IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Co ty tu, kurwa, robisz?

Go down 
AutorWiadomość
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Co ty tu, kurwa, robisz?   Czw Kwi 04, 2013 9:13 pm



    UCZESTNICY: Gilbert.
    MISTRZ GRY: Voulez vous coucher avec moi?
    POZIOM: Kurewsko trudny. Just kidding.
    MOŻLIWOŚĆ ZGONU: Jeśli wkurwisz pana...
    LOKALIZACJA: Świat Ludzi. Coby było śmiesznie.
    CEL: That's a very good question. Włamanie się... gdzieś tam.
    NAGRODA: Zdobycie umiejętności włamywania się. I bonusowy wpierdol. Hurrey.

Link do poprzedniego tematu.

MG post coming soon... ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Pon Kwi 08, 2013 9:59 pm

Jak się nie ma, co się lubi, to się nie lubi tych, co mają to się lubi, co się ma. Gdyby zdobycie kluczy było takie proste, Gilbert z całą pewnością otrzymałby cały ich pęk, ale wówczas problem tkwiłby w dopasowaniu tego odpowiedniego. To wiązałoby się z koleją falą narzekania i twierdzeniami, że identyczne zamki byłyby najprostszym rozwiązaniem. Oczywiście, że by były, ale tylko dla włamywaczy, których nie powinno tu być, toteż zabezpieczenia nie miały służyć im. Czasem nawet lepiej móc nauczyć się zrobić coś, co nie wiązało się z koniecznością wywalania drzwi z zawiasów. I tyle w tym dobrego, że nie skończył bez zębów, gdy wpadł na ciemnowłosego, który z zadziwiającą łatwością zignorował to potknięcie. Tak, jakby w ogóle nie miało miejsca. Pewnie dlatego, że nie miał czasu na kłótnie i słuchanie tego, że wina nie leżała po stronie czarnowłosego. Gdyby mógł, pewnie wyrecytowałby z pamięci wszelkie możliwe gilbertowe formułki na taką sytuację, a tak... zapanowała cisza, a nierozproszony niczym Wilk spokojnie mógł zabrać się do pracy.
W pierwszych sekundach zamek nie chciał dać za wygraną, ale ostatecznie zaczął poddawać się drążącemu w nim wytrychowi. Trudno, żeby nie. Ciche szczęknięcia częściowo zagłuszały idealną ciszę panującą na korytarzu. Gdzieś w oddali dało się usłyszeć pojedyncze stuknięcie, ale cisza, która mu zaakompaniowała rozdzierała poniekąd niepokojącą otoczkę. Wciąż musiał założyć, że nie był tu sam. I wcale nie chodziło tu o obecność Takanoriego, który zajął się drugą częścią budynku, a o tych, do których należał ten teren, na którym na dłuższą metę byli bezbronni. Kto normalny pakował się w takie bagno, nie mając pewniejszych szans na przewagę? No tak ‒ nikt. Ta dwójka z kolei nie kwalifikowała się do tej grupy.
Gdy zamek wreszcie poddał się całkowicie, drzwi bez żadnego zgrzytu stanęły przed Gilbertem otworem. Latarka rzuciła słaby snop światła na regał ustawiony prawie na środku niedużego pomieszczenia. Nie był tu jedynym meblem. Obok ustawione były kolejne dwa regały, także metalowe. Każdy z nich posiadał trzy półki, na których poustawiane były kartony. Całość przypominała nieudolnie zaprojektowane archiwum. W każdym razie dosięgnięcie górnej półki bez wątpienia graniczyło z cudem. Pod ścianą na przeciwko drzwi, w prawym lewym rogu znajdowała się również metalowa szafka z czterema szufladami zamykanymi na klucz, jednakże z zamka każdej z nich wystawały srebrne główki kluczy. Po lewej stronie, za regałami znajdowało się niewielkie biurko, zawalone stosem bezwartościowych dla obecnej akcji papierów. Biurko miało jedną szufladę, aczkolwiek ta już na wstępie wydawała się być zbyt mała na zmieszczenie w niej walizki. Obok biurka znajdowało się krzesło, wyraźnie mające już swoje lata, aczkolwiek wydawało się być całkiem stabilne. Rzecz w tym, że wśród całej masy tych złomowych mebli, trudno było o absolutną ciszę, gdy dostatecznie się z tym nie pilnowano. Jednak mus... to mus, prawda?


Za rzeczy pozostawione w poście obsługa nie odpowiada. ~

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Czw Kwi 11, 2013 7:28 pm

Strzyknięcie symbolizowało otwarcie. Drzwi bezgłośnie wpuściły go do środka. Bingo. Przecież o to właśnie chodziło. Pewnie gdyby był tutaj Takanori, poklepałby go teraz po głowie z radosnym „Dobry pies!”. Co ja chrzanię... Pewnie by nie zareagował albo - dla odmiany - nie zdzielił go kastetem w linii prostej, łamiąc wszystko na swojej drodze, łącznie z nosem. W sumie to też jakieś pocieszenie. Gilbert miał cienką satysfakcję, że posiada wszystkie zęby i żebra w komplecie. Chwycił więc latarkę w rękę. Musiał tam wejść...
Mus... to mus.
Gilbert rozejrzał się po raz ostatni, a stwierdzając, że nikt nie czai się za jego plecami, żeby w odpowiednim momencie i ku chwale ojczyzny wbić mu nóż w plecy; wreszcie odważył się, aby wejść do środka. Słabe światło latarki powoli zaczynało go irytować, ale wtedy dochodził do wniosku, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Miał niewielką przewagę nad pomieszczeniem, które ewidentnie zakłócałoby mu przeszukiwanie, gdyby było skryte za mrokiem. Nienawidzę gównianych zadań z gównianymi metalowymi meblami, warknął, podchodząc do pierwszego z regału, szczególnie zwracając uwagę na to, jak stawia kroki. Podstawowa wiedza na temat szpiegostwa choć raz miała okazję przydać mu się w obecnym życiu. Ludzie mieli okropny słuch, dlatego właściwie liczył na idealny przebieg misji. Chwilowo. Cholera jasna wie, co za zwyrole tu siedzą.
Kto niby mógłby usłyszeć niesłyszalnych ludzi?
Gilbert pokręcił przecząco głową. Nikt. Nikt by nie mógł. I niech tak zostanie, bo jeśli Salvatore zawali sprawę, prawdopodobnie zawali sobie również wszystkie pozytywne opinie na własny temat u Nishimury.
„Nie zniósłbyś porażki, co?”
Nie. Nie zniósłbym kompromitacji akurat przed nim. Cała reszta jest warta tyle co nic. Chodziło o to, że - mimo wszystko - miał zadanie wykonać dla niego, nie dla całej reszty zapyziałego świata, którego i tak szczerze nienawidził. Na co komu druga szansa na życie? Gilbert przewrócił oczami, kucając przy pierwszym z regałów. Latarka znów spoczęła między jego zębami, chwilę po tym jak chłopak cichcem przełknął nadmiar śliny, a potem chwycił za karton i stosunkowo wolno wyciągnął go z zamiarem dokładnego przejrzenia.
Zresztą, to samo miał zamiar zrobić ze wszystkimi pozostałymi. Gorzej z tymi na samej górze...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Nie Kwi 14, 2013 9:45 am

Przesuwany karton zaszurał cicho o powierzchnię regału. Bez wątpienia dźwięk ten nie był w stanie zwrócić niczyjej uwagi. Wokół nadal panował niezmącony niczym spokój, przez który można było odnieść wrażenie, że cała ta ostrożność była bezcelowa, a potencjalni wrogowie nie istnieli lub po prostu spędzali noc w swoich własnych domostwach, nie przejmując się tym, że ktoś mógłby lub w ogóle chciałby się tu dostać. W końcu z oprychami mało kto chce zadzierać ‒ chyba, że sam się do nich zalicza. W każdym razie pudło było po brzegi wypełnione jakimiś pozapisywanymi, szeleszczącymi papierami, które z pewnością nie było walizką. Najpewniej sąsiednie kartony niczym nie różniły się od tego, może jedynie tym, że treść dokumentów dotyczyła czegoś innego. To wyjaśniałoby naniesione markerem opisy na nich, choć nawet te nie trzymały się kupy, jakby były jakimś szyfrem, rozumianym jedynie przez właścicieli czy pracowników tego miejsca. Zresztą po co chować w pudle coś, co i tak było zamknięte? Już prościej było umieścić to gdzieś pomiędzy nimi. Jeszcze, gdy było ich tak dużo, by spokojnie uznać, że przeszukanie ich wszystkich mogło być dokładne, ale na pewno nie szybkie. A czasu nie było za wiele...
Jeszcze jak na złość coś zakłóciło ciszę. Miarowy dźwięk butów uderzających o posadzkę brzmiał teraz złowrogo. Towarzyszyło mu ciche pogwizdywanie, zdradzające lekceważące podejście, jakby nawet zbliżający się obcy nie wierzył w to, że może spotkać kogoś na swojej drodze. Że za ścianami kryje się jakaś inna żywa dusza, będąca zagrożeniem nie tyle, co dla niego, a dla tajemnic skrywanych w tych murach. Światło rzucane przez latarkę, swobodnie przesuwało się po ścianie, gdy nagle zatrzymało się, a jego słaby blask częściowo wdarł się do otwartego pomieszczenia. Wtedy też ponownie nastała cisza. Zbliżająca się osoba zatrzymała się, wyraźnie zszokowana tym odkryciem. No bo jak to tak?
Co jest? ― obcy mężczyzna odezwał się cicho. Na całe szczęście głos dobiegał jeszcze z dalszej części korytarza, choć dźwięk kroków zaraz rozbrzmiał na nowo. Były powolne i ostrożne, jakby nieznajomy obawiał się tego, co mogło czaić się za otwartymi drzwiami pomieszczenia. Po chwili można było usłyszeć też ciche kliknięcie, które tylko ponaglało do tego, by się schować, jeżeli nie chciało się zarobić kulki w łeb, a wątpliwe, by używano tu atrap, mających na celu nastraszyć złodziejaszków.

