IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 FAŁSZYWKA - styczeń 2012/13. Wydanie VII.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: FAŁSZYWKA - styczeń 2012/13. Wydanie VII.   Pią Kwi 05, 2013 7:09 am


Z góry mogę to powiedzieć i to nawet z całkiem czystym sumieniem - długością wydanie grzeszyć nie będzie. Powodów jest kilka, w tym jeden z najgorszych możliwych - brak weny. Poza tym większość redaktorów wzięła nogi za pas, usprawiedliwiając się szczęśliwą sielanka w rodzinie, świętami, rozbieraniem choinki (bo, wierzcie mi, rozbieranie jest o wiele lepsze niż ubieranie. Tyczy się wszystkiego, szczególnie jeśli to żywe. A jak ma ładne ciało to już w ogóle) i temu podobnymi bzdetami. Ym, tak. Oszczędzając wam zachodu w pytaniu: zorientowałem się, że święta już dawno zostały w tyle, a dziadzia Rok zmienił się na dzidzi Rok, co jednakże nie zmienia faktu, że okładka została zrobiona i nie chciało mi się robić drugiej, bardziej tematycznej.
Huczny Sylwester chociaż?”


Nic.


Skrzydlaci – Tym razem dostają Skrzydlaty Pudding, który swą ilością cukru i delikatności powali każdego na kolana!

Cukierkowe Rozrabiaki – Jako że oni uwielbiają wszystko, co kolorowe to otrzymują Makaroniki z pysznym kremem w środku. Każdy ma swój inny, niepowtarzalny smak~

Błazny – Dla nich Dzwoneczkowe Pianki, które mocno się rozzzzzciągają!

Muzykanci – A co powiecie na Czekoladowe Nuty? Są zrobione z najlepszej czekolady i do tego jakie mają kształty~

Syreny – Tym razem jest Lukrecja, jednak nie złożona w zwykłe, proste koło. A mianowicie....robotnicy napracowali się, by ułożyć ją w ogon syrenki!

Konstrukcje – Może i to zły wybór, ale Lody smaku gumy dobią chyba wielkiej krzywdy ich mechanicznym częściom, nie?

Zmiennokształtni - Oni dostają Zwierzęce Herbatniczki, które mogą przyjąć kształt każdego, niezwykłego zwierzęcia. Ale tu jest haczyk – tylko takiego zwierzaka, który grozi wyginięciem.

Monstra - Pierniczkowe Ludziki chyba przypasują ich gusta, nie sądzicie?

Szachy – A może by tak spróbować ciasta Białej Damy? Zrobiona z najlepszej jakości mleka oraz orzechów podpasuje każdemu!

Truciciele - Dla nich wybraliśmy Żelki – Fiolki o smaku, jaki sobie wyobrażą. Całkiem niezłe, nie?

Spooks – mimo że Święta już minęły to wybrane zostały kolorowe Cukrowe Laseczki, do których potrzeba mocny zębów!

Czarni Rycerze - Ogniste Pączki będą w porządku, nie uważacie? Tylko trzeba uważać, by nie poparzyć sobie języka!

Mroczni - Ta da! Ciepłe, ciągnące się Toffi dla tych mhrocznych Potworków~

Szkarłatni Krwiopijcy - Marcepanowe Kiełki raz, dwa...i ile tam ich chcą!

Nocne Mary – Wiecie może co to Alfajor? Nie? A więc już tłumaczę: to dwa herbatniczki połączone słodkim dżemem. Do tego są polane czekoladą~!

Zabawki - W nagrodę za dobre sprawowanie otrzymują Żołnierzykową Chałwę z bakaliami. Na czubku każdej z nich dzielnie stoi czekoladowy pistolet.

Ludzie - A tym razem rzuca im się Watę Cukrową w wielu owocowych smakach. Aż tylu nie sprzedają w jednym miejscu~


