IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 FAŁSZYWKA - marzec 2012. Wydanie V.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: FAŁSZYWKA - marzec 2012. Wydanie V.   Pią Kwi 05, 2013 7:05 am


Świadom, iż wystawiliśmy Waszą cierpliwość na próbę, pragnę przeprosić za długi okres oczekiwania na ten, bądź co bądź, specjalny numer. Jak jest każdy widzi. Wszyscy zmagamy się z trudnościami związanymi nie tylko z życiem prywatnym. A to ktoś zachoruje, drugi stwierdził, że czas najwyższy odwiedzić babcię z Tybetu, trzeciemu odpadła ręka... i jak tu pisać artykuły na czas? Jednocześnie chcemy przecież, żeby Fałszywka była na jak najwyższym poziomie, więc nie możemy pozwolić aby dawać wam do rąk (do oczu...?) jakiegoś badziewia w taniej okładce, prawda? Redaktorzy kłaniają się nisko, obiecujemy poprawę na następny raz!


Bardzo długo przyszło mi też zastanawiać się nad tym wstępem. I w żadnym wypadku nie będę się teraz silił by był śmieszny czy poważny. Nudny czy interesujący. Jasny czy ciemny. Z orzeszkami czy z migda... chwila, zapędzam się. Chodzi tylko o to, że temat miłości jest bardzo delikatny. Ja, jako spec — yhy — od kobiecych i nie tylko serc (no dlaczego patrzycie na mnie jak na idiotę?!) mogę stwierdzić, że to uczucie jest co najmniej skomplikowane i trzeba czegoś więcej niż instrukcji obsługi pralki, żeby to zrozumieć. A jeśli już jesteśmy przy miłości: walentynki to dzień zakochanych, prawda? Czternasty lutego, data, która znana jest niemalże każdemu. Nie oszukujmy się, każdy z nas czeka trzymając kciuki i łudzi się, że jakiś „ktoś” całkowicie przypadkiem i bez wymuszania (co tak patrzysz Arthi?) wręczy nam cudowną, czerwoną i pachnącą kartkę walentynkową, czekoladkę albo równie durne badziewie, które w gruncie rzeczy sprawi, że z ramion wyrosną nam skrzydła i od tego momentu będziemy lepsi od orłów, sępów czy innych kolibrów, to jest, asów przestworzy.
Dla innych dzień ten jest, delikatnie rzecz ujmując, żałosny. Bieganie od jednego kąta do drugiego i wykrzykiwanie na całe gardło jak to „Ja bardzo Ciebie kocham!”? Nie warto aż tak nadwyrężać strun głosowych. I tak mamy dość własnych problemów, żeby jeszcze próbować zrozumieć probl... znaczy się... uczucia innych.
Jednak bez względu na to czy podzielacie mój pogląd, że Walentynki to durne święto, a tego skurwysyna co lata i strzela do niewinnych ludzi z łuku powinni dawno z pracy na zbity pysk wykopać, czy jednak jesteście kimś pokroju Arthura, który potajemnie czyta romansidła i rozdaje kartki z wierszykami miłosnymi każdej napotkanej osobie (wbrew pozorom nie oznacza to, że drwi z cudzych uczuć! On po prostu kocha wszystko i wszystkich, ot co!) życzę wam, niekochani, wszystkiego naj, naj. I to od was zależy czy dodacie do tego naj „lepszego” czy „gorszego”.


Nie szata(n) zdobi człowieka, ale to co ma w środku.
Niezaprzeczalną i niepodważalną (sądzących inaczej zapraszam na stronę) prawdą jest, że wszystko to co wyjdzie spod ręki Aurellie jest epickim dziełem sztuki. Można tylko wzdychać i się ślinić nad każdym obrazeczkiem, który obrobi w programie graficznym. Przyszedł jednak czas, gdzie zima dosięga końca (choć zrobiła nam kawał i nagle jakoś tak postanowiła się pokazać), a już niedługo wesołe „merry christmas!” będzie przywoływać u nas podniesienie brwi ku górze. U wielu z was pojawiłby się też wielki znak zapytania nad głową. Spokojnie. Ja też bym to przeżywał. Z tego też powodu wspólnymi siłami (składającymi się z jednego człowieka) wzięliśmy się do roboty i wytworzyliśmy to coś, co aktualnie wyświetla się po wejściu na false. Grafika może nie szczyci się taką chwałą jak te, które robi dla nas ognista pani grafik vel Averse, aczkolwiek na jakiś czas będzie musiała wystarczyć. Być może będzie to tylko pretekstem do stworzenia nowego konkursu na wygląd forum?
Pan i Pani Zimy. Wyniki już są!
Co prawda konkurs zakończył się już całe wieki temu i pewnie większość (łamane na wszyscy) już nie pamięta, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Niniejszym jednak warto podać wyniki, gdzie Lodową Księżniczką została Lisette, nasza forumowa piratka i kradziejka w jednym! Jej partnerem do mroźnych zabaw jest Gilbert, mianowany Śnieżnym Księciem. Zima 2012 roku mija bez krzyku. Miejmy tylko nadzieję, że ta para wniesie nie tylko zamiecie, ale sporo humoru, zamieszek i gorących niusów. >3
Porządki znów się pchają drzwiami i oknami...
„Wiosenne porządki false” po raz trzeci będą wywoływać na waszych twarzach przysłowiowy „facepalm”. Owszem, tym razem również nie będziemy się hamować. Wszystkie stare, niepotrzebne i dawno zapomniane przez użytkowników tematy zostaną albo odnowione i wprowadzone do nowego użytku, albo wylądują w archiwum wraz z innymi równie starymi, niepotrzebnymi i dawno zapomnianymi kompanami. Prócz tego funkcję stracą wszyscy ci, których na forum nie ma od lat wielu tudzież ci, którzy ze swoich fuchy się zwyczajnie nie wywiązują (nowy nabór na j.adminów i moderatorów aż się prosi). Na koniec czeka nas oczywiście... kasacja użytkowników (uuh! Jak ja to uwielbiam, no!). W tym celu jednak, każdy przed usunięciem konta zostanie poinformowany na komunikator gadu—gadu, a to czy ułatwi nam porządki i skontaktuje się z nami dając zgodę do sprzątnięcia nieczystości (a może zechce znów grać?) czy oleje... cóż, po prostu miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie gładko.
Nowy Nadzorca misji!
Jako że misje ostatnimi czasy albo stały w miejscu, albo w ogóle nawet się nie rozpoczęły postanowiliśmy jakoś temu zaradzić. Wśród pomysłów pokrojów „zabić sukinkotów!” i „dawajmy czekoladki w kształcie serduszek i kwiatuszków gratis! <3” pojawiła się opcja by wybrać jedną osobę, która będzie nad wszystkim sprawowała pieczę. Wszystko działo się szybko i równie szybko wielu MG straciło pracę. Mówi się trudno, bo życie nie bajka. Nadzorcą został Settan i biada tym, którzy mu się nawiną pod ostrze. Ja wciąż czuje jak serce mi wali jakby przebiegło cały maraton... dookoła świata. Dwa razy.


