IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)

Go down 
AutorWiadomość
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Czw Maj 09, 2013 8:57 am

Uczestnik: Onii-sama! ...Takanori.
Mistrz gry: Mi... Jester/Mio/whatevah. Wiadomo, że ja.
Poziom: A ja wiem? Wyjdzie w praniu. Raczej łatwy/średni.
Zgon: Nahp. Obrażeń sporo też nie będzie, chyba, że nadszarpnięcie nadszarpniętej psychiki też zaliczasz.
Lokalizacja: ...kij wie. Różni ludzie różnie pierdzielą.
Cel: Odnalezienie "klucza".
Nagroda: Moc - urzeczywistnianie lęków.

A uj, nie ma artu. :<


Wrzask. To pierwsze, co skłoniło młodzieńca do podniesienia tyłka z miejsca i ruszenia przed siebie. Siedział tu już od kilku minut, nie wiedząc dokładnie, gdzie się znalazł, ani czemu wszystko wyglądało dziwnie bajecznie. Zresztą, co go to obchodziło? Po prostu był tam i już. Jego srebrne oczy uważnie lustrowały chwileczkę wrota, do których udało mu się dotrzeć podczas tej krótkiej wędrówki. Po chwili wahania jednak pchnął je. Nie miał innego wyboru, gdyż podłoga za nim zwyczajnie zniknęła, a na jej miejscu pojawiła się jedynie próżnia. Ciężkie drzwi, mieniące się od drogocennych kamieni, zachybotały i otwarły się z cichutkim skrzypnięciem.
Za nimi znajdowała się ogromna sala, przypominająca nieco te, gdzie w pałacach odbywały się wszelkie bale i bankiety. Starannie wypolerowane podłogi, w których można było się przejrzeć. Ogromne, ciężkie, diamentowe żyrandole. Wielkie okna, przysłonięte błękitnymi kotarami. Na środku pomieszczenia zaś czekał doprawdy uroczy widoczek utytłanej własną krwią młodej kobiety, która wpatrywała się z przerażeniem w ogromną, jaszczuropodobną bestię. Nim jednak zdążyła zostać ocalona, bestia pochwyciła jej ciało w ogromne zębiska i, wraz z jednym zaciśnięciem szczęk, rozgruchotało wszystkie kości i rozerwało ciało, tym samym ozdabiając posoką znaczną część sali, jak i również twarz Monstrum.
- Odsuń sięęęęęęęę! - Zawołał ktoś, a już po kilku nic nieznaczących setnych sekundy zza stwora wyłoniła się drobna postać, która przebiła jego łeb czymś, co do złudzenia przypominało szpadę. Czarny płyn, wylewający się z jego pyska strumienia mi, powoli stawał się również cieczą, w jaką zamieniał się sam jaszczur. W końcu jednak na jego miejscu pojawiła się drobna kałuża cuchnącej mazi o konsystencji budyniopodobnej. - Rany. Nic Ci nie...?
Zaraz, zaraz. Dziewczę zamrugało ogromnymi oczyma, przez chwilę nie mogąc uwierzyć temu, co właśnie jej ukazywały. Gdy już bezdźwięcznie wylądowała na proste nogi, mógł dokładniej przyjrzeć się jej twarzy. Wątpliwe, by poznał ją po głosie, kiedy ten tkwił pod panowaniem paskudnej chrypy. Odchrząknęła głośno, przeczesując błękitne włosy.
Błękitne, kurwa.
- Co Szef tu robi, Szefie? - Spytała, choć i tak spodziewała się, że odpowiedzią, jaką uzyska, będzie zaledwie wzruszenie ramionami, czy ogólny brak reakcji z jego strony. Przecież ona też do końca nie wiedziała, skąd się tu wzięła, a co to było za miejsce to już w ogóle. Mogła się tylko domyślać na podstawie wypowiedzi napotkanych tu osób. Identycznych do tego. - N... nieważne tam! Grunt, że chyba wiem, jak stąd wyjść! Ja Szefowi wyjaśnię, dobrze? Chce Szef?
Niech Szef lepiej chce, bo inaczej Szef zostanie tu na zawsze, a to miejsce raczej nie utrzyma się wiecznie w czasoprzestrzeni. Zresztą, nie wiadomo, czy nie wyskoczy stamtąd jakaś inna, o wiele gorsza od tak słabiutkiego jaszczura, bestia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Czw Maj 09, 2013 11:22 am

Trafianie do dziwnych miejsc i w dodatku niepamiętanie o tym, jak się w nich znalazło powoli stawało się rutyną dla ciemnowłosego. Powoli przyzwyczajał się do tego na tyle, że większy szok wywołałoby u niego to, że obudził się we własnym łóżku, przed oczami mając jedynie monotonną fakturę sufitu. Bynajmniej nie oznaczało to tego, że był zadowolony z możliwości zwiedzania tylu nowych miejsc, choć nawet się o to nie prosił. Wręcz przeciwnie ‒ nie zależało mu na nowych wrażeniach i widoków rodem z Wonderlandu, które właśnie miał okazję podziwiać. Potarł podkrążone ze zmęczenia oczy, chcąc upewnić się, że jego własny umysł po raz kolejny sobie z nim nie pogrywa. Tym samym pozbył się ostatnich złudzeń. Istniała marna szansa na to, że miejsce, w którym się znalazł było nieprawdziwe.
I jeszcze ten wrzask.
Takanori ściągnął brwi, zwracając twarz w kierunku, z którego najprawdopodobniej dobiegał. Właściwie niekoniecznie miał ochotę sprawdzać, co się tam działo, a już tym bardziej pomagać komuś, kto najwidoczniej był w potrzebie. Nawet dziecko miało tę świadomość, że zawsze powinno się wybierać kierunek przeciwny do miejsca, w którym czaiło się ewentualne zagrożenie. Nieważne czy brak świadomości tego, co znajduje się za rogiem czy za drzwiami budziła w nas grozę czy kusiła do tego, by to sprawdzić. Tym razem jednak sytuacja prezentowała się inaczej ‒ Nishimura, owszem, podniósł się z miejsca i ruszył w kierunku nieznanego, ale tylko dlatego, że nie miał innego wyjścia. Podążanie za obcym głosem mogło okazać się jedyną drogą do wolności, choć równie dobrze mogła okazać się powodem jego zguby. Czymkolwiek by nie była ‒ wybór jej był o wiele lepszy od bezczynnego siedzenia, którym niczego by nie zdziałał. Dobrnąwszy do drzwi nie miał już wiele czasu nad rozważaniem tego, czy to dobry pomysł, bo ktoś albo coś wyraźnie nie chciało pozostawić mu innego wyjścia, niż otworzenie ich i przekroczenie progu do następnego pomieszczenia, bądź wyjście na zewnątrz.
Nienawidzę tego, prychnął w myślach, naciskając na klamkę. Wielka sala stanęła przed nim otworem, a szare ślepia bez poruszenia przesunęły po niej wzrokiem, ostatecznie zatrzymując się na głównej atrakcji tego miejsca. Uniósł brwi, w zasadzie nie ruszając się z miejsca, by chociażby kiwnąć palcem, by odciągnąć uwagę potwora od nieznajomej. Zresztą nie miał za wiele czasu, bo bestia skutecznie pozbyła się powodu wcześniejszego hałasu. Może to i lepiej? Mógł jedynie narzekać na to, że mogła być nieco bardziej ostrożniejsza, żeby nie robić przy tym większego syfu, niż było to konieczne.
Kąciki ust chłopaka wykrzywiły się w zniesmaczonym wyrazie, gdy krew bryznęła na jego twarz. Odruchowo naciągnął rękaw bluzy na dłoń, by zetrzeć szkarłat ze skóry, gdzieniegdzie rozmazując go. Przesunął językiem po dolnej wardze, na której także znalazła się odrobina posoki i zaraz zadarł głowę wyżej w reakcji na ostrzeżenie, ale nie ruszył się z miejsca, będąc przekonanym, że mimo wszystko znajdował się w bezpiecznej odległości od przeciwnika. Czyli jednak nie został sam...? Zmrużył oczy, obserwując, jak po chwili i bestia wydaje z siebie ostatnie tchnienie. No proszę... a już liczył na to, że sam będzie musiał się tym zająć. W zasadzie wystarczył moment, by uświadomił sobie, że nawet wolałby zrobić to sam, niż mieć za towarzystwo tą...
Kurwa.
Właściwie jakim cudem, gdziekolwiek pojawiały się jakieś kłopoty, znajdował jeszcze ją? I jakim cudem ktoś taki powalił na łopatki tamto bydlę? Ściągnął na moment usta w wąską linię, przypatrując się niebieskowłosej nieprzychylnym wzrokiem, jakby już na wstępie chciał jej uświadomić, że wybrała sobie złe miejsce. Z drugiej strony cała ta scena na nowo sprawiła, że zaczął skłaniać się ku myśli, że to był tylko sen. Chory i kompletnie nierealny.
„Co Szef tu robi, Szefie?”
Powinienem spytać o to samo ― zmarszczył nos. Ta, zdecydowanie powinien o to spytać, ale problem tkwił w tym, że nieszczególnie go to interesowało. Jej miało tu w ogóle nie być. Z drugiej strony już w tym momencie powinien dostrzec w niej szansę na wydostanie się z... no, stąd. Tylko, że dziewczyna sama nie była pewna, co do tego, że zna drogę. Kitsune z początku nie udzielił odpowiedzi. W milczeniu rozejrzał się po otoczeniu raz jeszcze, by zaraz po tym powrócić do jego najmniej interesującego obiektu, jakim była Nocna Mara. Przesunął palcami po skroni, wypuszczając powietrze ustami, chyba samemu nie dowierzając, że zamierzał się na to zgodzić. ― Mhm. Liczę na konkrety bez zbędnego biadolenia, jasne?

