IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rezydencja Adrichów

Go down 
AutorWiadomość
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Rezydencja Adrichów   Nie Kwi 07, 2013 6:58 pm

~ Posiadłość sama w sobie nie jest specjalnie wielka, ale też wystarczy dla przeciętnie liczebnej rodziny. Barwa zewnętrznych murów jest kawowo-beżowa, a do tego czarna dachówka. Kolejnym elementem jest ogród, który nie należy do ogromnych jednak jest idealny, by wygrzać się latem na słońcu, pobiegać. Przestrzeni w nim nie brakuje. Ciepłą porą roku dominują w nim kwiaty, leżaki, parasole, aby zbyt wiele promieni słonecznych nie dotarło do skóry. Znajdują się w nim również drzewa (niektóre stare), aby dawały upragniony cień. Z tyłu posiadłości taras, na którym to znajduje się stolik, krzesła. Idealny na poranną kawę, czy herbatę.

*Kuchnia - urządzona w nowoczesnym stylu jak całe wnętrze mieszkania. Sprzęty elektroniczne niezbędne do funkcjonowania. Blaty harmonizujące z kolorem beżu. Ciemna podłoga, mianowicie ciemnobrązowe drewno (jak w całym domu). Rząd szafek przytwierdzone do ściany. Kuchenka, piekarnik, lodówka. Wszystko, co potrzebne.

*Jadalnia - jasno kakaowe ściany, stół ze stosunkowo ciemnego drewna (spory), krzesła do kompletu. Do pomieszczenia wchodzi dużo światła dzięki odpowiedniemu ustawieniu okien. Kilka drobnych obrazów na ścianie, lampa z beżowym abażurem. W kilku miejscach ustawione kwiaty w doniczkach, żeby było przytulniej.

*Łazienka - przestronne pomieszczenie, w którym to znajduje się duża wanna z jacuzzi wbudowana w niewielki podest z marmuru okalany jasnoniebieskimi płytkami. Łączą się tu dwa kolor ścian, mianowicie fokusowej zieleni oraz błękitu. Dwie umywalki łączące się w jedną wspólną z małymi szafkami nad nimi. W drugiej części łazienki jest prysznic, gdyby nie było czasu na długą kąpiel. Specjalny regał na solne, płyny do kąpieli, szampony itp. Ręczniki w większości znajdują się w specjalnej komodzie, a reszta na wiklinowym koszu. W drugim kącie kosz wiklinowy na brudna bieliznę.

*Salon - duży, a w nim długa, wygodna sofa, trzy fotele. Na przeciwko komoda z szufladą i półką zaś na niej wszelakie ozdoby. Nad nią telewizor plazmowy. Na środku pokoju spory dywan. Kolorystyka jasna podobna do kuchni. Olbrzymie okno z widokiem na okolicę. Nie brak w mieszkaniu kwiatów, aby z gustem zapełnić przestrzeń. Stolik do kawy, aby czasem z napojami, czy przekąskami przenieść się właśnie tutaj.

*Sypialnia Arthura - ciemna czerwień, wręcz szkarłat okala ściany tego pomieszczenia. Przestronne łóżko, żeby to mógł się swobodnie wyspać w dużej przestrzeni. Pościel i inne przedmioty są dostosowane do koloru ścian. Lampa nocna w jednym kącie, mniejsza na etażerce z ciemniejszego drewna. Beżowy dywan kontrastujący ze szkarłatem. Przy jednej ze ścian umieszczony jest czarny fortepian, a nieopodal dwa fotele z wysokim oparciem. Duża komoda, aby pomieścić ubrania.

*Sypialnia Scotta - Spory pokój, bo to przecież zarówno jego pracownia jak i miejsce sporadycznego przebywania. Tak czy inaczej musi gdzieś sypiać i uczyć się w cieple. Podłoga z ciemnego drewna. Ściany w kolorze kremowo granatowym. Na jednej z granatowych ścian namalowany jest karateka. Duży, puszysty, miękki dywan koloru granatowego. Spore łóżko, pościel dopasowana pod kolor ścian. Lampa powieszona przy łóżku w formie granatowego księżyca. Obok łóżka etażerka z dwiema szufladami na różne duperele, dziecięce kosmetyki. Nieopodal łóżka biurko z jasnego drewna. Jest wręcz ogromne, ponieważ znajduje się tam laptop, mikroskop, różne probówki, fiolki, pipety i tym podobne. Na dużej półce przypominającą szafkę wiele książek. Jedne dotyczące muzyki, inne sztuk walki, ale większość roślin oraz chemii. Od czasu do czasu przeplatała się jakaś manga, czy zwykła bajka dla dzieci, różne opowieści. Telewizor z xboxem, na którym czasami gra. Jak ma czas i chęci. Sporo kwiatów w doniczkach, o które sam dba, bo po prostu lubi i ma taką manię. Komoda z ubraniami, a obok niej spore lustro, żeby mógł się jakoś widzieć. Na środku dywanu fotel ze skóry wypełniony czymś miękkim, jakby jakieś kulki... W każdym razie jest elastyczna i idealna do tego, by czytać w najrozmaitszych pozycjach.

*Przechowalnia - średnich rozmiarów pomieszczenie służące do przechowywania pralki, suszarki, czyli generalnie prania. Jako, że do łazienki nie pasuje wstawić tych sprzętów znajdują się tutaj. Dodatkowo jakieś miotły itp.

*Biblioteczka - wiadomo do czego służy pokój. Zapełniony jest obszernymi, wysokimi półkami na książki, ponieważ ta dwójka uwielbia czytać. Nie brak tutaj poduszek w różnych kolorach, kanapy, czy foteli. Przy czytaniu musi być wygoda. Kilka drobnych stolików z krzesełkiem. Przytulnie i ciepło.

*Dodatkowe pokoje x2 - gdyby jacyś niespodziewani goście zechcieliby się zatrzymać po podróży czy cokolwiek mają tutaj dla siebie swój kącik. Nie są ogromne owe pokoje, ale na pewno nie można narzekać na brak komfortu. ~



***Stare posty***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sro Cze 19, 2013 9:18 pm

Stuk stuk stuk
Gilbert prowadził Lera trzymając go za uzdę. Jednorożec prawie trafił w odpowiednie miejsce, ale do przejścia i tak zostało „parę” metrów, których chłopak absolutnie nie miał zamiaru spędzić siedząc na grzbiecie koniowatego przytulony do Arthura. Rozumiał, że Adrich miał spory problem, że był wyczerpany, że ranny... ale trzymać się mógł. Skoro tak – nie było w ogóle o czym dyskutować. Im dalej od siebie, tym lepiej.
Tym bezpieczniej.
- Masz jakieś klucze czy mam się włamywać oknem? Kominem? Łomem? – zagadnął po fali milczenia, gdy jego oczom ukazała się rezydencja łowcy. Miał tylko jeden cel teraz – odprowadzić go do domu. Co prawda sam pomysł był beznadziejny. Nie oszukujmy się; osoby, które ledwo dychają, powinny ledwo dychać w szpitalach, a nie w domach, w których nikt się nimi nie zajmie. Jeśli Arthur miał choć cień nadziei, że Wilk będzie go doglądać, to już na starcie się potknął. On mu tylko przyświadczał przysługę, której Adrich będzie szczerze żałować. Być może nawet oszaleje – bo wszystko na to wskazywało – lub ostatecznie wykrwawi się na śmierć, bo bandaże nie Jezus – cud nie tworzą. To nie leżało już jednak w interesie Gilberta. Dawien dawno Arthur uratował mu życie. W zamian wilczy parę razy mu pomógł. Ten raz będzie ostatni. Właśnie spłaci zaciągnięty kredyt i może wreszcie wszystko będzie mniej wybuchowe.
- Chyba, że zostawiasz otwarte? - zapytał, gdy już stanął przed drzwiami do środka. Ler potrząsnął łbem, ale to nie oznaczało, że Gilbert puści uzdę. Wręcz przeciwnie: przytrzymał ją jeszcze mocniej, doprowadzając koniowatego do porządku. Jednorożec wydawał się czymś bardzo niezadowolony.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Czw Cze 20, 2013 7:04 pm

Zielonooki z trudem utrzymywał jako taką przytomność. Nawet, jeśli wiedział, iż upadek z jednorożcowego grzbietu może być bolesny, co chwila zamykał ledwie widzące ślepia i przechylał się lekko na bok. Nie spadał jednak, zawsze w porę zdążył się „obudzić”. Przynajmniej póki nie pochylił się tak mocno, że aż dotknął czołem obejmowanej dłońmi końskiej szyi. Było to kilkadziesiąt metrów od ogrodzenia domu, w którego stronę zmierzali.
Gilbeeert… – wymamrotał nieprzytomnie. Jego głos był chyba tak poważny, jak nigdy wcześniej. – Zrobię dla ciebie co zechcesz. Wszystko, o co poprosisz i co rozkażesz – dokończył, wsuwając chude palce w smolistą grzywę wierzchowca. Tak, mówił serio. I tak, nie miał pojęcia, że powiedział to na głos. Oczywiście, miał zamiar robić to tak czy inaczej, ale jakoś niezbyt mu się chciało to mówić. Neh. Przytomność, albo w tym wypadku jej częściowy brak, znowu odwaliła robotę za niego.
Uchylił lekko powieki po momencie. Akurat jakoś tak w połowie zdania wypowiadanego przez Wilka. Wyprostował się jako tako i rozejrzał nieco. Kolorowe plamy nic mu nie mówiły, ale poczuł zapach kwiatów, który kojarzył z własnym domem.
Klucze… Pod doniczką zawsze są jakieś zapasowe – odpowiedział. Odetchnął głębiej otchłaniowym powietrzem, w którym wyczuwalna była łagodna woń roślin rosnących gdzieś w ogródku. Nadal nie czuł się najlepiej, jednak tu wydawało mu się, iż ma więcej siły jak w ludzkim świecie, który dopiero co opuścili. I nie, wcale nie myślał o byciu niańczonym przez czarnowłosego. Radził sobie sam w gorszych sytuacjach, a w dodatku nie będzie aż tak bardzo osamotniony. Scott powinien przecież raz na jakiś czas zaglądać do domu, choć kto go tam wie. Dawno się nie widzieli i szczerze mówiąc, Arthur nawet nie wiedział, czy jego syn przypadkiem z fochem nie poszedł mieszkać pod mostem.
Ja to nie ty, raczej dbam o zawartość domu – mruknął w odpowiedzi, zsuwając się z końskiego grzbietu. Objął szyję jednorożca, kiedy nogi lekko się pod nim ugięły. Stawanie tak nagle było raczej złym pomysłem. Odsunął się po paru sekundach, żeby przesunąć brązową donicę z jakąś bliżej niezidentyfikowaną, sporą rośliną. Palcami wymacał niewielki, szarawy przedmiot, który okazał się być kluczem, jakoś przysunął się do drzwi i znów palcami namierzając zamek, otworzył je.
- Wejdziesz? Choćby i na chwilę? – zapytał, oglądając się na Vampę. Domyślał się, że raczej nie ma co liczyć na godzinne ploty przy filiżance herbaty.


