IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Jakiś tam dom Roswella

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Vincent
Szkarłatnokrwisty

Vincent

Dołączył : 08/06/2013
Liczba postów : 39
Ranga dodatkowa : Łowca Potworów.
Godność : Vincent Star
Wiek : Wizualnie: 19
Rasa : Szkarłatny Krwiopijca
Orientacja : Biseksualny
Wzrost i waga : 186cm., 69kg.
Pan/Sługa : Nath - oficjalnie jego kontrakt, tym samym pan
Znaki szczególne : Trzy kolczyki w prawym uchu, tyle samo w lewym i w wardze. Posiada również spory tatuaż na plecach. I... wyróżnia go chyba bladość skóry, czyż nie?
Aktualny wygląd : Granatowa koszula, rozpięta dwa guziki na dole oraz u góry, tym samym ukazując dwa srebrne naszyjniki widniejące na jego szyi. Na prawej dłoni znajduje się pierścionek, a skryte pod materiałem odzieży - rzemyki. Założone ma zwykłe, czarne spodnie, oraz tego samego buty po kolana.
Ekwipunek : Sztylety schowane w nogawkach spodni oraz telefon
Fabularnie : Zajęty= Nath, Sephiroth

Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 EmptyWto Cze 25, 2013 1:17 pm

Odwrócił się, jak ten sobie tego zażyczył. Spojrzał - jak na siebie - smętnie na Nathana. Obserwował, jak ten wyciągał to szkło. Naraz narosło pragnienie. Zedrzeć z siebie skórę i patrzeć na tą czerwień. Czuć ból na całym ciele. Aż uśmiechnął sie pod nosem. Patrzył, jak ten ją opatruje. Teraz wygląda jak kaleka. Aż woła to ''Hej, jestem niemalże bezbronny! Czemu mnie nie zabijecie?''. Nie skomentował jednak tego. Nie miał zamiaru pakować się w kłopoty w najbliższym czasie. Nadal się nie odzywał. Wpatrywał się gdzieś na wysokości jego łopatek. W ogóle nie uniósł spojrzenia na jego twarz. Dopiero, gdy ten zbliżył się tak niebezpiecznie blisko. 
- Jesteś cholernym samolubem. Miło, że przyznałeś mi racje. Ale to nie wystarczy. Pytaniem jest, co z tym zrobisz? - zapytał, błądząc wzrokiem gdzieś po ścianach. Dopiero spojrzał w jego oczy, gdy ten zmusił go do tego. - Co... czuję...? Teraz? Smutek, beznadzieję. Złość, z gramami beznamiętności. Zrezygnowanie i bezsilność. Dziwną nadzieję, oraz... rozpacz. - powiedział cicho dość ochrypłym tonem. - I nie myśl sobie, że jesteś w centrum świata, Nate. Wiedz, że nie wszystkie wywołały Twoje osoba. - mruknął, uśmiechajac sie krzywo. Jego wzrok znowuż błądził wszędzie, byleby nie patrzeć na niego.
Przecież wiedział, co by ten sobie pomyślał. Znał go wystarczająco długo. Uśmiechnął się ciut rozbawiony uwagą o bluzie. Musiała mu pasować, innego wyjścia nie było. Złapał go za szyję, ale jedynie zacisnął dość mocno na niej dłoń, obejmując ją. Nie chciał jego krwi. Chciał cierpieć, a może nawet zemdleć, by na powrót do zmysłów znów być normalnym sobą. Po chwili, sam chwycił go za jego górną garderobę, zaciskając na niej palce. Po dłuższej chwili objął go, delikatnie jak na siebie. Zanurzył swój nos w jego szyi, walcząc z pragnieniem  wbicia brutalnie swoich kłów. Rozrywając skórę. A najlepiej, wyssać z niego życie. Sapnął mu wprost do ucha, po czym odsunął go od siebie, łapiąc za jego ramiona. Zacisnął tam palce.
- Nie chcę Twojej krwi. Teraz będę rozdrażniony. Ale i osłabiony na tyle, byś zdołał mnie kontrolować. Poza tym, jak teraz wbiłbym swoje kły w Twoją już poranioną szyję... odebrałbym Ci życie. - mruknął, zaciskając chwilę powieki i ściskając bluzę w miejscu klatki piersiowej. Uśmiechnął się zaraz dość słabo.
Czuł się teraz, jakby był osłabiony po długiej chorobie. Nieciekawe uczucie. Sam po chwili musnął swoimi ustami jego. Liznął dolną wargę. Objął go rękami za kark. Nie chciał, by ten widział jakieś cienie. Chciał je wyrzucić. Bo one nie były potrzebne. I możliwe, że zniknie. Ale nie ciało. Sam narodziłby się na nowo. Człowiek New Age. Wolny. Wierzył, że jest w stanie to zrobić. Nawet, jeśli przyszłość malowałaby się bez samego wampira.
Bez słowa ruszył do salonu, na kanapy, ciągnąc Natha za rękaw. Zakręciło mu się aż w głowie, gdy usiadł za szybko[czyt.normalnym tempem.] Westchnął z lekką irytacją, po czym pociągnął Roswella na kanapę, samemu zasiadając na jego kolanach. Siąknął cicho nosem. Mokre włosy już dawno sprawiły, że materiał był wilgotny.  Przesunął dłonią po bandażu. Z pewnością dość, że będzie miał rany, to jeszcze sine. Naparł swoim ciałem Nathanielowe, zwyczajnie wtulając się w niego. 
- Nathan, mam prośbę... Nie, w tym wypadku to zwykły rozkaz. Nie wychodź z domu po zmroku. I nie miej zapalonego światła. W dzień chodź tylko po zatłoczonych miejscach. Łazi po mieście jakiś kontrakt, jednakże on nie ma zwykłego... Zresztą, nieważne. Jest cholernie niebezpieczny. Sam mogę nie dać sobie z nim rady, biorąc pod uwagę to, że muszę uważać na Ciebie. - mruknął, przesuwając pazurkami po jego szyi. Po prostu chciał, by ten był bezpieczny. 
Sam ostatnio czuł się wybitnie słaby. Wiedział, że są istoty, z którymi miałby problem się zmierzyć. Wcześniej, o ile dobrze pamiętał, tego tyle nie było. I spokojnie mógł zdominować większość. Teraz nawet musi uważać. Kłopotliwe.
Wypalasz się, wiesz o tym. Już nie ma miejsca dla Ciebie. 
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 EmptyCzw Cze 27, 2013 4:27 pm

