IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plac Główny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Plac Główny   Pon Cze 17, 2013 3:26 pm

Wbrew pozorom, nie ma tutaj srebrnej figury siusiającego chłopca, służącej za fontannę. Srebrna fontanna jest, i owszem, ale wyglądem przypomina raczej taką typową fontanienkę na czekoladę w skali 50:1. Stoi ona dokładnie w samym centrum ogromnego placu na planie koła, wyłożonego kostką brukową w odcieniach szarości i błękitu, przypominającą swoim układem krzywo wykonaną szachownicę. Wokół samej fontanny ustawionych jest kilkanaście dębowych ławeczek, mieszczących po trzy, może cztery osoby. Od całego tego okręgu wychodzą cztery chodniczki, ukierunkowane na cztery strony świata, przy czym każdy z nich wyłożony jest innym kolorem podłoża (Północ - granat; Południe - czerwień; Wschód - oranż; Zachód - blady róż). Po dziesięciu-dwudziestu metrach miast bruku ma się już pod stopami drewniany mostek, mający stanowić ochronę przed wpadnięciem do ogromnego zbiornika wodnego o kształcie okręgu, to jest otaczającego centrum placu. Takiej rzeczki płynącej w kółko, której brzegi powstały dzięki "murom" z marmuru o szarobłękitnej barwie. Gdyby jednak jakimś cudem komuś udało się przelecieć przez posrebrzane barierki i wpaść do tej ogromnej kałuży, zauważyłby on, że poziom wody mógłby się ledwo równać z... wysokością kolan Samaela. Tak więc nie jest to jakoś arcywielka głębokość. W najgorszym przypadku możnaby się pośliznąć na marmutowej posadzce, czego osobiście nie polecam. A gdy już wyminiemy wszelkie bajora, stawy i tym podobne tryskające rzeźby, dotrzemy do najważniejszego (przynajmniej dla większej części kobiecej połowy społeczeństwa) sektora całego rynku. Ano, właśnie do ustawionych w kole budowli, wśród których można znaleźć zabytkowe kamieniczki, które, choć niezdatne do zamieszkania, wciąż stoją, przy czym w niektórych prowadzone są drobne sklepiki. A jakie? Najróżniejsze! Począwszy od tych typowo babskich, pokroju odzieżowych, na cukierniach kończąc. Znajdzie się też jedna, czy dwie kawiarenki i niewielkie, stare kino. Tak, kino. Nie multipleks. Dodatkowo, na dwuspadowych daszkach prawie każdego z budynków znajdują się marmurowe rzeźby, przedstawiające zarówno Hipogryfy i Gargulce, jak i również kilka Pegazów, czy Jednorożców (w obu przypadkach z posrebrzanymi grzywami). Wyjątkowy jest jednak pewien stary, mocno zniszczony budynek, wyglądający na bazylikę. Ale kto by się połapał w takiej stercie gruzów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Czw Lip 04, 2013 9:44 pm

Koniec dnia nie oznaczał końcu ruchu. Wręcz przeciwnie - można było odnieść wrażenie, że wraz z zapadnięciem wieczoru, ilość potworów na rynku miasta zwiększyła się, jak gdyby palące słońce je odstraszało. Widać zmierzch był przyjazny nie tylko dla nietoperzy, krwiożerczych bestii i pewnych Republikanów, którzy nienawidzili tak mocno słońca, jak antychrysty wody święconej. A może i bardziej? Kwestia ta jest sporna ale póki brzask dnia nie zawita, tak długo podwładni pewnej koronowanej głowy będą szczęśliwi. W tutejszym świecie wszystko toczyło się normalnym torem. Świt, południe, wieczór, noc; krąg nieprzerwanego upływu czasu, brak miejsca na odpoczynek. Wieczny ruch wskazówek nakazywał istotom Otchłani do codziennego wysiłku, by przeżyć kolejny dzień. Oczywiście, znajdowały się jednostki, które nie miały ochoty przystosowywać się do ustalonych z góry zasad. Buntowały się, wyniszczając siebie lub innych, swoim zachowaniem skazując się na miarę 'odludków'. Nikt ich nie akceptował, a sami byli jak cienie, przemierzając miasta i wsie pod osłoną ciemności, trzymając się linii budynków, bezpiecznej strefy, gdzie nikt ich nie widział lub też - nie chciał widzieć. Zajęci swoimi zadaniami, począwszy od spotkania w kawiarni, a kończąc na zwykłych zakupach, mieszkańcy Delusion Town nie zauważyli, że wieczór się nieco pospieszył, a gwiazdy zalśniły jaśniej, niż zwykle. Jedynie mały chłopczyk, siedzący z mamą na ławce, zamarł, wpatrując się w wyjątkowo chudą i smukłą sylwetkę, która pojawiła się znikąd.
Ciche kroki, stawiane przez czarnowłosą marę, nikły w zgiełku miasta i jego tłumie. O dziwo jednak, nie miała większych problemów by przedrzeć się przez okupowane stoliki i ławki. Potwory omijały ją szerokim łukiem, jak gdyby niosła ze sobą zarazę, którą łatwo można podłapać i umrzeć. Błękitne oczy zmrużyły się, gdy delikatne światło latarni oświetliło nagle jej drogę w kierunku kramów, gdzie kotłowało się multum osób. Parła jednak naprzód, omijając co poniektórych, którzy nie zdążyli czmychnąć jej z drogi, po czym trapery zatrzymały się przy ladzie jednego ze straganów, a znudzone spojrzenie omiotło niewielkie nożyki o grawerowanych rękojeściach. Jak zwykle wybór był nikły, acz kto dorównałby wymaganiom tak upierdliwej Pani jak ona? Sprzedawca wreszcie zwrócił uwagę na czarnowłosą, przybierając firmowy uśmiech:
- Witam, mógłbym Pani pomóc? Wydaję się Pani nieco zagubiona... - rzucił dobrodusznie, siląc się na naturalność. Lodowate tęczówki nawet się nie uniosły, lekceważąc mężczyznę.
- Nie sądzę, by było to koniecznie. - odpowiedziała wreszcie, unosząc niewielki, niemalże czarny nóż, którego rękojeść była przeplatana srebrnymi żłobieniami. Szczupłe palce przesunęły się po cieniutkiej krawędzi, jakby badając jego ostrość.
- Ostrożnie! Jest bardzo ostry! - syknął sprzedawca, widząc, jak obca mu kobieta niemalże na życzenie chce się pokaleczyć. - Szuka Pani prezentu dla chłopaka albo narzeczonego? Ten model jest nieco drogi, ręczna robota, wykonany ze specjalnego metalu, wzmocniony księżycową runą. - paplał dalej mężczyzna, a czarnowłosa zamarła, zdając się, że słucha jego gadki. - Mam podobny model, tańszy, może bez runy i tych żłobień, ale... Może się Pani spodoba, a i oszczędzi Pani pieniędzy. Rozumiem, że pierwszy raz w takiej sytu...
Urwał nagle, spoglądając na ostrze wbite milimetry od jego dłoni. Inni zainteresowani umilkli, gdy zadzwoniły noże i nożyki pod wpływem uderzenia. Akwamarynowe ślepia wreszcie utkwione były w kupcu, skupione na pobladłych policzkach i przerażonych oczach.
- Jest idealny, biorę. - odpowiedział mu cichy, lodowaty głos, podczas, gdy szczupła dłoń wypuściła czarne ostrze, które tkwiło wbite w drewnianą ladę.
- Ro-rozumiem... - wychrypiał sprzedawca, próbując wyciągnąć zakup dziwacznej kobiety. Udało mu się dopiero za czwartym razem. Nerwowo przetarł go i zapakował do niewielkiego pudełeczka. - To.. Ukhm, należy się...
- Nie trudź się, matole. - prychnęła czarnowłosa, odbierając zakup i rzucając na ladę lekceważącym ruchem mieszek ze srebrzystymi i złotymi monetami. - Reszty nie trzeba, kup sobie coś, czym zatkasz ten gadatliwy dziób. A przy okazji - to nie dla chłopaka. Mój paź potrzebuje nowego noża do otwierania kopert. - pokręciła głową, widząc, jak sprzedawca nie wie, na czym oko zawiesić. Uświadomił sobie dopiero, że pieniądze mają grawerunek należący tylko do jednej krainy i widocznie właśnie przeskrobał sobie u kogoś ważnego. Chciał coś powiedzieć, ale czarnowłosa zdążyła się odwrócić do niego tyłem, a flaga Republiki przyczepiona do jej ramienia i podzielona na trzy pasy zamajaczyła mu przed nosem.
- Kretyn. - Iście królewskie zachowanie. Ciężko westchnęła, rozglądając się ze znużeniem i stwierdzając, że i tak nie będzie miała nic do roboty, ruszyła w kierunku nieco osamotnionej kawiarni na rogu. Normalny wieczór w normalnym świecie.
Nuda, skwitowała w myślach.