Ostatnio zmieniony przez Arthur dnia Czw Cze 20, 2013 8:45 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Czw Cze 20, 2013 8:21 pm

Sam otworzyłby drzwi. Był dużym chłopcem i potrafił podnosić doniczki.
- Też bym dbał o swój dom, gdybym go miał.
Uśmiechnął się tak cierpko, że to aż bolało. Możliwość nazwania jakiegoś miejsca swoim „domem” była niesamowita. Bezcen. Prawda była jednak taka, że większości to prawo nie przysługiwało. Nie tutaj. Od dawna. Gilbert podświadomie zdawał sobie z tego sprawę, ale jednocześnie był na tyle upartym tworem, by dążyć do nieosiągalnego celu. I niech mnie kule biją, jeżeli tego nie dokona. Z punktu widzenia osoby trzeciej – miał dom, prawda? Mieszkał z Mio i... no właśnie. Tylko z Mio. Z Mio, która ulatywała jak powietrze z przebitego balonu. Gilbert nawet teraz wiedział, że długo jej nie zobaczy. Można nawet uznać, że od pewnego czasu budynek, który dawniej nazywał domem, stoi pusty i samotny.
Martwy...
- Oczywiście, że wejdę. Za kogo ty mnie masz? Czy ja ci wyglądam na psa wartownika, który nocami i dniami pod drzwiami ślęczy? Daj spokój. Ktoś musi ci zrobić kawę, przynieść koc, odkurzyć roślinki, przespać się w twojej lodówce i dać ci do wiadomości, że samotność jest najgorszą karą jaka panuje w tym równoległym świecie. Jesteś masochistą czy to głupota zwala z nóg twoje racjonalne myślenie? Dlaczego nie mógłbyś zostać w miejscu, w którym jest ciepło? Wiem. Ono samo w sobie jest bardzo chłodne. Tam bycie miłym to jedynie cecha nabyta, którą personel musi się posługiwać, aby nie pogorszyć stanu pacjenta. Chodzi mi o ciepło pod względem fizycznym, nie psychicznym czy moralnym.
Gilbert wszedł do środka. W połowie kroku pysk Nuta przeistoczył się w podłużny przedmiot. Miecz o czarnej powłoce w sekundę skrócił się do rozmiarów poręcznego nożyka. Broń z nienaturalną szybkością została wetknięta za pasek. To zabawne, ale czarnowłosy nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek tu był... Słaba pamięć czy jednak brutalna rzeczywistość? Musiał przyznać, że jak na pierwszy raz... no cholera jasna! Jak to możliwe, że taka mała gnida mieszka w takim czymś? Gilbert takiego „majątku” nie dorobi się w życiu.
Chłopak powoli rozłożył ręce na boki, jakby zaraz miał sam do siebie powiedzieć, że nie dla psa kiełbasa. Trudno. Mieszkanie pod dyktą jeszcze nikogo nie uśmierciło.    
- Idź się położyć, byle w jakimś sugestywnym miejscu. Wolałbym nie znaleźć cię nagle w szufladzie albo uwieszonego na żyrandolu. Wiesz przecież, że mam słabe nerwy... – westchnął cicho, próbując po omacku znaleźć kuchnię. Gdzieś to bydle musiało tutaj być... a on miał nieprzemożoną potrzebę wypicia paru kropel stawiającej na nogi kawy.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Czw Cze 20, 2013 10:28 pm

Niby był i niby potrafił, ale Arth lubił swoje roślinki i wolał, żeby ta konkretna nie wylądowała ziemią do góry, a doniczka stała się niezidentyfikowaną górką brązowych odłamków.
- Nie wiem czemu, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
Szukał odpowiedniego miejsca latami, w międzyczasie nocując gdzieś w rowach, pod mostami, w lesie pod kamieniem, u kogoś w ogródku pod krzakiem, w siedzibie Akatsuki, a raz na jakiś czas nawet i u jakichś znajomych. Tak, miał ich. Trudno, że znajomość podejrzanie się po takim nocowaniu urywała. Naprawdę nikt nie wiedział dlaczego. No przecież każdy raz na jakiś czas chodzi sobie przez sen z nożem w ręku… prawda? Adrich wreszcie został zmuszony przez „czynniki wyższe” do zamieszkania gdzieś na stałe i… jakoś tak się złożyło, że wybrał akurat to miejsce. I wcale nie ze względu na położenie ani nawet cenę. Na to akurat w ogóle nie patrzył. Po prostu musiał się przenieść z koczowniczego trybu życia na nieco bardziej osiadły.
Ale to nie zmieniło faktu, że i tak samotność go dobijała. Nawet, jeśli nie był w tym domu sam.
- Wiesz… Przez chwilę miałem wrażenie, jakbyś tylko czekał na okazję do zwiania. Mh… – rzucił klucz gdzieś w kierunku szafki niedaleko wejścia. Jak nie trafił, to trudno. Miał prawo nic nie widząc. – Jedno i drugie. Poza tym… nie lubię siedzieć u ludzi. I nienawidzę lekarzy. A pielęgniarki z Akatsuki? Niby ładne, niby miłe, nawet, jeśli z przymusu, ale traktują mnie jak pięciolatka. Tu czuję się lepiej, serio.
Blondyn przynajmniej stał o własnych siłach, a tam ledwie unosił ręce. Miejsce Potworów było w Otchłani. A szczególnie tych, których stan zdrowotny był mało zadowalający. Zamknął drzwi nogą, w międzyczasie rozglądając się w celu zlokalizowania jakichś punktów orientacyjnych przedpokoju. Poza rozmytym kolorem ścian, który gdzieś tam mieszał się z inną barwą podłogi, nie dał rady nic zobaczyć. Dlatego też „przylgnął” do jednej z pionowych powierzchni i dotykając jej ręką, szedł prawie jak ślepy bez przewodnika. Dobrze przynajmniej, że jakoś tam ogarniał pamięciowo, co gdzie jest, a raczej być powinno, więc niestety nie udało mu się z cudnym efektem zaliczyć gleby.
- Najpierw muszę się umyć. Wolę nie wiedzieć, jak wyglądam. Pewnie tragicznie. A wcześniej muszę znaleźć okulary, co raczej potrwa… Albo i nie – Adrich przesunął palcami po jakimś blacie, całkiem przypadkiem, dzięki czemu natrafił na poszukiwany przedmiot w czasie krótszym niż myślał. Szybko wsunął okulary na nos i aż się zachwiał z wrażenia. Ostrość obrazu natychmiast powróciła do normalności, choć po bokach gdzieniegdzie nadal pozostawały kolorowe smugi. – No dobra. To idę się ogarnąć, a ty postaraj się nie spalić mi domu – rzucił i poszedł najpierw do swojego pokoju po jakieś ubrania, a potem do łazienki.
Widząc swoje odbicie w lustrze, o mało co się nie odwrócił. Blada twarz, sine wargi, oczy pozbawione iskierek życia i oklapnięte, nieco potargane włosy. I do tego jeszcze znowu był na dobrej drodze do stania się chodzącym szkieletem. Pokręcił lekko głową i wykręcił palcami parę śrubek, żeby po krótkiej chwili odłożyć na szafkę domontowane ostrze z nadgarstka. A chwilę potem wlazł pod prysznic. Byle szybko, póki się jakoś trzyma na nogach. Jak już się ubierze, to może paść nawet i na ziemię. Tylko teraz lepiej nie ryzykować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Pią Cze 21, 2013 9:02 pm