Obserwował go, wsłuchiwał w jego słowa. Przejechał językiem po wysuszonych wargach, wsunął dłoń w jego włosy i cmoknął go w czubek głowy. Potem jeszcze musnął wargami jego czoło i pomasował skórę jego głowy, mrużąc oczy. Przygryzł dolną wargę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Ty samolubny debilu, myśl. O nim. Podrapał go po karku, posyłając mu ciepły, łagodny uśmiech. To było dziwne jak na Roswella, który rzadko uśmiechał się szczerze. I tak łagodnie. Cmoknął go w usta, unosząc jego podbródek i patrząc mu ponownie w oczy. W te piękne, błękitne i hipnotyzujące oczy.
Będę myślał więcej o tobie. O twoich uczuciach. — wyszeptał, przymykając powieki i przesuwając palcem po swojej szyi.
Zadrżał mimo wszystko pod wpływem dotyku, którego przecież się spodziewał. Potem chwycił go za dłoń i pogładził ją po grzbiecie. Wplótł swoje smukłe palce między jego i zacisnął je. Cmoknął go w polik, zaczesując kosmyki jego włosów za ucho. Później musnął ustami jego szczękę.
Wiem, że nie wszystkie z nich są wywołane przeze mnie. Ba, wręcz sądzę, że większość jest wywołana przez myśl o twojej siostrze oraz przez jakieś problemy. — mruknął, drapiąc go po karku.
Objął go w pasie, wtulając w siebie mocniej. Pogładził go dłonią po plecach i cmoknął w skroń, zaraz potem wsuwając swój nos w jego włosy. Zamruczał cicho, mrużąc powieki. Uwielbiał jego zapach. Otarł się swoim polikiem o jego. Chłód bijący od skóry krwiopijcy niezbyt brutalnie potraktował skórę człowieka. Patrzył na niego, widząc to, że jest słaby. Niejako znał to wszystko. Osłabienie, zawroty głowy. Chociaż u niego co innego było niegdyś powodem. Więc nie miał aż takiego porównania. Podziwiał Centa, jego opanowanie. Kiwnął głową, na znak, że zrozumiał jego słowa i oddał mu krótki pocałunek. Przysunął go do siebie, znów wsuwając nos w jego włosy. Gładził go po plecach czule i w jakiś sposób uspokajająco. Również pragnął je odrzucić, chociaż zwykle wątpił w swoją siłę. W to, że mógłby. A przecież potrafiłby to zrobić. Zwalczyć to wszystko. Musiałby tylko odtrącić tą cząstkę siebie. Która go wyżerała od środka. I z pewnością, aby jego przyszłość malowała się bez Vincenta. Czuł się z nim cholernie związany. I nie chciał go puszczać. Po raz pierwszy od dawna miał ochotę walczyć. I kochać. Szczerze kochać, nie uciekać przed tym. Nigdy więcej...
Ruszył posłusznie za nim. Usiadł na kanapie i objął mocno. Jak najmocniej. Jakby chciał, aby ten usłyszał bicie jego serca. Poczuł jego bliskość. Oczywiście, nie mógł mu obiecać tego, że nigdy go nie opuści. W końcu i jego świeczka w końcu się wypali. Zgaśnie pod podmuchem nawet najlżejszego powiewu wiatru. Jednak mógł obiecać, że będzie żył tak długo jak tylko możliwe. Będzie się starał. Być. Dla niego. Jak najdłużej. Zapisać ich historią nowe kartki.
Nigdzie nie będę się ruszał, spokojnie. Najwyżej będę zasłaniał w nocy wszystkie okna, aby móc zająć się swoimi rysunkami w razie, gdybym miał nagły przypływ weny. Trzeba w końcu kiedyś skończyć pracę. Nigdzie nie będę wychodził w nocy, chyba, że ze sporą obstawą, a w dzień będę tylko chodził do pracy, na zakupy i tyle. Potem grzecznie do domku. Obiecuję. — mruknął całkiem poważnie, całując go zaraz potem mocno w usta i od razu pogłębiając pocałunek. Jedną dłonią przesunął po jego plecach, gładził go po nich. Później chwycił go za biodra, uśmiechając się zupełnie niewinnie. — Idziemy do pokoju? — wymruczał, patrząc mu w oczy i cmokając go w nos. Najchętniej zaniósłby go sam, lecz nie miał aż tyle siły.
Przesunął nosem po jego szyi i pocałował go w nią. Wsunął dłonie pod bluzę, którą miał na sobie szkarłatnokrwisty i zaczął pazurkami przesuwać po jego plecach. Położył brodę na jego ramieniu i chuchnął mu w ucho na zaczepkę. Pociągnął go za płatek zębami, aby po chwili zamruczeć z aprobatą. Przesuwał dłońmi po jego plecach, aby ten poczuł to ciepło. Musnął wargami jego usta. I znowu. I znowu. Tak bardzo go uzależniały. Zaistniejemy. Na pewno zaistniejemy. 
Powrót do góry Go down
Vincent
Szkarłatnokrwisty