Pomieszczenie nie było na tyle duże, więc trudno było tu o dobrą kryjówkę. Schowanie się za drzwiami było przewidywalne. Pod regałami nie było dużo miejsca, choć ktoś drobny miał jeszcze szansę się tam zmieścić. Pozostawało jeszcze biurko, choć przesuwane krzesło stojące obok mogło narobić hałasu.
Czas uciekał.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Sob Kwi 20, 2013 12:32 pm

Tak to już jest. Chyba powinien się „odrobinę” przyzwyczaić, że w najdziwniejszych sytuacjach ― szczególnie takich, w których w ogóle się tego nie spodziewa ― ktoś go chwyta za przedramię i zaciągając w ciemną uliczkę mówi głupstwa pokroju: „Zostałeś naznaczony. Masz dwie minuty, aby dostać się na Biegun Północy i ocalić rodzinę Eskimosów. W innym przypadku zabijemy łosia”. A wtedy on, nieważne jak bardzo absurdalne okazały się wskazówki pędzi na łeb, na szyję, aby pomóc zamarzniętym kolegom z innego świata. Sęk w tym, że teraz nie robił nic dla dobra. No, chyba, że to miało w czymś pomóc Takanoriemu. W co szczerze wątpił.
Papiery, papiery, papiery... nie, tu nic nie będzie, westchnął zrezygnowany, odkładając pudło na swoje miejsce. Ludzie w dziwnych miejscach chowają „najważniejsze” rzeczy, których chcą strzec. Najbardziej się chyba zdziwił, gdy okazało się, że cel... huh? Gilbert przesunął wzrokiem po pokoju. Przez chwilę zamarł w jednej pozie, z lekko zgiętymi w kolanach nogami i z pochyloną, wychudzoną sylwetką. Z pewnością nie nadawałby się na włamywacza, który gotów był zabić, gdyby ktoś nakrył go na gorącym uczynku ― był tak wątpliwej figury, że niejedna osoba wyśmiałaby podobny pomysł, mogący wykwitnąć w głowie na pierwszy rzut. Świetnie, warknął chwytając latarkę w rękę. Może nie posiadał tak wyostrzonego słuchu jak w Otchłani, ale i tutaj zmysł mógł się dobrze spisać.
No nie wierzę, stęknął, ostatni raz przesuwając latarką wokół pomieszczenia. Odgłos butów był najmniej pożądaną rzeczą w tym momencie. Co innego, gdyby tym kimś był Nishimura, ale... on oczywiście przedzierał się jak zjawa i nie było szans, aby robił taki hałas. No i głos. Całkowicie inny.
Latarka ostatni raz wąskim światłem zatrzymała się na wyznaczonym punkcie, a potem już tylko słychać było jednorazowy stuk, gdy Gilbert ładował się pod regały. W pierwszej chwili myślał, że się tam nie wgramoli, ale brak mięśni, tłuszczów i innych równie potrzebnych tkanek, choć raz mu się przydał. Było ciasno, a ciemność, która nagle go oblała też niespecjalnie przypadła do gustu. Musiał liczyć się jednak z tym, że jeśli ktoś ― a ten ktoś mógł być cholernie niemiłym kimś ― go jednak dostrzeże, to Wilczy będzie musiał zrobić dosłownie wszystko co w swojej mocy, aby delikwent nie wszczął alarmu. Najlepiej, aby nic nie powiedział. Pewnie dlatego przesunął lewą ręką po boku bluzy i wyjął z niej zamknięty nóż. Kciuk umiejscowił na niewielkim przycisku, wysuwającym ostrze.
Jestem elementem wystroju, burknął w myślach, doskonale wiedząc, jak kiepskim byłoby to wytłumaczeniem dla kogoś, kto mógłby go ujrzeć. „Cześć, jestem cegłą w ścianie”, ewentualnie „Yo, ja tu tylko robię za wazon. Nie zwracaj uwagi”. Gilbert przewrócił oczami.

| Ten absolutny brak weny o poranku. |

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Sob Kwi 20, 2013 2:22 pm

Dźwięk kroków ucichł dokładnie chwilę po tym, jak Gilbert wsunął się pod jeden z regałów, znajdujących się w pomieszczeniu. Stukot butów zagłuszył częściowo dźwięk, który mógł zdradzić obecność czarnowłosego. Ludzie mieli tego pecha, że nie przywiązywali wagi do drobnych dźwięków, które często brali za omamy, wywołane paniką. Nieznajomy mógł czuć się równie niekomfortowo w takiej sytuacji, co sam Salvatore, z tą różnicą, że to nie on musiał wciskać się pod regał. W każdym razie zatrzymawszy się tuż przed otwartymi drzwiami, przesunął światłem latarki po wnętrzu pomieszczenia, powierzchownie badając każdy zakamarek. Gdy dotarł do podłogi światło częściowo oświetliło przestrzeń pod regałami, aczkolwiek było go za mało by stwierdzić, czy cokolwiek się tam znajduje. Zresztą ktoś o potężnej budowie nie wierzył w to, że ktokolwiek byłby w stanie się tam zmieścić. Jednak w wolnej ręce wciąż ściskał broń, trzymając palec na spuście, jakby coś za moment miało wyskoczyć na niego zza rogu. Z tym, że nie wyglądało na to, że miał powody do tego, by się niepokoić. Postąpił dwa kroki przed siebie, przekraczając próg archiwum i szybkim ruchem pociągnął za drzwi, które tylko cudem nie zderzyły się z futryną, nie robiąc hałasu. Za nimi także nikogo nie znalazł. Otworzył usta, zamknął je... Nie. Chyba jednak nie mógł się powstrzymać.
Nie myśl sobie, że ujdzie ci to płazem! Jeśli cię znajdę, długo nie pożyjesz ― krzyknął groźnie, a echo jego głosu rozniosło się po korytarzach budynku. Później nastała cisza. Właściwie czego on się spodziewał? Że potencjalny złodziej nagle wyskoczy zza rogu z uniesionymi rękami i będzie błagać o litość? Cóż, od razu można było zorientować się, że nie miało się do czynienia z geniuszem. Chwilę później westchnął i zaklął pod nosem, chowając pistolet z powrotem do kabury. Zaraz po tym opuścił pokój, zamykając za sobą drzwi. Dało się usłyszeć ciche brzęczenie, a później dźwięk przekręcanego klucza w zamku.
Wiedziałem, że z nowego nie będzie żadnego pożytku, pewnie zapom... ― głos utonął w stukocie butów, który rozległ się na nowo i stopniowo stawał się coraz mniej wyraźny. Wyglądało na to, że zagrożenie minęło. Zapewne tymczasowo, bo ten nieznajomy pewnie miał w planach kurs powrotny.

Ha?! ― zdziwiony odgłos dobiegł gdzieś z końca korytarza. Po chwili można było przysiąc, że słyszy się coś, co przypominało dławienie się. W każdym razie było nieprzyjemne dla uszu. Później jeszcze zgłuszony huk i stłumiony, obcy jęk przerażenia. I wreszcie niewyraźny, krótki szum, który miał w sobie coś uspokajającego. I cichy brzęk. Kroki, które dało się słyszeć później, były znacznie cichsze, ale jednocześnie nieskrępowane. Nie minęło dużo czasu, a zamek w drzwiach ponownie wydał z siebie dwa ciche pstryknięcia. Drzwi uchyliły się.
Sam widzisz... ― odezwał się cicho znajomy głos i niewątpliwie kierowany był do niewidocznego teraz Gilberta, a nie do kogoś innego, choć z pobliżu był ktoś jeszcze. Nie musiał mówić nic więcej, by wiadomo było, co dokładnie miał na myśli. Szare oczy wpatrywały się w podnóże regału, jakby doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to właśnie tam siedzi powód wcześniejszego hałasu. No tak...
Czuł go.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Pon Kwi 22, 2013 2:34 pm