Nie chciał mu wierzyć? Cholipcia! A to ci peszek! Gilbert spojrzał na niego tylko z miną w stylu: „nie to nie”. Zwyczajnie nie zależało mu na jego zdaniu, skoro widać było jak wielkie pokłada w nim nadzieje. Owszem. Być może przez gruboskórność nie wydawał się zbyt zżyty z jakimkolwiek miejscem, ale na dobrą sprawę i on pragnął swojego malutkiego kącika, w którym bezpieczeństwo wysunie się ponad wszystko inne. Gdyby coś takiego rzeczywiście wpadło mu w łapki, to pielęgnowałby to z należytą troską. Być może górowałby tam bałagan, może nie byłoby tak baśniowo, jak w wizjach pozostałych – ale to miał być jego kącik. Jego. Coś własnego, indywidualnego, coś co by go opisywało lepiej, niż wszystkie słowa, jakich używał, aby przedstawić drugiej osobie wizję swojego „miejsca”. Na nic się to zdawało, jak widać. Salvatore nawet teraz musiał znosić drażniące sprzeciwy od ludzi, którzy najwyraźniej wcale go nie znali. Niech Arthur myśli sobie co chce! W końcu jeśli ma zamiar prowadzić aktualny tryb życia to i tak niedługo zdechnie. A jego zdanie wraz z nim.
O czym ja myślę?
Gilbert pokręcił głową, łapiąc się na tym, że nawet starych kumpli próbuje siłą do grobu wpakować. Brakowało mu tylko kowbojskiego kapelusza, wykałaczki w zębach i takiego seksownego spojrzenia mówiącego: „Bang, baby”. W zamian za to posiadał inny typ wzroku, którym zaraz obdarował blondyna (choć doskonale wiedział, że go nie zauważy).
- Co ty powiesz? – rzucił kąśliwie, przesuwając palcami po twarzy. - OCZYWIŚCIE, że chcę się stąd urwać jak najszybciej. Nie mam całego dnia, aby tu ślęczeć... i ochoty. Twój widok w takim stanie nie napawa mnie szczególnym szczęściem czy innym, wygórowanym uczuciem bazującym na pozytywie. Mogę jednak ze wzgląd na stare czasy zadzwonić do kogoś, aby do ciebie przyszedł i się tobą zaopiekował, bo... ekhm, jak widać, opieka jest ci śmiertelnie potrzebna.
Arthur włożył okulary.
Zabawne.
Jeszcze rok czy dwa lata temu Gilbert próbowałby zatamować krwotok. Teraz nie czuł nic, co miałoby go doprowadzić choćby do cienia tamtej czynności.
- No i trudno nie traktować cię jak pięciolatka. Wyglądasz jak pięciolatek, zachowujesz się jak pięciolatek... Arth, ty po prostu jesteś pięciolatkiem.
Oj, Gilbert.
Chłopak dopadł do kuchni, nie słuchając ostatnich słów Mrocznego. Widocznie ciekawszym elementem była dla niego kawa, z którą styczności nie miał od dawien dawna. Może chociaż ona postawi go na nogi, skoro ma jeszcze tyle rzeczy do wypełnienia. Najgorsze było to, że większość z nich wiązała się z papierkową robotą w Akatsuki, a to – niestety – nie było niczym dla niego przyjemnym... później jeszcze cała masa innych podpunktów, w tym zajęcie się psami, odwiedzenie grobu Eiko, wypicie krwi z Leili... tyle ciał do ukrycia, tak niewiele czasu!
Ucho drgnęło. Woda zagotowała się, kawa pachniała dobrze. Jej aromat koił nerwy. Teraz, z kubkiem w dłoni, wystarczyło jedynie znaleźć salon... Gdzieś ta cholera musiała przecież być, prawda? Wilczy westchnął cichutko, postępując pierwszych parę kroków. Jak się okazało – im głębiej, tym dziwniej się czuł. Niemniej odróżnił pokój gościnny od łazienki, a to już JAKIŚ plus. Rozwalił się na jednym z foteli, omal nie wylewając połowy zawartości kubka. - Byłem grzesznikiem...
I co ten Arthur tam wcześniej mamrotał? Że zrobi dla niego wszystko?
Gilbert parsknął.
Ta... zabawne.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Nie Cze 23, 2013 12:38 pm

To nie tak, że nie wierzył w niego w ogóle. Po prostu nie chciał uwierzyć w te dbanie o dom, bo chyba każdy inaczej odbierał sens tego sformułowania. Akurat w jego wypadku wliczało się w to także utrzymywanie w nim porządku. I nawet nie próbujcie mu wmówić, że Gilbert byłby skłonny do sprzątania, bo odebrałby to jako jeden z najlepszych żartów w jakimkolwiek świecie. Właśnie w to nie wierzył. Że Vampa mógłby żyć we względnej czystości, porządku. Może gdyby Arth trafił do jego domu i zastałby mniejszy bajzel, może gdyby jego szef się choć trochę przejął, że ma gościa i wystrój wnętrza w stylu „huragan mi to wszystko przyniósł”. Dla każdego pojęcie domu było czymś innym. Jedni w tym słowie widzieli tylko budynek, drudzy rodzinę, a trzeci swój własny, bezpieczny świat. Mimo że zielonooki jakoś tam znał goszczące w jego domu Monstrum, to jednak nie miał pojęcia, jak on odbiera owe słowo.
- Poradzę sobie. A w razie czego sam mogę zadzwonić – odpowiedział nawet na niego nie zerkając. Trudno w to uwierzyć, ale miał przyjaciół, znajomych i kilka osób, które by mu pomogły, gdyby je o to poprosił. Nawet, jeśli nie wiedział, że jego ukochana siostrzyczka od jakiegoś czasu robi za użyźniacz dla roślinek, to i tak nie myślał, żeby jej zawracać głowę. Nigdy nie lubił jej wykorzystywać. Może dlatego, że potrafiła być dla niego cukierkowo milusia, a chwilę potem ostra jak papryczka chili? Kiedy w dzieciństwie miała za zadanie się nim opiekować, Arthur, nawet chory, wiał gdzie pieprz rośnie. Przerażała go czasami, ale i tak ją kochał. Zdecydowanie jednak nie miał zamiaru pokazywać się jej w takim stanie, a przynajmniej nie plując krwią.
Potem już mu nie odpowiadał. Stwierdził, że to by było bez sensu. Tylko skoro Gilbert uważał go za pięciolatka, to był pedofilem. Takie tam, ze względu na wydarzenia, których pewnie dawno nie pamięta.
Przebywanie w Otchłani było dla Adricha jak sen dla kogoś, kto od dawna nie spał. Z każdą minutą wydawało mu się, że ma więcej siły, że niedługo poczuje się o wiele lepiej i może nawet nie będzie musiał nikogo prosić o pomoc. Że nie będzie się bał zasnąć przez myśli, iż się już nie obudzi. Mroczny przejechał palcami po podłużnych bliznach znaczących jego brzuch. Symbol głupoty i braku kontroli nad sobą. Zaczął żałować, że kiedyś inne ślady po ranach zostały „wyleczone”, teraz będą się rzucały w oczy. I jak on wyjdzie na plażę taki poharatany? Nie, żeby w ogóle wychodził…
Umył się w miarę szybko, przynajmniej jak na kogoś, kto ze średnią łatwością trzyma się na nogach. Ubrał się, owinął włosy ręcznikiem, umył zęby, wypluł sporą ilość krwi, przepłukał usta wodą, w międzyczasie zachwiał się ze dwa razy i wyszedł z łazienki. Kilkanaście kroków później był w kuchni, nalewając z dzbanka chłodną wodę do szklanki, a chwilę potem szukając w małym koszyku z lekami odpowiednich pudełek. Wreszcie wrzucił coś do szklanego naczynia i trzymając kilka innych tabletek w dłoni, ruszył do salonu. Odstawił szklankę na stolik do kawy, obok niej położył niewielkie, kolorowe medykamenty i siadając na podłodze, sięgnął po leżące obok koperty. Pierwsze trzy przejrzał tylko z wierzchu i odłożył. Po co miał czytać rachunki, prawda? Potem była jakaś reklama, którą także odrzucił. Ostatnia koperta była ręcznie pisanym listem. Otworzył ją i kładąc się na plecach, zaczął czytać.
- Tak swoją drogą… Nie wiesz może, co się dzieje z Fear? Strasznie dawno jej nie widziałem i przestała się odzywać – Arth, rly, nie chcesz wiedzieć. Blondyn odłożył kartkę zapisaną pochyłym, równym pismem i sięgnął po szklankę. – I ciekawe co z Eiko… – mruknął już bardziej do siebie, biorąc łyka bezbarwnej cieczy, która jeszcze przed chwilą syczała groźnie, a chwilę potem popijając po kolei wszystkie tabletki.
On chyba serio by nie chciał znać odpowiedzi na swoje pytania…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sro Cze 26, 2013 5:54 pm

