałby raczej natychmiastową zmianą koloru twarzy na soczystą czerwień i zamiast wybuchnąć złością, jąkałby się jak ostatnia sierota, nie dopuszczając do siebie wiadomości, że mógłby być dla kogoś kimś więcej, niż tylko ostatnim pajacem. Ale po co się tak nad tym rozwodzić, skoro w chwili obecnej nic się nie zapowiada na to, aby kiedyś musiał się tak zachowywać przed Trucicielem czy kimkolwiek innym. Szczególnie, że i tak zaraz wszyscy stracili nim zainteresowanie i przenieśli je raczej na Muzykanta. I chwała temu-tam-na-górze za to.
Zachowanie Fausta sprawiało, że Teruv, który dotychczas przypominał raczej skuloną psinę, trochę się rozluźnił. Może nie zaczął od razu skakać po całej sali jak chory umysłowo, ale swoboda w czynach chłopaka o dwukolorowych oczach, trochę tłumiła nienormalne zachowanie Obłąkańca. A przynajmniej w tej krótkiej chwili. W następnej, jeszcze krótszej, zaczął się czuć dziwnie, bo nawet obecna tu dziewczyna wydawała się nie przejmować za bardzo zachowaniem Arona. A przynajmniej sprawiała wrażenie spokojnej. Ereś zaczął się zastanawiać czy samemu nie wrzucić na luz, ale.. ale był zbyt przejęty zachowaniem Muzykanta, by tak po prostu zlać to wszystko i pójść się bawić.
- Wabi się Kida. – burknął do Suzany trochę nieśmiało, w żaden sposób nie odpowiadając na jej pytanie odnośnie pieska. Cóż, albo dla niego idealną odpowiedzią na Dlaczego ten pies za mną łazi? jest przedstawienie swojego pupila, albo zwyczajnie nie był zainteresowany nowym obiektem obserwacji swojego futrzaka i aby ułatwić komunikację pomiędzy nim, a zwierzęciem powiedział jak ów pies ma na imię. Bo w końcu Przestań gryźć moją nogę, Kida! brzmi dużo ładniej i sto razy lepiej trafia do ludzi, niż Przestań gryźć moją nogę, cholerny futrzaku, którego nazwy nie znam, bo mnie ona nie obchodzi, bądź której nie przedstawił mi Twój nieodpowiedzialny właściciel! Prawda~?
Zaraz jednak zdał sobie sprawę ze smutnego faktu, jakoby zamiast zaprezentować samego siebie, raczej zapoznał wszystkich ze swoim psem. Atmosfera znowu stała się cięższa po kolejnym ruchu Muzykanta i już zwyczajnie nie było sensu się przedstawiać, a przynajmniej nie w tym momencie. Teraz rozmawiają o Alicji. A szkoda, bo Teruv z miłą chęcią podzieliłby się ze wszystkimi nie tylko swoim mianem, czy przynależnością rasową, ale też ulubioną potrawą, kolorem, liczbą, sposobem na spędzanie wolnego czasu, znakiem zodiaku, numerem telefonu, dokładnym adresem zamieszkania, kolorem ścian w łazience czy dokładną godziną o której ostatnim razem się potknął… taka strata. Żałujcie.
A skoro mowa już o Alicji.. jakim cudem można jej nie znać, bądź chociaż nie kojarzyć!? Fakt, fakt, sam blondasek nie zwracał na nią jakoś szczególnie uwagi, bo dla niego rozplaskana na ziemi gałka od niedawno kupionych lodów jest sprawą większej wagi, niż zaginiona dziewczynka, przez którą bądź co bądź w ogóle żyje, ale pytanie Suzany było dla niego co najmniej dziwne. Z miłą chęcią sam by jej wyjaśnił, czy może lepiej przypomniał o samej istocie Otchłani, ale ubiegł go w tym Faust. Jego profesorskie półkola zataczane w powietrzu trochę go śmieszyły. Skojarzyły mu się z wolnymi, prostymi tłumaczeniami, jakie to zwykle przedstawia się dzieciom, więc zwyczajnie nie był w stanie powstrzymać u siebie delikatnego uśmiechu, który w jego przypadku z subtelnością nie miał nic wspólnego; wyszczerzył ząbki i zachichotał cichutko pod nosem, starając się nie zwracać – za bardzo - na siebie uwagi… jeszcze dostanie po łbie.
- … powiedzieć mu, że nie zwróciłem szczególnej uwagi na organy, gdy tutaj przychodziłem? Sprostować, że zwyczajnie się zgubiłem, szukając Sceny? Eh.. nie.. lepiej to przemilczeć. – przeszło mu przez myśl, gdy tak obserwował sobie Obłąkańca, który zdawał się mówić do niemałych piszczałek przylgniętych do ściany. To, że było to nienormalne też lepiej przemilczeć.
W pierwszej chwili wydawało mu się, że Aronowi odpowiada masaż jaki zaserwował mu Faust, jednak niedługo po tym Muzykant po raz kolejny zaczął gadać bez sensu, tym razem przepraszając i kuląc się przerażony. Pomimo iż dalej wydawał mu się cholernie straszny, chęć pomocy wszystkiemu co żyje była silniejsza i znów do nich podskoczył, jednym susem znajdując się tuż obok siedzących na ziemi.
- E-Eeeh.. spokojnie… - wydukał nie do końca wiedząc co ma w obecnej chwili powiedzieć, zrobić czy nawet myśleć. Kucnął przed Obłąkanym, a kluczowym zadaniem stało się dla niego załapanie kontaktu ze zmizerniałym. Nie zwracał zbytnio uwagi na konsekwencje swoich czynów, więc porwał się na delikatne dotknięcie ramienia Muzykanta. Może nie odgryzie mu ręki…?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suzana
Czarny Pion