Portal?!
Od jakiegoś czasu krążą przekomiczne plotki, jakoby jakiś portal pojawił się na ludzkich bezdrożach i Potwory, z iskierkami w ślepiach i otwartymi ramionami biegną ku wyznaczonemu miejscu, żeby wreszcie transportować się do swojego świata. W tej sprawie, z lekkim znużeniem i niechybnie uderzając głową o biurko, wysłaliśmy jednego ze szpiegów by to sprawdził. Po zaledwie dwudziestu dniach bezkresnych wędrówek, postojów u miłych staruszek z naprzeciwka i walkom z gigantycznymi kurczakami (dochodziły do 15 cm. wzrostu), udało mu się dotrzeć do miejsca, w którym znajduje się przejście. Co dziwne, niecodzienne i całkowicie niemożliwe — okazało się to prawdą. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki (kto wie, czy te małe cholery nie maczały w tym palców, wrrr) pojawiła się pewna kraina, nie bez powodu nazwana „Śnieżną”, w której to egzystuje... nie kto inny jak nasz stary, dziadzio—kompan z białą brodą do samej ziemi i zgrają podejrzanych, rogatych saren. Miasto, choć piękne, spowite wiecznym mrozem. Jednak, aby znaleźć portal trzeba pójść nieco dalej i zostawić wioskę daleko w tyle. Gdzieś w głębi tajgi znajdują się dwa charakterystyczne pnie. A dalej wiecie co robić.
Wioska „Hanshan” zagrożona? Wielka bestia grasuje na bagnach!
Doszły nas ostatnio słuchy, że jakaś jaszczurka wybrała sobie bagna na swoje nowe gniazdko i tak szybko nie chce się stamtąd wynieść. Wieśniacy z Hanshan są nie tyle co przerażeni, a na sam dźwięk bestii padają jak muchy. Temu żałosnemu widokowi postanowili zapobiec Łowcy z Akatsuki. Czwórka naszych bohaterów wyruszyła na cudaśnych wierzchowcach ku trzęsącym kolanom. Na razie nie mamy zbyt wielu informacji, gdyż osoba dowodząca misją nie chce pisnąć ani słówka, a łamanie kołem niestety w tym przypadku nie poskutkowało. Wiemy jednakże, dzięki własnym źródłom, że na wyprawę wyruszyła: Maria (NAZWISKO), Audrey Sayuki, Arthur (NAZWISKO) oraz Gilbert Salvatore. Jak potoczą się ich losy i czy rzeczywiście zagrożenie jest tak wielkie jak to o tym śpiewają chłopki?
Bez wiary, bez nadziei i... bez głowy?
Stosunkowo niedawno jedna z bestii, prawdopodobnie Periculum, wojowała przy Lesie Smoczej Krwi, sięgając ogólny zamęt i te inne rzeczy, które sprawiają, że mieszkańcy pobliskich wiosek i miasteczek są tak przerażeni, że wychodzą na dwór tylko po to, żeby załatwić potrzeby fizjologiczne. Tymczasem jednak tajemniczy zleceniodawca wysłał w Kolorowe Góry jednego z najniebezpieczniejszych mend w Otchłani. Wbrew pozorom, założenie było takie, by uratować pewną niegroźną rodzinę przed bestią. Hoppe, dzieciak, któremu udało się uratować własne siedzenie i nie zostać przystawką do obiadu, parę godzin później transformował się ziemię i oby rolnicy byli mu mili! Z tego co nam wiadomo S. kolejnych parę godzin później walczył z siostrą Hoppego, którego — nawiasem wspominając — sam zamordował. Według informacji, Misaki zginęła pochłonięta przez żrący, niebieskawo—fioletowy ogień. Jest jednak jasna część tej historii, otóż S. poskromił bestię będącą przecież głównym tematem mediów w zamieszkanej przez trzy osoby chatce. Pytanie tylko... czy to rzeczywiście takie szczęście?


Mała lolitka nie taka miła?

Doszły nas słuchy, jakoby panienka Mio A., z pozoru miłe, sympatyczne i niewinne dziewczę, rzuciła się na własnego brata! Wyglądało to tak, jakby chciała go w brutalny sposób zamordować dusząc. Wszystko działo się szybko, Gilbert S. zmęczony dniem wrócił do domu i położył się na kanapie, by chwilę odpocząć. Nie trzeba było długo czekać, by zielonowłosa piękność zjawiła się na miejscu przyszłej zbrodni. Przytuliła go, jak zawsze, więc nic nie wskazywało na to, iż stanie się coś złego. I niestety, stało się. Przyjacielski uścisk zmienił się w coś, co można porównać z wężem boa. Wszystko na całe szczęście skończyło się dobrze i ofiara słodkiej lolitki przeżyła. Nie wiemy jeszcze, co kierowało młodą damą, ale z pewnością prawda wyjdzie na jaw.

Miłość chodzi po ludziach...
”Ty zdradziecki psie!” rozległo się na jednej z ulic Bezimiennego Miasta, a w następnej kolejności z okna wyleciał cudnej urody młodzieniec, parę ubrań należących prawdopodobnie do niego i nóż, który prawie że wbił się w głowę nieszczęśnika. Świadkowie tego zdarzenia mówili, że gdy mężczyzna próbował się tłumaczyć, z wybitego okna wylatywały mało przyjemne okrzyki i części zastawy stołowej oraz sztućce. Młodzieniec chyba tylko cudem uniknął jakichś poważnych obrażeń poza złamanym sercem, zranionymi uczuciami i nadszarpniętym honorem. Od razu znalazły się osoby, które odciągnęły biedną ofiarę furii damy z niebezpiecznej strefy i zaczęły doprowadzać do normalnego stanu.
Powiedziałem jej tylko, że dzisiejszego wieczoru wrócę później z pracy, bo będę pomagał w barze, gdzie ma odbyć się wieczór panieński. Myślałem, że mnie zabije!” - wyznał mężczyzna.
No cóż... My tylko możemy życzyć więcej szczęścia w miłości i ostrzec inne „zdradzieckie psy” przed takimi sytuacjami.

Niewiarygodne, a jednak prawdziwe!
Pamiętacie ostatni artykuł o podejrzeniach ciąży u młodego chłopaka? Nasza ekipa dotarła do lekarza, który go badał i zmusiła poprosiła o opowiedzenie wszystkiego. Zanim to się stało, musieli mocno się natrudzić z uspokojeniem go. Wyznał wszystko jak na spowiedzi, z dokładnymi szczegółami, jakby robił to przed chwilą. To było szokujące. Arthur A. naprawdę był w tym stanie, w jakim bywają wyłącznie kobiety! Jego samego nie udało nam się odnaleźć, więc nie mamy stuprocentowej pewności. Jesteśmy jednak dobrej myśli, a skoro wszelki słuch po nim zaginął, musi ukrywać się przed światem, co tylko potwierdzałoby nasze przypuszczenia. Mamy też naukowe zeznania lekarza.
Jednocześnie z tą wiadomością chcemy ogłosić poszukiwania trójki zaginionych osób - lekarza oraz naszych dwóch reporterów, którzy zniknęli dwa dni po wywiadzie. Doktorek był wysokim brunetem o piwnych oczach, członkowie ekipy mieli czerwone włosy i czerwonoróżowe oczy. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, proszony jest o kontakt.


