IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Pią Maj 31, 2013 9:31 am


      Poziom trudności: średni.
      Możliwość zgonu: względnie niski. Raczej nie zrobisz jakiejś cholernie podejrzanej rzeczy, która by mnie zmusiła do uśmiercenia postaci. Ryzyko w skali 1:10000000.
      Mistrz gry: Gilbert.
      Uczestnik: Noah i jego upierdliwe chamstwo.
      Cel: wyeliminowanie dzikiego stada nocnych kundli z Deszczowych Chmur.



        Choć trudno w to uwierzyć, małżeństwa zawierane między lisicą a człowiekiem bywają zazwyczaj udane. Lisia małżonka jest oddaną żoną i kochającą matką. Historie tych związków zwykle kończą się dobrze. Z jednym wyjątkiem, gdy pewnego dnia mąż odkrywa, że żona ma rudą lisią kitę. Wtedy to ujawniony lis jest zmuszony opuścić swoją ludzką rodzinę na zawsze.
        ~ Mitologie Świata, Ludy Starożytnej Japonii.

    Nienazwane tereny, gdzieś daleko na południe Otchłani. Piątek, 17:45.
    Jest południe. W oddali słychać ujadanie psa, brzęki metalowych naczyń, przeciągły syk Mruczka. Ludzi było niewielu. Miasteczko żyło swoim własnym, powolnym, nudnym wręcz życiem i nic nie zapowiadało, by to kiedykolwiek miało się zmienić. Stara już mieszczanka wyprowadzała ulubionego pupilka, równie zmaltretowanego przez życie jak ona. Pies wlókł się za nią z nisko opuszczonym pyskiem. Nawet na ciebie nie spojrzał. Osoby odchodziły i wracały, absolutnie nie zwracając na ciebie żadnej uwagi. Tak jakbyś wcale nie był niczym obcym w ich poukładanym do ostatniego puzzla scenariuszu. A przecież...
    Siedziałeś na ławce Leżałeś na ziemi. Ciche, natrętne pulsowanie rozsadzało czaszkę. Wzdłuż policzka rozciągała się cienka rana, nie większa od takiej, którą można zadać paznokciem, wsadzając go zresztą niezbyt głęboko i niezbyt dotkliwie. Szczypały cię usta, przecięte w samym kąciku.
    Cichy śmiech.
    Musiałeś po prostu otworzyć oczy, a z pewnością byś ją zobaczył. Dziewczę o nadzwyczajnej urodzie porcelanowej laleczki, z bladą cerą i zarumienionymi od słońca policzkami. W zwiewnej, letniej, białej sukience, z koronkowym spodem, który poruszał się delikatnie na wietrze, który tak sporadycznie postanawiał zaszczycić zmęczone żarem osoby. Wyciągała do ciebie rękę. Jej duże, zielone oczy wpatrywały się wprost w ciebie.

    - Cześć - rzuciła. Głos miała dokładni taki, jakiego trzeba się było po niej spodziewać. Dźwięczny i dziewczęcy. - Przybyłeś wcześniej niż się umawialiśmy. Tak ci do mnie spieszno?
    W głowie tylko mętlik i mgła.
    - Ah, proszę. To, zdaje się, dla ciebie - uniosła nieco drugą rękę, której palce zaciskała na starej mapie.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Nieudany Eksperyment

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 84
AKATSUKI : Informator
Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Wizualnie dwadzieścia jeden lat.
Rasa : Wyszczekane monstrum, woof!
Wzrost i waga : 174 cm | 65 kilogramów.
Znaki szczególne : Złote oczy; wydłużone, zwierzęce kły; kompletne lenistwo; trzy srebrne kolczyki w lewym uchu; niemalże wieczne znudzenie wymalowane na twarzy, a poza tym całkiem zwyczajny z niego dupek.
Aktualny wygląd : Szeroka biała koszulka z czarnym nadrukiem, na nią narzucona czarna, skórzana kurtka. Jasnoszare jeansy, czarne trampki z białymi paskami na bokach. Na szyi białe pióro zawieszone na rzemyku; na prawym nadgarstku rzemyki; na lewym ramieniu przepaska organizacji.
Ekwipunek : Paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa, komórka, jakieś klucze, drobniaki w kieszeniach i w zasadzie to wszystko, co mu do szczęścia potrzebne.
Fabularnie : Patrol Akatsuki | Frost.

PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Nie Cze 02, 2013 7:54 pm

Ciężkie powieki przysłaniały złote oczy chłopaka, do którego uszu stopniowo zaczynały wdzierać się dźwięki. Przez towarzyszący jasnowłosemu ból głowy brzmienie to wydawało się być jeszcze bardziej dokuczliwe i irytujące. Wymamrotał pod nosem coś, co przypominało bełkot nastolatka, który został zmuszony przez matkę do tego, by wstać i ruszyć swój leniwy zad do szkoły. „Jeszcze pięć minut” ‒ mniej więcej tyle chciał oznajmić niezadowolony wyraz na jego twarzy. Dlaczego w ogóle ktokolwiek śmiał zakłócać mu spokój? Dlaczego było tu tak niewygodnie? Dlaczego ten cholerny łeb musiał tak napieprzać? Pytania krążyły po jego głowie, nie odnajdując odpowiedzi. Zresztą trudno było się skupić na czymkolwiek, gdy ktoś ewidentnie się z niego śmiał...
No właśnie ‒ śmiech.
Blondyn ściągnął brwi i w pierwszym odruchu jeszcze mocniej zacisnął powieki. Przesunął leniwie ręką po policzku, wyczuwając ranę pod opuszkami palców. Przesunął też językiem po lekko podrażnionej wardze, choć próba załagodzenia bólu zakończyła się niepowodzeniem. Dopiero wtedy otworzył oczy, a dostrzegłszy przed sobą obcą twarz, drgnął niespokojnie, wydając z siebie jakiś bliżej niezidentyfikowany odgłos i zaraz podniósł się do siadu i podparł się rękami o ziemię. Nie skorzystał z dobrodziejstwa wyciągniętej przez dziewczynę ręki. Z widocznym na twarzy zagubieniem rozejrzał się dookoła, daremnie usiłując przypomnieć sobie moment, w którym się tu znalazł.
Gdzie ja, do cholery, jestem?
„Cześć.”
Zmarszczył nos, wreszcie na nowo skupiając się na twarzy nieznajomej. Mogłaby zacząć mówić jaśniej, a nie zachowywać się tak, jakby absolutnie nic się nie stało.
„Przybyłem” to chyba zbyt mocne słowo ― sarknął, krzywiąc usta w grymasie niezadowolenia. ― Nie sądzę, żebym wyglądał, jak ktoś, kto zjawił się tu dobrowolnie i zamierzał rzucić ci się na szyję, twierdząc, że się stęsknił. Nawet nie wiem kim jesteś. No właśnie! ― huknął, wyrzucając ręce w górę. ― Kim ty w ogóle jesteś? I co... ― uciął i zerknął na zabazgraną mapę, która właściwie niewiele mu wyjaśniała. Nadal nie miał pojęcia, dlaczego musiał trafić tu, akurat w takim stanie. Aktualnie wszystko wskazywało na to, że podrzucono go tu, jak jakiś worek kartofli z nadzieją na to, że trafi na niego właściwa osoba. ― Ahaaa ― przeciągnął, zdradzając tym swój kompletny brak zrozumienia. ― Jasne. Mapa. W końcu tylko tego mi teraz potrzeba ― burknął, niczym urażony dzieciak i podniósł się z ziemi, po czym otrzepał niedbale ubrania. Złote oczy zmrużyły się, spoglądając na dziewczę z niemałym wyrzutem, rozmasowując przy tym obolałą skroń. ― A może raczyłabyś wyjaśnić, o co tu w ogóle chodzi? Co to za miejsce? Dlaczego akurat ja?

Mmm. Brak weny, może później jakoś pójdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Wto Cze 11, 2013 8:07 pm

„Dlaczego ja?”
- A dlaczego nie? Boisz się, że się ubrudzisz? Od kiedy jesteś taka delikatna, księżniczko? – prychnęła, a grymas, który dotychczas zdobił różowe usta dziewczęcia, zmył się jak coś, co po chluśnięciu zimną wodą, znika w sekundę. Ściągnęła zaraz jasne brwi i odsunęła się nieco, aby nie dostać rękoma, które wyrzucał w górę, jakby w ogóle nie przyszło mu do głowy, że są osoby, które nie chcą dostać nimi prosto w twarz. Być może nie była porcelanową laleczką, która po takim „przywitaniu” rozpadałby się na kawałki, ale nigdy nie była zwolenniczką przemocy. Tym bardziej, że – czysto teoretycznie – mieli współpracować. A przynajmniej takie otrzymała namiary, wraz z falą innych – dla urozmaicenia – nieciekawych informacji. Szybko odsunęła też własną dłoń, gdy tylko chłopak dał jej jasno do zrozumienia, że jej pomoc nie jest wcale mile widziana. Co takiego zrobiła, by był dla niej oschły?
- Bosko! – burknęła pod nosem – Zawsze przysyłają mi samych idiotów! I weź tu bądź, cholera, miła i uczynna! To nie! Będą się ciebie czepiać. Rany, nerwica natręctw. Chodź za mną, matole – rzuciła na koniec, odwracając się na pięcie i ruszając przed siebie tanecznym krokiem. Skierowała się ku niezbyt wspaniałej stodole, zdecydowanie jedynej w całym miasteczku. W środku czuć było charakterystyczną woń suchego siana i koniowatych stworzeń, które na dodatek, po wtargnięciu intruzów na ich terytorium parsknęły zaskoczone i niezadowolone. Odgłos prychnięć, szuranie kopytami o drewniane bale, rżenie – to wszystko razem stworzyło głośną atmosferę zamieszania wśród zwierzyńca.
Ale dziewczyna wydawała się całkowicie spokojna, bo – przecież – coś takiego nikogo normalnego nie byłoby w stanie wyprowadzić z równowagi. Spojrzała jeszcze na Noah`a, po czym ruszyła w głąb stodoły. Gdzieś pod koniec, znajdowała się niestabilna drabina na „piętro” drewnianej chaty, a użycie jej było najwyraźniej konieczne, skoro blondwłosa ślicznotka chwyciła za pierwszą belkę i zaczęła się wspinać na górę. Gdy wdrapała się w końcu na stosunkowo płaski grunt, otrzepała spódniczkę i bluzkę, po czym niespiesznym krokiem, wciąż w irytującym milczeniu, podeszła do ściany prostokątnych snopów siana. Na początku to wydawało się absurdalne, gdy chwyciła jeden z nich i zrzuciła na ziemię z cichutkim, przytłumionym „trzaśnięciem”.
Jeszcze jedna...
Trzask.
Przed nią nadal znajdowały się trzy snopy. Znad nich wystawał metalowy kawałek, łudząco przypominający drzwi. - To drzwi – O. A jednak. Dziewczyna nie miała jednak zamiaru oczyścić do nich drogi. Wbiła delikatnie nogę w ściankę z siana, uniosła ręce w górę, chwyciła się krawędzi i podciągnęła na kujący prostokąt. Przesunęła się na czworaka w stronę metalowych wrót i... - Jak chcesz to możesz wstrzymać oddech – odparła, po czym włożyła rękę w drzwi. Rozległo się charakterystyczne, wodne chlupnięcie.
Sekundę później skoczyła przed siebie, a przejście wchłonęło ją, jak galaretowany potwór.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Nieudany Eksperyment