Vincent

Dołączył : 08/06/2013
Liczba postów : 39
Ranga dodatkowa : Łowca Potworów.
Godność : Vincent Star
Wiek : Wizualnie: 19
Rasa : Szkarłatny Krwiopijca
Orientacja : Biseksualny
Wzrost i waga : 186cm., 69kg.
Pan/Sługa : Nath - oficjalnie jego kontrakt, tym samym pan
Znaki szczególne : Trzy kolczyki w prawym uchu, tyle samo w lewym i w wardze. Posiada również spory tatuaż na plecach. I... wyróżnia go chyba bladość skóry, czyż nie?
Aktualny wygląd : Granatowa koszula, rozpięta dwa guziki na dole oraz u góry, tym samym ukazując dwa srebrne naszyjniki widniejące na jego szyi. Na prawej dłoni znajduje się pierścionek, a skryte pod materiałem odzieży - rzemyki. Założone ma zwykłe, czarne spodnie, oraz tego samego buty po kolana.
Ekwipunek : Sztylety schowane w nogawkach spodni oraz telefon
Fabularnie : Zajęty= Nath, Sephiroth

Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 EmptyCzw Cze 27, 2013 5:46 pm

Lubił te pieszczoty, które serwował mu Nath. To też kojarzyło mu się głównie z nim, gdyż na co dzień od śmierci jego siostry nie dostawał tego. Odprężał się w jego ramionach. Tylko przy nim tracił większość czujności, jaką zwykle nijak pokazywał. Nie lubił się tak czuć, gdyż wiedział, że zawsze znajdą się osoby, które mu odbiorą jego szczęście. Albo wykorzysta Roswella, by zabić Stara. To też możliwe, np,m dzięki hipnozie. Ale nie rozwódźmy się nad tym. Teraz była bardzo miła chwila dla wampira, z której czerpać chciał jak najwięcej. Wsłuchiwał się cały czas w bicie jego serca. Działo się to mimowolnie, gdyż był cholernie głodny. Ot, takie zboczenie łowcy, który szuka swojej ofiary. Zamruczał zadowolony z jego wypowiedzi. Nie chciał, by ktoś go poturbował. Również nie pozwoli mu odejść. Wtedy go zwyczajnie zabije, pożerając. Za karę. W końcu wampir nie do końca pojmował wagę życia, gdy u ludzi wydawało mu się tak cholernie krótkie.
Mimo całego swojego stanu, oddał mu ten pocałunek. Może nieco słabiej niż miał to zazwyczaj, ale jednak. Wpatrywał się w niego uważnie, chcąc pozbierać myśli. Zawsze dużo myślał, więc mógł przewidzieć niektóre jego zachowania. Teraz oczy miał zamglone przez słabość i głód, więc nijak mógł to zrobić. Te zaczepki ze strony Natha sprawiły, że mruczał cicho i czasem nawet zawiercił się  niespokojnie, ocierając się tylną częścią ciała o jego ''kumpla''. Oczywiście, teraz zupelnie nieświadomie, a przecież zwykle zrobiłby to złośliwie. Całe życie żyje na zaczepkach, co poradzić? Ostatni pocałunek człowieka z własną inicjatywą pogłębił, badając dokładnie każdy skrawek jego ust. Zacisnął palce na jego ramionach, szczypiąc go paznokciami, po czym orientując się  co robił, rozmasował to miejsce. Ukąsił go w dolną wargę, po czym sam przesunął pazurkami nisko na jego pleckach, napierając na niego swoim ciałem. Liznął go po uchu, po czym wsunął do niego język. Sam chuchnął powietrzem tam i poklepał po brzuchu, zsuwając się z niego. Tym razem w pełni świadomości otarł się o jego penisa. Uśmiechnął się złośliwie, gdy się wyprostował. Cóż, jednak się ten stary, złośliwy piernik nigdy nie zmieni.  Nieznacznie podpierając się ściany jedną dłonią, by mu było lżej skierował się ku pokoju. Stanął jednak przy schodach. Jego oddech cały czas był szybszy, więc oddychał przez usta. No cóż, w takim stanie w życiu nie wyjdzie nigdzie, bo jeszcze go zgwałcą po drodze. Bo ciągle wyglądał, jakby był podniecony. Czy to prawda? Może trochę. Ale to przez utratę krwi, a przez jego moc w jakiś szczególny sposób to odbierał. Sam zaczynał sie czuć, jakby miał stan ''podgorączkowy'', gdyż samemu zrobiło się o wiele cieplej, co ukazało się ledwo widocznym różu na policzkach. Zaraz uśmiechnął się do Nathana, stając przy schodach.
- Mały prowokator... Chcesz mnie przelecieć?- uniósł brewkę może ciut rozbawiony, nie do końca nawet wiedząc co mówi.
Cóż, czyli tak po dłuższej chwili odebrał zachowanie Roswella tym otumanionym umysłem. Zaraz jednak ruszył powoli w górę schodów, cały czas opierając się o ścianę. Kręciło mu się trochę przy tym w głowie. Oczywiście, że ruszył do sypialni. Nawet  nie wiedział, czy też jego własne zachowanie nie było świadomą reputacją. Tak, nawet sam nie wiedział co robił, gdy był w takim stanie. Wszedł do pokoju, nawet nie rozglądajac się za bardzo. Podszedł do łóżka, mierząc je wzrokiem, po czym poczekał, aż ten wystarczająco blisko podejdzie. Złapał go za rękaw po czym opadł razem z nim miękko na łóżko. Sam wylądował na plecach. Przysunął go bardziej do siebie, po czym zwyczajnie go objął całkiem mocno. Nogami oplótł go w pasie. Chciał mieć go po prostu blisko. Przesunął nosem po jego poliku, po czym pocałował mocno w usta. Ale nie pogłębił pocałunku. Głaskał go po plecach, bardziej skupiając się na jego dolnych partiach.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 EmptyPią Cze 28, 2013 4:35 pm