Po tym jak światło omiotło pokój Gilbert momentalnie wstrzymał oddech. Wątpliwe, że ten bezmózgi człeczyna mógł usłyszeć coś tak delikatnego, niemniej pozory zawsze myliły, a Wilk robił niemalże wszystko, aby nie narazić się właścicielowi. Nie, gdy miał do stracenia kolejne cenne plusy na jego chwiejnej liście rzeczy, które podobały mu się w Gilbercie. „Nie myśl sobie, że ujdzie ci to płazem! Jeśli cię znajdę, długo nie pożyjesz!” ― i bez tego długo nie pożyje. Nie mógł się zresztą powstrzymać przed przewróceniem oczami. Tak, tak. Gadaj ile wlezie, póki ci ktoś gardła nie poderżnie. Poza tym dobrze jest zgrywać lepszego, gdy ma się możliwość ukazania. Prawdopodobnie, gdyby nie fakt, że musiał się chować i potajemnie romansować ze ścianą, do której się teraz przytulał, to parsknąłby niepohamowanym śmiechem. Wydawało się mu, czy ten człowiek serio nie był zbyt rozgarnięty? Bał się?
Palec drgnął, gdy Salvatore usłyszał kolejny dźwięk kroków. Był gotów wcisnąć przycisk i wysunąć automatyczne ostrze, ale... to chyba nie będzie potrzebne. Co najwyżej do próby otworzenia kolejnego zamka. Pięknie, jęknął, opierając czoło o wyciągnięte przed siebie przedramię. Został zamknięty w jakichś zakichanych czterech ścianach z latarką, która gówno mu dawała, bez jedzenia, wody, miejsca na wygodną pozycję i...
Gdyby miał uszy, to właśnie by drgnęły.
Nie mógł się powstrzymać przed intensywnym nasłuchiwaniem. W życiu by mu jednak do głowy nie przyszło, że wkrótce usłyszy następne kroki ― co z tego, że inne? Kroki to kroki ― a potem szczęk otwieranego zamka. Mimowolnie przylgnął bardziej, kuląc się pod regałem, ale... okazało się, że niepotrzebnie.
„Sam widzisz”.
Chwilowo to ja, kurwa, nic nie widzę.
Wilk wyciągnął wpierw jedną rękę, potem drugą, a na końcu wychylił głowę, aby spojrzeć na Takanoriego. Czym mógł sobie zasłużyć na tę wątpliwą przyjemność?
Zabiłeś go ― mruknął. Użył do tego tak cichego głosu, że niektórzy podbiegliby do niego i zaczęli omacywać czoło, sprawdzając stan temperatury. Co zabawne... nie miał gorączki. Co najwyżej całe mnóstwo wyrzutów. ― A mnie kazałeś się chować. Też mógłbym mu dyskretnie odciąć łeb ― dodał, gdy już wreszcie wygramolił się spod regału. Musiał niechętnie przyznać, że jednak wolał wyprostowaną postawę ciała. Niby taka chwila, a już kości zaczynają odmawiać posłuszeństwa.
Tu jest cała masa papierów i innych bezwartościowych rzeczy. Co u ciebie?

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Pon Kwi 22, 2013 6:12 pm

„Zabiłeś go.”
Wzruszył mimowolnie barkami, jakby chciał przekazać, że to nic takiego albo, że to była wyższa konieczność. Rzecz jasna to wcale nie musiało tak wyglądać, gdyby nie to, że wolał się obejść bez krzyków na korytarzu i późniejszego wypytywania znajomych czy któryś z nich czasem się nie zapomniał. Wystarczyło drobne potknięcie, by zleciała się tu cała chmara. Właściwie już nie mieli za dużo czasu, bo ktoś mógł zaniepokoić się tym, że ich kolega zniknął na dłużej. Mógł, co nie znaczyło, że musiał. Jednakże zawsze trzeba było założyć najgorsze.
Kazałem ci nie przyciągać uwagi. I co? Słyszę obcego faceta, który drze się na korytarzu. Ale ‒ jasne ‒ następni będą dla ciebie ― rozłożył ręce. Mimo wszystko można było uznać, że dobrze to przyjął, skoro nadal stał w miejscu i nie podszedł do czarnowłosego, by zdzielić go po twarzy. Zresztą sam go tu ściągnął, więc właściwie cała odpowiedzialność za potknięcia spadała na niego. Teraz po prostu musiał to przełknąć, nie zwracając uwagi na obrzydliwie gorzki posmak. Zaraz rozejrzał się po pomieszczeniu, chcąc ocenić, czy faktycznie nie było szans na to, że znajdowała się tu walizka.
Cóż, miał rację.
Nishimura kiwnął głową, przyjmując to do siebie.
To, czego szukałem ― rzucił, w międzyczasie wyciągając z kieszeni scyzoryk, by rozedrzeć nim skrawek swojego podkoszulka. Po chwili odwrócił się bokiem do Gilberta, wlepiając wzrok w coś, co znajdowało się za rogiem. ― Ręka ― rzucił krótko. Po chwili okazało się, że wspominane „coś” wcale nie było czymś, a kimś. Zza rogu wychynęła dość drobnej postury brunetka o długich falowanych włosach i błękitnych oczach, nieco niższa od ciemnowłosego, ale na pewno kilka centymetrów wyższa od Gilberta. Posłusznie uniosła rękę, która widocznie była skaleczona, skoro chwilę później została obwiązana przez Takanoriego skrawkiem materiału. Wykonawszy prowizoryczny opatrunek, odpruł jeszcze jeden kawałek, by tym razem opatrzyć nim swoją dłoń, pomagając sobie przy tym zębami.
Ponownie zawiesił wzrok na Gilbercie.
Zostały jeszcze tamte? Weźmiesz drugie drzwi, a ja trzecie. Chcesz klucze? ― mruknął, wyciągając cicho pobrzękujący pęk z zamka i wyciągnął rękę w jego kierunku, czekając na to czy wybierze prostszy czy trudniejszy sposób dostania się do wskazanego pomieszczenia. Ciche wyzwanie? Nie. Znając Kitsune, raczej nie zawracałby sobie tym głowy w takiej sytuacji.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Sro Kwi 24, 2013 2:21 pm

Był niemalże pewien, że Takanori tak zareaguje. Zabiłeś go! A on na to „E tam, to tylko ciało”, co brzmiało mniej więcej jak; „E tam, to tylko jabłko”, „E tam, to kawałek papieru”, „E tam, ten kombajn i tak był już zepsuty”. Co z tym człowiekiem było nie tak? Oczywiście, pomijając całkowite wypranie z wszelakich emocji. Gilbert sam nie miał pojęcia, dlaczego się jeszcze nie poddał. Nie rzucił w cholerę próby obudzenia w tym tyranie choć iskierki jakichś głębszych uczuć. Mowy nie było o miłości, przecież tu negatywy też były istotne. Niech na niego nakrzyczy, niech zacznie płakać, niech... do diabła. Wilczy odwrócił głowę na bok jak karcone dziecko.
Poradziłbym sobie ― warknął pod nosem. I przypuszczalnie zrobił to tylko po to, żeby zapewnić również samego siebie. ― Powiedziałeś, że jeśli mnie nakryją, mam się chować. Nakryli, to się schowałem. Nie znalazłby mnie ― tu kiwnął głową w stronę miejsca, w którym jeszcze chwilę temu był ściśnięty. Kark mu się jeszcze nie rozluźnił. ― Nie siedziałbym tam przecież całą wieczność. Potrafię zachowywać się cicho, gdy trzeba.
A potrafisz nie gadać, gdy trzeba i nie trzeba?
Można to było przeczekać... ― sarknął, wykrzywiając usta w niesmaku. ― Zawsze moja wina ― dodał z wyrzutem, co niespecjalnie z prawdą się mijało. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymał. Miał złe przeczucie. Nagle zalała go fala czegoś nieokreślonego, ale było to na tyle nieprzyjemne, że grymas na jego twarzy powiększył się, przez co wyglądał na o wiele bardziej zmęczonego. Przesunął wzrokiem gdzieś po ciele Takanoriego i zmrużył gniewnie ślepia w momencie, w którym ten rozdzierał sobie podkoszulek. Pewnie zapytałby po co... pewnie nawet przechyliłby głowę niczym zdziwiony psiak... ale wszystko wyjaśniło się prędzej niż mógłby sobie tego zażyczyć.
„Ręka”.
Kluczowe słowo, nie ma co. W pierwszej chwili Salvatore sam z siebie chciał zapytać po co, u licha, mu jego dłoń, ale... to wcale nie o jego rękę chodziło. Palce drgnęły, a gdy do środka wdreptała dziewczyna, zwinęły się w pięść i pobielały na koniuszkach. Przez krótki czas wpatrywał się w nią z nieokreślonym błyskiem w dwukolorowych oczach. Była śliczna. Pod pewnym względem właśnie jej zazdrościł. Miała wszystko to, czego on nie mógł mieć. I pewnie w ogóle nie zdawała sobie z tego sprawy.
„Chcesz klucze?”
Z jego ust wyrwało się pojedyncze prychnięcie. Chciałbyś, warknął w myślach już przekraczając próg drzwi. Nawet nie zerknął w stronę dziewczyny. Miał ciche wrażenie, że gdyby to zrobił, rozszarpałby ją na miejscu, używając do tego tylko nieszczęsnego przedmiotu, który maniakalnie zgniatał w ręce.
Gdyby miał trafić za coś do więzienia w zakazanym miejscu, o nieciekawej reputacji i bez możliwości obrony... to właśnie za to chciałby siedzieć. Byłby już do końca życia udupiony, bo przed sądem nie próbowałby wskórać krzty litości ze strony najwyższego, a i z pewnością opowiadałby z chęcią i wielkim rozmarzeniem każdą część, gdy rozbierał młodą ślicznotkę na czynniki pierwsze. To dla niego byłoby nagrodą za wszystkie pozostałe lata spędzone za kratkami ― jej tragiczny koniec. I jego spojrzenie. Jakiekolwiek by nie było... po prostu żeby wiedział.
Żeby wiedział co? ― parsknął w myślach, wkładając wytrych do najbliższego zamka. Drugie drzwi. Drugie drzwi... skup się na zadaniu... drugie drzwi... czarna walizka... drugie drzwi... Jak on w ogóle mógł być dla niej taki miły? Z jakiej racji troszczy się o jakąś pindę nieznajomą, a jego olewa mimo tego co robił? Staram się, flaki sobie wypruwam, żeby, na litość boską, choć raz powiedział „nie spieprzyłeś”, to nie... bo po co, hm? Lepiej się dowalać do każdej napotkanej osoby. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś mu się oparł, a on to perfidnie wykorzystuje. Zboczony zboczeniec ze swoimi zboczonymi fantazjami...
Przekręcił wytrych, wolną ręką chwytając za klamkę.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Pią Kwi 26, 2013 7:03 am