avatar

Dołączył : 10/07/2013
Liczba postów : 103
Godność : Suzana Sakai
Wiek : 570/ wizualnie 18
Rasa : Szach
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 165cm i 45kg
Partner : forever alone ;__;
Znaki szczególne : Długie, sięgające niewiele za pas, włosy w czarnym kolorze. Duże fioletowe oczęta. Niska ze złośliwym wyrazem twarzy.
Aktualny wygląd : szary t-shirt z jakimiś czarnymi wzorkami, czarna bluza na zamek, długie ciemne rurki i czerwone tenisówki.
Ekwipunek : lotki, scyzoryk
Obrażenia : na razie brak
Fabularnie : Opera->Aron, Faust, Teruv / wolnee :3

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Sob Sie 24, 2013 8:39 pm

Przyglądała się kolejnej szopce odprawianej przez Muzykanta. Splotła ręce na piersi i wsłuchiwać się w jego słowa. W czasie kiedy mówił zdążyła sobie ziewnąć, obrócić fioletowymi oczkami i zrobić parę kroczków w tą o z powrotem. Tak nieładnie mówił do swojego instrumentu. Zachowywał się jakby go nienawidził, a grał na nim jakby był całym jego życiem .Trudno już było jej pojąć jaki on ma stosunek do czegokolwiek. Westchnęła ciężko, kiedy już skończył wygarnianie organom. Przyglądała się jego ruchom.
Już nieco znudzona obserwowała jak Truciciel zaczyna go masować. Wyraz jego twarzy zdawał się chwilowo mówić o jego niezadowoleniu, jednak nie chciało mu się chyba wyrywać. Suzana pewnie nie dałaby się tknąć Faustowi. Jeszcze by jej jakąś truciznę wstrzyknął, albo zrobił nie wiadomo co. Na razie nic szkodliwego nie robił, ale Suzana po prostu mu nie ufała. No dobra, bądźmy ze sobą szczerzy. Suzana nie ufa chyba nikomu i nie zaufa. Nawet nie chce, więc pewnie nie będzie próbowała.
Po chwili usłyszała słowa Teruva. Przedstawił jej swoje zapchlonego zwierzaczka. Oh, jak miło. Szkoda, że ją to troszkę nie obchodziło. Jednak już zignorowała ten fakt. Nawet nie spojrzała na Błazna. Nie za bardzo ją interesował. Właściwie powoli traciła zainteresowanie czymkolwiek. Leniwie śledziła wzrokiem ruchy Muzykanta, który wstał i ją ostrożnie ominął. Widząc to już mała ochotę podskoczyć, szturchnąć go lub zrobić cokolwiek innego, co pewnie po raz kolejny wyprowadziłoby go z równowagi, ale cóż. Była trochę już znużona i jej się nie chciało. Zobaczyła jak Błazen za nim podąża i nadal próbuje mu pomóc.
Jak widać zgromadzone tu osóbki, będą zapewne próbować uspokoić i zrelaksować obłąkanego. Błazen pewnie będzie chciał mu za wszelką cenę pomóc, ważne dla niego by być dobrym i uratować Muzykanta od problemów, stworzonych głównie w jego głowie. Natomiast Faust pewnie będzie chciał go zrelaksować, wyciągnąć z niego informacje i po prostu cieszyć się zabawą w naprawianie Arona.
- Ten widok zaczyna być już nudny. Róbcie co chcecie...Na mnie już pora.- Odparła wzruszając ramionami i ruszyła w stronę drzwi.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aron
Muzykant



