IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uliczka Świetlików

Go down 
AutorWiadomość
Lion
Wyśniona Księżniczka

avatar

Dołączył : 03/05/2013
Liczba postów : 456
GHOST : Medyk
Godność : 美桜操美月恋栞蛍さやか甘さ川, względnie Lwiątko bądź 眠る姫君
Wiek : Z wyglądu 15-16~.
Rasa : Zapierdzielająca po cudzych snach? Whatever.
Orientacja : Przedrzeźniaczoseksualna
Wzrost i waga : 148cm/30kg
Partner : Ponoć kociooki Chaos z tęczowym pasemkiem.
Pan/Sługa : `Szefieee~? Kawy~? Rany, Szefie! Tylko pytam, zabierz tę broń!` - Take~. | Tak, tak, Mio by go wytulała, ale nie musi tego ujmować brakiem spacji między wyrazami. Niech idzie być fangirlem gdzieś indziej (T.) - Akira
Znaki szczególne : Mnogość kolczyków w uszach; błękitne włosy; dwukolorowe oczy (lewe błękitne, prawe fioletowe); 3 tatuaże (więcej w informacjach); ...TO MIO, DO CHOLERY~. Całość jest... ugh!
Aktualny wygląd : Będzie w podpisie, geez.
Ekwipunek : W cholerę słodyczy... i jeszcze trochę; telefon komórkowy; klucze do Chatki T... Dwóch Muszkieterów; pluszowy królisio-portfelik z drobniaczkami; malutki, składany wachlarzyk.
Obrażenia : Podłużne blizny na szyi i plecach; ślady po ranie szarpanej na lewym przedramieniu; drobna blizna na prawej łydce.
Bestia : Pegaz ‒ Tsukiyomi.
Multikonta : Jessiątko~... i Shiniątko, wtf.
Fabularnie : Patrol Akatsuki, eeeeyup (albo raczej - posiedzenie z Bobem). | Shetani
FUNKCJE : Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Uliczka Świetlików   Pon Cze 17, 2013 2:38 pm

Choć nazywana "uliczką", z takową nie ma nic wspólnego. Chyba, że takim określeniem mamy zamiar ochrzcić wąską ścieżkę, prowadzącą wprost do kręgu drzew, otaczającego niewielki staw. Niby nic, niby zwyczajnie, ale to tu gromadzą się wszystkie okoliczne świecące odwło... świetliki. I to nie byle jakie, bo ich tyłki nie świecą jedynie na oczojebny żółty, niczym w zakreślaczach, lecz na wiele innych również. Od chłodego błękitu, przez liliowy odcień fioletu, aż po soczystą pomarańcz i ciepłe złoto. Gdyby nie to, owo miejsce pewie nie wyglądałoby zbyt szczególnie. Tak więc zawdzięcza ono swoją nazwę tylko tym wyjątkowym robaczkom świętojańskim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leo
Nocna Mara

avatar

Dołączył : 07/07/2013
Liczba postów : 158
AKATSUKI : Informator.
Godność : Leo Brink, jednak niemalże nikt nie zna tej godności, bo używa pięćdziesięciu innych.
Wiek : Wizulalny i prawdziwy taki sam, siedemnaście latek.
Rasa : Nocna Mara.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 1,72 m i 59 kg wagi.
Partner : Agito :3
Pan/Sługa : Pan - wielmożny Takanori || Sługa - Heine.
Znaki szczególne : Żółtawe oczy, które dają wrażenie jakby świecących i dość chamski charakter.
Aktualny wygląd : Czarna bluza z kapturem, rurki tego samego koloru oraz glany. Oczywiście soczewki, które przyciemniają trochę jego oczojebny kolor tęczówek. Paznokcie pomalowane na czarno, ręce całe w bransoletkach.
Ekwipunek : Nóż, jakiś badziewny, połamany klucz i kilka innych pierdół. Pieniądze, komórka i urządzenie zmieniające głos. Kilka opakowań soczewek, każde innej barwy.
Inne : Jest masochistą, a jednocześnie sadystą. Uwielbia wyżywać się na innych, ba to niemalże jego praca. Znęca się nad innymi dla przyjemności. Ma problemy psychiczne.
Obrażenia : Chory na umyśle.
Fabularnie : Agito *.*
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Nie Lip 21, 2013 11:21 am

    Cały dzisiejszy dzień był do dupy, a przynajmniej w mniemaniu Leosia. Najpierw nie udana próba patrolu, która może nieść za sobą przykre konsekwencje, a tego nikt by nie chciał. Oczywiście chłopak miał nadzieję, że jego nagłe "zniknięcie" nie będzie źle odebrane. Po prostu nie czuł się na siłach, więc wolał zrezygnować. Tak dla bezpieczeństwa. No i oczywiście musiały się odezwać jego głupie ataki śmiechu. To również był argument za tym, aby opuścić stanowisko. Jakimś cudem znalazł się z uliczce świetlików, która o tej porze wyglądała bardzo oczojebnie. Wszędzie latały mały skurczybyki ze świecącym odbytem. Od dłuższego patrzenia na nie można było dostać niezłego oczopląsu. Dlaczego przyszedł akurat tu? Hm... sam nie widział. Może po prostu dlatego, żeby nie był uważany za kompletnego wariata. Raz na jakiś czas trzeba było pokazać się w miejscu publicznym. Inni mogli snuć jakieś dziwaczne wymysły na temat jego osoby, dlatego wolał nie ryzykować. Wiedział, że musi zachowywać się jak normalny człowiek. Zajął pierwszą lepszą ławkę i usiadł na nie, zajmując niemal połowę jej całej powierzchni. No fakt, trochę się rozwalił, ale pewnie jeżeli ktoś go takiego zauważy, to nawet nie będzie chciał obok niego siadać. A może to i lepiej? Już od tego wszystkiego zaczęło się trochę w bani kręcić. Jak zawsze siedział pod swoim czarnym kapturem, patrząc na wszystkich i na wszystko spod niego. Jedyne co można było u niego zauważyć to żółtawe, niemalże świecące w ciemności ślepia i jasne włosy. No jego "praca" niestety wymagała ukrywania swojego szpetnego wyglądu. W sumie nawet gdyby był ładny, to musiałby ukrywać swoją tożsamość. Sprawki A-Teamu nikomu nie były dobrze znane, a każdy członek robił to, co Leo mu powiedział. A więc siedział na tej ławce. Wokół były tylko jakieś drzewa, na których aż roiło się od robactwa ze świecącym... no wiadomo czym. Świetliki, chyba tak się nazywały w świecie ludzkim. Tutaj pewnie miały inną nazwę, ale ona akurat go nie obchodziła. Przynajmniej teraz miał trochę czasu dla siebie. Mógł sobie wszystko przemyśleć, bo był sam. Sam jak palec. Wcześniej przerwał mu Artregor. Dziwny z niego człowiek, takie skryty muzyk. Zaczął grać na tych swoich instrumentach, przywitał się, a na sam koniec zwiał, czy to nie jest choć trochę dziwne? Leonard już powoli nie wiedział co tu jest dziwne, a co jest całkiem normalne. Wszystko było takie pojebane. Życie było do dupy, nie wspominając już o miłości, której nie miał. Może i dobrze, że tu przyszedł, może natrafi na kolejną ofiarę lub jakiegoś przyjaciela. Kto wie, może na kogoś więcej? Jednak na to nie liczył, bo nigdy nie miał łatwego charakteru. Lubił innym ubliżać, znęcać się nad nimi, niekiedy nawet mocno ranić. Wjeżdżał na psychikę i zdrowie fizyczne. Może miłość akurat jemu nie jest dana? Za wiele cierpienia zadał, a teraz liczy na cud prosto z nieba? Niedoczekanie. Bóg nie był taki dobry, dla tak złych ludzi... Właśnie, dlaczego on był taki zły? Jako małe dziecko wszystkim pomagał, a teraz? Jest złem wcielonym! Życie było bardzo niesprawiedliwe, a chłopak zawsze był "popychajdłem", więc postanowił wszystko zmienić. Nastał dzień kiedy to on miał władzę, a inni byli dla niego jak śmiecie. Teraz to on może się śmiać innym w twarz, bluzgając przy tym. Bycie złym jest czasami bardzo fajne, można robić prawie wszystko, co tylko się zechce. Jego długie, a za razem nudne przemyślenia przerwał świetlik, który na nim usiadł, a potem zaczął latać mu dookoła głowy. To nie było przyjemne, bo gdyby podleciał jeszcze bliżej oczu, to Leo mógłby... na przykład oślepnąć. Od razu zdzielił latającego robaka, a ten poleciał na ziemię. Rozwalił go nogą i uśmiechnął się sam do siebie. Tak, to było wspaniałe miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agito
Rockers

avatar

Male Dołączył : 16/07/2013
Liczba postów : 560
AKATSUKI : Szarak
Godność : Agito Nix.
Wiek : Koło 20 lat wizualnie. Rzeczywistość jest jednak wredna, bo po prawdzie ma powyżej setki, poniżej dwóch setek.
Rasa : Tylko tacy jak on umieją tak grać. Muzykant.
Orientacja : Homoseksualna.
Wzrost i waga : 180 centymetrów wzrostu, 59 kg wagi.
Partner : I Don't Care...
Pan/Sługa : Pana nie posiada, sługą jego muzyka.
Znaki szczególne : Gitara prawie zawsze przy sobie, nienawiść w spojrzeniu niemal ciągła, szare oczy, szare włosy, blada karnacja cery.
Aktualny wygląd : So hot I am, huh? + czarne, wytrzymałe buty o cholewie do połowy łydki, sznurowane, z twardą podeszwą. / Diabelski Jar (oczywiście wygląd ciała ten sam)
Ekwipunek : Gitara w pokrowcu, przewieszonym przez bark. Sztylet w pokrowcu przy pasie. Czasem przy sobie worek z różnymi, podróżnymi bibelotami. Karta wstępu do Czarnej Rezydencji.
Inne : Hm... Malinka na szyi?
Obrażenia : Lekki wstrząs mózgu. Rozcięta skóra tuż nad karkiem, mała rana.
Multikonta : Faust
Fabularnie : ... / Wycieczka do Opery pod patronatem MG / Misja Diabelski Jar
FUNKCJE : Uzupełnianie spisu rang specjalnych (okres próbny).

