IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Niewielka kawalerka

Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptySro Kwi 24, 2013 3:38 pm

→ Tu będzie bardzo ładny obrazek, gdy tylko go znajdę ←

Kawalerka jest doprawdy minimalistycznych rozmiarów. Przez ciemnobrązowo―czerwone drzwi z numerkiem „96” wchodzi się do pokoju Liberty, który pełni również funkcję salonu. Na środku postawiona jest stara (ale w dobrym stanie!) trzyosobowa kanapa w kolorze ciemnej czerwieni. Na niej zwykle położony jest koc i biała poduszka. W końcu kanapa zwykle robi za łóżko (którego w całym domu brak). Przy sofie znajduje się drewniany stolik, niezbyt rosłych rozmiarów, niski w dodatku tu i ówdzie porysowany przez niedbałe traktowanie poprzednich właścicieli. Naprzeciwko tego „zestawu” znajduje się regał z telewizorem, przy którym stoi również playstation. W szafkach poupychane są gry, raczej starszych formatów.
W prawym kącie stoją dwie duże szafy. W jednej poukładane są ubrania, wszystkie równo i bezpretensjonalnie. W drugiej wszystkie inne rzeczy, których zresztą rzadko używa; w tym laptop i gitara basowa. Do ścian przymocowanych jest cała masa półek, uginających się od ciężaru licznego zbioru książek o wszelakiej tematyce ― głównie jednak wojennych, detektywistycznych i psychologicznych.
Po lewej stronie pomieszczenia para drzwi. Pierwsza to właściwie sama framuga, widać więc całe wnętrze czystej, zadbanej kuchni, wyłożonej jasnymi kafelkami i z dużym oknem, z widokiem na miasto. Naturalnie, rewelacji nie ma ― jest lodówka, jest kosz na śmieci, jest kran, lada, stolik z dwoma krzesłami po przeciwnych stronach.
Drugie drzwi skrywają łazienkę. Tam to tylko prysznic, toaleta, lustro, powieszone na hamakach świeże ręczniki i kran.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptySro Kwi 24, 2013 4:26 pm

Ciężkie kroki ucichły przy drzwiach. Przełożył siatki do jednej z rąk, a drugą poszperał po kieszeniach. Znalezienie kluczy trwało chwilę ― przecież zawsze chował je w tym samym miejscu i mowy nie było, aby powędrowały gdziekolwiek indziej. Zresztą, nawet gdyby, minimalne było prawdopodobieństwo, że nie pamiętałby, gdzie je włożył. Maniakalne poukładanie, pedantyczność i ułożenie porównywalne było już do obsesji. Ale jeśli ktoś myślał, że on się tym przejmował, to się grubo na tym przejedzie.
Zamek „kliknął”, blondyn nacisnął na klamkę i wpuścił dziewczynę do środka pierwszą.
„Dżentelmen, co?”
Przewrócił błękitnymi oczami i wszedł do domu. Oparł się o ścianę, odwiązał sznurowadła, zrzucił buty i ruszył w głąb kawalerki. Prawda. Nie mieszkał na bogato, a miał ciche wrażenie ― nawet nie wiedząc skąd ― że za życia Charlotte mieszkała w prawdziwych luksusach. Najlepiej takich ze strażą, służbą i ojcem, który nie zwracał się do niej zbyt miło. Może to dlatego, że... w gruncie rzeczy... naprawdę wyglądała jak księżniczka?
Spaghetti czy jajecznica? To jedyne co umiem ― skrzywił się, na samą myśl o własnych kuchennych rewolucjach. Musiał przyznać, że mistrzem nie był. Nigdy nie miał czasu, aby zasiąść nad książką kucharską i potrenować umiejętności. Teraz jednak musieli przeboleć jego nijaką rękę do jedzenia. Chyba, że do końca życia będą żerować na chińszczyznach i pizzach.
Libertá położył wszystkie reklamówki na blacie w kuchni. Od razu ściągnął kurtkę i rzucił ją na najbliższe krzesło. Doprawdy... Gdyby miał wybrać jeden dzień, w którym był najbardziej zmęczony, ten w kalendarzu zaznaczyłby bez namysłu. No i się zaczęło... otworzył lodówkę, chwycił w pierwszej kolejności za karton mleka i... musiał teraz wszystko poukładać.

[Przepraszam, ale naprawdę nie mam weny.
Potem się rozkręci.
Oby.]
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyPią Kwi 26, 2013 4:16 pm

Zazwyczaj czołwiekowi ciężko odnaleźć się w nowej sytuacji - z powodu własnej nieśmiałości, przyzwyczajeń lub złego nastawienia w kierunku zmian. Czasami jednak zdarza się tak, że wszystkie nieoczekiwane zwroty akcji są pożądane i jak najbardziej wyczekiawne, ale nie potrafimy się do tego dostosować. Dla Charlotte było ogromnym szokiem przejście się po mieście, gdzie nik, ale to dosłownie NIKT nie miał żadnych modyfikacji na ciele - zero uszu (pomijając otaku), ogonów (pomijając otaku), kolorowych oczu (pomijając otaku) i rogów, skrzydeł czy Bóg jeden wie, czego jeszcze (pomijając otaku). Buzia jej się nie zamykała, a z gardła co chwila wydobywały się na przemian westchnienia zachwytu i zwierzęce skomlenia z serii “Chcę, Lib, chcę! KUP MI.”. Wszystko przypominało jej dom, jednocześnie wypełniając jej serce dziwnym uczuciem pustki i tęsknoty, którego z własnej beztroski i nieświadomości o śmierci nigdy nie doświadczała. Błądziła po Otchłani z przekonaniem, że wszystko jest na swoim miejscu - to po prostu inny kraj, ale wciąż Ziemia.
W końcu stanęli na miejscu. Nie wiedziała, co zrobić ze sobą, dlatego ciągle gdzieś odłaziła na boki, tykając tego, co “ludzkie”. Ciekawił ją otaczający świat. Był, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi patrząc na kontekst, inny. Nagle granica między normalnością i dziwactwem zatarła się, wszystko, co niegdyś wywoływało śmiech i wrażenie jakby człowiek obudził się w psychiatryku, teraz było niczym.
Lotte spojrzała na niego ukradkiem, chyba po raz pierwszy odkąd wyszli z lasu i powoli, z wielką ostrożnością weszła do mieszkania. Miała nieprzyjemne uczucie, że w progu jakaś magiczna antypotworowa siła odepchnie ją albo zapali. Nie waż się czegoś takiego instalować, Lib... Nie waż się!
A gdyby jednak?...
Dziewczyna grzecznie spojrzała na niego, jakby niezbyt mogąc odnaleźć się w sytuacji, kiedy wchodzi do mieszkania obcego mężczyzny i bezceremonialnie się rozgaszcza. Patrząc jednak na jego swobodne zachowanie stwierdziła, że, co tam!, nie będzie się ograniczać. Dlatego też zrzuciła buty, płaszcz wylądował zaraz na podłodze, a szczęśliwe białowłose dziecię ruszyło za nim do kuchni.
Jej poprzednie mieszkanie, jeszcze to za życia, nie różniło się jakoś drastycznie od tego, które oferował Eurote. Było wręcz bardzo podobne - proste i niewielkie. A Księżniczka miała zamiar dodać tu jeszcze przyjemną atmosferę. Dom bez klimatu, zapachu i człowieka to żaden dom. Obrzucając radosnym spojrzeniem całe pomieszczanie, Lotte podeszła do stolika i bezceremonialnie na nim usiadła. Czuła się lepiej. Zdecydowanie lepiej.
- Jajecznica. Mogę ci w czymś pomóc? - spytała z czystej uprzejmości, chociaż doskonale wiedziała, że jeżeli zacznie mu pomagać, skończy się to katastrofą; starać zawsze się można!
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyPon Kwi 29, 2013 12:03 pm

Faktycznie. Zachowywała się jak dziecko, które po latach ograniczeń dopuszczono do wesołego miasteczka. Niemalże powalała go ta różowa aura, którą dziewczyna wytwarzała. Miał niejednokrotnie chęć chwycić za coś ciężkiego i bezceremonialnie zakończyć swój problem. No, Lib? Gdzie teraz jest twój Bóg? I co najważniejsze: z jakiej, cholera, paki tyś się na to zgodził? Co? Dopadły cię wyrzuty sumienia, bo trafiłeś kulką to zwierzę? Była zwierzęciem.
Chłopak zmarszczył brwi, odpowiadając sobie na własne myśli pokrętnymi argumentami. „Na Ziemi nie jest”, „Na Ziemi jest normalna”, „Na Ziemi nie szkodzi”. Owszem. To wszystko było prawdą. Niezaprzeczalną i niepodważalną. Gorzej, gdy wreszcie kogoś pocałuje. Gdy zmiesza się krew wilka i człowieka. Gdy zapragnie powrotu do „domu”. Momentalnie spojrzał znad zielonej kapusty, w stronę Charlotte, która ściągała buty. Byłaby do tego zdolna. Oczywiście, że byłaby. To praktycznie kwestia czasu, aż zatęskni do tego stopnia, aby go opuścić i... Blondyn uderzył pięścią w blat.
Co ja chrzanię?, warknął w myślach. Jakie mnie? Potarł twarz dłonią i przesunął nią po włosach, mierzwiąc je z tyłu głowy. Był zmęczony. Zbyt długo nie było go w domu, nie odpoczął jeszcze po ostatniej misji. Wiedział też, że gdy za godzinę czy dwie pójdzie się wykąpać, będzie zmuszony również opatrzyć rozdrapane ramię. Tak. Te wszystkie usterki i niedomówienia z jego własnej strony to wina niedoboru krwi. Z pewnością, pomyślał i wtedy omal nie zgniótł pierwszego z jajek. Spojrzał na pękniętą skorupkę. Nawet nie zorientował się, w którym momencie wyłożył patelnię... w którym włączył kuchenkę...
Pomożesz, nie przeszkadzając ― zmrużył oczy. Patelnia zaskwierczała, gdy na jej czarnej tafli wylądowała pierwsza zawartość jaja. ― I zejdź ze stołu. Nie służy do siedzenia ― dodał. W głosie wyczuwalna była ta niepożądana nuta rezygnacji. Jak do dziecka, któremu setny raz mówi się, że wkładanie palców do kontaktu, wcale nie musi się skończyć tak wesoło jak mu się wydaje. Libertá miał zresztą to podłe wrażenie, że z Charlotte będzie równie niełatwo co z takim bachorem. Wszystko ją ciekawiło, wszystko było takie wspaniałe, takie... inne. Może tym go właśnie zainteresowała? Bo postrzegała ten cholerny, zniewieściały świat w odwrotnych barwach? To co on uważał za nieużyteczne, jej sprawi radość. Samym uśmiechem odganiała złe myśli, a jej słowa przyprawiały go o gęsią skórkę. Ale i tak wolał zwalić to na chłodne powiewy wiatru. W końcu to niedorzeczne, aby miał dreszcze od tak błahej rzeczy. Od wielu lat nic go nie ruszyło. Potrafił był bezpretensjonalnym łowcą, studentem, pracownikiem w kwiaciarni, dorabiał wyprowadzając te durne kundle sąsiadki. Robił wiele, aby nie wykopano go stąd. I w czym przyszło mu żyć? W kwadratowym pudle, metr na metr, gdzie ledwo mógł się pomieścić. A on co? Zamiast chwycić ją pod boki i wrzucić do portalu, jak ostatni debil proponuje wspólne mieszkanie. I gdzie niby będzie spała? W powietrzu? Przecież nie zmieści się do mikrofali, a chrapanie w okolicach wanny potęgowałoby tylko ten odgłos. Wtedy nie mógłby być odpowiednio skupiony, nie mógłby wyczulić zmysłów jak zawsze... Zmarszczył brwi. To śmieszne. Nad czym on w ogóle się zastanawia? Za parę dni znajdzie sobie pracę, wtedy wyprowadzi się stąd, a jego znormalizowane życie wróci na poprzednie obroty. Nie będzie się przejmował finansami, ani tym bardziej życiem kogoś, kogo wcale nie chciał chronić. DO DIABŁA NIE CHCIAŁ.
„Już, Lib, już...”
Szzzksszzzzzz...
Chłopak nagle zamrugał. Poczuł w kącikach oczu zbierające się łzy. Wpierw pomyślał, że jest jakimś skończonym idiotą, który rozkleja się nie mając do tego nawet zalążka powodu. Zaraz jednak przypomniał sobie, że takie coś w życiu nie miałoby miejsca. I dopiero wtedy spojrzał w dół. Niebieskie ślepia zmrużyły się, a on odsunął twarz od obłoku dymu. Uniósł patelnię, na której podskakiwały jeszcze czarne węgielki.
Cześć, spalona jajecznico. Jak leci?
Szlag! ― warknął, uderzając patelnią o ziemię. Rozległ się brzęk metalu. ― Spaliłem to cholerstwo! ― rzucił rozeźlony. Otarł ręce o szmaty, wyłączył kuchenkę, obejrzał się w poszukiwaniu białowłosego dziewczęcia. Momentalnie dopadło go niepokojące uczucie. Nie znosił siebie za to.
„Musisz się uspokoić”.
Tego też nie znosił. Tym bardziej, że zdrowy rozsądek zawsze miał racje. I zawsze myślał odwrotnie do niego. Co to w ogóle za paradoks? Regrettable uchylił okno. Do środka wtoczyło się orzeźwiające wieczorne powietrze.
Zamawiam pizzę. Podaj mi telefon.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyNie Maj 05, 2013 11:27 am