_________________


Look at my avatar, look at you. Look at my avatar and look at you again. YES, it's true & I don't wanna speak with y o u.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Sro Lip 10, 2013 7:14 pm

Jeszcze przez długi czas walczył z nieprzyjemnym uczuciem bycia obserwowanym, które opuściło go dopiero w momencie, gdy zaczął wkraczać w bardziej zaludnione okolice. Nie przepadał za tłumami, ani gwarem na ulicach, a także tym, że większość przechodniów nie uważała, gdzie idzie. Starał się skrupulatnie omijać każdego, kto był bliski otarcia się o niego przypadkiem. Może to nic wielkiego, ale jako monstrum wolał unikać tego, by jego ubrania przesiąknęły nadmierną ilością cudzych – nie ukrywając, często nieprzyjemnych – zapachów. Szare tęczówki rozglądały się po okolicy, chcąc wyznaczyć sobie najbardziej korzystną trasę, jednakże gdzie się nie obejrzał, tam wszędzie napotykał potwory różnych ras, kręcące się w pobliżu straganów, plotkujące gdzieś na boku, czające się w zaułkach na najlepszą okazję ku podwinięciu komuś portfela lub po prostu spacerujące wolno po tak niekorzystnym dla odpoczynku miejscu. Czasem dziwił się, dlaczego wszystkich ciągnęło akurat tutaj. Co z tego, że teraz też stawał się częścią tego motłochu? Co z tego, że jakiś przechodzień też mógł przeklinać na niego w myślach? On po prostu, jak zwykle czuł się ponad to, będąc święcie przekonanym, że nikt nie ma w sobie tyle niechęci do obcych, niż on. A teraz znajdował się w centrum przeludnienia, gdzie oprócz namacalnych nieznajomych, można było wyodrębnić widma. Je nietrudno było ignorować. Nie miały zapachu, nie zrażały się tym, że ktoś właśnie przeszedł przez nie na wskroś i nie zużywały bezsensownie zasobów powietrza.
Właściwie co tu robił?
Jak zwykle zamierzał tylko przejść, załatwić to, co miał do załatwienia i wrócić. Najlepiej jeszcze późniejszą godziną, gdy codzienny zamęt zwykle ustępował miejsca błogiej ciszy. Teraz jednak trudno było usłyszeć własne myśli. Ciemnowłosy z kolei sięgnął po jednego ze smakowych papierosów i zapalniczkę, a chwilę później, nieprzejęty tym, że zatruwa życie innych, zaciągnął się słodkawym dymem, po czym wypuścił go przez usta. Jasnoszary kłąb uleciał w górę i rozmył się równie szybko, co się pojawił. Takanori miał to do siebie, że samym wyrazem twarzy potrafił wyperswadować innym z głów wchodzenie mu w drogę. Był o tyle pewny siebie, że mógł założyć się z kimś, że zdoła spokojnie przejść przez miasto i nikt nie będzie zawracał mu dupy byle czym. Bo i czego można chcieć od kogoś, kto z góry prędzej wbiłby ci nóż w plecy, niż wyciągnął pomocną dłoń? I kiedy wolał już pozostać w błogiej nieświadomości tego, że na świecie nie ma aż takich idiotów... coś zaszeleściło, a później znalazło się tuż przed jego oczami. Małe, kolorowe i generalnie było kartką. Ulotką.
Najsmaczniejsza pizza tylko u nas! ― odezwał się chłopięcy głos, o wyraźnie słabnącym już entuzjazmie, w którym kryła się też jakaś błagalna nuta.
Kitsune zdążył już cofnąć głowę i wlepić spojrzenie w nieco niższego młodzieńca, który zakłócił mu względny spokój. Przerwał odpowiadającą mu rutynę. Nic dziwnego, że Nishimura potraktował go nieprzychylnym spojrzeniem, na którego widok nieznajomy blondyn drgnął, opuszczając rękę, w której trzymał kawałek papieru, tak, żeby ten nie znajdował się na wysokości nosa ciemnowłosego. Ten z kolei jeszcze raz zaciągnął się dymem, czekając aż ulotkarz zsunie mu się z drogi, pomimo tego, że nic nie stało mu na przeszkodzie, by go ominąć – oprócz własnego przekonania, że to właśnie sprawca tej durnej sytuacji powinien wycofać się pierwszy.
Nooo... ― przeciągnął niepewnie, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. ― Naprawdę tak trudno wziąć jedną ulotkę? Na pewno nic ci nie szkodzi, a ja już naprawdę jestem zmęczony. I pomyślałem, że...
Mam lepszy pomysł ― wtrącił, strzepując palcem popiół na bruk.
...? ― nieznajomy rozchylił usta i uniósł pytające spojrzenie na ciemnowłosego. Mógł spodziewać się, że za moment bynajmniej nie usłyszy niczego dobrego, a mimo to miał jakąś szczątkową nadzieję, że szarooki faktycznie podsunie mu jakiś lepszy pomysł.
Podetrzyj sobie tym dupę. Koszty papieru będziesz miał już z głowy ― rzucił bez zawahania, nie zwracając uwagi na to, że dla kogoś z niskim statusem społecznym było to przykre.
Ty... ― mimo tego, że usiłował przyozdobić swoją twarz buntowniczym wyrazem, jego głos załamał się już w pierwszym słowie. Ściągnął usta w wąską linię i nagle odwrócił się od monstrom, by po tym wyrwać przed siebie i popędzić prosto w tłum. Najpewniej zdążył się już popłakać, zaś Takanori dla odmiany bez najmniejszego przejęcia powiódł za nim spojrzeniem, po czym wreszcie ruszył dalej. Nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, że w pobliżu znajdował się ktoś, kogo znał bardzo dobrze.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Czw Lip 11, 2013 1:34 pm