I powinien się do nich przyzwyczaić, gdyż Roswell bardzo często będzie je serfował. Sam dla bliskich był takim pieszczochem, lubił, gdy ktoś go przytulał, głaskał i tak dalej. Chociaż zwykle się do tego nie przyznawał, no bo to już pod niejaką słabość podchodziło, a jak wiadomo, nikt do słabości nie lubi się przyznawać. No, ale, dla Nathaniela ta chwila też była bardzo miła i najchętniej by tak trwał wiecznie. Dawno nie czuł się tak przyjemnie. Gładził Vincenta po plecach, pomrukując mu cicho w ucho. Czując, jak ten się o niego ociera, spojrzał na niego i uśmiechnął. Domyślał się, że ten to robi nieświadomie, więc jak na razie nie reagował. Wsunął jedna z dłoni w jego włosy podczas tego pocałunku i zacisnął ją na nich. Drugą sunął w dół po jego plecach, a nawet zahaczył o jego spodnie, jednakże szybko ją wycofał wyżej. Zaraz potem zacisnął ją na jego biodrze i uśmiechnął złośliwie. Spojrzał na niego, gdy ten znów otarł się o niego. Ruszył za nim, uważnie go obserwując i w razie czego go łapać, żeby ten się nie uszkodził. Spojrzał na jego zaróżowione policzki. Jezu, czemu on zawsze musi tak cudnie wyglądać. I seksownie. Nath, stop. I z rozmyślań o seksowności i tak dalej osoby o imieniu Vincent, wyrwał go głos samego zainteresowanego, którego pytanie zbiło Czarnego z tropu. Jasne, że t... Znaczy się nie. Ogarnij się chłopie. No i oczywiście przywalił dłonią w twarz, czyli mamy tutaj do czynienia z klasycznym facepalmem. 
Nie. Przynajmniej nie, gdy jesteś w takim stanie. — mruknął całkiem poważnie, patrząc mu w oczy. — I czy taki mały... No nie wiem. — rzekł już bardziej rozbawiony, krzyżując ręce na swojej klatce piersiowej.
Ruszył za nim, cały czas patrząc czy ten się zbytnio nie chwieje. Martwił się. Wszedł do pokoju i zamknął drzwi, a następnie zasłonił okno, przez chwilę jeszcze przez nie wyglądając. Jakoś nie lubił świadomości, że ktoś może go śledzić. Wtedy stawał się jeszcze bardziej ostrożny (to tak można w jego przypadku?). Po chwili podszedł do Vincenta i czując jak ten go ponownie ciągnie za rękaw tego dnia nie opierał się i opadł wraz z nim na łóżko. A właściwie to na mężczyznę. Chwilę potem zwisał nad nim, patrząc na niego i przygryzł płatek jego ucha.
I kto tu jest prowokatorem kochanie? — wychrypiał mu do ucha, liżąc go po nim.
Po jego pocałunku, sam go pocałował agresywnie w usta, a w jego oczach rozbłysły jakieś iskierki. Nie możesz sobie pozwolić na zbyt wiele, nie możesz. Pogłębił pocałunek i jedną dłoń wsunął pod bluzę, a na drugiej się podpierał. Wodził palcami po jego skórze, napawając się jej chłodem, całą tą chłodną perfekcją. Skupiał się na jego osobie. Wysunął dłoń spod „jego” bluzy i wsunął ją w te długie włosy, aby zaraz za nie pociągnąć. Patrzył na niego przymglonymi oczami, po chwili przygryzając jego szczękę. Co ty do cholery robisz?! Zsunął jego ręce ze swoich pleców i ułożył je nad jego głową, zaciskając mocno swoje dłonie na jego nadgarstkach. Podgryzł jego szyję, aby zaraz potem się na niej zassać. Nie powinieneś... Po chwili odkleił się od jego szyi, patrząc na niego i zbliżając swoją twarz do jego, aż w końcu stykali się czołami. Zacisnął mocniej dłonie na jego nadgarstkach. Znów wpił się agresywnie w jego usta, od razu pogłębiając pocałunek. Nie miał zamiaru poluźniać uścisku. Przygryzł mocno na koniec jego dolną wargę i zassał się na niej. Czy aż tak łatwo mnie sprowokować? Dobra, pieprzyć to. Oddychał ciężko, obserwując go. Ponownie przygryzł jego szyję i zassał się na niej. Później przejechał językiem w tym miejscu. Jedno kolano wsunął między jego nogi, patrząc na niego prowokująco.
Ty tu jesteś cholernym prowokatorem, wiesz? — wymruczał, puszczając jeden z jego nadgarstków i rozsuwając lekko bluzę.
Od razu przygryzł jeden z obojczyków na nim również się zasysając. Cały czas mocno zaciskał dłonie na jego nadgarstkach. Tak łatwo dałeś się sprowokować. I już, koniec, wciągnąłeś się w ten wir. Nie ma dla ciebie ratunku. Nie ma dla nas ratunku kochanie. Jesteśmy destruktorami, burzycielami. Nie przestawajmy. Nigdy nie przestawajmy.
Powrót do góry Go down
Vincent
Szkarłatnokrwisty

Vincent

Dołączył : 08/06/2013
Liczba postów : 39
Ranga dodatkowa : Łowca Potworów.
Godność : Vincent Star
Wiek : Wizualnie: 19
Rasa : Szkarłatny Krwiopijca
Orientacja : Biseksualny
Wzrost i waga : 186cm., 69kg.
Pan/Sługa : Nath - oficjalnie jego kontrakt, tym samym pan
Znaki szczególne : Trzy kolczyki w prawym uchu, tyle samo w lewym i w wardze. Posiada również spory tatuaż na plecach. I... wyróżnia go chyba bladość skóry, czyż nie?
Aktualny wygląd : Granatowa koszula, rozpięta dwa guziki na dole oraz u góry, tym samym ukazując dwa srebrne naszyjniki widniejące na jego szyi. Na prawej dłoni znajduje się pierścionek, a skryte pod materiałem odzieży - rzemyki. Założone ma zwykłe, czarne spodnie, oraz tego samego buty po kolana.
Ekwipunek : Sztylety schowane w nogawkach spodni oraz telefon
Fabularnie : Zajęty= Nath, Sephiroth

Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 EmptySob Cze 29, 2013 12:54 pm

Wybacz, że tak krótko.