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Czw Maj 09, 2013 12:22 pm

- A ja wiem, Szefie? Walczę o życie. - Gdyby jeszcze jakiekolwiek życie miała, to ta wypowiedź miałaby choć skrawek sensu. Jednakowoż ani ona, ani on, nie wiedzą, co tak naprawdę się święciło, a i pewnie okaże się, że nikt tego nie wie. Nawet sami narratorzy całego tego pieprzonego karnawału, w którym napierdala się demona za demonem. Co to, WoW? DMC? Ja pierdzielę. - I... jasne. Konkrety. Bez biadolenia. Ale to zaraz. - Rzuciła cichcem, chwytając jego nadgarstek, by bez najmniejszej chwili wahania pociągnąć go za sobą. Nishimura raczej nie miał tu wiele do gadania, biorąc pod uwagę fakt, iż podłoga pod nimi dosłownie się rozpadała, odsłaniając jedynie kolejne metry czarnej otchłani. Uścisk Księżniczki wydawał się z kolei być zdecydowanie zbyt silny, jak na tak drobną i słabą dziewczynkę. Chłopak mógł odczuć raczej coś, co można już nazwać pułapką na niedźwiedzie, jeśli nie czymś gorszym. W końcu jednak ból ustąpił, gdy błękitnowłosa zabrała rękę, zamykając za sobą kolejne drzwi.
- Sprawa wygląda mniej więcej tak: wie Szef, że jak się umrze we śnie, to się ponoć nigdy nie wybudza, prawda? No i to działa na podobnej zasadzie. To jakby... taki korytarz pełen koszmarów różnych osób. Trochę tak, jakbyśmy siedzieli w ich głowach, rozumie Szef? Więc jak choćby taki jaszczur pożre ich we śnie, to może pożreć też nas i wtedy się nie obudzimy. - Zastanowiła się chwilkę, jak gdyby dochodziła do jakiegoś niezwykle gównianego i oczywistego faktu. - Czyli śpimy. Ale dopóki wszystko nie dobiegnie końca, to nie wstaniemy, a jak nam coś nie wyjdzie, to już tym bardziej. Taki mały chłopiec, który prawie spadł tu z klifu, powiedział mi, wie Szef, że jego mama przez sen szukała jakichś przedmiotów. Lunatykowała po prostu. I dopóki nie znalazła dobrego "klucza", to się nie umiała wybudzić. Wydaje mi się, że wystarczy znaleźć nasz klucz i będzie dobrze. Ale nie mam pojęcia, co to za klucz. - Dokończyła i rozejrzała się po miejscu, do którego trafili teraz.
Korytarz.
Czyli byli bezpieczni. Przez chwilkę.
- A, i jeszcze jedno. Ten chłopiec mówił też, że jego mama niszczyła te znalezione przedmioty. Że tłukła wazony, wyrzucała rachunki do pieca... i takie tam.
W pewnym momencie ruszyła dalej, zostawiając go na lekko drżącym już podłożu, na końcu drogi zastając ogromną bramę, wykonaną z brązu. Naparła silnie na ciężką klamkę, a w koło rozległo się głośne skrzypnięcie.
- Dostatecznie konkretnie? Jasno? Ratujesz siebie. Szukasz klucza. Kluczem może być osoba, przedmiot, stwór lub jakiś zbiór wyżej wymienionych. Jak zdechniesz, to już na wieki. Trzymaj się, idziesz tamtędy. - Mruknęła, wskazując podbródkiem na sąsiednią bramę, znikając za wrotami tej wybranej przez siebie.
Jej się coś chyba pojebało. Takie moje skromne zdanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Czw Maj 09, 2013 8:28 pm

To przestań, skomentował w myślach. Przez moment wyobrażał sobie nawet, że to ona mogła znaleźć na miejscu tamtej nieznajomej. Jednak sytuacja nie prezentowała się tak kolorowo, a teraz był po części zdany na nią. Po części, bo chciał tylko informacji, żeby wiedzieć, co powinien zrobić, a później mógł spokojnie uznać niebieskowłosą za zbędne ogniwo lub ‒ co gorsze ‒ przeszkodę w drodze do celu. Nim się spostrzegł jego nadgarstek znalazł się w nieco zbyt mocnym uścisku, jak na tak drobną rękę. Z jego ust mimowolnie wydarł się pomruk niezadowolenia, który bynajmniej nie był przyczyną siły, jaką włożyła w ten gest, ale tego, że w ogóle odważyła się go dotknąć. Już zupełnie zapomniała, że były rzeczy, na które nie mogła sobie pozwalać? I że dotyk górował na liście zakazów?
Znaj swoje miejsce ― wymruczał pod nosem i potrząsnął ręką, chcąc dać jej do zrozumienia, że może sobie to darować. To nie była pieprzona randka. Zresztą musiałby się nieźle naćpać, żeby ją na nią zaprosić. Mimo to ruszył z miejsca, wierząc, że za moment to dobiegnie końca. Nawet obejrzał się za siebie i z trudem powstrzymał się od skrzywienia, zauważywszy, że nie miał wyjścia. Ale na szczęście nie musiał męczyć się długo z Amasakawą uczepioną do jego ręki. Gdy tylko dała mu spokój, odruchowo odsunął się o krok, pocierając drugą ręką nadgarstek, co wyglądało bardziej, jak próba pozbycia się ostatnich oznak tego, że ten nietakt ze strony dziewczyny w ogóle miał miejsce. Co prawda przez moment miał ochotę podnieść na nią rękę, ale to postanowił odłożyć na później. Czyli na moment, w którym wreszcie uda im się wydostać z tego pokręconego miejsca. O ile w ogóle się uda...
Szare tęczówki powiodły spojrzeniem po nowym miejscu, podczas gdy Nocna Mara zabrała się za wyjaśnianie wszystkiego. Jak zwykle nie wyglądał na zainteresowanego, choć w gruncie rzeczy przyswajał przekazywane mu szczegóły. Pewnie, gdyby nie fakt, że przytakiwał co jakiś czas, można byłoby przysiąc, że zupełnie odciął się od niej i daremnie strzępiła sobie gardło. Reasumując ‒ znajdował się w cudzych snach, jednocześnie samemu też śniąc, choć nie pamiętał momentu w którym zasypiał. Jeszcze nie mógł się obudzić i nie wiadomo czy w ogóle kiedykolwiek miał to zrobić. Świetnie. O niczym innym nie marzył.
Prawdę mówiąc.... Nigdy nie słyszałem czegoś równie głupiego ― skwitował bez ogródek. Sen od zawsze był tylko snem. Sama bliskość śmierci sprawiała, że się budziliśmy. To było coś zupełnie innego. Bardziej nietypowego i na pewno była w tym cudza ingerencja. W każdym razie już bez słów odprowadził Mio wzrokiem pod samą bramę, przy okazji samemu ruszając się z miejsca, gdy poczuł, że grunt pod jego stopami zaczyna robić się mniej stabilny. Nie spodziewał się, że za chwilę posobne słowa padną z jej ust. Zmrużył lekko oczy, bardziej podejrzliwie, niż z poirytowaniem. Pewnie dlatego, że w tym jednym momencie wydała mu się zupełnie obca.
Głupia suka.
Westchnął ze zrezygnowaniem, gdy niebieskowłosa tylko zniknęła za bramą i pokręcił głową z dezaprobatą, przenosząc wzrok na wcześniej wskazane przejście. Powoli podszedł do niego i bez najmniejszego zawahania otworzył bramę, chcąc zakończyć to jak najszybciej.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Czw Maj 09, 2013 9:09 pm

Sam jesteś głu... znaczy.
Mimowolnie skrzywiła się z niezadowolenia na dźwięk jego głosu, zaraz odwracając w jego kierunku głowę i wściekle tupiąc stopą tuż obok miejsca, na które aktualnie kierował własną nogę, w efekcie czego grunt jął osuwać się szybciej. Następnie jedynie prychnęła poirytowana, szarpiąc go jeszcze mocniej.
- Zamknij ryj, kiedy ratuję Ci dupę. T... to znaczy... musi Szef uważać na słowa, skoro próbuję Szefowi pomóc, Szefie... - z ledwością wykrztusiła ostatnie zdanie, przybierając jeszcze bardziej zniesmaczony wyraz twarzy, a zaraz po tym, zakląwszy kilka razy z cicha, wlepiła w niego zdeterminowane spojrzenie z zamiarem opowiedzenia wszystkiego po kolei, bądź też nie. Resztę znamy. Przynajmniej do momentu, w którym Nishimura raczył zabłysnąć swoją inteligentną opinią na temat całego tego przedsięwzięcia.
- Ciesz się, że w ogóle objaśniam Ci zasady gry, zamiast zostawić Cię tu i pójść w cholerę. Rany, ale Ty jesteś niewdzięczny, pierdolcu. Wiesz, działam tu na swoją niekorzyść. O wiele lepiej by było, jakbyś tu sczeznął, ugh.