Zgiełk miasta raczej nie był zbyt namolny, jeśli kompletnie nie zwracało się uwagi na przechodniów, a punktem zainteresowanie stawały się własne paznokcie lub ciemne niebo, które było aktualnie najprzyjemniejszą rzeczą, jaka mogła spotkać czarnowłosą. Oczywiście, nie przyszła tu tylko po to, by narzekać. Jakkolwiek aspołeczna nie była, musiała czasem załatwić sprawy, których nie powierzyłaby innym lub zwyczajnie... nudziła się aż tak, że musiała uciec z murów zamku, by zająć czymś myśli i ręce. Ostatnim razem w trakcie nudy strzelała do ściany, wykonując misterne ornamenty z kropek, co Wroniec nazwał ciekawą formą impresjonizmu, ale czemu w komnacie i czemu nic nikomu nie powiedziała, to załatwiłby jej strzelnicę. Oszczędziłoby mu to kilku godzin na pilnowaniu majstra, który musiał wszystko ponaprawiać, gdy Shetani machnęła ręką i zamknęła się w sypialni. Wyrwanie się po tak głupią rzecz jak nożyk do kopert mogło być głupie, ale aktualnie nawet nie narzekała. Przynajmniej nikt nie paplał nad jej uchem, co ma podpisać... Błękitne oczy uchwyciły sylwetkę małego potwora, który roznosił barwne ulotki i podbiegł do wyjątkowo oschłej postaci w tłumie. Uniosła brwi, rozpoznając księcia, który widocznie znów pokazywał swe wielkie maniery. Oparła podbródek na dłoni, oglądając nieme przedstawienie, chociaż jego zakończenie już znała. Te same, szare oczy wypełnione po brzegi kpiną - nie da się ich pomylić. Koło niej zaplątał się kelner, który wreszcie zauważył nowa sylwetkę:
- Podać coś...?
- Kawa. - mruknęła obojętnie, nie zwracając na mężczyznę uwagi, a ten widząc, że zamówienie zostało zakończone, wycofał się grzecznie dostrzegając barwy Republiki. Shetani ciągle obserwowała poczynania bruneta, a jej mina wyrażała nie więcej, niż rozbawienie, gdy zauważyła ulotkarza, który prawdopodobnie zaczął wyzywać Nori'ego, Typowe dla niego. Nigdy nie miał zbyt wielu przyjaciół i nie potrafił ich zdobyć - ciekawe, dlaczego? Chociaż akurat w tym wypadku, przyjaciele nie byli zbyt potrzebni.
Gdy brunet nieco się zbliżył, mógł dostrzec rozbłysk akwamaryny, który skryty w cieniu obserwował ciągle jego poczynania. Lekko uniesiony łuk brwiowy, wygięty kącik ust, królowa w całej odsłonie.
- Dworskie maniery nadal w cenie. - ochrypły głos rozbrzmiał w koło, trafiając do uszu monstrum. - Chociaż nie zyskałeś sobie jego aprobaty. - rozbawiona iskierka przemknęła po lodowatych oczach, gdy wreszcie czarnowłosa lekko wyprostowała się na krześle, a ciemne powieki nieco zasłoniły akwamarynę.
- Dobrze Cię widzieć. - w tym całym gównie i miernocie... dodała w myślach i pewnie Książę doskonale odczytał te słowa z jej samej miny. Dawno go nie widziała i w pewien sposób naprawdę stęskniła się za tym pyskatym, prychającym i oziębłym skurwielem. Zjedli na sobie zęby i całkiem dobrze im to wychodziło, a wspólny rozpierdol zbliżał ludzi. Socjopata rozpozna antyspołeczniaka - toż to proste.

_________________


Look at my avatar, look at you. Look at my avatar and look at you again. YES, it's true & I don't wanna speak with y o u.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Pią Lip 12, 2013 2:14 pm