Człowiek to taki bardzo skomplikowany robot. Zanim zrozumiemy mechanizmy, jakie żądzą pojedynczą jednostką, okazuje się, że każda ma inny i niepowtarzalny. Lotte była dosyć specyficzna, bo reagowała na wszystko na przekór normom ludzkiej, egoistycznej i aroganckiej natury. Na wszystko znajdowała głupi, ale jakże optymistyczny argument i zaprzeczenie, doprawiając go niewinnym uśmiechem i miłym spojrzeniem. Nie było wyjątków od tej reguły, ale jej zachowanie i sposób bycia podchodziły pod te z plakietką “obiekt należy skierować do psychiatry”. Nic dziwnego, że Libertá wkurzał się na jej uroczą poświatę, motylki latające dookoła głowy i stukot butów przy podskokach szczęścia. Można było dostać szału, doprawdy. Gwałtowny huk sprawił, że Lotte podskoczyła nerwowo, uderzając łokciem o stół. Czemu się zdenerwował? Coś sobie pomyślał? Może jednak nie chciał, żeby tu była? Mimo wszystko pytanie nie przeszło jej przez gardło; jedynie ślepia wyrażały skruchę i cień przykrości. W końcu nie zrobiła nic złego – w każdym razie wydawało jej się, że zachowała te ludzkie normy i nie szczekała na obcych. Otworzyła lekko usta, patrząc jak, o dziwo, rozkojarzony był jej, hah!, współlokator. Chodziło o zmianę w jego życiu, może uczucie zhańbienia i utraty jakiejś godności Łowcy z powodu zamieszkania z tym, którego zawsze chciał eliminować.
Świat jest pełen sprzeczności. Ale świat jest duży. A na tym świecie egzystują pojedyncze jednostki, które są jeszcze większymi sprzecznościami w samych sobie. Pojęcie paradoksu najlepiej to obrazuje – nasz zdrowy rozsądek nie potrafi wyjaśnić wielu rzeczy, więc na pozór wydają się one ze sobą zupełni niezgodne, chciałoby się powiedzieć irracjonalne. Mylą nam się, mieszają uczucia takie jak miłość i nienawiść, życie i śmierć. Jeżeli przestaniemy uważać na swoje kroki, łatwo możemy się zaplątać, a w pewnym momencie nie będzie już drogi powrotnej.
Charlotte patrzyła bez emocji na jego ręce, które non stop coś robiły, a te ruchy wyrażały niesamowitą irytację, zdenerwowanie i, może, trochę wściekłości na samego siebie. Przez chwilę miała ochotę zaoferować zrobienie tej jajecznicy, żeby poszedł się ogarnąć po całym dniu, ale zrezygnowała, wyłapując nieprzyjemną barwę jego głosu. Dla niej był wyraźnie zły. Posłusznie zsunęła się ze stołu, lekko zataczając się po postawieniu stóp na ziemi. Kręciło jej się w głowie. A przecież dawno nie odwiedzała karuzeli.
To pewnie to ciśnienie.
Wcisnęła łeb między ramiona, obserwując go uważnie tak jak pies, który czeka aż pan pokroi tą cholerną parówkę i wrzuci do miski. Było jej trochę głupio, że traktował ją jak niesfornego bachora, które kręciło się przez cały czas, wchodziło pod nogi do tego stopnia, że nietrudno o zmiażdżenie mózgownicy, a na dodatek zadawało pierdylion pytań na minutę, nie wiedząc, co tak naprawdę je otacza. Tak była Lotte, prawda? Upierdliwa do tego stopnia, kiedy chciało się uderzyć nią o ścianę i wyrzucić za drzwi, ale jednocześnie swoją niewinnością budząca trochę litości. Może o to jej w głębi serca chodziło? Znalazła swój, w wielu przypadkach działający, sposób na przeżycie i jego imała się w każdej sytuacji. W końcu zrosło się to z nią i tak powoli brnęła przez życie.
Coś tu śmierdzi...
Książę... Jajeczni- – urwała, widząc jego wyraz twarzy. Nie no, na pewno panował nad sytuacją. Może po prostu lubił mocno ściętą? Był bardzo zamyślona, a Charlote próbowała wykombinować, o czym tak rozmyśla czy też jakie ma upodobania do smażonych jajek, skoro te zaczynały zamieniać się w czarne węgielki. Westchnęła z rezygnacją, podchodząc do niego i zaglądając mu z bliska w niebieskie oczy. W końcu zamrugała intensywnie, z przerażeniem odsuwając się od jajecznicy, czy raczej tego, co miało być jajecznicą, a wyszło jak zwykle. Schyliła się w holu, szybko wyjmując soczewki, które zdążyły trochę dymu nałapać i mocno szczypały ją w oczy. Jęknęła cicho, wrzucając je do kieszeni. Śmietnik znajdzie później. Teraz trzeba pomóc Libercie.
Ze śmiechem Charlotte weszła do kuchni, patrząc z rozbawieniem na miotającego się chłopaka. Mimowolnie skrzywiła się, słysząc okropny hałas metalu uderzającego o ziemię. Po co te nerwy, paniczu? Złość piękności szkodzi, nie wiedziałeś tego? Bez słowa schyliła się i podniosła naczynię, zawartość wyrzuacjąc do śmieci, a samą patelnię zalewając wodą. Tyle to jeszcze umiała zrobić, nie będzie bezużyteczna! Zerknęła na niego kątem oka, wysuwając z kieszeni telefon i wpychając mu go bezceremonialnie w dłoń.
Zakasłała.
Proszę bardzo. – Uniosła kącik ust, mierząc go wzrokiem. Kto by pomyślał, że nie umie gotować.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyPią Maj 31, 2013 7:57 pm

Prawdopodobnie sam nie potrafił zrozumieć swoich ruchów. Nie gotował źle. Co prawda do Pascala jeszcze daleka droga, ale coś tak prostego i niemęczącego jak jajecznica wychodziła mu w miarę zjadliwie. Ktoś, kto od tylu lat mieszkał sam, musiał w końcu nauczyć się przygotowywać sobie posiłki, bo na samych chińszczyznach i pizzach człowiek zwyczajnie nie wyżyje. Poza tym brakowało też kasy na maltretowanie codziennie tych samych budek z żarciem na wynos. O wiele bardziej opłacało mu się kupować hurtem, a potem rozdrabniać to na tydzień, dwa, czy miesiąc. Teraz zaś nie chciało mu się wierzyć, że jajeczka, które przed chwilą tak wesoło się do niego uśmiechały, aktualnie przypominały coś między węglem a kamieniem. Mógłby nawet przysiąc, że nadal podskakiwały na rozgrzanym do nieprzytomności metalu.
Charlotte wybiegła. W pierwszej chwili szczerze myślał, że to jego wina, co niespecjalnie w tej sytuacji by mu przeszkodziło. Z pewnych powodów wolałby, aby jej tu nie było. Przeszkadzała. Stwarzała wrażenie wiecznie nieogarniętej, ale na swój indywidualny sposób była przesłodka. Co ona z nim, do licha, robiła? Gdyby spalił danie w jakimkolwiek innym dniu, będąc sam w tych czterech ścianach, mowy nie było, aby rzucał patelnią i wyżywał się na swojej biednej podłodze. Zwyczajnie zrobiłby to jeszcze raz, cierpliwie czekając na moment, w którym jedzenie będzie na tyle zjadliwe, aby się nie otruł. A teraz? Teraz coś w nim pękło, przełamało się na pół, zwolniło blokady i obnażyło z emocji. Bo ona. I właściwie to jedyny powód, dla którego tak beznadziejnie mocno się wściekł.
„Proszę bardzo”.
Odebrał od niej komórkę. Nie chodziło właściwie o to, aby dawała mu swój telefon. W teoretycznym salonie miał stacjonarny, ale... niech będzie. Miała przecież prawo nie zauważyć (była tu może z 7 minut). Blondyn uniósł telefon do ucha i poczekał chwilę. Po dwóch sygnałach usłyszał nieco znudzony, ale silący się na całkowitą uprzejmość głos mężczyzny, prawdopodobnie w kwiecie wieku. Co prawda pierwsze założenie było takie, aby i on udawał silnie sympatycznego chłopaka, samotnie mieszkającego w kawalerce w niezbyt ciekawej okolicy, który zwyczajnie zgłodniał i chciał coś na szybko. Wiedząc jednak, jak wielkim jest problemem, dla kogoś, kto w gruncie rzeczy w ogóle powinien cieszyć się, że posiada jeszcze klientów, wszystko legło w koszmarnych gruzach. Warknął do słuchawki dwa zamówienia, podał adres, a potem rozłączył się, w momencie, w którym mężczyzna z lekkim zdziwieniem chciał zapewnić go o prędkiej dostawie.
Potem oddał Lotte jej komórkę.
- Mam wrażenie, że życie powinno mieć tylko nieco bardziej czarująco różowy kolor - westchnął, przesuwając ręką po twarzy. Pierwszy raz od wielu lat wyglądał na tak zmęczonego. A przecież codziennie polował... codziennie się narażał... codziennie zabijał i rabował tych, których szczerze nienawidził. I zrobił to tylko dlatego, by w efekcie poznać dziewczynę, o głowę o niego niższą, która swoim zachowaniem przypominała posłusznego golden retrievera. Gdzie tu logika? Kto znowu postanowił z niego zakpić?
- Chodźmy do salonu... później posprzątam.
Bardzo później. Najlepiej w momencie, w którym Charlotte postanowi się położyć spać. Wtedy będzie najlepszy moment, aby wszystko poukładać. Życie nagle wywróciło się do góry nogami. Nie pojmował wciąż, dlaczego zaproponował jej własne mieszkanie i co podkusiło go, aby schować broń, gdy w innych przypadkach by interweniował. Cholera jasna. Starzał się. Robił się miękki. Jeszcze nawet doba nie minęła, a on z czystym sumieniem mógł jej powiedzieć prosto w śliczną twarzyczkę, że miał serdecznie dość i może go dobić.
Poruszył przecząco głową i ruszył w kierunku kanapy. Opadł na nią z ciężkim westchnięciem, które pod koniec przemieniło się w cichy pomruk niezadowolenia.
- Wybacz, pewnie jesteś bardziej zaskoczona niż ja - powiedział nagle, wbijając się plecami o oparcie kanapy. Mebel wydawał mu się wyjątkowo niewygodny i niekomfortowy, choć zwykle to właśnie on pełnił służbę rzeczy, która zawsze odpychała jego stresy na cztery strony świata. - Siadaj. - Poklepał miejsce obok siebie i spojrzał na nią, nie kryjąc błysku zaciekawienia w kącikach błękitnych oczu, które zaraz zmrużyły się w podejrzliwym geście. - Musimy obgadać pewne sprawy. Im szybciej pomyślimy co dalej, tym korzystniej. Dla ciebie i dla mnie. Najpierw trzeba znaleźć pracę. Nie musi być dobrze płatna, ani wygodna. Na początku starczy taka, abyś mogła bez problemu opłacić mieszkanie... Jaka jest twoja specjalizacja?
Bo ją masz... tak?
- Właściwie opowiedz mi coś o sobie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptySro Cze 19, 2013 5:34 pm

