IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Komnaty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Komnaty   Sro Lip 03, 2013 8:47 pm

Prywatna sfera Shetani. Dostanie się do ich wnętrza to nie lada problem, jeśli nie miało się zaproszenia lub immunitetu. Przy drzwiach zawsze stoją strażnicy, którzy czuwają w każdej sekundzie, by ich władczyni się stała się krzywda ani nikt nie zmącił jej spokoju. Jeśli jednak uda się komuś wejść do środka, przywita go sporych rozmiarów salon. Utrzymany w szarościach i niebieskości, nie tchnie władzą i pychą, którą często opisuje się koronowane głowy. Miękkie dywany chronią gołe stopy przed zimnem marmurowej posadzki. Na samym środku znajduje się miękka kanapa i fotele, po których widać, że są raczej nieużywane, tak samo jak niski stolik. W kącie stoi biurko, po którym walają się dokumenty, księgi i papiery, często też walające się po ziemi obok mebla i na pufie. Po prawej stronie znajduje się ogromne okno, które wpuszcza srebrzyste światło księżyca do salonu, lekko stłumione przez cieniutkie, półprzeźroczyste firany. Przedłużeniem pokoju jest ogromny balkon, z widokiem na całe miasto u stóp zamku oraz niemalże na całą Republikę. Na przeciwległej ścianie znajduje się biblioteczka, uginająca się od ilości ksiąg, jak i drzwi do sypialni.
Jest ona mniejsza od salonu i o wiele bardziej ciemna. Czarno-srebrne ściany oraz marmurowa podłoga nie nadają pomieszczeniu ani odrobiny ciepła. Ogromne łoże z baldachimem znajduje się visa vi drzwi. W kącie stoi nieużywana toaletka, a we wgłębieniu po lewej znajduje się garderoba Nocy. Nieopodal łóżka, po jego prawej stronie znajduje się najbardziej niepasujący element - stojak na broń. Znajdzie się tam miecz jednoręczny, katana bądź sztylety. Nie ma tam jednak sejmitarów, które mają honorowe miejsce na ścianie. Nieopodal nich wisi łuk i kołczan. Mało królewski wystrój dla damy, acz kto powiedział, że ona nią jest? Wiecznie zasłonięte okno rzuca odwieczny cień na sypialnię Shetani.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Re: Komnaty   Pią Lip 19, 2013 6:39 pm

Miło było wrócić do swych 'skromnych' progów.
Sama podróż była krótsza niż można się było spodziewać. Pomimo tego, że Republika zdawała się być zamknięta, a przejście przez góry zajęłoby kilka godzin, Amarth wraz z Norim znalazła się w niej błyskawicznie. Wystarczyło tylko opuścić granice Iluzji, by zapaść się w ciemności, która otuliła szczelnie dwójkę podróżnych, a chwilę później znaleźli się na ośnieżonych ścieżkach jej królestwa. Tutaj oboje mogli odetchnąć; z pewnością nie napotkają tu tłumów ani męczących kelnerów. Mieszkańcy krainy Nocy wiedli spokojne i nieinwazyjne życie, bez niepotrzebnego zgiełku i pośpiechu. Nic w tym dziwnego - dostali wszystko, czego potrzebowali. Zero chorób, głodu, buntu czy walk politycznych. Nauczyli się cieszyć z tego, co mają, a zabarwiona krwią ziemia na której żyją była dla nich najwartościowsza. Wbrew pozorom Shetani nie była despotą, nie dla nich. Charakteryzowała się tym, że nie wchodziła w sfery prywatne poddanych, a pomagała im, gdy tego oczekiwali i prosili. Ochraniała granice oraz ich życie, a tego było aż nadto. Połączyli się, bo mieli dość Cesarstwa, teraz żyli na odludziu, nie oczekując rzeczy niemożliwych. Wbrew pozorom, czasem trafiali się tu również mieszkańcy Otchłani i Piekła, którzy chcieli odsunąć się od towarzyskiego żywota krain Alicji.
Para szybko przeszła przez ciche miasteczko, po czym ich kroki rozbrzmiały na bruku. Bramy zamku uchyliły się, wpuszczając ich do bezpiecznych, chociaż mało przytulnych murów, a nim się zorientowali, Wroniec znalazł się obok nich, witając wpierw bruneta, po czym przeniósł spojrzenie na swoją Panią:
- Pomóc w czymś? - spokojny głos albinosa nie zmienił się ani razu odkąd Nori go poznał. Paź uchodził za najbardziej zaufanego mieszkańca Republiki. I nic dziwnego.
- Weź to. - mruknęła, podając mu pudełko - Nowy, tak jak prosiłeś. - dodała, a Wroniec uniósł nieco brwi, niezbyt przypominając sobie, w którym momencie o to prosił; z tego, co pamiętał to raz miał problem z otwarciem jednej pieczęci. Jak widać, Shetani widziała i rozumowała szybciej, niż się spodziewał. Skłonił się, rzucając podziękowania, po czym odprowadził ich do komnat, a tam - zostawił, wedle ich życzenia.
Niewiele się zmieniło od ostatniej wizyty Kitsune w Republice. I tak, jak można się było tego spodziewać, czarnowłosa raczej nie pochwaliła się dworskimi manierami. Zrzuciła trapery zamaszystym ruchem stop, zwyczajnie skopując je w kąt, a kurtka została przewieszona przez oparcie kanapy. Skierowała się do okna, odsłaniając je i otwierając wyjście na balkon:
- Brak innych, brak problemu. - rzuciła pod nosem, spojrzeniem ogarniając cały krajobraz, po czym zwróciła się do Nori'ego - Chcesz coś?
Usiadła na oparciu kanapy, widocznie wiedząc, że monstrum nie potrzebowało specjalnego zaproszenia.