I znowu to samo – cudze spojrzenie. Obecnie obserwatorem mógł być każdy, komu rzuciła się w oczy ta nieciekawa sytuacja sprzed chwili, dzięki której ciemnowłosy najpewniej zyskał sobie miano skurwiela w jeszcze większym gronie. Społeczeństwo powinno być mu wdzięczne za to, że uczył natrętów tego, by szanowali cudzą przestrzeń osobistą. Zwykle jednak to strona pokrzywdzona zdobywała sobie większą sympatię innych, toteż niczym nowym nie byłoby rozczulanie się nad biednym, zdesperowanym ulotkarzem. Tak przewidywalna kolej rzeczy sprawiała, że Nishimura nawet nie miał zamiaru przejmować się złą opinią, na którą sobie pracował. Często działo się to mimowolnie i kryło za nie wypowiedzianym na głos argumentem „Nie umiem inaczej”. Wracając jednak do tematu bycia pod ostrzałem spojrzeń – szare tęczówki instynktownie przesunęły się po tłumie, chcąc ukradkiem wyłowić z niego gapia. Nie trwało to długo, biorąc pod uwagę, że ów znajdował się niedaleko, zaś tęczówek o barwie zbliżonej do lodu nie mógł pomylić z żadnymi innymi.
Trudno uwierzyć, że nawet ona na moment przyłączyła się do nudnej codzienności.
Chłopak pozwolił sobie zatrzymać się na chwilę, chociaż prawdę mówiąc nie miał tego w planach. Zaciągnąwszy się po raz kolejny papierosowym dymem, przysłuchał się tego, co miała mu do powiedzenia. Gdyby nie dostrzegalne rozbawienie w jej oczach, pomyślałby, że w ogóle go nie znała. A przecież była jedną z dwóch czy trzech osób, które widziały o nim więcej, niż powinny. Nadal nie mógł powiedzieć, by mu to odpowiadało, ale przez ten czas zdążył oswoić się już z myślą, że przed niektórymi nie dało się ukryć pewnych spraw, a skoro już ktokolwiek musiał wiedzieć więcej – dobrze, że w tym gronie znalazły się osoby, które był w stanie jeszcze zaakceptować i, o dziwo, tolerować ich obecność. I nie tylko.
Za to niektórym wciąż ich brakuje ― mruknął i pokręcił głową ze zrezygnowaniem. To, że miał na myśli ulotkarza było kwestią bezsprzeczną. Co z tego, że sam zachował się znacznie gorzej, niż zdesperowany chłopak podsuwający jakieś gówniane kartki pod nos? ― Właściwie liczyłem na dokładnie taki efekt ― wzruszył barkami i zerknął w stronę, w którą jeszcze przed chwilą udał się jasnowłosy, jakby Kitsune chciał przekazać, że to, iż młodzieniec spierdolił z płaczem było mu całkowicie na rękę. Czego innego można było spodziewać się po zepsutym, (niemalże) samozwańczym księciu?
„Dobrze Cię widzieć.”
Nishimura kiwnął głową. Nawet, jeżeli nieme „Ciebie też” było szczere, nadal nie było w stanie przecisnąć się przez pełne jadu gardło, które jedynie wybiórczo przepuszczało słowa mające zostać wypowiedziane. Zero zabawy w przesadną uprzejmość. Lub w jakiekolwiek inne grzeczności. Toteż, nie pytając o pozwolenie (bo zwyczajnie nie musiał tego robić), podszedł bliżej, odsuwając krzesło znajdujące się po drugiej stronie stolika, przy którym siedziała Shetani, po czym zajął na nim miejsce. Dogasił prawie dokończony papieros w popielniczce.
Noc na kawie. Zaczynasz szukać najmniej spodziewanych miejsc, w których mogliby cię znaleźć? ― uniósł brwi i oparł się wygodniej o krzesło. O ile to, że pozwolił sobie na towarzyskie spotkanie było nietypowe dla niego, tak w tym jednym z nielicznych przypadków potrafił bez zawahania się przełamać. No i faktem było to, że ostatnimi czasy spotykał ją w dość nietypowych okolicznościach, które o wiele lepiej było wyrzucić z pamięci.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Pią Lip 12, 2013 4:45 pm

Kelner zbliżył się z białą filiżanką w dłoni, stawiając ją przed czarnowłosą, a ta nawet nie podziękowała mu skinięciem głowy. Mężczyzna wycofał się, widocznie niezadowolony z takiego zachowania, jednakże sam emblemat Republiki powstrzymywał go od większych komentarzy. Zresztą, jaki sens miałoby wdawanie się w kłótnię z kobietą, która widocznie miała gdzieś to, co kto o niej myśli. Nie wiedział dokładnie, czy jest to władczyni czy jakąś arystokracja, Republika rzadko kiedy pokazywała się w publicznych miejscach. Trzymali się zazwyczaj swoich granic i stronili od kontaktów zewnętrznych. Dlatego też spostrzeżenie, że Shetani znalazła się w dziwnym miejscu było chyba pytaniem, które cisnęło się większości ogarniętych mieszkańców Otchłani na usta. To nie wnosiło z pewnością nic dobrego.
Akwamarynowe oczy znów zaiskrzyły, wędrując na miejsce wcześniejszego popisu, który dała przy straganie. Nadal kręciło się tam sporo osób, a sprzedawca starał się uśmiechać, jednak wizja noża, który niemalże przybił mu dłoń do drewna zdawała się go ciągle nawiedzać. Może nauczy się ogłady, bo następnym razem Amarth pewnie trafi i nie będzie się przejmować piskami oraz wołaniem o litość. Już dawno oduczyła się odruchu przez który mogła uratować czyjąś dumę lub głowę. Zwyczajnie się to jej nie opłacało.
- Wydaje mi się, że już nas szukać nie będą, chociaż przezorny zawsze ubezpieczony. - prychnęła, kręcąc głową, po czym wyciągnęła dłoń, łapiąc uszko od filiżanki. - Zresztą... Czasami trzeba zmienić otoczenie.
Urocza wredota, naprawdę. Zanurzyła wargi w napoju, upijając kilka łyków. Tak, z pewnością nie pasowała do tego towarzystwa w koło, ale czy którekolwiek z nich pasowało do tak nudnych i normalnych miejsc jak to? Czasami trzeba było wynurzyć się ze swej nory, nawet, jeśli była ona wielka, wygodna i bezpieczna. Republika nie posiadała wszystkich dóbr, jak Otchłań i Piekło, więc czasami trzeba było wysłać kogoś po rzeczy niedostępne w jej państwie. A że tym razem musiała uciec z okowów zamku, cóż, wylądowała tu, robiąc już w pierwszych sekundach rozróbę.
- Równie dobrze mogę się pytać, co Ty robisz wśród tego tłumu, prócz obrażania innych. - Naczynie brzdęknęło, gdy odstawiła je na talerzyk, po czym błękit zbadał twarz Księcia na przeciw niej. Srebrne oczy błyszczały w cieniu, jak zwykle bystre i zimne jak stal. Wszystko wydawało się takie samo jak zwykle, po czym błękit zahaczył o czerwony ślad na szyi. Tyle wystarczyło, by czarnowłosa połączyła ze sobą fakty, a kącik ust ponownie wygiął się w dziwnym grymasie, który miał być prawdopodobnie uśmiechem. Jak zwykle nie wyszło, ale czemu oceniać kogoś, kto był ostro upośledzony emocjonalny. Westchnienie wydobyło się z bladych ust:
- Wszystko u niego w porządku? - Nie musiała pytać, jak było i jak długo to już trwa. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę, bo chociaż Nori nie był zbyt pokazowym modelem kochanka to Shetani była pewna jedno - jego partner z nim nie zginie. Nigdy.