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Nie Lip 21, 2013 12:49 pm

A co przywiodło tu marudnego grajka bez pomysłu na żywot? Po prawdzie, sam nie wiedział, wiedział jednak, że pakuje się w najgorsze gówno w tej chwili, w jakie mógł. Omija najczęściej miejsca takie jak to, gdzie światło daje po oczach, a tu jak na złość, świetlików jest w cholerę i jeszcze więcej. Super... Ale w tym wypadku jego ciekawość co do tego co może być w tym miejscu była silniejsza. Silniejsza od tego pieprzonego światła z odwłoków tego latającego robactwa! Uch... Tak wiele nienawiści na to wredne światło.
Zmrużył oczy, na wpół ślepo idąc wąską ścieżką przed siebie, i jedyne co póki co dostrzegał, to więcej wrednych światełek. Naprawdę? Czy to są schody do piekła dla potworów ze światłowstrętem czy jak? Szedł, szedł i widział co raz mniej.
"Moja ciekawość dostanie kiedyś ode mnie porządnego kopa w rzyć..."
Z tą myślą brnął dalej, aż ujrzał, ola Boga i alleluja, coś ciemnego. Jakiś ciemny kształt, siedzący na ławce. Nie wiedział nawet do końca cóż to jest, bo kształt owy był chyba w kapturze... Albo był czarny i łysy. Moment, czarny i łysy? Nieeee, to mu się tu nie widzi. Wytężył swoje gały, zatrzymując się, i dojrzał co miał dojrzeć. To był jednak kaptur. Fhiew, czyli jednak to nie jest czarne, łyse coś. Dzięki ci losie za to! Hm... Ale mimo wszystko, czego ten typ tu siedzi w kapturze i gapi się w to "widowisko"? Nie bardzo tego kapował, a jeśli czegoś nie rozumie, ciekawość każe mu być dociekliwym. Idąc dalej tym tropem, zaraz "kapturek" będzie powitany.
Nie spieszyło mu się w stronę tego... Czegoś w kapturze, bo mógł w sumie się nieco przeliczyć z tym, że to facet, hm, a może nie? Wszystko się okaże jak odwróci twarz. Eee, o ile ją ma. Zbliżył się do ławki od tyłu, powoli i bez pośpiechu, po czym zacisnął dłoń w pięść, a następnie... Wysunął palec wskazujący i zastukał kostką takowego w tył kaptura, uśmiechając się nieznacznie.
- Kapturku, nie to że coś, ale raczej czarny kaptur nie sprawi że będziesz mhroczną osobistością na której widok wszyscy będą się do stóp rzucać.
Rzucił nieco ironicznie, po czym, bez zbytniego pytania, wpakował się na drugą połowę ławki, zdejmując gitarę z barku i układając ją sobie między nogami, zaś dalej mając na barku swój worek z podręcznymi gratami. Wplótł na moment dłoń we włosy i potargał je w większość stron, po czym rozsiadł się wygodnie, tak by samemu nie mal leżeć, a głową zwisać za oparcie ławki, z szarymi włosami zakrywającymi równie szare oczy.
- Czekasz tu na kogoś? Masz randkę w ciemno? Przykro mi, ale sobie tu posiedzę, więc możesz już odwołać.
W praktyce, przez cały czas nawet nie spojrzał na jego twarz, choć spod zasłony włosów obserwował zachowanie typa obok. Tak, miał pewność że to facet. Niski, bo niski, ale facet. Przeciągnął się z westchnięciem, po czym jedna z dłoni znalazła się przy twarzy, odsłaniając fragmentem jedno oko, by miał jakąkolwiek formę widoku na faceta... Po chwili jednak z powrotem zakrył oko włosami, bo wszędzie latały te wredne, małe, żywe latarki. Zgryzł zęby, po czym mlasnął ze zdegustowaniem.
- Wredne, małe, latające latarki...
Wymruczał pod nosem, mrużąc oczy i dalej tak sobie wisząc głową za oparciem, starał się w miarę możliwości nie gapić na te latające światełka. Kurde... Jakby miał chociaż wariację okularów przeciwsłonecznych, to by było po prostu świetnie. Ale los nie jest sprawiedliwy... Da bu, nie?

_________________

A guitar is the human soul
Speaking with just six strings...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leo
Nocna Mara

avatar

Dołączył : 07/07/2013
Liczba postów : 158
AKATSUKI : Informator.
Godność : Leo Brink, jednak niemalże nikt nie zna tej godności, bo używa pięćdziesięciu innych.
Wiek : Wizulalny i prawdziwy taki sam, siedemnaście latek.
Rasa : Nocna Mara.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 1,72 m i 59 kg wagi.
Partner : Agito :3
Pan/Sługa : Pan - wielmożny Takanori || Sługa - Heine.
Znaki szczególne : Żółtawe oczy, które dają wrażenie jakby świecących i dość chamski charakter.
Aktualny wygląd : Czarna bluza z kapturem, rurki tego samego koloru oraz glany. Oczywiście soczewki, które przyciemniają trochę jego oczojebny kolor tęczówek. Paznokcie pomalowane na czarno, ręce całe w bransoletkach.
Ekwipunek : Nóż, jakiś badziewny, połamany klucz i kilka innych pierdół. Pieniądze, komórka i urządzenie zmieniające głos. Kilka opakowań soczewek, każde innej barwy.
Inne : Jest masochistą, a jednocześnie sadystą. Uwielbia wyżywać się na innych, ba to niemalże jego praca. Znęca się nad innymi dla przyjemności. Ma problemy psychiczne.
Obrażenia : Chory na umyśle.
Fabularnie : Agito *.*
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Nie Lip 21, 2013 4:06 pm

    Leo siedział i nadal myślał, aż nagle coś usłyszał. Został puknięty od tyłu w głowę, co niemalże go wystraszyło. Od razu się odwrócił, stał za nim chłopak z gitarą. A jednak to był ktoś. Stał i zaraz zaczął coś mówić. Gitara? Hm, od razu przypomniał sobie o muzyku, którego niedawno poznał, ale tamten to chyba na skrzypcach grał. Tak, na pewno... raczej. W sumie to bardzo dobrze go nie pamiętał, bo widział go tylko przez chwilę, a gdy powiedział coś do niego, koleś zwiał. Czy aż tak mocno odstraszał ludzi? Na słowa gitarzysty odpowiedział:
    - Wcale nie oczekuję rzucania się do stóp... nie wiem o co Ci chodzi. Jeżeli Ci nie pasuje kaptur to... ech nieważne.
    Zdecydował się zrzucić z siebie czarny kaptur. Możliwe, że popełni największy błąd w swoim życie, ale kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje... proste. Um, zrobił to. Pokazał całą twarz. Żółte oczy i jasne włosy, jak dawno ich nie odkrywał. Popatrzył na nieznajomego i postanowił odpowiedzieć na kolejne jego pytania:
    - Czy czekam? Nie. Wręcz przeciwnie, nie spodziewałem się, że ktoś będzie na tyle odważny, aby usiąść obok zamaskowanego chłopaka. Randka w ciemno? Chyba sobie kpisz... czy ja wyglądam na kogoś takiego? No raczej nie, jeszcze przed chwilą byłem pod kapturem, już wtedy mogłeś to wywnioskować.
    Zaczął machać oczami dookoła. Popatrzył to na drzewa, to na latające robale. Jego "towarzysz" trochę mrużył oczy patrząc na te świetliki. Może miał jakąś nadwrażliwość? Na to wyglądało. Nieznajomy usiadł obok. Leo powiedział do niego, patrząc mu w oczy:
    - Z reguły nie ufam ludziom, ale czasami jakoś trzeba próbować... Jestem Ka... Leo. Ech, nie będę Cię okłamywał. Nie widzę potrzeby. Poza tym, nie jesteś chyba groźny, co?
    Jak na osobę małomówną to trochę się rozgadał. Jakoś dziwnie się czuł w obecności tego chłopaka. Dziwnie? Hę, to było nawet przyjemne uczucie, więc dlatego można je nazwać dziwnym. W końcu Leonard prawie nigdy nie czuł się szczęśliwy, doceniony, ani kochany... Cóż miał bardzo ciężkie dzieciństwo, nie wspominając o tym co robi innym ludziom. Teraz, gdy odkrył kaptur miał dwa wyjścia. Albo nic nie mówić temu chłopakowi o sobie, albo go zabić. No mógł również wtajemniczyć go w sprawki A-Teamu albo nie wspominać o tym, że go poszukują. No tak, o tym mówić nawet nie mógł. Teraz tylko trzeba było się modlić, aby grajek nie miał jakiejś mocy czytania w myślach, bo inaczej wszystko się wyda, a tego nie chciałby nikt. No raczej. Znowu zaczął gadać:
    - Widzę, że przeszkadzają Ci te robale... może pójdźmy ścieżką do tego kręgu drzew, już stąd widać, że jest ich tam dużo mniej. Oczywiście jeżeli nie chcesz to zostać, ja idę, bo mi też nie odpowiada ich towarzystwo.
    Poszedł dalej, jednak już po kilku krokach zatrzymał się i sprawdził, czy gitarzysta za nim idzie. Znów ruszył i usiadł pod pierwszym lepszym drzewem. Pod nim nie było tych świetlików, całe szczęście...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agito
Rockers