Dawniej była nas garstka. Ja wraz ze sobą i naszym kompanem mną wiedliśmy epicko spokojne życie do czasu aż pojawili się inni redaktorzy. Nie jest nas wielu, ale każdy każdemu pomoże, ewentualnie — żeby nie było przesadnie nudno — rozwali całą robotę w drobny mak. Nawet mimo niemałych sporów w kryzysowych sytuacjach potrafimy wyciągnąć pomocną rękę, łapę, mackę, niepotrzebne skreślić, i stanąć na wysokości zadania. Tym samym pragniemy zachęcić do dołączenia do nas!
Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Wszystko podporządkowane jest pod płeć, zainteresowania, grupę krwi, ulubione danie i znajomość języka smoków. Pracy zawsze mamy sporo i aby się ze wszystkim wyrobić musimy działać na najwyższych obrotach, co niekoniecznie dobrze wpływa na nasze zdrowie psychiczne (patrz: Gilbert) lub fizyczne (patrz: Zombie). Gazetka wychodzi zwykle pod koniec miesiąca (nie wliczając specjalnych numerów tematycznych) i choć na pozór nie jest to żaden wyczyn, posklejanie jej i zebranie odpowiedniej ilości materiałów to zadanie godne Chuck'a Noriss'a.
W pierwszej kolejności wciąż brakuje nam wywiadów. Po ostatnich dziennikarzach zostały jedynie strzępy ubrań i (naprawdę!) zaczynam się obawiać czy Gilbert nakarmił ostatnio Fredericę. Jest to lekka, monotonna i strasznie oklepana praca, ale o ile dodamy do tego szczyptę humoru, coś od nas, wymieszamy z toną oryginalności i gorącego uczucia do tego co robimy, wierzcie mi na słowo, a wierzyć mi można, że wywiady mogą stać się przełomem w gazetce.
Na drugim miejscu zapraszamy do wymyślania własnych działów, którymi będziecie się opiekować wedle własnego widzimisię. W porównaniu do innych „prac” jest to chyba najbardziej opłacalne, bo materiały można dawać niekoniecznie na każdy numer, choć nie ukrywam, że miło by było. Z czegoś ta gazetka w końcu musi żyć, prawda? Niewykluczone również, że jako główny redaktor będę was często nawiedzał, napastował, nachodził i naskakiwał na GG bądź pw, z delikatnie nachalnymi zapytaniami o materiały. Wybaczcie, ja chcę dobrze. Serio.
Jakby tego było mało jest parę bezpańskich działów, bez których gazetka gazetce nierówna, a przecież wszyscy chcemy, żeby fałszywka przypominała prasę. No! Chociaż... gdzieś tak w 24,73%. Nie mylić z procentami alkoholowymi. Niniejszym jednak oznajmiam, że do „Strefy Humoru” może należeć więcej niż jedna osoba, a nawet dodam, że im więcej tym lepiej. W końcu pośmiać się zawsze warto, nawet jeśli w przyszłości grozi to zmarszczkami. Każdy z was może również zgłosić się na stanowisko osoby wymyślającej: krzyżówki, zagadki, rebusy. Ostatnim (ale równie ważnym!) działem jest „Ukryta Kamera”, gdzie wcielamy się w postać taniego papparazzi i śledzimy losy innych bohaterów, cykamy fotki (czyt. wyszukujemy na zerochanie albo innej stronie) i z krótkim napisem wklejamy do gazetki. :3
Jesteśmy naprawdę milutcy i wbrew powszechnej opinii nie zjadamy nowych! Za to odpowiedzialny jest tylko Grzegorz z Moskwy, którego zresztą serdecznie pozdrawiamy.

    By dołączyć do Fałszywki należy wypełnić krótki formularz w odpowiednim temacie. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o nas oraz o tym jak wepchnąć się między pozostałych redaktorów zapraszam do działu „Fałszywka”, gdzie wszystko zostało wyjaśnione. Jesteśmy również otwarci na wszelkie pytania i wątpliwości. Wszystko kierować do Gilberta na PW.



W prawdzie Walentynki już dawno za nami, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie podzielić się materiałem stworzonym właśnie podczas tego święta! Jak pary postrzegają to święto? Co o nim myślą? Jakie są różnica na temat Walentynek między partnerami? Odpowiedzi na te jak i wiele innych pytań postanowił znaleźć na nasz redaktor, który mimo osamotnienia w Święto Zakochanych, uzbrojony po zęby w pytania i mikrofon wraz z kamerzystą ruszył w oczerwieniały z miłości tłum trzymających się za ręce par, wciskając się w ich namiętne objęcia i bombardując pytaniami. Niestety, nie zawsze znalazł drugiego partnera, aczkolwiek liczy się fakt, że ludzie, którzy udzieli odpowiedzi na kilka pytań nie są zwykłymi ludźmi, lecz zakochanymi!
Na początek poznaliśmy zdanie pełnej prześlicznej dziewczyny, której walentynki chyba nie do końca wypaliły. Trochę trwało dotarcie do jej partnera, ale ostatecznie dzięki sile swej perswazji i wytrzymałym ciele i on postanowił udzielić odpowiedzi na zadane mu pytania.
    Redaktor: Czy uważasz, że Walentynki są świętem potrzebnym? Może myślisz, że to zwykłe komercjalne pseudo-święto mające na celu zwiększenie przychodu kwiaciarni, cukierni oraz restauracji?
    Maria: Lubię walentynki, bo w te święto okazujemy sobie więcej uczucia niż zazwyczaj. Zaraz... właściwie, to walentynki powinny być codziennie! Po cóż święto, skoro miłość można wyznać każdego dnia?
    Settan: ****** gówno, nie święto. Otchłań staje się jeszcze bardziej spedalona przez taki syf. Śmieć, który to wymyślił pewnie już wącha swoje czerwone róże od spodu.

    R: Czy Walentynki wzmacniają więź między ludźmi, czy w takie święto wbrew pozorom można się pokłócić?
    M: I to i to. Jeżeli facet wyskoczy z tekstem 'daj mi dupy za garnek zupy' to wtedy można się pokłócić. <3
    S: Bez komentarza.
    R: Czy Walentynki wzmacniają więź między ludźmi, czy w takie święto wbrew pozorom można się pokłócić?
    M: I to i to. Jeżeli facet wyskoczy z tekstem 'daj mi dupy za garnek zupy' to wtedy można się pokłócić. <3
    S: Bez komentarza.

    R: Czy kiedy byłeś/aś singlem, Twój stosunek do tego dnia był taki sam, czy może otworzyłeś/aś się na niego dopiero po znalezieniu partnera?
    M: Nie mam pojęcia, jako Bóg zawsze dostawałam pełno listów, hohohoh~
    S: Nic się nie zmieniło, jest nawet gorzej. Pewnie nawet sobie nie po dotykam, jak nie wpadnę z bukietem śmierdzących kwiatów. Swoją drogą, kiedy to „święto” jest obchodzone?

    R: Jaka jest według Ciebie idealna randka Walentynowa?
    M: Hmm... Trudne pytanie. Miło by było, gdyby mężczyzna spędził ze mną cały swój wolny czas. Jak dla mnie zwykłe randki są zbyt nudne, lubię robić coś nowego. Albo jak facet jest mało kreatywny, to nawet wystarczy sama kolacja przy świecach.
    S: Bez komentarza.

    R: Jak wyobrażasz sobie siebie w przyszłe Walentynki? Z tą/tym samą/samym partnerką/partnerem, inną/innym, czy może bez?

    M: Hahahaha, nie mam pojęcia. Na razie jest mi dobrze, a co będzie, to będzie. ¦
    S: Jak mnie dalej będzie irytować to się pożegnamy. Lepszego ode mnie nie znajdzie w żadnym wymiarze.

    R: Jaka jest różnica, o ile w ogóle jest, między traktowaniem Twojej partnerki/Twojego partnera przez Ciebie w Walentynki a inne, zwykłe dni?
    M: Nie mam pojęcia. Nie ma żadnej różnicy... Chyba.
    S: Nie ma różnicy.

    R: Czy zauważyłeś, aby Twoja partnerka/Twój partner traktował/a Cię inaczej, z jakąś szczególną uwagą podczas święta?
    M: Nie, nie dostałam k*rwa żadnej walentynki od mojego boy'a. ;cccc
    S: Nie, oczywiście głowa ją bolała, a kiedy zaproponowałem jakieś tabletki zmyśliła nieskończoną ilość innych dolegliwości, włączając w to HIV.

Następnie nasz redaktor wytropił kolejną, nie świadomą zagrożenie osóbkę i bez skrupułów wykorzystał ją w celu stworzenia tego artykułu. Niestety, dziewczyna była sama, a do jej partnera się nie dostaliśmy. Mimo to warto zwrócić uwagę na jej punkt widzenia.
    Redaktor: Czy uważasz, że Walentynki są świętem potrzebnym? Może myślisz, że to zwykłe komercjalne pseudo-święto mające na celu zwiększenie przychodu kwiaciarni, cukierni oraz restauracji?
    Mio: Oczywiście, że są potrzebne! I nie ma w tym żadnej komercji. Miłość to ważna sprawa, więc musi mieć swoje święto! A im jest w nie radośniej, tym lepiej!