_________________


Look at my avatar, look at you. Look at my avatar and look at you again. YES, it's true & I don't wanna speak with y o u.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Komnaty   Sob Lip 20, 2013 4:45 pm

Już prawie zapomniał, jak wygodne momentami było dostanie się tutaj. Rzecz jasna dla tych, którzy doskonale wiedzieli, którą drogę obrać, byleby ograniczyć sobie długie wyprawy. Nie można jednak powiedzieć, że był w pełni przygotowany na wizytę w Nocnej Republice. Ubiór przystosowany bardziej do letniej pory, którą mieli okazję uświadczyć w Otchłani, nijak sprawdzał się tutaj, w wiecznie skutej lodem i usłanej śnieżnobiałym puchem krainie. Ciemnowłosy jednak słowem się nie odezwał, byleby ponarzekać na niesprzyjający klimat. Zdecydowanie bardziej odpowiadało mu zimno, nawet, jeżeli teraz przyprawiało go ono o gęsią skórkę. Ta delikatna niewygoda była jednak uczciwą ceną za ciszę i spokój panujące dookoła. Było to jedyne miejsce, w którym zdecydowanie nie musiał obawiać się tego, że ktoś za moment wyskoczy zza rogu i zacznie grozić mu nożem. Republika, pomimo nieciekawych opinii z zewnątrz sama w sobie była dość poukładanym miejscem, choć – jak każde terytorium – nie lubiła niepożądanych intruzów, mogących wprowadzić tu niepotrzebne zamieszanie. Właściwie ciemnowłosy nie dziwił się temu. Po co zakłócać coś, co nawet on był w stanie uznać za przyjemne? Gdyby tu zamieszkał, pewnie nie znalazłby niczego, co by mu się nie spodobało.
Nawet do mrozu można się przyzwyczaić.
Potarł prawą ręką lewe przedramię, jednak zaraz ponaciągał na odsłoniętą skórę wcześniej podwinięte rękawy koszuli. Cienki materiał był marnym zabezpieczeniem, ale to zawsze coś. Wraz z każdym oddechem, jasny obłok pary unosił się w powietrzu. Szare ślepia powiodły spojrzeniem po opustoszałej okolicy, by ostatecznie zatrzymać je na celu ich podróży, który znajdował się już stosunkowo niedaleko.
Był niemalże pewien, że zaraz po przekroczeniu solidnych bram Wroniec pojawi się w pobliżu. Nishimura w odpowiedzi na jego powitanie, skinął lekko głową, jak już miał w zwyczaju, ale nie odezwał się ani słowem, gdy dwójka wymieniła ze sobą kilka zdań. Przelotnie zerknął na pudełko, wnioskując, że jedną z przyczyn pobytu Shetani w zatłoczonym miejscu był właśnie ten drobny zakup. Pomimo bycia władczynią tego miejsca, często nie zachowywała się, jak monarchini, chociaż to akurat było zaletą. Zaraz znów przyszło im ruszyć dalej. Sam niedbale odrzucił buty na bok po uprzednim rozwiązaniu ich. Wiedział, że tu raczej nie spotka się z krzywym spojrzeniem, zarzucającym mu brak wychowania, chociaż i tak nie byłoby to coś czym by się przejął.
A jednak nadal zdarza ci się wyjrzeć poza Republikę ― zauważył, podchodząc do kanapy, na której zaraz rozsiadł się wygodnie. ― Jasne. Masaż karku od samej władczyni Nocy ― rzucił, jednocześnie obdarowując Amarth znaczącym spojrzeniem. Późniejsze zrezygnowane westchnienie poświadczyło o tym, że jednak nie mówił poważnie. Przecież Księżniczka wiedziała, jak to się skończy. ― Jak zwykle nic.
Był prawdopodobnie najmniej problematyczną osobistością, jaką można było gościć w swoich progach. Nie przeszkadzała mu cisza, ani nawet brak uwagi gospodarza, a to, że ktoś dawał mu wolną rękę już tym bardziej było wygodną opcją.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Re: Komnaty   Sob Lip 20, 2013 10:39 pm