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 84
AKATSUKI : Informator
Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Wizualnie dwadzieścia jeden lat.
Rasa : Wyszczekane monstrum, woof!
Wzrost i waga : 174 cm | 65 kilogramów.
Znaki szczególne : Złote oczy; wydłużone, zwierzęce kły; kompletne lenistwo; trzy srebrne kolczyki w lewym uchu; niemalże wieczne znudzenie wymalowane na twarzy, a poza tym całkiem zwyczajny z niego dupek.
Aktualny wygląd : Szeroka biała koszulka z czarnym nadrukiem, na nią narzucona czarna, skórzana kurtka. Jasnoszare jeansy, czarne trampki z białymi paskami na bokach. Na szyi białe pióro zawieszone na rzemyku; na prawym nadgarstku rzemyki; na lewym ramieniu przepaska organizacji.
Ekwipunek : Paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa, komórka, jakieś klucze, drobniaki w kieszeniach i w zasadzie to wszystko, co mu do szczęścia potrzebne.
Fabularnie : Patrol Akatsuki | Frost.

PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Pią Cze 14, 2013 6:57 pm

Skrzywił się, niezadowolony z zachowania dziewczyny. Chciał wyjaśnień, a otrzymywał... to. Fakt ‒ może powinien był podejść do tego grzeczniej, aczkolwiek taktowne zachowanie w jego wypadku graniczyło z cudem. Zresztą trudno o dobre zachowanie, gdy ma się do czynienia z kimś takim. Masz tu poszlakę i szukaj, piesku. Woof. Nienawidził, gdy ktoś mówił mu, co miał robić, choć to z kolei było paradoksalne, skoro już zgodził się pracować dla Akatsuki, jednakże był od zgoła lżejszych zadań, a to był pierwszy raz, kiedy widocznie oberwał w łeb czymś ciężkim i został – jak widać – uprowadzony.
Na obawy o to już za późno ― zmarszczył nos i przesunął palcami po policzku. Rezygnacja sięgała zenitu, a wyglądało na to, że ta porąbana blondyna nie potrafiła mu wytłumaczyć wszystkiego tak, jak należało. Nie otrzymał odpowiedzi nawet na tak podstawowe pytania. ― Ta. Odezwała się mądra ― burknął, niczym urażone dziecko. Co ona? Myślała, że w takiej chwili ktokolwiek ucieszyłby się na jej widok i z uśmiechem przyjął podobną fuchę? Bzdura. ― Powinni przeszkolić cię w dziedzinie zawierania znajomości i współpracy z innymi. Pojawiasz się znikąd, szczerzysz się do rannego i podsuwasz mu jakieś świstki pod nos. Czy ja wyglądam na osła, którego zachęcisz byle marchewką? ― sarknął. Zaraz uniósł rękę w uciszającym geście. ― Nawet nie odpowiadaj ― no tak, biorąc pod uwagę ich obecne podejście do siebie potrafił przewidzieć odpowiedź, która miała paść z jej ust.
„Chodź za mną, matole.”
Jego rysy ściągnęły się w buntowniczym wyrazie. Wbił ręce w kieszenie i przez dłuższy czas nie ruszał się z miejsca, spoglądając na powoli oddalającą się od niego dziewczynę. Do prezentowanej przez niego postawy brakowało już tylko tego, by zaczął zgrzytać z zębami i przysięgać w myślach, że za moment ją ujebie. Że niby myślała, że za nią pójdzie?
Nie ma mowy. Nie ma mowy. Nie ma mowy...
I tak nie wiesz, gdzie pójść, co, Noah?
Rozejrzał się na boki. Jego umysł zdążył już otrzeźwieć po utracie przytomności, ale mimo to nadal nie rozpoznawał miejsca, w którym się znajdował.To świadczyło tylko jedno ‒ był w dupie. Na całe szczęście nie dosłownie. Rzecz w tym, że nie odpowiadało mu to, że został pozostawiony w sytuacji bez wyjścia, chociaż... Miał wyjście. Mógł wybrać prostą drogę, polegając na nieznajomej albo błąkać się przez nie wiadomo, jak długi czas ze sporym ryzykiem tego, że natknie się na niebezpieczeństwo. Wybór nie był taki trudny, choć musiał przełknąć swoją dumę i gorycz nagromadzoną w ustach wraz ze śliną, a po tym szybkimi krokami dogonić jasnowłosą. Przygarbiona sylwetka i kwaśna mina na ustach wyraźnie świadczyły o tym, jak bardzo nie pasował mu taki stan rzeczy. Ale jak się nie ma co się lubi...