Miał ochotę parsknąć śmiechem, gdy ten powiedział, że nie w tym stanie. Przecież dla Vincenta było oczywiste, że się wykorzystuje słabości innych, by tylko osiągnąć to, czego się pragnie. Jednak nie zrobił tego, gdyż priorytetem było to, by dojść na tą cholerną górę.
Zamruczał gardłowo, gdy poczuł język na swoim uchu. Oddał pocałunek, samemu starając się robić to agresywnie, ale i z pasją. Miał zupełną pustkę w głowie. Uwielbiał dotyk Nathana. Co nie zmienia faktu, że od razu syknął, gdy szarpnął za jego włosy. Rozchylił przy tym wargi, wpatrując się w człowieka. Dał sobie bez żadnych dyskusji unieruchomić ręce. Nie ogarniał, więc w tej chwili wydawało mu się to jedynie podniecające. Kły miał nieco wysunięte. Wydał z siebie ciche westchnienie, gdy poczuł tą pieszczotę na szyi. Drobny ból przy zasysaniu sprawił, że zmrużył na chwilę oczy. Oddychał trochę szybciej przez rozchylane wargi. Znowuż oddał ten pocałunek. Nie wiedział, do czego to dążyło. Na ile sobie Nath pozwoli. Ale podobało mu się to. Teraz nieznacznie uniósł biodra, gdy ten robił mu kolejną malinkę. Zgryzł swoja dolną wargę. Szarpnął nieznacznie nadgarstkami. Cholerka, drapieżny i władczy Nathan. W jakiś  dziwny sposób działał na niego. I to, że sam nie mógł za dużo zrobić i był osłabiony. Masochizm? Autodestrukcja? Whatever. Najważniejsze było to, że uwielbiał to.
- I to we mnie lubisz. - mruknął pewnie, patrząc mu w oczy.
+18
Ugryzł go w dolną wargę, rozcinając mu ją zębami. Ostrym kłem pogłębił ranę. Zlizał krew, ponownie szarpiąc nadgarstkami. Chciał jeszcze. Sam oddychał ciężko, przez rozchylone delikatnie usta. Obrócił twarz w stronę jego dłoni. Przesunął ciepłym językiem po jej boku, patrząc przy tym w oczy Roswellowi. Ponowił czynność, sunąc język nieco bardziej w górę. Przygryzł skórę i zassał się na nim, tworząc dość duży bordowy punkcik. Chciał pobudzić jego wyobraźnie. Prowokował nawet w tak nędznym stanie. Musnął ustami plamkę. Lubił, jak ten go oznaczał. A przynajmniej na tą chwilę. Bo czuł się jego. Zupełnie jego. Zgiął nogi w kolanach, od razu jednym zahaczając kolanem o jego dolne partie. Uśmiechnął się pod nosem, bardziej podciągając ją ku sobie, przez co ten nie mógł za dużo zrobić wampirowi. On za to mógł zmacać jego kumpla stopą, a nawet chwycić go między palce, zaciskajac się tam. Chwilę masował to miejsce, nim nogi nie powróciły do dawnego porządku. Otarł się swoimi dolnymi partiami o jego ciało. Westchnął z aprobatą wprost do jego ucha. Sunął językiem po jego małżowinie i szyi. Ugryzł w ramię. Po chwili opadł luźno na poduszki. Znowuż przesunął narządem zmysłów po jednej z rąk, która trzymała jego nadgarstek.
- Czego pragniesz, panie? - mruknął z uśmieszkiem, zaprzestając już tych działań.
Teraz do Nate'owa decyzja, co teraz się stanie i co teraz będą robić. Cóż, pierwszy raz mógł zdecydować. I to w niepoczytalnym stanie Stara. Przesunął nosem po jego poliku. Podobała mu się ta sytuacja. Oddechem podrażnił mokre miejsce na dłoni. Zachowywał się jakby był po jakimś narkotyku. Nogami oplótł go na plecach, przysuwając bliżej siebie. Znowu poruszył biodrami, ocierając się o niego. Nawet zmacał jego pośladki stopami, przesuwając je tam. Miał ochotę wgryźć się w jego skórę. Ale na tą chwilę nie miał siły, a jego podświadomość zabraniała mu tego.


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Lip 01, 2013 9:04 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 EmptyNie Cze 30, 2013 11:57 am