Mróz nie zawadzał aż tak w obrębie wioski, w której panowała nieco wyższa temperatura niż na polach i lasach. I tu mieszkańcy dawali sobie radę, wiedząc, że upał i palące słońce są nieraz gorszą zarazą od śniegu i chłodu. W tych warunkach nauczyli się uprawiać warzywa i owoce, a nawet i zboże, których odmian nie znał nikt poza granicami krainy. Dobrodziejstwo, które sami stworzyli było ich małą tajemnicą. Teraz jednak panował czas spokojnego odpoczynku, a cała wioska zdawała się być pusta. Mogło się to wydawać nieco straszne, niczym miasteczko widmo z filmów, jednakże w odpowiednim czasie zgiełk był nawet i tu, jednakże nie tak irytujący jak w Otchłani.
Błękitne oczy utkwione były w postaci Takanori'ego, który sprawnie zauważył, że czasem rusza poza granice swojego państwa. Niestety, nie dało rady wszystkiego stworzyć lub kupić na rynku miasteczka, więc przekraczała bezpieczną strefę, po czym gnębiła biednych kupców Otchłani, którzy oddaliby pewnie każde pieniądze, by więcej się u nich nie pojawiała. Niestety, zło licha nie bierze więc trudno byłoby pozbyć się czarnowłosej zmory, jeśli ta chciałaby inaczej. Uśmiechnęła się ponuro kącikiem ust, po czym wzruszyła chudymi ramionami:
- Nazwijmy to efektem nudy... - rzuciła beznamiętnie, machając na to ręką, po czym uniosła brwi, słysząc dalszą część wypowiedzi Księcia. No proszę, cóż za wymagania! Prawdą jest, że gdyby wymyślił sobie słonia w karafce, pewnie by go dostał po jakimś czasie. Akurat w jej wypadku nie istniało takie słowo, jak: niemożliwe, gdy chodziło o życzenia kilku, wyjątkowych jednostek. Westchnęła teatralnie, kręcąc głową:
- Książęce wymagania. Naprawdę.
Jednakże, o dziwo, podniosła się z podłokietnika kanapy, wędrując za nią, po czym chude palce musnęły skórę karku Nori'ego. Chciał, to miał, a Amarth jak zwykle wyłamywała się z konwenansów i ustalonych granic. Przysiadła na oparciu mebla, krzyżując nogi, a dłonie nadal tkwiły na karku Kitsune, delikatnie masując jego mięśnie. Nic w tym osobistego; Shetani nie była z tych modliszek, które każdego chciały zaciągnąć do łóżka bądź innego, intymnego miejsca, po czym wykorzystywały z pełną perfidią. Koniec końców, Takanori był jej ulubionym i jedynym Księciem, który mógł niemalże wszystko, a ona nie zamierzała być mu dłużną.
- Poza tym myślę, że jednak coś dostaniesz. - rzuciła nagle, nie przerywając jednak aktualnej czynności. Uniosła błękitne spojrzenie, zerkając na widok za oknem. Kilka pojedynczych chmur zasłoniło lśniącą tarczę księżyca, a cień przemknął po ośnieżonej krainie. Kilka sekund później przeczesała palcami włosy Nori'ego, a sama zsunęła się z kanapy, kierując się do sypialni. Bez jakiegoś słowa wytłumaczenia zniknęła za drzwiami, zostawiając monstrum samego. Znając ją - zaraz wszystko będzie jasne. Czarnowłosa zrzuciła z siebie czarną bluzkę, rzucając ją za siebie, a to wylądowało na podłodze. Wyciągnęła z szafy szeroką koszulkę, którą ubrała w oka mgnieniu, po czym podeszła do toaletki, gdzie leżała rzecz, o którą jej chodziło. Chwyciła ją w dłonie, unosząc nieco wyżej i przyglądając się dokładniej. Nie minęło wiele, aż Noc wróciła do swego towarzysza, dzierżąc w dłoni podarunek.
- Od jakiegoś czasu o tym myślałam. - mruknęła spokojnie, siadając na stoliku na przeciw Kitsune, a ten mógł ujrzeć w pełni czarno-srebrną katanę - Zrobiono ją specjalnie dla Ciebie. - Błękitne oczy spłynęły z broni na twarz Księcia, a jej tęczówki nie wyrażały więcej niż pełen spokój i powagę. - Czasami kule i pazury nie wystarczą, by pozbyć się 'kłopotów'. Szczególnie, gdy musisz ochraniać więcej niż samego siebie. - Wyciągnęła dłoń, podając mu ostrze. - Została nazwana 'Cieniem', zdolna przeciąć nawet ciemność nocy... - Tu uśmiechnęła się krzywo. - Będzie pasowała.
Nie musiała mówić więcej, gdyż jej oczy i sam tembr głosu przekazywał więcej. Nie raz przeżywała sytuację, gdy stal wygrywała z kulą. Znała też cenę porażki w momencie, gdy ochrona zostawała przełamana, a cały świat potrafił runąć w gruzy. Czasami sama pewność siebie nie dawała przewagi, potrzebny był impuls, coś, co zmieniało nawet najgorszy koszmar w udany sen.