W moich snach umierałam wiele razy. Nie wiem jakie to uczucie, gdy naprawdę giniesz. Gdy przestajesz czuć, istnieć. Nie potrafię wyobrazić sobie jak bardzo odległa od moich snów byłaby realna wersja wydarzeń. Kurczowo trzymam się życia, jak każda istota myśląca. Nie pozwalam odebrać sobie czegoś, za co nie muszę płacić. Moje. Coś, co należy tylko i wyłącznie do mnie. Moje sny... Nie trwają od zawsze. Gdy byłam młodsza, nie miewałam ich. Żadnych. Zasypiałam wieczorem i budziłam się rano, całkowicie obojętna. Zupełnie jakbym na kilka godzin trwała w stanie zamrożenia. W miarę jak dorastałam, wizje sennych mar mnożyły się i mnożyły, do momentu, gdy moja głowa była tym wypełniona do samego końca.
Jestem w próżni. Moje oczy nie widzą nic, jednak doskonale wiem, że są otwarte. Nie rejestrują otoczenia. Nic nie jest ani białe, ani czarne. Nicość. Idealna nicość. I cisza, której nie potrafię ogarnąć rozumem. Każdy z moich członków wibruje, każda część żyje samoistnie. Jak gdybym była skupiskiem energii, która – kumulując się – zaczyna rozrywać się na niewielkie kawałeczki. Ale nic takiego się nie dzieje. Usiłuję się poruszyć i wiem, że to robię, jednak... wcale tak nie jest. Wyobraźnia płata mi figle, czy faktycznie tak trudnym jest poruszenie małym palcem u stopy? Zaciskam pięść. Wyraźnie wyczuwam moje niesamowicie krótkie paznokcie, które wbijają się w skórę dłoni. Czuję to umysłem, jednak ból nie dochodzi do niego, nieważne jak mocno zaciskałabym palce. Niemalże wyczuwam zapach świeżej krwi, spływającej ciurkiem z ran. Ale nie widzę tego... Nie widzę nic, jednocześnie próbując sprawić, by stać się realną. Krzyczę, choć głos uwiązł mi w gardle już dawno. Ciche łkanie to tylko wymysł. Nie słyszę go, nie widzę, nie odczuwam empatii, chociaż wiem, że gdzieś tam czai się smutek. Samotność.
Nagle... nagle mam świadomość nieuchronnie zbliżającej się śmierci. Nie ma żadnych znaków ostrzegawczych, ale jestem pewna, że jeszcze moment i zniknę. W nicości nie ma powietrza, ale oddychałam nim jeszcze chwilę temu. Teraz moje płuca zaciskają się, pęcherzyki sklejają, a ja zaczynam się dusić. Dotyk własnych dłoni jest mi tak obcy jak nigdy. Pazurami wydrapuję skórę na szyi. Krtań. Dostać się do krtani, rozerwać ją, wpuścić powietrze. Szczęka przeszkadza. Otwarte usta nie wciągają tlenu, kiedy rozpaczliwie pragnę się nim zachłysnąć. Niesłyszalny dźwięk łamanych kości. Zbyt mocno pociągnęłam. Teraz nie potrafię ich zamknąć i wyglądam komicznie, z krwią ściekającą po nieistniejących ubraniach i ustami niezdolnymi do zamknięcia. Jestem niczym ohydne monstrum... Płuca wysiadają. Duszę się, chociaż już dawno powinnam była się obudzić. Kolej na oczy. Mimo iż przez cały czas nie potrafiłam niczego nimi dostrzec... Wiem, że są zaciśnięte. Powieki zatrzaskują się niczym cholerne, stalowe drzwi ważące tonę. Nigdy nie potrafiłam ich otworzyć, a musiałam przejść przez te pieprzone drzwi, by dostać się do budynku. Pragnę je otworzyć. Zasklepiają się wolno. Wygląda to tak, jakby nigdy nie było tam skóry, unoszącej się do góry. Tylko źrenice poruszające się wariacko pod delikatną powierzchnią... Przypominają uwięzione robactwo.
Nie ma już krwi, by wypływała z ran. Ta ogromna kałuża, tworząca się od samego początku pod moimi stopami, które fruną... Zmieniła się w ogniste morze. I teraz naprawdę nie mogę na nie spojrzeć, gdyż nie mam już oczu. Rozpłynęły się pod skórą i zostały tam jedynie dwa kratery, przykryte zasłonami.
Moje bijące serce. Nie powinno już bić, prawda? Nie ma tlenu, by transportowała go krew. Nie ma krwi, by płynęła po tętnicach i karmiła moje skołatane serce. A jednak ono wciąż tam jest. Trwa, bije jak oszalałe. I to sprawia największy ból. Pierwszy ból, który umiem tak naprawdę poczuć. Uderzam w klatkę piersiową, szukając miejsca w którym bije. Wiem, gdzie znajduje się ten obszar, ale dotykanie fantomowej części ciała fantomową dłonią, nie pomaga, prawda? Pulsuje, nie pulsując. Rozwścieczony wrzask rozdziera skórę na klatce piersiowej. I nie ma tam serca. Jest czarna dziura. Wciąga wszystko wokół, choć było niczym. Następnie zaczyna wciągać mnie całą. Znikam, kawałek po kawałku. Czuję ból kolejnego fragmentu ciała, odrywającego się od konstrukcji, żeby zostać wciągniętym przez moje nieistniejące serce. A ono leży obok, tuż przy krwawo-ognistym morzu. Czarne, zwęglone serce, lecz wciąż bije...
I wtedy się budzę. Zroszona własnym potem... Plamy krwi na pościeli... Unoszę dłonie. Niewielkie otwory wydrapane przez krótkie paznokcie. Spierze się... Ostrożnie przejeżdżam palcami po szyi... Napuchnięte już rysy tworzą śliczną mozaikę na mojej bladej skórze. Podnoszę się z łóżka, wstaję, schodzę na dół. A następnie... Następnie ktoś wbija mi nóż w serce.