Wbił się w fotel. Sam mógł zadzwonić, hm? No pewnie, że mógł. Sam też mógł wstać i uciec od seksownych pielęgniarek z Akatsuki. Sęk w tym, że jego „mogę” różniło się trochę od „mogę” Gilberta. Bo ten pod tym słowem rozumiał „muszę” i to zwyczajnie robił, często wbrew sygnałom wysyłanym przez ciało czy inne czynniki zewnętrzne. Arthur swoje „mogę” miał głęboko w nosie jak widać. I tak nie zrobiłby nic. Teraz te dwa maleńkie słowa Arthura wydawały mu się – o ironio – bez gruntu. „Poradzę sobie” zabrzmiało jak „tak, tak, zostaw mnie na pewną śmierć. Idź już. Nie chcesz tego oglądać”. I poniekąd miał rację. Gilbert nie chciał tego oglądać. Nie ma nic interesującego w przyglądaniu się jak kamień spada z urwiska, wpada do wody i tonie, by osadzić się na dnie.
Tym dla ciebie jest teraz Arthur?
Tym dla mnie był każdy, kto robił z siebie strzępki dawnego bytu.
Zwykły cień świetności. Salvatore, jako twór zgoła paradoksalny, uważał to za coś nader przykrego. Nie mógł pojąć jak Arthur był w stanie funkcjonować ze świadomością, że się stacza. To musiało być okropne codziennie wstawać, wiedząc, że lada moment, a upadnie się na kolana. Co prawda Gilbert miał podobne prześwity – nierzadko zamykał oczy, wiedząc, jak fatalnie zaprezentował się bogom. Zwykle jednak jego duma w końcu wszystko wypierała, pozostawiając złudzenie „czystej karty”.
Co ty mówisz?
Zamknij się. Dam radę. Po prostu muszę wyprostować parę spraw.
Parę?
No dobra. Setki. Dasz mi wreszcie święty spokój?
Usłyszał cichy, dźwięczny śmiech, na który jedyną odpowiedzią z jego strony było przewrócenie dwubarwnymi ślepiami w geście niezadowolenia. A owo niezadowolenie trochę narosło, gdy musiał czekać na Adricha. Do połowy opróżnił kubek, odłożył go na stole, pobawił się trochę swoim ogonem, przeczesał palcami włosy, usnął na dwie minuty, ale zbudził się natychmiast, gdy jego głowa poleciała na bok, a on poczuł się dokładnie tak, jakby spadał w przepaść. Gdy uchylił ponownie powieki w drzwiach pojawił się blondyn. Gilbert nie mógł się powstrzymać. Uniósł brew w górę.
Chciał już skomentować go, ale... chyba to nie byłoby miłe, a ktoś, kto ledwo trzyma się na nogach, powinien oszczędzić sobie przykrości.
Gilbert spuścił wzrok i utkwił go w kopertach.
„Nie wiesz może, co się dzieje z Fear?”
Trwa analiza.
Proszę czekać.
Pobieranie danych rozpocznie się za: 1 sekund.
1... 0...
Odnaleziono: 1 treści.
Gilbert się skrzywił. Nie dało się tego, niestety, nie dostrzec. Grymas był tak duży, że odbił się również w oczach. Och, dlaczego on pytał o tę małą zdzirę? Była tylko niewielkim elementem świata, który temu światu bardzo przeszkadzał swoją obecnością. Niby mogła wyrosnąć na całkiem ciekawą, radosną osóbkę, gdyby wcześniej w tragiczny sposób nie straciła ukochanych rodziców, by samej zginąć z rąk tego samego mordercy. Było się nie wychylać. Ciekawość zabija, pomyślał bez większych przykrości. Fear nic dla niego nie znaczyła. Według jego wersji sama rzuciła się pod ostrze. Nie miał nawet pojęcia, że Arthur ją znał. Skąd niby?
- Nie żyje – rzucił bez uczucia, spoglądając w zaciekawieniu na Arthura. Chciał znać jego reakcję. Co? To był ktoś mu bliski? - Nie żyje i nie istnieje. Podwójnie. – Uniósł dwa palce i poruszył nimi na kształt rozwieranych i zatrzaskujących się nożyczek. - Co z nią? Zalazła ci za skórę? Była twoją kochanką? Nic mi nie mówiła. – Usta ponownie wyraziły sprzeciw radości.
Przed oczami nagle rozbłysła mu blondwłosa osóbka z pouczającym wyrazem twarzy. Gilbert odwrócił wzrok.
- Eiko? – zapytał, naśladując echo. Głos odmawiał posłuszeństwa. Musiał odchrząknąć wyraźnie. - Nie istnieje. Jej organizm był zbyt słaby. Jak ona cała. Nie mam pojęcia dlaczego zgodziła się na coś, co mogło ją zniszczyć. Przecież była świadoma konsekwencji...
Westchnął, a sekundę później odchylił głowę do tyłu, natrafiając nią na oparcie fotela. Język prześlizgnął się po ostrych jak brzytwa kłach, jakby Gilbert po raz ostatni chciał znaleźć tam słodki smak jej krwi.
Nie znalazłem.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sro Cze 26, 2013 8:57 pm

Co z tego, że mógł, choć dotarcie do domu zajęłoby mu z miesiąc i po drodze ze trzy razy by się wykrwawił? Oczywiście zapominając umrzeć, bo to debil. No ale co z tego? Dla Arthura „mogę” oznaczało „zrobiłbym to, ale nie chce mi się ruszyć tyłka, bo jestem leniwym kurduplem z funkcją zmiany w krasnala ogrodowego”. Poza tym, ostatnio nie zachowywał się jak… on. Chwile zimnej obojętności zdarzały się tak rzadko, że aż prawie w ogóle, Ironia poszła się jebać gdzieś za rogiem, prawdopodobnie z Pewnością Siebie. A na straż wykopały biedną Dezorientację i Smutek. Reszta się gdzieś pochowała, tylko strażnicy dali dupy i zawołali kumpli, którzy z Mrocznego mogącego zabić jednym palcem zrobili… to coś… co można zabić jednym palcem. Lajf is brutal, co nie?
Arthur żył już na tyle długo, że przyzwyczaił się do wszystkiego. Był u władzy jednego dnia, następnego musiał uciekać przed śmiercią, raz grał radosne, pełne życia dziecko, a raz był sobą – znudzoną wszystkim osobę, która najchętniej wszystkich by pozabijała. Miewał wzloty i upadki, chwile szczęścia i pragnienia swojej śmierci, wrogów, przyjaciół, czasami jakąś „rodzinę”, momenty, w których znikał z oczu świata i takie, gdzie wszędzie było o nim głośno. Zauważał, kiedy coś było z nim nie tak, ale zazwyczaj nic z tym nie robił. Wiedział, że to po prostu za jakiś czas minie, jak wszystko. Do niczego się nie przyzwyczajał. Nigdy. No, prawie…
Był zbyt zajęty czytaniem, żeby zauważyć wyraz twarzy Wilka, ale na pewno by się na ten widok nie ucieszył. Nie spodziewał się przyjaznych wieści. Dlaczego? Fear zawsze odzywała się do niego przynajmniej z raz na kilka dni, spędzali ze sobą mnóstwo czasu, zachowywali się w swojej obecności całkiem inaczej niż zazwyczaj. A potem nagle zniknęła. Chciał wiedzieć, czy po prostu go olewa, wiecznie jest na jakichś misjach, wyjechała, czy stało się najgorsze, o czym mógłby pomyśleć i wolał tego nie robić. Czując nieprzyjemne mrowienie w palcach, przełożył szklankę do prawej dłoni. I to był błąd. Kolejny, który popełnił w życiu, choć raczej mało znaczący. Słysząc odpowiedź Gilberta, uniósł głowę i wbił w niego zdezorientowany wzrok łagodnie zielonych, ciemnych ślepi. Jeszcze niedługo będą tak spokojne. Blondyn zamarł, jego funkcje życiowe też wydawały się na moment zaniknąć. Srebrzyste palce zacisnęły się nieco mocniej na szkle. Zdecydowanie zbyt mocno jak na cienki, kruchy materiał i wyczerpanie Adricha. Na bezbarwnej powierzchni pojawiły się niewielkie rysy, dość szybko przekształcające się w siatkę łagodnych pęknięć. Naczynie wyśliznęło się jednak z metalowego uścisku, rąbnęło najpierw o stolik, a potem o ziemię, tłukąc się, rozsiewając szklane odłamki, rozlewając na drewnie resztkę bezbarwnej, bezsmakowej, bezwonnej mieszaniny witamin. Blondyn wypuścił ciężko powietrze rozchylonymi wargami, wyraźnie było widać, że przyszło mu to z trudem.
- …najlepszą… przyjaciółką… – wyszeptał w odpowiedzi, wyglądając tak nieprzytomnie, jakby w tej chwili w trzech czwartych spał. Pierwsze słowo nie przeszło mu przez gardło, ale na pewno brzmiało: „była”. Nie mógł w to uwierzyć. Nie chciał w to uwierzyć. Ona nie dałaby się zabić ot tak. Nie mogła. Ale Vampa nie wyglądał, jakby żartował. Zresztą, on nie potrafił żartować…
Nie z takich spraw.
Potem zbladł jeszcze bardziej niż był dopiero co. Tak, dało się bardziej. Dobrze, że siedział, bo prawdopodobnie przewróciłby się z wrażenia na ziemię. Znowu musiał przeżywać jej stratę, a teraz bolała bardziej niż za pierwszym razem. Wtedy był młodszy, nie rozumiał tego tak bardzo. A teraz… Wiedział, że już nie wróci. Że teraz miał ostatnią szansę. Chyba, że istnieje jeszcze jakiś świat, którego istnienia cały czas nie udowodniono. Fakt o śmierci siostry trafił jednak w niego tak mocno, że przez moment nie wiedział, co się dookoła niego dzieje. Patrzył na siedzące w fotelu Monstrum i nie dało rady przewidzieć, co zaraz może zrobić. Z jednej strony wydawał się móc wybuchnąć zaraz płaczem, a z drugiej niepohamowanym szałem, przez który zagrożeni są wszyscy w promieniu pięciu kilometrów.
Najpierw przechylił lekko głowę na bok, zupełnie jak mały szczeniaczek, który nie wie, o co chodzi. Z kącika rozchylonych ust pociekła cienka, szkarłatna strużka, ale się tym zupełnie nie przejął. Wolnym ruchem ściągnął z głowy turban z ręcznika, odsłaniając jasne, pofalowane, rozczochrane włosy, które swoim chaosem przypominały „Bitwę pod Grunwaldem” Matejki. Niebiesko-zielony materiał wylądował na ziemi, kiedy Arthur podniósł się z podejrzanym spokojem. Ciągle patrzył na jedną z niewielu osób, którym ufał prawie że bezgranicznie. Ufał aż do tej pory. W jego wzroku powoli dało się dostrzec pierwsze oznaki zagrożenia – stawały się jaśniejsze, ostrzejsze, bardziej jadowite. Odwrócił się na pięcie, przeszedł kilka chwiejnych kroków, obejmując się ramionami. Zmienił kierunek, a potem zrobił to jeszcze parę razy, aż wreszcie znalazł się dość blisko jednej ze ścian. Zatrzymał się. Stał tyłem do kolorowookiego, więc ten raczej nie mógł zobaczyć jego wściekłej miny. Przypierdzielenie z całej siły ręką w ścianę było jednak mało subtelne. Chłodny metal przywitał się z jasnym murem, kurdupel wydał z siebie połączenie wściekłego warknięcia z jęknięciem bólu i żalu. Wypluł na podłogę „odrobinę” szkarłatu, otarł wargi wierzchem dłoni. Odwrócił się, nienawistnym wzrokiem mierząc tego, którego darzył przyjaźnią. Miał zamiar być dla niego na tyle miły, żeby pozwolić mu na wypierdalanie w podskokach. I szedł do niego. Szybko, zaciskając dłonie w pięści. Wskoczył na stół, odbił się jedną nogą, by wylądować kolanami na jego udach. Przyłożył chłodny metal palców do jego gardła. Wiedział, gdzie nacisnąć, by utrudnić oddychanie i nie „popsuć ofiary”. Oddychał ciężko, szybko, jadowitymi ślepiami wpatrując się w jego oczy.
- Wyjdź – wysyczał nieprzyjemnie. – Zejdź mi z oczu – warknął gardłowo, zeskakując na podłogę. Zachwiał się i osunął po ścianie, ukrywając twarz w dłoniach, podkulając nogi. Wcale nie chciał, żeby Gilbert teraz wyszedł. Nigdy tego nie chciał. Był jednak tak wściekły, że nie chciał go skrzywdzić. A nawet w takim stanie mógł to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Czw Cze 27, 2013 5:11 pm