_________________


Look at my avatar, look at you. Look at my avatar and look at you again. YES, it's true & I don't wanna speak with y o u.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Komnaty   Nie Lip 21, 2013 11:45 am

Wzruszył mimowolnie barkami w odpowiedzi na jej słowa. Sama niegdyś nazwała go księciem, zaś on uznał, że czasem wypadało wykorzystać swój tytuł przeciwko innym. Choć teraz nie mówił poważnie, podświadomie zdawał sobie sprawę, że czarnowłosa mimo wszytko nie będzie czuła się skrępowana tą niecodzienną prośbą młodzieńca. Bez krzty zdziwienia przyjął do siebie to, że zaczęła się zbliżać. Na ogół nie przepadał za cudzym dotykiem, jednak wciąż istniało dość niewielkie grono osób, które mogło pozwolić sobie przy nim na trochę więcej swobody, choć także w jakiś sposób ograniczonej. Gdyby jakieś gesty zaczęły sprowadzać się ku złym torom, Takanori od razu dobitnie uświadomiłby drugiej osobie, że sobie tego nie życzy. Przy Amarth nie miał się czego obawiać, bo zdawał sobie sprawę, że czarnowłosa znała określone limity, których nie miała zamiaru i nie chciała przekraczać. Nie było potrzeby, by psuć relację, która dla obojgu była wygodna. Gdy palce musnęły jego kark, odruchowo opuścił nieco głowę, mając świadomość tego, jak to się skończy. Przynajmniej Shetani miała lepszy dostęp do masowanej partii ciała, a on właściwie nie miał powodów do narzekania, skoro masaż sam w sobie był przyjemny. Przymknął oczy, a do wyrażenia swojego zadowolenia brakowało tylko błogiego uśmiechu i kociego mruczenia, których oczywiście kobieta nie uświadczyła. Nishimura był o tyle powściągliwy, że jego opanowanie doprowadzało ludzi do szewskiej pasji. Mogli skakać obok niego, stawać na rzęsach, a on i tak nie wydusiłby z siebie nawet najdrobniejszej pochwały, ani nie oświadczyłby, że ktoś w jakiś sposób go uszczęśliwił, bo zapewne to szczęście idące w parze z kamiennym obliczem nie byłoby wiarygodne. Skupiając się na takich gestach, często zapominano, że w przypadku niektórych osób wystarczał już sam fakt, że się nie skarżyli lub otwarcie nie mówili o czymś, co im się nie spodobało. Tak jak teraz – milczenie Kitsune można było uznać za brak przeszkód w kontynuowaniu relaksacyjnej czynności.
„Poza tym myślę, że jednak coś dostaniesz.”
