IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Scena kameralna.

Go down 
AutorWiadomość
Take
Niepohamowany Szał

avatar

Dołączył : 03/04/2013
Liczba postów : 2307
GHOST : Zastępca
Godność : Takanori „Kitsune” Nishimura.
Wzrost i waga : 169 cm | 49 kilogramów.
Partner : I told you I`m gonna hold you down until you`re amazed, give it to you till you`re screaming my name, you stupid dog.
Pan/Sługa : - | Gilbert, Prawy, Mio, Leo, 7.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Szare, kocie oczy i wydłużone, mocne, zaostrzone, zwierzęce kły. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden. Wyraźna blizna pod lewym okiem, ciągnąca się od dolnej powieki do połowy policzka.
Aktualny wygląd : Daylight's End: klik; Nocna Republika (Shetani): klik; misje: klik; Think you're a dragon slayer: klik.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, w kaburze czarny rewolwer ASG z pełnym magazynkiem (6 naboi), komórka, pieniądze i scyzoryk.
Inne : Niezrównoważony psychicznie skurwiel. I ma widoczną malinkę na szyi...?
Obrażenia : Rozdarty, opatrzony lewy bok; liczne zadrapania na ciele, szczególnie na plecach (czyli good sex, bo Gilbert).
Bestia : Feniks ‒ Andromeda; Reikon ‒ Ryu.
FUNKCJE : Administracyjny Skurwiel; Mistrz Gry; Strażnik Elementu Otchłani.

PisanieTemat: Scena kameralna.   Czw Kwi 04, 2013 7:36 pm

Okrągłe pomieszczenie sali kameralnej, należy do jednych z najbardziej czarujących miejsc na terenie Opery. Ściany tutaj wykonane są z ciemnego, matowego szkła, które odcina pokój od reszty budynku. Dodatkowo od środka powieszone są grube, szkarłatne zasłony ze złotymi wykończeniami, spływające z sufitu oświetlonego przez jeden kryształowy żyrandol, by ostatecznie spocząć na ziemi, pokrytej miękkim, purpurowym dywanem. Fotele są tutaj duże, szeroko rozstawione, co automatycznie zmniejsza liczbę miejsc w tej małej sali. Siedzenia ustawione są na planie koła, otaczającego małą scenę zrobioną z ciemnego drewna.
Wystawiane są tutaj zazwyczaj jednoosobowe przedstawienia lub koncerty, jednak zdarzają się przypadki, kiedy to ludzie spotykają się w tym zacisznym, zapewniającym całkowitą prywatność miejscu w zupełnie innych celach niż kontemplowanie sztuki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent
Szkarłatnokrwisty

avatar

Dołączył : 08/06/2013
Liczba postów : 39
Ranga dodatkowa : Łowca Potworów.
Godność : Vincent Star
Wiek : Wizualnie: 19
Rasa : Szkarłatny Krwiopijca
Orientacja : Biseksualny
Wzrost i waga : 186cm., 69kg.
Pan/Sługa : Nath - oficjalnie jego kontrakt, tym samym pan
Znaki szczególne : Trzy kolczyki w prawym uchu, tyle samo w lewym i w wardze. Posiada również spory tatuaż na plecach. I... wyróżnia go chyba bladość skóry, czyż nie?
Aktualny wygląd : Granatowa koszula, rozpięta dwa guziki na dole oraz u góry, tym samym ukazując dwa srebrne naszyjniki widniejące na jego szyi. Na prawej dłoni znajduje się pierścionek, a skryte pod materiałem odzieży - rzemyki. Założone ma zwykłe, czarne spodnie, oraz tego samego buty po kolana.
Ekwipunek : Sztylety schowane w nogawkach spodni oraz telefon
Fabularnie : Zajęty= Nath, Sephiroth