Nathaniel był inny. Zwykle nie wykorzystywał słabości innych, aby osiągnąć to czego zapragnął. Zwykle. Oczywiście zdarzało mu się manipulować ludźmi dla niego ważnymi, aby zwrócić na siebie ich uwagę. A tej chyba potrzebował dość sporo, chociaż często swoim zachowaniem sugerował coś zupełnie odwrotnego. Dlaczego właściwie nie mógłby wykorzystać Centa w takim stanie? Odpowiedź była bardzo prosta, wystarczyło spojrzeć na ścianę, a następnie na zdjęcie na niej wiszące. O nie, nie, nie chodzi tutaj o słodko wyglądającego, małego Roswella oraz jego siostrzyczkę. Troszkę wyżej, na osobę stojącą za nimi i tulącą ich do siebie. Tak drodzy państwo, ojciec był powodem. A dokładniej lęk przed tym, że gdyby wykazał się takim zachowaniem to by można go było tym bardziej utożsamiać z rodzicielem. A tego nie chciał. Nigdy, przenigdy nie chciał być utożsamiany z ojcem i nigdy, przenigdy nie chciał być do niego porównywany. Mimo że mu w jakiś sposób wybaczył i polepszał z nim stosunki. To się nie liczyło. Ale wracając do teraźniejszości i tego co się działo po tym jak nasi ukochani chłopcy wylądowali na łóżku. Tak, na razie... Na razie.
Cóż, Nath był zadowolony słysząc te wszystkie pomruki. No i ten pocałunek, w którym wyczuł pasję Centa, mimo że ten był w dość nędznym stanie. Przesunął językiem po swojej dolnej wardze, widząc rozchylone usta wampira. Zamruczał nisko i gardłowo. Aprobował zachowanie Vinniego. Z drugiej strony przez to pieprzyło mu się w głowie bardziej niż zwykle. Nie wiedział na ile może sobie pozwolić. Zacisnął jeszcze trochę dłonie na jego nadgarstkach, czując jak ten nimi szarpie. Nie skomentował jego słów. Fakt lubił to w Vincencie, lecz jak na razie nie mówił mu o tym. Przecież sam doskonale to wiedział. Z drugiej strony Czarny chyba już powinien się nauczyć, że czasami przydałoby się komuś wprost coś powiedzieć, nawet jeśli ten ktoś to wiedział. Ot, aby czuł, że Mechanik go docenia. Jeszcze jest jednak czas i możliwe, że Nathan w końcu pochwali jakoś krwiopijcę. Czując jak ten gryzie go w dolną wargę, zmrużył oczy. Zlizał trochę własnej krwi, patrząc na niego spod na wpółotwartych powiek. Pocałował go w szczękę i lekko ją przygryzł, aby zaraz potem przejechać językiem po śladzie. Sam w tej chwili lubił oznaczanie, bo coś znaczyło. Bo z pewnością mógł powiedzieć, że jest czyiś, a nie zabawką na jedną noc. No może na kilka, ale to rzadko się u niego zdarzało. Spoglądał na niego tymi błyszczącymi ślepiami, które z każdą chwilą wydawały się ciut jaśnieć. Poczuł jak przez jego ciało przeszedł dreszcz, gdy poczuł jego stopę na swojej męskości. Pierdolony prowokator, przeklinał go w myślach. Ale mój pierdolony prowokator. Przecież i tak go uwielbiam. A może właśnie przez to. Słysząc pytanie, westchnął ciężko. Niby odpowiedź wydawała się być taka prosta, ale z drugiej strony czy nie mogłaby doprowadzić do ruiny, w zależności od tego jakby odebrał ją Vincent. Nath wypuścił ze świstem powietrze, zebrane w płucach i zbliżył swoją twarz do twarzy mężczyzny, aby następnie musnąć jego usta swoimi. Spojrzał mu głęboko w oczy, opierając swoje czoło o jego.
Ciebie. — wychrypiał, podgryzając jego ucho, a później przesuwając językiem po nim.
Puścił już jego nadgarstki, aby dłonie skierować na suwak bluzy. Powoli go rozsuwał, co jakiś czas muskając ustami nowo odkryty kawałek jego skóry. Zsunął materiał z niego na tyle, na ile pozwalała mu pozycja krwiopijcy. Wgryzł się mocno w jego szyję, jedną dłoń znowuż zaciskając na obydwóch jego nadgarstkach, a drugą sunąc ku jego biodrze, aby zacisnąć na nim paznokcie. Otarł się niego, zasysając się w miejscu ugryzienia i tworząc spory, bordowy ślad. Oj, Vincent będzie dzisiaj oznakowany nieźle, może się tego spodziewać. Wpił się agresywnie w jego usta, dalej zaciskając jedną dłoń na jego biodrze, a drugą trzymając dość mocno jego nadgarstki. Całował go namiętnie. Co jakiś czas otarł się o niego. Na zakończenie pocałunku pociągnął go zębami za dolną wargę. Puścił jego nadgarstki i zaczął obcałowywać jego ciało. Czasami zagryzał skórę i zasysał się na niej, tworząc nowe oznaczenie. W końcu zbliżył się do jego brzucha. Podgryzł skórę na nim i również zassał się, tworząc kolejną, sporą malinkę. Był podniecony, lecz wiedział, że w każdej chwili może przerwać. Rozsunął zamek spodni Szkarłatnokrwistego i zsunął je lekko z niego. Od razu przyssał się do skóry na podbrzuszu. Kolejne oznaczenie. Chciał, aby ten miał świadomość, że należy do niego. Tylko i wyłącznie. Nikt inny nie może go dotykać. Ba! Nie może nawet na niego zbyt długo spoglądać zbyt długo, gdyż to by się równało złości Roswella. Znów zbliżył swoją twarz do jego i musnął ustami jego szczękę, później polik, a następnie usta.
Wystarczy jedno słowo. — szepnął, po chwili całując go w usta, może mniej agresywnie, ale równie namiętnie co wcześniej.
Dłonią przesuwał po odkrytym materiale bielizny będącego pod nim mężczyzny. Na chwilę ją wsunął tam, lecz szybko ją wycofał. Może i był powolny w swoich poczynaniach. To chyba było po prostu przeciąganie struny. Chciał się upewnić czy tamten również tego pragnie. Niby wszystkie dotychczasowe poczynania Centa powinny być dla niego dowodem. Chciał być jednak w stu procentach pewien. Podgryzł jego obojczyk, a później znów zaczął schodzić niżej. Spojrzał na lekko wystającą kość miedniczną i również ją podgryzł. Pozostawił na jego podbrzuszu mokry ślad, który jeszcze potraktował swoim oddechem. Spojrzał na niego i szybko zbliżył swoje usta do jego, w mgnieniu oka już całował go agresywnie. Paznokciami przejechał po jego torsie, następnie nakierował je na jego żebra, aby później zacisnąć mocno palce na jego biodrze. Sapnął mu do ucha i chwycił go za jedną rękę, aby wsunąć sobie dwa jego palce do ust. Traktował je, a to językiem, a to znowu zębami. Patrzył mu przy tym w oczy, chociaż jego były lekko skryte pod powiekami.  