Że co? ― uniósł brwi i odchylił głowę do tyłu, by móc rzucić jej pytające spojrzenie, które częściowo zostało przesłonięte przez niesforną grzywkę. Gdyby jej nie znał, już pewnie przemknęłoby mu przez myśl, że prezentem będzie ukręcenie mu karku za ten nietakt przy proszeniu Pani Nocy o coś, co nie należało do jej obowiązków.Ale jednak nie doczekał się odpowiedzi i nim się spostrzegł, kobieta już usunęła się z pola jego widzenia. Młodzieniec zmarszczył delikatnie nos, wpatrując się w drzwi jej sypialni, jednak ani myślał ruszyć się z miejsca, chociaż miał ochotę natychmiast odmówić przyjmowania jakichkolwiek prezentów. Zresztą to on nie chciał być niczyim dłużnikiem, a Skoir-Arato i tak przeważnie robiła dla niego za dużo, pomimo tego, że nie wyglądał, jakby był wdzięczny z tego powodu. W końcu nigdy nie prosił o ulgowe traktowanie, aczkolwiek z drugiej strony o wiele lepiej było mieć kogoś takiego po swojej stronie, niż przeciwko. Ponadto Noc była typem osoby, którą przy jego usposobieniu dało się tolerować. A nawet – choć może wydawać się to błahe – po prostu lubić.
Gdy wróciła z powrotem, Takanori zaraz skupił się na trzymanym w ręku przedmiocie. Prawdę mówiąc, była to chyba ostatnia rzecz, jaką spodziewał się dostać i to z przyczyny z grubsza oczywistej – tego typu „zabawki” nie były jego domeną.
Niepotrzebnie ― rzucił od razu. Cały on – jak zwykle nie potrafił zachować się odpowiednio w takiej sytuacji. Zresztą niewiele razy uświadczył „robienia czegoś specjalnie dla niego”, choć ostatnio było takich rzeczy coraz więcej. ― Oczywiście zdaję sobie sprawę, że czasem to nie wystarcza, ale aktualnie to daremny trud. Dobrze wiesz, że się zmarnuje ― odparł, nie mijając się z prawdą. Mimo to chwycił za broń, by zaraz przesunąć palcami po boku starannie wykonanego ostrza, które zdecydowanie nie nadawało się do powieszenia go sobie na ścianie, choć jako ozdoba pewnie także sprawdziłoby się świetnie. Problem tkwił w tym, że nie zostało stworzone z myślą o tym, by odstawiano je gdzieś na bok i podziwiano z daleka. ― Już od kilkudziesięciu lat polegam przede wszystkim na nabojach. Ich minusem jest to, że się wyczerpują. Nie przywiązywałem wagi do ostrzy, ale zarówno, jak ty zdaję sobie sprawę, że posługiwanie się nimi nie opiera się na bezmyślnym wymachiwaniu rękami. Złe dopasowanie, Shet ― mruknął i wyciągnął rękę z zamiarem oddania jej broni, która komuś mogła przydać się bardziej. Co prawda nie lubił przyznawać się do tego, że coś zwyczajnie nie było jego mocną stroną, ale tu nie wahał się powiedzieć o tym otwarcie. Przecież i tak wiedziała.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Re: Komnaty   Pon Sie 12, 2013 10:05 pm