PisanieTemat: Re: Scena kameralna.   Pon Cze 10, 2013 2:47 pm

Wampira brała już powoli brała irytacja. A powszechnie wiadomym faktem jest, że humor jego odbija się bardzo na jego otoczeniu. Już jeden jakiś młody wampir oberwał od niego dość pokaźnie, gdyż przechodził koło niego - zdaniem Vincent'a - zdecydowanie za głośno. Oczywiście, potem to się rozeszło i wszystkie osoby mające instynkt samozachowawczy zawracały, gdy widziały go nadchodzącego. Oczywiście, nic poza ''zaufane'' kręgi nie wyleciało, gdyż wtedy to Star zrobiłby burzę. Włóczył się więc tak po Otchłani. Poważnie ranny został potwór, a on sam chodzi tam i z powrotem, czemu? Odpowiedź była nader jasna i irracjonalna - był znudzony. Nerwy miał w strzępach. Cóż, żył tyle lat już w tej Otchłani, że raczej nic go nie zszokuje, nie zadziwi. A przynajmniej on sam tak sądził.
Przeszedł jeszcze kilka minut drogi. Oczywiście, kroki nader leniwe, gdyż co jak co, ale nie powinien szukać rozrywki. To ona powinna szukać go. I już go znaleźć. Ale chyba oboje się mijali. Nagle stanął. Pośród ciszy i szumu wiatru usłyszał drobne dźwięki, pędzące wraz z wiatrem. Stanął, wytężając zmysły. Od razu skierował po chwili głowę we właściwym kierunku. Podniósł kącik ust do góry. Czy jego ''nos'' się mylił, czy własnie znalazł swoje ''zajęcie''? Oby było zabawnie, bo chyba naprawdę kogoś dzisiaj rozszarpie... Albo pożre, lepsza perspektywa dla niego. Tym bardziej, że powoli żądza krwi zaczęła dawać o sobie znać. Aż przesunął powoli językiem po dolnej wardze na myśl o niej. Powoli przesunął dłoń do swojej szyi. Znowuż wyschło mu w gardle. Więc teraz jeszcze bardziej jest skłonny do irytacji. Po ''odpłynięciu'', w końcu ruszył przed siebie. Już nieco żwawiej, zważywszy na to, że chciał jak najszybciej coś, co dostarczyłoby mu rozrywki. Melodia była coraz wyraźniejsza, słyszał coraz więcej dźwięków. Nie było to jakoś specjalnie daleko stąd. Gdy już był naprawdę blisko, pierwsze co rzuciło mu się w oczy, był znany budynek. Opera. Cholera, jak on tutaj dawno nie był. Chyba, jak te sztywniaki zaprosiły go na ta muzykę, chociaż wiedział, że tak naprawdę mieli oni własne powody, a nie bratanie się z Vincentem. Np., czy juz do końca nie oszalał i może próba zdobycia sympatii, by go kontrolować. Ale, ale... czy warto się o tym rozdrabniać? Po chwili, swoje spojrzenie skierował w miejsce dochodzenia melodii. W beznamiętnych oczach można było dostrzec ciekawość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Scena kameralna.   Pon Cze 10, 2013 3:43 pm