avatar

Male Dołączył : 16/07/2013
Liczba postów : 560
AKATSUKI : Szarak
Godność : Agito Nix.
Wiek : Koło 20 lat wizualnie. Rzeczywistość jest jednak wredna, bo po prawdzie ma powyżej setki, poniżej dwóch setek.
Rasa : Tylko tacy jak on umieją tak grać. Muzykant.
Orientacja : Homoseksualna.
Wzrost i waga : 180 centymetrów wzrostu, 59 kg wagi.
Partner : I Don't Care...
Pan/Sługa : Pana nie posiada, sługą jego muzyka.
Znaki szczególne : Gitara prawie zawsze przy sobie, nienawiść w spojrzeniu niemal ciągła, szare oczy, szare włosy, blada karnacja cery.
Aktualny wygląd : So hot I am, huh? + czarne, wytrzymałe buty o cholewie do połowy łydki, sznurowane, z twardą podeszwą. / Diabelski Jar (oczywiście wygląd ciała ten sam)
Ekwipunek : Gitara w pokrowcu, przewieszonym przez bark. Sztylet w pokrowcu przy pasie. Czasem przy sobie worek z różnymi, podróżnymi bibelotami. Karta wstępu do Czarnej Rezydencji.
Inne : Hm... Malinka na szyi?
Obrażenia : Lekki wstrząs mózgu. Rozcięta skóra tuż nad karkiem, mała rana.
Multikonta : Faust
Fabularnie : ... / Wycieczka do Opery pod patronatem MG / Misja Diabelski Jar
FUNKCJE : Uzupełnianie spisu rang specjalnych (okres próbny).

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Nie Lip 21, 2013 5:16 pm

Pardą zatem, sądziłem że tak tu siedzisz by straszyć dzieciaki spojrzeniem spod strasznego kaptura.
Stwierdził w odpowiedzi na słowa chłopaka z wzruszeniem barków, i dopiero gdy usiadł, przyjrzał się twarzy jaką ten odkrył. Gosz, jakie ten typ ma jasne tęczówki! Chyba nie widział jeszcze tak jaskrawych oczu, jak dwie, wredne latarki. Nawet przez zasłonę z włosów widział tą twarz. Specyficzną twarz... O dosyć ciekawej urodzie. Chłopak, miły i przystojny z wyglądu. Duh, miał dziwną ochotę złapać go za podbródek i przyciągnąć bliżej... Znacznie bliżej...
WRRRRRÓC! Agi, pauza! Wyholuj kapkę, co dopiero zobaczyłeś jego twarz, a już chcesz się do niej dobrać! Wrrrrrrrróć, repeat please, zacznijmy od nowa. Hej, jestem Agi, chcę cię... Gosp, Agi, spokój. Be cool... Cool... Like a fucking ice! No, spokój.
Na kolejne słowa chłopaka zareagował olewczym wzruszeniem barków z rozbrajającym wprost uśmiechem na twarzy, z takowym również odpowiadając nader luźno. Widać było po nim że nie obawia się "kapturka", chociaż miał dziwną pewność, że ten mógłby go bez trudu na strzępy rozszarpać, khu.
- Jak już to prędzej o drogę pytam. Poza tym, czy randki w ciemno nie są od tego, że przeważnie randkowicze do ostatniej chwili nie widzą swojej twarzy? A czy wyglądasz... Hm...
Wysunął lekko głowę w jego stronę, jakby mu się przyglądał, po czym wzruszył barkami, wracając do poprzedniej pozy.
- Każdy czasem potrzebuje czyjegoś towarzystwa.
Stwierdził "głęboką myślą", po czym znów wrócił do zwisania łbem za oparciem, z gitarą między kolanami. Im bliżej i im więcej tego święcącego tałatajstwa się tu kręciło, tym gorzej mu się robiło przed oczyma, sam je mrużył i zamykał, bo po prostu nie mógł na to patrzeć... Boli... Ten widok boli, i to dosłownie. Zdziwił go ten wzrok w oczy, ale odwzajemnił spojrzenie. Dziwne... Nie będzie okłamywał? A to ciekawe.
- Witaj w klubie zatem. I skąd mam wiedzieć że to, co nazywasz prawdą, nie jest tak naprawdę kłamstwem? Cóż, i tak mnie to nie obchodzi za bardzo. A... A... Cholera...
Mruknął sam do siebie na koniec, podnosząc się do normalnego siadu, po czym sięgnął ku gitarze, chcąc ją wydobyć, ale już sobie przypomniał... Zasunął suwak z powrotem, po czym jego wzrok wrócił na Leo, i jakby wprosił się na twarz wyraz skruchy. Skruchy? Naprawdę?
- Agito, ale mów mi Agi. Tak, wiem, dziwne jest to, co próbowałem robić, ale chyba nie ma sensu tłumaczyć. Groźny? Nie szukam zwady, choć często tak się zachowuje. Jestem tylko wędrownym rockmanem, łażącym bez sensu po całym świecie. Ot i tyle.
Stwierdził, i o dziwo, na końcu wypowiedzi pojawił mu się na twarzy dosyć miły, delikatny uśmiech. Dziwne to było, bo pewnie normalnie z tym uśmiechem to by musiał poczekać nań z dobrych parę godzin. Bądźmy poważni... A nie, nie, to niewykonalne. Agito zrobił sobie daszek z dłoni nad oczyma, chcąc się chociaż w drobnym stopniu odciąć od tego potwornego, latającego szajsu. Małych, wrednych latarek... Nieeee, nic z tego. Nadal mu to daje po gałach. Na propozycję chłopaka nie mal natychmiast zerwał się z ławki, zarzucając sobie gitarę na bark z powrotem.
- Chętnie, jak najdalej od tego czegoś.
Stwierdził, ruszając po chwili za nim. Hm... NIe był zbyt ufny? Nieeee, ależ skąd. Dalej miał luźną dłoń, którą w razie czego, mógł złapać za sztylet i się bronić. Druga trzymała na barku futerał z gitarą. Worek można zgubić, gitary? NIGDY! Odetchnął z ulgą, gdy zauważył, że świetliki zniknęły. Otworzył normalniej oczy, które przetarł wolną dłonią, po czym z uśmiechem usiadł pod drzewem, obok kapturka. Zdjął przed tym gitarę z barku i oparł o drzewo... By po chwili ją rozsunąć i wyjąć swoją gitarę. Elektryczna, ale o dziwo, nawet bez prądu potrafił z niej wyrwać silne rytmy. Oj, potrafił.
- Mam nadzieje że lubisz rock. Nawet jeśli nie... Nie obchodzi mnie to, szczerze powiedziawszy.
Posłał mu zawadiacki uśmiech, po czym podniósł jedno kolano, a następnie gitarę ułożył właśnie w sposób taki: pudło przy leżącej nodze i w górę, gryf nad kolanem. Zaczął lekko szarpać struny, wywołując nieco melancholijną, cichą melodię.
- Co tu robisz, skoro nie lubisz tych latających latarek? Wyprzedzam pytanie, mną kierowała ciekawość, bo omijam takie miejsca szerokim łukiem. Nie znoszę światła.
Mówił, nie przerywając gry, nawet spojrzał na niego i wpatrzył w jego twarz, nie przerywając gry. Widać palce już są wyćwiczone do tego stopnia, że same wiedzą, co i jak robić, by wyzwalać dobre dźwięki, nie?

OoC: Agito gra główny riff utworu Three Days Grace - Get Out Alive. Najlepiej go usłyszeć na samym wstępie utworu.