Było ciemno, zimno, a jakby tego było mało - padał deszcz. Nie dało się ukryć, że warunki były do niczego, zwłaszcza, jeżeli było się zmuszonym uciekać. Biegł ile sił w nogach, rozpraszany masą przekleństw dobiegających zza jego pleców, a także przemoczonymi ubraniami, które lepiły się do jego ciała, co już z góry było niekomfortowe. Jednocześnie musiał mieć się na baczności, byleby tylko nie potknąć się i nie przeżyć niemiłego spotkania z podłożem, przy którym to nietrudno było o rozwalenie sobie czaszki. Dodatkowo nie mógł pozwolić na to, by obecny dystans pomiędzy nim, a ścigającymi go znajomymi zmalał do minimum. Stale wodził wzrokiem w poszukiwaniu drogi, która ułatwiłaby mu zgubienie nachalnych antyfanów. Na pomoc innych nie miał co liczyć, biorąc pod uwagę, że o tak później porze ulice zdążyły już opustoszeć, choć nawet gdyby było inaczej, przez myśl nie przeszłoby mu, aby poprosić o wsparcie. Więc może tak było lepiej...?
Był coraz bardziej zmęczony, a nogi planowały odmówić mu posłuszeństwa. Nic dziwnego, skoro powoli przekraczał próg swojej wytrzymałości. I tak uciekał już stosunkowo długo. Powoli przestawało go obchodzić to, gdzie biegnie, dlatego też zupełnie instynktownie skręcił w ciemną uliczkę, która nawinęła się mu w pole widzenia. Brutalna rzeczywistość szybko przypomniała mu, jak wielki błąd popełnił.
Puf. Koniec trasy.
Zatrzymał się gwałtownie i zaklął pod nosem, mrużąc oczy. Starał się jakoś uspokoić przyspieszony od wysiłku oddech, który boleśnie ciążył mu na płucach. Wiedział, że nie zdążyli stracić go z oczu, a dźwięk ciężkich buciorów obijających się o bruk był coraz bardziej wyraźny, aż w końcu stało się pewnym, że ostatnie szanse na ratunek przepadły. Kilka par oczu wwiercało swój wzrok w niezbyt postawną sylwetkę.
Jak zwierzę w potrzasku...
Odwrócił się, wlepiając chłodne spojrzenie w - jak zdążył szybko ocenić - cztery rosłe sylwetki, które torowały mu drogę. Nawet, gdyby bardzo się postarał, nie miałby najmniejszych szans na to, żeby je ominąć. Tak samo, jak nie było mowy o tym, by w bezpośrednim starciu poradziłby sobie chociaż z jednym z nich, a co dopiero z grupą. Niektóre sytuacje wręcz wymagały od nas tego, by podkulić ogon i uratować swój tyłek, ale nie każdy dopuszczał możliwość przyjęcia tej żałosnej pozy. Duma, która momentami zakrawała o głupotę, miała większą wartość, niż życie, które z drugiej strony i tak nie byłoby cenne wraz ze zniżeniem się do poziomu śmiecia, który ze strachu dał się sponiewierać.
Z tym, że on dla odmiany nie czuł żadnej obawy, chociaż w głowie był w stanie zaprojektować sobie zarys przebiegu wydarzeń. Stojąc z uniesioną gardą, chciał dać do zrozumienia, jak bezcelowe są działania oponentów. „Nie złamiecie mnie” - co najmniej tyle mógł mówić obojętny wyraz twarzy, który tylko potęgował irytację, a jednocześnie dawał dziwne poczucie tego, że ma się do czynienia z kimś, kto był... nieludzki? Chyba tak najprościej można było to określić, bo kiedy patrzyło się na tę delikatną buźkę, która nie zdradzała nawet najdrobniejszych emocji, nie dało się oprzeć wrażeniu, że ma się do czynienia z chodzącą bryłą lodu. Ta kolej rzeczy zarówno, jak zniechęcała do wycofania się, tak samo kusiła do tego, by zakończyć tę chorą grę, która z pewnością była tylko maskaradą. Przecież musiał istnieć jakiś słaby punkt.
‒ Daję ci ostatnią szansę, mały skurwielu ‒ warknął jeden z mężczyzn, czyniąc jednocześnie krok przed siebie w niemym ostrzeżeniu.
Odpowiedziała mu cisza, ale w zamian za to kąciki ust chłopaka wykrzywiły się w grymasie naszpikowanym pogardą, a splunięcie na bruk tylko utwierdzało w przekonaniu, że nie miał zamiaru się powtarzać. To takie przykre na każdym roku mieć do czynienia z idiotami, którzy nie znają pojęcia odmowy, a przede wszystkim - nie potrafią pogodzić się z myślą, że w jakiś sposób znaleźli się na przegranej pozycji. Cóż, nie wszystko można mieć.
‒ Czyli nie zamierzasz współpracować?
‒ Potrzebujesz tego na piśmie, dupku? ‒ sarknął, unosząc brwi.
Niecierpliwił się. Było to irracjonalne odczucie, bo nikt nie powinien ze zniecierpliwieniem czekać na rzeź. Z wyjątkiem kata, którym blondyn niestety tym razem nie był. Ale chciał mieć to już za sobą, byleby nie musieć patrzeć już na paskudną gębę oprawcy i słuchać brzmienia jego głosu, które kojarzyło mu się z zapijaczonym menelem. Swoją drogą, coś w tym musiało być. Na całe szczęście nie kazano mu długo czekać. Rozjuszony bezczelnością mężczyzna wydał z siebie odgłos, przypominający poniekąd psie warczenie.
Do nogi, kundlu ‒ przemknęło przez myśl młodzieńca. Mimowolnie zacisnął palce w pięść. W końcu to, że zdawał sobie sprawę z tego, że i tak nie ma szans, nie oznaczało, że nie miał zamiaru się bronić. Co z tego, że miało się to opierać na bezmyślnym wymierzaniu ciosów? Najpewniej też bezskutecznych, ale teraz wystarczyła mu świadomość tego, że w ogóle zamierzał coś zrobić.
„To duża satysfakcja... Patrzeć i czuć, jak zdychasz.”
Idziemy na dno wspólnie.
Nie kazano mu długo czekać. Nieznajomy szybko znalazł się obok, podczas gdy reszta przyjęła rolę obserwatorów, co prawda gotowych do pomocy w każdej chwili. Chłopak zdołał tylko cofnąć jedną nogę do tyłu w odruchu bezwarunkowym, ale jedno wielkie łapsko zacisnęło swoje palce na jego koszulce, zaś drugie wymierzyło mu dość silny cios w policzek, który natychmiast poczerwieniał. Machinalnie zacisnął powieki, a kiedy na nowo otworzył oczy, natrafił wzrokiem na wykrzywioną gniewem twarz oprawcy, która z bliska wyglądała jeszcze gorzej. Beznamiętna szarość tęczówek, mierzyła się teraz z błyszczącym od wściekłości błękitem. I co? To wszystko? Jedno uderzenie z nadzieją na to, że cokolwiek to zmieni?
‒ Chciałem tylko odpowiedzi ‒ wycharczał. ‒ To chyba nie taka wysoka cena?
Odpowiedziała mu wymowna cisza. Najlepiej, gdyby darował sobie strzępienia języka i zrobił swoje, skoro pogróżki nie działały. Niestety wybrał sobie niewłaściwą ofiarę.
‒ No gadaj, szczeniaku. Chyba potrafisz szczekać?
‒ Szczek ‒ rzucił, łapiąc ciemnowłosego za nadgarstek, a wolną ręką zaciśniętą w pięść wycelował prosto w jego i tak krzywy już nos. ‒ Nie jesteśmy w burdelu ‒ wychrypiał znacząco i - bądź co bądź - słusznie. Nie miał najmniejszego zamiaru zniżyć się do poziomu dziwki, która za sowitą zapłatę uszczęśliwia innych. Choć ta sytuacja prezentowała się inaczej, nadal można było dostrzec pewne podobieństwa. Tak czy inaczej - nie był kimś, kogo dało się kupić czy zwyczajnie zastraszyć. Naturalne odruchy były dla niego obce, co miało swoje plusy i minusy. Z jednej strony nigdy nie tracił rezonu, był w stanie trzeźwo planować następne posunięcia, ale nawet one w dużej mierze zależały od jego wytrzymałości, która - chcąc nie chcąc - do najlepszych nie należała. W gruncie rzeczy pod kątem fizycznym blondyn był marnym przeciwnikiem, ale psychika pozbawiona jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego sprawiała, że zawsze odnosił wrażenie, iż jest ponad ogół osób i rzeczy. Chore urojenia, czyż nie?
Ale wracając do sytuacji - wyglądało na to, że wyjątkowo wkurwił swojego przeciwnika, który zaczął mimowolnie kląć pod nosem, przeklinając żywot młodzieńca. Za brak szacunku także się płaciło. Nie minęła chwila, a kolejne ciosy dosięgnęły twarzy chłopaka, a krew zaczęła płynąć z roztrzaskanego nosa, a także rozciętej wargi. Bolało, ale mimo to blondyn nawet nie pisnął, co jakiś czas starając się zasłonić rękami lub - dla odmiany - skontrować atak. Nie odnosiło to tego samego efektu. Niespodziewane uderzenie w brzuch sprawiło, że automatycznie zgiął się w pół, zanosząc się nieprzyjemnym dla uszu kaszlem. Nie dano mu czasu na wytchnienie, przez co skończył z podciętymi nogami i upadł na ziemię, podpierając się rękami i mokry grunt. Kilka silnych kopnięć w bok sprawiło, że jego żebra zalała fala rwącego bólu. Był niemalże pewny, że kilka z nich nie wytrzymało. Choć uparcie starał się utrzymać na granicy świadomości, obraz powoli zamazywał się przed jego oczami. Był już zmęczony. Już nawet przestał liczyć uderzenia, które mu zadawano, czekając na to aż w końcu upadnie.
‒ Niech to będzie dla ciebie nauczka, głupi gówniarzu ‒ warknął, wymierzając ostatnie kopnięcie w brzuch, sprawiając tym samym, że blondyn rzeczywiście runął na bruk, w międzyczasie spluwając krwią, którą od razu zmył deszcz.
Zimno mi.
„Wiedziałeś, że tak będzie.”
Z trudem poruszył palcami, które - jakby się przyjrzeć temu bliżej - zdołały tylko drgnąć. Powieki wbrew woli chciały opaść na jego oczy. Kolejne słowa wypowiadane przez oprawcę były już niewyraźne i przypominały bardziej uciążliwe dudnienie. Ale chyba było już po wszystkim. Sylwetki mężczyzn, które teraz przypominały już niewyraźne cienie, zaczęły się oddalać, pozostawiając go samego sobie w ciemnym zaułku. Tkwiącego w bezruchu, jak poturbowany kundel. Czy było warto...? Tak, do cholery. Nawet, jeżeli teraz jego osoba była najprawdziwszym obrazem nędzy. Nawet, jeżeli odrzucając od siebie tchórzostwo ucierpiał znacznie bardziej, niż gdyby zwyczajnie się poddał.
Boli.
„Csiii. Zaśnij, książę. Nie znajdą cię.”
Gdy zapanowała ciemność, nic już nie miało znaczenia.