I kaboom.

Podejrzana cisza docierała do uszu Monstrum przez kilka ładnych minut wędrówki przez coś, co spokojnie można nazwać nicością. Nie mógł bowiem dostrzec niczego, poza wszechobecną ciemnością i idealnie prostą, szkarłatną linią pod swoimi stopami, która miała robić za ścieżkę. Już po kilku chwilach mogło się to stać nużące, więc co dopiero po dobrych piętnastu minutach ciągłego stawiania kolejnych i kolejnych kroków naprzód, przy czym jedyną atrakcją były sporadyczne przebłyski światła, jak i również kilka trupów, rozwalonych w różnych częściach tego "czarnego korytarza".
Chcąc, nie chcąc, musiał dotrzeć do końca. Wiadomo, rozpadająca się za nim droga i inne tego typu gówna. Dawało to jasny typu przekaz: "Powrotu. Nigdy. Nie. Będzie.", którym aż biło od żegnających go zamglonych ślepi umarłych. Od wyciągniętych przed siebie dłoni, zdających się ukazywać ich wołanie o pomoc. Ale to były tylko śmierdzące trupy. Nic niewarta kupa mięsa. Ewentualnie prezent dla Samaela - (prawie) świeża potrawka z truchła. Nie było jednak czasu na myślenie o osobie rudowłosego, gdy ukazał mu się właśnie ów "koniec".
A wraz z nim przyszły dźwięki, wskazujące na kolejny obiad z niewinnie śniących osóbek. Może i następny w kolejce stworek z koszmaru rodem nie był czymś o aparycji Godzilli, ale ten wielki pająk raczej też nie był czymś koniecznie pięknym i uroczym. Powoli zbliżał się do każdej z grupki osób zebranych przy nim, niczym cielaki przy obrazku. Włochate odnóża stąpały krok za krokiem, wywołując drobne wstrząsy, obalając gapiów. Coraz to następni zostali zaganiani w kąt i konsumowani, jak czekoladki, od których ktoś był uzależniony. Ktosiem oczywiście był polujący na nich pajęczak. Wreszcie została mu już tylko grupka młodych osóbek, w tym nieco karłowaty blondyn. Zielone oczy wręcz błagały o litość osobę, którą dostrzegł przy ścianie, jaka utworzyła się po jej wyjściu z "niczego". Nishimura mógł tylko spoglądać na moment, w którym bestia pożerała dwójkę dziewcząt, już w trakcie planując, jak ukatrupić również jego. Niefortunnie dla samego Monstrum - został zauważony. Nie mógł więc przejść obojętnym krokiem. Te dwa i pół metra kłaków i ścierwa nie pozwoliłyby mu na to. Deserem więc musiał zająć się później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Pią Maj 10, 2013 8:04 am

Obojętność rosła wprost proporcjonalnie do wyrzucanych przez niebieskowłosą słów. Właściwie już nawet nie zwracał uwagi na jej biadolenie. Ciężko się do tego przyznać, ale nawet on miał tę świadomość, że Amasakawa prędzej zaczęłaby kleić się do wszystkich wkoło, niż obrażać ich. A już tym bardziej jego. Teraz, gdy znajdowali się we śnie, wszystko mogło wydać się zwodnicze dla umysłu. Być wytworem cudzej wyobraźni. Może to Mio śniła o tym, że chce być kimś... takim? Z tym, że ostatnim miejscem, do którego chciał trafić była jej głowa. Wystarczyło zatem zignorować poirytowane jego podejściem dziewczę i ruszyć dalej, choć nie cierpiał, gdy tracił kontrolę nad tym, co działo się wokół i nie dawano mu innego wyjścia, jak tylko iść naprzód. Z drugiej strony, gdyby postawiono przed nim kilka przejść, jak każdy zastanawiałby się chwilę, które wybrać. Rzecz jasna, jeśli miałby na to czas, a tu raczej nie mógł liczyć na za wiele, gdy świat za jego plecami przemieniał się w bezdenną otchłań. To tak, jakby ciemność, którą władał nagle zapragnęła go pochłonąć i już nigdy nie wypuszczać.
Z deszczu pod rynnę...
Przekroczywszy bramę i tak powitał go mrok, do których nawet kocie ślepia nie były w stanie w pełni się przyzwyczaić. Przebłyski światła pozwalały mu zorientować się, które miejsca powinien omijać, ale ciężkie buty co jakiś czas przypadkiem trącały leżące na korytarzu truchła, których obecność ani trochę nie zrażała Nishimury do dalszej wędrówki ku ‒ być może ‒ swojemu przeciwnikowi. Przystanął, gdy jego oczom ukazał się ogromny pająk, który bezlitośnie rozprawiał się z przerażonymi ofiarami. Zapewne byłoby miło, gdyby ciemnowłosy odciągnął uwagę potwora, ale w gruncie rzeczy bycie miłym niekoniecznie leżało w jego naturze, zaś na samą pomoc trzeba było najpierw zasłużyć. Trudno o to, gdy było się dla niego nieznajomym. Szare tęczówki na moment oderwały spojrzenie od rzezi, by mniej więcej zorientować się w tym, gdzie się znajdował i czy istniała szansa na przejście dalej bez zbędnych ceregieli, choć zwierzęta instynktownie atakowały tych, którzy wstępowali na ich teren. A i Takanori zaraz przekonał się, że jego plan szlag trafił, uczuwszy, że czyjś wzrok już pochwycił w niewidzialne sidła jego sylwetkę. Zerknął z ukosa na przerośniętego stawonoga, a kąciki jego ust wygięły się w grymasie niezadowolenia. Można było uznać, że z tą aparycją miał takie same szanse na sukces, jak ci, którzy już skończyli brutalnie pożarci. Jak dobrze, że w czasie kryzysu zawsze znajdował się plan B, który na ogół sprawdzał się doskonale, gdy okazywało się, że trzeba walczyć z kimś znacznie większym od siebie...
Kici, kici, skurwysynu...
W momencie na miejscu, w którym jeszcze chwilę temu stał niegrzeszący wzrostem i muskulaturą chłopak, pojawiła się o wiele większa bestia, która wydała z siebie dość donośny i ostrzegawczy pomruk, ukazując przy tym lśniące kły. Przydługi ogon zahaczył o podłoże, gdy zakołysał się na boki. Czujne ślepia z wyczekiwaniem wpatrywały się we włochatą poczwarę, czekając na jej ruch. Z zasady nigdy nie zaczynał, skoro istniała szansa, że ktoś zwieje mu sprzed nosa i zrezygnuje z możliwości utraty zębów lub czegoś więcej.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Pią Maj 10, 2013 3:12 pm

Monstrum, i nie mam tu na myśli młodzieńca o srebrnych oczach, pałaszowało, niczym prawdziwy kuchmistrz, którego obowiązkiem wręcz było kosztowanie przygotowanych przez siebie potraw. Ogromne ślepia zaś syciły się samym widokiem roztrzęsionych mężczyzn, a słuch z przyjemnością wychwytywał wrzaski kobiet i dzieci. Drobne osóbki zostawiał na później, jak gdyby pełniły funkcję bezików, podjadanych przed i w trakcie wykonywania tortu w postaci rosłego tłuściocha. Ta bestia była prawdziwym smakoszem, któremu nie należało przeszkadzać w konsumpcji. Najwyraźniej jednak przygotowany już do ewentualnej walki Takanori nie przewidział takiej opcji. Pajęczak wlepiał przez chwilę wzrok w przerośniętego kocura, by w końcu ruszyć się z miejsca. Przebierał odnóżami, podążając wciąż w jego stronę, po drodze łapiąc do gęby ostatniego ocalałego osobnika i gruchotając jego kości.
Został pochłonięty szybciej, niż mogłoby się to wydawać.
Już w następnej kolejności chło... kocur mógł ujrzeć, w jak drastycznym tempie zmniejszyła się odległość między nim, a włochatym stawonogiem, który aktualnie rozwierał aparat gębowy, by początkowo zacisnąć go na przedniej łapie futrzastego, zostawiając nań paskudne ślady, a zaraz przerzucić się na kosztowanie długiej wstęgi... tfu! Ogona. Po zakończonej degustacji, której wynik był, bądź co bądź, negatywny, "zwierzątko" rozwścieczyło się jeszcze bardziej, przez co smakowana część ciała Kitsune nie skończyła najlepiej. Kocie cielsko zostało silnie pociągnięte w tył, a następnie rzucone w kierunku najbliższego, śmierdzącego truposzem kąta. Paskudne nibyszczęki po raz kolejny rozwarły się, próbując dosięgnąć jego karku. Stwór jednak nie spieszył się zbytnio, dzięki czemu Monstrum zyskało swoją szansę. Byleby tylko wykorzystało ją dobrze i celowało tam, gdzie należy. A co ważniejsze - nie zraziło się na wpół strawionym ścierwem.