_________________

A guitar is the human soul
Speaking with just six strings...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leo
Nocna Mara

avatar

Dołączył : 07/07/2013
Liczba postów : 158
AKATSUKI : Informator.
Godność : Leo Brink, jednak niemalże nikt nie zna tej godności, bo używa pięćdziesięciu innych.
Wiek : Wizulalny i prawdziwy taki sam, siedemnaście latek.
Rasa : Nocna Mara.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 1,72 m i 59 kg wagi.
Partner : Agito :3
Pan/Sługa : Pan - wielmożny Takanori || Sługa - Heine.
Znaki szczególne : Żółtawe oczy, które dają wrażenie jakby świecących i dość chamski charakter.
Aktualny wygląd : Czarna bluza z kapturem, rurki tego samego koloru oraz glany. Oczywiście soczewki, które przyciemniają trochę jego oczojebny kolor tęczówek. Paznokcie pomalowane na czarno, ręce całe w bransoletkach.
Ekwipunek : Nóż, jakiś badziewny, połamany klucz i kilka innych pierdół. Pieniądze, komórka i urządzenie zmieniające głos. Kilka opakowań soczewek, każde innej barwy.
Inne : Jest masochistą, a jednocześnie sadystą. Uwielbia wyżywać się na innych, ba to niemalże jego praca. Znęca się nad innymi dla przyjemności. Ma problemy psychiczne.
Obrażenia : Chory na umyśle.
Fabularnie : Agito *.*
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Nie Lip 21, 2013 6:09 pm

    Byli już pod drzewem, Leo i Agito, tylko oni. Gr, nie! To brzmi tak... źle. Drzewo było dość duże, ale przynajmniej tu nie było tych małych, pedałowatych i święcących robali. Pewnie oboje odetchnęli z ulgą. Ten z oczojebnymi oczami odezwał się:
    - Masz rację, nawet tacy czarni ludzie jak ja czasami potrzebują trochę towarzystwa. Tylko w tym rzecz, że ja nigdy towarzyski nie byłem... to wszystko przez Ciebie! Ty na mnie jakoś tak dziwnie działasz, ale może to i lepiej.
    Po swoim dialogu uśmiechnął się. Przynajmniej spróbował, no i udało mu się, a przynajmniej tak myślał. Kolejne pytanie ze strony Agiego i oczywiście Leo odpowiedział:
    - Czy lubię Rocka? Um... niczego innego nie słucham! Mam kilka ulubionych zespołów, ale one są takie... Po prostu mam inny gust niż wszyscy. Próbujesz udawać obojętnego? Nawet dobrze Ci to wychodzi, ale mnie nie przechytrzysz, zapamiętaj.
    Znowu lekko się uśmiechnął. CO SIĘ Z NIM DZIEJE, DO CHOLERY JASNEJ?! Nie dość, że się uśmiecha, to jeszcze na poważnie myśli, że coś może pomiędzy nimi "zaiskrzeć". Śmieszny jest, przez tego grajka na prawdę w głowie mu się pojebało. Gitarzysta, a raczej rockmen zaczął grać melodyjkę. Z początku wydała mu się znajoma, Leo wziął od razu słuchawki i zaczął przeglądać swoją playlistę, tak znał tą piosenkę! Od razu pochwalił się dla "kolegi":
    - Wiem co to za zespół, to Three Days Grace! O Jezusie, ja ich kocham. Widzę, że mamy nawet podobny styl muzyczny, hm coraz bardziej mi się to podoba. Tobie też?
    Tak, a teraz ta głupia gadka i jakieś wymyślone teksty na podryw? Leonardzie jesteś żałosny... jeżeli to podziała, to będą jaja. Jaja jak berety. Ale nie, to raczej nie mogło się udać. No chyba, że Agito myślał o nim tak samo. W tym wypadku mogło im się udać, tylko dlaczego żaden z nich nie powie tego na głos? Hm... wstyd? Bojaźliwość? Sam nie wiedział. Popatrzył na Agiego i szepnął mu do ucha:
    - Przepraszam za to pytanie, ale... czy ja... Ech, czy ja Ci się podobam? Takie dziwne pytanie wiem. No, bo ty jesteś przystojny i mi się podobasz... Uff...
    Jakie to było śmiałe! Leo mógłby przez to zostać rycerzem, który uwalnia księżniczki z wieży, ale nie tego chyba by nie chciał. Nie lubił dziewczyn aż do tego stopnia. Znowu zaczął:
    - Co tu robię? Miałem spytać Cię o to samo kolego... Ja po prostu szukam takich miejsc, do których raz na jakiś czas muszę zajść, bo ludzie wezmą mnie za kompletnego psychola, a tego nie chcę. Muszę pokazywać się wśród ludzi, chociaż czasami. Ciekawość? Tak, ludzka ciekawość nie zna granic. Nie lubisz światła? Zdążyłem to zauważyć już dawno, dokładnie Ci się przyjrzałem.
    Czemu ja tak dużo gadam, myślał. I co będzie teraz. Tego nie wie nikt. Możliwe, że Leo dostanie teraz mocny cios, gdy chłopak mu odmówi "przyjaźni". ON CHYBA TEGO NIE PRZEŻYJE. Rilli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agito
Rockers

avatar

Male Dołączył : 16/07/2013
Liczba postów : 560
AKATSUKI : Szarak
Godność : Agito Nix.
Wiek : Koło 20 lat wizualnie. Rzeczywistość jest jednak wredna, bo po prawdzie ma powyżej setki, poniżej dwóch setek.
Rasa : Tylko tacy jak on umieją tak grać. Muzykant.
Orientacja : Homoseksualna.
Wzrost i waga : 180 centymetrów wzrostu, 59 kg wagi.
Partner : I Don't Care...
Pan/Sługa : Pana nie posiada, sługą jego muzyka.
Znaki szczególne : Gitara prawie zawsze przy sobie, nienawiść w spojrzeniu niemal ciągła, szare oczy, szare włosy, blada karnacja cery.
Aktualny wygląd : So hot I am, huh? + czarne, wytrzymałe buty o cholewie do połowy łydki, sznurowane, z twardą podeszwą. / Diabelski Jar (oczywiście wygląd ciała ten sam)
Ekwipunek : Gitara w pokrowcu, przewieszonym przez bark. Sztylet w pokrowcu przy pasie. Czasem przy sobie worek z różnymi, podróżnymi bibelotami. Karta wstępu do Czarnej Rezydencji.
Inne : Hm... Malinka na szyi?
Obrażenia : Lekki wstrząs mózgu. Rozcięta skóra tuż nad karkiem, mała rana.
Multikonta : Faust
Fabularnie : ... / Wycieczka do Opery pod patronatem MG / Misja Diabelski Jar
FUNKCJE : Uzupełnianie spisu rang specjalnych (okres próbny).