KLIK


X E [Nie 22:21] Billy: ... to znaczy, że za mnie nie wyjdziesz?
X E [Nie 22:22] Deborah: Jak będziesz kolekcjonował bieliznę różnych kobiet? Nie D':
X E [Nie 22:22] Billy: ;3; mój związek się sypie...

X E [Pon 19:29] Project 'Underworld': otwieram opiekacz i zalatuje mi po pokoju martwą wiewiórką.. Chcę do domu ,_,

X E [Sro 22:37] Gilbert: Pain. *facepalm* ~ http://i.imgur.com/7vNGO.png D< Muszę ci zmienić datę urodzenia, przykro mi.
X E [Sro 22:38] Gilbert: Przepraszamy za dyskryminację wiekową. :c
X E [Sro 22:39] Gilbert: Dobra, już.
X E [Sro 22:39] Takanori: Padłem. xD

X E [Sro 22:49] Painless: No. Trochęchujowobomożeumrzećinawetotymniewiedziećalecotam.
X E [Sro 22:50] Gilbert: Umrzeć i o tym nie wiedzieć...

X E [Czw 19:20] Loretta: - Myślę, że nie powinniśmy się więcej widywać. || - Chcesz gasić światło podczas seksu? .3. || - Nie.. Nie pasujemy do siebie... jako para. || - Zaczniesz chodzić ze mną na siłownię? || djkasdjnasjd. l'DD
X E [Czw 19:21] Gilbert: Lori. XDDD"

X E [Pią 22:53] Takanori: Żigolo, Billy, żigolo.
X E [Pią 22:53] Billy: OBROTNY, TAKE, OBROTNY. :C
X E [Pią 22:53] Gilbert: Jak drzwi obrotowe. O boże, ale ja jestem śmieszny.

[Nie 15:15] Loretta: OJANIEMOGĘAPOKALIPSADWIELORETTYCHOWAĆJEDNOROŻCESŁODYCZEILATHANDRY. @_@

X E [Sob 14:34] Key: Coś mi dziś odbija...

X E [Sob 20:08] Gilbert: *prawdopodobnie jest szynką*

X E [Nie 18:58] Takanori: Ona we mnie weszła.

X E [Nie 19:11] Sébastian: SEB JEST KOBIETĄ. *dum dum dum DUMMM*

X E [Nie 20:01] Sébastian: LORETTA, BITCHES.

X E [Nie 20:01] Amfetamina: Bert, my chyba nie mamy mądrzejszych tematów do rozmowy niż twoja burutalność i Listonosz Pat. |"D

X E [Nie 20:32] Sébastian: *le gwałci siebie*
X E [Nie 20:32] Sébastian: *samogwałt mode on*

X E [Nie 20:42] Mio: Bateria mi w tyłek wlazła O_O'

X E [Sob 0:38] Loretta: no ja wiem, tyle fanów, tyle mężczyzn i kobiet w Twoim łóżku, że aż nie masz gdzie spać. xd

X E [Sob 0:39] Gloomy Monday: Romeo i Julek... przeczytałabym.

X E [Sob 0:48] Gloomy Monday: TA MIŁOŚĆ WYCHODZI MI BOKIEM.

X E [Sob 0:48] Gloomy Monday: Bo ja grałam w Slendera najzajebiściej. I najseksowniej wciskałam shifta : /

X E [Nie 17:32] Itzamna: W ogóle jak zobaczyłem nick Deborah, od razu pomyślałem, że to multikonto Billa |'D
X E [Nie 17:33] Billy: ... też myślałem, że to moje multikonto. lDDD

X E [Wto 16:15] Project 'Underworld': Gilb, mi ją przedstaw. Z chęcią postawię Ci okrąglutkie 2 <3
X E [Wto 16:27] Gilbert: ~ http://i.imgur.com/bt9jb.jpg
X E [Wto 16:29] Project 'Underworld': http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTs1Wo2tNW8hDTV9XhQIj7SIM8SwWHDkVk86Hqb3MmVKM7m-94CgB2KtjeV
X E [Wto 16:34] Gilbert: http://i.imgur.com/zxdDE.jpg
X E [Wto 16:51] Project 'Underworld': http://i.imgur.com/ZkmNg.png
X E [Wto 17:01] Gilbert: http://i.imgur.com/UfL0c.png
X E [Wto 17:09] Project 'Underworld': http://i.imgur.com/AmTCH.png
X E [Wto 17:10] Gilbert: *zza kulis* Czemu bać się Gilba?
X E [Wto 17:13] Project 'Underworld': A to nie Gilb gonił?
X E [Wto 17:15] Gilbert: Lisek goniił Gilbaa...
X E [Wto 17:16] Project 'Underworld': Uuuu... Nadal liczy się zatem ostatni mem
X E [Wto 17:28] Project 'Underworld': http://i.imgur.com/vVzLx.png
X E [Wto 17:28] Gilbert: http://i.imgur.com/8jGSj.jpg ._. Picasso, kurna.
X E [Wto 17:28] Gilbert: zfahFouhfuihdsfo, DAJ MI ODRYSOWAĆ.
X E [Wto 17:30] Project 'Underworld': ... *rip*
X E [Wto 17:31] Gilbert: http://i.imgur.com/rDUNT.png |D

X E [Nie 13:50] 7.: Nori + Gilbert = SB wpada w nadświetlną, a Sheta ma nieogar roku. ~

X E [Nie 16:57] Insomnia: o, myślący Gilbo, szok. ;d

X E [Nie 17:01] Audrey: Gilb, dzisiaj brat do mnie dzwoni, będąc przed drzwiami do mojego pokoju i takie: Mam twój ołówek. To okup. Jeśli mi nie dasz jednego ze swoich batonów w ciągu pięciu minut to ołówek zginie. Nie wzywaj policji, obserwuję cię...