//LOLWTFALEKRÓTKIELOOOL
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Sob Maj 11, 2013 9:21 am

Bycie znieczulicą społeczną było o tyle wygodne, że obojętne przechodzenie obok cierpiętniczych wrzasków i mało przyjemnych widoków nie było wyzwaniem. Patrząc, jak przerośnięty pająk pochłania kolejne osoby, powinien poczuć się choć odrobinę winny, że nie kiwnął nawet palcem, by spróbować odratować przynajmniej niewielką ich część. Jakby uznał, że będą tylko plątać mu się pod nogami w razie starcia z ohydną bestią. Tak przynajmniej zyskał sobie pełne pole manewru, tym bardziej, że potwór o ośmiu odnóżach był tak łaskawy, by jeszcze posprzątać po sobie i nie zostawiać mu trucheł pod łapami. Gdy monstrum zauważyło, że jego przeciwnik zaczyna brnąć w jego stronę, już wysunęło ostre pazury, które w pierwszym odruchu zagłębiły się w podłożu. Nie spodziewał się, że włochate cholerstwo będzie na tyle szybkie, by zdążyć użreć go w łapę, zanim podjął próbę cofnięcia się do tyłu. Zabolało. Odruchowo zamachnął się drugą łapą, uzbrojoną w ostre szpony, celując mniej więcej w okolice głowy poczwary. Tygrysi ryk, jednak niezbyt donośny, wyrwał się z pyska kocura w momencie, gdy stawonóg dobrał się do jego ogona. Ten był o tyle długi, że Takanori miał możliwość odwrócenia się tak, by dosięgnąć łapą stwora, jednakże bestia miała wystarczająco dużo siły, by odrzucić go od siebie. Kitsune odruchowo zaczepił pazurami o ziemię, byleby tylko w miarę możliwości zamortyzować uderzenie w ścianę lub nawet w ogóle się z nią nie zderzyć.
Kocie źrenice zwęziły się niebezpiecznie, gdy stwór znów zaczął zbliżać się do niego. Łapy przerośniętego kota ugięły się, opuszczając jego cielsko niżej. Tak, aby szczęki pajęczaka nie dosięgnęły jego karku. Przy okazji szybkim ruchem wyciągnął jedną z łap do przodu, a ta fortunnie, bądź i nie znalazła się pod pajęczym cielskiem już na wstępie usiłując zahaczyć pazurami o spodnią powierzchnię ciała i rozorać ją, możliwie na jak największej powierzchni. Zaraz po tym szybko przesunął się gdzieś na bok, a ‒ co dziwne ‒ puszysty ogon już automatycznie przywarł do jednej z tylnych łap, owijając się wokół niej w miarę możliwości. Nie ma, kurwa, takiego gryzienia.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Sob Maj 11, 2013 10:45 am

Bestyjka jakoś nie paliła się do ryków czy pisków spowodowanych bólem, zadanym jej przez Takanoriego, który tak na dobrą sprawę zaledwie ją drasnął. Rzecz jasna, nie odzywała się z powodu niedoinformowania narratorki na temat dźwięków wydawanych przez pajęczaków. Ma ona bowiem jedynie świadomość, że ślimaki podczas zalewania benzyną i palenia przeraźliwie głośno skwierczą, a i nawet zwyczajnie piszczą. Wkurwiająco do tego.
I choć siła, z jaką pajęczak posłał Monstrum na ścianę, była ogromna, tknął ją jedynie koniuszkiem ogona, jak gdyby miał jakiegoś durnego farta, bo, w gruncie rzeczy, jego sposób gówno dał, a prędkość "jazdy" po podłodze nie zmniejszała się właśnie do momentu, w którym mógłby pomyśleć, że zaraz potłucze sobie dupsko i nie tylko. Z kolei pseudoowadowi udało się zaledwie wyskubać nieco futra z masywnego karku dwumetrowego zwierza. Nie pożuł sobie go jednak zbyt długo, gdyż już po zaledwie kilku sekundach gęba znów otwarła się, a z gardzieli wyrwało się coś na rodzaj syku. I nie, nie wiem, czy pająki tak robią. Ten potrafi. A i nie tylko do tego był zdolny, bo gdy tylko przezroczysta posoka trysnęła z głowotułowia, a wraz z nią wydostało się z niego kilka losowych ludzkich kończyn i głów, rana z wolna zaczęła zasklepiać się sama. Z kolei samo cudaczne zwierzę silnie trąciło odnóżem pysk tygrysopodobnego Monstrum, zmuszając go tym samym co najmniej do utraty równowagi, bądź nawet upadku, nie mówiąc już nawet o odwróceniu łba. Zrobił to raczej, by zyskać na czasie, przy okazji wbijając coś, co spokojnie można by nazwać kłem jadowym, czy czym tam jeszcze, w bok kociska, rozrywając zadawaną właśnie ranę wolną kończyną.
Nie trwał jednak w uścisku zbyt długo, gdyż już po chwili pajęczakowe "brzyszysko" niemal się zagoiło, a wtedy potwór wycofał się nieco, drastycznie tracąc na prędkości. Pomimo szybkiego procesu gojenia, ból zostawał, znacznie osłabiając paskudę. Z drugiej strony, jad znajdujący się już w żyłach kotowatego miał służyć podobnie, a mianowicie - osłabić go, jak tylko się dało. Mógł, czy raczej musiał poczuć, jak ciężko było poruszać mu teraz kończynami i zadawać ciosy, czy chociażby postawić krok naprzód. Nawet z podniesieniem się z ziemi powinien mieć problemy. Na domiar złego, tułów obrzydliwie mocno krwawił. Jakby miał być unieszkodliwiony na zawsze, a następnie pożarty.
Ejmen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Sob Maj 11, 2013 12:02 pm

Ślepia drapieżnika zmrużyły się, gdy ‒ ku swojemu niezadowoleniu ‒ zaobserwował, że zadana rana zasklepia się. Zaklął w myślach, uznając taką kolej rzeczy za kompletnie nieuczciwą. Przez moment wydawało mu się, że istniała szansa, że walka z pająkiem, niczym nie będzie różniła się od walki z wiatrakami. Zresztą tkwił w czyimś chorym śnie, a sam jego twórca najwyraźniej uznał, że ogromny przeciwnik koniecznie musiał stać się niepokonany, dla dodania grozy światu, który wykreował. Niemniej jednak Takanori należał do osób, które pomimo swojego pesymistycznego podejścia, nie zamierzały poddawać się bez walki. Nawet marna szansa była jakąkolwiek szansą, prawda?
TRZASK.
Kocur zachwiał się, w ostatnim momencie ustawiając jedną z łap tak, by nie przewalić się na bok, jednakże całe to działanie okazało się być bezskuteczne, gdy bestia wgryzła się w jego bok. W pierwszej chwili nawet zapierał się, byleby tylko nie pozwolić pajęczakowi na przyszpilenie go do podłoża, jednakże ból, który przeszył jego rozszarpywany właśnie bok odbieram mu motywację. Mięśnie na moment rozluźniły się, a to w niewielkim stopniu uśmierzyło odczuwane cierpienie. Zęby zacisnęły się, jakby przynajmniej ludzka świadomość chciała, żeby nie zdradzał swojego kiepskiego położenia. Zresztą celem było tu przeżyć. Można powiedzieć, że miał sporo szczęścia, gdy włochaty potwór zaczął powoli się oddalać. Szare ślepia, których spojrzenie w tym momencie wydawało się być odrobinę nieobecne, zauważyły, że przeciwnik staje się coraz mniej żwawy. Zatem wcześniejszy atak coś dał? Wszystko na to wskazywało. Problem stanowiło jedynie to, że nie czuł się na siłach, by się podnieść, choć i tak musiał to zrobić. Zajęłoby mu to jednak tyle czasu, że stawonóg zdążyłby wrócić i go dobić. Chyba, że...
Światło zgasło. Ciemność była o tyle przytłaczająca, że mogłoby się wydawać, że cały świat dookoła zniknął, pozostawiając po sobie jedynie pustkę. Nastała tak nagle, że cudze zmysły zawsze miały problem z szybkim dostosowaniem się do podobnych warunków. Za to wzrok na pewno nie miał prawa się do niej przyzwyczaić. Nie cudzy. Kitsune dla odmiany czuł się, jak ryba w wodzie, podczas, gdy inni błądzili, daremnie szukając jakiegoś źródła światła lub czegoś, co pozwoliłoby im na zorientowanie się, gdzie aktualnie się znajdują. Może dodatkowe wyczerpywanie swoich sił nie było najlepszym pomysłem, jednakże póki co był w stanie jeszcze się utrzymać. Jad dopiero zaczynał działać, więc musiał, jak najszybciej zrobić to, co zamierzał. Mozolnie i z dużym trudem zaczął podnosić się z ziemi. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że udało mu się stanąć na równych łapach. Te uginały się, jak gdyby ciężar tułowia nagle stał się dla nich zbyt wielki. Niemniej jednak samym postępem było to, że wstał. Teraz wystarczyło jedynie pokonać odległość, która dzieliła go od stworzenia. Najpierw odsunął się powoli na bok, gdyby bestii przyszło na myśl wrócić poprzednią trasą, choć istniała marna szansa na to, że rzeczona mogła zdawać sobie sprawę z tego, iż sprzątnięcie jej wszystkiego z pola widzenia było sprawką srebrnookiego monstrum. To z kolei w ciszy zbliżało się do pająka, z każdym stawianym krokiem starając się nie upaść na ziemię. Długi ogon, teraz nieco obolały, starał się pomagać w utrzymaniu równowagi, co chwila przechylając się w odpowiednią stronę. Sam Nishimura był już o tyle wkurwiony tym, że potwór jeszcze się ruszał, że naprawdę był w stanie wykorzystać ostatnie resztki sił, byleby tylko mieć świadomość, że padnie szybciej od niego i tym razem już na nic zda się jej przydatna umiejętność regeneracji. Podejście paskudztwa od tyłu wydawało się być najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Musiał tylko znaleźć odpowiedni punkt... Podejrzewał, że wcześniej atakowany głowotułów był idealny. Toteż właśnie on stał się celem silnych pazurów, choć samo uniesienie łapy było problematyczne, gdy miało się wrażenie, że za moment może stracić się równowagę. Zębami usiłował zaczepić się o jedno z tylnych odnóży stworzenia, w pobliżu tułowia, co poniekąd mogło stanowić podporę, gdy w miarę możliwości celował uzbrojonym łapskiem w przepełniony bebech stawonoga.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Sob Maj 11, 2013 2:06 pm

