IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Uważaj­cie, aniołowie bar­dziej sza­tanom niż ludziom są bliscy. (takie to bez ładu i składu)

Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



Uważaj­cie, aniołowie bar­dziej sza­tanom niż ludziom są bliscy. (takie to bez ładu i składu) Empty
PisanieTemat: Uważaj­cie, aniołowie bar­dziej sza­tanom niż ludziom są bliscy. (takie to bez ładu i składu)   Uważaj­cie, aniołowie bar­dziej sza­tanom niż ludziom są bliscy. (takie to bez ładu i składu) EmptyNie Lip 14, 2013 11:33 am

*krótkie kawałki wspomnień*

- AAAAAAAH! – ciszę na korytarzu przerwał ostry krzyk jednej z kobiet, która obecna była w tej chwili w domu. Leżała na łożu, a targały nią spazmy niewyobrażalnego bólu. Dostępne w pobliżu „pielęgniarki” krzątały się obok niej, sygnalizując między sobą pospiesznie nadejście długo wyczekiwanego dziecka. I to niezwykłego dziecka…

- Gratulacje, Raphaelu. To zdrowy chłopiec. – jedna z sióstr podała wysokiemu mężczyźnie o siwej czuprynie małe zawiniątko, w którym mieścił się… - Prawdziwy Anioł. Żona nie powróciła jeszcze do pełni sił, ale może pan pochwalić się jej nowym „nabytkiem”.– zachichotała radośnie kobieta, niemalże w podskokach wychodząc z domu. To tu odbywał się poród.
Skrzydlaty odgarnął mokre od potu włosy z czoła, ale teraz już nie było to ważne. Zdenerwowanie i stres minęło, zastąpione przez szczęście i miłość do swojego nowego potomka. Kilka kroków, lekkie skrzypnięcie drzwi i widok zmęczonej, ale ukochanej żony leżącej na łóżku napełnił go jeszcze większym miłosierdziem.
- Widać nawet tycie piórka.– westchnęła, uśmiechając się przez łzy. Rodzina, której szczęście miało się zaraz zakończyć. Skrzydlata zamknęła oczy. Zasnęła. Już nigdy się nie obudziła.

- Jak się czuje Nathanael? Słyszałam, że powiedziałeś mu prawdę.
- Zamknął się w sobie, mimo że próbuję do niego przemówić. Bierze na siebie całą winę, całą odpowiedzialność. Nie wiem jak mu przemówić do rozsądku, on naprawdę myśli, że mógłby… - mężczyzna ściągnął brwi w zmartwionym geście. Cóż miał robić? Powiedział mu prawdę, ale oczekiwał od nastoletniego syna innych emocji. Dobrze, że przynajmniej nie uciekł z domu.
- Nie, nie mów tego. Nie mogę dopuścić do siebie myśli, że on mógłby posądzać siebie o coś tak strasznego. Przecież nie… Nie umarła z jego winy. Wiele kobiet umiera po porodzie.
- Dobrze wiesz jaki jest Nathanael. Ma jej charakter. Mały uparciuch.
- Ale jest jeszcze taki młody…

- Ojcze? – delikatną dłonią odsunął do tyłu krzesło, aby zasiąść przy stole razem z Archaniołem. – Jestem Ci wdzięczny, że powiedziałeś mi o tym tak wcześnie. Mam czas, aby przyzwyczaić się do tego. Naprawdę nie musiałeś nasyłać na mnie innych Archaniołów. Ale teraz już mam cel w swoim życiu, do którego będę dążyć. Chcę, byś nauczył mnie tego, co potrzebne do usamodzielnienia się. Gdy będę gotów – chcę dążyć do własnego spełnienia, nie chcę żyć w domu, z którym mam to jedno, złowrogie skojarzenie, którego nie potrafię się pozbyć…


*z punktu widzenia Nathanaela*

Urodziłem się ponad 1000 lat temu. Niestety nie pamiętam dokładnie kiedy, zresztą – data moich narodzin, w ogóle same moje narodziny źle mi się kojarzą, więc nie chcę pamiętać tego dnia. Wiążę go ze zgonem mojej matki. Urodziłem się w Otchłani, w domu rodzimym, a moje pełne miano brzmi Nathanael Raphael Sonneillon. Drugie imię nadano mi po ojcu. Mimo, iż przeżyłem już sporo wieków – nic atrakcyjniejszego nie działo się w moim życiu. Wiodłem je spokojnie. Jednak wieść, że matka zmarła tuż po urodzeniu mnie wstrząsnęła mną do głębi. To prawda, zamknąłem się w sobie. Obwiniałem się o jej śmierć, bo przecież nawet jej nie znałem. Musiałem to wszystko przemyśleć, nie liczyłem jednak na to, że ojciec naśle na mnie Archaniołów. Jednak rozmowa z nimi podniosła mnie na duchu. Wytłumaczyli mi wszystko, a ja z podziwem przyglądałem im się, każdemu z osobna. Wysocy, o zarysowanych mięśniach, a ich twarze jaśniały delikatną poświatą. Każdy z nich miał w sobie coś, co urzekało nawet najwyżej postawione jednostki. Dla nich nawet Niebo mogłoby runąć. Wszak Skrzydlaci byli najpiękniejszą rasą. A i mądrościami nie gardzą.
Wtedy właśnie zapragnąłem być taki jak oni. Chciałem być kimś więcej niż tylko zwykłym szarakiem wśród Skrzydlatych, nieśmiałym chłopcem, który nie wyściubia nosa z własnego progu. I wtedy też właśnie udałem się z prośbą do ojca, by uczył mnie wszelkich technik, które przydadzą mi się w samodzielnym żywocie. Zgodził się, mogąc czymś w końcu zająć swoje ja i spędzić ze mną więcej czasu. Cieszył się, widząc jak jego syn „zmartwychwstaje”. Sztuka latania, sztuka leczenia za pomocą dotyku, ćwiczył na mnie nawet swoje zauroczenie. Nikt nie spodziewał się, że mogę mieć w sobie ukrytą, tajemniczą moc. I nadal nikt o tym nie wie, nawet ja sam. Mógłbym być ich tajną bronią, gdybym tylko miał o niej jakiekolwiek pojęcie. Ojciec podarował mi dom. Niewielki, nie chciałem mieszkać w jakiejkolwiek willi. Wystarczyła mi przytulna jakby kawalerka. Od tamtej pory, a minęło już sporo lat nie widział nikogo ze swojej rodziny. Nikogo.

A jaka była historia z kotem? Znalazł na ulicy, nie ma nic prostszego. Brudny, mały kociak – czy to nie słodkie?
Powrót do góry Go down
 
Uważaj­cie, aniołowie bar­dziej sza­tanom niż ludziom są bliscy. (takie to bez ładu i składu)
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 

 :: archiwum :: Historie postaci
-
Skocz do:  
_______________________