    R: Czy Walentynki wzmacniają więź między ludźmi, czy w takie święto wbrew pozorom można się pokłócić?
    M: Myślę, że ta pierwsza odpowiedź byłaby poprawna. No bo, jakby nie patrzeć, kupuje się wtedy te wszystkie urocze rzeczy i... no, nie można się nie uśmiechnąć~!

    R: Czy kiedy byłeś/aś singlem, Twój stosunek do tego dnia był taki sam, czy może otworzyłeś/aś się na niego dopiero po znalezieniu partnera?
    Mio: Wydaje mi się... że Walentynki są dla mnie cały czas tak samo ważne. I że tak samo je lubię. Tylko, że kiedyś nie dawałam żadnych upominków partnerowi, a... załóżmy, braciom.

    R: Jaka jest według Ciebie idealna randka Walentynowa?
    M: Hm. Pewnie taka sama jak inna. Nie wymagałabym żadnych specjalnych bonusów z tej okazji. Ewentualnie mogłyby być życzenia, prawda~?

    R: Jak wyobrażasz sobie siebie w przyszłe Walentynki? Z tą/tym samą/samym partnerką/partnerem, inną/innym, czy może bez?
    M: Z tym samym partnerem... co ja się będę rozgadywać. Myślę, że nie będę zmieniać sobie drugiej połówki, bo... bo ta jest najlepsza.

    R: Jaka jest różnica, o ile w ogóle jest, między traktowaniem Twojej partnerki/Twojego partnera przez Ciebie w Walentynki a inne, zwykłe dni?
    M: Hm...? No... na pewno poświęcam mu o wiele więcej uwagi. Chociaż tyle mogłabym zrobić w takie święto~!

    R: Czy zauważyłeś, aby Twoja partnerka/Twój partner traktował/a Cię inaczej, z jakąś szczególną uwagą podczas święta?
    M: Nie i nie. Cały czas poświęca mi naprawdę, naprawdę sporo uwagi. Więc to nie tylko nie musi, ale i nie zmienia się w to święto, un!

Tym razem dla odmiany nasz redaktor postanowił zapytać jakieś mężczyznę, bo w końcu oni tez mimo wszystko są ważni, co myśli o tym wszystkim. Niestety, nie udało nam się dojść do jego partnera, więc kolejny raz poznajemy zdanie tylko jednej połówki.
    Redaktor: Czy uważasz, że Walentynki są świętem potrzebnym? Może myślisz, że to zwykłe komercjalne pseudo-święto mające na celu zwiększenie przychodu kwiaciarni, cukierni oraz restauracji?
    Gilbert: Walentynki to kicha. A tego frajera co lata i strzela do niewinnych ludzi powinni już dawno z roboty wykopać. Jeszcze tego brakowało, żeby ludzie zachowywali się jakby byli jacyś nienormalni – a zwykle tak jest w czasie „tego” święta.

    R: Czy Walentynki wzmacniają więź między ludźmi, czy w takie święto wbrew pozorom można się pokłócić?
    G: Zdecydowanie, wbrew pozorom można się pokłócić. Nie wiem czy wiesz, ale w Walentynki jest duży wskaźnik samobójstw.

    R: Czy kiedy byłeś/ singlem, Twój stosunek do tego dnia był taki sam, czy może otworzyłeś się na niego dopiero po znalezieniu partnera?
    G: … ym... zdecydowanie taki sam.

    R: Jaka jest według Ciebie idealna randka Walentynowa?
    G: Spontaniczna. Nienawidzę drętwych randek, na których główną atrakcją jest wyjazd do znanej i ekskluzywnej restauracji. Może to dziwne, ale w takich momentach czuję się zbyt nieswojo, żeby choć przez chwilę móc nacieszyć się swoim partnerem i tym co dla mnie przygotował. Poza tym miejsca tłoczne też do mnie nie przemawiają... wolę coś „sam-na-sam”.

    R: Jak wyobrażasz sobie siebie w przyszłe Walentynki? Z tą samą partnerką, inną, czy może bez?
    G: Haha. Nie wiem czy moja „partnerka” ze mną wytrzyma. Niby ma mocniejsze nerwy od moich, ale to i tak może nie wystarczyć, żeby wytrwać u mego boku. Ale o ile to możliwe nie mam zamiaru nic zmieniać.

    R: Jaka jest różnica, o ile w ogóle jest, między traktowaniem Twojej partnerki/Twojego partnera przez Ciebie w Walentynki a inne, zwykłe dni?
    G: Moja walentynka (/Mój Walentynek) uwielbia robić mi niespodzianki, o! Szczególnie takie, które szokują mnie na całej linii. To nasz pierwszy obchód tego święta i – tada! - bawiliśmy się w chowanego. Kto się drugiemu pokaże: przegrywa. Wspominałem, że słowo „partnerka” mnie bawi?

    R: Czy zauważyłeś, aby Twoja partnerka traktowała Cię inaczej, z jakąś szczególną uwagą podczas święta?
    :G Ja się go boję... a w święta jeszcze bardziej.

To by było na tyle. Jak widać każdy obchodzi Walentynki inaczej, ma inne zdanie na ten temat i inne wyobrażenie siebie w przyszłości. Przede wszystkim należy pamiętać, aby dla naszego partnera każdy dzień był takim jak ten obchodzony 14 lutego. Życzymy wszystkim, aby za rok spędzili święto w gronie najukochańszych w miłej, przytulnej atmosferze. Dziękujemy za udzielone wywiady. Do zobaczenia!


HAAAAAAAA!? Ja mam coś pisać? Teraz? Zaraz!? Przecież ja niedługo mam ferieeee... żądam wolnego, no! Chcę urlop i to od tej chwili! Chyba mi nie mówicie, że ja tu mam coś jeszcze pierniczyć od rzeczy? Ech... no dobra, niech Wam będzie. Jak już mamy dyskutować o czymś twórczym, to zastanówmy się, co jest lepsze: budyń, czy kisiel? Kisiel, czy budyń? A może galaretka? Taki ma być niby dzisiejszy temat? Otóż ta - po części taki. Następnie zajmiemy się czymś... ...innym. To tak: BUDYŃ.JEST.NAJ! Albo nie: KISIEL.JEST.LEPSZY! No dobra, kto ma jakie zdanie? Tylko ja mam wygłaszać swoje? Okej. Budyń jest lepszy. Bo mniam. I tyle. Zaczynając mówić z sensem, stwierdzam, że jest mi wszystko jedno. Jak pewnie większości ludków... też jest. Szczerze mówiąc, to zależy też od smaku takiego budyniu czy kisielu... kiślu... kisielu... walić to! No bo, na ten przykład, waniliowy budyń jest lepszy od wiśniowego kiślu. W sumie, to waniliowy budyń jest lepszy od jakiegokolwiek kiślu... czyli budyń jest lepszy! Wiedziałam! Ha! No dobra, zależy też od gustu. Bo na przykład ja lubię ten budyń, jakiś fagas woli kisiel, a Wilczuś w ogóle słodyczy nie lubi. JAK MOŻNA NIE LUBIĆ SŁODYCZY!? Powinnam go za to udusić >.> humpf... to takie okropne, w życiu nie jeść słodyczy... on nawet nie przebywa zbyt blisko słodyczy! No, może poza jedną, maleńką osóbką. Ale osoba, a produkt spożywczy, to dwie odmienne sprawy! Prawda...? No, mam taką nadzieję... A tak w ogóle, to zastanawiam się... Kto mi taki popierniczony scenariusz napisał? I taki durny temat na artykuł poddał? Kibel? Szafa? A może krzesło? Pfff... zwalniam Was! Wszystkich! Ciebie też! I Ciebie, i Ciebie... o! I jeszcze Ciebie! Zawiodłam się na Was! Totalnie się na Was zawiodłam i już Was nie lubię! Foch forever na dziesięć sekund, o! Pfpfpfpfpff... Taką następną ważną sprawą jest jedna istotna rzecz. Bardzo, bardzo istotna... =.= nie, serio, tu nie ma się z czego śmiać. Ktoś mi podpierniczył moją wenę, moją bieliznę... i moją sukienkę, cholera. Z tym drugim, to pewnie jakiś prześladowca... aż chce się oskarżyć o to braciszka i obejrzeć jego wyraz twarzy x3 Pewnie znowu by się tak uroczo zarumienił~! I zdałam sobie właśnie sprawę z faktu, że ON TO BĘDZIE CZYTAŁ! IIIIIK! Co ja teraz zrobięęęę!? Umrę... umrę jak nic! Braciszek Gilbo mnie zabije! Q_Q Bazgroliła dla Was idąca na śmierć Ohime~! :3 Sayou~! Do zobaczenia w następnej rozpierduszce!