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Nie Lip 21, 2013 7:00 pm

E tam, tak źle. Brzmi jak dla dobrego romansidła, khu...
WRRRRRRRÓC! Tfu, tfu, a ble! Nie, tego zdania powyżej nie było! Never, ever, ever! Nope! Nein! Pauza! Tych słów nie było. I z pewnością przynajmniej Agi odetchnął z ulgą, z dala od tych latających światełek. Naprawdę, aż do teraz miał mroczki przed oczami od tego, tch. Tyle światła... A bleeeee... Za dużo. Dużo za dużo, o! Jak to brzmi... Nieważne, bo o to odezwał się czarny kapturek. A to ciekawe, grajek na niego "działa" jakoś?
- Dziwnie? Oj, bo zacznę drążyć... Jak dziwnie, khu?
Spytał zaraz po jego słowach, rzucając mu zawadiacki uśmiech i spojrzenie kątem oka. Ciekawe jak dziwnie... Podnieca go? No come on... Może jednak nie chłopak nie patrzy TYLKO na jego tyłek, hm? Byłoby milutko, chociaż... Jak tak pomyśleć...
Pomyśli się o tym później, bo Leo był łaskaw odpowiedzieć na pytanie... I ta odpowiedź go nawet nieźle rozbawiła. Próbuje udawać? Parsknął cichym śmiechem, po czym wzruszył barkami, przeczesując włosy dłonią z szerokim, rozbawionym uśmiechem. Och, naprawdę? Próbujesz udawać obojętnego, dobry dowcip!
- Nie próbuje, Leosiu. Ja jestem obojętny.
Sięgnął gitarą w stronę chłopaka, po czym "pacnął" nią go po głowie, w sensie, gryfem takowej, a następnie z powrotem ją sobie ułożył tak jak miał, wracając do gry. Zastanawiało go, czy chłopak w ogóle będzie wiedział, co to jest. Grał sobie ten riff raz po raz, nucąc też cicho melodię za pomocą swojego głosu, przypatrując się strunom. Miał nawet zacząć śpiewać do melodii, ale jednakowoż, wyprzedziło tą myśl coś innego. Mianowicie, "odkrycie" Leo, który stwierdził, że rozpoznał ten utwór. No proszę, czyli coś o tym wie. Ostatnie słowa sprawiły, że Agito uśmiechnął się ponownie, szeroko i jakby... Nieco kpiarsko?
- Gram, bo to lubię. A ty widzę, nie lubisz we mnie tylko tej gry.
Stwierdził nieco wymijająco i kręcąc wokół tego, że "między wierszami" wskazał mu, iż bez trudu rozpoznał, że się podoba. No naprawdę... Trzeba by było być tępym osłem, by tego nie zauważyć. Grał dalej ten riff, cicho i spokojnie, nie wprowadzając ani jednej nuty fałszu...
Aż nagle całkowicie "zjebał" melodię, zjeżdżając palcami po strunach w dół, gdy usłyszał ten szept i dotarły do niego słowa chłopaka. Odwrócił się w stronę Leo, po czym przycisnął palec wskazujący do jego czoła i "odsunął" go od swojego ucha, a następnie ironicznie zaczął dłonią szarpać na boki, jakby chciał ją ochłodzić po kontakcie z czymś rozgrzanym, lub jakby się paliła. Oczywiście, robił to wszystko z kpiarskim uśmiechem, acz nie odezwał się ani razu. Pozwolił to Leo rozumieć, jak wolał.
Schował gitarę do pokrowca który potem zasunął, wzdychając nieco. Po prawdzie... Ten chłopak mu się naprawdę podobał, ale... Czy naprawdę tego chciał? Za szybko? Ledwie go poznał... Minęło raptem pięć minut, a na myśli o nim zaczyna mu się robić ciepło? Mein Gott! Agito! Ty chory grajku... Slap! Drugi slap! Nadal czujesz to samo? Oczywiście. Damn...
Przemilczał zatem szept chłopaka, a potem przysłuchał się jego kolejnym słowom, nie odwracając jednak do niego swojego wzroku. Czy on ma jakiś słowotok, czy coś? Gada, gada, gada, gada... Przerwa jakaś, mejbi? Gdy skończył mówić, szarowłosy wplótł teraz obie dłonie w swoją fryzurę, jaką najpierw potargał, a potem zaciągnął silnym pociągnięciem w tył.
- Mam światłowstręt. Po prostu nie znoszę światła.
Stwierdził dosyć beznamiętnym tonem, wzruszając barkami... Po czym z zupełnego zaskoczenia, bez jakiegoś uzasadnienia czy coś, po prostu wyskoczył ku chłopakowi, siadając mu na udach. Nie obchodziło go w tej chwili, czy ktoś by to widział, ani jakby zareagowano. Miast tego, od razu po tym jak usiadł, przycisnął go do kory przy tym "skoku" sięgając do futerału po sztylet, jaki mu przystawił pod gardło, a drugą uchwycił go za podbródek, samemu schylając swoją twarz tak, że ich oblicza dzieliło parę centymetrów.
- Kręcisz, kręcisz, powiedz wprost, o co ci chodzi. Chcesz mnie zerżnąć? Chcesz bym cię zerżnął? Chcesz po prostu seksu i sobie pójść, a nigdy się nie spotkamy? Chcesz pieniędzy? Chcesz gitary? Czego chcesz? Nazwij to, lepiej szybko.
Szeptał ku niemu, wpatrując się w jego oczojebne... Eee... Nie oczy, tęczówki, do momentu jak poczuł, że przyciska mu stal do szyi. Eee... Moment, on tego nie miał w planie! Zerknął na broń, po czym z wyrazem dziwnego zażenowania pomieszanego ze wstydem, zabrał ją, chowając do pokrowca przy pasie.
- Um... Ciało jest już zbyt przyzwyczajone...
Wyburczał zażenowany, puszczając jego podbródek, a swoje spojrzenie spuszczając w dół (czyli na klatkę piersiową Leo)... Po czym natychmiastowo zerknął w bok, prostując się, acz dalej siedząc na nim. Nie wiedząc czemu, nie miał najmniejszej ochoty z niego zejść...
- Więc?

_________________

A guitar is the human soul
Speaking with just six strings...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leo
Nocna Mara

avatar

Dołączył : 07/07/2013
Liczba postów : 158
AKATSUKI : Informator.
Godność : Leo Brink, jednak niemalże nikt nie zna tej godności, bo używa pięćdziesięciu innych.
Wiek : Wizulalny i prawdziwy taki sam, siedemnaście latek.
Rasa : Nocna Mara.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 1,72 m i 59 kg wagi.
Partner : Agito :3
Pan/Sługa : Pan - wielmożny Takanori || Sługa - Heine.
Znaki szczególne : Żółtawe oczy, które dają wrażenie jakby świecących i dość chamski charakter.
Aktualny wygląd : Czarna bluza z kapturem, rurki tego samego koloru oraz glany. Oczywiście soczewki, które przyciemniają trochę jego oczojebny kolor tęczówek. Paznokcie pomalowane na czarno, ręce całe w bransoletkach.
Ekwipunek : Nóż, jakiś badziewny, połamany klucz i kilka innych pierdół. Pieniądze, komórka i urządzenie zmieniające głos. Kilka opakowań soczewek, każde innej barwy.
Inne : Jest masochistą, a jednocześnie sadystą. Uwielbia wyżywać się na innych, ba to niemalże jego praca. Znęca się nad innymi dla przyjemności. Ma problemy psychiczne.
Obrażenia : Chory na umyśle.
Fabularnie : Agito *.*
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Nie Lip 21, 2013 7:58 pm

    Po tym szeptaniu Agi zaczął się dziwnie zachowywać, a nagle wskoczył na niego ze sztyletem, Wypowiedział coś, a i tak najlepsze było jak usiadł mu na udach. Leo popatrzył na przyjaciela i powiedział:
    - Z wielką chęcią powiedziałbym Ci mój sekret abyś mi zaufał, ale po tej akcji ze sztyletem... zapomnij. Hę? Po prostu strasznie mi się podobasz... możemy... ech. Kurwa jak chcesz to może być bez niczego! Bez rżnięcia jak to nazwałeś i bez seksu, proste. Nigdy się nie spotkamy? Mogę wziąć Cię nawet do swojego domu kochany...
    Gdy skończył mówić uśmiechnął się i przewrócił oczyma. Popatrzył jeszcze na twarz przyjaciela i oblizał usta. Leo był ciut skrępowany, bo mimo, że Agito odłożył sztylet, to nadal siedział mu na udach. Znów rzekł:
    - Czekaj, czekaj ja czegoś nie rozumiem. Najpierw grozisz mi sztyletem, teraz siedzisz na mnie i nie masz zamiaru zejść... hm dziwna jest ta Twoja gra. Jeszcze ten gest z palcem. Przez to wszystko zaczynach coraz bardziej mi się podobać. Pierdole ty się wściekasz, a to ja powinienem teraz był oburzony, ale jeszcze nie jestem, a przynajmniej nie bardzo. Oczekuję przeprosin...
    Leoś od razu się roześmiał. Taki z niego lisek chytrusek? Brink też był cwany, w końcu był przywódcą A-Teamu. Ta "praca" wymagała dziwnych zachowań i wielu umiejętności. Nie tylko Agito umiał się przewalać. Leonard miał również interesujące moce nadprzyrodzone, które mogły mu się przydać. Akurat w tej chwili użył jednej z nich, a konkretnie atmokinezy. W tym właśnie momencie zaczął padać deszcz, a już za chwilę miały być pioruny. W chwilę on i Agito byli cali mokrzy. Brink powiedział z lekko zachrypniętym głosem:
    - Dodać jeszcze grzmoty?
    Lekko odchylił głowę, po czym złapał Agiego za ramiona i przewrócił go razem za sobą. Od razu po tym zarzucił na niego nogi i całe ciało. On jednak nie wyjął sztyletu chociaż takowy ze sobą miał. Rzekł natomiast:
    - Widzisz, właśnie tak się czułem... To nie było miłe, nieprawdaż?
    Puścił chłopaka, teraz siedzieli obok siebie. Leo patrzył to na oczy, to na usta przyjaciela. Zrobił dziwną minę, po czym położył swoją głowę na jego ramieniu. Oczy zakrył czarną bluzą. Po chwili podniósł głowę i nałożył na nią kaptur. Teraz zaczął intensywnie myśleć, to zadanie nie było zbyt łatwe, bo padał deszcz. Jednym pstryknięciem burza uspokoiła się, jednak zeszła mgła. Teraz zrobiło się tajemniczo. Teraz nikt ich nie widział i nawet gdyby Leo zabił kolegę albo on jego, to nikt by się o tym nie dowiedział. Ale nie chciał mu zrobić krzywdy, chyba że na prawdę go do tego zmusi. Chamskość za chamskość, miłość za miłość, wierność za wierność, to bardzo proste. Ale czasami rzeczy proste, są w rzeczywistości bardzo trudne. Dziwaczna sprawa. Nie wiedział jak działać, bo nigdy nie miał prawdziwej miłości, a teraz może mu się uda. Ale jako, że był jebanym pesymistą, to oczywiście myślał, że na pewno mu się nie uda, bo jest ciapą i fajtłapą. Cóż, takie myślenie niekiedy jest przydatne, ale bardzo, bardzo rzadko. Brink całkowicie się wyłączył. Chciał dać do zrozumienia koledze, że na prawdę mu na nim zależało, ale ten niemalże wszystko zniszczył. Bo Leoś nic nie zrobił, a ten na niego z bronią się rzucił. Chciał go zabić? Możliwe, jednak chłopak wolał o tym nie wiedzieć. Chciał zobaczyć jaka będzie reakcja Agita na to zachowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agito
Rockers