... to się nie lubi tych, co mają, skomentował w myślach.
Chcę tylko wrócić do siebie ― skwitował.
A potem znaleźli się w tej przeklętej stodole. Złote ślepia przemknęły spojrzeniem po zwierzętach znajdujących się w niej, które ‒ na całe szczęście ‒ nie okazały się przedmiotem jego pracy, choć drabina prowadząca na górę także nie spotkała się z przychylnością z jego strony. Mimo to ‒ powstrzymując się od marudzenia (!) ‒ wdrapał się na górę zaraz za blondynką. Zaraz zatrzymał się w pół kroku i uniósł brwi, obserwując jej poczynania, ale prawda była taka, że nie istniało wiele rzeczy, które były jeszcze w stanie go zdziwić.
„To drzwi.”
Mhm, świetnie.
Kiwnął głową w politycznym milczeniu, dając znak na to, że przynajmniej przyjął do siebie jej przekaz. W międzyczasie zdążył już podejść nieco bliżej. Już rozchylił usta, żeby o coś zapytać, jednakże dźwięk chlupnięcia przerwał mu, a dziewczyna zniknęła mu z oczu szybciej, niż się tego spodziewał.
Szlag ― prychnął i sam wdrapał się na stóg. Na początku zawahał się odrobinę, zanim dał się pochłonąć przejściu prowadzącego nie-wiadomo-dokąd. Ale raz kozie śmierć, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Sob Lip 06, 2013 10:35 pm

Całe szczęście dziewczyna – kimkolwiek by ona, cholera, nie była – nie reagowała na jego zaczepki. Przewróciła tylko oczami w kolorze świeżej lawendy i już resztę drogi przebyła w przysłowiowym milczeniu.

***
To było uczucie łudząco podobne do rzucenia się w samo sedno galarety. Masa oplatała całe ciało, przywołując nieprzyjemne uczucie tonięcia, bez możliwości zaczerpnięcia choć jednego haustu powietrza. Spadało się coraz niżej i niżej, im głębiej, tym z większą prędkością, aż w końcu rozległ się dźwięk łudząco przypominający przeciągłe cmoknięcie. Galaretowana substancja wypluła Noaha na suchą, ziemistą posadzkę i wchłonęła się z powrotem w sufit, falując przez kilka sekund.
Dziewczyna była już na nogach, właśnie wypuszczała powietrze z głośnym sykiem. Krajobraz dookoła zmienił się... cóż, nie tyle co drastycznie, a kolorystycznie. Zewsząd pachniało mokrą ziemią; miejsce, w którym się znajdywali było prawdopodobnie długim tunelem, a oni sami znajdowali się na jego szarym końcu. Sufit nisko opuszczony, a ściany położone blisko siebie. Całość razem mogłaby przerazić niejednego „klaustrofobika”.
Jedynym źródłem światła były pochodnie wbite w mięsiste ściany. Tylko niektóre płonęły i jedna z nich właśnie znalazła się w szczupłej dłoni blondwłosej. Przysunęła ogień do niewielkich drzwi i zrobiła niezbyt ciekawie wyglądającą minę. Wyglądało, jakby zaraz miała powiedzieć...
- Mamy problem.
Oho.
- Dziadek zmienił klucz w zamku. Teraz zagadka jest inna niż godzinę temu. Szlag. A obiecał, że poczeka na mnie! I co teraz? – westchnęła, mrużąc oczy, w których zniknął blask.

Drzwi były drewniane, niskie, ale szerokie. Nie widać tego było z ich perspektywy, ale były również nierozważnie grube. Po boku znajdowała się klamka, której jednak funkcjonalność gdzieś zaginęła, wraz z tym, jak „wtopiła” się w drewno i tym samym zaprzepaszczając możliwość chwycenia jej i pociągnięcia w dół, by otworzyć przejście. Jedyną rzucającą się w oczy rzeczą był kościotrup w drzwiach, z blaszaną płytką na zbroi.