_________________


Look at my avatar, look at you. Look at my avatar and look at you again. YES, it's true & I don't wanna speak with y o u.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Sob Lip 13, 2013 12:30 am

Przez chwilę przyglądał się niezadowolonemu kelnerowi i oczywiście jego niezadowolenie nie umknęło uwadze ciemnowłosego, który zawsze zastanawiał się nad tym, dlaczego niektórzy przywiązywali aż taką wagę do drobnych gestów. Gdy już zajął miejsce przy stole, kelner niechętnie chciał podejść bliżej, ale Nishimura zbył go krótkim i niedbałym gestem ręki, nakazującym mu nie fatygować się. Mężczyzna zatrzymał się i od razu było widać, że miał ochotę wyrzucić z siebie wszelkie pretensje na temat tego, że ktoś od tak zajmuje miejsce w kawiarni. Ostatecznie jednak postanowił się wycofać. Być może ze względu na czarnowłosą, a być może na to, że młodzieniec też nie wyglądał na kogoś, z kim miało się ochotę wdawać w ostrzejsze dyskusje.
Możliwe ― skinął lekko głową, choć nie dał Amarth pełnego poczucia racji. Najpewniej wciąż upierał się przy tym, że znacznie wygodniej było wybrać sobie mniej zaludnione miejsce, ale z drugiej strony kawiarnia wydawała się być w miarę przyjemną ostoją. Nie licząc ulicznego zgiełku. ― Ja? Pewnie odstraszam  chłopców od ulotek ― skwitował, w czym zresztą kryło się sporo prawdy. Co z tego, że zdarzenie sprzed chwili było kwestią przypadku? Właściwie mimo wszystko mógł zacząć zajmować się tym hobbystycznie, by sprawdzić, w jaki sposób zareagują poniżani ulotkarze, choć niekoniecznie chciało mu się tracić na nich swój cenny czas. ― Po prostu przechodziłem. Zdarza się, że drogi „na skróty” prowadzą przez samo centrum motłochu ― wzruszył barkami, a wyraz jego twarzy tylko poświadczał, że nie do końca mu to odpowiadało. Zawsze jednak mógł nie iść na łatwiznę i ominąć zatłoczenie szerokim łukiem. Choć dzisiejszego dnia bynajmniej nie chodziło tylko o skrócenie sobie drogi. Czasem hałas był mu potrzebny, a fakt, że mógł ukryć się wśród tylu osobistości, bo w gruncie rzeczy nie wyróżniał się niczym szczególnym, dawał jakieś znikome poczucie przewagi nad innymi. Niepozorność była najskuteczniejszą maskaradą, choć Takanori nie do końca sprawiał wrażenie nieszkodliwego. Jego postawa mówiła sama za siebie, ale większość osób zwyczajnie odkładała na bok zachowanie, zyskując pewność siebie dzięki temu, że ktoś wyglądał na słabszego ciałem od nich.
„Wszystko u niego w porządku?”
Takanori uniósł brwi. Pytanie samo w sobie było dość nietypowe i przede wszystkim nagłe. Miał prawo poczuć się odrobinę zbity z tropu. Przecież czarnowłosa nie miała prawa wiedzieć o czymś, co trwało zaledwie kilkanaście godzin, a już na pewno nie mogła orientować się, o kogo chodziło. Pozostawały jedynie domysły, które mogły zrodzić się z widocznych oznak tego, że coś mimo wszystko się zmieniło, a on szybko zorientował się, co mogło przykuć uwagę Nocy. Mimowolnie przesunął ręką po szyi, bez najmniejszego skrępowania przyjmując do siebie to, że zauważyła. Czuł się o wiele spokojniejszy mając przynajmniej częściową świadomość tego, co chodziło jej po głowie.
Prócz tego, że wszystko bolało go „jak diabli” i twierdził, że ledwo podniósł się z łóżka, raczej wszystko w porządku ― rzucił i przyszło mu to bez żadnego problemu. Nawet, jeżeli podtekst aż godził uszy i podświadomość. Miał jednak pewność, że istniała marna szansa na to, że Shetani poczułaby się urażona tą, można rzec, bezpośredniością ze strony młodzieńca. Chciała odpowiedzi – dostała ją. Prosta zależność. ― Swoją drogą, zachowujesz się tak, jakbym miał wypisane na czole cudze imię.
Jego imię.
Wbrew pozorom można było przysiąc, że to wcale nie było aż tak oczywiste. W przypadku Kitsune rzadko kiedy wyodrębnić można było jakiekolwiek umiejętności. Bądź co bądź pod względem upośledzenia emocjonalnego, związanego z brakiem uzewnętrzniania jakichkolwiek odczuć, to on pozostawał bezkonkurencyjny.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Pon Lip 15, 2013 9:50 pm

Droga na skróty to coś, co wypadło ze słownika Shetani, która zwyczajnie nie miała już gdzie chodzić. Wszędzie, gdzie się pojawiała, zazwyczaj robiła rozpierdol godny bandy wandali, a nie drobnej i niepozornej kobiety. Nawet na rynku w Delusion nie mogła się powstrzymać od wywołania niewielkiego przedstawienia przez które sprzedawca niemalże nie stracił palca. Brak współczucia był również typowy dla jej zachowania; prawdopodobnie, gdyby mężczyzna naprawdę zostałby zraniony, Amarth nie odznaczyłaby się jakąś większą empatią czy wstydem, że zraniła go bezpodstawnie. Rzuciłaby mu złoto w twarz, prychając w dodatku i kpiąc z jego słabości, po czym odeszłaby, zostawiając biedaka z podziurawioną kończyną, szlochającego z bólu. Wszystko skupiało się na spaczeniu emocjonalnym, w którym druga osoba była przeszkodą, nie pomocą. Nie potrafiła współpracować ani żyć w tłumie; pojawiła się w mieście na tyle rzadko, że pozwalało to na zachowanie równowagi pomiędzy jej wizją świata, a dobrem innych. Socjopaci sami z siebie unikali kontaktów, dlatego konflikty tak rzadko wychodziły na jaw. Wszystko zachowywali dla siebie i jedyną osobą, która obrywała była ich ofiara, z dala od wścibskich oczu tłumów.
Błękitne tęczówki omiotły ponownie tłum, który nadal wędrował po placu. Gdzieś rozbrzmiał śmiech dziecka, a czarnowłosa zmarszczyła lekko brwi, widocznie rozdrażniona samym dźwiękiem bachora. Uchwyciła go spojrzeniem, beznamiętnie śledząc go spojrzeniem, aż wreszcie jej ofiara zniknęła w tłumie. Oparła wygodniej podbródek na dłoni, pozwalając sobie na głębszy wdech:
- Raczej? To nie zabrzmiało optymistycznie. - mruknęła pod nosem, wracając do bruneta, a ostre rozbłyski w tęczówkach złagodniały natychmiast. - Znam tylko jednego samobójcę, który mógłby rzucić wszystko dla Ciebie.
Jej mina i same zwierciadła duszy jawnie oznajmiały, że nie chodziło jej o Samaela. Rudowłosy był rycerzem całej wspaniałej trójki, jednakże tylko jedna istota w tym popieprzonym świecie zdawała się być na tyle odważna i na tyle 'głupia'. Shetani nie wtykała nosa w nie swoje sprawy ale lata odcięcia od świata i wnikliwych obserwacji nauczyły ją szybkiej dedukcji. Poza tym - łut szczęścia. Nori nie musiał nic mówić, tak jak ona jemu. Temat mógł się równie dobrze już zakończyć. Królowa z pewnością cieszyła się z tego, że wreszcie Książę ma kogoś bliższego i nie pozostawało nic innego, jak tylko trzymać się dawnej obietnicy z podwójną siłą. Bez słowa już na temat wilczego podniosła filiżankę z kawą, upijając kolejny łyk gorzkiej substancji. Szkło zadzwoniło o spodek, gdy niemalże opróżniła naczynie.
- Cieszę się. - koniec wylewności. Odchyliła nieco głowę, pozwalając czarnym włosom spłynąć leniwie w dół, niemalże ocierając się o ziemię. Utkwiła chwilowo spojrzenie w niebie, po czym jedynie krótko uniosła brew, a gwiazdy nieco mocniej rozbłysły, odganiając chmury.
- Spieszysz się gdzieś? - spytała, powracając do Nori'ego spojrzeniem. Widocznie samej jej nie chciało się siedzieć w tłumie i widocznie chętnie uciekłaby gdzieś za mury miasta lub chociaż do miejsca, gdzie jest spokojniej. Za dużo potworów, za dużo dzieci, za duży zgiełk. Starczy prób nawiązania kontaktu ze społeczeństwem.