Wędrował, wędrował i wędrował, aż przywędrował. Gdzie? Opera....Naprawdę? Po co go tutaj przygnało? Jego zacne nogi i wyłączony zupełnie mózg. Cały On. No nic, jak już tutaj jest, to trzeba coś zrobić. Wejść tam. Stać go? No jasne, że nie. Stać go na jedzenie dla siebie oraz dla jego psa. Na razie. Coś, coś....Przeruchać się? Nieee......Zbyt normalni ludzie tutaj przybywają i nie zechcą, więc nic innego nie pozostaje mu, jak zdjąć ze swych pleców, swą zacną gitarę i począć na niej grać przed samym wejściem. Może się ktoś zlituje w końcu i da mu te nędzne, parę groszy na durny bilet? A co z psem? Nie wpuszczą go.....Zostawi przed wejściem. Poczeka na Lisa. Kochany towarzysz. Jedynie komu ufa najbardziej. On mu także. Zawsze jest przy jego boku. A On zaś u boku Death'a. Niby taki nędzny sługa, no ale jednak sługa samego Boga Śmierci. Wiele osób by mu już zazdrościło. Ma to swoje plusy oraz minusy, chociaż ich nie dostrzega. Jednak prawda, jeszcze nie był w jego rezydencji, no ale wszystko przyjdzie z czasem.
W końcu przysiadł na murku od potężnego budynku. Zdjął swój kochany instrument, wyjął z pokrowca, ułożył wygodnie na nogach swych i począł na niej grać. Przepiękna, czysta melodia poczęła się wydobywać z drewnianego pudła. Randomowy utwór. Często sam wymyślał dla siebie utwory, bo nie miał co ze sobą zrobić. Jego wierny przyjaciel, przysiadł mu dosłownie koło nogi, ale tak, by mu nie przeszkadzać w tej cudownej grze. Naprawdę była ona przepiękna. Mało osób tak potrafi grać jak On bez żadnych specjalnych lekcji, czy coś podobnego. Jednak dzisiejsze istoty nie mają serca dla niektórych, poza wyjątkami. Niestety tych wyjątków nie było dzisiaj tutaj, gdy Oni tak bardzo byli potrzebni. Grał już tak przez dłuższy czas i grał. Nadal nic. A tak bardzo pragnął wejść do Opery i sobie posłuchać jak inni grywają nieziemsko. No cóż....Będzie grał dalej, do póty ktoś się nie znajdzie chętny.
Powrót do góry Go down
Vincent
Szkarłatnokrwisty