avatar

Male Dołączył : 16/07/2013
Liczba postów : 560
AKATSUKI : Szarak
Godność : Agito Nix.
Wiek : Koło 20 lat wizualnie. Rzeczywistość jest jednak wredna, bo po prawdzie ma powyżej setki, poniżej dwóch setek.
Rasa : Tylko tacy jak on umieją tak grać. Muzykant.
Orientacja : Homoseksualna.
Wzrost i waga : 180 centymetrów wzrostu, 59 kg wagi.
Partner : I Don't Care...
Pan/Sługa : Pana nie posiada, sługą jego muzyka.
Znaki szczególne : Gitara prawie zawsze przy sobie, nienawiść w spojrzeniu niemal ciągła, szare oczy, szare włosy, blada karnacja cery.
Aktualny wygląd : So hot I am, huh? + czarne, wytrzymałe buty o cholewie do połowy łydki, sznurowane, z twardą podeszwą. / Diabelski Jar (oczywiście wygląd ciała ten sam)
Ekwipunek : Gitara w pokrowcu, przewieszonym przez bark. Sztylet w pokrowcu przy pasie. Czasem przy sobie worek z różnymi, podróżnymi bibelotami. Karta wstępu do Czarnej Rezydencji.
Inne : Hm... Malinka na szyi?
Obrażenia : Lekki wstrząs mózgu. Rozcięta skóra tuż nad karkiem, mała rana.
Multikonta : Faust
Fabularnie : ... / Wycieczka do Opery pod patronatem MG / Misja Diabelski Jar
FUNKCJE : Uzupełnianie spisu rang specjalnych (okres próbny).

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Nie Lip 21, 2013 8:57 pm

- Jestem zbyt... Nieufny... Zbyt wiele razy... Wykorzystany, by zwykły okaz sympatii nie przeinaczyć w coś innego. Wybacz...
Jak chyba nigdy w życiu całym grajka, tak te słowa zawierały w sobie ogromną ilość skruchy i przeprosin za to, co zrobił. Po prostu... Był zbyt przyzwyczajony do tego, że słodkimi słówkami chce się do niego zbliżyć ktoś tylko po to, by go wykorzystać w jakiś sposób. Zbyt silne przyzwyczajenie... Zbyt wiele przeżyć... Zbyt... Mocno... Zakorzenionych... W umyśle...
Nie mogąc spojrzeć w oczy "kapturkowi" słuchał jego słów, wpatrując się w trawę obok. Nie potrafił... Poczuł się z tym wszystkim tak paskudnie... Miał ochotę się pociąć, i chyba nawet zaraz to zrobi, tch. Słysząc jego uśmiech, wrócił wzrokiem na te, jarzące się żółcią oczy chłopaka, choć nadal w jego stali krył się wstyd, zażenowanie, hańba i w ogóle większość odczuć tych i owych. Gdy Leo się roześmiał z prośbą o przeprosiny, muzykant wyciągnął dłoń ku jego twarzy i pogłaskał go po policzku wierzchem swojej dłoni.
- Zatem przepraszam, Leo. Żyję dłużej niż się wydaje, przeżyłem sporo jako przybłęda i bezdomny, wyrzucony na bruk z domu, złodziej, kieszonkowiec i wędrowny grajek. To po prostu... Wyuczone...
Wyjaśnił, przy okazji, nieco niechętnie mówiąc o swojej przeszłości... I w sumie, również teraźniejszości. Moce nadprzyrodzone? Heeeeh, póki co Agito nie użył żadnej, a mógłby tak faaajnie rozgrzać "kochasia"... Eee... WRÓĆ! Nie było tego słowa... Nie, było to słowo. I on wie co ono oznacza. I on wie, co czuje. I wie, że mimo iż nie potrafi, to chce ufać, chce... Nie... Nie pwoie tego. Jeszcze nie.
Łatwo poczuł, że zaczyna potwornie lać, a już po chwili był cały mokry. No świetnie... Odrzucił swój przemoczony worek z barku obok gitary. Fajnie, cały jego "dobytek" właśnie przemókł. Sweeeeet. odpłaci mu się za to kiedyś. Grzmoty? Wzruszył barkami na jego pytanie, jakoś niezbyt się interesując jego ochrypniętym tonem.
Choć jego ruch go zaskoczył, to musiał przyznać. Dał się przewrócić, nawet nie zdążył zareagować, choć jego ciało chciało już podświadomie zareagować agresywnie ale... Wstrzymał to, pozwalając mu na ten czyn. Tuż po jego słowach odpowiedział nie mal całkowicie obojętnym tonem, i z takowym spojrzeniem wpatrując się w jego oczy.
- Właśnie... Tego się spodziewałem z początku... Tego się spodziewała moja podświadomość, która kazała mi sięgnąć po broń. Dlatego pojawił się ten, wyuczony gest...
Nie wiedział czego się spodziewać, ale był gotów zostać... Ukaranym? Nie! On chciał kary, pragnął jej. A jeśli Leo jej nie dokona, zrobi to sam! I nikt go nie powstrzyma przed tym. Co za sztywny tekst...
Zachowanie chłopaka co rusz sprawiało, że nie wiedział, co o tym myśleć. On naprawdę... nie... ONI. Oni obaj, tylko jedna osoba nie umiała tego dobrze wyrazić... Em, wróć. Ta jedna osoba zbyt polegała na swojej intuicji, która ciągle mówiła "to wróg, to wróg, i to też wróg! Ta ściana też jest twoim wrogiem!", czyli takie tam, nienawistne myślenie. A tu... Tu miał... Coś zupełnie przeciwnego do nienawiści.
Całe pobliże nagle przestało moknąć od lejącego deszczu, a zaszło mgłą, zaś kapturek zaciągnął swój kaptur, kładąc głowę na ramieniu grajka. Chciał pokazać, że mu zależy? Że nawet gdyby zabił, to nic by się nie stało? Em... Nie wiedział... Po prostu nie wiedział...
Odsunął się spod głowy chłopaka, ramionami układając go na trawie dosyć delikatnie. Nie siadał na nim jednak, a "zawisł" na nim, podpierając się na nogach i jednej dłoni. Nachylił się ku kochasiowi... Eee... Nie... Ku Leo po prostu, i znów wyciągnął sztylet. Przytknął go do swoich ust, wysuwając język którym przeciągnął po ostrzu, po czym zbliżył je do szyi młodzieńca... By następnie zjechać nim gwałtownie w dół, rozcinając koszulę w pół. Uśmiechnął się, chowając sztylet i rozluźniając swój krawat. Położył dłoń na nagiej klatce piersiowej blondwłosego, odgarniając poły ubrania, po czym z uśmiechem zbliżył swoją twarz do jego.
- To jednak nie jest już wyuczony gest, bo pierwszy raz czuję wobec kogoś coś takiego. Nie wiem co zrobiłeś, jak to zrobiłeś... Ale zrobiłeś.
Objął jego policzek dłonią, po czym... Wpił mu się w usta. Ot, po prostu to zrobił. Z jego ciała nachylonemu nad chłopakiem spływała woda która kapała na jego kochasia, a całe ubranie lepiło się do wychudzonego ciała grajka, który postanowił dać upust temu, co poczuł. Smakował wargi blondwłosego chłopaka powolnym, acz dosyć głębokim całusem, co raz sunąc mu po wargach językiem, podszarpując je zębami, i szukając drogi do wnętrza jego ust, ciągle pieszcząc jego usta, spijając z nich słodycz niesamowitą wprost. Dłoń z policzka przesunęła się powoli na włosy pod kapturem, na których to zaciskał ją, to luzował, względnie pod tempo i to, co robił wargami. Och, Agisiu... Tyś się zakochał?! Chyba tylko tak można to wytłumaczyć...

OoC: Dzizys... Trochę chaotycznie...