Tutaj nie rozchodziło się o długi czy wypominanie w przyszłości, ile razy kto komu tyłek uratował. Wszystko to było nieistotnym szczegółem, na który nie miała zamiaru zwracać uwagi. Po co? Robiła to z czystej inicjatywy, która wypływała od niej, od nikogo więcej. Nori nie musiał o nic prosić, wiedział przecież doskonale, że jeśli tylko czegoś będzie potrzebował lub cokolwiek się stanie - ona będzie gotowa mu pomóc, czy to masakrując tabun wrogów czy też zwyczajnie kogoś opatrzyć. Bez znaczenia, co miała zrobił, i tak by to zrobiła. Czasem po prostu nie patrzy się na to, czy coś jest możliwe czy nie, robi się to automatycznie. I chociaż brunet nie był może wzorem do naśladowania ani też prawie nigdy nie prosił o pomoc, dla Nocy był jedną z najważniejszych istot w jej horrendalnie długim życiu. Może nie odznaczał się manierami, a ciepło wypływało z niego jak woda na pustyni, ale był. Na swój dziwny sposób odznaczał się tak wyjątkowo, że trudno byłoby go zostawić Nocy, która sama była pokręcona. Stał się jedyny w swoim rodzaju i może nie nazwie się tego normalną 'przyjaźnią' trzymali się siebie mocniej, niż wszyscy inni zwyczajni przyjaciele. Oczekiwanie, że coś się w tej kwestii zmieni było jak oczekiwanie na wschód słońca na zachodzie. Szaleni we własnych światach i wszystko gra - nikogo więcej nie trzeba. Wilk był również na tej samej pozycji, a opiekuńcze skrzydła nocy obejmowały tą dwójkę obłąkańców z niespotykaną u czarnowłosej czułością. Podniesienie dłoni na któregokolwiek równało się ze skróceniem kończyny, o ile nie gorzej. Nie ruszajcie przyjaciół bezdennego nokturnu, a będziecie mieć spokojne sny.
Akwamarynowe tęczówki lśniły jasno i łagodnie, obserwując szczupłe palce bruneta, który badał katanę ostrożnie. Doskonale wiedziała, że dostanie taką odpowiedź z jego strony, jednak nie z jednego pieca chleb jadła i nie zamierzała przyjąć prezentu z powrotem. Ona miała ich dość, a na jeden gest kowal będzie kuł całe tygodnie, dostarczając jej nowych zabawek i ozdób do zamku. Cień nie był przeznaczony chudym dłoniom Shetani, a pewnemu monstrum, które właśnie wyciągało rękę w jej stronę. Brew powędrowała w górę, a sama Noc pokręciła głową:
- Jest Twoja. - rzuciła spokojnie, wyciągając dłoń i pchając katanę w stronę Nori'ego - Niezależnie od tego, jak się posługujesz stalą, lepiej mieć ją po swojej stronie. - Wyprostowała się nieco, siedząc na stole, a długie, krucze włosy spływały po jej plecach. Nie wydawała się teraz tak groźna i oschła jak zazwyczaj. Zwykły śmiertelnik mógłby straszliwie się pomylić, gdyby wyzwał tego szermierza na pojedynek. Ocenianie książek po okładkach nie popłacało. - Wszystko pasuje, musisz się tylko o tym przekonać, Nori. - dodała, po czym w błękicie zalśniło coś nowego. Chudzina podniosła się ze swego siedziska, kierując do wyjścia na taras. Odgarnęła delikatne zasłony, spoglądając na uśpione miasteczko. Odwróciła głowę w kierunku monstrum:
- Myślę, że jesteś ostatnią osobą, którą można oskarżyć 'bezmyślnością'. To chyba nie będzie za wielki kłopot, prawda...? - wymowny ton uderzył w uszy Kitsune, gdy Shetani wyszła z komnaty na ogromny taras, a chłodny wiatr natychmiast ucichł. Rozbłysk stali stał się obietnicą, że wszystko, co wydaje się daremnym trudem przyniesie obfite plony. Końcówka ostrza zahaczyła o marmur po stopami, po czym odwróciła się przodem do wejścia, spoglądając na majaczącą za białym materiałem zasłon postać Takanori'ego.