avatar

Dołączył : 08/06/2013
Liczba postów : 39
Ranga dodatkowa : Łowca Potworów.
Godność : Vincent Star
Wiek : Wizualnie: 19
Rasa : Szkarłatny Krwiopijca
Orientacja : Biseksualny
Wzrost i waga : 186cm., 69kg.
Pan/Sługa : Nath - oficjalnie jego kontrakt, tym samym pan
Znaki szczególne : Trzy kolczyki w prawym uchu, tyle samo w lewym i w wardze. Posiada również spory tatuaż na plecach. I... wyróżnia go chyba bladość skóry, czyż nie?
Aktualny wygląd : Granatowa koszula, rozpięta dwa guziki na dole oraz u góry, tym samym ukazując dwa srebrne naszyjniki widniejące na jego szyi. Na prawej dłoni znajduje się pierścionek, a skryte pod materiałem odzieży - rzemyki. Założone ma zwykłe, czarne spodnie, oraz tego samego buty po kolana.
Ekwipunek : Sztylety schowane w nogawkach spodni oraz telefon
Fabularnie : Zajęty= Nath, Sephiroth

PisanieTemat: Re: Scena kameralna.   Pon Cze 10, 2013 6:48 pm

Spojrzał na osobę, która grała tą melodię na instrumencie. Albo raczej najpierw na jej palce, spod których wydobywały się takie piękne dźwięki. Potem na jego rude włosy. Przesuwał po nich tak wzrokiem, aż nie natrafił na jego twarz. Przechylił głowę w bok, tak obserwując go. Po chwili znowuż uśmiechnął się ledwo zauważalnie kącikiem ust. Po chwili podszedł do niego z dużymi gramami lenistwa. Bez skrępowania cały czas w niego się wpatrywał. Po chwili uniósł jego podbródek dwoma palcami i uśmiechnął się lekko do niego. Chociaż jego uśmiech był dziwny, bo nie wiadomym było, czy ma dobre intencje, czy też nie do końca. Zaraz go jednak puścił, odsuwając się nieco.
- Masz bardzo ładną grę. Urzekła mnie. - wyszeptał, patrząc się mu w oczy, po czym jeszcze raz spojrzał na wejście do opery. - Jednakże, intuicja mi mówi, że wolisz tam być. Mam rację? - uniósł brew w pytającym geście. Ale w końcu już Vincent wiedział swoje.
Potem przesunął wzrok na jego szyję. Schylił się nieco, sięgając palcami po jego szyi. Spojrzał na nią, jakby chcąc zobaczyć żyły. Nie zobaczył, chyba, że wyobraźnią. Aż poczuł przemożną chęć wbicia swoich kłów w tą skórę. Zmrużył oczy, po czym powoli wbił tam opuszek paznokcia. Od razu poczuł intensywną woń jego krwi. Ten zapach był ponętniejszy niż jakiekolwiek perfumy w życiu będą. Kły mu sie juz nieznacznie wysunęły, jednak nie do końca. Przesunął językiem po swoich zębach. Właściwie, wydawał się być odurzony w tej chwili jego krwią, zupełnie tracąc pojęcie rzeczywistości. Nie do końca jednak tak było, gdyż w każdej chwili był gotów unieruchomić swoją ofiarę, jak zacznie się za bardzo rzucać. Tak, mógł nawet wypić ją siłą.
- Zrobimy tak. Ty oddasz mi trochę swojej krwi... A ja wezmę Cię do tego budynku. Na operę. Co Ty na to?
Już po chwili odrzucił swoje długie włosy do tyłu i przykucnął przy nim. Przybliżył swój nos do jego szyi. Nie mogąc się powstrzymać, zlizał zaledwie krople krwi, powoli płynące po jego skórze. Zamruczał cicho i bez pardonu początkowo zaledwie musnął go w tamtym miejscu kłami. Że niby chciał być delikatny? Nawet nie ma takiej możliwości. Już po chwili zacisnął palce na jego ramionach, a sam wbił się nagle mocno. Oddech mu znacznie przyspieszył. Nie cackał się z nim. Pił zachłannie i mocno. Nie był cierpliwy. Głód był dość spory, ale do opanowania. To naprawdę była nigdy niekończąca się żądza. Teraz najważniejsze było zaspokojenie. Wbił mocno pazury w jego ramiona. Ssał chciwie. Zamknął oczy, biorąc ostatnie łyki. Po chwili, już oderwał się od niego. Palcem starł krew, gdyż wbił się naprawdę głęboko. Zlizał ją. Spojrzał na niego, a potem uśmiechnął się lekko, dość wampirzo. Kły nadal nieco były wysunięte.
- Na co czekasz? Idziemy? - zapytał, samemu jakby nigdy nic kierując się do wejścia.
Właściwie, Star nigdy nie wydawał się ostrożny. Nie obchodziło go, kogo wysysał krew. Byle, by być samemu zadowolony. Ostrożnie żył tyle lat, że na starość juz po prostu nie przejmował się takimi drobiazgami. Popatrzył jeszcze na niego, zlizując ostatnie resztki życiodajnej cieczy, a kły już po chwili wyglądały normalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Scena kameralna.   Wto Cze 11, 2013 9:40 am