Dla niego nie była to żadna nowość. Gilbert, jak zawsze mówił o wiele więcej, niż powinien. Usprawiedliwiał się, zapewniał... Czasem zdarzało mu się mieć rację, ale o tym niekoniecznie musiał wiedzieć. Tak dla pewności, że nigdy nie przyjdzie mu do głowy się rozbestwić. Uniósł brwi, wysłuchując tego, co miał mu do powiedzenia chłopak, choć wystarczył gest ręki, by go uciszyć. Względnie mógł wepchnąć mu pięść do gardła, pomimo tego, że towarzysząca im dziewczyna mogła uznać to za niehumanitarne (jakby on w ogóle postępował w taki sposób).
„Zawsze moja wina.”
Takanori otworzył usta, aczkolwiek nie opuścił ich żaden dźwięk. A przynajmniej Salvatore'owi nie dane było usłyszeć jego głosu, a inny. Łagodniejszy i bardziej przychylny temu, co się stało, a przede wszystkim kobiecy. Lekko zachrypnięty, co niejako dodawało uroku jego brzmieniu. Dziewczyna jednak nie wiedziała, że odzywając się do kogoś, kto w głowie układał plan brutalnego mordu na niej, popełnia błąd. Nie twierdziła jednak, że powiedziała, coś złego...
Daj spokój. Zdarza się ― bo właśnie tak brzmiał jej przekaz. Błękitne oczy chciały przyjrzeć się dokładniej chłopakowi, ale w tych ciemnościach było to niewykonalne. Odwróciła wzrok w momencie, gdy chłód innego spojrzenia dał jej się we znaki. Uniosła nieprzejęte spojrzenie na twarz ciemnowłosego i wydęła na chwilę usta, mrużąc oczy. Mogła mieć wszystko, czego nie powinno brakować żadnemu facetowi, ale zachowaniem bliżej było jej do młodszej siostry. To wyjaśniało, dlaczego jej atuty były skrzętnie ignorowane. ― No co? Przecież mu nie przywalisz.
Nie. Za to ty powoli sobie na to pracujesz ― rzucił tak spokojnie, że nie sposób było nie uznać tego za prawdę. Nie można było powiedzieć, że czerpał szczególną przyjemność z podnoszenia ręki na płeć słabszą. Po prostu w niektórych przypadkach potrafił przymknąć oko na to, że nie powinno się tego robić, dzięki czemu wcale nie żałował tego, że zrobił którejś z nich krzywdę. Zresztą one wiecznie miały coś do powiedzenia i zasłaniały się swoim zmyślonym prawem. I jak tu w ogóle je szanować? ― Nieważne. Po prostu nic nie mów ― mruknął i opuścił rękę, w której trzymał klucze, widząc, że Wilk nie zamierzał skorzystać z tego ułatwienia. Powiódł za nim wzrokiem, co uczyniła także ciemnowłosa, kompletnie zapominając o tym, o czym wcześniej mówił.
Czy on...?
Nie ― przerwał jej natychmiastowo, jakby doskonale wiedział, o co chciała zapytać. Nadęła policzki, udając urażoną tym, że nie wysłuchał jej do końca. Szybko zrezygnowała z drążenia tego tematu. Przekrzywiła jednak głowę na bok, marszcząc delikatnie nos, przez co przez moment niczym nie różniła się od zainteresowanego czymś szczeniaka.
Dupek z ciebie ― rzuciła bez skrępowania.
Mhm. Później spróbujesz powiedzieć mi coś, czego nie wiem. Chodź ― pokręcił głową, a odwróciwszy się przyjrzał się jeszcze Gilbertowi, któremu otwieranie drzwi wychodziło już znacznie szybciej. Nie odezwał się jednak słowem na ten temat, choć przechodząc obok ledwie musnął palcami jego włosy. Dokładnie tak, jakby w ostatniej chwili zdecydował się cofnąć rękę. Nie rozpraszać.

Zamek rzeczywiście stosunkowo szybko poddał się wytrychowi, a raczej czynności wykonywanej przez czarnowłosego. Drzwi bezdźwięcznie otworzyły się, zapraszając chłopaka do wnętrza równie ciemnego pomieszczenia. Pachniało tu... drewnem, jakby meble wypełniające pokój, w którym się znalazł były zupełnie nowe. I papierosami, co było już mniej przyjemne, ale na pewno było tu przytulniej, niż w poprzednim pomieszczeniu, a przede wszystkim prawdopodobnie nie było tu niczego metalowego, poza ‒ być może ‒ walizką, o którą chodziło Nishimurze. To miejsce wyglądało, jak pokój jakiegoś zadufanego w sobie prezesa, któremu mimo wszystko bliżej było do mafioza. W końcu pewnie niewiele osób wiedziało o jego działalności. Ściany miały kolor drażniącego oczy bordo, którego na szczęście nie było widać w mroku. Meble wykonane były z ciemnego drewna. Był tu jeden drewniany regał z kilkoma półkami, na których porozstawiane były różne pierdoły, przypominające kiepskie trofea. Obok stała duża, dwudrzwiowa szafa. Pod ścianą, w którą wmurowane były drzwi znajdowało się biurko z ustawionym obok, zachęcającym do odpoczynku, skórzanym fotelem, który tym razem nie był głównym celem przyjścia tu, chociaż na pierwszy rzut oka sprawdzenie jego wygody wydawało się warte zachodu. Należało jednak skupić się na biurku, w którym znajdowała się jedna szuflada, ale zaraz pod nią była nieco większa szafka, zamykana na kluczyk. Pod samym biurkiem także znajdowało się trochę przestrzeni, którą teraz przysłaniał wymieniony wcześniej fotel.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Sob Maj 04, 2013 2:28 pm