_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Nieudany Eksperyment

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 84
AKATSUKI : Informator
Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Wizualnie dwadzieścia jeden lat.
Rasa : Wyszczekane monstrum, woof!
Wzrost i waga : 174 cm | 65 kilogramów.
Znaki szczególne : Złote oczy; wydłużone, zwierzęce kły; kompletne lenistwo; trzy srebrne kolczyki w lewym uchu; niemalże wieczne znudzenie wymalowane na twarzy, a poza tym całkiem zwyczajny z niego dupek.
Aktualny wygląd : Szeroka biała koszulka z czarnym nadrukiem, na nią narzucona czarna, skórzana kurtka. Jasnoszare jeansy, czarne trampki z białymi paskami na bokach. Na szyi białe pióro zawieszone na rzemyku; na prawym nadgarstku rzemyki; na lewym ramieniu przepaska organizacji.
Ekwipunek : Paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa, komórka, jakieś klucze, drobniaki w kieszeniach i w zasadzie to wszystko, co mu do szczęścia potrzebne.
Fabularnie : Patrol Akatsuki | Frost.

PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Nie Lip 07, 2013 9:55 am

I jak tu czerpać jakąkolwiek przyjemność z podróży, gdy jeszcze cię ignorują?
Spokojnie, Noah. Jesteś cholerną oazą spokoju i... WOOOAAAH.
Znalezienie się w galaretowatej substancji bynajmniej nie należało do najprzyjemniejszych doznań. Chyba jednak mógł skusić się na dodatkowy haust powietrza i wstrzymanie oddechu, ale zwyczajnie o tym zapomniał. Na całe szczęście dostępność tlenu powróciła w miarę szybko, choć i w tym musiał być jakiś minus. Prawdopodobnie tylko cudem jego twarzy udało się uniknąć bliskiego spotkania z ziemią. Jakoś tak w ostatnim momencie wyciągnął ręce i zamortyzował upadek. Niemniej jednak jego kolana już odezwały się bólem. Niewielkim, bo niewielkim, ale i tak skrzywił się w niezadowoleniu.
Co to w ogóle miało być? ― wymamrotał pod nosem, już nawet nie oczekując odpowiedzi. Zaraz podniósł się z ziemi, otrzepując spodnie i ręce z kurzu. Dopiero po tym złote ślepia dokładniej zlustrowały miejsce, w którym się znaleźli. Nie spodobało mu się. Ale to nic dziwnego, skoro mało kto lubił ciasnotę i nieświadomość tego, gdzie się znajdował. Powinien czuć się lepiej ze świadomością, że nie był sam, a dziewczyna, z którą miał współpracować należała do tej samej organizacji, jednakże Okamura to Okamura – miał swoje własne teorie na ten temat i jakoś tak nie miał ochoty z nich rezygnować.
„Mamy problem.”
No co ty nie powiesz ― ściągnął brwi, choć tym razem nie do końca się zrozumieli. W pierwszej chwili nawet nie dotarło do niego, że nie mogą przejść dalej, jednak, gdy ta informacja wreszcie dotarła do jego uszu, odruchowo ściągnął usta w wąską linię. Pięknie! I jeszcze chciała wiedzieć co teraz. To on powinien o to spytać. To jego wciągnięto w jakieś bagno i to on nie miał pojęcia, co działo się dookoła i dlaczego w ogóle się działo. ― Nie wiem. Może ty mi wyjaśnisz? ― mruknął, nie kryjąc swojego poirytowania. Niemniej jednak bezczynność także nie załatwiłaby sprawy, więc zaraz po tym sięgnął po jedną z pochodni i podszedł bliżej drzwi, na które płomień rzucił wyraźniejsze światło. kilka kolorowych punkcików, połyskujących w blasku pochodni przyciągnęło jego uwagę. Uniósł źródło światła wyżej, a jego wzrok padł na napis.
Czemu patrzysz żabo zielona na głupiego faraona... Co za bezsens.
Mimo to nie odezwał się na głos, a jego milczenie mogło być nieco uciążliwe. Tym bardziej, że spojrzenie złocistych tęczówek zaczęło przeskakiwać z napisu na sygnety, tam i z powrotem prze kolka sekund, a mina młodzieńca wyrażała dość głębokie skupienie, którego na pewno nie wypadało mu przerywać. W międzyczasie tknął niepewnie palcem kościotrupa, chcąc się upewnić, czy ten przypadkiem się nie poruszy. Ta chora przezorność...
Chyba wiem ― odezwał się wreszcie. Nie zamierzał jednak niczego tłumaczyć. Za to powinien rozważyć, że jeśli coś spieprzy to będzie to tylko i wyłącznie jego wina, ale był tak pewny swego, że zwyczajnie o tym zapomniał. Odstawił pochodnię i zsunął z palców szkieletu sygnety z czerwonym i zielonym kamieniem, po czym zamienił je miejscami. W następnej kolejności wszystkie trzy pierścienie zniknęły z prawej ręki, aby Noah spokojnie mógł zamienić je miejscami. Niebieski sygnet znalazł się na miejscu fioletowego, granatowy na miejscu niebieskiego, a fioletowy na miejscu granatowego. Ostatecznie pierścienie zostały ułożone kolejno w kombinacji: czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, granatowy, fioletowy, zaś jasnowłosy cofnął się o dwa kroki do tyłu. ― Powinno zadziałać. Przynajmniej to jedyne, co przyszło mi do głowy. Myślisz, że w razie czego uda się stąd uciec...?
O, tak. Grunt to pozytywne myślenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Sro Lip 10, 2013 10:06 pm