NO CICHO JUŻ! JA TU PISZĘ ARTYKUŁ! ... A?! To już? Ou. hue, hue, hue... No nieważne.
No to od czego by tu zacząć... Cześć? Nu, coś w tym stylu. Pewnie nie kojarzycie mojego działu, prawda wy moi lampiarze? (Mogę was tak nazywać? A tam! Się będę was pytać... Od dziś będziecie się tak nazywać i koniec!) No tak. A więc będę tu zamieszczać wszelkie recenzje, przemyślenia... Ogółem - wszystko co można krytykować... no i się z tego naśmiewać! A tematem dzisiejszej recenzji jest nie kto inny, jak Justin Bieber Justyna Bimber! (No kto by się spodziewał?!) W związku z tym musiałam przesłuchać PASKUDNEGO klipu - Baby. Ah, no nie radzę przyklejać uszu kropelką... strasznie potem to długo schnie. Już lepiej użyć taśmy klejącej, a w ostatecznej ostateczności udać się do laryngologa (tak, to ten pan co leczy uszy...), ewentualnie chirurga. Jednak przejdźmy do rzeczy... ta piosenka jest bardziej paskudna niż flaki z olejem! Albo co gorsza - grzyby. Oczywiście bez urazy dla grzybów. Hmm... Nie! Jednak nie! Z urazą! Gnijcie obrzydliwe paskudy! Naprawdę... wymiociny same się pchają do ust. (Oczywiście na widok nijakiej Justyny.) A na widok teledysku... odechciewa się żyć. Ludzie! To powinno być zakazane! Na ulicach miasta sieje się panika, ludzie szaleją, dzieci płaczą, a życie traci sens! Oczywiście... nie zapominajmy o wielu skandalach związanych z Justyną. Kobiecie czasem naprawdę odwala. Ponoć twierdzi, że jest facetem... naprawdę nie rozumiem takich ludzi. Przecież mamy oczy i uszy. Słyszymy jej śpiew, czy może skwierczenie... To stuprocentowa kobieta! No ale cóż, na następny jego koncert wybieram się ze skrzynką zgniłych ziemniaków, pomidorów, starych papci, nie zapominając o karabinie maszynowym.
A z czym ty byś się wybrał na koncert Justyny? - Pisz!
No i niestety... to już koniec mego pierwszego artykułu, życzę miłej wizyty u psychiatry!


No. Witam was znowu. Odetchnęliście już po tamtym artykule? Tak? To świetnie... Bo teraz czeka was dawka płaczu, śmiechu i zastanawiania się nad czytaniem tego w jednym! Jednym słowem - jeden dzień z mojej marnej egzystencji.
Zacznę tak nie od tematu - pewnie wielu już z was słyszało, że rozchorowałam się na dobre. (Oby nie na śmierć, wypadałoby pomęczyć jeszcze kilka istot ludzkich przed śmiercią...) No i to żaden mit. A w tym artykule, po specjalnym śledztwie, które przeprowadziłam - opiszę wam dzień, w którym to wszystko się zaczęło.
Jak zwykle wracałam ze szkoły z resztą kawy w termosie pod pachą i starym worem, zwanym moją torbą. Spieszyłam się, bo już za godzinę miałam udzielić sesji mojej koleżance. Jak zwykle wpadłam do domu, rzuciłam rzeczy gdzieś w kąt i rozpoczęłam codzienną kłótnię z mymi jednostkami rodzicielskimi o moje żywienie. Norma. Pochwyciłam aparat i wybiegłam z domu. Niestety tuż u progu mego zacnego bloku czekała na mnie niemiła niespodzianka - dilerzy z mojej klasy. Oczywiście jak zwykle naszą wielce kulturalną konwersację z udziałem przemocy rozpoczęli zdaniem: „Ej, kopsnąć ci trochę koki? Ponoć daje kopa...” Chyba nie muszę mówić co odpowiedziałam? NIE MACIE MNIE PRZECIEŻ ZA ĆPUNKĘ? No, tak myślałam... Niemniej jednak nie wchodząc w szczegóły zaklnęłam pod nosem i mruknęłam coś w stylu, żeby się odwalili i niech mówią czego chcą. Dalsze opisy potrzebne nie są... Po prostu jeden z nich wrzucił mnie w zaspę śniegu. Na sesję dotarłam o godzinę spóźniona, w dodatku przemarzłam do szpiku kości, gdyż ta cała sesja zdjęciowa miała się odbyć na dworze, konkretnej na śniegu. Czy może śnieżycy... Nie wnikajmy. Czym się zakończył ten jakże wspaniały dzień? Gorącą kawą, bólem płuc i krwią z przewodu oddechowego. - Nic dodać, nic ująć.


Gdyby chcieć wszystko podsumować z tych zaledwie (jakby mogło się wydawać na pierwszy rzut oka) dwóch miesięcy z pewnością nie starczyłoby nam ani czasu ani chęci, żeby to pisać/czytać. Postanowiliśmy więc to wszystko skrócić jak tylko się dało i — miejmy nadzieję — dzięki temu zaoszczędzić zbędnych zgonów z nudów. False przeżywa swoje własne wzloty i upadki, ale zapewniam, że nie ma się co martwić. Czasami tak trzeba. By wnieść się wysoko, wpierw trzeba mocno uderzyć głową o ziemię.
Jako wasz ulubiony, niezaprzeczalnie najlepszy i wyjątkowy (+ jedyny) sklejacz gazetki chcę przede wszystkim zgłosić się do was o... jakkolwiek dziwnie i strasznie to zabrzmi, indywidualność. Owszem, gazetka może nadal robić się sama z niczego, a wy podpierając policzek możecie przesuwać suwakiem w górę i w dół nawet przy tym nie mrugnąwszy. Sądzę jednak... nie, ja nie sądzę, jestem tego jak najbardziej pewien, że stać was na więcej. I tu pojawia się moja prośba. Gdy wypisuję „mimochodem” jakieś denne formularze, w gruncie rzeczy nie mające większego znaczenia to tylko dlatego, że MAJĄ one większe znaczenie. By oceniać innych nie mogę zasiadać jako jedyny jury, bo mnie potem będą osądzać o jednostronność. I komu się oberwie? Oczywiście, mnie.
Dział „Nagrody Nobla” będzie funkcjonować, ale tym razem nie bez waszego udziału. Już dość moich indywidualnych mamrotań. Chcę, żebyście nauczyli się doceniać pracę innych, a przy tym pokazywać pozostałym, że — tak! — jesteście dumni, że są jeszcze osoby, które coś robią. A pisząc „coś” mam na myśli „coś wielkiego”. Dlatego też następny numer jest jednocześnie pierwszym numerem, w którym pojawią się osoby godne nagrody, które wytypowaliście wy, użytkownicy. :3