Ostatnio zmieniony przez Nath dnia Pon Lip 01, 2013 9:20 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Vincent
Szkarłatnokrwisty

Vincent

Dołączył : 08/06/2013
Liczba postów : 39
Ranga dodatkowa : Łowca Potworów.
Godność : Vincent Star
Wiek : Wizualnie: 19
Rasa : Szkarłatny Krwiopijca
Orientacja : Biseksualny
Wzrost i waga : 186cm., 69kg.
Pan/Sługa : Nath - oficjalnie jego kontrakt, tym samym pan
Znaki szczególne : Trzy kolczyki w prawym uchu, tyle samo w lewym i w wardze. Posiada również spory tatuaż na plecach. I... wyróżnia go chyba bladość skóry, czyż nie?
Aktualny wygląd : Granatowa koszula, rozpięta dwa guziki na dole oraz u góry, tym samym ukazując dwa srebrne naszyjniki widniejące na jego szyi. Na prawej dłoni znajduje się pierścionek, a skryte pod materiałem odzieży - rzemyki. Założone ma zwykłe, czarne spodnie, oraz tego samego buty po kolana.
Ekwipunek : Sztylety schowane w nogawkach spodni oraz telefon
Fabularnie : Zajęty= Nath, Sephiroth

Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 EmptyPon Lip 01, 2013 9:02 am

Ja przepraszam ponownie, że to takie krótkie, no.

Samemu podobało się zachowanie Natha. Bo było takie inne niż zazwyczaj. Chociaż sam zaczął być coraz bardziej rozdrażniony, bo pragnienie krwi mu doskwierało. No i oczywiscie, zawsze musiał się czuć, że jest ponad kimś. Chociaż teraz z jakiś niewyjaśnionych przyczyn mu grało. Ale lepiej się nie będzie nad tym zastanawiać, bo doszedłby do wniosków, które mogłyby się jemu nie spodobać.
Nawet udostępnił mu bardziej swoją szczękę i zamruczał, czując jego język w tym miejscu. Jaką satysfakcję dało mu te krótkie słowo, ale mówiące wszystko. ''Ciebie''. Było mu już gorąco, co zapewne po nim było widać, więc sam miał ochotę rozpiąć tą bluzę, gdy ten się tak z tym guzdrał. Wydał z siebie głośny odgłos, czując, jak ten wgryza się tak mocno w szyję. Zaszkliły mu się ledwo zauważalnie oczy, momentalnie ocierając się o niego, unosząc biodra. Chociaż od razu tego zaprzestał, gdy poczuł te pazury w nim.  Zawiercił się pod nim, gdy przysysał się mu na podbrzuszu. Co jak co, ale to było czulsze miejsce. Sapnął przy tym, od razu wsuwając dłonie do jego włosów, a potem do karku, drapiąc go tam pazurkami. Mruknął coś niezrozumiale pod nosem. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego ten go jeszcze nie wziął. Chyba za dobry był na takie rzeczy. Zamruczał cicho, zaciskajac paznokcie na ramieniu Roswella. Oddech miał już szybki, naprawdę. Chociaż starał się go wyregulować, co nie było proste. Bo samo to, że ten się tak zachowywał zwyczajnie go nakręcało. Był rozgrzany. Oddawał wszystkie pocałunki. Miał wrażenie, że teraz każdy dotyk Nathana pozostawia za sobą gorący ślad. Wpatrywał się w jego usta, gdy ten bawił się jego palcami. Przesunął drugą dłonią po jego torsie, brzuchu. Czasem zahaczał o paznokcie skórę, kalając tą jasność delikatną czerwienią, szramami. Rozpiął mu guzik spodni, sprawnie rozsunął suwak i szarpnął je, by się nieco zsunęły. Od razu wsunął tam dłoń, zajmując się nim. Przesunął językiem po swoich ustach, nim musnął nimi sutka chłopaka. Od razu się zaczął jednym z nich zajmować. Po chwili znudzony, nie przestając się nim bawić, przsunął jezyk na jego ramię. Nieświadomie nawet wsłuchiwał się w puls chłopaka. Przesunął pazurkami po jego plecach, zaprzestając zajmowania się nim. Posłał mu przeciągłe spojrzenie, nim nie sięgnął do jego ust, od razu wpijajac się w nie mocno.  Dłonie sunęły po jego plecach, aż na dół, do jego pośladków. Od razu obiema dłońmi ścisnął jego półkule, wbijając w nie pazury. Zamruczał mu gardłowo do ucha, kąsając je. Przesunął palcami między jego pośladkami, ale na razie nie wbił je. Pocałował go ponownie, mocno i pewnie. Chociaż i tak słabiej niż zazwyczaj. Jedna dłoń zaprzestała zabawianiem się pośladkiem, a zajęła się męskoscią. Naparł swoim ciałem na jego. Nie bawił się jak Nathan, nie miał na to cierpliwości. I chciał pić, ale wiedział, że go już kąsać nie może. A do tego, gdy był w takim stanie. Potem będzie musiał skoczyć na miasto i się zabawić w łowce. Liznął go po uchu. Ponownie zaprzestał zabawiania się męskością jego. Droczył się z nim.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 EmptySro Lip 03, 2013 4:28 pm