Trzask. Gilbert przyglądał się przez chwilę jego zabawnym reakcjom. Trafił w sedno sprawy, jak widać. Co prawda niezbyt umyślnie, ale ostatecznie wyszło na jego, a to dodawało jakiejś chorej satysfakcji. Musiał bardzo lubić tą całą Fear, skoro ku jej czci rozrzucał zastawę stołową po ziemi. Och, Arthurze... kto to później sprzątnie, skoro ty nie będziesz mieć sposobności?
Gilbert dziwił się momentami sposobie, w jaki wyrażał emocje. W jednej chwili wydawało się, że zaraz się na niego rzuci, by rozszarpać gardło ludzkimi zębami. W drugiej – co dla Wilka było powodem do późniejszych przemyśleń – nagle wstał i postanowił wydrążyć nogami dziurę w podłodze. Blady jak papier, rozdygotany, bezradny. Urocze.
- No popatrz jak zabawnie się złożyło. Wpierw ty spieprzyłeś moje życie, teraz ja się zrewanżowałem z nawiązką. Oliwa sprawiedliwa. – Uniósł wymownie brew w górę, gdy Arthur nagle zrobił coś podobnego do power rangersów, z tym wyjątkiem, że nie ubrał się w przyciasny kombinezon. A szkoda. Być może takie fatałaszki mogłyby w jakikolwiek sposób wytłumaczyć jego idiotyczne zachowanie? Jego idiotyczne, prawie-zdrowe zachowanie, należałoby dodać.
Czego ode mnie chcesz?
Poczuł przeszywająco zimny metal zaciskający się na gardle, jak łapsko osądzającej Śmierci. Zasłużył na koniec – oczywiście to prawda. Za wszystkie grzechy popełnione i te w drodze. Za każdą skazę, której się nie wstydził, za każde bluźnierstwo, kłamstwo, za każdy sarkastyczny śmiech, za sprzeczność myśli i słów. Za wszystko to, co swoim ciężarem powinno podciąć mu nogi, aby padł na kolana i odsłonił kark do ścięcia. A on stał wyprostowany, ale czujny – gotów po raz setny wyrwać się tym kościstym rękom i przełożyć datę egzekucji. Mimo to prowokował.
Wiedział?
No dalej. Przecież tego chcesz. Masz szansę. Nie zrobię nic. Zabij. ZABIJ. Ostry błysk prześlizgnął się przez dwukolorowe tęczówki, rozpoczynając szereg urywanego warczenia. To był najgorszy ruch na jaki Arthur mógł sobie pozwolić. Wścibskie wpychanie się do życia Gilberta to jedno, ale podnoszenie na niego ręki, to całkowita niemożność przespania spokojnie nocy. Hey, co jest? Boisz się? Daj spokój. To tylko jeden ruch. Wszyscy oszukują w kartach. Rzucił mu wyzywające spojrzenie, zbyt bezczelne, aby potraktować go ulgowo. Uciekasz, pieprzony tchórzu. Uścisk nagle zelżał. W powietrzu Salvatore poczuł tylko ciężką nutę wściekłości. O to chodziło. Przecież od dawna chciał, aby Adrich go znielubił. Okropnie czuł się w jego towarzystwie. Jak pies rzucony między rozczulone tygrysy. Mógł warczeć i gryźć, a i tak spotykałby się z kimś silniejszym. Teraz ten tygrys zamienił się w nowo narodzonego kociaka, którego można zmiażdżyć butem jak pustą paczkę papierosów. Nie mógł znieść myśli, że wkurzał się już na samą wieść o ich kolejnym spotkaniu. Zawsze przed oczami miał minę Mrocznego, gdy ten wyznawał mu swoje uczucia. Niestety. Trochę za późno.
„Wyjdź”.
Och, wyszedłbym bez twojego pozwolenia.
Chociaż... czy chwilę temu on sam nie zapraszał Gilberta do środka? Nie chciał go tu „choćby na chwilkę”? Na moment? Na sekundę? Te dwa delikatne defekty robiły aż taki szum wokół ich teoretycznej przyjaźni?
„Zejdź mi z oczu!”
Gilbercie?
- Jasne. Dziś przeceny w Biedronce. Lecę, bo się spóźnię. Och, i chłopak na mnie czeka. Dupek byłby ze mnie, gdybym znów nie zjawił się o określonej porze. Mam wypierdolić oknem czy drzwiami, żeby sprawić ci większą satysfakcję?
Poderwał się z fotela. Cichy chrzęst rozległ się, gdy odłamki szkła protestowały pod butem Salvatore'a. Poszedł niespiesznym krokiem obok kulącego się pod ścianą Arthura – widząc go w takim stanie nie pozostało mu nic innego jak dobicie biedaka. Musnął palcami zaczerwienioną szyję. Poczuł piekący ból, który zignorował wraz z tym, jak jego noga opuściła dom rezydencji.
Tik tak tik tak tik tak...

| [z/t] |

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Audrey
Monstrum

avatar

Female Dołączył : 06/04/2013
Liczba postów : 164
AKATSUKI : Szarak.
Godność : Audrey. Tyle. Legendy głoszą, że miała na nazwisko Sayuki, ale się nie przyznaje...
Wiek : 16 latek wizualnie. W rzeczywistości kilkanaście lat więcej.
Rasa : Potworzyna zwana Monstrum, o wielu twarzach...
Orientacja : Utrzymuje, że jest aseksualna.
Wzrost i waga : 156/35
Aktualny wygląd : Czerwone soczewki, czarny top, o wiele za duża bluza w czarno-białe, poziome pasy, sięgająca do połowy ud, czarne, cienkie rajstopy, czarne glany (20 dziurek, czyli trochę poniżej kolan).
Ekwipunek : Rewolwer z pełnym magazynkiem, jakieś drobne w pseudo-portfelu, komórka, książka, puchacz indyjski, o imieniu Lawrence, przemierzający świat na jej ramieniu, sztylety i parę niepotrzebnych papierów w kieszeniach
Inne : Ideologia Audrey głosi, iż klerykalna zaraza jest wytworem szatana...
Obrażenia : Na brzuchu szwy w kształcie "X", pełno blizn i trwałych szwów na nadgarstkach, kilka maleńkich szwów i blizn na nogach (z przeważeniem prawej), często kaszle krwią, lub leci jej z nosa.
Multikonta : Feliks.
Fabularnie : Arthur. / Patrol Akatsuki.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Pią Cze 28, 2013 6:36 pm

Bezimienne miasto. Niezbyt piękna dzielniczka. Kolorowe, powyginane domki, raz na jakiś czas głośne, urywane wrzaski i tłumy... Chwila, co? Tłumy? No właśnie. Zazwyczaj w środku lata, gdy robi się cieplej po Bezimiennym, zwanym przez Drey Sztucznym Miasteczkiem, biegają tabuny potworów. Jeśli jesteś kieszonkowcem, po takim rajdzie w tym miejscu byś się obłupił bardziej, niźli byś najechał rosyjską mafię. Po drugie... Niby lato. Ba, niemalże środek lata, a tutaj zimno jak jasna cholera. To nienormalne jak na to miejsce. I w ogóle - całą Otchłań. No i jeszcze cały tłum zastępowała Audrey... Swoją drogą wyglądała tak paskudnie, że można by było ją zaklasyfikować jako padlina. W dodatku tak bardzo padlinowata, że nawet sęp by jej nie tknął. Zapadnięte policzki, nienaturalnie blada, jakby miała umrzeć śmiercią głodową tu i teraz. Zapewne przybyła tutaj, w celu okradnięcia kogoś z jedzenia, pieniędzy czy czegokolwiek, co dałoby się zamienić na coś, cokolwiek do konsumpcji. Zazwyczaj właśnie tu przychodziła. Bo do Delusion raczej by nie poszła. Tam od razu by ją przyczaili na kradzieży, a dalej to już wolała nie myśleć. Po za tym od złudzeń raczej niczego nie ukradnie. Od bogaczy też raczej nie, bo te cholery chowają swoje pieniądze do jakiś chuj wie gdzie ukrytych kieszeni. Ewentualnie noszą karty kredytowe, do których włamanie się zajmuje trochę zbyt dużo czasu, jak na cierpliwość Sayuki.
Przechadzając się tak, mamrotała coś do siebie. Albo do biednego Lawrence, który też już nie wyglądał aż tak dobrze. Czy oszalała? Oszalała z głodu? Na pewno. Kto by nie oszalał? Aż dziwne, że nie zaczęła zżerać własnej skóry.
- Lawrence, słuchaj... Kiedy my umrzemy? Powiedz mi, kiedy my w końcu umrzemy? Dlaczego musimy umierać dwa razy, żeby w końcu umrzeć? Lawrence, słuchasz mnie? Powiedz... Co mamy zrobić? - Nie słuchał. Ani nie odpowiedział. Brązowowłosa westchnęła. -  Chcę jeść. Jak myślisz, ile nam jeszcze zostało? Od ilu miesięcy nie miałam żadnej żywności w ustach? Trzech? Już prawie nie chce mi się wymiotować. Ponoć ludzie są szczęśliwi, kiedy umierają. To chyba dobrze, bo jeszcze nie umieramy. Chociaż nie, ja wolę już umrzeć. Chociaż nie... Nie wiem. To nie czas na umieranie, zbyt głowa mnie boli, później to zrobię. Chcę jedzenie. Bóg nie istnieje. Boga na pewno nie ma. A jeśli jest, to go nienawidzę. Naprawdę go nienawidzę. Pozwala, żeby ludzie cierpieli. Czy to jest fair? Pamiętasz, jak wszyscy mi wmawiali, żebym przestała się bawić w bezbożnika? Co jeśli na Świecie Ludzi jest Bóg, a tu go nie ma? Chociaż jeśli w Świecie Ludzi jest to też go nienawidzę. Tam też cierpią. Wszyscy cierpią, a on tylko pewnie się gapi i wpieprza popcorn... O Boże, popcorn. Ja chcę jeść. Lawrence... - wymamrotała, po czym złapała się za brzuch.
- Chu-chu. - Skomentowała jej wywód sowa.
Nie szli/lecieli długo. Po chwili Drey zauważyła kawowo-beżowy domek z czarną dachówką. Dokładnie taki sam, do którego się ostatnio włamywała i ostatecznie okazało się, że to dom jej brata. I prawdopodobnie jeszcze jakiegoś dzieciaka, którego nie znała... Chyba, że Arthur postanowił wziąć dodatkową fuchę jako niańka, ale szczerze w to wątpiła. Szybko pomyślała jednak, że to nie czas na zastanawianie się nad jakimś dzieciakiem, bo; po pierwsze: okno było uchylone = można się włamać, po drugie: ARTHUR PEWNIE BĘDZIE MIAŁ JEDZENIE~!
Sayuki, niemal w podskokach przedostała się przez płot, pognała świeżo skoszoną trawką tuż do uchylonego okna, ostatkiem sił otworzyła je do końca i wpadła do środka, a zaraz za nią jej puchacz indyjski. Na ustach malował jej się szeroki, cholernie niecodzienny uśmiech. Dlaczego? To pewnie przez to oszalenie. Albo to pierwsze objawy rozpoczęcia się śmierci głodowej. Nie wie nikt. W każdym razie wyglądała jakby miała zaraz uklęknąć, z rozłożonymi rękami, wrzeszcząc: THANKS GOD!
- Dzień dobry, braciszku~! - wrzasnęła zamiast tego i zorientowawszy się, że znajduje się w salonie zaczęła rozglądać się za kuchnią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sob Cze 29, 2013 7:37 pm