    FORMULARZ:
    Formularz należy przysyłać do Gilberta na PW, przy czym daję jasno do zrozumienia, że nie przyjmuję zgłoszeń na komunikator gadu—gadu, gdyż wszystko mi się potem gubi i szlag jasny trafia cały trud. Wiadomość należy odpowiednio zatytułować ( „Formularz, dział Nagrody Nobla” ) i nadsyłać do 24 marca. Będę wdzięczny wszystkim, którzy wezmą aktywny udział.
    Kod:
    [b]Nick:[/b]
    [b]Powód:[/b]
    [b]Nagroda:[/b]
    Przy czym: przy nicku wpisujemy nick osoby, która według nas zasługuje na wyróżnienie. W powodzie podajemy co takiego pchnęło nas, aby ją zgłosić. Może było to aktywne wypowiadanie się? Rewelacyjne i rzetelne korzystanie ze swojej funkcji, oczywiście w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu? Cóż. Możliwości jest sporo. W nagrodzie natomiast możemy zaproponować jakieś wynagrodzenie, które administracja rozpatrzy i jeśli nie teraz, to na następny czas przydzieli ów użytkownikowi. ^_____^



Witam wszystkich w pierwszym wydaniu „kącika weterynaryjnego”! Dział ten poświęcony będzie bestiom zamieszkującym Otchłań, poszerzając wiedzę wszystkich czytających, a zwłaszcza tych, którzy sami posiadają swojego pupilka i chcą dowiedzieć się o nim kilku ciekawych i niezwykle przydatnych rzeczy, wręcz niezbędnych do zachowania prawidłowej formy zwierzątka oraz odpowiednich stosunków między nim a właścicielem. W artykule znajdziecie ogólny zarys, nieco historii, wygląd, mocne strony i słabości, zasady postępowania, sprawy dotyczące organizmu zwierzęcia, jego przyzwyczajeń, rozmnażania i wiele innych. Zapraszam!


Cerber, mitologiczna bestia przedstawiana jako ogromny pies o trzech głowach. Według wierzeń ludzi bronił on wejścia do Hadesu, mitologicznej Krainy Umarłych. Prawda jednak jest zupełnie inna. W rzeczywistości Cerbery (tak naprawdę to nazwa rasy, a nie imię jak uważa wielu) zostały stworzone w Otchłani i stały się czystą esencją gniewu i agresji , można by rzec, że wyewoluowały z niego. Były hodowane i łapane w różnych celach. Używane były do walk, lecz ze względu na swoją wartość, trudność w zdobyciu i wychowaniu młodych, ostatecznie służyły w starszych rodach jako obrońcy, stąd właśnie wzięła się plotka jakoby miały strzec wejścia do Krainy Umarłych, gdyż tak naprawdę broniły różnych ważniejszych terenów w Otchłani. Nie wielu mogło sobie pozwolić na posiadania Cerbera, więc kiedy ich ilość gwałtownie zmalała zdarzały się przypadki, ze zacięte bitwy toczono właśnie o wymienione Bestie.
Trójgłowy jest umarlakiem, a to znaczy, że nie można go ot tak zabić mieczem czy strzałą. Wprawdzie różne rany nieco go… stresują, lecz ostatecznie mogą co najwyżej nieco go spowolnić, gdyż jako umarlak nie czuje już bólu. Można go dźgać po organach, lecz na dłuższą metę nic to nie da, a samo zbliżenie na odległość chociażby włóczni powoduje prawie stuprocentową śmiercią. Głównym słabym punktem tych Bestii jest ogień, zresztą jak każdego nieumarłego. Płomienie dosyć szybko strawią jego ciało, niszcząc bestie lub mocno zniechęcając ja do ataku. Trzeba jednak uważać, gdyż podpalony Cerber wpada w szał, goniąc swojego przeciwnika jeszcze zacieklej. Elektryczność również nie działa na niego zadowalająco. Wprawdzie ładunek o dużej mocy nie może go bezpośrednio zabić, gdyż wywoła tylko mocne poparzenia, za to znacznie osłabia niszcząc układ nerwowy, który u owych Bestii jest bardziej rozbudowany ze względu na posiadanie dodatkowych głów. Naturalnie wszelkie moce destrukcyjne odrywające kawałki ciała są jak najbardziej skuteczne, zresztą jak w każdym przypadku.

Cerber ma niezwykle wyczulony słuch i węch już z natury, do tego dochodzą dodatkowe dwie głowy, które działają jak dodatkowe radary. Końcówka kręgosłupa rozgałęzia się i rozdziela, łącząc się z rdzeniem kręgowym w każdej głowie. Istnieją plotki mówiące, że głowy Bestii mogą się między sobą kłócić, co jest całkowitą bzdurą. Głowy działają jak jeden organizm, kierują się jednym instynktem, lecz każda z nich może odbierać jednocześnie te same i inne bodźce, przykładowo kamień rzucony w lewą stronę zaciekawi skrajną prawą głowę, a rzucony w prawo skrajną lewą głowę, natomiast środkowa zainteresuje się samym rzucającym. Jest to jeden ze sposób na rozproszenie Cerbera i wywołanie w jego układzie nerwowym małego chaosu, choć w praktyce nie jest to takie łatwe, o ile w ogóle możliwe (naturalnym jest, że zwykły kamień czy zabawka nie zdezorientuje Potwora, który czuje wieczną chęć mordu).
Wygląda różne i jest dziełem przypadku. Spotyka się Trójgłowych w sierścią szarą, brązową, czarną, nawet rudą lub mieszaniną wspomnianych kolorów, lecz nigdy białą, niebieską, żółtą i tak dalej.
Układ szkieletowy jest jedną z ciekawszych ciekawostek anatomicznych Cerbera. Kości są bardzo twarde, zwłaszcza kręgosłup, który jest nieco większy, a klatka piersiowa i żebra są widocznie szersze, gdyż w końcu olbrzymie głowy znajdują się w jednej linii. Układ mięśniowy potrafi również zadziwić. Mięśnie Bestii są grube i twarde, co jest właśnie jedną z przyczyn posiadania przez te nie zwierzęta tak olbrzymiej siły. Najciekawsze jest jednak to, że brak kawałka mięśnia tu i ówdzie nie robi większej różnicy, ponieważ chociażby z Cerbera został sam szkielet (no może bez przesady) będzie się on poruszał bez jakichś większych problemów choć wiadomo – im więcej zgniłego mięsa straci, tym mniejszą będzie miał masę i tym samym jego siła odpowiednio się zmniejszy, choć bestie te są silne z natury. Układ krwionośny nie odgrywa żadnych większych ról w organizmie Trójgłowego. Niby jakaś tam posoka krąży w jego ciele, lecz i tak w niewielkich ilościach ze względu na niekiedy ubytki w ciele Umarlaka, przez które wylatuje, a tak to nie jest do niczego potrzebna.
Jako, że Bestia nie żyje, jej ciało gnije. Nie tylko zewnątrz, ale i wewnątrz. Osoba przebywająca w towarzystwie Cerbera musi przyzwyczaić się do niewyobrażalnego smrodu co sprawia, że ktoś o czułym powonieniu raczej zrezygnuje z posiadania tego zwierzęcia. Ponieważ głównie wylęgarnie niewyobrażalnego fetoru stanowią przegniłe organy, z pyska zwierzęcia wydobywa się naprawdę nieprzyjemna woń, która wywołuje zawroty głowy u każdego kto ją wciągnie do nozdrzy.
Wbrew pozorom Cerbery mają podział płciowy. Samiec i Samica nie różnią się niczym, naturalnie z wyjątkiem organu płciowego. Już będąc w niedalekiej odległości od siebie rozpoznają swoją płeć. Mimo, iż plemniki samca są martwe, nie przeszkadza to w dojściu do zapłodnienia. Młode, których ilość jest dosyć mała, przeważnie 1-2, rodzi się po 23 tygodniach, a mimo wszystko matka nie wymaga wówczas jakichś większych pokładów energii, tylko od czasu do czasu pożre jakieś zwierze. W łonie matki Cerberek rozwija się, ale dalej jest martwym stworzeniem, więc tylko rozrastają się jego tkanki i pojawiają organy. Młode przez kilka dni są głuche i ślepe, ale mając dobrze rozwinięty węch, a następnego dnia potrafią ustać na nogach. Przez większość czasu albo chodzą bez celu, albo leżą pijąc coś, co przypomina mleko, na zmianę z każdej głowy. Po około tygodniu ruszają za matką, a po trzech miesiąc stają się samodzielne i muszą w odpowiednim momencie opuścić opiekę matki, aby ta nie uznała ich za zwykłe zwierzęta i nie pożarła. Między młodym a rodzicielką nie ma jakiejś głębszej więzi. Przez czas dorastania instynkt Cerberki zabrania jej zjadać młode i nakazuje od czasu do czasu dać mu trochę mleka lub kawałek mięsa oraz tolerować jego obecność i to by było na tyle.
Teraz nieco psychologii.
Cerbery nie należą do najmilszych zwierząt, które większość życia spędzając przy ciepłym kominku na kolanach swojego właściciela. Są agresywne i atakują bez ostrzeżenia wszystko co się rusza. Nie wymagają jednak dostępu stałego pożywienie, więc niezwykle rzadko można je spotkać terroryzujących jakąś wioskę czy miasto. Prawdopodobnie zamieszkują najgłębsze czeluście Piekła – Mroczne Podziemia. Niewielu śmiałków się tam zapuszcza, miejsce to samo w sobie jest „trudne”. Podobno widziało również kilku Cerberów w pobliżu Krzywego Lustra.
Właściciel Bestii musi być na tyle silny, aby samą swoją aurą pokazać zwierzakowi, że jest niewyobrażalnie silny. Musi przebić się przez wrogość i instynkt na tyle mocno, aby zdołał zmusić zwierzę do posłuszeństwa. Jednak samo utrzymanie go przy sobie wcale nie jest takie łatwe. Cerber z reguły nie widuje za wielu ludzi, więc będąc w mieście starałby się zabijać wszystko co się rusza i wydaje jakieś dźwięki, więc to właśnie wtedy właściciel Bestii powinien mieć nad nią jak największą kontrolę. Jednak nie ma również tak łatwo. Instynkt Trójgłowych jest niezwykle silny, więc chcąc lub nie właściciel od czasu do czasu będzie musiał pozwolić zwierzęciu na zaspokojenie żądzy krwi, aby to ostatecznie nie zwróciło się przeciw swojemu panu, kiedy gniew osiągnie punkt kulminacyjny i Cerberowi będzie wszystko jedno, czy zginie czy nie.
Cerbery są samotnikami. Jeżeli spotykają innego ze swojej rasy o płci przeciwnej, dochodzi do kopulacji po czym każde idzie w swoją stronę, a jeżeli spotka się tam sama płeć w zależności od „nastroju” może dojść do walki i tylko drobnych warknięć.