Nie powinien. Nie mógł. Nie było takiej możliwości. Gdyby zwykłe zwierzęta, czy chociaż organizmy trochę je przypominające, miały jakikolwiek rozum i kierowały się czymś innym, niż tylko, i tak już nieźle pierdolniętym, instynktem samozachowawczym, potwór nie utraciłby czujności nawet na chwilę, skoro istniało podejrzenie, że chłopak, czy może raczej kot, znów stawi mu czoła i będzie miał jakiekolwiek szanse na wygraną. Rzeczywistość znów płatała mu figle i odkryła jego myśli, co w sumie nie było aż tak trudne, biorąc pod uwagę ich prostotę. Nie był zbyt rozgarnięty, tak więc wszystko poszło gładko, a mrok ogarniający wielką salę dał Monstrum nadzieję na wygraną. Pajęczak zaś próbował ze wszystkich sił pozbierać się do kupy i jakoś uciec.
A choć łapsko Noriego dawało dosłownie gówno w postaci rozczłonkowanego ścierwa, i to do tego niejednej osoby. Do reszty już rozprute Chucherko, bo tak zwał się pseudoowadzik, nie potrzebowało ostatniej posługi, gdyż samo wykonało ją, i to nie dla siebie. Bestia wpadła na najbliższą ścianę, obalając ją, a tym samym kończąc swój krótki żywot paskudy. Z dwojga złego lepiej umrzeć tak, niż przez nadejście dnia. Z kolei Nishimura, chcąc nie chcąc zmuszony był znowu ruszyć się z miejsca i, wymijając swojego martwego już przeciwnika wraz z jego nietypowo zwróconym posiłkiem, przejść przez kolejny korytarz, który tym razem, niczym wyrozumiały osobnik z uczuciami, dał mu trochę czasu na przejście go. Był o wiele krótszy od poprzedniego, a i przejście go zeszło Szałowi dość szybko, bowiem już po niecałej minucie drogi dostrzegł starą, otwartą na oścież bramę, po której pięły się mocne, grube łodygi, dające życie pięknym, aczkolwiek nieco cudacznym kwiatom w najróżniejszych kolorach. Mógł wyczuć doskonale znany mu zapach, jak i również usłyszeć głos, którego brzmienie docierało do jego uszu aż za często, jak na jego gust. Ton, z jakim irytujące dziewczę wyrzucało z siebie żale, nie był jednak tak fałszywy, jak poprzednie wyrazy uwielbienia. Dwubarwne oczy zaś nie wydawały się puste, bez wyrazu.
- Mou... moooou... obudź się. No wstawaj! - Wrzaski niosły się po całym kwiatowym ogrodzie, do którego trafił. I choć panująca w nim woń powinna być czymś przyjemnym i delikatnym, do nozdrzy młodzieńca mogła dotrzeć jedynie woń świeżo upuszczonej krwi. - Wstawaj... Wilczku, wstawaj! - To nie było realne. Nawet nie do końca na takie nie wyglądało. Lecz jednak przyszło do niego to, czego nie chciał. Trafił do jej głowy, czy mu się to podobało, czy nie. Opcja druga tutaj była pewnikiem. Chociaż... nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Przecież mogła coś zrobić w tej sytuacji.
Poszczęściło mu się, gdy wyczuła jego obecność, czy może raczej usłyszała stawiane przez niego kroki, które były o wiele cięższe, niż przed chwilką. Coraz mniej i mniej siły. Obejmowany przez nią martwy brat został powoli ułożony na ziemi, gdy Księżniczka podnosiła się z miejsca i wsuwała w jego dłonie bukiecik białych kwiatów. Ubabrana krwią sukienka, która również odznaczała się kolorem symbolizującym czystość, zafurkotała, gdy biegła w stronę Kitsune, rzucając się na jego kark. Jakby nie wiedziała, że to mu tylko zaszkodzi.
- Takanori-sama... - wyjęczała, przygryzając dolną wargę. Z trudem powstrzymywała kolejne potoki łez, oderwawszy się już od niego. - ...p-przepraszam. To taki straszny nietakt z mojej strony!
Jakby to było pierwsze, czym powinnaś się teraz przejmować, pacanko.
- Szefie... Szef musi iść ze mną. Znaczy... nie zmuszam Szefa, ale chcę Szefowi pomóc, bo... b-bo... - nie mógł już niczego zrozumieć. Nikt nie mógł. Jej słowa zamieniły się w rozpaczliwy bełkot, gdy ukryła twarz w dłoniach i powolnym krokiem ruszyła w kierunku parterowego domku. Nie przypominał on jej realnego domu w nawet najmniejszym stopniu. Mimo wszystko, nie było wątpliwości, że był on własnością zarówno owej Nocnej Mary, jak i Gilberta, który skończył, jak skończył, będąc okrytym kwiatowymi płatkami.
Lepiej byłoby, gdyby nawet o niego nie pytał.
- Gdzie się Szef tak urządził, Szefie? I, co ważniejsze... co Pan tu robi? Nie powinno tu Pana być. To nie Pana świat. Jest Pan przecież prawdziwy, prawda? - Potok pytań chciał rwać się jeszcze dłużej, aczkolwiek jej aktualne zajęcie, jakim było poszukiwanie opatrunków po szafkach, nie pozwalało mu na dzielenie się sobą ze światem. - Powinien się Pan gdzieś położyć, Szefie. I niech Szef uważa z tą raną. I... i... naprawdę nie rozumiem, skąd się Pan tu w ogóle wziął.
Jeszcze raz rozejrzała się po przytulnym wnętrzu. Zlustrowała kolejno wszystkie szafki i komody, wykonane z jabłonkowego drewna. I choć wszelkie niezbędne jej rzeczy tkwiły już w jej dłoniach, w ozdobnym pudełeczku, sprawiała wrażenie, jak gdyby nadal się za czymś rozglądała. Jej wzrok wylądował w końcu na jednej z ogromnych szaf, z której pospiesznie wyjęła kilka kocy, którymi usłała kremową sofę, następnie wskazując ją Monstrum. Zbyt wielkiego wyboru nie miał, a ułożenie się na kanapie było teraz dla niego najwygodniejsze. W każdym tego słowa znaczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Sob Maj 11, 2013 7:28 pm