Że Arthur spieprzył życie Gilberta? Czym, przepraszam bardzo? Tym, że kiedyś nie pozwolił mu umrzeć? Tym, że pozwalał mu na robienie ze sobą wszystkiego bez żadnych protestów? Że Wilk mógł mieć wszystko na wyciągnięcie ręki, skinienie małym palcem u nogi, szybki gest, jedno ciche słowo, nawet i najgłupszy rozkaz? Że wypełniał jego żądania bez mruknięcia, sprzeciwu, protestu? A może tym, że niefortunnie poczuł do niego coś całkowicie innego niż nienawiść? Och, więc to w tych czasach jest takim wykroczeniem? Może jeszcze go od razu podać do sądu, powiesić, uciąć głowę i spalić na stosie jak czarownicę?
W tej wściekłości zdobył się na odwagę, by zagrozić życiu swojego przyjaciela przełożonego. Nie mógł się jednak zdobyć na zaciśnięcie dłoni odrobinę mocniej. A naprawdę niewiele musiałby włożyć wysiłku w to, żeby po prostu go tu udusić. Właściwie to może pomyślał w tej chwili także o sobie. Nie miałby siły na wyniesienie truchła Monstrum, niespecjalnie chciał też wymyślać kryjówkę na ukrycie go. Niby wsadzenie go do szafy wydawało się być dobrym rozwiązaniem, jednak byłoby gorzej, gdyby nagle blondynowi uruchomiły się jego nekrofilskie zapędy i wieczne niewyżycie. I pewnie właśnie dlatego postanowił darować mu życie, odsunąć się.
Nie słuchał słów Wilka. Starał się nie wybuchnąć płaczem słyszalnym w trzech czwartych Otchłani, zajął się próbą uspokojenia nerwowych, urywanych wdechów, zasłanianiem bladej, coraz bardziej zapłakanej twarzy. Wyraźnie jednak do niego dotarło, co powiedział. Z opóźnieniem, co prawda, ale jednak to usłyszał. W innej sytuacji uznałby słowa o chłopaku za ironię, jednak teraz poczuł się po prostu jeszcze gorzej. Nie odpowiedział mu na pytanie, bo nie było w tym najmniejszego sensu. Przynajmniej on takowego nie widział. A w dodatku głos załamałby mu się już na pierwszych wypowiadanych literach. Wsłuchał się jedynie w odgłos zamykanych drzwi i wtedy rozpłakał na dobre, odsuwając dłonie od twarzy i odchylając głowę w celu oparcia jej o ścianę.
Ile czasu minęło od wyjścia Gilberta? Na pewno nie tyle, by Adrich zdążył się uspokoić. Wręcz przeciwnie – z każdą kolejną minutą było coraz gorzej, mokre strumyki wypływały spod zamkniętych powiek skrywających jadowicie zielone ślepia. Spojrzał w kierunku okna, za którym dostrzegł jakąś niewyraźną postać. Niby miał okulary, ale szkiełka były mocno mokre, a łzy stojące w oczach nie pomagały. Niezidentyfikowana osoba wpełzła do środka. Po tym rozpoznał, kto postanowił go odwiedzić. Jednakże jedno ze słów wypowiedzianych przez dziewczynę spowodowało jeszcze większą Niagarę łez i zrozpaczone zawodzenie niczym świeżo obudzony zombiak na cmentarzu. „Braciszku”. Tak darła się Eiko. Słowo to kojarzone było właśnie z tą niebezpieczną blondynką, która słodkością powodowała cukrzycę, a wściekła potrafiła zabić spojrzeniem. Jego kochana Eiko, która w durny sposób zginęła, nie racząc nawet zawiadomić swojego brata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Audrey
Monstrum

avatar

Female Dołączył : 06/04/2013
Liczba postów : 164
AKATSUKI : Szarak.
Godność : Audrey. Tyle. Legendy głoszą, że miała na nazwisko Sayuki, ale się nie przyznaje...
Wiek : 16 latek wizualnie. W rzeczywistości kilkanaście lat więcej.
Rasa : Potworzyna zwana Monstrum, o wielu twarzach...
Orientacja : Utrzymuje, że jest aseksualna.
Wzrost i waga : 156/35
Aktualny wygląd : Czerwone soczewki, czarny top, o wiele za duża bluza w czarno-białe, poziome pasy, sięgająca do połowy ud, czarne, cienkie rajstopy, czarne glany (20 dziurek, czyli trochę poniżej kolan).
Ekwipunek : Rewolwer z pełnym magazynkiem, jakieś drobne w pseudo-portfelu, komórka, książka, puchacz indyjski, o imieniu Lawrence, przemierzający świat na jej ramieniu, sztylety i parę niepotrzebnych papierów w kieszeniach
Inne : Ideologia Audrey głosi, iż klerykalna zaraza jest wytworem szatana...
Obrażenia : Na brzuchu szwy w kształcie "X", pełno blizn i trwałych szwów na nadgarstkach, kilka maleńkich szwów i blizn na nogach (z przeważeniem prawej), często kaszle krwią, lub leci jej z nosa.
Multikonta : Feliks.
Fabularnie : Arthur. / Patrol Akatsuki.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sob Lip 13, 2013 10:55 pm

No powiedzcie mi… Co Drey ma z tymi chłopami? Dla Gilberta jest ozdobą do wnętrza jej własnego domu-Gilbertowego schronienia, która przy okazji jeszcze opatrzy i rzuci dobrą radą albo da kopa w tyłek, żeby się ogarnął kiedy trzeba. A dla Arthura jest… siostrą, w istocie. Ale nie tak złą siostrą jak siostry przyrodnie Timothiego, które chciały go wyrzucić przez okno... Swoją drogą świetna książka. Ale o Żydach. No strasznie żydzą za nią kasę, bo to jakiegoś super-duper zajebistego autora, który w ogóle jest jakiś zajebisty everywhere, a ja go nawet nie znam… Rzeczywiście, kurna, znany na cały świat. Tak znany, że mól książkowy z levelem master go nie zna. Ysz… No ale nie ważne, znowu polewam wodę.
W każdym razie jej brat nie wyglądał zbyt dobrze. Drey zwykle była spostrzegawcza, ale jak widać to pewnie głód padł jej też na umysł i już wcale nie była normalna. Chociaż chwila, moment… Czy ona kiedyś, kiedykolwiek była? Hnn, nie sądzę. Trzeba będzie się dowiedzieć. Poszukamy później w aktach. Na tę chwilę jednak… Śmiem stwierdzić, że szatynka zachowała jeszcze marne resztki logicznego myślenia, bo postanowiła COŚ ZROBIĆ! A to już wielki plus. Ba! Ogromny, ponieważ nie było to olanie wszystkiego i odnalezienie lodówki. Było to… Uwaga, to będzie bardzo niespodziewane. Nie zalecamy ludziom z padaczką. W każdym razie… Podeszła do niego, przykucnęła i przytuliła do siebie. Mogła się domyślać, że znowu coś z Gilbertem. Oni ciągle się żarli. A Audrey tak szczerze to miała już tego strasznie dosyć. Trzeba będzie kiedyś zrobić wykład Gilbertowi i Arthurowi wykład o wkurwianiu cioci Sayuki i o tym, że nie ma stalowych nerwów i żeby KURWA W KOŃCU PRZESTALI DRZEĆ TE PIEPRZONE KOTY. One też chcą żyć! …Dobra, wyżyłam się.
Tak czy inaczej, odchodząc od polewania – błękitnooka zdawała się być dziwnie… Opiekuńcza? Dobra? Miła? Tak, coś z tych rzeczy. Pogładziła nawet swojego biednego braciszka po głowie. Nie chciała wiedzieć co się stało. Nawet jej to nie obchodziło. Chciała jedynie poprawić humor swojemu bratu. Bo ponoć jedzenie zrobione przez naburmuszoną osobę nie smakuje tak dobrze, jak obiad przygotowany przez happy braciszka.
- No, już, już~ - mruknęła, po czym położyła brodę na blond czerepie. – Nie myśl już o tym. Pomyśl o czymś innym… Na przykłaad… Zastanów się czy masz coś dobrego do jedzenia – dodała przymilnym, czułym i współczującym głosem. Nie no, współczucie jak chuj, z zapchanym nosem, kaszlem z krwią, chrypą nieziemską i ogólnie – grypą. Nie zapominając jeszcze o jej wadzie wymowy litery „r”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sob Lip 20, 2013 4:08 pm