X E [Pon 18:05] Arthur: a ja wracam sobie dziś do domu, a tu na schodach przy drzwiach siedzi sobie taka wielka paskuda o grubym, pomarańczowawym odwłoku i ośmiu patykowatych nóżkach, trololo e_e
X E [Pon 18:06] Takanori: Ciocia Gienia? Nie wiedziałem, że cię odwiedziła.

X E [Pon 18:17] Gilbert: Dostałem tosta, który wygląda jak Gilbert. >C
X E [Pon 18:18] Arthur: nie jedz go~!
X E [Pon 18:18] Gilbert: Za późno.
X E [Pon 18:19] 7.: Kanibal-masochista.

X E [Pon 21:40] Takanori: Zabieram cię do baru, będzie osiem zero dla mnieee...

X E [Wto 18:04] Takanori: Pośpiewam pod prysznicem piosenki z Disneya. Nie no.

X E [Wto 20:51] Lotte: Boże, wróciłam.
X E [Wto 20:53] Takanori: Witaj, Jezu.

X E [Wto 20:51] Paradichlorobenzene: No już, kurde, fali jednoosobowej w trójkę nie dadzą zrobić, ludzie podli.

X E [Wto 22:51] 7.:W momentach nauki anatomii mam ochotę zostać sernikiem...

X E [Czw 15:18] Seven: *wyobraża sobie Gilba z zielonymi włosami i rzucającego się na przechodniów z hugiem miłości* ... NIE.

X E [Nie 13:45] Gilbert: Myszka mi się tnie. ;A;
X E [Nie 13:48] Takanori: A mi mózg.

X E [Pią 14:24] 7.: *ogląda Beautiful Dangerous* Kurna... Waha mi się orientacja.

X E [Pią 21:19] Ramzes: Ryu, jedno słowo więcej, a będziesz pewnym homo .__.

X E [Pią 21:31] Ophelia: Lis się uśmiała, że mój znudzony głos i stoicki spokój przy opisie masakry ją rozwalił... pójdę pracować jak lektor do trudnych spraw.

X E [Sob 1:38] Paul: Dobre? Gdyby nie Loretta to bym tu nie wracał |D
X E [Sob 1:39] Billy: ... ależekto? l'D ZNALAZŁEŚ MOJĄ SIOSTRĘ?
X E [Sob 1:39] Paul: No, nawet ją prze... NIE WIEM O KIM MÓWISZ.
X E [Sob 1:40] Billy: GADAJ ZARAZ, TLENIONY DZIADZIE.

X E [Sob 1:47] Billy: BO CIĘ SPROWADZĘ DO PARTERU, lamo.
X E [Sob 1:47] Paul: Ahahahahsahsahsa... nie.
X E [Sob 1:48] Paul: ...ale masz gejowski głos... geju.
X E [Sob 1:49] Billy: masz coś? :c
X E [Sob 1:49] Paul: Mam. Radochę c:

X E [Sob 1:56] Paul: No uwolnij się wreszcie od tego mojego magnetyzmu, skarbie ;o
X E [Sob 1:57] Billy: ale nie mogę, tak bardzo Cię pragnę. (~e_e)~
X E [Sob 1:58] Paul: Ohohohoh c;
X E [Sob 1:59] Billy: KAŻDĄ ROMANTYCZNĄ CHWILĘ ROZPIEPRZYSZ. l'D
X E [Sob 2:00] Paul: Pardonsik XD

X E [Sob 2:05] Billy: ... ojezusie...
X E [Sob 2:06] Itzamna: Nie Jesus, Itzamna. Mylisz religie :c
X E [Sob 2:06] Billy: przepraszam. :c

X E [Sob 19:45] Takanori: *mina krzyku* TYLKO NIE KLUB MIŁOŚNIKÓW SURYKATEK...

X E [Nie 14:06] Zombie: Mam stopę i nie zawaham się jej użyć, skarbie =_=

X E [Nie 14:35] Yunosuke: JESTĘ GENIUSZĘ. Od początku się zastanawiałem kim jest Bert i nareszcie się domyśliłem.

X E [Nie 17:02] Gilbert: FJKSHBFKUGBIUFG, Gilbert lata! AAAA! DDD:

X E [Sro 17:38] Gilbert: Dziewica. .w.

X E [Pią 20:24] Takanori: - Kocham cię, nie odchodź! | - *wyjeżdża czołgiem z garażu*

X E [Pią 20:44] Billy: 'przykro mi, ale wybacz mi' l'DDDDDDDDDDDDDDDDDD

X E [Sob 16:42] 7.: Gilb-czipendejls.

X E [Sob 16:56] Billy: - Tato, a my pójdziemy po choinkę do lasu, tak? || - Oszalałaś? Jeszcze nas jakiś leśniczy albo gejowy przyłap... || - *parsk* GEJOWY? || -... gAjowy.. || - GEJOWY POWIEDZIAŁEŚ .3.

X E [Nie 17:43] Takanori: mam mikołaja czekoladowego, odgryze mu głowę, mwahahah. Ależ ja jestem podły.

X E [Nie 17:57] 7.: Co, ja się pytam, Zmierzch robi w polecanych Step Up 4?! *zmrla na infarkt*

X E [Nie 18:02] 7.: Moja pizza ma raka...
X E [Nie 18:02] Gilbert: SEVEN. XDDDDDDDDDDDDD
X E [Nie 18:04] 7.: No co? Ma guza w centrioli. Na szczęście łagodny, bo nie ma przezutów.

X E [Nie 18:04] Takanori: *miażdży czekoladowego mikołaja* I co? Myślałeś, że będziesz fajny, jak nie dasz prezentów?

X E [Nie 18:17] Takanori: To ja skoczę pod prysznic.
X E [Nie 18:19] Mio: ...Jaa teeeż!
X E [Nie 18:19] Noir: To ja też.

X E [Pon 19:36] Project 'Underworld': Nieskromnie przyznam, że doprowadzam niemego Pana do fangazmu

[Wto 20:20] Takanori: Take: Co robisz? | Brat: Uzalam się nad sobą. Topię swoje smutki... | T: Topisz smutki w tostach...? | B: Jestem żałosny. | T: Aż trudno zaprzeczyć.