Prędzej czy później już zapomniał, że chciał tam wejść. Muzyka go pochłonęła całościowo. Szczerze, to nawet pojawiło się parę monet, jednak wciąż za mało. Palcami uderzał spokojnie o struny. Wkrótce jednak poczuł na sobie czyjś wzrok, jedna wciąż nie przestawał grywać. Dopiero mu przerwano tą wspaniałą grę, gdy ktoś uniósł jego podbródek, bez żadnej krępacji. Jego pies przybrał pozycje atakującą. Był wytresowany. Spojrzał temu ktosiowi prosto w oczy, swymi zielonymi ślepiami i nie koniecznie był to miły wzrok. Nie ujawnił swojego uśmiechu. Pozostał puszczony. Pies nadal był w swojej pozycji, ukazują swe białe kły.
- I co z tego, że potrafię grać, skoro nic z tego nie wynika? I...Masz rację, chcę. Nie bez powodu akurat tutaj siedzę i tutaj gram. - oznajmił.
Bacznie obserwował poczynania nieznajomego. Doskonale wiedział czego chciał, gdy zobaczył jego wzrok przechodzący na szyję Seph'a. [/color=orange]Wampir.[/color] Stwierdził w myślach. Późniejszy ruch potwierdził jeszcze bardziej jego teorię. Skóra Kotori'ego była dosyć delikatna, więc przebicie ją nie było za szczególnie trudne, co było można zauważyć. Trzymając swój wzrok cały czas na Nim, uśmiechnął się mimowolnie. Zabawne.... Śmieszyła go owa sytuacja. Ciekawe jak bardzo głodny jest? A może się z nim tak pobawić chwilę? Reakcja może być jego całkiem ciekawa.....Lubił ryzyko.
- Nawet gdybym nie wyraził na to zgody byś to zrobił, ale dobra. Tylko bądź ostrożny, bo może mi stanąć. - uniósł jeden z kącików ust.
Nie ma to jak głód, którego sam mimowolnie nie potrafisz powstrzymać. Tego typu istotami są właśnie Wampiry. Chcą za wszelką cenę skosztować krwi, nawet nie wiedząc, kim tak naprawdę jest owa osoba. Potem mogą mieć niezłe problemu, no ale bez ryzyka nie ma zabawy. Ciągle sobie to powtarza i ta teoria fajnie się sprawdza.
Odchylił swą szyję do tyłu, by to było "wygodniej", a gitarę dał gdzieś na bok, by zbytnio nie przeszkadzała w konsumowaniu. Gdy tylko się zbliżył do jego szyi, pies automatycznie począł warczeć oraz szczekać, lecz nie podejdzie i nie zaatakuje. Czemu? Nie dano mu owego polecenia. Sephiroth ponownie uśmiechnął się. Był rozbawiony sytuacją. Swą dłoń ułożył na jego głowie, by to wbił się już w niego. Też nie był cierpliwy, szczególnie jeżeli chodziło o przyjemność. W końcu się w niego wbił, po chwili zaś mocniej. Wydał z siebie nieopanowany, cichy jęk, po czym lekko się zarumienił. Ból......Nie potrafił mu odmówić, między innymi dlatego się zgodził.
- Mój Pan nie byłby zadowolony z tej sytuacji. - wyszeptał mu do ucha, gdy skończył wysysać z niego krew.
Pies wciąż szczekał. Złapał się za miejsce ugryzienia. Wciąż krew ciekła, no i będzie przez pewien czas. Uśmiechnął się pod nosem, po czym wstał i uspokoił psa. Wziął swą gitarę, schował do pokrowca i założył na plecy. Wziął zarobione pieniądze i schował do kieszeni od spodni. W końcu ruszył za Krwiopijcą. Po chwili był obok niego. Pies pozostał pod budynkiem.
- Można znać imię zacnego Krwiopijca? - spoglądnął na niego kątem oka. Krew już powoli przestawała lecieć. Poprawił gitarę na plecach, bo mu spadała trochę.
- Masz może świadomość, że...... - nie dokończył. Nie chciał. Nie musi wiedzieć, co chciał mu powiedzieć. Pobawi się trochę z nim. Ale to wkrótce.
Powrót do góry Go down
Vincent
Szkarłatnokrwisty

avatar

Dołączył : 08/06/2013
Liczba postów : 39
Ranga dodatkowa : Łowca Potworów.
Godność : Vincent Star
Wiek : Wizualnie: 19
Rasa : Szkarłatny Krwiopijca
Orientacja : Biseksualny
Wzrost i waga : 186cm., 69kg.
Pan/Sługa : Nath - oficjalnie jego kontrakt, tym samym pan
Znaki szczególne : Trzy kolczyki w prawym uchu, tyle samo w lewym i w wardze. Posiada również spory tatuaż na plecach. I... wyróżnia go chyba bladość skóry, czyż nie?
Aktualny wygląd : Granatowa koszula, rozpięta dwa guziki na dole oraz u góry, tym samym ukazując dwa srebrne naszyjniki widniejące na jego szyi. Na prawej dłoni znajduje się pierścionek, a skryte pod materiałem odzieży - rzemyki. Założone ma zwykłe, czarne spodnie, oraz tego samego buty po kolana.
Ekwipunek : Sztylety schowane w nogawkach spodni oraz telefon
Fabularnie : Zajęty= Nath, Sephiroth