Przełomy to takie trochę wulkany, prawda? Sam nigdy nie wiesz, kiedy uderzy, czujesz, że coś wisi w powietrzu, coś, co sprawia, że nie wszystko jest do końca na swoim miejscu – kubki się tłuką, noże dziwnie atakują palce, odkurzacze zasysają dolary, mielą i wypluwają na zewnątrz w postaci większego bałaganu – aż w końcu coś pęka. To moment kulminacyjny, kiedy straszne prognozy się sprawdzają, a z krateru wydobywa się obrzydliwa ciecz, która zmiata każde stworzenie, które napotka. Wiadomo, co potem. Jeżeli zniszczylibyśmy teraz sfinksa, odbudowany nie miałby takiej samej wartości. No i nasze życie to taki trochę sfinks zalewany czasem lawą. Niefajnie, prawda?
Nie chodziło nawet o to niecodzienne wahanie się Liberty, chociaż nawet jeśli nie znała go dobrze, wydawało się to już nieco dziwne i nienaturalne przy jego tendencjach i normach; wyczuwała coś o wiele głębszego, powód, o którym chłopak nie chciał nawet myśleć. Może się myliła, może to tylko błędna kobieca intuicja – ale była przekonana, że w jej obecności wariuje. Patrząc tępo na lekko przypaloną od rozsypanych wcześniej fragmentów jajecznicy podłogę, Charlotte miała wrażenie, że nie powinno jej tu być. Że wtryniła się z buciorami tam gdzie nie trzeba, zmusiła go do działania wbrew własnej woli, została tam, gdzie nie było dla niej miejsca. Czuła się takim kwadratowym kołem, które nie jest ani potrzebne, ani nie pomaga – wręcz przeszkadza. Może ciężko jest opisać takie uczucie, bo nie każdy ma okazję być kwadratowym kołem, ale takie właśnie odnosiła wrażenie. Zerknęła na Libertę jakby miała zaraz zacząć przepraszać. Może powinna? Może tego właśnie oczekiwał, usilnie milcząc i mierząc ją bynajmniej nieprzychylnym wzrokiem SS mana.
Nie bądź niemiły. - Ciche i jakby odruchowe upomnienie wyrwało się z jej gardła, kiedy słyszała niemiłe słowa blondyna. Owszem, tamten pan nie powinien na niego furkać, ale jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie – być może wyczuł poddenerwowanie jej Księcia przez telefon? Uśmiechnęła się pod nosem, zaciskając łapkę na telefonie, który zaraz potem wcisnęła do kieszeni. Serce zabiło jej niebezpiecznie mocno, kiedy (huhu, romansz) niechcący dotknęła jego ręki. Brzmi to głupio, bo w mandze na pewno nie byli, ale Lotte sama nie była pewna, czy uczucie, jakie ją przebiegło było niepokojem, paniką czy po prostu zakochaniem.
Nie pierdol.
Czy tak naprawdę ktoś, kto większość życia spędził w psychiatryku, a potem na dość beztroskim bytowaniu mógł wiedzieć, jak smakuje zakochanie? Białowłosa była na tyle niedojrzała, że nie umiała określić własnych odczuć rozsądnie. Dlatego nie wiadomo, co właściwie chodzi jej po głowie. Będąc osobą na pozór otwartą, ale w rzeczywistości nie mówiącą nikomu o swoich przeżyciach i uczuciach, jakie do kogoś naprawdę żywiła, nie potrafiła zdobyć w pełni czyjegoś zaufania. A szkoda, bo bardzo jej na prawdziwym przyjacielu zależało. W końcu nawet, jeżeli nazwiesz kupę fiołkiem, to fiołkiem ci kupa nie zapachnie.
Dziewczyna westchnęła ciężko, okręcając się chwiejnie na pięcie, by zaraz potem ruszyć za nim do salonu. O co tak naprawdę chodziło Libercie? Czy byłby zdolny do zadźgania jej w środku nocy, kiedy już by słodko spała? To jak powtórzenie historii - śmierć we śnie nie boli, nawet by nie zauważyła, że nie żyje. On już by się o to postarał.
Pomogę ci. - Uśmiechnęła się szeroko, siadając koło niego, a właściwie kucając na kanapie. Tak było zdecydowanie wygodniej. Dla psa przynajmniej. W sumie Lotte nie za bardzo rozumiała całą sytuację i Łowca nie mylił się ani trochę - faktycznie była mocno zaskoczona jego i swoim zahcowaniem. Skąd jej podejrzliwość? Od kiedy miała jakieś szczątki zdrowego rozsądku i przychodziły jej do głowy czarne scenariusze zakończone śmiercią i ostatecznym końcem? Pokręciła głową, zamykając oczy od rozrywającego bólu przy gwałtownym ruchu. Czyżby dawno nie było ataków i akurat w najmniej korzystnym momencie postanowiły powrócić? Świetnie, prawda? Nie mogło być lepiej.
Zerknęła na niego z ukosa, przekrzywiając lekko głowę. “Co ty pieprzysz?...” Spuściła zakłopotana wzrok. Specjalizacja, co?
Nic nie umiem - burknęła takim tonem, jakby to powinno być oczywiste, a u Lotte zrodziły się wyrzuty, że Libertá zadał to pytanie tylko w celu ośmieszenia dziewczyny. – Nazywam się Charlotte Anabelle de Lodélle. Mam dwadzieścia lat, trzy koty i konia. - Gorzki uśmiech wykwitł na jej ustach. Po co ci to wiedzieć, Liberto? Jesteś aż takim sadystą? – Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, po którym wylądowałam w psychiatryku. Wyszłam po kilku latach z dużymi problemami zdrowotnymi. Umarłam we śnie. - Wzruszyła ramionami, czując dziwną ulgę i przyjemność z opowiadania mu tego. Miała nadzieję na zwrot podatku. – Długo myślałam, że Otchłań jest moim snem. Śmieszne, prawda. Wszyscy mieli mnie za wariatkę. Dla ceibe nadal nią jestem, prawda? Liberto, lubisz mnie w ogóle? Zabiłbyś mnie, gdybyś musiał? Daj mi sobie zaufać... - Nagła zmiana tematu jest nagła. Niezaprzeczalny fakt. Ale błagalne spojrzenie Księżniczki nie mogło pozostawić pytań bez odpowiedzi. Nie chciało.
Teraz ty mi coś powiedz.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyPią Lip 05, 2013 8:11 pm

„Nie bądź niemiły”.
Spojrzał na nią co najmniej zaskoczony. To ostatnie czego spodziewał się usłyszeć od osoby, dla której tryskał serdecznością jak jeszcze nigdy w życiu. Niby potrafił grać na zwłokę, niby sąsiedzi mieli go za „spokojnego, sympatycznego chłopaka”, ale gdy przychodziło co do czego i blokady uderzały o ziemię, roztrzaskując się na miliony kawałków, Libertá z rzadka zachowywał się dobrze. Może to przez pracę, może nadszarpnięte nerwy... a może zwyczajnie taki był, tylko innym starał się pokazać całkiem w porządku twarz kogoś, kogo chciałby wykreować, ale nie potrafił. I im częściej dane mu było słowa wprost proporcjonalne do jego oczekiwań, tym chęci malały, a nie rosły. Z drugiej jednak strony – czego on się właściwie spodziewał? I tak dostawał większe porcje, niż na to zasługiwał. Jego samego zaskakiwał fakt, że gdy na nią warczał, ona odpowiadała mu promiennym uśmiechem. To idiotyczne, ale od dawna nie spodobał mu się żaden gest wysłany w jego kierunku. Lotte była po prostu, khm, inna. Dziecinna, na swój sposób przesłodka.
I bezbronna.
A to oczywistym torem sprawiało, że nie potrafił wbić jej noża w plecy. W dodatku zdawała się mieć szczere intencje. „Pomogę ci”. A on tylko przytaknął głową, bo była to pierwsza rzecz, której od dawna chciał, a której do tej pory nie mógł (może nie potrafił?) przyjąć. Gorzej, że jej pomoc, niespecjalnie mu się przydała. Gdy tylko usłyszał o braku jakichkolwiek umiejętności, z jego ust wyrwał się przeciągły syk, a po niebieskich tęczówkach prześlizgnął się niebezpieczny błysk, gdy skierował na nią niezadowolone spojrzenie. Czego ja się spodziewałem? Czego, u licha, mogłem się po niej spodziewać? Że zacznie zasypywać go wykwintnymi umiejętnościami? Łapanie kul w locie, taniec przez całe godziny bez najmniejszej przerwy, cyrkowe zadatki, akrobatyka na poziomie, którego żaden człowiek nie byłby w stanie dokonać – to i wiele innych propozycji, które wcześniej przeleciały chłopakowi przez głowę, teraz rozprysło się, przebite ostrą igłą. „Nic”. Ona „nic” nie potrafiła. Robiłaby za mięso armatnie, ale nawet to nie wydawało się odpowiednim zajęciem dla niej.
I kiedy Regrettable miał już zamiar wstać z kanapy, ostatecznie ciało przesunęło się w tył, plecy naparły na oparcie sofy, a on delikatnie zmrużył ślepia w głębokim zamyśleniu. Sam miał ochotę być na siebie zły, że tak skupił się na tych paru zdaniach wypowiedzianych przez białowłosą. Tak po prawdzie nie powiedziała mu nic, co byłoby niemożliwe. Dla osoby ze stażem Liberty, z jego doświadczeniem to nie było nic nienormalnego. Wysłuchiwał mnóstwa potworów, żył z wieloma, zabił jeszcze więcej. Jakim więc prawem teraz poczuł nienazwane zło w gardle, które uformowało się w gulę, uniemożliwiającą normalne przełykanie śliny? Odchrząknął cicho, na sekundę uciekając od niej wzrokiem. Zahaczył nim o każdy przedmiot w niezbyt wyposażonym pomieszczeniu, jakby szukał tam choć jednego koła pomocniczego. Oczywiście – na nic się to nie zdało, więc koniec końców i tak spojrzenie utkwił w Lotte.
Jej pytania z pewnej perspektywy i w głębi – gdzieś tam pod nerką – go ubodły. Po tym wszystkim co dla niej zrobił, ona nadal myślała, że pragnie jej śmierci? Nie. Inaczej. Oczywiście, że pragnął jej śmierci. Problem pojawiał się tam, gdzie nie byłby w stanie jej zadać.
- Nie sądzę byś była wariatką – Skrzywił się na własne słowa. Naprawdę, Liberto? - „Lubię” to zbyt poważne słowo. Znam cię raptem parę godzin i póki co nie spotkało mnie jeszcze nic dobrego. Jak mam lubić kogoś, o kim wiem tyle co nic? W porządku. Twoi rodzice, twoja przeszłość, twój sen i twoje odczucia. Zważ, że dla mnie to nic nie znaczy. Nie było mnie tam, nie potrafię wyczuć twoich emocji. Jesteś obca i nie powiem, bym szczególnie chciał cię tu gościć. – Palce przeczesały jasne kosmyki. - Ale jednocześnie sam nie mogę zrozumieć, dlaczego nie mógłbym tego zrobić. Bo nie mógłbym cię zabić, Charlotte. Jesteś irytująca, wścibska i uśmiechasz się, mimo przykrości. Czym jest szczęście w obliczu śmierci?
Wysunął powoli rękę przed siebie. To był nikły gest, ale wymagał od niego dużego samozaparcia. Przesunął dłonią po jej miękkich włosach, zatrzymując się na bladym policzku. Kciukiem przesunął po jej dolnej wardze, wpatrując się w nią z upartą bezczelnością. To był prawdopodobnie najdelikatniejszy gest na jaki było go stać. I jedyny. - Fałszywe łzy ranią innych... fałszywe uśmiechy ranią nas samych. Dlaczego obdarowujesz świat najwspanialszym gestem, nie będąc nawet pewną, do czego to zmierza? Jaki właściwie masz cel, hm? Poruszyć serca co najmniej tysiącu spotkanych ludzi? Obudzić jakieś przeklęte wartości, które u niektórych dawno umarły?
Zabrał rękę.
- Są rzeczy, których nie zmienisz, mimo usilnych starań. Na co ci moja przeszłość, skoro w żadnym stopniu nie zmieni ona teraźniejszości? Chcesz prawdy, ty, która sama wszystkich oszukujesz?
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyCzw Lip 11, 2013 9:43 am