[Pon 21:04] Gilbert: Czy ja ci wyglądam na prostytutkę, żeby mnie brano bez pozwolenia? D<

[Czw 22:11] Takanori: Prawie wpadłem w trans, gapiąc się w tekst. I takie... O, głowa mi ucieka.

X E [Pią 20:05] Billy: - Znalazłam ci korepetytora, rok od ciebie starszy, ma 23 lata... || - ... mamo, ty wiesz ile ja mam lat? e__e''

X E [Pią 20:07] 7.: Stary gaźnik z niej.

X E [Sro 14:08] Billy: ... *przegląd czatu z fejsa*... 'MAM 35 LAT I JESTEM W PEŁNI SIŁ. I WYGLĄDAM NA 30.' ... aha.

X E [Sro 14:09] Sickey:

X E [Nie 20:45] Gilbert: JFKHAUJFKBAJKFLGILUDHBASFGIUALHDUF, cisza, cisza, cisza. Włączam yaoi, a tu ciocia! o.o
X E [Nie 20:47] Takanori: To zabrzmiało, jakby ciocia była w yaoi. xD

X E [Wto 21:14] Loretta: .... *przeczytała 'nie ma to jak zabawa członkami...'*..... ... ... jestem niegrzeczna. :<

X E [Wto 21:25] 7.: LoL, masz niemiecki. *palec wyśmiania*

X E [Sro 15:38] Loretta: ... Hurr mówiący gwarą..... AHHAHAHHAHHAHAHHAHA. HURR-GÓRAL. .. ajhABGjbgsgAGGAGGAGAGHAHHAHA...

X E [Sro 15:40] Loretta: Hurr z ciupagą..... AHAHHAHAHHAHHA.

X E [Pią 21:26] Takanori: Czemu macie w łazience gazetkę z Tesco?

X E [Pią 21:22] Gilbert: A przez chwilę mnie nie było, grrr. Ale mogę wam za to powiedzieć, że w Tesco Extra jest ser Edamski o 31% tańszy niż zwykle. Można zaoszczędzić aż 6 zł. Polecam.

X E [Wto 9:15] Takanori: Normalna rozmowa ze mną. Tata: *nawija, nawija, nawija* | Ja: No. | T: *nawija dalej* | J: No...
X E [Wto 9:39] Gilbert: U mnie to inaczej wygląda. Takie; Mama: *papla papla papla* | ... | *papla papla papla* | -... | - Słuchasz mnie? | - ... | - SŁUCHASZ CO DO CIEBIE MÓWIĘ? | - Co?
X E [Wto 9:41] Takanori: To nasza rozmowa przez telefon: - ... | - ... | - ... | - …

X E [Czw 13:38] Seven: Uwaga, idę czytać. Wróce pewnie za 5 minut. <3
X E [Czw 13:38] Takanori: Łał, Ty umiesz czytać.

X E [Czw 13:38] Takanori: *zerka na latające żarcie*

X E [Czw 16:52] Mattias: W szkole jakieś przeciw bombowe alarmy były... i zbiegać na dół, wszystko było takie wolne, że byśmy już dawny buchnęli ;0

X E [Czw 12:40] Takanori: I jak nie chce mi się robić nakapki, to biorę tak dużo plastrów i wcinam.
X E [Czw 12:41] 7.: Nakapki?
X E [Czw 12:42] Gilbert: Nakapki? XDDDDDDDDDDDD"

X E [Czw 22:03] Takanori: W ogóle... o czymś myślałem, ale później spojrzałem w bok i zapomniałem o czym. Mój mózg jest jednak dziwny.

X E [Nie 12:43] Audrey: ....... Umrę. Mama: Tomeek~! Pozmywaj naczynia! || Brat: Ale od dzisiaj jestem człowiekiem pościelą! || M: Fajnie... Jaką masz moc? || B: ... Mogę ciągle leżeć w łóżku.

X E [Nie 14:02] Gilbert: Słuchasz co pisze?! D:
X E [Nie 14:02] Arthur: nie słucham, oślepłem :I

X E [Nie 14:12] 7.: Ściąć na krótko? Walnij się na łyso od razu i pomaluj głowę jak pisankę. Ciekawe, czy się ucieszą.

X E [Nie 18:02] 7.: *rzuca taboretami*

X E [Nie 19:34] Audrey: No~ Niemalże umarłam.
X E [Nie 19:34] Takanori: Dobrze, że tego nie zrobiłaś. Trumny są drogie.

X E [Nie 20:47] Billy: halo... laski, nie bijcie się... albo... CATFIGHT W KISIELU, PROSZĘĘ.

X E [Nie 20:54] Takanori: Ale oni dają pomysły pocałunku, przywalenia, tego i tego i podania kartki podpisanej po obu stronach "odwróć mnie".

X E [Pią 17:48] Ramzes: Gilb, weź Ramza na plecy i wbij na bal. Będziesz przebrany za tragarza <3
X E [Pią 17:48] Gilbert: Czemu ja zawsze muszę być pod kimś? D:
X E [Pią 17:48] Takanori: Taka już rola uke. Ale, Ram... SPADAJ.
X E [Pią 17:49] Ramzes: A ja chce go ujeżdżać no .__.
X E [Pią 17:49] Gilbert: o______________________________________________________O
X E [Pią 17:49] Gilbert: Nie... teraz się zrobiło dziwnie, Ram. xD

X E [Pią 22:15] Takanori: Fuckin' genius. Okej, pisz tam, a ja... ja... będę udawać krzesło.

X E [Sob 12:54] Ryu: Ohayo, czy mieszka może ktoś w okolicach Łodzi i interesuje go zdobycie wora jabłek? >.<

X E [Sob 14:11] Gilbert: Taki Gilbert napierdalający innych kwiatkiem. :ccccccc
X E [Sob 14:11] Gilbert: I takie "A masz! A masz! Jeszcze raz! I znów!" xDDDDDDDDD
X E [Sob 14:11] Ramzes: Kwiatkiem ich Gilbercie, kwiatkiem o/
X E [Sob 14:11] Gabriel: Kuwa, Gilb. XDDDD
X E [Sob 14:11] Gilbert: "Haaaaa, zabolało co?! NIE MA LITOŚCI!"
X E [Sob 14:11] Audrey: Jasne, na pewno zwijaliby się z bólu.
X E [Sob 14:12] Gilbert: Zwijaliby się jak gąsienice. :ccc

X E [Sob 14:40] Eiko: Ale jak ja zacznę się bić to wiesz co może się stać?
X E [Sob 14:40] Gilbert: Nie wiem. A co może?
X E [Sob 14:41] Mio: Może komuś wyyebać z lewej piersi.