PisanieTemat: Re: Scena kameralna.   Wto Cze 11, 2013 4:19 pm

Właściwie, nie docierały słowa rudowłosego, póki pijał krew. Uważał je zwyczajnie za zbędne. Dopiero, gdy wyjął swoje kły z jego szyi, spojrzał na niego w miarę przytomnym wzrokiem. Uśmiechnął się pod nosem. No cóż, jego ''pan'' chyba też nie byłby zadowolony. Ale przecież nikt nie musiał o tym wiedzieć, prawda? No, chyba, że sprawianie kłopotów Vincentowi - bo raczej człowiekiem nie pogrozi - było takie zabawne. Spojrzał na kundla. Miał ochotę go rozszarpać. Albo pobawić się z nim na swój sposób. Był o wiele za głośny. Drażniło go to. Potem znowuż przeniósł wzrok na tegoż pana.
- Przestałem dawno się przejmować takimi rzeczami, drogi kolego. Za stary jestem chyba na to. Chyba dlatego jestem taki kłopotliwy dla innych. Ale co mnie to? - westchnął ciężko. Przyłożył wskazujący palec do ust, mierząc go wzrokiem - Ale zawsze może to pozostać naszym słodkim sekretem, prawda? Jeżeli nie... No cóż, nie przekonam Cię. Działanie zasadami innych jest naprawdę dużym ograniczeniem. Tym bardziej, gdy zabawnie jest je łamać. - wzruszył ramionami, puszczając mu oczko.
W końcu wszedł do budynku, na razie ignorując zapytanie o imię. Melodia brzmiała w całym budynku. Zaczęło się. Chyba muszą się pospieszyć, prawda? Od razu zapłacił za nich dwoje. W końcu miał pieniądze. Jak się jest wieki w Otchłani to się trochę nazbiera. Star miał takie szczęście, że nawet będąc rozrzutny pieniądze się pojawiały. Czasem przez bardziej humanitarne sposoby, czasem mniej. Kogo to jednak obchodziło? Od razu poprowadził mężczyznę przodem, do sali. Sam miał szczęście, jak chodzi o ubiór. Z reguły ubierał się dość elegancko, więc nie wyróżniał się nadto. Było już kilka osób na sali, nie licząc muzyków. Sam zajął miejsce gdzieś bardziej z tyłu. Zaprosił jego towarzysza, by usiadł obok niego. Przymknął oczy, słuchając melodii. Rzec można by było, że zapomniał o tamtym pytaniu. Gdyby nie to, że zaraz odpowiedział na nie, ledwie ruszając ustami. Bardziej się skupiał na muzyce.
- Nazywają mnie różnie. Po cóż dzielić się swoim imieniem, gdy i tak nazywają Cię jak chcą? Daj mi pseudonim i go używaj. - wzruszył ramionami.
Nie widział potrzeby dzielić się swoim imieniem. Poza tym, mało kto znał jego imię, gdyż określany raczej był jako ''Szaleniec''. No, naprawde nie wiedział jak to się stało, przecież przez wieki był taki grzeczny i pokorny...
Leniwie otworzył powieki, patrząc chwilę na niego, po czym zaczął obserwować scenę. Widać, muzycy dawali z siebie naprawdę wszystko i dużo. Grali całym sercem. Starannie. Potrafili zagrać idealnie delikatne dźwięki, by przejść do bardziej ''groźniejszego'' klimatu. Przynajmniej tak to wyglądało od strony wampira, który już po chwili odpłynął do swojego świata. Już jego wyobraźnia działała, przywiewając różne ruchome obrazy. Wyglądał, jakby całkowicie nie był obecny tutaj, ale instynkt pozostał czujny w razie jakiegoś ataku, czy innego kłopotliwego zdarzenia. Niemalże zupełnie zapomniał o towarzyszu. Lubił czasem takie wypady. W jakiś sposób mógł się wyżyć w swojej podświadomości. Wyobraźni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Scena kameralna.   Pią Cze 21, 2013 11:17 am