Mówi się, że niektóre Cerbery posiadają dwie lub nawet jedną głowę, co jest całkowitym kłamstwem i bzdurą. Pies z dwiema głowami uznawany jest za kuzyna Cerbera i zwany jest Ortros, a pies z jedną głową to zwykły, przerośnięty pies. Cerber bez trzech głów to nie Cerber. Oczywiście istnieje możliwość, że jakaś głowa zostaje odcięta, ale wówczas jest to wyraźnie widać.
To by było na tyle w pierwszym wydania „Kącika weterynaryjnego”. Następnym razem przyjrzymy się równie ciekawej Bestii i spojrzymy na nią pod każdym kątem. Do zobaczenia!


Shout Box.
X E [Czw 0] Arthur: JAK MOGŁEŚ TO ZROBIĆ CIĘŻARNEJ KOBIECIE?!

X E [Pon 21] Gilbert: Wróóóóóciiiłeeeeem. <3 || Cicho, bo mnie nie było. x3
X E [Pon 21] Gilbert: Dobra. Czas ogarnąć pewne sprawy. <3
X E [Pon 21] Gilbert: I biorę się wreszcie za gazetkę. ^^ Będzie marło materiału, ale mówi się trudno. Życie nie bajka.
X E [Wto 2] Gilbert: *Próbuje narysować Fredzię*
X E [Wto 12] Gilbert: Hey Key.
X E [Wto 12] Gilbert: Jaki śliczny av.
X E [Wto 12] Gilbert: Wychodzi na to, że prowadze monolog.
X E [Wto 12] Gilbert: Z pewnej perspektywy to przerażające. Brr...
X E [Wto 12] Gilbert: ... o, mam nowy pomysł do fałszywki. Idę go wykorzystać...
X E [Wto 12] Settan: Ehm... Gilbo, wszystko dobrze? xd
X E [Wto 13] Gilbert: ... chyba nie bardzo. Aż tak to widać? x.x'
X E [Wto 13] Settan: Trochę... dziwnie to wygląda, jak piszesz sam do siebie x)
X E [Wto 13] Gilbert: Własnie zraniłeś uczucia tego dziwoląga...
X E [Wto 13] Settan: Oj przepraszam, nie chciałem x< Myślałem, że nie masz uczuc xD
X E [Wto 13] Gilbert: ... też racja.


X E [Pią 18] Etiena: A tak przy okazji... Mio, będziesz striptizerką na mojej osiemnastce?
X E [Pią 18] Gilbert: Eti... umrzyj...
X E [Pią 18] Etiena: Oh, gilbo! Ja... to nie tak! l'D Czemu mój synek musiał widzieć AKURAT TO?

X E [Pią 1] Gilbert: yaay, mam neta.
X E [Pią 15] Mio: Wilczek ma neta! <3
X E [Pią 15] Arthur: on ma neta! XO

X E [Nie 12] Nathaniel: najwygodniej byłoby mi nie pokazywać tego... czegoś... ale sam uznasz, czy to jest warte wystawienia na oczy publiki XD || Ja cię chrzczę w imię Gilberta, Gabrysia i normalnej części forum. False. >o<
X E [Nie 12] Duncan Leuga: Hell yeah. A tą normalną część forum gdzie znajdę?


GaduGadu.
800 (25-02-2012 17:46)
żyję! x.x
Gilbert (25-02-2012 17:46)
... super...
Gilbert (25-02-2012 17:46)
A z kim piszę?
Gilbert (25-02-2012 17:46)
Kasu? xD
800 (25-02-2012 17:47)
*gwauci*
Gilbert (25-02-2012 17:47)
... tak, kasu...



Zagadki – rozwiązanie.
Rozstrzygnięcie zagadek z poprzedniego numeru!
Odpowiedziały aż dwie osoby - Mio oraz Audrey. Chciał też Gilbert, ale znał odpowiedzi, więc nie mógł... Żadna z nich nie odpowiedziała poprawnie na wszystkie. Obie miały po osiem punktów, tak więc zajmują wspólnie najwyższe, pierwsze miejsce i otrzymują ode mnie po buziaku <3
Odpowiedzi:
1. Arthur
2. Gilbert
3. Zombie
4. Gabriel
5. Audrey
6. Key
7. Smoke
8. Frederica
9. Ikuze
10. Tanesha
11. Lisette
12. Settan
13. Mio

Rebus!

Odpowiedzi wysyłać do Arthura.







Oh, ah, eh. Wybaczcie za... hm... nierówność prac, ale były robione w różnych odstępach czasowych, w gruncie czego niektóre mogą być lepsze, a inne... no, nie za bardzo. Na następny raz postaram się bardziej, obiecuję.