Całkowicie olewał poszukiwania swojej przyrodniej siostrzyczki, siedząc pod ścianą i emując nad swoim losem. Nie patrzył też na nią, a wbił wzrok w podłogę, wylewając kolejne rzeki łez. Dlatego też był porządnie zdziwiony, kiedy Audrey go przytuliła. Zdziwienie to spowodowało chwilową dezorientację, zaprzestanie płaczu i rozchylenie warg. Po kilku sekundach wtulił się jednak w dziewczynę, kładąc głowę na jej klatce piersiowej i zamknąwszy oczy, znów zaczynając płakać. Musieli teraz wyglądać co najmniej dziwnie... Arth, drobny i wychudzony blondas, mniejszy od Sayuki, choć chyba równie wychudzonej, przypominał jej o wiele młodszego brata, jak nie... syna. Tfu! Drey nie nadawałaby się na matkę. I w ogóle... Dzieci, fe.
Wymamrotał coś prosto w jej klatę, ale było to tak niewyraźnie i przepełnione szlochaniem, że ciężko byłoby określić, co on się tam produkował. Słuchając jej słów, próbował się trochę uspokoić. Oddychał coraz głębiej i wolniej, nie szlochał tak często, oczy podeschły nieco. Rozbawiało go też "r" Audrey, choć sam święty nie był i zawsze wymawiał je z ojczystym akcentem. Przedłużane, tak jakby gardłowe... No ale każdy mówił, jak umiał, prawda?
- T-ta... Ch-ch-chodź... Zoba-aczymy... - co chwila brał głębsze wdechy, przez co urywał wyrazy, ale i tak oswobodził się z macek Monstrum i podniósł. Złapał ją delikatnie za dłoń i zaczął ciągnąć do kuchni, próbując jednocześnie lekko się uśmiechnąć. Nie wyszło mu to.
Na miejscu przejrzał wszelkie szuflady i szafki, potem zajrzał do lodówki. Westchnął ciężko, widząc jej stan. Scott nie wysilał się zbytnio z zakupami, jednak Mroczny i tak był pod wrażeniem. Coś tam było i to świeżego. Wyjął garnek, wlewając do niego wodę i stawiając na kuchence i zapalając pod nią ogień. Zdjął na moment okulary, ocierając oczy i szkiełka, a kiedy znów je założył, odwrócił się na pięcie i poszedł do łazienki. Uczesał wilgotne, rozczochrane włosy i związał je szybko w warkocz, po czym umył łapki i wrócił do kuchni. Wrzucił do garnka dwie torebki białego ryżu. Tsa... Gotował się najdłużej, a wcale nie trzeba zwracać na niego uwagi. Wyjął z lodówki marchewkę, paprykę, czosnek, cebulę i bambusowe kiełki, żeby umyć, obrać i ogarnąć co trzeba. Marchewkę i paprykę pociął w małą kostkę, kiełki w niewielkie paski, jeden ząbek czosnku również zmienił w niewielkie kosteczki. Cebulę posiekał, starając się znowu nie ryczeć. Rzucił ją na patelnię, a resztę warzyw do innego garnka, gdzie znalazła się też odrobina wody. Podsmażył nieszczęsną cebulę i wrzucił ją do reszty, przykrywając garnek pokrywką. Zmniejszył ogień pod ryżem. Rany, kto by przypuszczał, że ten kurdupel umie gotować. I to coś więcej niż wodę w czajniku. Wyjął z lodówki kurczakową pierś i pokroił ją najpierw w ukośne paski, a potem w kolejne, tworząc romby. Je również lekko obsmażył na patelni, a potem dorzucił do garnka. Dodał też pieprz, sól, curry i jakieś inne przyprawy. Znów przykrył naczynie, umył ręce i odwrócił się do Audrey.
- Herbaty? Kawy? Czegokolwiek? - zapytał z lekkim, choć niezbyt pewnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Audrey
Monstrum

avatar

Female Dołączył : 06/04/2013
Liczba postów : 164
AKATSUKI : Szarak.
Godność : Audrey. Tyle. Legendy głoszą, że miała na nazwisko Sayuki, ale się nie przyznaje...
Wiek : 16 latek wizualnie. W rzeczywistości kilkanaście lat więcej.
Rasa : Potworzyna zwana Monstrum, o wielu twarzach...
Orientacja : Utrzymuje, że jest aseksualna.
Wzrost i waga : 156/35
Aktualny wygląd : Czerwone soczewki, czarny top, o wiele za duża bluza w czarno-białe, poziome pasy, sięgająca do połowy ud, czarne, cienkie rajstopy, czarne glany (20 dziurek, czyli trochę poniżej kolan).
Ekwipunek : Rewolwer z pełnym magazynkiem, jakieś drobne w pseudo-portfelu, komórka, książka, puchacz indyjski, o imieniu Lawrence, przemierzający świat na jej ramieniu, sztylety i parę niepotrzebnych papierów w kieszeniach
Inne : Ideologia Audrey głosi, iż klerykalna zaraza jest wytworem szatana...
Obrażenia : Na brzuchu szwy w kształcie "X", pełno blizn i trwałych szwów na nadgarstkach, kilka maleńkich szwów i blizn na nogach (z przeważeniem prawej), często kaszle krwią, lub leci jej z nosa.
Multikonta : Feliks.
Fabularnie : Arthur. / Patrol Akatsuki.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sro Sie 07, 2013 10:01 pm

Drey... Matką Arthura... Rany, to chyba najgorsza wizja o jakiej kiedykolwiek słyszałam. Pewnie gdyby był jej synem to nie siedziałby w swoim własnym domu, a w bunkrze, szlochając nie dlatego, że coś tam bardzo okrutnego i złego wyrządził mu Gilbert, tylko dlatego, że prawie zginął z rąk własnej matki, w dodatku dlatego że się w ogóle urodził. Nie, dobra zostawmy ten temat, bo to serio... dziwne.
Normalnie Drey by się wściekła dlatego, że brat bezkarnie kładzie jej głowę na cyckach (których praktycznie nie ma, ale to już inna sprawa), no ale był w depresji i w ogóle świat umierał, więc chyba można mu było to wybaczyć, co nie? Zresztą... Sama go przytuliła, to jej wina! Oczywiście według wszystkich oprócz niej, bo bo w końcu kto by śmiał oskarżać o to taką ultra niewinną i w ogóle cholernie świętą hipokrytkę. Nieważne. Potulnie wstała i poszła za Arthurem, jak grzeczny piesek szop. Zwróciła uwagę na lekki uśmiech Adricha. Ta satysfakcja, że udało jej się go jakoś ogarnąć i jeszcze dostanie za to (niezasłużoną) nagrodę w postaci jedzenia... Ta, szpan. Usiadła grzecznie na krześle i zaczęła się przyglądać magii (czyt. gotowaniu), którą uprawiał Mroczny... Jasne, tak jakby miała się czegokolwiek nauczyć. Pewnie nawet gdyby nauczała się u samego Gordona Ramsaya i Magdy Gessler to nadal umiałaby tylko wysadzić kuchnię w powietrze. Gapiła się jak jakaś zahipnotyzowana, w dodatku bez przerwy wdychając zajebisty zapach jedzenia. W dodatku nie jakiegoś byle jakiego jedzenia, tylko pięknego, świeżego, przyrządzonego przez brata curry z ryżem. Rany, czy jest coś, cokolwiek lepszego niż to? Oprócz sernika? Prawdopodobnie nie... W każdym razie ocknęła się dopiero, gdy ogarnęła się, że brat coś do niej mówi. Chwilę to zajęło, gdy do niej dotarło.
- Kawy - odpowiedziała po dłużym zastanowieniu.
Po dłuższym zastanowieniu.
Po dłuższym zastanowieniu.
PO DŁUŻSZYM ZASTANOWIENIU.
Ta, definitywnie było coś z nią nie tak... To była Drey, do cholery. Jak mogła chcieć kawy, po dłuższym zastanowieniu?! Jak mogła w ogóle się zastanawiać między kawą, a herbatą?! I nie, nie chodzi tutaj o ten program telewizyjny!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sro Sie 07, 2013 11:50 pm