_________________

A guitar is the human soul
Speaking with just six strings...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leo
Nocna Mara

avatar

Dołączył : 07/07/2013
Liczba postów : 158
AKATSUKI : Informator.
Godność : Leo Brink, jednak niemalże nikt nie zna tej godności, bo używa pięćdziesięciu innych.
Wiek : Wizulalny i prawdziwy taki sam, siedemnaście latek.
Rasa : Nocna Mara.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 1,72 m i 59 kg wagi.
Partner : Agito :3
Pan/Sługa : Pan - wielmożny Takanori || Sługa - Heine.
Znaki szczególne : Żółtawe oczy, które dają wrażenie jakby świecących i dość chamski charakter.
Aktualny wygląd : Czarna bluza z kapturem, rurki tego samego koloru oraz glany. Oczywiście soczewki, które przyciemniają trochę jego oczojebny kolor tęczówek. Paznokcie pomalowane na czarno, ręce całe w bransoletkach.
Ekwipunek : Nóż, jakiś badziewny, połamany klucz i kilka innych pierdół. Pieniądze, komórka i urządzenie zmieniające głos. Kilka opakowań soczewek, każde innej barwy.
Inne : Jest masochistą, a jednocześnie sadystą. Uwielbia wyżywać się na innych, ba to niemalże jego praca. Znęca się nad innymi dla przyjemności. Ma problemy psychiczne.
Obrażenia : Chory na umyśle.
Fabularnie : Agito *.*
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Pon Lip 22, 2013 7:04 am

    Ah, jak to miło, że zdecydował się przeprosić, teraz sprawy wyglądały inaczej. Najdziwniejsze było, że najpierw rzuca się za sztyletem, a teraz ponownie go wyjmuje aby pozbyć się ubrania Leosia. Dziwak z niego, ale za to jak na takiego dziwaka to był spoko. Trochę dziwnie się czuł, gdy ten go pocałował, bo jeszcze niedawno miał trochę inne mniemanie o nim. Dobrze, że nie wiedział jaki na prawdę jest blondyn, bo to mogłoby zniszczyć ich... związek? Sam nie wiem czy to dobre określenie. "Kapturek" powiedział nagle:
    - Dziwny jesteś, ale przez to tylko jeszcze bardziej mi się podobasz... Myślałem, że znowu chcesz mi coś zrobić, bo wyjąłeś ten sztylet. Pociachałeś mi ulubione ubrania, nie daruję Ci tego!
    Ostatnie zdanie mówił już całkowicie przez śmiech. On nie mógł być gorszy. kolejne pstryknięcie i pogoda znów była inna. Zapadł zmrok, lecz mgła została. Deszcz natomiast ustał. Trochę dziwnie było leżeć na mokrej ziemi, więc musiał "wyłączyć" opady. Odepchnął na chwilę Agito od siebie. Sięgnął do torby i wyjął soczewki przyciemniające oczy. Tak tylko trochę, żeby patrzenie nie sprawiało dla partnera bólu. W końcu nie chciał dla niego źle, nu nie? Popatrzył na grajka i powiedział cicho:
    - Teraz lepiej kocie? Wiesz jeszcze niedawno myślałem, czy w ogóle znajdzie się osoba, która mnie polubi, a teraz... teraz mam Ciebie. Jakie to wielkie szczęście, że Ciebie spotkałem...
    Gdy mówił nie całowali się, to proste. Przecież mówienie nie idzie parą z całowaniem się. Dopiero teraz Leo złapał przyjaciela obiema rękoma za policzki i przyciągnął do siebie. Pocałował go... Nie tego nie można tak nazwać. On go całował i to dosyć długo. Sam nie wiedział, że tak umie. Ten fakt trochę go nawet ucieszył, więc podczas pocałunku uśmiechnął się lekko. Lekko, bo na tylko tyle pozwalała mu tutejsza sytuacja. Szybkim ruchem złapał za ubranie Agitiego i ściągnął je z niego. Teraz i on był wpół nagi, więc szanse się wyrównały. Przewalił chłopaka tak, że na nim leżał. Położył rękę na jego torsie, po czym jechał nią to w górę, to w dół. Jego usta przeszły na szyję, którą zaczął niemalże lizać, przez co zrobił partnerowi "malinkę". Znów zaczął całować jego usta, a jego ręka zjechała niżej, na pas. Tam się zatrzymała i zaczęła lekko masować. W sumie może lepiej byłoby zaprosić przyjaciela do domu? Przerwał pocałunek i powiedział:
    - Może potem przejdziemy się do mojego domu? Tutaj jest mokro, więc nie wiem, czy dłużej chcemy w tym bagnie leżeć. No nie?
    To chyba była o wiele lepsza opcja. Fakt, że w jego domu był straszny bajzel, wszędzie walały się jakieś ubrania, śmieci, a skrzynka była niemal pełna od listów. Jednak to mu nie przeszkadzało. Dalej masował partnera i całował go. Miał ochotę zjechać jeszcze niżej, ale myślał, że to wszystko dzieje się za szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agito
Rockers

avatar

Male Dołączył : 16/07/2013
Liczba postów : 560
AKATSUKI : Szarak
Godność : Agito Nix.
Wiek : Koło 20 lat wizualnie. Rzeczywistość jest jednak wredna, bo po prawdzie ma powyżej setki, poniżej dwóch setek.
Rasa : Tylko tacy jak on umieją tak grać. Muzykant.
Orientacja : Homoseksualna.
Wzrost i waga : 180 centymetrów wzrostu, 59 kg wagi.
Partner : I Don't Care...
Pan/Sługa : Pana nie posiada, sługą jego muzyka.
Znaki szczególne : Gitara prawie zawsze przy sobie, nienawiść w spojrzeniu niemal ciągła, szare oczy, szare włosy, blada karnacja cery.
Aktualny wygląd : So hot I am, huh? + czarne, wytrzymałe buty o cholewie do połowy łydki, sznurowane, z twardą podeszwą. / Diabelski Jar (oczywiście wygląd ciała ten sam)
Ekwipunek : Gitara w pokrowcu, przewieszonym przez bark. Sztylet w pokrowcu przy pasie. Czasem przy sobie worek z różnymi, podróżnymi bibelotami. Karta wstępu do Czarnej Rezydencji.
Inne : Hm... Malinka na szyi?
Obrażenia : Lekki wstrząs mózgu. Rozcięta skóra tuż nad karkiem, mała rana.
Multikonta : Faust
Fabularnie : ... / Wycieczka do Opery pod patronatem MG / Misja Diabelski Jar
FUNKCJE : Uzupełnianie spisu rang specjalnych (okres próbny).

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Pon Lip 22, 2013 8:39 am

Oj no, dziwne. Agito ma swoje dziwy i nie dziwy, to też można mu wybaczyć różne zachowania. I tak chłopak powinien się cieszyć, że oprócz wody z mokrego ciała grajka nie zaczęła na niego spływać krew z ran, które by sobie sam zadał. Tak, powinien się cieszyć, że tego nie miał, bo za tą groźbę sztyletem miał ogromną ochotę właśnie to zrobić... Nie zrobił. Chyba za bardzo się wciągnął i zainteresował Leo, by o tym pamiętać... No i, ekhem, miał zajęte, eee... Myśli... Eem... Ciało... No, był zajęty! Za bardzo by się jeszcze ciąć.
Pocałunek się urwał, a chwilę po tym, ni z gruszki ni z pietruszki kapturek nazwał go dziwnym. Na całą jego wypowiedz wzruszył nieznacznie barkami z subtelnym uśmiechem na twarzy.
- Tobie? Nie. Sobie prędzej. Ubranie? Pff, nie marudź, kupię ci nowe najwyżej jak podkradnę komuś coś.
Kiedy pierwszą część powiedział poważnie, tak kwestię z ubraniem stwierdził już, mając znacznie szerszy i weselszy uśmiech. No cóż, przyznał się do bycia złodziejem, ale co mógł innego robić przez swoje życie? Łazić z miejsca na miejsce, żyć z dnia na dzień, dosłownie z portfeli innych osób. Co innego mógł? Co prawda kilka sekretów zostawi dla siebie, ale innymi się z nim podzieli, czemu by nie? Pozwolił się odsunąć, siadając na mokrej ziemi przed Leo-chanem, przyglądając się, co robi. Owszem, patrzenie mu w oczy nie było niczym przyjemnym, ale był gotów to zdzierżyć dla niego... Mimo wszystko jednak, miło że postanowił trochę ulżyć w bólu Agiemu, zakładając przyciemniające soczewki. Od razu łatwiej patrzyło się na tą miłą, słodką twarzyczkę. Kocie? Aż się delikatnie zarumienił(co było widać na jego bladej twarzy) na ten epitet. Wysłuchał go uważnie, i już chciał odpowiedzieć, ale nim zdążył powiedzieć coś twórczego, został złapany za policzki.
- Ja również...
Rzucił tylko krótko, bo nie zdążył powiedzieć nic więcej, nim ich usta znów się połączyły w tym... Nader długim całusie. No proszę, jak bardzo miłość potrafi zawrócić w głowie i jak wiele nauczyć, a ile się znają? Parę minut? Rety... Miłości czar, i w ogóle. Aż mógłby zaśpiewać jakąś balladę o tym, ale że usta miał zajęte bezwzględnie lepszym zajęciem, to nie miał zamiaru go przerywać. Odwzajemniał pocałunki, wsuwając swój język do jego ust i drażniąco ocierając nim o jego język i podniebienie, mieszając ich ślinę, ciągle pieszcząc swoimi wargami jego. Zmrużył swoje szare oczy, co nadało jego spojrzeniu dozy normalności i ciepła, miast ciągłego chłodu i stali, a ich wzrok nie odrywał się od złocistych tęczówek ukochanego. Dłonie zaplotły się na jego karku, nie pozwalając mu się odsunąć. Nie ma mowy! Nie zerwie tego tak szybko! Nawet niech nie próbuje, heh. Od tych przyjemnych karesów wpłynął mu na twarz uśmiech, szczery, acz też i delikatny. Nie było powodu do większego... A i też musi się nieco nauczyć w kwestii okazywania dobrych emocji, bo raczej był w tym... Kiepski, krótko ujmując.
Och, chce się zemścić za porwanie ubrania? Jaj, no dobra. Oderwał na moment swoje usta od niego, podnosząc do góry ramiona i pozwalając mu ściągnąć z siebie koszulę, acz luźny krawat jeszcze się trzymał. Gdy tylko mógł, od razu chciał się dorwać do jego ust, ale blondyn nie dał mu sposobności, tylko przylgnął do niego mocno, przewracając na plecy. Och, damn... No i wylądował pod, heh. A zresztą, nieważne, byleby było miło i byli oni dwaj. Syknął cicho gdy dorwał się do jego szyi, na której już ślad swojej bytności pozostawił, co czuł... I co powodowało u niego całkiem miłe odczucie, podobnie jak dotyk na jego, bądź co bądź, nieco wychudniałym ciele. Z pewnością Leo bez trudu wyczuwał pod swoją dłonią żebra gdy przesuwał po klatce piersiowej, ledwie czując zapewne skórę. Nie mal z utęsknieniem znów wpił się w usta kochanka gdy tylko ten zrobił to samo, i mlasnął cicho z dezaprobatą, gdy całus został nagle przerwany. Na jego pytania, jak to ma w swoim stylu, wzruszył nieznacznie barkami.
- Jeśli tylko chcesz, możemy nawet i teraz. Ja jestem przyzwyczajony do ekstremalnych warunków. Nie miałem domu od... Dawna.
Uciął politycznie swoją myśl, nie chcąc wystraszyć chłopaka świadomością, że ten zadaje się z ponad stu-letnim próchnem. Po prawdzie, dla niego każde miejsce było w porządku, bo nawet jeśli by był mróz i na minusie, to jego moc i tak pozwoliłaby im się rozgrzać aż do czerwoności, heh. Gdy znów złączyli swoje usta, ponownie nie mógł się powstrzymać od namiętnego pieszczenia warg i ust kochanka za pomocą swoich warg i języka, chcąc czerpać z tego pocałunku wszystko, co możliwe. Dłonie zsunęły kaptur z głowy Leo, po czym też i zaczęły ściągać jego rozciętą bluzę z niego. No co? Jak już pół-nadzy, to obaj.
- Nie... Powstrzymuj... Się...
Wyszeptał między pocałunkami, jedną dłonią obejmując kark blondwłosego chłopaka, drugą zaś przytrzymując na jego spodniach, na poziomie pasa, acz na plecach. Pokazywał mu tym gestem, że jeśli pragnie więcej... Niech nie powstrzymuje się, nawet jeśli chce go posiąść na tej brudnej, zimnej i mokrej ziemi, choć na pewno nie będzie to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w jego życiu... Ale patrząc przez pryzmat tego, co do niego czuje... To jednak byłaby najprzyjemniejsza rzecz w życiu. Ale przyjemniejsza byłaby nawet na kanapie... No nic, wszystkiego mieć nie można, prawda? Każdy gest kochanka rozpalał grajka, tego nie dało się odmówić. Ten masaż, te czułe, namiętne pocałunki... Mmm... Tak... Zdecydowanie tak...