Cel został osiągnięty. Nieważne, że jego ingerencja w to była marna. Liczył się efekt, czyli w tym wypadku pozbycie się przeszkody, jaką był wielki pająk. Takanori nie zamierzał przeszkadzać stworzeniu w ucieczce, wierząc, że nie zostało mu już wiele czasu. Miłym zaskoczeniem stał się fakt, że stawonóg sam postanowił ukrócić swoje męki, możliwe nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że pędzi wprost na przeszkodę. Szare ślepia z wyraźnym zmęczeniem przyglądały się ostatnim chwilom przeciwnika, a już po chwili na miejscu wielkiego kota znów pojawił się ciemnowłosy chłopak. Ciemność rozstąpiła się w mig, jak na pstryknięcie palcami. Na ten moment nie wydawała się już być potrzebna, choć Kitsune przezornie rozejrzał się jeszcze po zmasakrowanym otoczeniu i wreszcie ruszył w stronę korytarza, nie mając zielonego pojęcia dokąd ów miał go zaprowadzić. Poruszanie się było dla niego naprawdę uciążliwe. Każdy stawiany przed siebie krok sprawiał, że zraniony bok odzywał się rwącym bólem. Monstrum mimowolnie przytknęło rękę do miejsca rany, czując pod palcami ciepło krwi, którą zdążyła przesiąknąć jego bluza. Nie wspominając już o tym, że nogi miał, jak z waty i w gruncie rzeczy dawno nie miał takiej ochoty ułożyć się w miękkiej pościeli i zasnąć, choć jednocześnie zaczynał mieć dość snów. A mawiano, że ten świat jest wolny od cierpienia... Więc jakim cudem mógł odczuwać je z równą siłą, co na jawie?
Wydawało mu się, że nic gorszego nie może do spotkać. W pierwszy odruchu miejsce, do którego trafił wyglądało na całkiem spokojne i w miarę bezpieczne. Nic nie wskazywało na to, by coś za moment miało wyskoczyć zza rogu i próbować pożreć go na śniadanie, ale mimo to po upływie kilku sekund i tak znalazł się pewien niepokojący detal, który sprawił, że Nishimura zatrzymał się gwałtownie i już w pierwszym odruchu miał ochotę odwrócić się i odejść. Ten głos... Żuchwa poruszyła się lekko, gdy niezależnie od swojej woli zazgrzytał zębami, rozdrażniony tym, że znów musi znosić obecność dziewczęcia. Tym razem w spanikowanej wersji. Wykrzykującej coś do...
„(...) Wilczku...”
Szybko odszukał wzrokiem źródło dźwięku, jednakże to nie na nim skupił swoje spojrzenie. To zatrzymało się na kimś innym. Kimś, kto nie krzyczał, nie ruszał się i nawet... nie oddychał. Kimś, kto zdecydowanie nie powinien znajdować się w tym położeniu. Kimś, kto zawsze mówił, że da sobie radę, bo nie tak łatwo się go pozbyć, przekonany o tym do tego stopnia, że nawet ciemnowłosy skłaniał się ku temu, by uwierzyć, że to prawda. Na Gilbercie. W tej jednej chwili Takanori nawet się nie poruszył, choć w środku narastała w nim chęć wyciągnięcia broni i wpakowania kulki w błękitny łeb Mio, jakby to ona była główną przyczyną tego, że czarnowłosy tak skończył.
To tylko sen...
Ale za to, jak prawdziwy. Kąciki warg drgnęły, ostatecznie sprawiając, że usta młodzieńca ściągnęły się w wąską linię. W czasie, gdy w pełni skupiał się na martwym ciele, nie zarejestrował nawet tego, że Nocna Mara zaczęła zbliżać się do niego. Dopiero, gdy uczuł ciężar na swoim karku, zerknął z ukosa na Amasakawę, która najwyraźniej zapomniała o tym, że nie miała prawa się do niego kleić. To już drugi raz.
Nie dotykaj mnie ― wymruczał pod nosem, zapierając się przedramieniem, byleby tylko zmusić niebieskowłosą do odsunięcia się na stosowną odległość. Naprawdę chciał, żeby to wszystko już się skończyło. Był już wystarczająco popierdolony, a teraz musiał jeszcze znosić TO. mogła szukać pocieszenia u kogoś innego. I co tam jęczała...? Że chciała mu pomóc? A potrafiła? Z tego, co widział z pomocą Wilkowi nie poradziła sobie najlepiej. Nawet, jeżeli ten tutaj mógł nie być prawdziwy. Ściągnął brwi, szacując jakie były szanse na to, że Salvatore znalazł się w podobnym położeniu, co on, ale trudno było to wywnioskować, skoro nie miał pojęcia, jakie kryteria należało spełniać, by trafić do cudzego snu. Powiódł spojrzeniem za Marą, ale z początku nie ruszył się z miejsca. Zerknął jeszcze z ukosa na truchło, mimowolnie zaciskając zęby i wreszcie udał się w stronę domu z wyraźnym ociąganiem. Wyczulone zmysły miały swój plus, bo nawet nie będąc w środku, słyszał głos dziewczęcia, jednak dopiero, gdy przekroczył próg i potraktował ją chłodnym spojrzeniem, postanowił udzielić jej odpowiedzi, choć sam wyraz jego twarzy informował ją, że stwierdzała rzeczy oczywiste: ― To bez znaczenia. Nie wiem, co tu robię. Po prostu jestem... Chociaż, gdybym miał wybór już dawno, by mnie to nie było. I tak. Na to wygląda ― wychrypiał. Pomimo tego, że starał się, by jego głos brzmiał w miarę zwyczajnie. Ten tracił na sile wraz z każdym wypowiadanym słowem.
Zaraz powiódł niechętnym spojrzeniem w stronę wskazanego mebla. Nie był przekonany co do tego, że powinien pozwalać sobie na odpoczynek. Nie po tym, co zobaczył. Z drugiej jednak strony o wiele lepiej było skorzystać z pomocy, gdy miał ku temu okazję. Tym bardziej, że nie byłby nic winien komuś, kto miał obowiązek dbać o to, by było mu jak najlepiej. Jakkolwiek to brzmiało. Co prawda zwykle wolał zdawać się na swoje własne możliwości. Jednak teraz...
To tylko sen, przypomniał sobie i podszedł do sofy, jednakże zaledwie na niej usiadł, dopiero teraz ostrożnie podwijając bluzę i podkoszulek do góry, by móc ocenić w jakim stanie znajdowało się poranione miejsce. Zaklął w myślach, marszcząc delikatnie nos i uniósł wzrok na Mio.
Pospiesz się z tym.
Była to zgoda na to, by się nim zajęła. To już coś, bo na prośbę o to na pewno nie mogła liczyć.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Sob Maj 11, 2013 8:57 pm

Wpatrywała się wciąż w przymknięte, dwubarwne ślepia, nie mogąc wyzbyć się całego tego obrazu, przedstawiającego scenę, jaka miała miejsce zaledwie chwilę temu. Dłonie trzęsły się, a oczy nie mogły uwierzyć. Umysł zaś starał się za wszelką cenę wyrzucić z siebie wspomnienia, których nie przyjmował do wiadomości.
- Tak strasznie przepraszam, Wilczku... - zaczęła nagle, gładząc chłodny policzek wierzchem dłoni - ...nie mogłam nic zrobić. To... to... tak nagle i... i Drozd...
Nie było tu czasu na łzy. Choćby dlatego, że dostała kiedyś wyraźny zakaz na pozwalanie im wydostawać się na światło, czy to dzienne, czy też nie. Na ciemność również. Przypomniała sobie o tym jednak dopiero w momencie, w którym Nishimura nakazał jej się odsunąć.
- Pan wybaczy, Szefie. - Skłoniła się jeszcze lekko, zaraz zaczynając wędrówkę ku domkowi. W nim z kolei natknęła się jeszcze na kilka stłuczonych naczyń, ale są one jedynie zapychaczem postowym, żeby nie było wypowiedzi pod wypowiedzią, chociaż i tak nie będzie, skoro muszę napisać jeszcze, że na jego kolejne słowa pokiwała tylko głową, odwracając się w jego stronę a następnie... no, to już za chwilę w programie: okurwaSzefsięrozbieracykajciefotkiwrzucajcienafejsbuczkaoborzeedojdęaaa.
- Sz... Szefie... - Wyśniona jęknęła żałośnie, spoglądając na jego poczynania, rumieniąc się, jakby co najmniej się przy niej obnażał. W gruncie rzeczy robił to, ale nie chodziło tu o odkrywanie akurat TYCH części ciała. Przecież... co jest takiego w klacie Noriego? No, jak ładnie zrymowałam. A nawet mam odpowiedź: nie ma niczego i nie brak wszystkiego. I choć teorię tę wyznawała całym serduszkiem, a przynajmniej oczyma, zaraz opamiętała się i przycupnęła przed Monstrum, przysuwając twarz do poranionego brzucha. - Szef ma szczęście, że trafił Szef na mnie. Sny osób w okolicy byłyby o wiele mniej dobrym rozwiązaniem. - Brzmiało, jak gdyby wyśnieni ludkowie mogli sobie wędrować po cudzych snach. W sumie, w jej przypadku nie byłoby to niczym dziwnym. Nie było jednak czasu na tego typu zagwozdki, gdy dziewczyna wyciągnęła z apteczki coś, co okazało się szczepionkopodobnym chujstwem, gdy tylko wypełniła nim strzykawkę.
- Przepraszam, że znowu pozwolę sobie Pana dotknąć. Ale z tego, co widzę, to będzie niezbędne, żeby mógł Pan szybko odzyskać siły. - Rzuciła, jakby bez przekonania, by zaraz pochwycić w dłoń jego nadgarstek i, przyciągnąwszy go do siebie, wycelować igłą w żyłę. Rączka poszła w ruch. Takanori nawet nie poczuł ukłucia, a "opustoszałe narzędzie zbrodni" wylądowało gdzieś obok niego. W tym samym momencie został oswobodzony z leciutkiego uścisku, gdyż dłonie Amasakawy zajęły się głównym problemem, jaki ich kłopotał. - Ugh... - stęknęła, chwytając za coś przypominającego te paskudne buteleczki ze środkami dezynfekcyjnymi. Jeśli takie były jego podejrzenia względem tajemniczego opakowania - nie mylił się. Już po chwili mógł czuć silne szczypanie, choć jednocześnie kontrolowanie swojego ciała przestawało sprawiać mu trudność. - ...gdyby był Pan stąd, poszłoby łatwiej.
Mruczała jeszcze coś pod nosem, samej delikatnie zadzierając w górę jego odzienie, jednocześnie w sprawnym tempie owijając go bandażami. Robiła z jego brzucha mumię, ale sam się o to prosił.
- Skończone, Szefie. Potrzebuje Szef czegoś jeszcze, Szefie?
Twojej zguby?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Sob Maj 11, 2013 10:30 pm