Male Dołączył : 04/08/2013
Liczba postów : 29
Wzrost i waga : \

PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   Nie Wrz 01, 2013 1:34 pm

Za takie show jakie tu wyprawiał powinien mu ktoś płacić, tyle rozrywki dla widowni! Nieszczęśliwie nie było żadnego sponsora, szkoda. Nie zauważył nawet kiedy wyszła Suzana, jej najwidoczniej nie podobało się przedstawienie i gdyby rzeczywiście pobierał opłaty za wchodzenie tutaj, żądała by pewnie teraz zwrotu kosztów.
- Tak - rzucił cicho zupełnie znikąd, po prostu jakby się zgadzał, że spokój, który zasugerował mu Teruv, rzeczywiście byłby bardzo przydatny w chwili obecnej. W każdej chwili jego życia, właściwie. Dał podejść do siebie Błaznowi nie robiąc przy tym niczego szalonego. Jednak zaczęło robiło mu się niewygodnie, więc wygramolił się z dziwacznego uchwytu nóg Fausta, przeczołgał się kawałek po podłodze, a raczej przepłyną wśród szeleszczących warstw papierów, i znów padł niczym martwy na ziemię. Po prostu leżał i oddychał dość głośno, przestraszony i zdezorientowany.
- Pomóż mi, proszę, pomóż... - powiedział pozbawionym energii, zrezygnowanym głosem. Wyciągnął w stronę Teruva rękę. Niech coś zrobi. Cokolwiek. Teraz, gdy już zupełnie stracił orientację co się dzieje, rozpaczliwie potrzebował pomocy. Od kogokolwiek. Na Alicję nie miał co liczyć, w końcu biedaczyna była chwilowo zajęta, a Otchłań chyliła się ku upadkowi, więc wykreślił ją z listy. Faust? Nie był pewien, a właściwie był wściekle pewien, że pomoc w jego wykonaniu przerosła by jego oczekiwania i skręciła w zupełnie inne wyobrażenia pomagania. Ten mały, który jako jedyny wykazywał odruchy empatyczne? Co on mógł. Miał nadzieję, że jednak coś mógł, bo inaczej będzie kiepsko.
To w końcu chcieli go zabić czy nie? Skoro jeszcze żyje i nie doznał żadnych ran, wszystko było w porządku. Względnie. Trzeba było trochę Arona uspokoić, jakoś postawić go do pionu. Potrafił nieoczekiwanie zmieniać swoje zachowanie, tym przecież się miedzy innymi sławił, swoją nieobliczalnością psychiczną, ale nie działało to przecież na zawołanie. {{jeśli się dogadamy, przejmę kontrolę. tylko musisz mnie usłyszeć...}}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: mała historyczna Sala Spinelowa   

Powrót do góry Go down
 
mała historyczna Sala Spinelowa
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» Sala grawitacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  Opera-
Skocz do:  
_______________________