_________________


Look at my avatar, look at you. Look at my avatar and look at you again. YES, it's true & I don't wanna speak with y o u.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Wto Lip 16, 2013 9:25 am

Niestety nie każdy miał się o tyle wygodnie, co Noc, która mogła zawitać niemalże wszędzie na pstryknięcie palcami. Nie to, żeby Takanori w jakiś sposób jej tego zazdrościł. Raczej akceptował to, że sam czasem musiał strawić wszelkie niewygody. Zresztą nie spotykała go z tego powodu jakaś większa tragedia, prócz znacznego spadku samopoczucia i wprost proporcjonalnie rosnącego niezadowolenia, które mijało równie szybko, co się pojawiało. Nieprzyjemności danej chwili od razu schodziły na dalszy plan, gdy umysł znów mógł napawać się spokojem. Spokojem, którego teraz mimo wszystko trudno było doświadczyć, ale ciemnowłosy nie musiał znosić przypadkowego kontaktu z przechodniami.
Trudno o optymizm, gdy ma się do czynienia z magnesem na kłopoty ― rzucił i zmierzwił włosy z tyłu głowy. Tak, był święcie przekonany, że Gilbert już zdążył uatrakcyjnić sobie swój dzień. Być może już uciekał przed jakimś grubasem, bo zachciało mu się okraść sklep mięsny albo po raz kolejny powiedział coś, co nie spodobało się jego rozmówcy i właśnie dochodziło do mordobicia. A Kitsune siedział właśnie w kawiarni i pomimo świadomości tego, że wcale nie było dobrze, wydawał się być zbyt spokojny. Pewnie dlatego, że zdawał sobie sprawę, że Wilk poradzi sobie z drobniejszymi problemami, choć nie zawsze wyjdzie z nich w jednym kawałku. Nie przed wszystkim można go było ochronić.
„Znam tylko jednego samobójcę, który mógłby rzucić wszystko dla Ciebie.”
Uniósł jeden z łuków brwiowych. Zadziwiające, że inni nie mieli co do tego tylko wątpliwości, co on. Ale w końcu Take to Take – pełne zaufanie przychodziło mu z trudem, a jeśli był już bliski osiągnięcia go, mimo wszystko starał się od niego odciąć. Rozczarowanie przychodziło szybciej, gdy pokładało się w czymś lub kimś zbyt wielkie nadzieje. Nie to, że wierzył w to, że tym razem na pewno się rozczaruje. On po prostu musiał założyć, że mogłoby tak być. Dla własnego dobra.
Wszystko ― powtórzył, niczym cholerne echo. ― Trochę to naciągane. I wydawało mi się, że na ogół bardziej się z tym krył ― mruknął, opierając łokieć o blat stołu, zaś dłonią podparł podbródek. Było trochę prawdy w tym, co mówił. W końcu na ogół starano mu się uświadomić, jak bardzo zasługuje na to, by go nienawidzono, by później, w zaciszu, z dala od cudzych spojrzeń, poddawać się wszelkim gestom i uświadamiać Nishimurze, że to wszystko było tylko nędzną otoczką utkaną z pozorów. Jednak Shetani też widziała więcej, a on nawet nie zaprzeczył. Pomimo chłodnego nastawienia do świata, które sprawiało, że mogło się wydawać, iż pod żadnym pozorem nie przyznałby się do podobnych spraw, w gruncie rzeczy niczego się nie wstydził. W końcu kogo obchodziło, co powiedzą inni? Wychodził z założenia, że każdy powinien pilnować własnego nosa.
„Cieszę się.”
W odpowiedzi skinął lekko głową. Zresztą tyle wystarczyło.
Nie. Miałem do załatwienia jedną sprawę, ale właściwie może poczekać. Jak wszystko inne ― no tak – książę nigdzie nie musiał się spieszyć, a inni musieli wykazywać się cierpliwością, czekając na niego. Na twarzy szarookiego pojawił się pytający wyraz, jakby właśnie zastanawiał się, dlaczego w ogóle go o to pytała.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Nightmare Night

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 167
Godność : Amarth Shetani Skoir-Arato
Rasa : Noc.
Wzrost i waga : 172 cm | 36 kg
Znaki szczególne : Ucieleśnienie nocy. Wyjątkowo jasne, błękitne oczy; tatuaże [plecy, kark, udo, wierzch dłoni]; trzy blizny pod lewym okiem.
Aktualny wygląd : Takanori: Czarna bluzka z długim rękawem, na nią narzucona skórzana, wzmacniania kurtka z doczepioną do naramiennika flagą republiki podzieloną na trzy pasy. Wąskie, przylegające spodnie, przeszyte skórą. Trapery do połowy łydki, niezawiązane. Szpada przy pasku. | Mio - Czarna Rudera | Misja - Witch House
Ekwipunek : Szpada, paczka papierosów, zapalniczka, pieniądze.
Inne : Lodowata władczyni z dystyngowanym skurwysyństwem w oczach.
Bestia : Feniks - Valor; Reikon - Vernon