Nawet, jeżeli nie miał najmniejszej ochoty wysłuchiwać jej lamentów, te i tak docierały do jego uszu. Te urywane słowa były pozbawione sensu, ale same w sobie też zawierały jakieś klucze, pozwalające na stwierdzenie tego, kto był zamieszany w całą tę akcję. Co z tego, że wszystko było zaledwie urojeniem księżniczki, która prawdopodobnie poddała się swojemu księciu? Gdy chodzi o priorytety, łatwo zrazić nam się do czegoś lub kogoś za sprawą błahostek. On odnajdował tylko kolejny, żywy cel, którego należało się pozbyć. Tak na wszelki wypadek, gdyby w rzeczywistości miało dość do czegoś podobnego.
Nie uśmiechało mu się ani trochę, że musiał tu siedzieć, będąc na ten czas zdany na łaskę kogoś, kto rumienił się, jak cnotka, dla której każdy obnażony skrawek ciała miał w sobie seksualny podtekst. Takanori z powątpiewaniem przyjrzał się Mio i pokręcił głową z wyraźną dezaprobatą. Do cholery, była medykiem... Chyba mu nie powie, że przyjmując pacjentów traciła rezon? Jeżeli tak, to cieszył się, że na jawie ani razu nie skierował się do niej. Dobrze, że to zmieszanie nie trwało długo, choć już prawie skłonił się ku temu, by poradzić sobie z tym osobiście. Wystarczyło dać mu wszystkie potrzebne rzeczy.
Mhh, ta. To rzeczywiście szczęście ― odparł bez przekonania. Z drugiej strony, skoro miał możliwość kuracji nie miał na co narzekać. Szkopuł tkwił jednak gdzie indziej... ― Wolałbym wiedzieć, jak to możliwe, że w ogóle oderwałem się od rzeczywistości. Sugerujesz, że to, że ktoś podróżuje sobie po cudzych snach, choć normalnie nie ma takiej możliwości, jest na porządku dziennym? ― uniósł brwi. A może to po prostu on ubzdurał sobie, że trafił do cudzego snu? Poruszył ledwo widocznie głową, jakby sam chciał zaprzeczyć własnym myślom. ― Po prostu zrób, co masz zrobić ― rzucił, z trudem tłumiąc prychnięcie. Miała działać, a nie gadać. On z kolei był w stanie pozwolić sobie na wszystkie udzielane mu zabiegi. Przez jakiś czas nawet przyglądał się temu, co robiła, ale szybko znudził się, zwracając wzrok ku drzwiom. Przez cały czas wydawał się być nieporuszony tym wszystkim. Raz tylko mimowolnie zacisnął palce na sofie, gdy obmywana rana zapiekła.
I wreszcie skończyła...
Na pytanie odpowiedział krótkim skinieniem głowy. Milczał jednak przez chwilę, wciąż nie racząc Wyśnionej Księżniczki nawet spojrzeniem, które być może wyjaśniło jej, czego oczekiwał.
Słyszałem, że sny obrazują nasze pragnienia... ― odezwał się wreszcie. W tonie jego głosu było coś, co sprawiało, że wypowiedziane słowa były niczym niewidzialne igły, którymi starał się wycelować w Amasakawę. A co z odzwierciedlaniem naszych obaw w krainie Morfeusza? Nie zapomniał o tym, ale na tę chwilę nie był w stanie przyjąć do świadomości, że mogło być inaczej, skoro wcześniej wspomniała o kimś, kto prawdopodobnie zajmował pierwsze miejsce na jej liście. Możliwie, że był na tyle ważny, że za sprawą jego prośby czy rozkazu sama byłaby w stanie zrobić... to. Rzecz jasna, wszystko było jedynie przypuszczeniem, co nie zmieniło faktu, że w niebezpośredni sposób przekazał jej tyle, co: „Zabiłaś go”.
„I co z tego?”
Kocie ślepia zaprzestały wpatrywania się w drzwi na rzecz przeniesienia wzroku na twarz niebieskowłosej. Było to właśnie takie spojrzenie, za sprawą którego arktyczny chłód był niemalże wyczuwalne na skórze. Jedna z rąk wyciągnęła się w kierunku Nocnej Mary, a jej wierzch najpierw musnął policzek dziewczęcia w fałszywie uspokajającym geście. Takie były najgorsze. Wystarczył ułamek sekundy, a palce ujęły szyję Mio, powoli zaciskając się na niej. Niemniej jednak w samym geście było tyle pewności, że nie było wątpliwości co do tego, że nic nie stało mu na przeszkodzie, by wykończyć ją tu i teraz. Zresztą, nie była już potrzebna. Stała się bezużyteczna w momencie, gdy ze ślepą chęcią niesienia pomocy, udzieliła mu jej, nie mając pojęcia w co się pakuje. Nigdy nie oddawaj duszy w posiadanie skurwieli. Zaraz do nieprzyjemnego uścisku doszły także lekkie ukłucia na skórze, które z każdą sekundą stawały się coraz mocniej wyczuwalne. Jeżeli ktoś jeszcze miał jakieś wątpliwości ‒ tak, zamierzał podziurawić jej gardło. Może nawet później patrzeć jeszcze, jak dławi się własną krwią. Choć ruszenie dalej wydawało się być lepszym rozwiązaniem.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Sob Maj 11, 2013 11:26 pm

Pokręciła jedynie głową, gdy spytał o normalność takiego zjawiska. Nigdy wcześniej nie spotkała się z czymś takim zarówno w życiu sennym, jak i sama nie trafiła do takiego świata "na trzeźwo". Chyba zwyczajnie nie było jej to dane.
- Najczęściej. Chociaż mnie się dzisiaj nie poszczęściło. Chętnie bym się już obudziła i... - momentalnie zwróciła się w kierunku okna, zza którego dostrzegała wilczą kitę. - Zobaczyłabym, że po prostu żyje.
Najwyraźniej nie mógł tego dosłyszeć. Nie mógł dosłyszeć czegoś, czego nie mówiła, acz było to oczywiste. "To nie ja!", wrzeszczały jej słowa, "przecież to mój brat!". Samo dziewczę nie miało pojęcia, iż sprawy będą mogły przybrać tak niekorzystny dla niej samej obrót. Wiadomym jednak było, że podejrzenia nadejdą wraz z chwilą, w której jej twarz spotkała się z dotykiem jego dłoni, która nie była zwinięta w pięść, a sam dotyk wydawał się być kojący. Nie zdążyła jednak pomyśleć: a, pewnie nawet Szef miewa dobre dni! Dłoń chłopaka była zbyt szybka, a jego spojrzenie zbyt przerażające. Przeszywało jej kości i ściskało gardło, powodując, że uwięzły w nim wszystkie słowa, które chciała z siebie wyrzucić. Miast tego wypluła tylko bezgłośne:
- Takanori-sama...
By zaraz rozpaść się na tysiące kawałków i dosłownie wyparować. Powoli zanikało wszystko, począwszy od Gilberta, poprzez potłuczone wazony i talerze, różane krzewy, kończąc na podłożu. Tym razem nie zdołał więc zbiec bezdennej otchłani, która pochłonęła go całego, nie dezorientując go już ciemnością. Oślepiające światło na pewno nie należało do rzeczy, które ktokolwiek chciałby napotkać. A już na pewno, jeśli po nim miałby się mu ukazać jeszcze gorszy widok.
Wylądował na własnych pośladkach, wyglądając, jakby dosłownie zawisnął w powietrzu. Nie było twardo, a i można by nawet uznać, że wszystko zakończyło się w miarę przyjemnie, w porównaniu z tego typu lotami w przeszłości i przyszłości. Szkoda tylko, że wszystko to wydarzyło się z inicjatywy błękitnowłosego dziecka, które uśmiechało się uroczo do młodziana.
- Szefie, Szefie~! - Zawołała dziewczynka zdecydowanie przesłodzonym głosikiem, który brzmiał wręcz sztucznie, będąc jednocześnie o wiele wyższym od głosu Amasakawy. Sądząc jednak po rysach twarzy, sposobie mówienia i wszystkim innym... - Spierdoliłeś, Szefie~.
...to to na pewno nie była ona.
- Rozumiem, że zabijasz każdego, kto nie ma wobec Ciebie i innych żadnych złych zamiarów, a tych, którzy tylko czekają, żeby wbić Ci nóż w plecy, wręcz zapraszasz do roboty, dając im świetną okazję? - Syk na pewno średnio pasował do zadowolonego tonu kopii Mio, aczkolwiek kto powiedział, że musi? Tak już to wyszło i tak najwyraźniej wyjść miało i musiało. Klon ziewnął przeciągle i bez wahania podszedł bliżej Monstrum, by, gdy już znalazł się dostatecznie blisko, pstryknąć go nieco boleśnie w czoło. - Och, nio wieś cio, Takusiuu? Jak mozieś być taki okluuutnyyy~? NO BŁAGAM. Skończony idiota z Ciebie. Masz cel pod nosem, a go nie atakujesz. Widzisz, że coś jest nie tak, ale z Twojej strony zero reakcji. Ty w ogóle masz mózg? Sztuczna inteligencja funkcjonuje lepiej. Ona już dawno zauważyłaby, kto robi tu za klucz. - Parsknęła głośnym, a jednocześnie nieco szaleńczym śmiechem, wciskając dłonie do kieszeni spodenek. Wpatrywała się w niego spod przymrużonych powiek. Nie zamierzała nawet atakować. Była pewna, że się podda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Nie Maj 12, 2013 7:42 am