Albo miała żelazne nerwy, których tylko pozazdrościć w takim wieku, albo zwyczajnie go olewała. Najgorsze w tych teoriach było to, że druga wydawała się zdecydowanie bardziej prawdopodobna. Dziewczyna przegryzała w skupieniu dolną wargę i lustrowała wzrokiem napis, który samym swoim szyfrem właściwie nic jej nie mówił. Czasem tak po prostu było, że zagadki, które były dziecinnie łatwe, akurat w chwili potrzeby wydają się nie do złamania. Żaba zielona... to jedyne co zdawało się mieć sens w tej głupiej rymowance. O co chodziło z faraonem? Ten trup nim był? Zmrużyła oczy. Nie. To nieprawdopodobne. Nie był ubrany jak faraonowie. Poza tym nie sądziła, aby Dziadek taszczył jakiegoś trupa z Egiptu, na parogodzinną łamigłówkę... chociaż kto go tam wie. Był na tyle dziwny i powalony (jak każdy emeryt), że zwyczajnie mowy nie było, aby był w pełni normalny.
„Chyba wiem”.
Dziewczę drgnęło delikatnie, zwracając duże oczy ku chłopakowi. Wyglądało to dokładnie tak, jakby przed nosem śmignął jej właśnie duch, a ona nie mogła rozróżnić czy to prawda, czy jednak fikcja.
- No proszę – rzuciła, gdy Noah odłożył pochodnię i zabrał się za zdejmowanie blokady. Sama postąpiła pół kroku w bok (więcej nie mogła), aby ustąpić mu choć odrobinę więcej miejsca. Wpatrywała się w niego przeszywającym spojrzeniem rozdrażnionej kobry. - A jednak coś tam masz. - Jak na zawołanie klepnęła go delikatnie w głowę. Na ogół byłoby to uznane za przyjemny gest, gdyby jej mina nie była porównywalna do: „tak, zabiję cię, mądrzysz się, dupo wołowa” i „boże, znów trafiłam na aroganta. Są inni mężczyźni na świecie?”
Blondynka się nie cofnęła.
Drzwi delikatnie zadrżały, gdy wszystkie sygnety trafiły na swoje prawowite miejsce. Słychać było charakterystyczny trzask, a chwilę później zgrzyt aktywowanej maszyny. Liczne koła ocierały się o siebie, wprowadzały w ruch, aż w końcu mechanizm ustąpił, a klamka, dotychczas wbita głęboko w drewno, wysunęła się naprzód, obróciła na bok i tak już została, powracając do poprzedniej funkcji.
Licho jasne wie, czy to tylko odchrząknięcie, czy dziewczyna rzeczywiście mruknęła krótkie „brawo”. Nie kwapiła się za to, by – ewentualnie – powtórzyć pochwałę. Już chwytała za klamkę i pociągnęła ją w bok. Drzwi ustąpiły, wchłaniając się w ścianę. Jak się okazało – były przesuwane. Nie otwierały się ani do tyłu, ani do przodu, choć takie sprawiały pierwsze wrażenie.
Kiwnęła delikatnie dłonią i weszła do środka. Oto na końcu niezdrowo długiego, podziemnego tunelu znajdowało się pomieszczenie o krasnoludzkich wymiarach. Było niewielkie pod względem szerokości, ale wysokość zwalała z nóg. Wszystkie cztery ściany przykrywały stare, zakurzone regały, wypchane starożytnymi księgami. Pięły się ku górze, znikając gdzieś w czarnej otchłani. Miało się wrażenie, że czarne oko spogląda z góry i ocenia każdego wchodzącego. Dziewczynie dreszcze przebiegły po plecach, wzdrygnęła się i potrząsnęła głową, aż jej złociste kosmyki zafalowały.
Zwróciła fiołkowe spojrzenie przed siebie. Tam znajdowały się drewniane schody, które serpentyną pięły się ku górze, zahaczając o każdy możliwy regał i pnąc się wiele metrów w górę, prawdopodobnie aż do samego sufitu. Co jakiś tylko czas znajdowały się, khm, stacje, które łudząco przypominały bocianie gniazda statków – to były okrągłe balkony, na których znajdowały się krzesła, stoliki i niewielkie blaty. Na meblach zawsze coś stało. Jeśli nie kubek z zimną dawno kawą, to liczne papiery czy zwoje map, szlachetne klejnoty, globusy i przyrządy geometryczne.
Dziewczyna westchnęła cichutko, rozglądając się dookoła. Jedynym źródłem światła były niewielkie pochodnie z zewnątrz, plus ta, którą trzymała aktualnie. Dopiero, gdy spojrzało się w górę i gdy miało się akurat szczęście, można było dostrzec mały punkcik, z tej odległości przypominający zbłąkanego świetlika.
Noga odziana w wysokie do kolan kozaki nastąpiła na pierwszy stopień. Okrutny zgrzyt dobiegł do uszu, a ona skrzywiła się, wiedząc, że z niespodzianki nic nie wyjdzie. W bibliotekach zawsze powinno się zachować nienaganną ciszę, ale tym razem było to zwyczajnie niemożliwe. Mruknęła gardłowe „chodź” w stronę Noaha, a sama zaczęła się wspinać po schodach.
Pierwszy przystanek był pusty. Drugi również. Trzeci i czwarty tak samo. Znajdowali się już dobre dwadzieścia metrów nad, khm, nazwijmy to ziemią, gdy punkcik, zaczął przybierać większych rozmiarów, aż w końcu można go było porównać do lampy naftowej. Na bukowym krześle siedział mały chłopiec. Na głowie miał burzę jasnych włosów, w kolorze piasku pustyni. Oczy chodź zmrużone, wydawały się szczególnie duże. Dokładnie jak u dziecka. Nawet twarz miał jakby zbyt młodą, jak na wielkość księgi, którą czytał. Olbrzymie tomistko rozłożone było na dwusetnej stronie. Ogromne szkice morskich gadów były przyklejone do kartki, a zaraz pod tym szczegółowe opisy w nieznanym języku.
Ubrany w krótkie ciemnobrązowe spodenki do kolan, szarawą koszulkę na grubych ramiączkach, którą zdobiły liczne łaty. Na ramiona miał zarzucony długi do ziemi płaszcz z kapturem. Był boso.
I od razu usłyszał intruzów. Zresztą... naprawdę jego słuch musiałby być tragiczny, gdyby ominęła go ta kakofonia. Złote spojrzenie, okalane długimi, czarnymi rzęsami omotało przybyłych. Kamienny wyraz twarzy wydawał się nie na miejscu.
- W czym mogę pomóc?
Dziewczyna jakby się zawahała.