„Zdarza się”.
Zdarza... się? Ona chyba nie miała pojęcia co mówi. O ile w ogóle o czymkolwiek miała jakiekolwiek pojęcie! Gilbertowi wydawało się, że za trzepotanie rzęsami mogłaby zbić fortunę. Pewnie nawet niespecjalnie się mylił, choć wszystkie myśli wywoływane były zastrzykiem gniewu. Nie mógł znieść myśli, że oni...
Kliknęło.
Chciał się podnieść, wejść do środka, zniknąć z oczu wszystkim naokoło. Ale wtedy usłyszał kroki za plecami, wstrzymał oddech i ostatni raz przesunął wytrychem w środku zamka, choć drzwi były już wystarczająco chętne do ukazania wnętrza pomieszczenia. Nie mógł jednak znieść tego, że... Nie. Daj spokój. Po prostu choć raz zachowuj się inaczej. Inaczej... mniej wybuchowo... mniej emocjonalnie... bądź cholerną znieczulicą społeczną, która nie potrafi przejąć się sprawą, nieważne jak ważna by ona nie była. Gilbert drgnął. Nie był nawet pewien, czy słusznie wyczuł to... co wyczuł. Wolał się nad tym nawet nie zastanawiać. „Znów to samo” ― pojawiła się myśl w jego głowie. Znów sobie coś ubzduram, znów za bardzo wczuję, znów... oh, litości. Po prostu wejdź i znajdź tę durną walichę!
Wilk wszedł do środka. Przesunął spojrzeniem wraz z wąskim snopem światła, produkowanym przez latarkę. Zmarszczył przy tym śmiesznie nos. Przywykł do zapachu papierosów. Już dawno nie przeszkadzała mu ta woń, choć zbytnie jej rozprzestrzenienie... nie, zbytnia jej intensywność mogła być odebrana z różnym skutkiem. Teraz jednak nie miał na to czasu. Bo co niby? Pójdzie poszukać gościa i zacznie mu wygłaszać arie na temat raka płuc? I na co miałby liczyć? Że ten mafiozo pokiwa głową, mruknie coś w stylu: „Oh, tak! Masz całkowitą rację! Dziękuję!” i rzuci palenie w tym samym dniu?
Głupi Takanori ― wymamrotał, przesuwając brzegiem koszulki po twarzy. Jakby dopiero co przebiegł cały maraton i chciał pozbyć się nadmiaru małych kropelek potu z policzków i czoła. Co on kurde? Wieszak na bombki? Jeszcze mu nie odwaliło, żeby świecić jak mu rozkażą. Co prawda podjąłby się praktycznie każdej roboty, raz nawet musiał przebrać się za kobietę i...
Potrząsnął głową. Yoosh! Pokaże Takanoriemu, że jak chce, to potrafi być lepszy od jakiejś zołzy z niebieskimi oczkami. Wystarczyło znaleźć walizkę, tak? O ile w ogóle znajdowała się w tym pokoju, ale załóżmy, że tak właśnie było. Musiał po prostu odnaleźć ją prędzej niż Nishimura i dlatego właśnie w pierwszej chwili podszedł do... biurka. Na początku myślał, aby zajrzeć do szafy, ale z reguły wiedział, że to co otwarte, nie może być bezpieczną skrytką. Ukucnął przed biurkiem, wsadził ponownie latarkę między zęby i jedną ręką włożył wytrych w zamek.
Chwila.
Wątpił w to, szczerze, ale... są palanci, którzy zostawiają błyskotki w nieocenzurowanych miejscach. Na przykład szufladkę wyżej, ewentualnie niżej. A nuż właśnie natrafił na takiego kretyna, który klucze od sejfu chowa nad kominkiem? Na moment oderwał dłoń od zgiętego spinacza. Palce zacisnęły się na klamce szuflady wyżej, po czym pociągnęły w stronę Gilberta, który zaraz oświetlił jej wnętrze wątpliwym blaskiem. Wysunął wolną rękę, aby pogrzebać w cudzych rzeczach...

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Nie Maj 05, 2013 8:18 pm

„Głupi Takanori.”
Odezwał się mądry ― stłumiony głos Takanoriego dotarł z drugiego pomieszczenia. Nie brzmiało to tak, jakby ten komentarz w jakiś sposób go ubódł. Widocznie miało to na celu jedynie przypomnienie, że aktualnie niewiele rzeczy mogło umknąć jego uwadze. Na pewno niektóre komentarze należało zachować dla siebie i nie wypowiadać ich na głos. Potem nastała cisza, zakłócana jakimiś cichymi szmerami, świadczącymi o tym, że ktoś przebywał w drugim pokoju. Zapewne teraz już nikt nic nie robił sobie z siedzenia cicho. Po tym, co się stało, to i tak nie miało większego znaczenia. Prawdopodobnie mieli spokój na dłużej. Nie na długo, ale mogli sobie pozwolić na to, by zachowywać się pewniej.
Biurko ‒ pierwszy cel poszukiwawczy. Trzeba przyznać, że, jakby nie patrzeć, istniało spore prawdopodobieństwo tego, że ktoś zostawi klucze w szufladzie. W końcu pomieszczenie i tak było zamykane, a komuś, kto w nim urzędował na pewno nikt nie miał najmniejszej ochoty się przeciwstawiać. Jednakże pośród całej zawartości szafki, nie znalazło się nic błyszczącego. Przynajmniej nic, co przypominałoby klucz. Światło latarki pozwoliło na zorientowanie się, że szufladce znajdowało się sporo monet o większych i mniejszych nominałach, niedbale pomięte banknoty, jakieś dokumenty... I nawet pistolet, z całą pewnością nie będący atrapą, który świadczył o tym, że ktoś tu nie lubił się patyczkować z osobami, które przychodziły tu w celach, które nie przypadały mu do gustu. Z tego wszystkiego można było wywnioskować, że nieznajomy pan miał świadomość tego, że znacznie wygodniej było nosić wszystkie klucze, spięte ze sobą razem. Nawet, jeżeli to oznaczałoby, że zgubiwszy je, straciłby czasowy dostęp do większości cennych rzeczy, które znajdowały się w tym miejscu.
W każdym razie na pewno nie było tam walizki. Zresztą nic dziwnego, skoro nie było szans na to, aby się tam zmieściła. Trzeba było szukać dalej.


Ta... wspominałem, że tu się nie rozpiszę.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Czw Maj 09, 2013 3:27 pm

Tak jakby go obchodziło co wolno a czego nie wolno. Słysząc komentarz, warknął tylko w powietrze, ale cicho. Prawdopodobnie na tyle cicho, aby nawet wyczulone zmysły Takanoriego nie mogły tego wychwycić. Nie, żeby się obawiał. W chwili obecnej było mu właściwie wszystko jedno, co o nim sądzi. Jak dla niego, mogli nawet stanąć naprzeciw siebie i zacząć się obrzucać wyzwiskami z różnych zakątków świata. Niby nie wpłynęłoby to dobrze, na ich misje, ale... Gilbert nigdy nie twierdził, że zadania z nim są łatwe i przyjemne. Miał nawet dość nieciekawą opinię, wyrobioną przez niektóre osoby. Wszystko było winą - czy prawdopodobnie błędem - Nishmury, że w ogóle postanowił się z nim skontaktować i zabrać ze sobą.
Pewnie, burknął w myślach, to wszystko jego cholerna wina. Już teraz nie najlepiej się czuję.
Latarka oświetliła parę monet, banknoty, na pistolet zaś Gilbert przechylił lekko głowę, aby przesunąć jedynym źródłem światła po broni. Cóż. Prawdopodobieństwo, że jeszcze będzie potrzebne temu facetowi było dość wysokie, ale w takiej sytuacji nawet on nie potrafił się powstrzymać, aby wygrzebać broń i zważywszy ją w dłoni, obejrzawszy z większości stron, wsadzić za pasek. Poczuł niewygodę w miejscu, gdzie to żelastwo wbijało się w skórę, ale zignorował to zaraz, bo coś innego przykuło jego wątpliwą uwagę. Zmrużył ślepia, kiedy wysuwał jeszcze parę papierkowych banknotów i upychał je w kieszeni spodni.
Wcale ich nie kradł. Zwyczajnie pożyczał na dłuższy czas. Wydawało mu się zresztą, że pan mafiozo się nie zdenerwuje. Miał tutaj tego bardzo dużo, poradzi sobie w życiu bez paru drobniaków. Najwyżej będzie się musiał zmusić do przejścia do jakiegoś sklepu, by rozmienić te swoje miliony.
Zaraz zatrzasnął szufladę i znów skupił się bardziej na wytrychu. Spinacz wyglądał o wiele gorzej niż w momencie, w którym Salvatore pierwszy raz wziął go do rąk. Teraz zdawał się nieco inaczej wygięty. Zwilżył wyschnięte wargi kącikiem języka i przesunął raz jeszcze wytrych, w celu wdarcia się do środka szafki. Jeśli to nie pomoże, równie dobrze będzie mógł przestrzelić zamek i ulżyć sobie cierpienia.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Pią Maj 10, 2013 3:53 pm

Szafka z nieco większym już oporem poddawała się wytrychowi i wygiętemu spinaczowi, choć nadal dało się słyszeć ciche szczęknięcia, świadczące o tym, że pomimo kiepskiego stanu wyposażenia istniała jeszcze szansa na to, by dostać się do środka. Bez konieczności chadzania drogą na skróty. W każdym razie zamek i tym razem przestał stawiać opór, pozwalając Gilbertowi na odkrycie, co też znajdowało się wewnątrz strzeżonego kluczem schowka, gdy tylko drewniane drzwiczki rozchyliły się, nie wydając z siebie nawet najcichszego skrzypnięcia.
I znowu to samo... Papiery, teczki. Właściwie mogłoby się wydawać, że większość z nich była nieprzydatna, choć możliwie, że dokumentowanie czegoś dla przykrywki też miało swoje plusy. Światło latarki mogło natrafić też na kilka niewielkich woreczków, wypełnionych jakimś białym proszkiem. Nie trzeba było być geniuszem, by zorientować się, że bynajmniej nie miało się do czynienia z mąką. To było nawet typowe dla ludzi, którzy kręcili się w takich środowiskach. Jednakże poza rzeczami z grubsza bezwartościowymi, było tam coś jeszcze. Coś, co zdecydowanie powinno przykuć uwagę czarnowłosego. Połyskiwało nawet w lichym oświetleniu. Czekając już tylko na to, aż wyciągnie po to rękę i zabierze odnaleziony łup. Walizka. Średniej wielkości, metalowa, pociągnięta czarnym lakierem i zabezpieczona kodem. Na pierwszy rzut oka bardzo wytrzymała i ‒ idąc drogą opisu, którym posłużył się Takanori ‒ na pewno zmieściłaby w sobie broń i być może kilka dodatkowych magazynków do niej. Co prawda Gilbert nie mógł być w stu procentach pewien, czy chodziło dokładnie o nią, niemniej jednak wydawała się być na swój sposób miejscem, w którym bezpiecznie można było ukryć cenne rzeczy. Możliwe, że nawet naboje pistoletu nie miały szans poradzić sobie z zamknięciem. Kilka rys na jej powierzchni, tuż przy zamku mogło świadczyć o tym, że ktoś (prawdopodobnie urzędujący tutaj mafiozo) już bezskutecznie podjął się tego zadania. Zresztą w pomieszczeniu obok znajdował się ktoś, kogo mógł spytać czy to o tę zgubę chodzi...