Patrząc na świat przez odpowiedni pryzmat i pod dobrym kątem można doszukać się rzeczy, o których nawet nie śniliśmy. Lotte po pewnym czasie doszła do wniosku, że ubarwianie sobie szarej rzeczywistości sprawia, że jesteśmy zwyczajnie szczęśliwsi; ale czym jest szczęście? Jest uczuciem, może rzeczą? Osobą? Nikt tak naprawdę nie potrafi bezpośrednio opisać szczęścia, jako że nie występuje ono w cierpiętniczym obrazie rzeczywistości, którą, de facto, sami sobie kreujemy w ten sposób. Białowłosa była żywym dowodem na to, że jeżeli odwrócimy wszystko, zignorujemy słowa innych i ruszymy w świat z tym naiwnym myśleniem, realny świat traci sens - mamy nowy, własny, taki jaki chcemy. Nie raz i nie dwa ktoś wmawiał jej, że powinna otrzeźwieć, bo takie myślenie skończyć się może jedynie tragedią; głupi jak się uprze to i Diabłów do Boga przekona. Ale w tym też tkwił jej niesamowity urok, który chronił ją przed ogólnie pojmowanym złem. Ale czy tak właśnie nie było pięknie? Życie wieczne, masa kolorów dookoła, optymizm i przyjaciele – czasem wydawało jej się, że tak być nie powinno, że jest zbyt idealnie. Czy inni mogliby być tak szczęśliwi jak ona, gdyby chcieli? Co wtedy? Jak wyglądałby świat? I kim byłby Libertá?
Niewinność jest czymś w rodzaju zbawienia i zguby. Sprawia, że stajemy się bezbronni, beztroscy i podatni na zranienie. To dobro zawsze przegrywa, bo dobro jest delikatne i nie potrafi nienawidzić. Za to łatwo jest je znienawidzić, kiedy zawodzisz się na nim. Ale na tym chyba polega życie, żeby wstawać i iść przed siebie niezależnie od upadków. Zawsze można. Trzeba tylko chcieć. Trzeba chcieć iść dalej niezależnie od wszystkiego i wszystkich dookoła. Bo to zawsze działa.
Spojrzenie Charlotte padło na twarz Liberty, która wydawała się być coraz spokojniejsza. Delikatny róż pokrył policzki dziewczyny, kiedy usłyszała syk niezadowolenia ze strony chłopaka; nie spodziewała się w sumie żadnej aprobaty dla jej braku umiejętności, wręcz była gotowa na jego niezadowolenie. Tyle że co mogła teraz zrobić?
Przecież możesz.
Ciało dziewczyny drgnęło lekko, a w jej oczach pojawił się znowu ten radosny błysk. Policzki przybrały żywszych barw, zaś uśmiech wykwitł na jej wargach.
Lib! A gdybyś mnie nauczył czegoś? Z-Znaczy potrafię strzelać i rzucać takimi... nożykami, o. I konno umiem jeździć. W sumie mogłam to wymienić, zamiast tego “niczego”. Ale nieważne! Naucz mnie czegoś, ja się przydam! – Zaczęła nawijać z entuzjazmem, drobnymi łapkami opierając się na jego kolanach. Ale czy to nie wspaniałe? Na pewno, na pewno się zgodzi! W końcu będzie mogła się na coś zdać, a jej Libertá będzie szczęsliwy! Tak prawdziwie... Charlotte bardzo chciała, żeby był szczęśliwy. Spojrzała mu w oczy z dziecięcym zadowoleniem z samej siebie.
Uszczęśliwię Cię. Zostaniesz moim przyjacielem, jestem tego pewna! – Pokiwała powoli głową, uśmiechając się delikatenie w jego stronę. Da radę. Musi się tylko postarać. Dla niego. Zielone ślepia zmierzyły jego sylwetkę, a kącik ust drgnął ku górze na jego słowa. To prawda. Co mogli o sobie wiedzieć, skoro, jak powiedział, wiedzieli o sobie tyle co nic? Czego oczekiwała Księżniczka? Że ten, który przy pierwszym spotkaniu prawie pozbawił ją życia będzie teraz kochał ją jak najdroższą przyjaciółkę? Głupie nadzieje. Mimo wszystko utkwiła twarde spojrzenie w jego błękitnych oczach; postawi na swoim.
”Lubię” to zwyczajne słowo. Uczucie. Można “lubić” albo “nie lubić”. I to się przecież czuje, Liberto. Od pierwszego słowa wiesz, co będzie z tą osobą, jakie będziesz żywił do niej uczucia. Więc to nie jest zależne od tego, jak długo mnie znasz tylko jaka Ci się wydaję. – Urwała, zastanawiając się nad jego pytaniem. Było trudne. Za trudne. – Nie uznaję śmierci. Istnieje, to oczywiste, bo jest dopełnieniem kręgu życia; jednocześnie zamyka go i otwiera. Wiem, że dla mnie ten świat może się w każdej chwili skończyć, już sobie to uświadomiłam; jednak chcę być szczęśliwa do samego końca. Czy to źle? Uśmiechać się, by osiągnąć swoje cele i spełnić marzenia? Widzisz, jestem raczej naiwnym stworzeniem. – Spuściła lekko wzrok. – I wiem, że moje “marzenia” są śmieszne. Ale ja naprawdę chciałabym, żeby ludzie byli szczęśliwi. Bądź szczęśliwy, proszę. – Zadrżała lekko pod jego dotykiem, patrząc na powrót w błękit jego oczu. Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy oderwał od niej dłoń, a sama lekko poczochrała mu włosy, śmiejąc się cicho.
Widzisz, Liberto, nie możesz mnie postrzegać jako fałszywej. Bo cały mój świat jest jedną wielką iluzją; jest też jedynym, który sprawia, że mogę się śmiać. Jestem szczera, widzę wszystko na kolorowo. Moje uśmiechy mają na celu wywołać uśmiechy innych. Nie posądzaj mnie o kłamstwa. – Zetknęła delikatnie ich czoła, zbliżając się do niego niebezpiecznie. Wzdrygnęła się lekko. – Nasze światy się różnią. Ale nadal mamy szansę być szczęśliwymi, prawda? – Uśmiechnęła się szeroko, odsuwając się od niego i upadając na łóżko z błogim jęknięciem.
Mięciuuutko~
Powrót do góry Go down
Artregor
Muzykant

Artregor

Male Dołączył : 30/05/2013
Liczba postów : 20
Godność : Artregor
Wiek : 24
Rasa : Muzykant
Orientacja : Hetero lub Bi, zależy
Wzrost i waga : 187 cm ; 63 kg
Partner : A może Ty zechcesz?...
Pan/Sługa : Brak
Znaki szczególne : Blizna po ugryzieniu pieska
Aktualny wygląd : -Krótkie, niebieskie włosy jak na avku
-Jasna karnacja
-Błękitne oczka
-Spioszki :3(Avatar) A zazwyczaj ciemno niebieska koszulka
-Śpioszki a zazwyczaj czarne jeansy
-Buty normalne, zależy jakie ubiorę
Ekwipunek : - Misio który przybiera kształty instrumentów lub broni, zależy o co go poproszę :3(Zazwyczaj skrzypce bądź pianino)
- Jakaś kasa na cukierki i fajki
- Jakieś papierosy i zapalniczka(Nie palę ale zależy od nastroju)
- Scyzoryk schowany pod czapeczką
Inne : Mój Misio żyje tak jak moja czapeczka, znaczy rozmawiam z nimi :3 Ale mnie wkurwiają...
Multikonta : Niryoku...Moja ciemna strona którą ja nie jestem :3
Fabularnie : Nie śmiem prosić... Więc wolny.

Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyCzw Lip 11, 2013 9:56 am

Niepostrzeżenie Artiś pojawił się przed kawalerką i zobaczył ozdoby, zastanawiając się kto tu może mieszkać. Po chwili jednak się odważył i chciał zapukać jednakże, jego czapeczka zamruczała.
- Co Ty wyprawiasz imbecylu?
- Nic ja, chciałem zapukać do tych drzwi, są pięknie ozdobione...Czemu tak krzyczysz? Usłyszą Cię...
- Gówno mnie to obchodzi! Będę Krzyczał ile chcę! Lalalalala!
Artiś zdjął czapeczkę i zaczął ją uciszać, jednakże chwilę po tym jedną ręką zapukał do drzwi w nadziei że mu ktoś otworzy. Po chwili dodał do czpeczki.
- Baka.... Bądź ciszej
Uwagę Artisia i czapeczki, która w końcu się uciszyła przykuł cichy dźwięk, tak jakby ktoś szedł.
Nagle spoważniał i zdjął z siebie śpioszki, pokazując swoje 2 ja. Jeansy, koszula a śpioszki schował do plecaka, dodając do czpeczki.
- Jak coś powiesz to przerobie Cię na szczotkę do kibla.
Przygotowany Artregor czekał aż ta osoba mu otworzy i zacznie się rozmowa, gdyż Artregor miał 2 wcielenia, to które przyjął było bardzo towarzyskie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyCzw Lip 11, 2013 8:38 pm