Cóż.....Gdyby On to uczynił - czyli rozszarpał jego psa -, byłby zmuszony zachować się niegrzecznie w tym oto pięknym miejscu, albo poprosić go zwyczajnie, abyśmy zmienili miejsce i tam by się z nim rozprawił. Nie darowałby śmierci swojego pupila. Odkąd pamięta jest z nim w tym świecie. Furia by go uderzyła i to niezła. Na dobrą sprawę nikogo On nie słucha, oprócz właśnie Sephiroth'a i.....No i jego Pana, znaczy się Seph'a Pana. 
Ich spojrzenia mogły się spotkać. Zielona ślepia wlepiły się w tą postać i to bardzo dokładnie oraz ostrożnie.
- W sumie to i dobrze, ale tutaj radzę Ci akurat uważać. I nie zignoruj mych słów, bo wiem co mówię, naprawdę. A zresztą.....Może być zabawnie. - uśmiechnął się pod nosem. 
- Może, ale nie wiem jak długo. - uśmiech zamienił się w uśmiech dla Niego. - Może.
Wszedł z Nim. Czekał aż kupi bilety dla Nich. Przez ten czas myślał co z jego pupilem. Nie lubił go zostawiać samego, no ale czasem sytuacja tego wymagała. Gdy tylko już to zrobił, to ponownie poszedł za Nim. U niego pieniądze? A mógłby je mieć, mógł, ale nie chciał. Szczerze, to woli się szwendać od kąta do kąta i zarabiać sobie....W sumie tylko tak, aby przetrwać. Jak chce coś większego, przetrzyma sobie. Na razie dobrze mu to wychodziło. Weszli do przeogromnego pomieszczenia, które zresztą było bardzo piękne, a jaka muzyka się z niego wydobywała? Oj, dawno już tak wspaniałej nie słyszał, dawno. Tylko w pobliskich restauracja, gdy przechodził obok i akurat jakiś klient wchodził, bądź wychodził. Przysiadł obok niego, z mimowolnym uśmiechem na twarzy. Chwilę potem i On zamknął oczy i nic, tylko wsłuchiwał się w dźwięki, jakie owe instrumenty wydobywały. Najbardziej wsłuchał się w skrzypce. Uwielbia je. Mógłby na nich grać i grać, ale nie posiada ich. Może jego Pan mu je sprawi? No zobaczy się. Dał się omamić muzyce, jaka go gościła, co przyczyniło się oparciem głowy o ramię nieznajomego. Włączył się. Chwilę potem przepiękny koncert się skończył, a On powrócił do świata realnego. Otworzył powieki i podniósł głowę. Po chwili wstał, uśmiechając się do Niego. Udał się w stronę wyjścia. Miał nadzieje, że napotka któregoś z muzyków i zamieni z Nim parę zdań. Miło by było. 
- Hym.....No to będę Cię zwał....Pijawka. - uśmiechnął się złośliwie. 
No cóż....Jak chciał, tak ma. Kotori wziął głęboki oddech, po czym o wstrzymał i po jakieś chwili wypuścił. Stał w miejscu i wypatrywał wzrokiem jakiegoś muzyka, jednak nikogo nie mógł znaleźć. Chwycił swój długi ogon i począł się nim bawić, zerkając to czasem na "Pijawkę". Uśmiechał się pod nosem, gdy to robił. 
- Jak wrażenia z koncertu? - w końcu coś powiedział, po dłuższej ciszy i wpatrywaniu się, gdzie jest jakiś muzyk.
Powrót do góry Go down
Vincent
Szkarłatnokrwisty

avatar

Dołączył : 08/06/2013
Liczba postów : 39
Ranga dodatkowa : Łowca Potworów.
Godność : Vincent Star
Wiek : Wizualnie: 19
Rasa : Szkarłatny Krwiopijca
Orientacja : Biseksualny
Wzrost i waga : 186cm., 69kg.
Pan/Sługa : Nath - oficjalnie jego kontrakt, tym samym pan
Znaki szczególne : Trzy kolczyki w prawym uchu, tyle samo w lewym i w wardze. Posiada również spory tatuaż na plecach. I... wyróżnia go chyba bladość skóry, czyż nie?
Aktualny wygląd : Granatowa koszula, rozpięta dwa guziki na dole oraz u góry, tym samym ukazując dwa srebrne naszyjniki widniejące na jego szyi. Na prawej dłoni znajduje się pierścionek, a skryte pod materiałem odzieży - rzemyki. Założone ma zwykłe, czarne spodnie, oraz tego samego buty po kolana.
Ekwipunek : Sztylety schowane w nogawkach spodni oraz telefon
Fabularnie : Zajęty= Nath, Sephiroth