Lulz. Dobra, i tak jestem dumny, że udało mi się napisać tego tyle. O WALIZCE. Take i jego opisówki...

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Pią Maj 17, 2013 2:37 pm

I to absolutnie nie tak, że on był zły. Nie. Serio. Bycie cholernym kwiatem lotosu do czegoś zobowiązywało. Ale... na litość boską, z jakiej racji on go tak katował? Gilbert by zrozumiał, gdyby przyszedł do domu, a Nishimury by nie było. Pewnie zabrałby się za mało wartościowe prace, w tym może jakieś bardziej (choć pewnie mniej) pożyteczne. Odkurzenie, zmycie naczyń, oglądanie telewizji. Sam w sobie nie miał nawet prawa być wściekły, że Takanori go o niczym nie informuje. To nie komedia romantyczna, żeby miał się wydzierać na chłopaka, z którym łączyły go relacje niewiele okazalsze od „Farmer - kombajn”. Miał nawet pełną świadomość, że Kitsune jest typem, który wyjdzie, wejdzie i trzaśnie drzwiami kiedy mu się żywnie podoba i błagania o tym, aby zostawiał karteczkę ze słodkim „wrócę na obiad, kochanie” spełzłyby na niczym. Chodziło jednak o to, że... rany. Jak on miał niby go bronić, gdy nie wiedział nawet gdzie jest? Rzecz jasna, nie, żeby to Nishimura częściej potrzebował bezpiecznego schronienia... ale jakimś sposobem trzeba spłacić dane słowo. Bo słów nie rzuca się na wiatr. Wiatr bywa zdradzieckim chu...
- O, puściło - wyrwało mu się szeptem.
Szafka uchyliła się, prezentując mu całą swoją zawartość. Pierwsza reakcja była taka, że chłopak miał szczerą ochotę wstać, władować sobie kulkę w łeb, a potem trzasnąć tymi debilnymi drzwiczkami. Niekoniecznie w tej kolejności. Druga myśl była jednak ciut bardziej przemyślana. Salvatore schylił nieco głowę, poruszył latarką, a wolną dłonią przesunął plik rozpisanych kartek.
Była tam.
Połyskiwała. I to tak, jakby przez to dawała mu jasno do zrozumienia, że ma ją wziąć, bo to ONA. A JE się bierze. Tu, teraz. Gilbert wyszarpał walizkę. Papiery, narkotyki i inne pierdoły, które już nie zwróciły jego uwagi, włożył z powrotem na - względnie - swoje poprzednie miejsce, a potem zamknął szafkę i wstał z podłogi. Rozejrzał się jeszcze wokół, chcąc zostawić wszystko w wersji przed wtargnięciem. To mogło pozwolić im, w razie czego, zyskać na czasie. Nie uważał jednak, że będzie to konieczne. Ludzie albo zorientują się długo, długo po tym, jak oni będą przekraczać granice stanu albo całkiem w niedalekiej przyszłości, ale wtedy trudno będzie im wmówić, że się tu zabłądziło, albo jest się tylko niegroźnym listonoszem. Po prostu powinien był się uwijać. Dlatego złapał pewniej walizkę i wyszedł prędko z pokoju, chcąc jak najszybciej przedstawić Takanoriemu raport. Zakradł się do pokoju, przesuwając podejrzliwym wzrokiem wzdłuż pokoju. Nawet nie chciał patrzeć na dziewczynę, gdziekolwiek była i cokolwiek robiła.
- Mam walizkę
Ot. I tyle właściwie wyrwało się z jego ust, gdy stanął ledwie krok od progu pokoju.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Pią Maj 17, 2013 6:15 pm

„Mam walizkę.”
Takanori, który dotychczas zajmował się przeszukiwaniem szafy w kolejnym pomieszczeniu, przypominającym biuro, jak na znak zaprzestał wykonywanej czynności. Odwrócił głowę na bok, by spojrzeć na siebie przez ramię. Milczał przez chwilę, jakby oceniał znalezisko Gilberta, chcąc dokładniej zorientować się, czy rzeczywiście znalazł TĘ walizkę, która ‒ poza ciemnowłosą dziewczyną opierającą się właśnie o ścianę ‒ była powodem, dla którego się tu znaleźli. Kitsune uniósł brwi, co wyglądało mniej więcej tak, jakby za chwilę miał oznajmić Wilkowi, że jest idiotą. Względnie mógł być odrobinę zaskoczony faktem, że czarnowłosemu udało się czegoś nie spieprzyć. Zakładając, że Salvatore rzadko spotykał się z aprobatą, najpewniej łatwiej było mu założyć, że pierwszy scenariusz bardziej pasował do ciemnowłosego, jednakże w momencie, gdy drzwi szafy zamknęły się, wszystko stało się jasne. Zguba się znalazła. Teraz wystarczyło jedynie, by trafiła we właściwe ręce.
Nishimura odwrócił się w stronę Wilczego i ruszył w jego kierunku, by odebrać walizkę. Gdyby tylko mógł mu się bliżej przyjrzeć, najpewniej zauważyłby, że w połowie drogi lekko zawahał się. Bynajmniej nie z powodu tego, że nie był pewien, czy faktycznie chciał od tak odebrać to, co należało do niego (choć nie do końca). Szkopuł leżał w czymś innym. I gdy już wyciągał rękę w stronę czarnowłosego, okazało się, że to nie walizka stała się jego celem, a nadgarstek chłopaka. Palce ciemnowłosego zacisnęły się na nim o tyle pewnie, że Gilbert nie miał większego wyboru, jak tylko pokonać kilka wymuszonych kroków do środka pomieszczenia. Nim jeszcze zdążył cokolwiek powiedzieć, wolna ręka szarookiego spoczęła na jego ustach. Takanori kiwnął porozumiewawczo do dziewczyny, zaś ta od razu odbiła się od ściany, by zamknąć ostrożnie drzwi do pomieszczenia.
Na twarzy Kitsune malowała się taka powaga, że można było przysiąc, że za moment rzuci coś w stylu: „Niestety, ale muszę cię zabić”. W końcu od początku mógł spostrzec, że wkroczył w niebezpieczną sferę. Niemniej jednak jego wzrok nie był skupiony na twarzy Wilka, a błądził gdzieś w okolicach drzwi.
Idą ― wyjaśnienie nadeszło szybciej, niż mógłby się spodziewać. Jednocześnie zostało wypowiedziane cicho i tak ostrożnie, jakby ściany dookoła nie miały prawa tego usłyszeć. Dopiero po tym ciemnowłosy raczył puścić Salvatore'a, przejmując walizkę, którą od razu podał ciemnowłosej. Ta bez sprzeciwu odebrała od niego zdobycz.
Za drzwiami panowała martwa cisza. Właściwie trudno było uwierzyć w to, że ktoś mógł się zbliżać, aczkolwiek przytłumione ludzką naturą zmysły miały problem z wychwyceniem tego, co działo się dalej. Dopiero po kilku sekundach jakieś niegroźne szmery mogły dotrzeć do uszu chłopaka. Stopniowo stawały się wyraźniejsze i coraz bardziej przypominały stukot kilku par butów.
Jeśli masz broń, to ją wyciągnij ― wymruczał pod nosem i sięgnął ręką za siebie, by pochwycić rewolwer w palce. Właściwie szanse na to, że uda im się pozostać niezauważonymi były marne. Znajdowali się w nieciekawej sytuacji ‒ pomieszczenie oferowało tylko jedną kryjówkę, która z pewnością nie pomieściłaby trzech osób. ― Cher, trzymaj się z tyłu.
Dziewczyna kiwnęła głową.
Z korytarza dobiegł dźwięk otwieranych drzwi. Ktoś zapowietrzył się (zapewne na widok trupa), a zawtórowały temu porozumiewawcze szepty kilku mężczyzn, którzy starali się nie zwrócić na siebie uwagi ewentualnych włamywaczy, nie mając pojęcia, że ci już byli przygotowani na atak, jak i do niego. Nieznajomi powoli zaczęli zbliżać się do drzwi pomieszczeń. Słuchowo można było stwierdzić, że mogło być ich góra czterech.
Rozległo się ciche szczęknięcie odbezpieczanego rewolweru. Nishimura zerknął z ukosa na Wilczego, gdy ktoś ostrożnie nacisnął na klamkę od zewnątrz, najpewniej nie spodziewając się tego, że drzwi były otwarte. Take z kolei nie wyglądał na szczególnie przejętego obecnością wroga w pobliżu, jakby wręcz pozwalał Gilbertowi na to, by mógł się wykazać, gdy sylwetka dość wysokiego mężczyzny pojawiła się w drzwiach.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Sro Maj 22, 2013 10:34 am