Autor nie wie, co ćpał pisząc poprzedniego posta i zapewne wyobrażenie sobie Sayuki w roli matki blondasowego kurdupla było po prostu kolejnym zapychaczem długości w odpisie. Więc... Nie ma się co przejmować. Audrey całe szczęście nigdy nią nie była i nie będzie, chyba, że miała jakieś poprzednie wcielenia. Albo oboje będą mieć przyszłe, przy czym Arthur nie miał zamiaru na razie umierać, a w następnym życiu byłby pewnie gorszy niż w tym i poprzednim. Chociaż w poprzednim nie było tak źle. Tylko był durnym człowiekiem. No ale czego się spodziewać po odległych czasach, kiedy ludź wykształcony był nie do spotkania dla zwykłych, szarych mieszkańców codzienności?
Przez wiele lat nie potrzebował jakiejś durnej sztuki gotowania. Żył byle jak, właściwie prawie że tylko powietrzem. Ale potrafił nie zmienić kuchni w pobojowisko. Pewnie za sprawą czytania góry książek i uczenia się z braku zajęć oraz potrzeby samodzielności. I pracowania kiedyś jako kucharz, heh. Teraz jednak wszystko robił jakby automatycznie, bez przekonania. Tak, jakby mu się wcale tego robić nie chciało. Po prostu nie miał nastroju do buszowania w garnkach.
Tak czy inaczej, wyjął dwie szklanki, wsypał do nich odmierzoną ilość zmielonej, czarnej kawy i napełnił czajnik wodą. Już po momencie bezbarwna ciecz zaczęła bulgotać, a jej zagotowanie się oznajmiło pstryknięcie włącznika. Elektryczne czajniki to jednak dobra rzecz... Przynajmniej nie czekasz jak ten debil przez pół godziny, aż zacznie ci się gotować. Kilka sekund później postawił oba naczynia na stoliku, razem z dwoma łyżeczkami i cukierniczką. Szczerze powiedziawszy wypadło mu z głowy, czy jego kochana siostrzyczka słodzi, czy nie. W tym momencie był tak zagubiony, że przez moment tylko stał, patrząc na unoszącą się znad jednej ze szklanek pary i odwrócił się, żeby wygrzebać z szafki dwa talerze i wyjąć pałeczki, które położył obok. A potem, skrzyżowawszy ręce na piersi, po prostu patrzył na gotujący się ryż. Jakby to miało przyspieszyć proces jego gotowania, czy coś.
Wreszcie jednak białe, podłużne ziarenka wylądowały na talerzach i zostały ozdobione kurczakojakimśtam sosem. Ale Mroczny robił to z taką obojętnością i prawie że niechęcią, jakby to była jakaś kara. Czuł w środku pustkę. Ale nie przez głód, czy coś, a przez stratę. To odczucie było psychiczne, a nie fizyczne. Postawił talerze na tym samym stoliku, co wcześniej szklanki z kawą i podał jedne pałeczki Audrey.
- Buon apetito, siostrzyczko - spróbował się uśmiechnąć nieco bardziej, odezwać się z przekonaniem. Może trochę mu to wyszło, ale w zamierzeniach wyglądało znacznie lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Audrey
Monstrum

avatar

Female Dołączył : 06/04/2013
Liczba postów : 164
AKATSUKI : Szarak.
Godność : Audrey. Tyle. Legendy głoszą, że miała na nazwisko Sayuki, ale się nie przyznaje...
Wiek : 16 latek wizualnie. W rzeczywistości kilkanaście lat więcej.
Rasa : Potworzyna zwana Monstrum, o wielu twarzach...
Orientacja : Utrzymuje, że jest aseksualna.
Wzrost i waga : 156/35
Aktualny wygląd : Czerwone soczewki, czarny top, o wiele za duża bluza w czarno-białe, poziome pasy, sięgająca do połowy ud, czarne, cienkie rajstopy, czarne glany (20 dziurek, czyli trochę poniżej kolan).
Ekwipunek : Rewolwer z pełnym magazynkiem, jakieś drobne w pseudo-portfelu, komórka, książka, puchacz indyjski, o imieniu Lawrence, przemierzający świat na jej ramieniu, sztylety i parę niepotrzebnych papierów w kieszeniach
Inne : Ideologia Audrey głosi, iż klerykalna zaraza jest wytworem szatana...
Obrażenia : Na brzuchu szwy w kształcie "X", pełno blizn i trwałych szwów na nadgarstkach, kilka maleńkich szwów i blizn na nogach (z przeważeniem prawej), często kaszle krwią, lub leci jej z nosa.
Multikonta : Feliks.
Fabularnie : Arthur. / Patrol Akatsuki.

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Pią Sie 23, 2013 8:28 pm

Audrey generalnie powinna potrafić gotować. W końcu była kobietą, prawda? Ale zamiast wywalania jej do kuchni zaleca się wręcz przeciwnie - jak najszybciej wypędzić ją z kuchni, coby wszystkiego nie wysadziła w powietrze. Serio. Ona w ogóle nie potrafi obsługiwać garów, myć naczyń ani nic. Jedyne co potrafi to zrobić to kawę w ekspresie. No i ewentualnie kanapkę z szynką lub serem, czy czymkolwiek do czego nie trzeba używać noża.
Poczynaniom brata w zakresie robienia kawy przyglądała się z "kocią mordką"~ Nie wiem jak to opisać więc... kocia mordka i koniec. Totalnie uwielbia kawę i prawdopodobnie nikt ani nic jej nie zmusi, żeby przestała ją pić. Co prawda jej nigdy nie nadużyła, ale mimo to pije w dużej ilości, bo przecież kiedy ona ostatnio spała? Z półtora tygodnia temu? A kawa trzyma ją przy życiu, i dzięki niej nie ma halucynacji z braku snu, nie słyszy głosów, ani... Chciałam napisać, że nie jest przesadnie marudna, ale wyjdzie, że kłamię, więc po prostu nie ma najczęstszych objawów nie spania powyżej 72 godzin. A niewiedza odnośnie słodzenia w mniemaniu Sayuki powinna być karalna, ponieważ od jakiś 30 lat słodzi 1,5 łyżeczki. Niezmiennie. Arthur powinien pamiętać, ale go za to nie ukarała, bo w końcu jest taką dobrą, miłą i uczynną siostrą, że aż powinna dostać tytuł najlepszej siostrzyczki na świecie. ...Haha, nie.
W każdym razie posłodziła tyle ile zawsze, a na widok jedzenia ślepia zaświeciły jej się jak dwa, małe lampiony. Nawet sobie nie zdajecie sprawy jaka była głodna. Chyba, że kiedyś nie jedliście więcej niż 60 dni, w co wątpię, bo przecież jaki normalny człowiek tyle nie je z własnej woli? Tak czy inaczej skinęła głową, po czym powiedziała coś w stylu "Dziękuję. Tobie też", po czym zabrała się do jedzenia. O dziwo dość kulturalnie, bo zwykle to by jadła niczym wygłodniałe, dzikie zwierzę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Nocny Koszmar

avatar

Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 137
AKATSUKI : Łowca.
Godność : Arturo Adrich di Cornelio da Firenze
Wiek : Datowanie węglem wskazuje na 1816 lat. A gapienie się w lustro mówi, że 16
Rasa : Mroczny
Orientacja : Wszystkogwałtny
Wzrost i waga : 146 cm i 29 kg
Partner : Rąsia? :c
Pan/Sługa : Gilbert | Ni ma :C
Znaki szczególne : Prawa ręka i lewa noga z metalu; nikły wzrost; kilka podłużnych blizn na brzuchu; ledwie widoczny tatuaż przedstawiający prawdopodobnie jakiś numer, na lewej ręce, tuż przed zgięciem łokcia
Aktualny wygląd : Audrey: ciemnoczerwona bluzka na ramiączka; ciemnoszare spodnie do kolan; stopy bose
Patrol Akatsuki: zwykła, czarna koszulka na krótki rękaw; długie, czarne spodnie; glany do pół łydki, oczywiście kolorystycznie dopasowane; czarny płaszcz sięgający mniej więcej do kostek, z głębokim kapturem narzuconym na głowę; dłonie ukryte w białych rękawiczkach; włosy rozpuszczone
Ekwipunek : Audrey: nic :c
Patrol Akatsuki: katana na plecach, kilka nożyków do rzucania w kieszeniach płaszcza, ostrze ukryte w prawym nadgarstku, telefon
Obrażenia : Pluje krwią z bliżej nieokreślonego powodu; parę śladów po cięciu się na lewym nadgarstku
Przestrzelone lewe udo, kula cały czas tkwi w ranie. Krwotok tymczasowo ograniczony.
Multikonta : Will, Vivi, Death, Shann, Nathaniel, Shi`nkahthara
Fabularnie : Audrey | Patrol

PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   Sro Sie 28, 2013 1:20 pm

Tak więc mieli umiejętności odwrotne niż powinni. Arth, jako facet, powinien wysadzać kuchnię w powietrze samą obecnością, a tymczasem miał szansę wygrać Master Chefa czy inne badziewie związane z tłuczeniem się pomiędzy garami. I nie, to nie przez włoskie pochodzenie. Były osoby, które mimo tego sobie nie radziły. Tak czy inaczej, lepiej się cieszyć. Przynajmniej nie będą latać głodni.
Pamiętał. Zawsze pamiętał, ile słodzi jego ukochana siostrzyczka, ale teraz po prostu wyleciało mu to z głowy. Miał prawo po takim szoku, jakiego doznał. Jego niewielka grupa przyjaciół znowu się zwęziła i to o aż dwie osoby. W dodatku na zawsze i nieodwracalnie. Teraz miał dosłownie garstkę, którą można było policzyć na palcach jednej ręki. I prawdopodobnie ręka drwala by spokojnie wystarczyła. Czuł się tak podle, że aż odbierało mu apetyt. Wiedział, że musi się zmusić po dwóch miesiącach śpiączki, ale po prostu nie mógł. Ciągle myślał o słowach Wilka. Złapał pałeczki w lewą rękę, bo tak zawsze było mu wygodniej, ale w tym momencie dłoń mu drżała, całkowicie uniemożliwiając dziabanie ryżu. Musiał więc przestawić się na prawą. Po dwóch kęsach oparł czoło o wierzch dłoni. Łokieć na stole, no nie ładnie, Koszmarku...
- Eiko nie żyje - stwierdził wreszcie łamiącym się głosem i zamknął oczy. - I Fear, ale jej pewnie nie znałaś - dodał biorąc głębszy wdech. I tak jej to nic nie obchodziło, ale musiał komuś powiedzieć. A ona była jedyną osobą, która mu została do zwierzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rezydencja Adrichów   

Powrót do góry Go down
 
Rezydencja Adrichów
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Miejsca zamieszkania-
Skocz do:  
_______________________