PisanieTemat: Re: Scena kameralna.   Nie Cze 23, 2013 12:18 pm

''[..]tutaj radzę Ci uważać.'' - ile razy to słyszał? Właściwie, to zignorował zupełnie te słowa. Przecież nie zamierza go tutaj zjeść, bo był w miarę nasycony. Więc o co chodzi? Obydwoje lubią zabawę, z tego co wywnioskował. Nie widział żadnych kłód. A jeśli go wyda... No ludzie, była kulturalna wymiana. To takie nie fair, no. Ale w tej chwili nie miał ochoty się nad tym zastanawiać. Miał ochotę posłuchać muzyki. Nic innego. 
Westchnął cicho na tą ksywkę. Może być i ''Pijawka''. To tylko ''przywoływacz'', ułatwienie komunikacji. Poza tym, spodziewał sie tego pseudonimu. Dobrze, że nie ''Komar''. Rudzielec i tak zostanie Rudzielcem. Sięgnął do jego ogona, za końcówkę. Przesunął po niej palcami. Całkiem miękkie futerko. Po chwili jednak puścił go, dotrzymując mu kroku. 
- Było nieźle. Dawno tutaj nie byłem. Chociaż miałem dziwne wrażenie, że pewne instrumenty nie są zsynchronizowane... Ale może to było specjalnie. I tak było wspaniale. - mruknął, trochę od niechcenia.
Muzyki sami nawet ruszyli w ich kierunku, z delikatnym, czarującym spojrzeniem. Vincent tylko gości zmierzył wzrokiem, jednak po chwili odwrócił twarz w kierunku wyjścia  z pomieszczenia. Było tam coś, co bardziej interesowało go od pytań jak ''podobało sie'', oraz innych bzdur. Mianowicie, słyszał jakieś małe, szybkie kroki i trochę jakby pazurków, oraz cięższych i wolniejszych. Z pewnością narobiło to zamieszanie, gdyż większy pan, co gonił coś mniejszego narobił większego zamieszania, niżeli było potrzeba. Zaczął przeklinać, tupać, oraz przy okazji przepraszał innych za zamieszanie. Robił to tak niezdarnie, że Vincent mógł podejrzewać, że ten koleś jest zwykłym człowiekiem, nie żadną istotą. Co byłoby ciekawe, bo to za częste chyba nie jest. Weszli wreszcie do pomieszczenia z hukiem. Od razu wampir dostrzegł jakiegoś psa, oraz dość ''potężnego'' - w szczególności w pasie - faceta. Piesek zgrabnie koło stóp przeleciał, a ten gdy przebiegł, musiał potrącić Vincenta, Rudzielca i muzyków. Star uniósł brewkę, zasiadając wygodnie na siedzenie, na które z jaką gracją wpadł! Tak, że gdyby był człowiekiem, od razu miałby połamany kręgosłup. Niesamowite, nie używając mocy podczas pościgu ten facet zmasakrował większość pomieszczenia! W końcu dorwał futrzaka i mało delikatnie podniósł go za kark. Szarpnął nim, wyżywając się. Słyszeć można było szeptane wyzwiska, między ciężkimi oddechami, które na poziomie były mniej więcej ''zapchlonego kundla''. Patrząc na pomieszczenie, niemal pisnął z żałością. Nie widział w tym swojej winy, a psa. Dlatego też ze wściekłością rzucił nim o ścianę. ''Pijawka'' patrzyła na ten wybuch agresji z zadowoleniem. Nie obchodziło go, czyj to był pies. Ale możliwe, że to Rudzielca, ale to już nie jego sprawa. Lubił patrzeć na skrajne emocje. Może dlatego, że sam niemalże nigdy ich nie pokazywał? Futrzak pisnął cicho. Star nie zdziwiłby sie, gdyby okazało się, że ma jakieś złamanie. Teraz wzrok przeniósł na Rudego. Możliwe, że zobaczy jakąś jego reakcje, jak to jego było. Uśmiechnał sie pod nosem w oczekiwaniu. Teatr! Dramat-komedia! Poszedł do opery a to dostał. I to w promocji, za darmo!

[Czy to Sephi pies, czy też nie - sam zdecyduj.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Scena kameralna.   

Powrót do góry Go down
 
Scena kameralna.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  Opera-
Skocz do:  
_______________________