_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Nieudany Eksperyment

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 84
AKATSUKI : Informator
Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Wizualnie dwadzieścia jeden lat.
Rasa : Wyszczekane monstrum, woof!
Wzrost i waga : 174 cm | 65 kilogramów.
Znaki szczególne : Złote oczy; wydłużone, zwierzęce kły; kompletne lenistwo; trzy srebrne kolczyki w lewym uchu; niemalże wieczne znudzenie wymalowane na twarzy, a poza tym całkiem zwyczajny z niego dupek.
Aktualny wygląd : Szeroka biała koszulka z czarnym nadrukiem, na nią narzucona czarna, skórzana kurtka. Jasnoszare jeansy, czarne trampki z białymi paskami na bokach. Na szyi białe pióro zawieszone na rzemyku; na prawym nadgarstku rzemyki; na lewym ramieniu przepaska organizacji.
Ekwipunek : Paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa, komórka, jakieś klucze, drobniaki w kieszeniach i w zasadzie to wszystko, co mu do szczęścia potrzebne.
Fabularnie : Patrol Akatsuki | Frost.

PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Wto Sie 06, 2013 9:27 am

Daruj sobie ― prychnął i przesunął ręką po głowie, dokładnie w miejscu, w którym jej ręka się z nią zetknęła. Odebrała mu całą satysfakcję z tego niewielkiego zwycięstwa, tylko dlatego, że nie potrafiła docenić tego, że gdyby nie on, zapewne sterczałaby tu jeszcze przez kilka godzin, głowiąc się nad rozwiązaniem zagadki. Gdyby wierzył w stereotypy, powiedziałby, że jej tleniony czerep był winą tego braku domyślności, jednak widocznie taka po prostu się urodziła. Jeśli o to chodzi – nie, żeby miał ją za głupią, choć wyszłaby na rozsądniejszą w jego oczach, gdyby potrafiła przełknąć gorycz tej niewielkiej porażki. To chyba nie było takie trudne, biorąc pod uwagę, to, że nawet nie afiszował się ze swoim zwycięstwem. Ale pewnie! Skoro chciała grać naburmuszoną księżniczkę, to proszę bardzo.
Złote ślepia powędrowały spojrzeniem ku tunelowi, który znajdował się za drzwiami. Nie przepadał za takimi miejscami. Zresztą, kto w ogóle je lubił? Było tam ciasno, ciemno i odnosiło się wrażenie, że za moment wszystko może się zawalić. Jednak brak innego wyjścia zmusił go do postawienia kroku przed siebie, później kolejnego, aż wreszcie udało mu się utrzymać miarowe tempo, choć szedł lekko skulony za dziewczyną, łypiąc kątem oka na wąskie ściany podziemnego korytarza. Wyprostował się dopiero, gdy znaleźli się w większym pomieszczeniu. Poczuł się jedynie odrobinę swobodniej, bo i jemu nie przypasowała panująca tu ponura atmosfera. Zadarł głowę do góry, by zerknąć na sufit, który tonął w nieprzeniknionej czerni. Mało przytulne miejsce. No, ale nikt nie obiecywał mu przytulnego, dobrze oświetlonego pokoiku z kominkiem i wygodnymi fotelami, na których mógłby się rozłożyć i móc w spokoju wysłuchać, co jasnowłosa miała mu do powiedzenia. Nie był pewien czy na pewno chciał wiedzieć, o co chodziło. Zresztą był tu tylko dlatego, że chciał wrócić spokojnie do domu, co skutecznie mu utrudniono, wysyłając go na jakieś zadupie, którego pewnie nie było na żadnej innej mapie, prócz tej, którą dostał i która niewiele mu mówiła.
„Chodź.”
Woof, kurwa.