_________________

A guitar is the human soul
Speaking with just six strings...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leo
Nocna Mara

avatar

Dołączył : 07/07/2013
Liczba postów : 158
AKATSUKI : Informator.
Godność : Leo Brink, jednak niemalże nikt nie zna tej godności, bo używa pięćdziesięciu innych.
Wiek : Wizulalny i prawdziwy taki sam, siedemnaście latek.
Rasa : Nocna Mara.
Orientacja : Biseksualny.
Wzrost i waga : 1,72 m i 59 kg wagi.
Partner : Agito :3
Pan/Sługa : Pan - wielmożny Takanori || Sługa - Heine.
Znaki szczególne : Żółtawe oczy, które dają wrażenie jakby świecących i dość chamski charakter.
Aktualny wygląd : Czarna bluza z kapturem, rurki tego samego koloru oraz glany. Oczywiście soczewki, które przyciemniają trochę jego oczojebny kolor tęczówek. Paznokcie pomalowane na czarno, ręce całe w bransoletkach.
Ekwipunek : Nóż, jakiś badziewny, połamany klucz i kilka innych pierdół. Pieniądze, komórka i urządzenie zmieniające głos. Kilka opakowań soczewek, każde innej barwy.
Inne : Jest masochistą, a jednocześnie sadystą. Uwielbia wyżywać się na innych, ba to niemalże jego praca. Znęca się nad innymi dla przyjemności. Ma problemy psychiczne.
Obrażenia : Chory na umyśle.
Fabularnie : Agito *.*
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   Pon Lip 22, 2013 9:55 am

    Dalej masował kochanka. Jego dłoń zjechała niżej i powoli zaczęła wchodzić pod spodnie. Jednak nie weszła. Po prost nie mógł tego robić w takim miejscu. Było tu zimno, mimo iż razem z Agitem rozgrzewali się i to dość mocno. Po prostu było tu za mokro. Leo lubił mokre ciała, a bez błota, no. Błoto to istna przesada. Popatrzył się na Agiegi, po czym powiedział jakby z pośpiechem:
    - To może lepiej chodźmy do tego domu. Po prostu nie lubię błota, a w łóżku będzie pewnie dużo przyjemniej, a przynajmniej tak mi się zdaje. Nie chodzi już nawet o zimno, bo pewnie oboje nieźle się rozgrzaliśmy. Po prostu w przeciwieństwie do Ciebie nie jestem przyzwyczajony do takich warunków. Musisz zamieszkać u mnie! Ech, nawet nie chcę słyszeć słów sprzeciwu, nie ma mowy. Idziemy i tyle!
    Po tym wszystkim uśmiechnął się i znów sprzedał dla partnera buziaka. Tym razem z języczkiem. Tak, bo one chyba były bardziej przyjemne, no i bardziej podniecające. Agito pytał wcześniej czy Leosiowi nie chodzi tylko o seks, teraz to "kapturek" zaczął się zastanawiać czy grajkowi nie chodzi tylko o samą przyjemność. Na słowa, że jest złodziejem Brink trochę się zawahał. Może i jego chciałby okraść... Już sam nie wiedział. Jedno było pewne, nie będzie miał co kraść, bo najcenniejszym sprzętem w chacie Leonarda było radio. Nic poza tym. Najcenniejsze rzeczy były w piwnicy. Plany budynków, dane osób, które miały byc tymi "kolejnymi". Pod żadnym pozorem nie mógł go tam wpuścić. Przez chwilę, to nawet chciał się podzielić z kochankiem wiadomością, iż należy do A-Teamu, ale cały czas się wahał. Chyba jeszcze nie ufał mu na tyle. Ale gdyby powiedział, to musiałby albo go zwerbować, albo go zabić. Ani jednego, anie drugiego nie chciał. Nie mógł zabić swojego ukochanego, jak i nie mógł narażać go na śmierć, przecież to proste. Nagle znowu powiedział:
    - Um, jak miło, że zdradziłeś swój sekret... Czyli teraz czas na mój? Mogę Ci powiedzieć, że nie jestem taką osobą, na jaką wyglądam. Prawda o mnie może być nawet trochę straszna i nie wiem, czy mogę Ci ją całą wyznać. Cóż, jeżeli mam Ci powiedzieć więcej to tylko i wyłącznie w domu. No i jeszcze musisz powiedzieć, czy chcesz się tego dowiedzieć, ale konkretnie. Albo tak, albo nie, a nie jakieś możee... nie bądź taki obojętny.
    Poklepał go po ramieniu, sam natomiast wstał. Nałożył na siebie swoje pociachane ubranie. Na szczęście bluza była nienaruszona. Fakt, że miał takich kompletów całą szafę, ale nie lubił mieć zniszczonych ubrać, to był kolejny argument za pójściem do chatki. Podał ubrania dla Agiego, po czym poczekał aż ten się ubierze. Gdy tylko to zrobił ujął jego rękę i pomógł mu wstać. Znowu się uśmiechnął. Jakie to szczęście, że go miał. To na prawdę duże szczęście. Wziął jego tobołek, z którym przyszedł i również mu go podał. Od razu po tym rzekł:
    - Tylko nie obraź się za bałagan panujący w domu, bo mam tam taki bajzel, szkoda gadać. Jestem strasznie roztargnionym człowiekiem, dlatego rzucam przedmiotami po domu. Ciekaw jestem, czy nadal będziesz taki zakochany jak poznasz mnie jeszcze lepiej... Oby.
    Wystawił język i uśmiechnął się. Dalej trzymał jego rękę i razem udali się do domu Leosia.

    z/t oboje (teraz piszemy tu, dodałem Cię do pola Partner, no i pisz pierwszy jako, że stoimy pod domem)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Uliczka Świetlików   

Powrót do góry Go down
 
Uliczka Świetlików
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Park-
Skocz do:  
_______________________