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Wto Lip 16, 2013 2:47 pm

Oboje byli zimnymi skurwielami, którym nie w smak było, gdy pakowano się w ich życie z buciorami uwalonymi z błocka, a następnie prawiono kazania. Nie byli pokornymi barankami, kiwającymi główkami, byleby przestano na nich krzyczeć. O ile nie zignorowali delikwenta, to ten kończył z obolałą dupą za płotem, gdzie nikt nie mógł mu pomóc. Ich po prostu się nie wkurwiało, nie było to ani opłacalne ani warte zachodu; i tak by nie posłuchali, wysuwając przed siebie środkowy palec i prychając pogardliwie. Dlatego też nie skomentowała słów Nori'ego a propos zaufania, bo doskonale wiedziała, jak to wygląda po drugiej stronie barykady. Czasem lepiej być powściągliwym niż ślepo skakać w ogień. Oszczędzało to wielu rozczarowań i wygórowanych marzeń. Shetani wiedziała co nieco o zawiedzionym zaufaniu i traktowaniu wszystkich jak durne lalki. Milczała zbyt długo, by zaakceptować aż tyle krzywd wyrządzonych jej 'dzieciom'. Koniec końców, trafiła tam, gdzie miała... Wiedziała więcej, niż przypuszczali inni.
- Krył się. - mruknęła, wyginając blady kącik ust - Niektórzy widzą więcej.
I to tyle, jeśli chodzi o tłumaczenie. Nie musiała tego robić, bo brunet doskonale wiedział, iż czarnowłosa nie będzie biegać po Otchłani i wołać, kto z kim jest i co to oni nie robili. Daleko jej było do plotkary i atlety, więc zwyczajnie zamknęła temat. O niej samej było wiadome tyle, co nic. Z jej postury można było wyczytać, że jest słabą i wynędzniałą dziewczynką, a nie kimś, kto panuje nad jedną z pór dnia. Powierzchowne ocenianie innych mogło się źle skończyć, szczególnie, gdy zachodziło się za skórę komuś równie oschłemu i okrutnemu w obyciu jak ona sama. Symbol Nocy był jednym z tych, które omijało się z daleka nie wiedząc, dlaczego właściwie. Nie zanosiło się na zmianę tego stanu rzeczy.
Czarne paznokcie pstryknęły o brzeg filiżanki, która zadzwoniła cicho. Kelner zwrócił ku dziwnej parze spojrzenie, szybko odczytując komunikat.
- Zastanawiałam się czy nie chciałbyś stąd iść. Dość tłumów na dziś. Wracam do Republiki. Idziesz? - spytała, unosząc nieco brew. Otchłań, jak to Otchłań, prawie nigdy nie spała w miastach, więc wątpliwe było, by dane im było tu odpocząć, szczególnie przy takiej awersji do tłumów. Błękitne tęczówki ześlizgnęły się z twarzy Księcia, gdy zauważyła sylwetkę kelnera podchodzącego do stolika. Nieopatrznie jednak nie patrzył on pod nogi i nadepnął jeden z pasków flagi Republiki, na co Shetani zareagowała szybko - w oka mgnieniu złapała za materiał, lewą stopą uderzając w zgięcie kolana mężczyzny. Gdy ten mechanicznie uniósł nogę, wyciągnęła fragment flagi spod jego buta, a gdy ujrzała jego zaskoczone i nieco gniewne spojrzenie, dokończyła dzieła kopniakiem. Suma sumarum, kelner zatoczył się, wpadając na stolik za sobą, dzięki któremu się podtrzymał, a czarnowłosa westchnęła ciężko, podnosząc się z krzesła. Z dłoni wyleciało kilka srebrnych moment, które z brzdękiem upadły na szklany blat, po czym bez pożegnania wyniosła się z ogródka kawiarenki, pozostawiając biednego pracownika, który wyraźnie nie wiedział, co zrobić.
Na uliczce zatrzymała się, spoglądając wyczekująco na bruneta. W jej krainie mieli zapewniony spokój i nikt nie okazywałby takiego poziomu głupoty jak mieszkańcy Delusion Town. Niedbale odgarnęła długie kosmyki włosów, opadające na jej twarz, po czym zerknęła na niebo.

_________________


Look at my avatar, look at you. Look at my avatar and look at you again. YES, it's true & I don't wanna speak with y o u.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Sro Lip 17, 2013 6:28 pm

Wypuścił powietrze ustami z wyraźnym zrezygnowaniem. Pewnie – mógł spodziewać się tego, że Gilbert, pomimo swoich usilnych prób ukrycia niektórych faktów, ostatecznie dla wielu stawał się otwartą księgą, choćby przez proste potknięcia. Ale przecież tu nie chodziło tylko o czarnowłosego. W gruncie rzeczy jednocześnie wychodziło na to, że i Takanori nie był w stanie ukryć niczego przed Shetani, a przecież nic nigdy nie wskazywało na to, by traktował kogoś ulgowo lub przekładał cudze dobro nad swoje własne. Przynajmniej nie na oczach innych, bo – owszem – czasem sam nie rozumiał, dlaczego tak uparcie brnął przed siebie, gdy wiedział, że akurat JEMU działa się krzywda. Gdyby nie potrafił się pohamować, zapewne już spytałby Księżniczki jakim cudem do tego doszła, przynajmniej spoglądając na to wszystko pod kątem Kitsune. Pokładała w Wilczym aż tyle wiary, że wiedziała, iż w końcu uda mu się dotrzeć do ciemnowłosego czy przypuszczała, że ten „złamał się” już jakiś czas temu tylko potrzebował czasu? Nie. Zdecydowanie wolał pozostać w błogiej nieświadomości.
Ze znużeniem przemknął spojrzeniem po wciąż zatłoczonej okolicy, choć wydawałoby się, że wieczorna pora powinna raczej zachęcać wszystkich do udania się do swoich domostw. Jeszcze w tak porządnym miasteczku, w jakim właśnie się znajdowali. Późne godziny były wręcz idealną porą dla wszelkich opryszków, którzy ściągnęli tu ze Slumsów czekając na łatwą okazję obrabowania kogoś o wyższym statusie społecznym. Porządnickiego bez umiejętności samoobrony. Szarooki od zawsze był zdegustowany podobnymi jednostkami. Teraz powieki chłopaka zmrużyły się, zamierając na moment na jakimś punkcie w oddali. Gdyby powieść wzrokiem ku jego punktowi obserwacji, można było zauważyć, że śledzi jedną z ciemniejszych uliczek, w której najpewniej dostrzegł jakiś niepożądany ruch. Ostatnio nie wszystko było na swoim miejscu.
„Wracam do Republiki. Idziesz?”
Hm? ― wyrwało się mimowolnie z jego ust, a gdy odwrócił wzrok w jej stronę, kelner obok już tracił równowagę, co jednak spotkało się z nieprzejętym spojrzeniem monstrum. Znał Skoir-Arato na tyle długo, by wiedzieć, że podobne wyskoki z jej strony były na porządku dziennym. Zatem, gdy czarnowłosa go minęła, od razu podniósł się i nawet przez myśl mu nie przyszło, by wyciągnąć do mężczyzny pomocną dłoń lub chociażby pożegnać go skinieniem głowy. Zresztą to nie leżało w jego skurwysyńskiej naturze, przez którą z wielkim trudem powstrzymał się od splunięcia pracownikowi prosto pod nogi. Za to odwrócenie się i brak uczucia żalu z tego powodu przyszły mu z dużą łatwością. Bez pośpiechu ruszył za Amarth, co było wymownym znakiem na to, że jednak przyjął jej zaproszenie, choć na początku mogło wydawać się, że w ogóle go nie dosłyszał.
    z/t + Shet.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melusine
Ciernisty Potwór