I na co komu tyle szczęścia? Są kwestie bardzo podzielone na wyznaczone tematy. Gdy inni śmieją się prosto w twarz, obejmując przechodniów rękoma i całując w zarumienione z zaskoczenia policzki, pozostali bronili się przed tymi gestami, warcząc niczym zranione zwierzęta, podkulające pod siebie ogony i kładące uszy wzdłuż czaszki. Ile można trwać w nieprawdzie? Karmiąc się kłamstwem, wkrótce nie da rady odróżnić fikcji, od rzeczywistości, a to czyni z nas prawdziwych szaleńców.
Libertá nie chciał być szalony.
Tym bardziej teraz, gdy mógł poczuć się najbardziej zwyczajnym stworzeniem kroczącym przez obydwa światy. Szara powłoka, która okryła go ciasnym kocem, wydawała się najbezpieczniejszą rzeczą, spotkaną w tragicznym życiu, pełnym takich dziwactw. Dokładnie takich jakimi była Lotte. Nawet teraz potrafiła się uśmiechać, choć przed chwilą opowiadała o przeszłości nieusłanej czerwonymi różami.
- Wykluczone – przerwał jej drastycznie w pół zdania. Nie chciał tego nawet słuchać. Nigdy nie zgodził się na przyjęcie podobnej propozycji. Nie był typem cierpliwego człowieka, który po każdym potknięciu poda pomocną dłoń i wytłumaczy wszystko od początku. Wiedział, że Charlotte była ambitną, khm, „dziewczyną” i byłaby w stanie dowiedzieć się wielu nowych rzeczy. Ale jednocześnie była potworem. Nie rzuca się głodnemu lwu surowego mięsa, bo odzyska siły i zeżre rękę, która go karmiła. Dlaczego prosiła go o rzeczy, których nienawidził? I dlaczego doprowadzała go teraz do białej gorączki, mówiąc te wszystkie bzdury naraz? Chłopak, lekko skołowany, odchylił głowę delikatnie na bok, jakby chciał odsunąć się od rozentuzjazmowanej nastolatki. Jęknął, gdy spojrzała mu w oczy z tym szczenięcym wyrazem radości. Westchnął, podnosząc jedną rękę w poddańczym geście i wymawiając tylko krótkie: „dobra, ale już przestań”.
Hey, hey, hey, głupcze! Właśnie zgodziłeś się nakarmić lwa... Kiedy odgryzie ci pierwszy palec?
- A to nie tak, że „lubić” i „nie lubić” zmienia się z czasem? Dlaczego w gruncie rzeczy kochamy największego wroga? Ambiwalencja uczuć staje się nieznośna, a my dokonujemy wyboru, po którym będziemy się potępiać wiekami? Przyjaciele wydają się najdrożsi i wtedy mocno ich „lubimy”. Co jednak, gdy nas zdradzą? Na dzień dzisiejszy więc cię „lubię”. Powiedzmy. Średnio mi się to widzi.
Skrzywił się. Była dziecinna w swoich przekonaniach, ale było w nich coś... intrygującego. Kolorowego. Sam nie był typem wiecznego ponuraka. Potrafił przesiedzieć wieczór z kabaretami i miską chipsów na kolanach; śmiał się przy komediach i czytał z wypiekami zabawne historię z książek. Nigdy jednak nie postrzegał tak świata rzeczywistego. Telewizja, komputer, prasa – wszystko było wykreowane i zmodyfikowane, by działać na najgłębiej skryte pragnienia. Libertá żył w przekonaniu, że to nie było w stanie przenieść się na temat życia. Nic nie dzieje się tak zgrabnym zbiegiem.
Regrettable zmrużył ślepia, a intensywna barwa tęczówek nagle stała się lodowata. Oto Lotte przekroczyła najbliższą granicę. Mimo to nie odsunął jej, ani nie powiedział nic, co skłoniłoby dziewczynę do cofnięcia się. Prędko skrzyżował ich spojrzenia, unosząc kącik ust w krzywym grymasie, któremu nijak było do uśmiechu. Mimo że jej zapach mącił mu w głowie, poczuł ulgę, gdy dziewczyna wreszcie się odsunęła. Sam złapał się na tym, że lada chwila, a doszłoby do tragicznego momentu, przed którym już od paru minut się wzbraniał.
Co się dzieje z zeżartymi ludźmi?
Blondyn nagle spoważniał. Twarz na powrót przybrała ostry wyraz. Zza drzwi dobiegały szmery, w końcu idiotyczny wrzask, a bransoletka zacisnęła się mocniej, wżynając się w nadgarstek. Zaczerwieniona skóra zaczęła powoli go piec. Potwór? Niedaleko? Ich nadmiar zawsze powodował ten przeklęty ból. Ale to było niczym przy walkach z tymi bestiami. Jego ramię, choć opatrzone, wciąż bolało przy najmniejszym ruchu.
Puk puk puk.
Zsunął się z kanapy. Srebrna lufa pistoletu błysnęła, dobijając od siebie światło zza okna. Położył dłoń na klamce i spojrzał ku Charlotte. „Jeśli to jakiś frajer od ciebie, przysięgam, przestrzelę mu jaja i każę robić pajacyki”.
Rozległ się dźwięk otwieranych drzwi, a kiedy w wejściu pokazał się ciemnowłosy chłopak, Libercie momentalnie zrobiło się niedobrze. Żołądek ścisnął się, a on sam przybrał raczej nieprzyjemny wyraz twarzy. Och, tak, świecie niedaleko.
- Czego, zapchlony kundlu? Czy ja ci wyglądam na przytułek dla zbiedzonych? I czego drzesz tej mordy? Mamy dwudziestą drugą.
Powrót do góry Go down
Artregor
Muzykant

Artregor

Male Dołączył : 30/05/2013
Liczba postów : 20
Godność : Artregor
Wiek : 24
Rasa : Muzykant
Orientacja : Hetero lub Bi, zależy
Wzrost i waga : 187 cm ; 63 kg
Partner : A może Ty zechcesz?...
Pan/Sługa : Brak
Znaki szczególne : Blizna po ugryzieniu pieska
Aktualny wygląd : -Krótkie, niebieskie włosy jak na avku
-Jasna karnacja
-Błękitne oczka
-Spioszki :3(Avatar) A zazwyczaj ciemno niebieska koszulka
-Śpioszki a zazwyczaj czarne jeansy
-Buty normalne, zależy jakie ubiorę
Ekwipunek : - Misio który przybiera kształty instrumentów lub broni, zależy o co go poproszę :3(Zazwyczaj skrzypce bądź pianino)
- Jakaś kasa na cukierki i fajki
- Jakieś papierosy i zapalniczka(Nie palę ale zależy od nastroju)
- Scyzoryk schowany pod czapeczką
Inne : Mój Misio żyje tak jak moja czapeczka, znaczy rozmawiam z nimi :3 Ale mnie wkurwiają...
Multikonta : Niryoku...Moja ciemna strona którą ja nie jestem :3
Fabularnie : Nie śmiem prosić... Więc wolny.

Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyPią Lip 12, 2013 9:51 am

Artiś przybrał dziwny wyraz twarzy na widok osobnika, ale cóż, można się było tego spodziewać. Po tym jak się ocknął z dziwnej ''hipnozy'', uderzył torbę w której była czapeczka, oczywiście czapka się odezwała jak to ona.
- Ałaaa!! To bolało szmaciarzu!!!
Artregor niepostrzeżenie rozpiął plecak i zwrócił się do czapki aż było słychać.
- Stul mordę głupi kawałku szmaty bo przerobię Cię na wełniany kondon.
Po chwili dodał.
- To nie było do Ciebie nieznajomy osobniku. Starasz się mnie wystraszyć?
Skierował swój obojętny wzrok ku nieznajomemu i lekko się uśmiechnął kącikiem ust. Spokojny Artregor zaczął się nagle zastanawiać ''Co to za gostek? Ma ADHD?'' i po chwili dodał.
- Chodziłem sobie i kłóciłem się ze swoją czapką. Nie jestem bezdomny ani potrzebujący, ale kasy Tobie nie dam. Masz fajnie ozdobione drzwi tak po za tym.
Spojrzenie Artregora powędrowało ku dziewczynie którą ledwo ujrzał zza osobnika płci męskiej, czyżby to była ta osoba którą widział wtedy w Lesie? Bóg wie, ale nie powie. Chwilę ciszy przerwał głos czapki.
- Spokojnie Artiś, nie chciałem Cię zdenerwować...Ale...
- Stul pysk durna czapko.
Artregor nie mógł oderwać wzroku od dziewczyny co mogło oznaczać wiele rzeczy. Bardziej prawdopodobne było to, że osobnik najwyraźniej grał chojraka.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyPią Lip 12, 2013 8:03 pm

Szczęście jest podstawą w życiu codziennym! Jest jakimś sensem, dla którego rano zwlekamy się z łóżka i ruszamy przed siebie z mniejszym lub większym uśmiechem - zależy od upodobań. Widzimy dzięki niemu kolory i nawet, jeżeli nie jesteśmy świadomi swojego szczęścia, to ono gdzieś tam jest; nakręca nas do dalszego działania, odsłania jakieś tajemnicze piękno codzienności i daje motywację do życia. Jednocześnie możemy i nie możemy dozować jego “dawek”. Szczęście jest nieograniczone. Wystarczy po nie sięgnąć. Charlotte chciała pomagać. Próbowała jak tylko mogła, uśmiechała się, mówiła miłe rzeczy, a jednocześnie w swojej prostocie i dobroduszności była niezwykle szczera. Chciała taka być. Zawsze chciała, nie zawsze mogła.
Uśmiech jest od tego, żeby poprawiać nastrój, to takie oczywiste! Dlatego, chociaż czuła gorzki smak swojej przeszłości, której sama nie uważała za szczególnie dramatyczną, potrafiła przywołać na twarz ten niemy, piękny gest i tym samym sprawić, że troski rozpłyną się w oka mgnieniu. To takie proste, a od niektórych wymagało czasem nie wiadomo jakiego wysiłku. Zabawne.
A-Ale... – zaprotestowała słabym głosem, wykrzywiając usteczka w smutnym grymasie. No jak to tak?! Lib, jak możesz? Łamiesz serce biednego szczeniaka! Charlotte bardzo chciała spędzić z nim więcej czasu; nie tylko dla nauki, ale samego poznania Liberty i choćby niewielkiego rozgryzienia tego chłopaka, o którym na razie wiedziała tyle co nic. A przecież bardzo zależało jej na nim i jego szczęściu – potrzebowała tylko zgody z jego strony. Nie mógł się przecież wiecznie zapierać i milczeć jak grób! Wystarczyło trochę tylko ponaciskać i czekać na strzał w łeb albo rozwiązanie języka. Jaka przeszłość kryła się w tym chłodnym spojrzeniu? Ile krwi splamiło jego szorstkie dłonie, a ile krwi stracił on sam, starając się chronić swój świat? Chciała wiedzieć nawet, jeżeli to oznaczało bycie jeszcze bardziej upierdliwą. Na tym polegała miłość? Czymkolwiek ona była.
Mylisz pojęcia, Charlotte.
Tak jakby ją to obchodziło.
W zieleni jej oczu błysnęło jakieś światełko. Nadzieja? Radość? Podziw? Może smutek? Raczej wszystko na raz. Była uratowana. Wreszcie usłyszała to, na co czekała – Libertá powiedział jej, że ją “lubi”. To wykluczało jednocześnie możliwości jej śmierci z ręki blondyna, stracenie dachu nad głową, głodówkę, przemoc... Halo, halo! Nie zapędzamy się?
J-Ja... N-Nawet nie wiesz, jak się cieszę~! – zająknąwszy się ze słabym już głosem, rzuciła mu się na szyję. Blisko, blisko, blisko. Za blisko, Charlotte, oberwiesz za to. Mimo wszystko była taka szczęśliwa. Nie wiedziała, czy było coś wspanialszego do usłyszenia; nawet, jeżeli głos ani mimika Liberty nie wyrażały w tamtym momencie zadowolenia z własnych słów, Lotte dostawała ciarek, a po policzku spłynęło kilka łez. Nie chciała być okłamywaną i okłamywać. Świat nabierał kolorów. Trzeba tylko odsłonić okna i wpuścić słońca!
To wszystko jest skomplikowane. Nie myśl o tym, nie mów o tym. Proszę. Nasza przyjaźń będzie inna, obiecuję! Nigdy Cię nie zdradzę. – Wtuliła się w niego delikatnie, nie chcąc nawet puścić. Sama nie wiedziała, co tak naprawdę mówi. Nie była świadoma swoich deklaracji, pojęcie wieczności i nieskończoności interpretowała na swój dziecinny sposób. Ale kochała Libertę z dziecięcą definicją tego uczucia. Patrzyła na niego jak w obrazek, widziała cały swój świat w tej jednej osobie, która nauczyła ją tak dużo o złych ludziach, rzeczywistości, uczuciach i przeszkodach życia. Upajała się zapachem jego skóry, głaszcząc go najdelikatniej jak mogła. Była przeszczęśliwa. Nic nie mogło zamącić tej chwili.
A jednak.
Dziewczyna odprowadziła Łowcę wzrokiem do drzwi. Sama nic nie słyszała, skąd mogła wiedzieć, o co chodzi chłopakowi? Słuch już nie ten sam, nie miała pojęcia, co się działo. Spojrzała ukradkiem na jego nadgarstek, który zbielał od zaciskającej się wokół niego bransolety. Bardzo go bolało? To przez nią? Zmrużyła lekko oczy, wstając z kanapy i ruszając powoli za nim, kiedy serce ścisnęło się z bólu.
Charlotte zatrzęsła się lekko, osuwając się z powrotem na kanapę; zaniosła się kaszlem, przyciskając piąstkę do piersi. Serce zaciskało się mocniej i mocniej, dziewczyna zaciskała zęby, kaszląc i rozpaczliwie łapiąc powietrze. Nie spodziewała się ataku akurat w tym momencie. Nie miała nawet leków. Dlaczego Łowca musiał przy tym być? Czemu teraz? Kuląc się na kanapie i połykając napływającą do ust krew, białowłosa łypnęła z ukosa na stojącą w drzwiach postać, która dziwnie mierzyła ją wzrokiem chyba już od otworzenia drzwi przez Księcia. Więc co? Miała coś na twarzy?
Zakasłała jeszcze raz, wydając z siebie zduszony jęk.
Urgh... – przekręciła się na bok, wycierając wierzchem dłoni krew cieknącą z kącika ust.
Powrót do góry Go down
Artregor
Muzykant