A samego Nathaniela zaskakiwało to, że zachowuje się tak, a nie inaczej. No, ale nie miał co się za bardzo nad tym rozwodzić. Najważniejsze, że są tak blisko siebie, nic innego się nie liczyło.
Czując jak ten się ociera o niego, zmrużył oczy. Nie spodziewał się aż tak intensywnie zareaguje. Jednakże podobało mu się to. Zamruczał gardłowo, czując jak ten drapie go po karku. Jakoś to lubił. Uniósł brew, patrząc na niego, gdy ten coś mruczał pod nosem. I może rzeczywiście był zbyt dobry na to, aby od razu przejść do konkretów. Albo za bardzo mu zależało na nim i jakoś czuł, że to wszystko, gdyby zbyt szybko się potoczyło mogłoby zniszczyć to co próbował wykreować. Głupiutki, mały Roswell. Chyba jednak jest lepsza wersja, że on jest zbyt dobry. Zamruczał ponownie, czując jak ten wbija w jego ramiona paznokcie. Wysunął w końcu ze swoich ust jego palce, wpatrując się w niego.
Ktoś tu się niecierpliwi. — mruknął, podgryzając jego ucho, a następnie liżąc go za nim.
Zamruczał jeszcze gardłowo do jego ucha, wprawiając powietrze w drżenie. Jemu samemu już było trochę gorąco, a samo powietrze wydawało mu się takie ciężkie. Biernie przyjmował pieszczoty chłopaka jak na razie. Gdy ten wpił się w jego usta od razu starał się przejąć kontrolę. Całował go najmocniej jak tylko potrafił, jak najmętniej i z jak największą pasją. Wsunął mu jedną dłoń we włosy, aby przycisnąć jego głowę bardziej. Drugą ręką się cały czas podpierał. Jakoś powoli sam tracił cierpliwość. Czując jak ten wbił w jego pośladki paznokcie, zamruczał nisko, a jego źrenice się zwęziły. I jeszcze ten zaczął się zajmować jego członkiem. Cholera jasna. Szlag by to moje opanowanie. Tak właśnie przeklinał się w myślach. No bo miało do niczego nie dojść, a wyszło jak wyszło. To chyba ich „magia” i tyle. Gdy ten zaprzestał zajmowania się jego męskością, spojrzał na niego wymownie.
No to mój książę dostanie zaraz to czego pragnie. — szepnął mu do ucha, aby zaraz potem musnąć ustami jego szczękę, a później wargi.
Ściągnął z niego całkowicie spodnie, a następnie bieliznę. Później z siebie ściągnął dżinsy do końca. Naparł od razu dwoma palcami na jego wnętrze. Zgiął je w haczyk. Wargami musnął jego polik. A później wpił się agresywnie w jego usta. Od razu pogłębił pocałunek, badając wnętrze jego ust jak najdokładniej. Czasami zahaczał swoim językiem o jego kły. Poruszał swoimi palcami dość szybko. Kąsał jego wargi, na koniec zassał się na jego dolnej. Dobra, chyba pora przejść do konkretów. Konkretnych konkretów. Konkretocepcja, kierva. Dobra, wracając. W końcu naparł na jego wejście. Zamruczał mu gardłowo do ucha. Zaczął się poruszać, głęboko i jak dość szybko. Podgryzł znowu jego szyję, a następnie przejechał językiem po całej jej długości. Unieruchomił znów jego ręce jedną dłonią, dość mocno zaciskając ją na nadgarstkach. Przy okazji podpierał się na niej. Drugą wodził po jego boku, wbijając co jakiś czas paznokcie w jego skórę bądź po prostu nimi o nią zahaczając. Starał się co jakiś czas ocierać swoim ciałem o jego męskość. Przyspieszył trochę, pomrukując mu do ucha. Podgryzł jego ramię, a następnie się na nim zassał. Jakoś miał ochotę na oznaczanie go. Później jeszcze ukąsił go mocno w obojczyk, liżąc ranę. I tutaj się zassał, pozostawiając swój ślad bytności. Zjechał dłonią do jego biodra, wbijając w nie mocno paznokcie. Liznął go po szyi, po całej długości, następnie skierował się na szczękę językiem, aż w końcu dotarł do jego prawego ucha. Przygryzł je mocno. Otarł się ponownie o jego męskość. Co poradzić, że chciał go doprowadzić do szaleństwa. Chciał być jak najlepszy. Przesunął pazurkami po jego torsie. Później zahaczył o jego sutek. Zmrużył oczy napawając się jego bliskością, zapachem. Jeszcze razu ukąsił go lekko w szyję. Zacisnął dłoń jeszcze mocniej na jego nadgarstkach, które trzymał. Oj, chyba nie tylko malinki oraz szramy będą oznaczeniem. Może i siniaki się pojawią. No, ale czy to źle? Zamruczał mu gardłowo do ucha, liżąc go za nim.
No i wiadomo, poruszał się szybciej, aż osiągnął szczyt, a zaraz po nim Vincenty, którym trochę później zaczął się zajmować dłonią. Po cholerę im właściwie była ta kąpiel? Nevermind. No to doszedł, położył się obok niego i wtulił mocno, szepcząc czułe słówka na dobranoc. No i położył głowę na jego klacie, a po jakimś czasie usnął. Da? Da. Sny miał piękne, wypełnione obrazami długowłosego, z którym miał być jego partnerem na zawsze. A jak wyszło w praktyce? To w następnym odcinku Mody na ru... Znaczy na sukces oczywiście.


________


No i następnego dnia się rozstali, każdy poszedł w swoją stronę. A po jakimś czasie się okazało, że jakiś wariat w masce, wyglądający niczym Slenderman zaciukał Roswella. Co tam było z Vincentym to nie wiadomo. This the end i w ogóle.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Jakiś tam dom Roswella   Jakiś tam dom Roswella - Page 2 Empty

Powrót do góry Go down
 
Jakiś tam dom Roswella
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Miejsca zamieszkania-
Skocz do:  
_______________________