Wypuścił powietrze ustami z cichym świstem, byleby tylko wyładować chwilową irytację, która w nim wezbrała. No przecież wiedział, że ma iść. Nie miał przecież innego wyboru. Otworzył usta, jednak zaraz po tym je zamknął. Chyba jednak stracił wszelkie chęci na obrzucanie się mięsem z jasnowłosą. Im mniej gadania, tym lepiej. To rzeczywiście szkoda, że nie mógł wybrać sobie towarzysza wędrówki. Bez słowa zaczął pokonywać stopnie zaraz za nią. O wiele lepiej było trzymać się bliżej, skoro to ona miała w posiadaniu jedno z wyraźniejszych źródeł światła. Potknięcie się nie było przyjemną wizją. Cały czas rozglądał się, nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że coś zaraz wyskoczy z mroku i rozprawi się z nimi. Cholera! Nawet nie był uzbrojony, a natura nie obdarowała go umiłowaniem wobec przemocy. Nie, żeby w ostateczności jej nie zastosował, jednak nie fascynowało go to na tyle, by chociażby nauczyć się bić. Patrząc pod tym kątem, mógł być jedynie przeszkodą w tej dziwnej misji.
Jeszcze tych schodów było tak dużo! Aż stęknął marudnie, chcąc obwieścić tym, że jest już zmęczony tym włażeniem na górę. Nogi odzywały się tępym bólem, a przez minę, która zdobiła jego twarz, przypominał dzieciaka, który niechętnie podchodził do wykonania polecenia, które wydał mu rodzic czy nauczyciel.
Swoją drogą wyglądałaś tak, jakbyś nie miała pojęcia, gdzie się znajdujemy ― odezwał się nagle, gdy ta świadomość uderzyła w niego, jak kubeł lodowatej wody. Rzecz jasna nowy obiekt skutecznie odciągnął jego uwagę od tych myśli. Zaczął przyglądać się coraz większemu światełku, które sprawiało, że już w pierwszej chwili mógł założyć, że nie byli tu sami. Niepokój był czymś, czego nie dało się uniknąć, jednak ten spłynął po nim, gdy dostrzegł dzieciaka. Ten, pomimo kamiennej miny nie wydawał się być zagrożeniem.
„W czym mogę pomóc?”
Zapadła irytująca cisza. Prawdę mówiąc, Natsume liczył na to, że blondynka coś odpowie. W końcu to ona wiedziała, co się tu działo, zaś on nie bardzo. Właściwie wcale. Zerknął na nią, później na chłopaka, później znów na nią. Zmarszczył brwi w nieprzyjaznym wyrazie, piorunując ją spojrzeniem pełnym wyrzutu.
No chyba mi nie powiesz, że to ja mam wszystko załatwiać? ― prychnął i przesunął ręką po twarzy. ― Słuchaj, mały ― zwrócił się do chłopaka. ― Nie wiem, w czym możesz pomóc. Chyba, że zajmujesz się sprawami uprowadzonych. Bo widzisz – obudziłem się na jakimś zadupiu, którego nie znam. I później pojawiła się ona ― tu wskazał palcem na swoją towarzyszkę. ― Właściwie nie mam pojęcia, czego ode mnie chce. Dala mi jakąś pokraczną mapę. A później pływaliśmy w galaretce i znaleźliśmy się przed wielkimi drzwiami z zagadką. Pewnie je kojarzysz, co? Prowadziły właśnie tutaj. Gdziekolwiek jesteśmy. Właściwie co to za miejsce? Co tu robisz zupełnie sam? I... gdzie twoje buty? ― zerknął na jego bose stopy. Brawo, Noah. Tak, jakby to było teraz najważniejsze!

Yyy... tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   Czw Sie 29, 2013 4:59 pm

[ zawiecha ]

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH   

Powrót do góry Go down
 
Dzikie stado Nocnych Kundli, Akatsuki [#15] - NOAH
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» dzikie rosliny jadalne Polski-pełen tekst

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zawieszone misje-
Skocz do:  
_______________________