Artregor

Male Dołączył : 30/05/2013
Liczba postów : 20
Godność : Artregor
Wiek : 24
Rasa : Muzykant
Orientacja : Hetero lub Bi, zależy
Wzrost i waga : 187 cm ; 63 kg
Partner : A może Ty zechcesz?...
Pan/Sługa : Brak
Znaki szczególne : Blizna po ugryzieniu pieska
Aktualny wygląd : -Krótkie, niebieskie włosy jak na avku
-Jasna karnacja
-Błękitne oczka
-Spioszki :3(Avatar) A zazwyczaj ciemno niebieska koszulka
-Śpioszki a zazwyczaj czarne jeansy
-Buty normalne, zależy jakie ubiorę
Ekwipunek : - Misio który przybiera kształty instrumentów lub broni, zależy o co go poproszę :3(Zazwyczaj skrzypce bądź pianino)
- Jakaś kasa na cukierki i fajki
- Jakieś papierosy i zapalniczka(Nie palę ale zależy od nastroju)
- Scyzoryk schowany pod czapeczką
Inne : Mój Misio żyje tak jak moja czapeczka, znaczy rozmawiam z nimi :3 Ale mnie wkurwiają...
Multikonta : Niryoku...Moja ciemna strona którą ja nie jestem :3
Fabularnie : Nie śmiem prosić... Więc wolny.

Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptySob Lip 13, 2013 6:43 am

Artregor patrzał z niedowierzaniem na dziewczynę i męszczyznę i postanowił rozpaczliwie odpowiedzieć.
- Nie widzisz że coś się jej stało? Tak, mówię o tej kobiecie w Twoim pokoju....
Niepostrzeżenie Artiś lekko popchnął nieznajomego i zanim się za nim spojrzeli był już przy kobiecie. Po chwili wyciągnął leki jakich potrzebowała bo on też w sumie cierpiał na serce, i dodał.
- Połóż się i weź te leki, pomogą Tobie. Panie nieznajomy, mógłby pan przynieść trochę wody?
Artiś pomógł się położyć prawie konającej dziewczynie, zauważył krew i miźnął palcem delikatnie, chcąc spróbować. Tak, to był taki fetysz Artregora, wszystko co z serca jest jego głosem. Nie pytając ponownie, Artregor wyciągnął butelkę z wodą i podał dziewczynie lekarstwa. Czyżby ta sytuacja odmieniła jego życie? Stał się bardziej poważny? Nie wiadomo, przyszłość pokaże, jednakże teraz, najważniejsze było zdrowie dziewczyny. Nie wiadomo czemu, Artregor trzymał dziewczynę cały czas za rękę, może aż tak bardzo się martwił? Artregor wiedział, jednak wolał to ukryć przed resztą świata. Było po nim widać że jest bardzo przejęty oraz to, że wie co robi i czekał tylko aż dziewczyna weźmie leki.
- Osobniku pod drzwiami, tak w ogóle, mów mi Artregor
Dodał kucając przy dziewczynie. Poczuł się dziwnie, wiedział jednak że osobnikowi nie śpieszyło się za bardzo. Po chwili jednakże Artregor wstał, zostawiając na stoliku swoje ostatnie leki i dodał cichym głosem do nieznajomego.
- Zaopiekuj się nią dobrze i wiem że coś was łączy, jak będzie czegoś potrzebowała to jej pomóż.
Po tych słowach powoli pokierował się w stronę wyjścia a za drzwiami podniósł rękę i odwrócony tyłem do zebranych powiedział.
- Sayo~ Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Ostatnie spojrzenie pokierował ku leżącej dziewczynie i się do niej uśmiechnął słodko zamykając przy tym oczy, wyszedł z pomieszczenia i wolnym krokiem poszedł dalej. Po chwili się wrócił jednak przejmując się dziewczyną i siadł przy niej mówiąc do nieznajomego.
- Miło by było gdybyś się przedstawił.
Patrzy na dziewczynę dziwnym spojżeniem jakby ją już wcześniej widział.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptySob Lip 13, 2013 10:21 pm

Miał fajnie ozdobione drzwi? Że co? Lib uniósł brew ku górze, w wyrazie najwyższego politowania. Jego drzwi były najbardziej pospolitymi w okolicy, nie wspominając o tym, że czasem trzeszczały, dopominając się naoliwienia. Nie było zresztą sposobności, by było inaczej. Nie  chciał rzucać się w oczy, a wymodelowanie i przyprószenie brokatem framugi z pewnością by mu tego nie gwarantowało. Nic dziwnego, że był porażony inteligencją nieznajomego. I nic dziwnego, że warknął gardłowo, gdy ten przepchnął się i wparował do jego – proszę z naciskiem na „jego” - domu, jak do własnego, przy okazji kładąc te brudne łapska na Charlotte. Blondyn momentalnie uniósł górną wargę w wyrazie najwyższego obrzydzenia, bo naprawdę trudno było mu tolerować tak szczeniackie zachowanie. Sam zresztą nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak bardzo przeszkadzało mu to, co Artergor robił. Może to dlatego, że zachowywał się, jakby wiedział co robi? Albo dlatego, że był całkowitym palantem?
W dodatku zbyt wiele mówił. Wszystko co ślina na język przyniesie...
„Zaopiekuj się nią dobrze i wiem że coś was łączy (...)”.
- Twoi informatorzy są wadliwi, Artergorze. Tyle nas łączy, że aż dzieli. A w ogóle to dla ciebie „pan osobnik pod drzwiami”. (← Lena©) Chociaż wątpię, żebym się pod nimi zmieścił.
Skrzywił się. Gość był tu ledwie pół minuty, a zdążył go rozdrażnić. Jak ostatni debil rozmawiał ze swoją czapką, na gwałt rzuca się ku wilczycy, a teraz bawi się w dyktatora? - Ale tak, tak. Pewnie, wasza pieprzona wysokość. Już pędzę po wodę. W złotym dzbanie? – charknął, unosząc nawet ręce w geście poddańczym, by zaraz potem nogą zatrzasnąć drzwi, aż Frey zaskrzeczała, w dodatku hałasując skrzydłami, które z impetem uderzały o klatkę. Chwilę później rzeczywiście zahaczył o kuchnię i nalał do szklanki wody z kranu. Gdy wrócił, nieznajomy akurat wychodził. Momentalnie zrobiło się tu jakby mniej tłoczno (you don't say, genius). Libertá postawił szklankę na stoliku tuż przed Lotte i w momencie, w którym otwierał usta, by cokolwiek z siebie wykrztusić, to małe cholerstwo się wróciło.
Nie. To nie mogła być prawda...
„Miło by było gdybyś się przedstawił”.
Miło by było, gdybyś spieprzał nogami do przodu. Drzwi znajdziesz. Twoje ulubione. To absolutnie nie tak, że był niemiły. On po prostu walczył teraz z ochotą, by rzucić to wszystko w cholerę i rozejrzeć się za innym mieszkaniem, w którym nie czułby się jak jedyne normalne stworzenie w zasięgu wzroku. Nawet jego głos, choć cichy, pozbawiony typowego dla Regrettable`a spokoju. Trzymanie emocji na wodzy w takiej sytuacji okazywało się na wagę złota. A on naprawdę ledwo powstrzymywał się, by nie sięgnąć po broń, wetkniętą za pasek spodni. - Wycofasz się dobrowolnie, czy mam ci przestrzelić rzepkę, żebyś pojął znaczenie słów? – zapytał, rzucając Artergorowi znaczące spojrzenie. - Łapy od Charlotte, psie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptySob Lip 13, 2013 11:05 pm

// OGŁOSZENIE: Trzymamy się kolejki począwszy ode mnie: Lotte, Artregor, Libertá

N-Nic mi nie... khm! ... jest. – Wykrztusiła ciężko, pokasłując chwilę, odchrząkając i ostatni raz przełykając porcję krwi nagromadzonej w ustach. I faktycznie, twarz dziewczyny jakby na nowo przybrała kolorów, rumieńce znów wypłynęły na poliki, usilnie kontrastując z włosami, a bystre spojrzenie powoli omiatało całe pomieszczenie. Cóż, Sodoma i Gomora przy tym to jak nazywanie orła kurczakiem. Głupi przykład, ale czy to ważne? Tym bardziej, że Lotte znała już możliwości Liberty i wiedziała, że ten wzrok i ton głosu nie wróżą wspólnego skakania po łąkach, wypadów na kawkę i ciasteczko czy łażenia po sklepach w poszukiwaniu nowych butów i ciuszków. Bynajmniej – nie było nic gorszego niż spojrzenie, jakim gromił teraz nieznajomego, który śmiał bez pytania wedrzeć na JEGO teren, rozkazywać JEMU i rządzić się JEGO znajomą. Tego najwyraźniej było za wiele dla blondyna. Charlotte, ratuj sytuację!
Zielone ślepia przeskoczyły ze splecionych dłoni na pastylki, które prawdopodobnie miały coś zrobić jej z sercem. Chyba pomóc, ale kto go tam wie. W każdym razie nadszedł moment, kiedy Lotte zaczęła wszystko układać sobie w głowie: niebieskowłose stworzenie z Otchłani lub Piekła, które jak gdyby nigdy nic wtarabaniło się do i tak niewielkiej przestrzeni kawalerki, obecnie zajętej przez Wilczą i Łowcę; pastylki na serce, które musiała zaraz zwrócić dawcy z powodów następujących:
a) nie wiadomo, czy pomogą z korzyścią dla dziewczyny,
b) pastylki jej NIE POMAGAJĄ.
Idąc dalej, Libertá wyglądał jakby miał zaraz rzucić się na Artregora i zwyczajnie go zadusić, tudzież zastrzelić czy pozbawić życia w inny, dużo brutalniejszy sposób. A był do tego zdolny i Księżniczka dobrze o tym wiedziała. Pierw wysunęła dłoń z uścisku nieznajomego, który, o dziwo, sam wylazł z pokoju, zostawiając za sobą dziwne otumanienie. Lotte zerknęła na blondyna bardzo oszołomiona.
Rozumiesz coś z t... – Odwróciła głowę na powrót w stronę drzwi, marszcząc przy tym brwi w geście kompletnej dezorientacji. O co chodziło temu chłopakowi? Westchnęła ciężko, podnosząc się powoli i ospale. Jednocześnie skinęła w stronę Łowcy w ramach podziękowania za wodę, którą z grzeczności wychłeptała, nie omieszkając zalać przy okazji ubrań. Odstawiwszy szklankę uniosła dłoń do góry, pokazując Muzykantowi, że przegrzewa temat panoszenia się gdzie popadnie. Z należytą Lotte grzecznością, oczywiście.
Nee, nieznajomy! – Zaczęła chrypliwie. – Gdzie Twoje maniery? Wchodząc do czyjegoś domu trzeba się ładnie przywitać, przedstawić, zapytać, czy można wstąpić.~ Widziałeś, co właśnie zrobiłeś? Wkurzyłeś właściciela tego mieszkania! – Uśmiechnęła się miło, żeby nie zabrzmieć zbyt szorstko. Klasę należy utrzymać. Twarz skierowała ku Łowcy. – Ty też jesteś niemiły, chociaż masz uzasadnienie. I.. um... n-nie nazywaj go psem. – Delikatny rumieniec przyprószył nos dziewczyny, która najwyraźniej uznała oburzenie chłopaka za komplement. I nie w moim zakresie ocenianie, czy słusznie. Pokiwała powoli głową w zamyśleniu.
Może uspokójmy się i zacznijmy od nowa? Lib, czy Artregor może u Ciebie posiedzieć chwilę i popodziwiać Twoje wspaniałe, majestatyczne drzwi? – Zachichotała cicho. – Ach, Artie~ Jestem Lotte. A to Libertá. – przedstawiła dwójkę, uśmiechając się przy tym delikatnie. Nie powiem, wewnątrz się gotowało.