_________________


Look at my avatar, look at you. Look at my avatar and look at you again. YES, it's true & I don't wanna speak with y o u.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Komnaty   Sob Sie 17, 2013 6:33 pm

Takie momenty wymagały od nas tego, byśmy na moment przełknęli własną dumę i obudzili w sobie resztki kultury. Problem tkwił w tym, że Takanori nie posiadał nawet ochłapów obycia, toteż nie można było liczyć na krótkie „dziękuję” z jego strony. Nie kiwnął nawet głową, a jedyne, co otrzymała Shetani, to znaczące spojrzenie, które wprost informowało ją, że nie prosił się o prezenty. Nigdy o nic nie prosił. Należał do osób, które albo wymagały, albo milczały, co było oczywistą deklaracją tego, że niczego nie potrzebowały. To, że nikt nie musiał wokół niego skakać przez cały czas było dobre dla obu stron. Dla niego, bo mógł większość czasu spędzać w błogim spokoju, wiedząc, że wystarczy jedno słowo, a wierne kundle już wykonywały przydzielone im polecenia. Dla całej reszty, bo dzięki temu przez większość czasu mogli zajmować się własnymi sprawami, z których tylko czasem musieli rezygnować na rzecz priorytetu, który był samozwańczy książę o spojrzeniu, które nie znosiło sprzeciwów. Noc jednak zajmowała zupełnie inną pozycję. Taką, przez którą chłopak już sam z siebie nie zamierzał niczego wymagać. Miał dość skrzywione pojęcie tego, co inni nazywali przyjaźnią, choć to określenie od zawsze było dla niego płytkie. Zbyt długo obserwował innych, żeby wyrobić sobie dobre mniemanie o podobnych relacjach międzyludzkich. Zbyt wiele z nich opierało się na pasożytowaniu na drugiej osobie pod przykrywą obietnic i odgrywanych uczuć. Dlatego on niczego nie obiecywał. Nie chciał też brać, bo długi były czymś, czego nienawidził, choć sam zmuszał innych do ich spłacania, często za cenę ich życia, jednak to tylko uświadamiało im, jak głupi byli, decydując się na zobowiązujące umowy. Nie chciał być taki, jak oni. Karmienie świadomości tym, że jest się ponad systemem wymagało od niego tego, by nie upaść zbyt nisko. Kluczem na szczyt był dystans do bliskości z innymi. Trzeba przyznać, ze był w tym mistrzem.
Gorzej, jeżeli wcale się nią nie posługujesz, a jedynie masz znikomą wiedzę teoretyczną, która przeważnie na nic się zdaje ― zaznaczył, jednak mimo to wreszcie przyjął broń, choć chłodne spojrzenie nadal wyrażało pewność co do własnego zdania. Owszem, znał się na walce wręcz, potrafił też trzymać przeciwnika na dystans, ale jeszcze nigdy nie przyszło mu bronić się ostrzem, ani wymierzać nim ataki. ― Przekonać, hm? Naślesz na mnie armię, żebym nie miał większego wyboru czy może...? ― uciął i machinalnie zadarł głowę wyżej, zauważywszy, że czarnowłosa wstała z miejsca. Wtedy też odpowiedź już z góry okazała się być dla niego jasna. Uniósł brwi, choć w wyrazie jego twarzy nie było aż tak dużo zdziwienia. W końcu miał do czynienia z Amarth, która nie miała w zwyczaju żartować. Ponadto ciemnowłosy znał ją już tyle czasu, że powinien się domyślić, że nie zmusiłaby go do walki z kimś obcym, wiedząc, że nie był doświadczony w takich starciach, choć nieszczególnie popierał ulgowe traktowanie.
„To chyba nie będzie za wielki kłopot, prawda...?”
Nie odpowiedział od razu, choć w tym czasie zdążył już podnieść się z kanapy. Ostrze katany zetknęło się podłogą, zaś Nishimura przyjrzał mu się dokładniej. Obróciwszy je w odpowiednią stronę, uniósł spojrzenie na czarnowłosą.
Dobrze wiesz, że nie. Oczywiście tylko, jeśli... ― tu znów zamilkł na chwilę, gdy ruszył się z miejsca i skierował się na taras. Pochwycił rękojeść miecza w obie ręce, pewnie zaciskając na niej palce. Zatrzymał się dopiero w momencie, gdy końcówkę ostrza i gardło Czarnej dzieliła odległość zaledwie centymetra. ― ... nie zapomnisz, z kim masz do czynienia ― dokończył, zaś kocie ślepia błysnęły wymownie spod niesfornej grzywki. Zabawy w piaskownicy nie były dla niego – powinna zrozumieć.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Komnaty   

Powrót do góry Go down
 
Komnaty
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zamek-
Skocz do:  
_______________________