Gilbert się skrzywił. To była jego pierwsza reakcja na Takanoriego. Każdy mógł to właściwie inaczej zinterpretować, ale prawda leżała po stronie, w której chłopakowi w niesmak były wątpliwości wysyłane w jego kierunku. Już niemalże czuł jak Nishimura z satysfakcją daje mu znać, że to co znalazł nie było ich celem, a jedynie czymś łudząco do niego podobnym. Wtedy zapewne rzuciłby walizką, warknął i wyszedł, zostawiając go sam na sam z problemem. Nie potrafił odpowiedzieć sobie, dlaczego właściwie irytacja osiągnęła u niego apogeum. Co? Bo Takanori rozmawiał z kimś innym? Nie. To nie to. Bo w niego w ogóle nie wierzył? Gdyby tak rzeczywiście było - nie brałby go na misję. W dodatku żadna z nasuwających się myśli nie pasowała, a brak przyczyn był gorszy, od ich nadmiaru. To było nieprofesjonalne, wręcz dziecinne. Nie mógł znieść obecności dziewczyny, ale nie miał pojęcia dlaczego. Nienawidził, gdy w niego nie wierzył, ale nie potrafił dać mu solidnych argumentów na to, by ten myślał inaczej. Igranie z ogniem, nie ma co.
Wysunął rękę przed siebie, aby podać Takanoriemu walizkę. Właściwie wcale nie był ciekaw co jest w środku, choć cała ta sprawa wydawała mu się cholernie spontaniczna i niezrozumiała. Co ja bredzę? Oczywiście, że był ciekaw, co takiego zawiera skradziony przedmiot. Miał nawet ochotę go otworzyć, choćby miał sobie przy tym wszystkie flaki wypruć, ale stwierdził, że Nishimura nie byłby z tego faktu zadowolony.
Gilbert nagle zamrugał zaskoczony. W ostatnim momencie połknął zaskoczenie, tłumiąc przy tym pojedynczy krzyk. No niby nie chciał, ale jednak... NOSZ TY CHOLERNA GNIDO Z MONOCHROMATYCZNYM SPOJRZENIEM! Szarpnął się. Automatycznie i bezwarunkowo. Chciał unieść nogę, przygwoździć piętą stopę Nishimury, wyrwać się z uścisku i uciec, rzucając z impetem walizką w jego brzuch, twarz, rękę... cokolwiek, byle zabolało i zostawiło pamiątkę. Ostatecznie skończyło się na ponownym szarpnięciu i próbie ugryzienia chłopaka w dłoń.
KAŻDY kto ceni własne życie nieco bardziej niż miskę budyniu, odczuwa nadbiegające zagrożenie. Gilbert wbrew pozorom nie był inny. W pierwszym odruchu już nawet chciał się bronić, wyszarpać, zwyzywać, postrzelić - cokolwiek, aby uniknąć niebytu. Właściwie nie mógł powiedzieć, że boi się „śmierci”. Ktoś, kto nigdy nie żył chyba nie może się jej tak po prostu obawiać. Jednocześnie świadomość własnej niematerialności i braku możliwości zdobycia cennego doświadczenia wprawiała go w dziwne samopoczucie. Między innymi nagłą, niczym nie uzasadnioną chęć walki o przetrwanie.
Spore było jego zdziwienie, gdy wreszcie dotarło do niego, że Nishimura nie chce zrobić z niego schabowego, a jego głowa nie zawiśnie nad kominkiem jakiegoś starego faceta z podejrzanym wąsem. Prawda - odetchnął, jakby mu coś spadło z serca, a potem sam zaczął nasłuchiwać. Kroki. Pewnie gdyby się nie wyrywał, usłyszałby je prędzej. Ale co on mógł zrobić, że przy nim wszystkie zmysły i tak wariowały? Nie potrafił się skupić. A to jeszcze bardziej wprawiało go w chęć usunięcia ciemnowłosego ze swojego życia.
Kiwnął jednak powoli głową na znak zrozumienia. Nie umknęło mu jednak, że nie tylko on otrzymał rozkazy. Jeżeli myślisz, że dam się zastąpić...
Krok.
Gilbert odwrócił głowę w stronę drzwi. Nie znosił ciemności w Świecie Ludzi. Tak niewiele mógł dostrzec, bez zbytniego wysilania się. Szybka lokalizacja okazała się jednak prosta, a w momencie, w którym drzwi zaczęły się uchylać, chłopak poderwał dłoń z pistoletem. Po lufie prześlizgnął się ostry błysk, który wkrótce wskoczył też do krwistoczerwonego oka Gilberta.
- Bang - powiedział Wilk.
- Bang - odpowiedział pistolet.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Sro Maj 22, 2013 9:26 pm

Tu s... ― głos uwiązł mężczyźnie w gardle, gdy silny ból przeciął jego klatkę piersiową, w której zatonął nabój wystrzelony z pistoletu czarnowłosego. Nieznajomy odruchowo oddał strzał, choć będąc już w fazie osuwania się na kolana, nie miał już możliwości, aby starannie wymierzyć lufą w taki punkt, by mieć pewność, że przeciwnik skończy tak, jak on kończył w tym momencie ‒ ledwo żywy. Można powiedzieć, że Gilbert miał sporo szczęścia, ponieważ kontratak wymierzony przez konającego przeciwnika doprowadził jedynie do tego, że nabój utkwił w jego prawym ramieniu. Pomimo tego, że ból był dokuczliwy, przynajmniej mógł się cieszyć, że trafiono go w nieszkodliwe dla życia miejsce.
Zaraz po tym padł kolejny strzał. Tym razem to ciemnowłosy zmarnował jeden z pocisków i wymierzył strzał prosto w głowę w przeciwnika, który próbował walczyć z bólem w piersi, przy czym krztusił się, gdy próbował napełnić płuca odpowiednią ilością tlenu. Wreszcie odgłosy walki z przeznaczeniem ustały, a nieznajomy padł na ziemię, roztrzaskując sobie przestrzeloną już czaszkę o twardą podłogę. Ciemność w świecie ludzi rzeczywiście nie była wygodna dla kogoś, kto przyzwyczaił się do tego, że normalnie nie stanowi żadnej przeszkody, ale tym razem była także zbawienna, biorąc pod uwagę, że nie każdemu marzyło się, by podziwiać widok rozwalonego mózgu. Takanori zerknął z ukosa na Wilczego, chcąc ocenić jego stan, jednakże na chwilę obecną nie miał czasu dokładne przyjrzenie się ranie. I gdy rozchylił już usta, chcąc coś powiedzieć, na korytarzu rozległy się wygrażające krzyki i bezskuteczne nawoływania martwego towarzysza. Nishimura zmarszczył nos i skierował szybkie kroki w stronę drzwi, a wychyliwszy się za nie oddał kolejny strzał w kierunku jednego z nadbiegających mężczyzn. Dało się usłyszeć cierpiętniczy jęk i huk upadku. Gdy tylko światło latarki trzymanej przez jednego z nich, namierzyło go. Wsunął się z powrotem do pokoju, ale to nie powstrzymało przeciwników przed oddaniem strzałów.
Dwójka. Na bok ― mruknął cicho, starając się o to, by tylko dwójka przebywająca z nim w pokoju mogła to usłyszeć. Samemu odsuwając się kilka kroków na bok i przyległ plecami do ściany, tak, żeby nie znaleźć się na celowniku mężczyzn od razu po dostaniu się przez nich do pomieszczenia. A to było tylko kwestią sekund...
Poddenerwowani wparowali do środka, pewnie nie spodziewając się, że Cher, która wcześniej faktycznie zeszła z pola widzenia, postanowi zamachnąć się metalową walizką. Przynajmniej na coś się przydała. Nie wyrządziło to większej szkody mężczyźnie, ale latarka, która została wytrącona z jego ręki, runęła na ziemię odmówiła dostarczania oświetlenia. Drugi mężczyzna strzelił na ślepo, a dźwiękowi wystrzału zawtórowało brzmienie pękającego szkła. Oboje zaklęli pod nosem.
Nie ujdzie ci to na sucho, głupi szczeniaku! ― warknął wyższy z nich. Kręcąc się w miejscu, jakby starał się przebić wzrokiem przez ciemność. Niższy stał zwrócony do niego plecami, próbując określić położenie wroga.
Woof ― trudno powiedzieć, czy się droczył, czy tym samym dał znak Gilbertowi, że ma wycelować do jednego z nich. Mężczyźni zastygli w bezruchu, próbując zlokalizować źródło dźwięku. Odpowiedź nadeszła dość szybko. Wraz z kolejnym nabojem, który trafił w niższego mężczyznę. Ten ze zdenerwowania zachłysnął się powietrzem i zapewne był to już ostatni głęboki oddech w jego życiu.
Aiden!


Ta, brak weny again.