X E [Sob 14:44] Lotte: ... Gilbo jest ranny?
X E [Sob 14:45] Ramzes: Kij, że Gilb jest ranny. Oni zabili czekoladę nr 1. Bezczelne bydło : ((

X E [Sob 14:54] Gilbert: Moja siostra mnie powala: || Nadia: Eeeeeej... jakbym wyglądała jakbym była człowiekiem? || Ja: CO? || Nadia: Pytam, jak wyglądała Fiona zanim była ze Shrekiem. || Gilbert: ... a... ha. Usłyszałem coś dziwnego.

X E [Nie 10:46] Takanori: ~
X E [Nie 10:46] Takanori: !
X E [Nie 10:46] Takanori: @
X E [Nie 10:46] Takanori: #
X E [Nie 10:46] Takanori: $
X E [Nie 10:46] Takanori: %
X E [Nie 10:46] Takanori: ^
X E [Nie 10:47] Takanori: &
X E [Nie 10:47] Takanori: *
X E [Nie 10:47] Takanori: (
X E [Nie 10:47] Takanori: )
X E [Nie 10:47] Takanori: _
X E [Nie 10:47] Takanori: -
X E [Nie 10:47] Takanori: =
X E [Nie 10:47] Takanori: +

X E [Nie 10:46] Gilbert: Moje nic! D:

X E [Nie 19:02] Rain: kwas deoksyrybonukleinowy... eeee makarena XD

X E [Nie 20:33] Gerard: Nie ma problemu Gilbo ^_^ Możesz otrzymać moją cierpliwość w formie transfuzii w RCKiK w Olsztynie i Poznaniu Razz

X E [Sob 14:30] 7.: Nie, myślę, ze ewentualnie wyszedł razem z drzwiami.

X E [Wto 9:06] Takanori: - Jak się to odnosi do legend? | - E... JAKOŚ.
X E [Wto 9:07] Gilbert: - Jak to się odnosi do legend? | - TO PANI NIE WIE?!
X E [Wto 9:07] Takanori: O, gra w pytania!
X E [Wto 9:07] Takanori: - A pan? | - Wątpi pani w moje zasoby wiedzy?
X E [Wto 9:08] Takanori: - Czyli pan nie wie? | - SKĄD TEN POMYSŁ?

X E [Sob 16:21] Gilbert: Chyba wyplułem płuco..
X E [Sob 16:21] Takanori: Na zdrowie.
X E [Sob 16:21] Takanori: Chcę je.

X E [Nie 17:33] 7.: Dżizas.
X E [Nie 17:34] Gilbert: O, Seven. Gdzie ty widzisz Jezusa? *zagląd pod biurko* Ni ma tutaj..
X E [Nie 17:35] 7.: Gilb, tu Bóg. Dżizas się kąpie.

X E [Nie 18:24] Frederica: Bierz sie za posta, bo ci odetnę przyrodzenie. ._.
X E [Nie 18:24] Gilbert: Jakby było co odcinać w ogóle.

X E [Sob 21:33] Billy: . . . powinnam ograniczyć to fapanie.

[Pon 15:21] Takanori: Spontaniczny polip.

[Pon 15:22] Loretta: ... nie mogę ci pomóc, jestę ukwiałę.

[Pon 15:22] Gilbert: Wrrr, jak ja mam teraz do Fałszywki kopiować... trudno, będzie pomieszane. -.-
[Pon 15:22] Gilbert: Albo w hooy. Na ręcznym pojadę.
[Pon 15:22] Loretta: . . . TAKE, JAK TY SIĘ GILBEM ZAJMUJESZ, ŻE NA RĘCZNYM JEDZIE?!
[Pon 15:22] Takanori: Gilb...
[Pon 15:23] Takanori: Ja się nim dorze zajmuję, phew.
[Pon 15:23] Gilbert: NIE O TO MI CHODZIŁO, ZBOCZEŃCY.
[Pon 15:23] Loretta: ... i jeszcze jakiejś Dorze się każesz nim zajmować. :C

[Pon 15:24] Loretta: lol, siedzę w kuchni, wstawiłam zupę do odgrzania. mama ją wyłączyła i takie 'Martyna, zupa'... '*zerk* DON'T YOU SAYY?'

[Pon 15:27] Gilbert: ...
[Pon 15:27] Takanori: Gilb zątpił.
[Pon 15:27] Loretta: zątpił. l'D
[Pon 15:28] Gilbert: Zątpiłem...

[Pon 15:30] Loretta: Jakaś Dora zajmuje się Gilbem, który zątpił, Take wpierdzielił pół swojej klawiatury, Lisek gada w archeologicznym języku, a ja jestę ukwiałę.

[Pon 16:00] Project 'Underworld': w sumie to nie wiem, ja już tego nie ogarniam. stanęło na robieniu dzieci i pijanych batmanach

[Dzisiaj 17:49] Takanori: Obożedziałającyshoutbox. spamspamspam

[Dzisiaj 17:56] Takanori: Khhh.
[Dzisiaj 17:57] 7.: Hurr, przerywa Cię.
[Dzisiaj 17:57] Takanori: Bo wjechałem do tunelu, kurna.

X E [Nie 22:09] Gilbert: ... ale dziwne. Ugryzłem tosta i mi wyprysnęło coś białego na rękę...
X E [Nie 22:11] Takanori: Tost doszedł...

X E [Pon 1:42] Billy: .. chwila, ciężki kot mnie przygniótł...

X E [Pon 1:43] Billy: no bo hejcisz. nie ma hejtowania, ziemniak też człowiek.
X E [Pon 1:43] 7.: Ziemniak to bulwa, niech spada być bulwą gdzie indziej.
X E [Pon 1:45] Billy: zostaw biedną bulwę w spokoju, ty cholerna.. cholero.
X E [Pon 1:45] 7.: Uuu, so scaryyy. I co? Walniesz mnie obierkiem? Puree? A może plackiem od razu?!

X E [Pon 1:46] 7.: ... *loading* Hum? He? *klika w dymek Help* Ale że jak co?

X E [Pon 1:49] 7.: 'gwałty Samaela zawsze spoko. Polecam, Billy.'

X E [Pon 1:53] Billy: http://i.imgur.com/0jVlt.jpg masz, Take.
X E [Pon 1:54] 7.: Co to jest to takie niebieskie? pan Skarpeta?
X E [Pon 1:54] Billy: TO JEST PAN PUCHATA SKARPETKA. leży tam od rana.
X E [Pon 1:55] Gilbert: Pan Skarpeta. XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD"
X E [Pon 1:55] 7.: I gnije.
X E [Pon 1:55] Billy: nie gnije. leży sobie... *zerk przez ramię* a obok leży drugi Pan Puchata Skarpetka, bo to geje są.