Ostatnio zmieniony przez Lotte dnia Nie Lip 14, 2013 8:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Artregor
Muzykant

Artregor

Male Dołączył : 30/05/2013
Liczba postów : 20
Godność : Artregor
Wiek : 24
Rasa : Muzykant
Orientacja : Hetero lub Bi, zależy
Wzrost i waga : 187 cm ; 63 kg
Partner : A może Ty zechcesz?...
Pan/Sługa : Brak
Znaki szczególne : Blizna po ugryzieniu pieska
Aktualny wygląd : -Krótkie, niebieskie włosy jak na avku
-Jasna karnacja
-Błękitne oczka
-Spioszki :3(Avatar) A zazwyczaj ciemno niebieska koszulka
-Śpioszki a zazwyczaj czarne jeansy
-Buty normalne, zależy jakie ubiorę
Ekwipunek : - Misio który przybiera kształty instrumentów lub broni, zależy o co go poproszę :3(Zazwyczaj skrzypce bądź pianino)
- Jakaś kasa na cukierki i fajki
- Jakieś papierosy i zapalniczka(Nie palę ale zależy od nastroju)
- Scyzoryk schowany pod czapeczką
Inne : Mój Misio żyje tak jak moja czapeczka, znaczy rozmawiam z nimi :3 Ale mnie wkurwiają...
Multikonta : Niryoku...Moja ciemna strona którą ja nie jestem :3
Fabularnie : Nie śmiem prosić... Więc wolny.

Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyNie Lip 14, 2013 7:47 am

Gotów już na krok poznania nowych znajomych postanowił wstać. Wysunął swoją dłoń ku Libercie, którego Lotta nazwała ''łowcą'', po chwili dodał.
- Więc jesteś łowcą, nie masz się czego bać nie jestem demonem. A tak poza tym, niemiłe by było przestrzelić komuś rzepkę przy kobiecie.
Spojrzał na Lotte.
- Nie mam tu za wielu znajomych, jedynym znajomym jest ta wełniana czapka w plecaku, która mówi. I przepraszam za moje zachowanie ale cóż, ta sytuacja wyglądała groźnie, pomyślałem że grzeczność należy zrzucić na drugi plan
- Tak, mówię wypuść mnie Artiś...Proooooooszeeeeeeee!!....
- Nie, jeszcze kogoś obrazisz lub coś więc siedź w torbie i postaraj się być cicho.
Artregor w tym czasie się uśmiechnął do znajomego już z imienia, Libercie. Czuł się niewyobrażalnie, w końcu ktoś go zauważył. Może Artregor znalazł przyjaciół? A może nie? Czas okaże. Wiele dziwnych myśli przeleciało mu przez głowę, jedną z nich była myśl ''Ciekawe czy poda mi dłoń?'', ale cóż, charakter Liberty mówił sam za siebie, ponad to Artregor był gotów go zaakceptować. Niektórzy myślą że jest on typem samotnika, grającego tylko smęty, ale się mylą, jest on otwarty na ludzi.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyNie Lip 14, 2013 7:17 pm

„Ty też jesteś niemiły”.
Doprawdy. Gdyby posiadał uszy, jak Charlotte posiadała, to pewnie w tym momencie cofnęłyby się do tyłu, przylegając ściśle do czaszki; przy okazji dorównałyby wyrazowi jego twarzy, który niewiele miał teraz porównań z czymś pozytywnym. Chłopak skrzywił się widocznie, nie mogąc zaakceptować faktu, że on również został zbesztany, nie mając ku temu żadnych predyspozycji. Sama Charlotte zachowywała się jakby w gruncie rzeczy nie stało się nic złego. To absolutnie nie tak, że Libertá nie martwił się stanem dziewczyny. Paradoksalnie do czynów niemalże wychodził z siebie, niespecjalnie rozumiejąc, co właśnie się stało. Atak prędko minął, ale powaga sytuacji nie pozwoliła mu do końca skojarzyć faktów.
Była chora? Moment... To Potwory bywają chore?
Zmarszczył jasne brwi, kiwając lekko głową na boki. Im dłużej znajdował się w tym towarzystwie, tym więcej niesprzeczności wyłapywał. W dodatku Lotte próbowała zatuszować każde potknięcie całej trójki, redukując to wszystko uśmiechem i słodkim wyrazem. Za to szczerze jej nie znosił. Nie potrafiła być niemiła nawet dla osób, które na to zasługiwały.
„Więc jesteś łowcą...”
Blondyn powolnie kiwnął głową i westchnął cierpiętniczo.
Nie boję się ― parsknął, przewracając błękitnymi oczami. ― Nie toleruję Potworów na moim terenie. Poza tym powinieneś być ostrożniejszy, nie sądzisz? Kto wie, ile razy padniesz na kolana z przestrzelonym kolanem, bo Lotte nie będzie w pobliżu? A co do ciebie ― tu zwrócił się do dziewczyny. ― nie prosiłem byś mnie przedstawiała. Lepiej by mi było, gdyby nie znał tego imienia ― warknął na zakończenie.
Tak to po prostu było. Albo jest się anonimowym i ma się święty spokój, albo raz zdradzi się swoje prawdziwe imię i od tego pory jest się ściganym przez stado bestii z samego dna otchłani. Regrettable uniósł dłoń i przesunął nią powoli po twarzy. Był zmęczony już samym tym zajściem...
„Może uspokójmy się i zacznijmy od nowa?”
Nie no. OCZYWIŚCIE. Przecież on widocznie tego pragnął.
„Lib, czy Artregor może u Ciebie posiedzieć chwilę i popodziwiać Twoje wspaniałe, majestatyczne drzwi?”
Nie. Wolałbym, żeby się wyniósł. Kto normalny ma ze sobą gadającą czapkę?
A czy tak naprawdę ktokolwiek, gdziekolwiek był normalny? Kim był, by określać takie standardy?
Niech wypierda ― zaciął się.
Rozległo się pukanie do drzwi, na które chłopak momentalnie przeklął cicho pod nosem. Bransoletka nie zacisnęła się jednak mocniej na nadgarstku, więc to nie mógł być żaden pomocnik Artergora. Och, chyba, że jakiś cholerny kontrahent, ale co do tego, Libertá szczerze powątpiewał. Obstawiał raczej zaspanych sąsiadów, którzy domagali się ciszy o tak później godzinie. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy po otworzeniu drzwi ujrzał czerwoną czapkę z daszkiem, spod której spoglądały na niego ładne, orzechowe oczy. Chłopak uśmiechnął się natychmiast i podał mu olbrzymie kartony.
Proszę bardzo.
Ah, tak. Regrettable uśmiechnął się przyjaźnie, odbierając zamówienie, zapłacił, pożegnał się i w momencie, w którym zamknął drzwi za dostawcą, uśmiech zdarł się z jego ust. Porozumiewawczo spojrzał ku Charlotte, a potem położył dwie pizze na stoliku.
Dostawcy zawsze przerywali w dziwnych chwilach.
Tyle w temacie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyNie Lip 14, 2013 9:31 pm

Tyłek dziewczyny opadł na miękką kanapę, a oparte na kolanach łokcie przyjęły na swe barki dłonie ciężar białego łba Charlotte. Innymi słowy - poddała się. Naprawdę nie miała w tej chwili pojęcia, jak złagodzić całą sytuację nie obrażając Artregora za wtargnięcie do mieszkania Libery ani nie denerwując samego właściciela jeszcze bardziej przez grzeczność wobec tamtego... To takie skomplikowane! Nazbyt, nazbyt skomplikowane. Nie wiedziała dokładnie, jak to wszystko ogarnąć, więc zamknąwszy oczy zwyczajnie uspokajała oddech po ataku. Minął szybko, w sumie jak zawsze. Bolało jak cholera, cud, że dawała radę oddychać; chrapliwie, bo chrapliwie, ale liczy się wymiana gazowa i bicie serca, co nie? Uniosła lekko głowę, omiatając pozostałą dwójkę spojrzeniem. Jeden zły, drugi dziwnie beztroski. Doprowadzało ją to do szału. Czystego szału!
A Lib co taki zdziwiony? Spotkali się, kiedy miała atak, niech przestanie mieć taki wyraz twarzy!
Zmarszczyła drobny nosek, wyrażając tym samym swoje niezadowolenie. Z sykiem wypuściła porcję powietrza z płuc, wstając ociężale i bardzo powoli. Zachwiała się lekko, wyciągając przed siebie dłoń na wypadek, gdyby Artregor rzucił się i chciał jej dotknąć. Warknęła pod nosem.
Ciiiicho. Proszę, już, wystarczy. – Łypnęła z ukosa na dwójkę. Chyba się poddenerwowała. Co z tobą, Charlotte? Okres masz? – Przepraszam, tak? Przepraszam, że Cię przedstawiłam, Łowco. Bardzo przepraszam. Mam nadzieję, że mnie za to nie wyrzucisz z tego mieszkania. – Prychnęła sarkastycznie, mrużąc delikatnie ślepia. – Artregorze, do jasnej anielki, weźże się ogarnij! Jesteś w obcym miejscu i panoszysz się jak niewiadomo gdzie! Wygląda Ci to na jakieś muzeum, że podziwiasz te chol... khm, głupie drzwi i włazisz gdzie chcesz?! Nikt Cię nie wychował w tej Otchłani? – Była już mocno wkurzona. Prawdopodobnie ze zmęczenia, wyczerpania i bólu. Za dużo wrażeń jak na kilka godzin, o wiele za dużo. Białowłosa nie była przystosowana do takiego stylu życia. Czuła się jeszcze gorzej niż zazwyczaj. Zerknęła na Libertę łagodnie jakby starała się go przeprosić za podnoszenie głosu.
USPOKÓJ TO COŚ! CZEMU TA CZAPKA GADA?! – wrzasnęła ze łzami w oczach, będąc już u granic wytrzymałości emocjonalnej. Wbiła w niego karcące spojrzenie, kontynuując wypowiedź:
Pff. Wyjdź, Artregorze. Wyjdź, zapukaj w Majestatyczne Drzwi i czekaj na pozwolenie, dobrze? Bardzo, bardzo Cię przepraszam za uniesienie. Po prostu wyjdź i pukaj. – Schyliła się lekko w ramach przeprosin, po policzkach płynęły już łzy zdenerwowania na nich i samą siebie. Przede wszystkim na samą siebie. Co w nią wstąpiło? Czemu tak się wydarła? Przecież obiecała, obiecała sobie, że nigdy nie krzyknie na kogoś! Dlaczego...?
Głowa dziewczyny zwróciła się w kierunku Majestatycznych Drzwi, zza których dobiegło pukanie. Pizza, prawda? Oby pizza, a nie kolejny głos. Jeszcze trochę ludzi w tym ciasnym pomieszczemiu i zejdzie. Po prostu zejdzie. Zielone ślepia zmierzyły dowoziciela, a sama Lotte posłała mu przyjemny uśmiech jakby wcale nie krzyczała na całe gardło na jednego z przebywających w pokoju. Przekrzywiła lekko głowę, patrząc na Libertę, który z dawnym i tak lubianym przez nią wyrazem twarzy przyniósł jedzenie do domu. W końcu. Naje się i wszystko wróci do normy. Będzie jak kiedyś.
Otworzywszy jedno z pudełek, buchnęło na nią ciepłe powietrze i wspaniały zapach, od którego aż zabłyszczały się jej ślepia. Wyciągnęła rękę, nawet nie pytając i nie mając zamiaru pytać o nic Artregora. W tym momencie był dla niej jak powietrze. Tak ją wkurzył, a co!
Mm~ – Uśmiechnęła się pod nosem, wgryzając się w ciasto i ze smakiem powoli pochłaniając kawałek pizzy. Nareszcie coś dobrego. Teraz mogło być już tylko lepiej. Oby.
Powrót do góry Go down
Artregor
Muzykant