Nawet, jeżeli pozbycie się twórcy snu nie należało do najlepszych pomysłów i nawet, jeśli wszystko wskazywało na to, że wina nie leżała po jej stronie ‒ istniało wiele powodów, dla których osobiście chciał jej jej pozbyć. Chociażby dla świętego spokoju. Może podświadomie spodziewał się nawet tego, że wszystko dookoła zniknie, jednakże wcześniej nie wyglądało to w ten sposób. To tylko uświadamiało mu, że się nie udało. I co teraz? Na zawsze miał pozostać w odmętach... niczego? I skoro trafił do snu, dlaczego nie mógł to być jego własny sen? Prezentowałby się znacznie gorzej, istniałoby większe prawdopodobieństwo na to, że ktoś będzie próbował go ukatrupić, ale mimo to byłby to JEGO sen, nad którym poniekąd mógłby panować. Przynajmniej wierzył, że to możliwe, jeżeli powodem zamieszania byłaby tylko jego wyobraźnia. Teraz mógł jedynie bezskutecznie próbować wykreować własną rzeczywistość, by zapełnić czymś pustkę dookoła, ale to nie był jego świat...
... dlatego światło, które oślepiło go po niedługim upływie czasu na pewno nie było jego dziełem. Mimowolnie zmrużył oczy, podkulając jedno z kolan pod klatkę piersiową, gdy wylądował na bezkształtnym podłożu. Przygotowywał się nawet do podniesienia się z ziemi, starając się przy tym zignorować pobolewający bok. Gdy nagle zastygł w bezruchu, gdy jego oczom ukazała się Amasakawa, którą przed momentem próbował wykończyć. Aczkolwiek... to nie do końca była ona. Właściwie oprócz wyglądu nie było w niej nic, co przypominałoby tamtą Mio. Pewnie w tym momencie powinien poczuć się winny z powodu tego, co zrobił, jednakże sumienie wolał mieć czyste, czyli nieużywane.
„Spierdoliłeś, Szefie.”
No jasne ‒ nie zdążyłem. Co za szkoda.
Zlustrował ją nieprzejętym spojrzeniem od głowy do stóp, właściwie nic nie robiąc sobie z obelg, którymi go raczyła. Bełkot dziecka. To nie wiedziała, że w snach wszystko może być na tyle z modyfikowane, że pozostaje nam jedynie świadomość tego, że mimo tego, że coś jest nie tak, mamy do czynienia ze znajomą nam osobą? Najwidoczniej nie. Z trudem to przyznawał, ale odmieniona Mara była o wiele bardziej irytująca od pierwotnej wersji. Zapewne dlatego, że pozwalała sobie na za wiele. Nishimura nie odezwał się, a gdy zbliżyła rękę, cofnął głowę, a jego górna warga drgnęła ledwo zauważalnie, jakby zaraz miała unieść się do góry i odsłonić przydługie kły, które już za chwilę mogła boleśnie poczuć na swojej niesfornej kończynie. Niemniej jednak Kitsune miał w sobie więcej z człowieka, niż z kota, więc zdołał pohamować instynktowy odruch obronny dzikiego zwierzęcia, które nie chciało być dotykane, bo... Bo nie.
Nawet ona zauważyłaby już, że ma przejebane.Ale ty nie jesteś nią, dodał w myślach. Wraz ze słowami, które opuściły jego usta, wysunął nogę do przodu, chcąc przynajmniej na moment zakleszczyć ją w ‒ pewnie niezbyt silnym na jej super-możliwości ‒ uścisku, jednakże to zawsze mogło dać mu trochę czasu, bowiem próba wyrwania się mogła zakończyć się dla niebieskowłosej upadkiem. Już automatycznie, jakby był to po prostu odruch bezwarunkowy, błyskawicznym ruchem sięgnął za siebie i zacisnął palce na rękojeści rewolweru, który sprawnie wysunął z kabury, odbezpieczając go. Gdy lufa skierowana była ku odpowiedniemu celowi, padły trzy strzały, jakby nawet Takanori sądził, że jeden to mimo wszystko za mało. Pierwszy z nich mierzył w głowę dziewczęcia, drugi w klatkę piersiową, mniej więcej w okolicę, gdzie znajdowało się serce, zaś trzeci wycelowany został w brzuch. Pytaniem było to, czy to w ogóle coś da. Miał szczerą nadzieję, że Mio, która w gruncie rzeczy i tak nią nie była, zdechnie na jego oczach. A skoro była kluczem... Czemu miał rezygnować z próby zrobienia wszystkiego, by ją wykończyć?

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jester
Joker

avatar

Dołączył : 02/05/2013
Liczba postów : 54
Godność : Hajime Yoshiyuki Kurosawa
Wiek : 523, zaś z wyglądu ok. 19~.
Rasa : ...clown. Znaczy, Błazen.
Orientacja : Biseksualny, khm.
Wzrost i waga : 176cm/56kg
Partner : ...;-;
Pan/Sługa : Czcigodnazajebistanajpiękniejsza Shetani, czy coś. / Momoiro~
Znaki szczególne : Dwukolorowe ślepka (lewe zielone, prawe błękitne); karminowe pasemko na grzywce; kilka dziurek w uszach (L: 3, P: 4); kobra w gaciach~.
Aktualny wygląd : Teruv: Krótkie, beżowe bojówki i czarna koszulka na krótki rękaw z nadrukowanym oczojebnym, kolorowym miśkiem.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka gum dla dzieci, drobniaki, klucze do mieszkaniodomku, czarny marker, srebrna zawieszka w kształcie księżyca na rzemieniu (zawsze na nadgarstku), nieodłączna talia kart.
Multikonta : Autofobiczka i arachibutyrofob
Fabularnie : Eren | Agatha
FUNKCJE : Mistrz Gry.

PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   Nie Maj 12, 2013 9:57 am

Nawet ona? NAWET ona? TO MIAŁA BYĆ OBELGA!? A UJ CI. Zresztą... tu powinnam być bezstronna, więc...
- A czemu ja miałabym mieć? Przecież to Ty... - zachłysnęła się powietrzem, widząc narzędzie zbrodni w jego łapskach. Nie zdążyła wyrzucić z siebie słowa protestu, czy ruszyć z miejsca w jakimś korzystnym kierunku. W tym momencie cała ta "sztuczna inteligencja" nie dawała niczego więcej, niż tylko gównianego pecha, o czym teraz już doskonale wiedziała. Wiedzą tą jednak z nikim się nie podzieli, skoro musiała rozsypać się na proch.
Takanori zaś miał w cholerę szczęścia.
No, prawie.
- ... - elokwencja na poziomie, ale zapewne musiał być zadowolony z faktu, że po tylu straconych minutach nareszcie mógł odetchnąć. Obudził się jednak na nieco niewygodnej pryczy, wciąż jeszcze odczuwając ból w boku, a i nawet mogąc dostrzec pod warstwami odzienia bandaże. Te jednak wyglądały nieco inaczej, a wszystko za sprawą maleńkiej apteczki, leżącej tuż przy nim, pod błękitną czupryną. "ZNOWU!?", pomyślałby każdy, kto miałby dosyć tego widoku. Teraz przynajmniej dziewczynka milczała, wtulając twarz w kołdrę, którą był okryty ciemnowłosy. Siedziała na podłodze, opierając się o materac łepetyną. Zaraz jednak, jak gdyby nigdy nic uniosła się nieco, wspierając na łokciu, przecierając oczy. - O... obudził się Szef... wie Pan co? Śnił mi się Pan... ale i tak miałam taki straszny, straszny koszmar... znaczy, nie przez Pana!
Po obiecanych ciosach w mordę cukrowej panny, Nishimura miał NARESZCIE święty spokój. I KURDE DOBRZE.
    Jeee, we finished~!
    To tak, zią. Masz moc i bandaże gratis, moc sobie odkryjesz fabularnie, bądź Take już od razu będzie miał świadomość, że posiada tę swoją zajebistą zdolność, koniec. Mnie to obojętne, sooooł~!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)   

Powrót do góry Go down
 
Lol, jestem w koszmarzeee~. (Czcigodny Nishimura Takanori-sama~)
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Archiwum-
Skocz do:  
_______________________