X E [Pon 2:14] Billy: http://i.imgur.com/AOMnI.jpg jestę dziwnył człowiekę. o3o

X E [Sob 12:49] HTTP Error 503: Take jest jak zabawki z Toy Story





Błazny - Wszędzie biało, zimno i nieprzyjemnie, jednak wśród was będzie panowało szczęście. Ogarnie was śnieżne szaleństwo i naprawdę ciężko będzie się wam powstrzymać od rzucania białymi kulkami we wszystkich dookoła. Uważajcie jednak, bo może się to nie spodobać innym i narobicie sobie kłopotów.

Cukierkowe Rozrabiaki - Zimową porą nie opuści was energia. Wręcz przeciwnie, będziecie jej mieć tyle, że wszędzie będzie was pełno. Śnieg przyniesie wam wiele radości, którą będziecie zarażać innych. Wasz śmiech będzie słychać nawet przez najgorszą zamieć. Możliwe, że znajdziecie to, co wam zaginęło.

Czarni Rycerze - Jak zwykle nic was to wszystko nie będzie obchodzić, a zbliżające się czasy świętowania zaczną was denerwować i przygnębiać. Zaczniecie narzekać na wszystko dookoła i będziecie bardziej nieprzyjemni niż zwykle. Istnieje duże prawdopodobieństwo wpakowania się w nieprzyjemne sytuacje.

Ludzie - Szał świątecznych wyprzedaży ogarnie wszystkich, a w szczególności was. Nie bójcie się wydawać pieniędzy, jednak wystrzegajcie się oszustów, których z pewnością napotkacie na swojej drodze. Nic jednak nie powinno wam popsuć świątecznego nastroju i noworocznej zabawy.

Konstrukcje - W czasie wielkich mrozów lepiej nie wychodźcie z domów albo ciepło się ubierajcie. Biały puch sypiący się z nieba może narobić wam wielu kłopotów. Jednak poza tymi drobnymi niedogodnościami, wasz humor będzie znakomity i nic nie powinno go popsuć.

Monstra - Strzeżcie się jemioły i na jej widok najlepiej uciekajcie jak najdalej. W każdej chwili w pobliżu niej pojawić się może ktoś, kto zechce wykorzystać sytuację. Nie dajcie się jednak podejść, gdyż może się to zakończyć, krótko powiedziawszy, nie za ciekawie.

Mroczni - Śnieg. Uważajcie na śnieg. A dokładniej rzecz biorąc na zbyt duże zaspy. Znajdzie się wiele osób, które zechcą was tam wrzucić i jak najlepiej przykryć białym puchem, a to doświadczenie nie będzie zapewne należeć do najprzyjemniejszych.

Muzykanci - Ogarnie was melancholia i pech objawiający się na każdym możliwym kroku. Nie wystawiajcie języka, jeśli nie chcecie przypadkiem do czegoś przymarznąć, bo będzie to jeszcze bardziej możliwe niż zwykle. Czasami nie będziecie myśleć nad tym, co robicie, ale to szybko minie.

Nocne Mary - Wydatki. Mnóstwo wydatków, głównie na rzeczy, które nigdy w życiu wam się nie przydadzą i tylko będą wam przeszkadzać w egzystowaniu. Staniecie się jednak dużo milsi i otwarci na kontakty, zaczniecie obdarowywać bliskich prezentami, nie tylko z okazji świąt.

Skrzydlaci - Choć święta miną wam w miarę spokojnie, to jednak w Nowy Rok musicie się mocno pilnować. Bardzo możliwe, że ostatni dzień roku i pierwszy następnego będą bardzo nieprzyjemne. Potem jednak nastaną chwile pełne miłości i spokoju, który wynagrodzi wam cierpienia.

Spooksy - Czekają was duże problemy z rodziną i przyjaciółmi spowodowane wieloma czynnikami. W dużej części będzie to właśnie wasza wina, lecz nie będziecie się do tego przyznawać przed sobą. Zrozumiecie jednak błędy i naprawicie je, co doprowadzi do szczęśliwego zakończenia.

Syreny - Na was czekają różne niespodzianki, miłe i niemiłe jednocześnie. Ze szczęścia będziecie wpadać w pech, a przyjemne i bolesne przeżycia będą się ze sobą splatać i naprzemiennie was nawiedzać. Możecie przez to lekko podupaść psychicznie, lecz nie martwcie się, później wszystko będzie tylko lepiej.

Szachy - Czeka was zimowa miłość. Choć nie tak długa, jak by się chciało, to jednak pozostawi w umyśle miłe wspomnienia z romantycznych spacerów z udziałem białych gwiazdek sypiących się z nieba. Kto wie, czy potem uczucia się nie odnowią i nie przeżyjecie tego jeszcze raz?

Szkarłatni Krwiopijcy - Poznacie nowe osoby, które zaciekawią was tak bardzo, że otworzycie się na kolejne nowe znajomości. Staniecie się przez to nieco bardziej mili, ale jednocześnie łatwiej będzie was oszukać. Strzeżcie się podejrzanych sytuacji, możecie przez nie mieć niemałe kłopoty.

Truciciele - Odrzucicie od siebie wszelkie problemy i lęki, pozornie stając się szczęśliwymi. Ukryjecie wszystko co złe głęboko w sobie, starając się o tym zapomnieć i to pomoże wam w staniu się przyjaźniejszymi istotami. W głębi duszy będziecie jednak pamiętać o tym, co zatailiście.

Zabawki - Radość będzie wokół was, zaczniecie uszczęśliwiać każdą napotkaną osobę, nawet, jeśli nie będą tego chcieć lub potrzebować. Pod choinką spodziewajcie się góry prezentów, nawet, jeśli nie należeliście w tym roku do najgrzeczniejszych.

Zmiennokształtni - Lepiej zacznijcie naprawiać swoje stosunki z innymi i budujcie nowe relacje, bo w najbliższym czasie bardzo przydadzą wam się miłe znajomości. Będziecie mieć niemałe kłopoty, ktoś będzie wam deptał po piętach w bardzo bolesny sposób. Starajcie się unikać nieprzyjemności.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
FAŁSZYWKA - styczeń 2012/13. Wydanie VII.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Antidotum - wydanie urodzinowe #5
» Antidotum - wydanie wielkanocne. #3
» Antidotum - wydanie świąteczne. #7
» Jakie tłumaczenie Biblii jest najlepsze?
» Antidotum - wydanie świąteczne. #13

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Archiwum numerów-
Skocz do:  
_______________________