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarny Wilk
Nieudany Eksperyment

avatar

Male Dołączył : 04/04/2013
Liczba postów : 2332
AKATSUKI : Zastępca; dowódca patroli.
Wzrost i waga : 158 cm. na ledwo 35 kg.
Partner : The truth is you could slit my throat. And with my one last gasping breath. I'd apologize for bleeding on your shirt...
~ wasza pieprzona wysokość.

Aktualny wygląd : PatrolMisja Akatsuki (nielegalny kontrahent)See you in hellDaylight's EndCatch me if You canSalon
Ekwipunek : Klucz do domu Takanoriego.
Inne : RelacjeKontaktObrażenia • Malinki na ciele. Dużo malinek. Taki dalmatyńczyk pod ubraniem. • Ślad po kłach na szyi, aktualnie zasłonięty przez bandaż. • zdarte gardło (efekt: nienaturalna chrypa)
Bestia : Jednorożec - Nutella Azor von Lerłamerlę, Rabbi - Mozart, Nekro - Laien.
Artefakt : Uniwersalny Kluczyk.
FUNKCJE : Kundel administracji; Mistrz Gry; Naczelnik Misji; Strażnik Elementu Otchłani; Uzupełnianie spisu rang specjalnych.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Pon Maj 27, 2013 7:48 pm

Mimo zaciśnięcia zębów i tak wkrótce stęknął cicho, pod nosem, samemu sobie marudząc w temacie nieporadności. Oczywiście to nie była jego wina. W Świecie Ludzi każdy Potwór czuł się nieco słabszy. Siłą rzeczy, w końcu nie posiadał nadludzkich umiejętności i mocy, którymi mógł się na co dzień posłużyć w Otchłani. Miał tylko nieodparte wrażenie, że Takanori będzie miał mu to za złe.
„Znów to samo. Znów nie uważałeś. Znów dałeś się postrzelić... Znów jesteś problemem... Znów znów znów znów”.
Gilbert się skrzywił. Primą baleriną nie był, więc nawet jego rzeczywista ostrość wzroku nie obrzydziłaby mu kolacji. Przecież nie takie sceny już widział, tym bardziej, że mężczyzna nie był mu w żadnym aspekcie bliższy niż przeżuty kapeć spod kanapy. Naprawdę. Nie czuł się ani zniesmaczony, ani tym bardziej winny temu co się tutaj wydarzyło. Bardziej skupiał się na rwącym bólu ramienia, który momentami przyprawiał go o zawroty głowy.
Generalnie... lubiłem tę kurtkę.
Kolejne strzały. Gilbert zmrużył dwubarwne ślepia i zacisnął palce mocniej na broni, samemu chowając się w cieniu, wkrótce rozpraszanym przez nową latarkę. Do czasu. Nawet on nie spodziewał się tego, że śliczna panienka, użyje czegoś więcej niż... po prostu się tego nie spodziewał. W momencie jednak, gdy ta użyła walizki jako idealnego przedmiotu do wymierzenia ciosu, miał tylko cichą nadzieję, że gdyby uniósł teraz rękę, wycelował w nią i zastrzelił, reprymenda od Takanoriego nie byłaby taka długa, jakiej się spodziewał po otrzymaniu kulki w ramię.
Już właściwie unosił dłoń, już kładł palec na spuście, już słyszał huk wystrzeliwanego naboju... to nie. W ostatnim niemalże momencie poderwał jednak rękę w bok, wymierzając cios wyższemu z mężczyzn. Nacisnął na spust, celując nieco poniżej brody, doskonale wiedząc, że tak mocny kaliber sprawi, że ręka i tak podejdzie w górę, celując wyżej.
Mam nadzieję, że spotkamy się w piekle, dupku.
Przekrzywił głowę na bok, oddając jeszcze jeden strzał. I jeszcze kolejny, dla pewności, co do trafienia.

_________________


{ . . . }

I do very bad things and I do them very well.
________________I wanna... li-li-li-lick you...

{ w i l d __w o l f  }

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   Wto Maj 28, 2013 5:27 am

Mężczyzna oddał ślepy strzał w podłogę, padając na ziemię na skutek dwóch celnych strzałów, które doprowadziły do śmiertelnych obrażeń. Zgłuszony huk rozbrzmiał w pomieszczeniu, gdy nieznajomy upadł prosto na swojego towarzysza. Nie tak miało to wyglądać, jednakże Nishimura nie odezwał się ani słowem, ani na temat tego, że zwrócili na siebie uwagę, ani tego, że Gilbert oberwał przypadkiem. Takie rzeczy po prostu się zdarzały, a wypadki przy pracy wzbogacały ludzkie doświadczenia.
Nasłuchiwał jeszcze przez chwilę, po czym schował rewolwer, gdy zyskał już pewność, że teren jest czysty. Nie dość, że wokół panowała martwa cisza, to sama śmierć właśnie rozgościła się w budynku, by zebrać świeże duszyczki.
Idziemy ― mruknął. A pozostała dwójka nie miała wyboru. Zresztą wątpliwe, by którekolwiek z nich chciało tu jeszcze zostać i czekać aż przypadkiem zjawi się tutaj więcej osób.
Gdy znaleźli się na zewnątrz, musieli najpierw minąć kilka przecznic, aby znaleźć się nieco dalej od miejsca zbrodni. Kitsune obejrzał się za siebie przez ramię, natrafiając wzrokiem na czarnowłosego, który cały czas trzymał się kilka kroków z tyłu, zaciskając palce na rannym ramieniu. A przecież wcale nie musiał z nimi iść. Właściwie nawet nie powinien. Niemniej jednak, zamiast przekazać mu tę wiadomość, zatrzymał się, a ciemnowłosa spojrzała na niego zaskoczona. Już rozchyliła usta, żeby spytać, co się stało, gdy Nishimura odwrócił się przodem do Wilczego i dość szybko pokonał dzielącą ich odległość. Salvatore nawet nie miał czasu zareagować, gdy ręka ciemnowłosego zacisnęła się na jego zdrowym ramieniu, a plecy zetknęły się z murem.
Nawet nie próbuj się wyrywać. Siadaj ― mruknął, wręcz zmuszając czarnowłosego do usadowienia się na ziemi. Nie przejmował się groźnymi spojrzeniami czy ewentualnymi powarkiwaniami i obwieszczaniem mu tego, jakim jest dupkiem. Przykucnął obok i bez skrępowania zsunął częściowo kurtkę z jego ramion i podwinął rękaw koszulki do góry. Przyjrzał się dokładniej ranie postrzałowej, w której wciąż tkwił nabój. Takanori sięgnął po scyzoryk, którego ostrzem delikatnie powiększył ranę. Wydobywanie ciała obcego mogło być dla czarnowłosego bolesne. Pewnie dlatego starał się zrobić to w miarę szybko, by później owinąć prowizorycznie jego rękę nowym kawałkiem naciętego materiału. Zresztą jego koszulka i tak nadawała się już jedynie do wyrzucenia. ― Niech ktoś potem się tym zajmie.
Schował scyzoryk, jednakże nie odsunął się. Wyglądał tak, jakby o czymś sobie przypomniał. I znowu sięgnął go kieszeni. Tym razem wyciągnął z niej coś innego. Na pewno nie było to nic niebezpiecznego. Niewielkie pudełeczko, które wręcz wcisnął do ręki Gilbertowi, nie dając mu innego wyboru, jak tylko je przyjąć.
Zapłata. Jest twój ― rzucił krótko, nie wyjaśniając czarnowłosemu, co dokładnie należało teraz do niego. Zresztą był pewien, że chłopak będzie zdawał sobie sprawę, jak to wykorzystać. ― Nie możesz iść ze mną ― jakby jeszcze w ogóle chciał iść. Z dwojga złego i tak lepiej było to zaznaczyć. Spojrzenie szarych ślepi wyraźnie dało mu do zrozumienia, że ma wracać do domu. Jednakże Takanori nie powiedział już nic więcej. Podniósł się z kucek, przenosząc spojrzenie na Cher, do której kiwnął porozumiewawczo głową, a zaraz po tym ruszył w kierunku, w którym mieli się udać. Dziewczyna skinąwszy do czarnowłosego głową na pożegnanie ruszyła za ciemnowłosym, starając się dotrzymać mu kroku.
Zniknęli Wilczemu z oczu, skręcając w jedną z zapuszczonych uliczek.

MISSION COMPLETED
Gratulacje, udało ci się wytrzymać to... coś. Tym samym Gilbert zyskał umiejętność włamywania się, a w pudełeczku, które dostał znajduje się artefakt. Dokładniej uniwersalny kluczyk. Gdyby tak kiedyś zatrzasnął się w tym kiblu.
Obrażenia: Jedynie rana postrzałowa na prawym ramieniu. Nabój został już wyciągnięty, ale miejsce i tak wymaga lepszego opatrzenia.

*wykopuje temat do archiwum*

_________________


Mine, motherfuckers.

MY LEVEL OF SARCASM IS TO A POINT
WHERE I DON'T EVEN KNOW IF I'M KIDDING OR NOT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Co ty tu, kurwa, robisz?   

Powrót do góry Go down
 
Co ty tu, kurwa, robisz?
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Archiwum-
Skocz do:  
_______________________