Artregor

Male Dołączył : 30/05/2013
Liczba postów : 20
Godność : Artregor
Wiek : 24
Rasa : Muzykant
Orientacja : Hetero lub Bi, zależy
Wzrost i waga : 187 cm ; 63 kg
Partner : A może Ty zechcesz?...
Pan/Sługa : Brak
Znaki szczególne : Blizna po ugryzieniu pieska
Aktualny wygląd : -Krótkie, niebieskie włosy jak na avku
-Jasna karnacja
-Błękitne oczka
-Spioszki :3(Avatar) A zazwyczaj ciemno niebieska koszulka
-Śpioszki a zazwyczaj czarne jeansy
-Buty normalne, zależy jakie ubiorę
Ekwipunek : - Misio który przybiera kształty instrumentów lub broni, zależy o co go poproszę :3(Zazwyczaj skrzypce bądź pianino)
- Jakaś kasa na cukierki i fajki
- Jakieś papierosy i zapalniczka(Nie palę ale zależy od nastroju)
- Scyzoryk schowany pod czapeczką
Inne : Mój Misio żyje tak jak moja czapeczka, znaczy rozmawiam z nimi :3 Ale mnie wkurwiają...
Multikonta : Niryoku...Moja ciemna strona którą ja nie jestem :3
Fabularnie : Nie śmiem prosić... Więc wolny.

Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyPon Lip 15, 2013 5:03 am

- Dobrze.
Odparł Artregor, chwilę później dodała jego czapka z plecaka.
- Co ty kurwa wyprawiasz? Chcesz się im przypodobać frajerze? Wychowywałeś się sam jak palec a jakaś panna i koleś Hulk będą ci dyktować co masz robić?! Frajer!!To ja byłem przy tobie, zawsze i ci pomagałem w tródnych sprawach, owszem, Sensei uczył cię jak przetrwać ale po co się tak wysilasz i poświęcasz dla nieznajomych?! Oni cię nigdy nie zrozumieją i tego co robisz, daj sobie spokój...
Na końcu czapeczka powiedziała coś, co sprawiło że Artregorowi pociekła jedna łza, lecz postanowił wyjść tak jak to powiedziała Lotta. Więc wyszedł powolnym krokiem, usiadł koło drzwi i myślał ''Serio to dziwne...''. Brak pukania mógł oznaczać wiele rzeczy jednak Artregor musiał pomyśleć. Skoro wyszedł na zewnątrz czemu by nie miał zapalić? Poszedł gdzieś zdala od kawalerki, gdyż nie wiedział czy oni palą, wyciągnął 100s i zapalił. Myślało mu się wtedy lepiej. Po chwili czapka powiedziała.
- Artregorze, czemu nie powiesz im prawdy że wychowywałeś się sam, bez rodziców? Nie możesz całe życie się uniżać z tego powodu...Widać, że nie chcą cię poznać...
Może czapeczka mówiła słusznie a może nie? którz to wie, jednakże Artregor odpowiedział czapce cichym, stanowczym głosem.
- Bo nikt nie rozumie śmieci. Zawsze to tylko nic nie znaczący śmieć.
Zamyślił się i nadal palił swojego papierosa.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyWto Lip 16, 2013 5:11 pm

„Nie” ― mówił wyraz jego twarzy. „Ja umywam ręce”. Owszem. Był cierpliwy. Był pieprzoną oazą spokoju, ale nie, kiedy wszystko takimi tonami zwaliło mu się na głowę. W dodatku Charlotte stale miała coś wyjątkowego do powiedzenia. Czemu on jeszcze nie pojął rozumowania tej istoty? Ona zwyczajnie była jedną z tych zakichanych pacyfistek. Wszystko miało się „jakoś ułożyć”. Nieważne, że zwyczajnie się nie dało. Ona wierzyła w to, że poda Artergorowi dłoń, uśmiechnie się niczym zachwycony gospodarz domu, zaprosi do środka i poczęstuje pizzą.
Coś jeszcze, wasza śnieżnobiała wysokość?
Chłopak uniósł dłonie. Już drugi raz w ciągu pięciu minut w geście poddańczym. Naprawdę nie chciał się w to bawić. Już teraz miał szczerą ochotę wywalić Potwora za drzwi z połamanymi kończynami. I niech się czołga do tej swojej Otchłani. Ale nie. Nie, bo Lotte. Nie, bo jej zdanie. Nie, bo jej słabnące uwielbienie w oczach, co, Lib? Zmarszczył delikatnie nos, sięgając za siebie. Kieszeń wypełniona warstwą wszelakich pierdoł pomieściła dwa palce blondyna, który po chwili wyciągnął jeden z trzech noszonych przy sobie kluczy. Rzucił go w stronę wilczycy.
Chata jest twoja. Rób co chcesz. Biegnij po kretyna, zaproś go, rozwalcie mi telewizor i kuchnię. Róbcie co wam się żywnie podoba, ale jak wrócę ma go nie być. Teraz ci lepiej? Przecież jestem miły. Oddaję wam na parę godzin całe mieszkanie!
Doprawdy, Liberto, jak dziecko!
Chłopak skrzywił się i wyszedł, zostawiając za sobą Lotte i kuszący zapach, ciepłej pizzy.

| [z/t] Przepraszam. Nie wyrabiam. Sami widzicie, że odpisuję raz na ruski rok. Muszę unormować wszystkie pozostałe odpisy. Wtedy chętnie poprowadzę z wami jeszcze fabułę, heh. |
Powrót do góry Go down
Artregor
Muzykant

Artregor

Male Dołączył : 30/05/2013
Liczba postów : 20
Godność : Artregor
Wiek : 24
Rasa : Muzykant
Orientacja : Hetero lub Bi, zależy
Wzrost i waga : 187 cm ; 63 kg
Partner : A może Ty zechcesz?...
Pan/Sługa : Brak
Znaki szczególne : Blizna po ugryzieniu pieska
Aktualny wygląd : -Krótkie, niebieskie włosy jak na avku
-Jasna karnacja
-Błękitne oczka
-Spioszki :3(Avatar) A zazwyczaj ciemno niebieska koszulka
-Śpioszki a zazwyczaj czarne jeansy
-Buty normalne, zależy jakie ubiorę
Ekwipunek : - Misio który przybiera kształty instrumentów lub broni, zależy o co go poproszę :3(Zazwyczaj skrzypce bądź pianino)
- Jakaś kasa na cukierki i fajki
- Jakieś papierosy i zapalniczka(Nie palę ale zależy od nastroju)
- Scyzoryk schowany pod czapeczką
Inne : Mój Misio żyje tak jak moja czapeczka, znaczy rozmawiam z nimi :3 Ale mnie wkurwiają...
Multikonta : Niryoku...Moja ciemna strona którą ja nie jestem :3
Fabularnie : Nie śmiem prosić... Więc wolny.

Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyPią Lip 19, 2013 8:05 am

Artregor po skończeniu papierosa, schował czapkę z powrotem do plecaka, wstał i poszedł w stronę Kawalerki. Tym razem miał zapukać jak to Lotta określiła, więc puka.
- To ja, Artregor.
Zachciało mu się kichać więc kichnął i pomyślał ''pewnie znów Liberta będzie się kłócił i mówił o mnie 'kundel' ''. Po chwili jednakże Artregor usłyszał jedną osobę. No cóż, jak został z Libertą to będzie jatka a jak z Lotte to super. Zapukał kolejny raz w nadziei że Lotta otworzy drzwi. Po chwili odezwała się czapka.
- Ja Ci mówię, Lotta została sama. Nie musisz ukrywać że się Nią przejmujesz... Ona chyba to wie
- Ucisz się...
Powiedział Artregor przeraźliwym głosem i po chwili czapka się schowała. Pomyślał sobie ''Może jej dobrze nie znam ale czuję potrzebę opieki nad Nią''.
- Co się ze mną dzieje? Czyżbym...? Eh.
Po chwili jednak chyba pogodził się z prawdą iż jest inny niż inni, jest sobą, dziwnym Artregorem.
Więc Stał pod tymi drzwiami czekając aż ktoś otworzy.
Nie usłyszał żadnych odgłosów ani reakcji Lotty, Artregor westchnął powolnym krokiem podążając w nieznane miejsce które miał zamiar odwiedzić, gdyż był ciekawskim człowiekiem. Cóż, w końcu mógł założyć czapeczkę i z nią pogadać, jednakże wiedział iż czapka będzie pierdzieliła o dupie marynie, ale był na to gotów.
- Arti, mówiłem Tobie że to suki i nic ich nie obchodzisz, ale nie chcę Cię dołować więc zamilknę.
- W dupie to mam.
Mruknął cicho. Arti nie był typem osoby co się dołuje z byle powodu, owszem, olali go, lecz on postanowił brnąć dalej przez życie jakby nigdy nic.

z/t
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  EmptyWto Lip 30, 2013 8:54 pm

Niewielka kawalerka  GbylGNie miała złych intecji, absolutnie. Nie zawsze wychodziło tak jak chciała i nie zawsze była rozumiana, ale teraz starała się jedynie złagodzić nerwową sytuację, która powstała po części z jej winy. Było jej cholernie przykro, że tak to się wszystko kończyło. Zawiesiła wzrok na Libercie, łapiąc od niechcenia klucze i bez słowa odprowadzając go wzrokiem. I dobrze, że opuścił mieszkanie. Ochłonie, pozabija trochę i wróci jak nowo narodzony. Pewnie nastąpiła dla niego zbyt duża zmiana. Na pewno tak. Muszą oboje poczekać, w końcu będzie normalnie!
Niewielka kawalerka  GbylGBiały łeb zwrócił się w stronę drzwi, a z ust Charlotte wyrwało się głuche westchnięcie. Nie miała siły mu odpowiadać, nawet nie chciała. Po prostu uzna, że jej nie ma. A kiedy indziej znajdzie go i na pewno przeprosi, jak zawsze. Tak musiała zrobić, tak! Jak się już uspokoi, naje i wszystko... zrobi. Znowu dobiegł do niej głos czapki, na co dziewczyna cicho zachichotała, pochłaniając kolejny kawałek pizzy. Nic nie poradzi, takie dziwne rzeczy się zdarzają; o dziwo coraz częściej.
Niewielka kawalerka  GbylGSłysząc kroki Artregora, uśmiechnęła się pod nosem, przepraszając go w myślach, wstała i spokojnie opuściła mieszkanie, zamykając je na klucz. Czas pozwiedzać, co?


zt~
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Niewielka kawalerka  Empty
PisanieTemat: Re: Niewielka kawalerka    Niewielka kawalerka  Empty

Powrót do góry Go down
 
Niewielka kawalerka
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Miejsca zamieszkania-
Skocz do:  
_______________________