Plus mini komiks, rysowany dawno. Tak dawno, że nawet najstarsi górale nie wiedzą. Wnioskuję po nim, że w tym czasie zacięło mi się mf...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }



Ostatnio zmieniony przez Gilbert dnia Pią Kwi 05, 2013 7:06 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: FAŁSZYWKA - marzec 2012. Wydanie V.   Pią Kwi 05, 2013 7:06 am


Błazny - W najbliższych dniach dopisywać wam będzie doskonała kondycja fizyczna i bardzo dobre samopoczucie. Szybko nadrobicie wszelkie zaległości, a pojęcie "rzecz niemożliwa" zniknie z waszych słowników. Większość błędów ujdzie wam na sucho. Nie spieszcie się jednak, bo jednym ruchem możecie coś zniszczyć.

Cukierkowi Rozrabiacy - Zaczniecie działać wbrew swojemu normalnemu postępowaniu, przez co ucierpieć mogą wasi najbliżsi. Nie będziecie w pełni szczęśliwi, a humor zdecydowanie wam się pogorszy. Wasze wahania nastroju udzielą się każdemu, kogo spotkacie.

Czarni Rycerze - Czeka na was wiele pozytywnych i negatywnych przeżyć. Będziecie często zaskakiwani, ale nie martwcie się. Dzięki temu wasze życie przez jakiś czas będzie ciekawsze. Zacznijcie wreszcie wierzyć tym, którym wierzyć nie chcecie i wyluzujcie się.

Konstrukcje - Praca, praca i jeszcze raz praca, a czasu coraz mniej. Przed wami pojawiły się trudności, których sami nie pokonacie. Koniecznie poszukajcie kogoś do pomocy, nie patrzcie nawet na to, ile może to kosztować. Musicie wszystko wykonać na czas, bo czekają was niemiłe konsekwencje.

Ludzie - Rozsądnie planujcie swoje wydatki. Zrezygnujcie lepiej z szaleństw i biegania po sklepach z drogimi rzeczami. Dużymi krokami zbliża się czas, w którym możecie pilnie potrzebować pieniędzy. Nieprzewidziane wydatki mogą pokrzyżować wasze plany. Uważajcie też na to, by nie zachorować.

Monstra - Uwaga. Pech będzie was prześladował na każdym kroku, a los z przyjemnością zniszczy wam plany. Jeśli czeka was jakaś dość niebezpieczna praca, to lepiej odłóżcie ją na kiedy indziej. Przestańcie ufać tak mocno osobom wam najbliższym, bo możecie się na nich zawieść.

Mroczni - Los przygotował wam serię przeszkód na drodze. Będą to nie tylko dziwne wydarzenia ale też spotykane przez was osoby. Musicie wiedzieć, komu zaufać, a komu nie. Wiedzcie też, w co chcecie wierzyć. Uważajcie na nieznajomych, mogą okazać się zdradzieccy.

Muzykanci - Pora się wytłumaczyć z kilku zaległych spraw. Nie dajcie się jednak poniżać i zacznijcie żyć tak, jak macie na to ochotę. Pozwólcie sobie na pełną samodzielność i nie zamartwiajcie się o to, czy wszyscy dookoła są szczęśliwi. Otworzą się przed wami nowe możliwości. Wykorzystajcie je.

Nocne Mary - Pokierują wami uczucia. Strzeżcie się jednak, by nie okazywać ich nadmiernie swoim najbliższym. Zainteresuje was ktoś z pozoru nieciekawy, ale okaże się być naprawdę dobrym towarzyszem. Uważajcie, bo ktoś będzie zazdrosny i może przypadkiem zniszczyć wasze plany.

Skrzydlaci - Początek wiosny będzie dla was przyjazny i pełen miłych zdarzeń. Uważajcie jednak, by nie ufać każdemu, kogo napotkacie. Czeka na was naprawdę nieprzyjemna niespodzianka. Strzeżcie się obietnic, zarówno tych składanych przez was, jak i otrzymywanych.

Syreny - Bądźcie ostrożni, nie podejmujcie zbyt odległych podróży, szczególnie w miejsca, których nie znacie. Dobrze byłoby zostać w przyjaznej wam wodzie, w której będziecie bezpieczni. Nie dajcie się skusić i nie oddalajcie się od miejsca, w którym czujecie się przyjemnie.

Szachy - Sztuczki mogą pomóc, ale kiedy wszystko odwróci się przeciwko wam, powinniście odpuścić i przeczekać złe chwile zbierając siły. Nie kombinujcie na przymus. Nadużyjecie zaufania bliskich i niestety do jego odzyskania wieść będzie długa, kręta i ciężka droga.

Szkarłatni Krwiopijcy - W najbliższym czasie będziecie bawić się w detektywa. Całą swoją energię i skupienie poświęcicie na to, by poznać czyjś sekret, który mocno stara się ukryć. Użyjecie wielu sztuczek, często bardzo podstępnych. Strzeżcie się nadmiernego zainteresowania, bo może ono przeobrazić się w obsesję.

Truciciele - Idealny moment na realizowanie swoich planów właśnie nadszedł. Los będzie wam sprzyjał, a na swojej drodze spotkacie wiele przyjaznych osób, które z chęcią wam pomogą. Pamiętajcie, że współpraca bardzo wpłynie na efekt końcowy waszej pracy. Unikajcie wypowiadania się w sprawach, które nie dotyczą was bezpośrednio.

Zabawki - Spróbujcie skoncentrować się na najbliższych, bo będą was potrzebować. Choć jeszcze nic nie możecie zrobić, bo wszystko zależy od nich, to niedługo możecie bardzo się przydać. Czeka na was wiele propozycji, jednak uważajcie, które odrzucacie.

Zmiennokształtni - Dużo wątpliwości. To spowodowało, że nie możecie odnaleźć właściwej drogi. Koniecznie skupcie się na celu i przemyślcie każdą możliwą opcję. Jeśli potrzeba wam pomocy, zapytajcie o radę przyjaciela. Ostateczna decyzja jest jednak wasza i to na was spadną jej konsekwencje.



Na zakończenie nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Prócz tego, że ogłaszam... konkurs!
Jako, że ostatnie walentynkowe konkursy nie miały nawet racji bytu (moja wina) postanowiliśmy urządzić konkurs w Fałszywce. Coś prostego i przyjemnego. Zasady? Tylko jedna praca. Ma to być opowiadanie, w którym bohaterami będą użytkownicy forum. Tematyka wiosenna, czyli „Jak false spędza Wielkanoc?”. Charakter historyjki może być wesoły, smutny, ciekawy lub nudny, naiwny, mroczny, przyjazny, brutalny, śmieszny, poważny, czarny, biały, z galaretką bądź bez. To zależy tylko od was! Zgłoszenia wysyłać do Gilberta, w tytule wpisując „Wielkanoc z false”.
Będą trzy etapy. Pierwszy – zgłoszenia. W drugim odbędzie się głosowanie. W trzecim ogłoszone zostaną wyniki. Dla zwycięzcy oczywiście nie odbędzie się bez nagrody. Jakiej? To zależy tylko od niego! Do wyboru są aż trzy jajka, a każde skrywa w sobie jakąś niespodziankę. Warto!

Nad gazetką pracowali: Mio („Przytulaśne Szaleństwo!”), Audrey („Rozważania z Audrey!” cz. I i cz.II), Settan („Kącik weterynaryjny”, ankieta walentynkowa), Frederica („Ukryta Kamera”), Arthur („Gry i zabawy”, „Fałszoskop”, „Plotki i ploteczki z fałszywej pułeczki”), Gilbert (sklejanie, wstęp, zakończenie - „Na dobranoc”, „Co w fałszu piszczy?”, „Co nowego u Scooby'ego? ”, „Redakcja zaprasza!”, „Strefa humoru”, „Mangacy – do pracy!”, „Nagrody Nobla”)

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
FAŁSZYWKA - marzec 2012. Wydanie V.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Antidotum - wydanie urodzinowe #5
» Antidotum - wydanie wielkanocne. #3
» Antidotum - wydanie świąteczne. #7
» Jakie tłumaczenie Biblii jest najlepsze?
» Antidotum - wydanie świąteczne. #13

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Archiwum numerów-
Skocz do:  
_______________________