avatar

Dołączył : 19/08/2013
Liczba postów : 5
Godność : Melusine Betsalel
Wiek : Wizualnie 20 - 25 lat
Rasa : Mroczni
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 160cm 50kg
Znaki szczególne : Brak źrenic, oczy w kolorze malinowym które niekiedy emanują miękkim światłem, mnóstwo blizn na plecach i parę innych rozsianych po całym ciele.
Aktualny wygląd : (Avatar) Łazi w białej bluzce z wieloma koronkami, bufami i innymi udziwnieniami oraz w tym samym kolorze długiej falbaniastej spódnicy. Buty jak można się domyślić to również białe balerinki.
Ekwipunek : Szczelnie owinięta w płótno i przewieszona przez plecy katana z głupią zawieszką wypchanego nietoperza.

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Czw Sie 22, 2013 1:58 pm

Tup. Tup. Tup. Przywlekła się na plac w znanym tylko sobie celu ... a właściwie to nieznanym nawet sobie. Ot, po prostu znów włóczyła się po Otchłani szukając czegoś czym mogłaby zająć swe myśli. Może powinna w końcu znaleźć sobie gdzieś pracę, albo przyjąć jakieś zlecenie chociażby? A tam. Jeszcze więcej kłopotów niż pożytku by z tego wyszło. Doczłapawszy do ławeczek otaczających fontannę i rozejrzała się wokół. I co teraz? Widno jeszcze było więc nie szczególnie spodziewała się kogokolwiek spotkać. Życie w Otchłani toczyło się bardziej po nocach, w ciemnościach w których nikt nigdy nie powinien czuć się bezpiecznie. Skoro jedynymi ludźmi a może raczej stworzeniami byli ci spieszący się gdzieś lub włóczące się bez celu zjawy to może się prześpi? Świetny pomysł. Drzemka w środku miasta. Aż się prosi o kradzież i zabójstwo. Ale równie dobrze inni mogli ją wziąć po prostu za jedno z przywidzeń. Dobra, co jej tam szkodzi? Ułożyła się wygodnie na ławce przymykając oczy i rozkoszując się chłodną pogodą. Przynajmniej tak sądziła, że było chłodno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Storm
Upiór

avatar

Female Dołączył : 06/08/2013
Liczba postów : 5
GHOST : Zabójca
Godność : Nadia lub V, ale ogólnie to Storm
Wiek : 312 lat realnie, 17 wizualnie
Rasa : Mroczni
Orientacja : Aseksualna
Wzrost i waga : 174 cm wzrostu, 63 kg wagi
Znaki szczególne : Włosy barwy oberżyny, fioletowe tęczówki, duża blizna na brzuchu.
Aktualny wygląd : Strój w miarę cywilny - szara zapinana bluza, spódnica z białym paskiem, rajstopy i wysokie skórzane buty.
Fabularnie : Na głównym placu

PisanieTemat: Re: Plac Główny   Sob Sie 24, 2013 5:44 pm

Dość niespotykany widok żeby Storm wyłoniła się na świeże powietrze kiedy pora jest jeszcze tak wczesna. V miał znów głupi pomysł aby pohasać na dworze po czym jak się pojawił tak szybko zniknął zostawiając dziewczynę samą. Czasem posiadanie takiej drogiej osobowości to cholernie uciążliwa sprawa, jest jeszcze gorzej jak w żaden sposób nie możesz przemówić jej do rozsądku, ani słownie, ani siłowo tym bardziej. Przykra sprawa.
Dlaczego obrała sobie za miejsce docelowe plac główny? Kto ją tam wie. Zresztą nawet ona sama nie umie sobie na to odpowiedzieć. Może spodziewała się czegoś co w końcu sprawi, że ta ciągła rutyna zostanie zmącona jakimś ciekawym wydarzeniem? Tylko teraz nasuwa się pytanie co mogłoby być na tyle ciekawe żeby zainteresowało Nadię. Może jednak zamiast zrobić sobie dzień wolnego powinna przyjąć jakieś zlecenie? Przecież jest tego ostatnimi czasy od cholery. Przecież wykonywanie pracy przynosi jej satysfakcję i jakoś nigdy nie narzekała. Cóż, chyba chciała być chociaż raz w przeciągu całego życia trochę bardziej ludzka, tak to określę.
Ludzi nie było dużo, ogólnie większość to zwykli przechodnie biegający wręcz w jedną i drugą stronę denerwując się czy nie są spóźnieni na jakieś "ważne" spotkanie. Dla samej dziewczyny było też niezrozumiałe dlaczego te cholerne ławki poustawiane są w taki sposób aby wpatrywać się w fontannę. Gdyby ona jeszcze była ładna, ale tu kompletnie nic, "ozdoba" odpowiednia do pomalowania przez ulicznych wandali. Usiadła jednak na jednej z ławek i rozejrzała się wokół. Od razu jej uwagę przykuła pewna drobna osóbka. Czuć było od niej coś czego w sumie chyba nikt wyczuć nie może. Ona także jest Mroczną. Jednak czy to w tej chwili istotne? Chyba wyczekuje aż jakiś kieszonkowiec przyjdzie żeby wpakować go do piachu. Wiatr zawiał dość mocno sprawiając, że długie włosy dziewczyny zafalowały efektownie w powietrzu jednak nie przeszkadzało jej to, wiatr to wspaniały żywioł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac Główny   

Powrót do góry Go down
 
Plac Główny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rynek-
Skocz do:  
_______________________